-
Posts
11174 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
4
Everything posted by Martens
-
Balbina, nie chodzi o to, że masz dawać psu śmieci - tylko chude (i przy okazji drogie, bo dla ludzi najsmaczniejsze) mięso bez chrząstek i ścięgien jest zwyczajnie uboższe w składniki odżywcze i na dłuższą metę nawet bardziej obciąża nerki niż takie o jakim pisałam, z elementami chrzęstnymi (tchawica), ścięgnistymi, itp.
-
[quote name='Boogie']Mała puszka Darlinga kosztuje około 3zł, takze dając jedna dziennie psu wydajesz około 90zł miesiecznie, do tego ryz, warzywa, jajka itp czyli robi sie 120zł na psa za miesiac.[/QUOTE] No właśnie - karmienie nawet byle jakimi puszkami to straszne koszty, a puszki są zwyczajnie mniej zdrowe od tańszych świeżych okrawków z mięsa - tym bardziej jak miesza się je z zapychaczem. [quote name='Delph']Dodam jeszcze, że takie tanie ścinki z kawałkami chrząstek, tłuszczem i ścięgnami są dla psa o wiele zdrowsze niż chudziutkie drogie mięso bez kości (takie jak dla ludzi, z opisu [B]Balbina12[/B]). Do tego drugiego jak już ktoś się upiera trzeba dodawać tłuszcz (np. oliwę, olej), suplementy mineralno-witaminowe jeżeli wszystko jest długo gotowane i tak jak napisała [B]Martens[/B] preparat wapniowy ze względu na brak w diecie kości i chrząstek. Nie zawsze to co droższe jest lepsze ;-) A do tego dodam, że co jakiś czas bardzo zdrowo jest podać psu trochę "podśmierdnięte" surowe (koniecznie, nigdy gotowane) mięso. Wzbogaca florę bakteryjną jelit i usprawnia trawienie (jak u nas np. jogurt). Zamiast pakować w psa suplementy typu RumenTabs ;-) Więc rozczulanie się nad najdroższym i najświeższym mięskiem wcale nie jest najlepsze, ale jakoś ciężko to ludziom wytłumaczyć :evil_lol:[/QUOTE] Amen ;)
-
Oczywiście :cool3: Podobnie jeżeli dopuszczasz stosowanie kolczatki to z miejsca znaczy, że Cesara uwielbiasz i z lubością przygniatasz swojego psa do podłogi, a jak nie używasz wyłącznie metod pozytywnych to znaczy, że lejesz psa za to że długo nie przychodził i kiedy nasika w domu pod Twoją nieobecność. Przynajmniej ja w pewnym momencie tak zaczęłam odbierać niektóre wypowiedzi...
-
[quote name='rudaNess'] Mam 7-miesięczną sunię pinczer miniatura jeszcze przed pierwsza cieczką i chciałabym ją wysterylizować. Ale... Powiedzcie mi czy konieczne jest te nowoczesne cięcie, takie mało inwazyjne czy lepiej pozostać przy tradycyjnym?? Czy sunia powinna po zabiegu nosić kołnierz lub kaftan bo słyszałam opinie, że nie ma takiej potrzeby.[/QUOTE] Jeśli będziesz nad nią siedzieć i się gapić to nie musi nic nosić, ale na czas kiedyś śpisz, czytasz, siedzisz przy kompie, nie ma cię, coś powinnaś zakładać... Według mnie lepsze jest ubranko, szczególnie na spacer, bo dodatkowo chroni ranę przed zabrudzeniem, ale mi wet kazał zdejmować je codziennie minimum na godzinę, żeby rana się nie zaparzała. Co do cięcia... Przy nowoczesnym małym pies szybciej dochodzi do siebie, ale i przy tradycyjnym kiedy nie ma powikłań jest to kwestia 1-2 dób, kiedy pies zaczyna funkcjonować całkiem normalnie. Ryzyko przy małym cięciu jest takie, że dokładne usunięcie szczególnie tkanki jajnikowej jest trudniejsze, a jej pozostawienie miewa przykre konsekwencje z cieczkami po sterylizacji, nawet częstszymi niż normalne (i co się z tym wiąże większym ryzykiem raka sutka), powstaniem zrostów w jamie brzusznej, zapaleniem otrzewnej... Stąd nie zdecydowałabym się na tą metodę, jeśli chirurg mający przeprowadzać zabieg nie byłby w tym naprawdę dobry i doświadczony, szczególnie, że to malutki piesek. Ja osobiście przy swojej suce pozostałabym przy tradycyjnym. Btw zapoznałaś się z ryzykiem schorzeń związanych ze sterylizacją przed osiągnięciem dojrzałości płciowej? Jeśli się nie pali, ja na Twoim miejscu poszłabym na zabieg ok. 3 miesiące po pierwszej cieczce.
-
[quote name='Balbina12'] -cielęcina-chude mięso z jakiejś tam cześci ciała,ale bez kości -indyk-udziedz ew. golonka -wołowina-albo w kawałku albo gulaszowe -kurczak-udka -ryba,najczęściej dorsz albo pstrąg. [/QUOTE] O mateńko, przy dwóch sporych psach to murowane bankructwo ;) Ja tam polecam szyje z indyka (jak surowe to można całe z kośćmi, tyczy się to każdych kości zresztą), korpusy z indyka, kaczki, kury - też surowe całe; przełyki czy tam tchawice wieprzowe (tylko gotowane! - wszystkie wieprzowe wnętrzności podajemy gotowane), serce wołowe - może być na surowo... I to wszystko kosztuje 1-5 zł za kilo - a jest milion razy wartościowsze od droższej od nich (!) karmy z supermarketu czy puszek. Stawy a dieta... Nie wywalaj kasy na specjalne karmy na stawy - niech pies dostaje dobre żarcie ze sporą ilością mięsa (bo to potrzebne do budowy mięśni, które odciążają swoją pracą stawy), a zainwestuj osobno w jakiś dodatek z glukozaminą i chondroityną.
-
NightQuenn, co kryje się pod tym zagadkowym "nie zignorowałabym tego" przy psie biegającym po ulicy, sikającym pod Twoją nieobecność na łóżko czy wykazującym agresję wobec Ciebie? Przy okazji chciałabym zobaczyć, jak przewracasz na ziemię i przytrzymujesz w napadzie furii psa "trochę" większego niż Twój :evil_lol: Bo to co dobrze brzmi przy pudelku czy jamniku, z cane corso czy rottweilerem już niekoniecznie - a skoro da się owe psy uspokoić inaczej (bo jakoś się przecież da?), to i małego psa nie ma chyba potrzeby tarzać po ziemi. Ja jestem tym akurat metodom zdecydowanie na nie, chyba że w wykonaniu doświadczonych szkoleniowców, którzy wiedzą co robią, a tych w Polsce niestety można policzyć na palcach jednej ręki...
-
Żeby nie tworzyć nowego wątku - co polecacie dla psa ze zwyrodnieniem wątroby (stan ostry 2 mies. temu opanowany, teraz pies czuje się dobrze i jak na swój wiek i stan zdrowia ma naprawdę dobre wyniki)? Pies ma się całkiem dobrze, a cena Trovetu mnie wykańcza przy drugim psie - alergiku, ale nie to jest najważniejsze; chcę zrezygnować z Trovetu ze względu na BHA i BHT w HLD, które to konserwanty są rakotwórcze, a mój pies ma zmiany w śledzionie, które mogą zrakowacieć, wolę nie ryzykować z tym BHA i BHT i sporą ilością węglowodanów, no i myślę, że składowo znalazłabym w tej cenie coś lepszego wartościowo, a znośnego do karmienia z problemami wątrobowymi. Myślałam o Acanie Senior albo Light&Fit... Senior ma 33% białka, 14% tłuszczu; Light&Fit 35% białka, 10% tłuszczu... Przy chorej wątrobie na pewno zalecana jest dieta niskotłuszczowa; jedni mówią, że tłuszcze z ryb i roślinne tak nie szkodzą, inni że wszystkie; jedni zalecają dietę niskobiałkową ze względu na mniejszą pracę dla wątroby, inni zalecają właśnie sporo łatwostrawnego białka, żeby tą wątrobę regenerować. Co byście polecili?
-
Ja z moim alergikiem rezygnuję z tego Trovetu - główna przyczyna łupież, bardzo duża ilość kup, utrata masy mięśniowej - pies to staffik z ADHD, i karma chyba jednak trochę za mało białkowa i energetyczna jak dla niego. Mniej aktywnym i mięśniatym psom pewnie służy, mojemu jakoś nie bardzo. Źle nie było, ale i nie rewelacyjnie. Zmieniłam na Acanę Lamb&Apple i jak na razie widzę już pierwszy pozytyw - kupy są mniejsze objętościowo i nie rąbie ich już po dwie wielkie na spacerze. Do Trovetów dla alergików już raczej nie wrócimy. Moja suka jest na Trovecie HLD ze względu na zwyrodnienie wątroby, i ostatnio też myślałam o zmianie, nie tylko ze względu na cenę, ale i ten jak dla mnie mocno zbożowy skład, no i to, że już opanowaliśmy ostre problemy z wątrobą. Teraz jeszcze przeraziło mnie te BHA i BHT, tym bardziej, że ona ma zmiany w śledzionie, które mogą zrakowacieć, i wolę nie ryzykować...
-
Jakaś paranoja... A nie wiecie, który to sąsiad? Może warto przejść się po mieszkaniach i popytać czy psy nie przeszkadzają; przynajmniej dowiecie się, na czym stoicie. Obstawiam, że ktoś nie lubi psów i chce Was postraszyć, bo wierzyć mi się nie chce, żebyście nagle mieli sprawę bez żadnego konfliktu z sąsiadem czy upomnienia ze spółdzielni/policji. To się kupy nie trzyma.
-
I to według Ciebie dowodzi, że obroża elektryczna jest do bani? Bo ja tu widzę wyładowywanie frustracji na psie, które prawdopodobnie skończyłoby się tak samo i bez OE, i sądząc po reakcji właściciela na brak reakcji psa, dużo w ich relacjach szwankowało - i nie zwalałabym tego na tą nieszczęsną obrożę elektryczną. Cała historia świadczy dla mnie o rażąco niewłaściwym używaniu tego sprzętu. Schrzaniono motywację u psa i więź z właścicielem, a OE wykorzystano jako magiczną sztuczkę, która ma sprowadzić psa z powrotem - a to nie tak działa. OE ustawiona na niskim poziomie bodźców na małą moc, powoduje odczucia podobne do łaskotania, mrowienia - i mają one na celu zwrócenie uwagi psa na nas poprzez bodziec fizyczny bez użycia linki, kiedy pies np. złapie trop i nie reaguje na bodźce słuchowe. Druga bajka to oduczanie psa za pomocą OE negatywnych zachowań, przykładowo pogoni za zwierzyną, i tu też nie stosuje się OE jako czegoś co ma zmusić psa do powrotu - tylko w kontrolowanych warunkach przy odpowiednim timingu, obrzydzić psu ruszanie za tropem. I co z tego, że go słyszy, skoro i tak nie chce przyjść, bo od Twoich smakołyków, piłeczek, szarpaków i ćwierkania, woli ruszyć za sarną, bo ma bardzo silny instynkt łowiecki, spotęgowany przykładowo kilkoma latami udanych polowań? W opisanej sytuacji i gwizdek pewnie guzik by dał, bo wg mnie szwankowała więź z opiekunem. To ja poproszę o przykłady z życia tudzież najchętniej filmiki, jak ktoś z fanatycznych wyznawców MP pracuje ze wspaniałym szybkim skutkiem nad psem, który prezentuje poziom agresji, jaki widać u niektórych psów u Millana. Nijak nie mogę sama na takowe natrafić, bo jakoś wszystkie rzekome pokazy cudownego działania metod pozytywnych na agresję po otwarciu filmiku okazują się być ledwie poprawą zaniedbania kontaktu z psem, który w międzyczasie jako niewinną rozrywkę wynalazł sobie obszczekiwanie przechodniów. Naprawdę agresywnych czy problemowych psów jakie widuje się np. na dogo jakoś ni groma nie mogę tam znaleźć. Biorąc pod uwagę kraje, które są znane z popularyzacji metod pozytywnych jako jedynych słusznych, tam psy z takiej kategorii jak te Cesara po prostu się usypia, i zwolennicy MP nie muszą się z takimi użerać ;) Że metody pozytywne są szybsze to pierwsze słyszę, bo wszędzie trąbi się bez ustanku, że efekt jest trwalszy i uzyskany bez przemocy, za to wymaga więcej pracy i właśnie dłużej trwa - a osobom używającym OE i kolczatki zarzuca się chodzenie na skróty i oszczędzanie czasu właśnie - coś więc się tu nie zgadza. Naprawdę podziwiam Twoje dobre samopoczucie i klapki na oczach, kiedy krytykujesz metody, o których zasadzie działania, zastosowaniu i skuteczności jak wychodzi teraz nie masz pojęcia. W szkoleniu psów nie ma jedynej słusznej drogi, jedna książka czy jedna "szkoła" nie jest uniwersalna dla wszystkich psów. Z książek Jan Fennel można się dowiedzieć, że zdominowanie psa, przepychanie się z nim w drzwiach i jedzenie ciastka przed karmieniem to panaceum na wszystkie problemy; z książki Pameli Dennison, że wystarczy klikać, skupiać uwagę, etc. - szkoda że brak wyjaśnień co robić, kiedy pies nie zareaguje w sugerowany przez nią sposób. Od Fischera można się było dowiedzieć, że jak pies fika, to znaczy, że jest za dobrze karmiony :cool3: od Dodmana z kolei, jak to od psychiatry, że najlepsze metody to te w listkach i fiolkach. Gdyby metody pozytywne były olśnieniem i jedyną słuszną drogą, to przed ich zastosowaniem na świecie nie powinno być dobrze wychowanych psów - a było raczej sporo, mimo że nie raz nawet dostały w skórę. Żeby skrytykować narzędzie szkolenia całkowicie i bezapelacyjnie, wypadałoby na nim z jakąś wiedzą popracować, poobserwować specjalistów przy pracy, poczytać ze zrozumieniem różne, szczególnie skrajne opinie - i dopiero się wypowiadać, że osoby używające w jakichś przypadkach kolczatki to debile i sadyści. Ty bazujesz tylko na tym, co przeczytałaś w książkach skrojonych na jedną modłę - w dzisiejszych czasach każdy może napisać w swojej książce, co mu się żywnie podoba, byle tylko znalazł wydawcę. A wydawca wyda, jesli uzna, że to trafi do ludzi i mu się opłaca, a niekoniecznie zależnie od wartości merytorycznej. Ja mogę sobie spłodzić książkę o szkoleniu bioprądami, zapisać w niej masę mniej i bardziej wydumanych przykładów skuteczności, nagrać kilka filmików i wsadzić na youtuba - i co, też uwierzysz we wszystko co piszę i pokazuję? Jak poszerzysz trochę horyzonty na temat różnych metod, poczytasz i pooglądasz pracę szkoleniowców z naprawdę problemowymi psami z zastosowaniem róznych metod - a nie tylko te och i ach nad klikaniem, i co najważniejsze popróbujesz w praktyce pracy z różnymi metodami, pozytywnymi i tymi bardziej tradycyjnymi, przy różnych problemach z zachowaniem, to będziesz mogła się wypowiadać tak kategorycznie jak teraz - bo w tej chwili tylko się ośmieszasz, próbując oceniać ludzi, którzy lata pracują z psami, i w dodatku opierasz się przy tym tylko na tym co wyczytałaś w internecie czy przerobiłaś z własnym, nieagresywnym psem. Moje doświadczenie z psami problemowymi nie jest ogromne, ale na pewno większe niż Twoje, bo psa miałam niejednego, niekoniecznie łatwego, a psią psychologię pilnie zgłębiam od wręcz nastu lat - a mimo to ja nie podchodzę do wielu rzeczy aż tak kategorycznie jak Ty, bo uważam, że nie mam kompetencji i doświadczenia, żeby oceniać tak czarno-biało ludzi, którzy zajmują się czymś o niebo więcej i dłużej ode mnie. Dlatego nie potrafię zrozumieć, dlaczego robisz to Ty, skoro jak widać Twoja rzeczywista wiedza o tym co krytykujesz nawet w teorii jest mizerna i jedyne co w niej widzę to klepanie w kółko tego samego, jak po dobrym praniu mózgu - bez żadnej weryfikacji w praktyce.
-
[quote name='ola&neo']czy ja cie smiesze??? jezeli tak to powiedz w czym. Mnie osobiście śmieszy to, że tak zażarcie negujesz całe metody szkolenia, przykładowo stosowanie OE czy kolczatki w uzasadnionych przypadkach w rękach fachowca na podstawie jednego przypadku, kiedy ktoś nie umiał tego robić czy tego co robi Millan. Mądre używanie kolczatki nie zaczyna się ani nie kończy na Millanie ani na tym treserze z koziej d**y, o którym gdzies tam wspomniałaś. Śmieszy mnie też to, że uogólniasz i sugerujesz swoimi pytaniami, że ludzie się tu wypowiadający nie mają zielonego pojęcia o szkoleniu tylko dlatego, że nie przyklaskują Twojemu poglądowi "MP działają na wszystko" czy krytykowaniu kolczatki i OE jako zło wcielone, mimo że sama doświadczenie masz malutkie. Metody pozytywne SĄ dziurawe - one są super przy psach prowadzonych dobrze od szczeniaka, o nieszczególnie trudnym charakterze oraz przy nauce poleceń, mniej skomplikowanych złych nawykach - niestety przy niektórych psach po przejściach zawodzą; szczególnie przy niektórych typach agresji i ucieczkach - jeśli nie, to odpowiedz w końcu u licha na pytania, które zadałam wcześniej :razz: Na pytania Twoje dotąd nie odpowiedziałam, bo nie podoba mi się duża część działań Millana i nie czuję się jego fanką a do nich je kierowałaś, jak i nie podoba mi się fanatyzm na tle metod pozytywnych i odsądzanie od czci i wiary każdego, kto używa też bardziej tradycyjnych metod, w dodatku przez żółtodzioba, który w życiu nie pracował z naprawdę problemowym psem, a swoje zajadłe wypowiedzi opiera tylko na teoretycznym bełkocie gloryfikującym metody pozytywne, bez żadnego zweryfikowania tego w praktyce na problemowym psie, a nie od małego układanym do pracy młodym border collie czy ONku. Zadałam Ci pytania o MP jako pierwsza i sądziłam, że na nie odpowiesz; no ale czasem się ustępuje, proszę więc: -co byscie zrobili gdyby pies nie przychodzil od razu ,tylko jak przyjdzie po czasie? => nagrodzę, a następnym razem popracuję z linką nad czasem, nagradzając najwylewniej jak najszybsze przyjście -co byscie zrobili gdyby pies byl agresywny w stosunku do psow ,ktore obok niego przechodzą? => zależy na jakim tle to agresja. Nie będę się rozwodzić nad rozpoznawaniem, bo wyjdzie elaborat, ale przy agresji na tle lękowym będę odczulać psa pozytywnie z dalszej odległości, pracując nad skupieniem i posłuszeństwem; przy typowej agresji dominacyjnej popracuję nad posłuszeństwem i jego egzekwowaniem w obecności innych psów, skupieniem na mnie - przy wyłamywaniu poleceń i atakach owszem, być może użyję solidnej emanacji mojego głosu :evil_lol: (w praktyce nadzwyczaj skuteczne jeśli masz odpowiednią więź z psem i autorytet), kolców czy innych strasznych metod; w razie potrzeby psa wykastruję -co byscie zrobili po przyjsciu do domu zauwazajac na nowiutkiej kanapie za 5000 zł mokrą plame?? posprzątalibyśmy zależnie od stopnia wkurzenia od razu, lub po wyjściu z domu i odreagowaniu złości za pomocą papieroska, a następnie pomyśleli nad przyczynami sikania -jak reagujecie na agresje w stosunku do was? zależy na jakim tle, jak wyżej. agresja przy kości, misce => karmienie z ręki, spalanie miski, równocześnie nauka polecenia zostaw na mniej atrakcyjnych przedmiotach; agresja przy przykrych zabiegach => rozmawianie z psem, uspokajanie głosem; agresja na tle neurologicznym => omijamy psa na paluszkach, kiedy mu gorzej :p na pewno nie idiotyczne konfrontacje siłowe. -co byscie zrobili,gdyby pies bal sie np. chomika?? => oswajali pozytywnie, oczywiście -co psa uczy przewracanie na ziemi i przytrzymywanie go mimo jego woli?? => braku zaufania do człowieka; może nasilić agresję.
-
Moja suka w tym roku kończy 12 lat, choruje na niedoczynność tarczycy i od 2005 bierze Eltroxin, już od kilku miała lekko podniesione ALT: 55-85 przy normie do 50, reszta enzymów wątrobowych i nerki w normie. W grudniu pojawiły się spore problemy z wątrobą, raczej na tle zwyrodnieniowym niż zapalnym, miała wyniki: AST 44,5 (norma 43) ALT 148 (norma 74) AP aż 311 - przy normie do 68 Była leczona pod kątem wątroby - kroplówki, Heparegen, Zentonil, Essentiale Forte i antybiotyki. Było usg, wykazało zwyrodnienie wątroby i jej znaczne poprzerastanie tkanką łączną, zmiany w śledzionie, ale jednorodne w całym miąższu, bez widocznego guza (prawdopodobnie po przebytych dwóch babeszjozach), oraz lekkie zapalenie żołądka. Poprawa była duża już po kilku dniach. W tej chwili zrobiłam powtórkę badań pod kątem wątroby i nerek. Nerki jak zwykle ok, AST i ALT spadły, w tej chwili: AST 25,8 ALT 85,4 (czyli takie jak przed tymi problemami) za to jeszcze bardziej skoczyło ALP, w tej chwili wynosi aż 518 :( Jaka może być tego przyczyna? Pies czuje się dobrze, kamieni ani nic z drogami żółciowymi na usg nie było... Czy to kwestia tego zwyrodnienia wątroby, nawet mimo normalnych wyników pozostałych prób wątrobowych? Czy to może być coś związanego z tą śledzioną? Co to jeszcze może być? Podobno ALP podnosi się przy problemach kostnych, ale to chyba raczej u młodych psów?
-
A ja jeszcze zapytam, jakie mieliście wyniki z krwi przy guzach śledziony? Po tym ataku wątroby wczoraj po 2 miesiącach robiliśmy badania pod kątem wątroby i nerek; nerki super, AST i ALT już praktycznie w normie (wcześniej były podwyższone), za to jaja się dzieją z ALP; już wtedy było bardzo podwyższone, 242 przy normie do 108; teraz jeszcze skoczyło dwukrotnie i jest aż 518, a pies czuje się dobrze :(
-
Ja przy zwyrodnieniu wątroby podaję Trovet HLD plus świeże dodatki typu jogurt naturalny, kefir, surowe chude mięso. W ciągu 2 miesięcy wyniki bardzo się na takiej diecie poprawiły, mimo ze poza tym pies dostaje już tylko Essentiale Forte jako suplement. Royal Hepatic z tego co wiem nie nadaje się do podawania na stałe, Trovet HLD tak - a cena Royala przy takim składzie jest wręcz skandaliczna. Inna sprawa, że z Trovetu HLD chcę w tej chwili zrezygnować; po części ze względu na BHA i BHT, po części ze względu na finanse i to, że pies ma w tej chwili dobre wyniki. Myślę nad Acaną Light&Fit albo Senior, bo u mojego drugiego psa po przejściu z Trovetu RRD na Acanę Lamb&Apple poprawiło się trawienie; Senior ma 33% białka i 14% tłuszczu, Light&Fit 35% białka i 10% tłuszczu. Co jest ważniejsze przy zwyrodnieniu wątroby, niższa ilość tłuszczu czy białka? A może po prostu jej też zarzucić L&A, ma 27% białka i 15% tłuszczu (nie za dużo...?) i skład nawet lepszy niż Senior czy L&F?
-
Wypraszam sobie to "nasze" lenistwo :evil_lol: bo nie daję psom klapsów, uważam, że są o wiele lepsze metody skarcenia psa, nawet niekoniecznie wiążące się z dotykaniem go w jakikolwiek sposób. Sugerujesz, że pies goniący kota poczuje się nagrodzony jak zostanie szarpnięty kolczatką i woli to niż zostawienie go wtedy w spokoju? Dlaczego ignorujesz moje pytania, próbujesz mnie ukarać za to, że są niewygodne? :evil_lol: Podałaś przykład ignorowania psa jako kary w praktycznie każdej sytuacji. Podałam przykład kiedy żadna z Twoich pozytywnych metod pewnie nie zadziała, zapytałam co wtedy - czemu nie odpowiedziałaś? Czyżby metody pozytywne miały dziury? Twoje pytania są absurdalne - naprawdę myślisz, ze rozmawiasz z idiotami w temacie psiej psychiki, i że nie negowanie OE i kolczatki po całości jest równoznaczne z analfabetyzmem w dziedzinie szkolenia psów i popieraniem Millana?
-
Bardzo optymistyczne założenie. Czy Ty kiedykolwiek pracowałaś z psem, którego niepożądane zachowanie jest bardzo silnie samonagradzające się, jak choćby wspomniany przykład pogoni za zwierzyną? Uważasz, że jak zignorujesz takie zachowanie, albo przestaniesz chodzić z psem na łąki (odłączenie bodźca przez który pies zachowuje się źle, wg Ciebie), to jest to rozwiązanie problemu? :razz: Naprawdę wierzysz, że jak pies zaatakuje z pasją uciekającego kota i Ty to zignorujesz, to nie będzie on zachwycony pogonią i tym, że nie zawracasz mu wtedy tyłka, tylko się zawstydzi i potem przeprosi? Cały czas pokazujesz nam psy nastawione na kontakt z przewodnikiem, prawdopodobnie dobrze prowadzone od szczeniaka albo conajmniej chętne do współpracy nawet mimo jakichś problemów. Pokaż rzeczywisty przykład, co zdziałano i w jakim czasie metodami wyłącznie pozytywnymi w przypadku psa o bardzo silnej agresji łowczej, takiego, u którego nawyk utrwalał się latami, a nie szczeniaczka, który pierwszy raz w życiu pogonił za kotkiem, bo był ciekaw co to. No błagam, a ktora to metoda szkoleniowa nakazuje ignorowanie psa, kiedy przyjdzie na wołanie? Bo z tego co wiem, tradycyjne szkolenie, które tak negujesz, nakazuje właśnie sowitą pochwałę za przyjście w każdej sytuacji, nawet po 2 h tarzania się z psami i ucieczek. Nawet teoria dominacji, w której sporo jest tego ignorowania, zakłada nagradzanie psa, kiedy posłucha naszego polecenia. To o czym piszesz, to żadne metody szkolenia tylko zwykły analfabetyzm wychowawczy. Nie rozumiem :roll: Sugerujesz, że psy, w których szkoleniu nie używa się klapsów i OE, same z siebie są grzeczne? Bo ta wypowiedź jest dla mnie trochę nielogiczna.
-
Ja naprawdę nie jestem za jakąś przesadą kwarantanną i kiszeniem szczeniaka do 4 miesiąca w sterylnych warunkach - ale trzeba się trochę zastanowić, czy mamy dostęp do własnego ogródka czy terenu nieuczęszczanego przez inne psy, czy i kiedy pies został zaszczepiony, czy jest w pełni zdrowy, z jakich warunków pochodzi, czy właśnie nie zmienił domu, co tez może spowodowac chwilowy spadek odporności czy nawet biegunkę, a nie na hura od razu wynosić każdego psa gdzie bądź, bo na pewno nic się nie stanie. Już nie chciałam się rozpisywać na kilometry, ale przypadki zachorowań szczeniąt na parwo czy nosówkę zimą nie są niczym niezwykłym i nie wiem jak można napisać, że jak jest mróz, to wirusów nie ma. Jak nie ma, to skąd przeziębienia, jelitówki, grypa, mimo tak silnych mrozów? :razz:
-
[quote name='NoWy']A moj piesek ma dziwny objaw,gdy sie z nim bawie często gryzie,skacze,a gdy mu zwroce uwage "niewolno"i kiwne palcem zaczyna warczeć,szczekac i byc agresywny,ma dopiero 2.5 miesiaca ,a czasem sie go boje,a co bedzie jak bedzie mial rok? Strasznie chce dominowac,staram sie jak moge ,niby mi sie udaje,ale gdy np.bawi sie z dziecmi i one go głaskaja czy cokolwiek,gryzie i warczy okropnie:([/QUOTE] Twój pies zachowuje się absolutnie normalnie i nie widzę tam żadnej dominacji - dopatrywanie się jej u psiaka w tym wieku to wręcz paranoja. Psa po prostu trzeba nauczyć, jakie zachowania w zabawie są niedopuszczalne - jeśli za mocno gryzie, zachowuje się zbyt gwałtownie, nie reaguje na "nie wolno", za bardzo hałasuje - kończymy natychmiast zabawę, odwracamy się, zostawiamy go na kilka minut samego albo wynosimy do innego pokoju, żeby ochłonął. Pies bardzo szybko się uczy ostrożności, bo widzi, że jak przegina, to już po zabawie. Wszelkie próby dominowania psa siłą, krzyki, prztrzymywanie na siłę przy ziemi nie uczą niczego pozytywnego - jedynie tego, że z człowiekiem trzeba walczyć, że dąży on do fizycznej konfrontacji, że w relacjach z ludźmi stałym elementem jest walka - to dopiero może sprawić za rok poważne problemy...
-
[quote name='dorplant']Jest zima i niezly mroz wiec wirusy wymarzly .Spokojnie mozna z pieskiem wychodzic na dwor i uczyc go ze tam zalatwia sie potrzeby a nie na jakies gazety.[/QUOTE] To jakiś żart? :crazyeye: Wirusy parwowirozy i nosówki są bardzo odporne na warunki środowiska, wirus nosówki wręcz najlepiej przechowuje się w niskiej temperaturze, nawet minusowej - potrafi w takich warunkach przetrwać kilka miesięcy! Podobnie parwo, którą nasze środowisko jest powszechnie skażone, masa psów po jej przebyciu jeszcze długo jest bezobjawowymi nosicielami i wydala wirusa na spacerach z odchodami. Wymarzły to może komary - na pewno nie tego typu wirusy... Nie masz pojęcia, skąd autorka wątku ma psa, czy był szczepiony i kiedy (a kilka dni bezpośrednio po szczepieniu odporność znacznie spada i jest niższa niż u w ogóle nieszczepionego psa) - to co jej tak radośnie radzisz, może narazić jej psa na chorobę i śmierć. Włos się jeży na taki poziom wiedzy, jeszcze u hodowcy... :shake:
-
Zgadzam się w pełni z ruda megi. Pies to mięsożerca. O wiele lepiej mu będzie na tanich czy nawet darmowych resztkach z miesnego (tylko nie wędlin) czy ubojni jako podstawa, plus jakieś warzywa, ryż, ew. preparat wapniowy (jeśli pokarm bez kości) jako dodatki, niż na byle jakiej karmie (a Britowi zwykłemu do tej naprawdę dobrej też daleko, ma mało mięsa) - jeszcze dopchanej zapychaczami, których i tak w środku ma dość. Naprawdę nie trzeba wydawać krocia na żywienie zdrowego psa w jakiś logiczny sposób, a zarazem nie na marketowych karmach czy kaszy z okrasą... Rozumiem różną sytuację finansową, ale jakość taniego pożywienia nie podnosi się w przypadkach, kiedy ktoś ma mało w portfelu. Kiepskiej jakości karma podawana jeszcze o zgrozo z zapychaczami, i u biedaka, i u milionera będzie tą samą kiepską karmą z dodatkowym zapychaczem i na psa będzie działać tak samo, więc nie widzę sensu szukania usprawiedliwień i poprawiania na siłę w wypowiedziach jakości karm, które składowo nadają się nieraz dosłownie na paszę dla kur - warto szukać raczej dobrych i ekonomicznych rozwiązań.
-
Ja szczerze mówiąc po prostu nie rozumiem, jak można sobie tak dawać jeździć po głowie :crazyeye: Żeby obcy babsztyl wytykał Ci, o której wstajesz i chodzisz do sklepu, i ile wychodzisz z domu? Chryste panie, po jednym takim komentarzu do mnie, bałaby się potem nawet o godzinę spytać... :razz: A Ty dałaś z siebie zrobić ofiarę. Gdybyś od początku zareagowała ostro, znalazłaby sobie kogoś innego, a tak, po co ma to robić, skoro Ty jesteś idealnym obiektem do wyładowywania frustracji? Inni sąsiedzi pewnie by się z nią nie patyczkowali tylko posłali wiąchę i tyle, a Ty się jej boisz i ona doskonale o tym wie, i jak znam takie osoby, to nie będzie lepiej, tylko gorzej. A jak się przeprowadzisz i znów trafisz na taką wiedźmę? Znowu będziesz się męczyć miesiącami i przeprowadzać? I wierz mi policja na takie baby ma bardzo zbawienny wpływ. Moja osobista babka z którą nie utrzymuję kontaktu jest właśnie taką osobą... Po śmierci mojego ojca (jej syna) obwiniała o wszystko moją matkę, opowiadała niestworzone rzeczy sąsiadom (mieszkała w tym samym bloku), potrafiła mojej matce naubliżać na ulicy - i to była o wiele gorsza sytuacja niż Twoja, bo zatarg baaardzo osobisty. Skarga mojej matki na policję i wizyta dzielnicowego u teściowej pomogły jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, z dnia na dzień - a też wcześniej pomyślałabym, że będzie co najwyżej jeszcze gorzej. Całkiem niedawno w biały dzień zwyzywała mnie i chyba nawet chciała uderzyć tylko w porę się zreflektowała, wredna baba z sąsiedniego bloku - z powodu mojego psa. Uciekła do klatki, ale przyjechała policja, przesłuchała świadków i babkę w sklepie na przeciwko, wieść się rozeszła i nawet nie musiałam nic więcej robić - babsko mija mnie teraz z obrażoną miną i w błogiej ciszy, nawet kiedy paraduję z dwoma psami pod jej blokiem. Takie baby są odważne, dopóki sprawa toczy się między sąsiadami, w rodzinie, czy na własnym podwórku - kiedy do gry wchodzi policja i realna możliwość kłopotów z prawem, przewleczenia na komendę albo i po sądach, bardzo szybko tracą rezon i ograniczają się do skarżenia swoim przyjaciółkom, a Ty nagle zamieniasz się w powietrze. Nie czekaj na pogorszenie sprawy, tylko idź na policję, bo większe problemy możesz mieć, jak zostawisz to w spokoju, a babsztyl utwierdzi się w poczuciu, że gnębienie Cię jest normalne... Sama piszesz, że możesz się wyprowadzić - więc nawetjeśli sprawa się pogorszym nie musisz tu mieszkać wiecznie.
-
[quote name='Sertralinum']Kawałek jest do tego psiego śmietniczka, dlatego nie oszukujmy się, że muszę się trochę porozciągać, zanim tam dojdę. Nikt ci nie każe wyrzucać psich kup do śmietnika w kuchni - wystarczy wyrzucić do zwykłego śmietnika. A nawet, jeśli tego nie ma, to złap "śmieciarzy" (za przeproszeniem) i daj im osobiście tę kupę.[/QUOTE] Trochę się nie zrozumiałyśmy. Ja generalnie sprzątam. Ale poddaję się czasami - kiedy tak jak ostatnio mam ponad 38 gorączki, jest ciemno, zacina mi w gębe śnieg, idę 200 m do sąsiedniego bloku, gdzie jeszcze rano był jedyny na kilka bloków śmietnik, i odkrywam, że już go nie ma, bo gnoje ukradli żeby sprzedać na złom. I w takiej sytuacji, kiedy ta kupa nie leży na placu zabaw czy na chodniku, zostawiam ją tam, gdzie była złożona. I nie uważam tego za swoje chamstwo - to że ta kupa zostaje na trawie to wina administracji osiedla, która nie robi NIC, żeby umożliwić sprzątanie po psach w jakimś ludzkim wydaniu; jedyne co robi to wywiesza kartki na temat sprzątania i smyczy, czego i tak nikt nie egzekwuje. I nie sądzę, żeby te kilka niesprzątniętych kup miesięcznie po moich psach zagnoiło szczególnie moje osiedle, skoro jest na nim jakieś 20 bloków, w każdym sporo psów, a sprzątają łącznie ze mną teraz 2 osoby...
-
Problemy skórne, alergia i nie wiadomo co - błękitny staffik
Martens replied to Martens's topic in Dermatologia
Pojutrze kolejna wizyta z odczulaniem na pyłki. Pogorszyło mu się od jakichś 2 dni, nawet Dermovate i kąpiel w Allermylu nie pomaga; trze okrutnie oczy, placek u nasady przedniej łapy nadal jest i znowu zaczął się drapać pod pachami i wygryzać przednie łapy (w sumie nie tyle same łapki tylko całą kończynę od wewnętrznej strony). Chyba pylenie się nasila... [URL]http://www.alergie.net.pl/alergie.htm[/URL] Biorę teraz na testy: - klej i fugę do płytek (na szczęście jeszcze mam trochę w workach) - trochę cementu spod linoleum i kleju z balkonu, który łobuz uwielbia wydrapywać :roll: - olejek norkowy i szampon Baryły - wypchanie kołder i poduszek - ogórka z biedronki (jego przysmak - podejrzany ze względu na chemię w zimowych warzywach) - preventic - bo niedługo będzie trzeba zacząć używać coś na kleszcze i nie wiem, co jeszcze. Wszystko do prania i do podłóg było sprawdzane. -
[quote name='ladySwallow']Jeśli będzie Ci zachodzić za skórę, to na spokojnie, bez krzyków, bez darcia się z nią powiedz, że skierujesz sprawę o nękanie i szykanowanie na policję. Jeśli nie pomoże - zgłoś. Dzielnicowy się przejdzie, wstydu narobi, to babsko się zamknie. Psa pilnuj, nie pozwalaj mu nic jeść od niej ani w okolicach.[/QUOTE] Podpisuję się pod tym. Zignorujesz babę czy będziesz chodzić na paluszkach, to tylko zobaczy, że dajesz po sobie jeździć, i niedługo dowiesz się, że za głośno spuszczasz w nocy wodę w łazience. Takie jadowite babsztyle żyją dokuczaniem sąsiadom i niestety jej pewnie to sprawia radochę albo daje ulgę, skoro czuje się bezkarna - trzeba jej pokazać, że tylko sama sobie zaszkodzi i tyle. A dopilnowanego psa mieszkającego w bloku nie tak łatwo otruć.
-
I na podstawie JEDNEGO psa stwierdzasz, że cała metoda jest do bani? :roll: Identyczny efekt można uzyskać nieumiejętnie pracując na lince.