Jump to content
Dogomania

Martens

Members
  • Posts

    11174
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    4

Everything posted by Martens

  1. [quote name='MagdaH']Jako sprzątający ewenement w skali osiedla coś o tym wiem;)[/QUOTE] Witaj w klubie. U mnie na całym osiedlu sprzątają 2 osoby, 3-cia się wyprowadziła... U mnie nawet zwykłe kosze spod klatek pokradli na złom i nie mam gdzie woreczków wrzucać - o koszach na odchody mogę sobie pomarzyć, za to spółdzielnia mieszkaniowa zarządziła kolejną podwyżkę czynszu, tym razem na "fundusz społeczno-oświatowy"...
  2. [quote name='MagdaH']Opodatkowany miot dorosnie i - w przypadku braku sterylki, a niestety, nie podejrzewam ze WSZYSTKIE zwierzęta z miotu będą sciśle kontrolowane przez nowych właścicieli - może się rozmnożyć, co spowoduje kolejny wzrost nadpopulacji. Nie rozumiem tylko dlaczego mioty poza zarejestrowanymi hodowlami mają być nawet bardziej opodatkowane, skoro są hodowcy, zresztą zrzeszeni, nie interesują się sprzedanymi miotami po skasowaniu należności i wydaniu psa! Hodowcom, niestety, już nie ufam, po własnych doświadczeniach, a sterylka/kastracja to jedyna gwarancją, że futro, niezależnie od okoliczności nie będzie sie rozmnażać.[/QUOTE] Przy obecnym stanie egzekwowania podatku za psu to i tak nic nie da. Płacić/sterylizować będą Ci, którzy się czymkolwiek przejmują i pewnie i tak pilnują psów; Ci w których taki pomysł powinien uderzyć, jak zwykle pozostaną poza prawem.
  3. Bajka może nie do końca, bo faktem jest, że ludzi zwykle bardziej rozczulają psy (czy w ogóle zwierzaki) o fizjonomii jak najbardziej przypominającej twarz dziecka - pucata "twarz", duże oczy, krótszy pysk, zadarty nos, większa mózgoczaszka... Czyli cechy większości młodych psów odróżniające je od dorosłych osobników; wśród rasowych psów skrajnym przykładem jest chyba mops. No i u ludzi w większości przypadków kontakt wzrokowy jest sygnałem pozytywnym; wiele psów się tego zresztą uczy, szczególnie jeśli mają bardzo bliski kontakt z opiekunem - ogólnie jest sprzeczność taka jak piszesz, wszak ewolucyjnie pies i człowiek są dość daleko ;)
  4. [quote name='awaria']A nie możesz wziąć po prostu "wymazów" z różnych części domu? Patyczkiem przejechać parę razy, zamknąć w próbówce i do badania :) ? Tak jak się robi wymazy z gardła :P Sprawdź też czy nie jest uczulony na Baryłę, podobno u zwierząt zdarzają się uczulenia na inne czworonogi O.o Czym aktualnie karmisz Bucka ?[/QUOTE] A nie wiem, czy tak się da, przed wizytą spytam wetki i spróbuję ;) Sprawdzaliśmy już kurz z odkurzacza i nic nie wyszło. Uczulenie na innego zwierza było sprawdzane, aczkolwiek na innego psa nie. Wetka pytała o inne zwierzęta w domu, Baryła nie sprawdzała i nie mówiła o takiej potrzebie - pies może mieć uczulenie na drugiego psa czy tylko na inny gatunek? Bo z alergią na innego psa jeszcze się nie spotkałam. Teraz jest na Trovecie Rabbit Rice plus jako dodatki mięso z indyka/świnki, warzywa i owoce - głównie jabłko, ogórek, marchewka - tylko to co miał sprawdzane na testach. Ogórek bierzemy na następne testy bo są wątpliwości co do chemii w takim zimowym ogórasku. Niedługo zaczynamy worek Acany lamb % apple, też była sprawdzana. Btw wetka zaszokowała mnie stosikiem pokarmów na blacie do testów ;) Pokazała, co ludzie przynieśli jej do testów na alergię pokarmową u ich psa - cukierki raczki, cukierki kukułki, pierniczki z nadzieniem, pierniczki bez nadzienia i masę innych słodyczy... Cały stosik. Masakra, co ludzie dają psom :roll:
  5. Patrzenie prosto w oczy = prowokacja, chęć konfrontacji. Odwracanie wzroku = sygnał uspokajający, niechęć do otwartej walki, chęć rozwiązania sytuacji w sposób pokojowy; niezależnie od pozycji w stadzie, co zresztą obserwuję u swoich psów. Moja suka, która zarządza stadkiem, warcząc na młodego psa, żeby oddał piłkę, też nie patrzy mu w oczy, patrzy celowo wręcz w bok, a młody piłkę jej i tak zostawia; ja jej zachowanie czytam właśnie jako "nie będę Cię lać, ale chcę piłkę, oddaj mi po dobroci". Gdzie w tym wszystkim niepatrzenie na psa = stawanie niżej w hierarchii, pomijając już rzekome tworzenie zaawansowanych struktur hierarchicznych na linii pies-człowiek? To, że drugi osobnik nie chce walczyć, nie znaczy, że przedstawia się jako oferma; wśród psowatych pewne siebie osobniki są spokojne i nie wywołują niepotrzebnych konfrontacji, bo nie czują takiej potrzeby ani nie jest to korzystne dla stada-rodziny, pomijając już że nawet najsłabsze wilki w stadzie potrafią bronić zdobyczy przed alfą, a już na pewno nie oddają jej bez protestów w postaci warczenia - instynkt samozachowawczy (jedzenie = życie) jest dużo silniejszy niż jakiekolwiek struktury hierarchiczne, szczególnie jeśli jest podsycany ciągłym zabieraniem pokarmu przez opiekuna. Z tym zabieraniem wszystkiego na każdym kroku dla zasady bym więc nie przesadzała, bo agresja i pilnowanie przedmiotów nasili się zamiast zmniejszyć. Zabranie czegoś należy zawsze w międzyczasie zrównoważyć dużą ilością pozytywnych doświadczeń związanych z Twoją obecnością.
  6. Przeczytałam cały wątek, bo moja Baryła ma zmiany w śledzionie, aczkolwiek póki co nie guza. Przez Bożym Narodzeniem mieliśmy cyrk z wątrobą, silne bóle, podwyższone enzymy wątrobowe, szczególnie AP, oparliśmy się na badaniach na Gagarina z podejrzeniem nowotworu wątroby/zapalenia trzustki i było usg. Poza zwyrodnieniem wątroby z silnym poprzerastaniem tkanką łączną, które spowodowało całe zamieszanie i lekkim zapaleniem żołądka, odkryto zmiany w śledzionie. Guza widać nie było, ogólnie żadnego wystającego czy odcinającego się od śledziony tworu też - po prostu cała tkanka śledziony jest dość jednorodnie zmieniona, co może kiedyś, aczkolwiek nie musi, skończyć się zmianami nowotworowymi. W pozostałych narządach zmiany stosowne do wieku, ogólnie ok, serce zdrowe. Usg robiła nam specjalistka od diagnostyki obrazowej Anna Zlot, zresztą specjalnie do niej wysłała nas nasza wetka. Wg niej śledziona jest do obserwacji, na pewno jeszcze nie do usuwania, szczególnie, że swoją drogą są problemy z wątrobą i niedoczynność tarczycy, i ryzyko przy narkozie nie jest małe, pomijając już to, że mój pies był ewenementem w klinice jeśli chodzi o stres u lekarza... Ktoś miał taki przypadek - śledziona pozmieniana, ale bez guza? Czytam tak cały ten wątek i po nim mam mieszane uczucia co do tej decyzji o obserwacji; może lepiej wyciąć tą śledzionę w cholerę póki nic się złego nie dzieje; z drugiej strony boję się, że zrobię tak "dobrze" że psu coś się stanie w narkozie albo po zabiegu, a mógłby jeszcze swoje pożyć i może ze śledzioną nic złego nie będzie? Znowu jak już będzie naprawdę źle, to zostanie nam kilka dni razem albo chemia, na której ja swojego psa, zawsze tak pełnego życia jak szczeniak mimo ponad 11 lat na karku sobie nie wyobrażam. Znowu po tym, jakim stresem były dla niej kroplówki, w ogóle samo przebywanie w klinice (przez kilka godzin non stop trzęsła się ze strachu i była dosłownie sztywna, śliniła się) trudno mi podjąć decyzję o operowaniu jej "profilaktycznie"... Bez przesady powiem, że noc w szpitaliku beze mnie chyba by ją wykończyła, bo nawet jak szłam do wc podczas kroplówki, to pies mało nie oszalał, musiała przychodzić do niego techniczka, bo wpadał w totalną panikę. W przyszłym tygodniu mamy kontrolne badania krwi... Na co zwracać uwagę, co w wynikach, zachowaniu powinno alarmować? Co poza usg jeszcze mogę zrobić w kwestii obserwacji tej śledziony? I co ile to usg? Miała robione ostatnio pod koniec grudnia. [quote name='saJo']Tydzien temu dowiedzialam sie ciekawej rzeczy. Nasza znajoma dr przygotowujac sie do prowadzenia cwiczen na temat babeszjozy znalazla, ze guzy sledziony moga byc efektem wlasnie tej choroby.[/QUOTE] To mnie tknęło, bo Barył babeszjozę miała dwa razy, może to spowodowało te zmiany w śledzionie?
  7. [quote name='Justa']A pytałaś Pani Doktor jak wygląda przygotowanie do odczulania? (bo mówimy o odczulaniu biorezonansem?) [/QUOTE] Tak. Nic o tym nie mówiła; no niestety pyłków nie wyeliminuję w żaden sposób z otoczenia, ale z tego co czytałam o odczulaniu biorezonansem u ludzi, pyłki odczulają się najłatwiej (i nawroty są nawet po 5 latach, rzadko kiedy przed upływem roku), a pokarmówki i kurz odczula się najtrudniej. U Was zadziałało? Teraz siedzę i rozmyślam co jeszcze mogę zabrać na kolejną wizytę... Przychodzi mi do głowy wzięcie próbek z wypchania kołder i poduszek; mam jedną starą kołdrę z jakiejś dziwnej wełny; też trzeba to sprawdzić, bo pies śpi w łóżku. Pierze na szczęście jest ok. Macie jeszcze jakieś pomysły? ;) Zastanawiam się, czy te zmiany z sierścią, które były głównie od spodu ciała (wewnętrzne i tylne strony łap, żuchwa, klatka piersiowa) nie są właśnie od tego linoleum, bo bardzo długo w pokoju nie było dywanu, jest dopiero od kilku miesięcy, a one są umiejscowione dokładnie tu, gdzie pies dotyka podłogi jak leży na żabę. Inna sprawa, że to nie tylko kwestia kontaktu, linoleum tudzież kleje do niego podobno pylą. Miałam w sumie na wiosnę robić podłogę w pokoju, ale biorąc pod uwagę, ile kosztują mnie ostatnio karmy i weci dla obu psów, nie wiem, czy będę miała za co to zrobić :p i tak czy siak zanim zrobię, pewnie będę się bujac na testy z klejami i materiałami; ciekawe czy w sklepie dadzą mi próbki ;)
  8. Cóż, my byliśmy dwa razy, za pierwszym nie zapłaciliśmy nic, tłukłam się za to 100 km w jedną stronę, musząc zapłacić za paliwo i kierowcy gratis, żeby usłyszeć, że psu, który łysieje i się drapie absolutnie nic nie jest i samo minie jak dojrzeje; za drugim koszt jak wyżej plus 120 zł za wizytę na której doktor popatrzył na psa, pobrał zeskrobinę i podpisał receptę - wizyta trwała jakieś 15 minut, z czego jakieś 13 było czekaniem na doktora, kiedy ganiał po korytarzu do dwóch innych pacjentów. Po prostu kpina...
  9. [quote name='mala_czarna']Pisałam Ci kiedyś PW, ale nie odpisałaś. To tak w temacie Dembele ;)[/QUOTE] Pamiętam i wydaje mi się, że odpisywałam :hmmmm: Może coś nie doszło albo mam sklerozę :)
  10. Ja ostatnio mam "szczęście" do obszczekiwaczy... Przedwczoraj idę rano z Baryłem do bankomatu, przechodzę przy bloku. Pod klatką stoi jakaś wytapetowana laska, obok bez smyczy jamnikopodobne coś - gapi się na nas spięte. Laska się drze "chodź tu!" chociaż pies metr od niej i nawet nie ruszył się z miejsca. Mijam klatkę, słyszę bardziej zirytowane "chodź tu" i nagle słyszę ujadanie tuż za plecami, a Barył zaczyna się motać. Zatrzymałam się, pies przestał nas napastować tylko stoi i dalej się drze. Stoję i gapię się na laskę, czekam aż ruszy tyłek i zabierze psa. Oczywiście nawet nie drgnęła tylko dalej wołała psa z zerowym efektem. Pies sam zrezygnował i poszedł na trawnik. Nie chciało mi się już użerać. Wczoraj wieczorem idę do sklepu, bez psa. Idę przy tym samym bloku, z klatki wypada york i drze się na wszystko dookoła. Po prostu biega w kółko i się drze. Docieram do niego, pies chowa się do klatki (o dziwo, mimo pogody drzwi otwarte i podparte nóżką, pewnie dla pieska), a kiedy go mijam, biegnie za mną i się na mnie drze... I tak przez całą długość bloku, a potem dobre 30 m za blokiem, kiedy zaczął mi ujadać prawie chuchając mi na pięty. Szlag mnie trafił, wzięłam garść śniegu i sypnęłam w yorecka - wystraszył się i zaczął ujadać z bezpieczniejszej odległości. I nagle magicznym sposobem znalazła się jego właścicielka, jakaś nastolatka z worem śmieci w rękach. Oczywiście też nie ruszyła się po psa, tylko stała i go wołała, można się domyślić z jakim skutkiem... Później na spacerze z Bucem, może nie chamstwo, ale takie... dziwne. Wracamy już do domu, Bucuś na smyczy, idzie babka z yoreckiem, na smyczy. Na nasz widok panicznie bierze psa na ręce (yorecek zaczyna warczeć na Buca), a babka na głos komentuje "Chodź, bo cię pogryzie! Taki glut! CHAPS!". Idzie po przeciwnej stronie alejki i gada do psa, nadal na rękach "chaps! chaps! chaps!". Patrzyłam na nią jak na czuba, ale się nie zraziła. Buc przez całe zajście nawet nie burknął, nawet na yorka nie spojrzał, za to york wtórował babie wściekłym warczeniem. No ale to przecież ja mam potwora mordercę, na pewno yorecka potarza, wypatroszy, pożre, zabije :evil_lol:
  11. [quote name='an1a']Ja zaczynam się burzyć :p załóżmy oddzielny temat "ludzie srają gdzie popadnie" :roll: kilka dni temu miałam czyszczenie kagańca z takiej niespodzianki, a krzaki pod blokiem. Pewność mam taką, że pies po sobie papieru nie zostawia :p[/QUOTE] To wyobraź sobie, co ja znajduję w krzakach na nieogrodzonej części działki na obrzeżu miasta... Po prostu szalet. I jakoś nikt po sobie nie sprząta, ba, nawet ziemią nie przykryje, tylko leżą takie sraki i serpentyny obsranego papieru. Mam nadzieję, że kiedyś nakryję takiego brudasa, dopiero będzie miał traumatyczne sranie :diabloti: I powoli przestaję sprzątać. Na moim osiedlu chyba z ponad miesiąc temu ktoś ukradł na złom chyba połowę osiedlowych śmietniczek. Podobno kilka osób złapano, pisali w lokalnej gazecie, a wczoraj zniknęły kolejne śmietniczki. Przy moim bloku od dawna nie ma żadnej, przy sąsiednim została jedna, przy innych podobnie. Żeby wyrzucić kupę, muszę chodzić po osiedlu i szukać kosza, co w zacinającym śniegu i przy -10 stopniach do przyjemności nie należy. Ewentualnie mogę wychodzić za osiedle na drogę do samotnego kosza na trawniku albo chodzić z kluczem do zbiorczego śmietnika od mojego bloku - przy rozwalającym się zamku zasuwanie tam z torebką 3-6 razy dziennie czy dreptanie po osiedlu z 2-3 torebkami z kupą i wypatrywanie kosza to jakaś paranoja. Coraz częściej jak kupa nie jest stawiana na chodniku czy przy placu zabaw macham na to ręką. Poddaję się :p Spółdzielnia mieszkaniowa wczoraj uraczyła mnie drugą w tym roku podwyżką czynszu - tym razem na tajemniczy fundusz społeczno-oświatowy. To chyba mają kasę na usuwanie kup po moich psach.
  12. [quote name='karola&gacek'] Ale jeszcze w lipcu jak szłam tylko z młodym usłyszałam od sąsiada (który 8 lat temu chciał odkupić mojego Gacka jak miał 7tyg.) - o już se nowego kupili... [/QUOTE] Ja ciągle słyszę dziwne pytania głównie od dawnych sąsiadów, kiedy widzą mnie z Bucem - a tamta gdzie? Tamten zdechł? Żyje? A to gdzie on jest? Najlepsze jak ta sama osoba co jakiś czas znowu pyta mnie o to samo :p
  13. Wczoraj byliśmy na wizycie. Od jakiegoś tygodnia psu nasilił się problem z oczami, tarł je, zaczęły łzawić. Wylazł podrażniony placek u nasady przedniej łapy. Dostał łupieżu... Mieliśmy wczoraj kolejne testy alergiczne, pies jest uczulony na pyłki olchy i leszczyny. Dodatkowo wyszło linoleum, a mam je w pokoju pod dywanem i w łazience. Odczulanie wita, bo niestety nie wytnę wszystkich drzew w okolicy ani nie dam rady psa odizolować od linoleum - jest nie tylko u mnie, ale i u rodziny w kuchni, u znajomych, na działce... Na przerzedzenia sierści dostaliśmy na razie Dermazyme z cynkiem. Jak wyjdziemy na czysto z alergią i to nie pomoże, będzie brany wycinek skóry do badania hp. Przerzedzenia u psa krótkowłosego moga być wypłycaniem mieszków włosowych - genetyczne, szczególnie przy tym umaszczeniu. Ale to też wyjdzie na hp. W przyszłym tygodniu znowu jedziemy, mam przywieźć na testy trochę trawy/poszycia z miejsc gdzie pies buszuje na spacerach, ogórka, bo zimowy pędzony chemicznie też jest podejrzany i wszystko co mam w domu i może jeszcze uczulać. Mam teraz ochotę pokazać psa i wyniki testów "doktorom" Dembele (temu szczególnie) i Rabiedze, na jakiej do cholery podstawie stwierdzili, że problemy mojego psa nie mają podłoża alergicznego - rzucając okiem na psa i pytając co je (dr Dembele nawet tego nie zrobił)? Kupa kasy i czasu w błoto :angryy: Każdemu, kto ma psa z problemami skórnymi, a nie ma znajomości na Białobrzeskiej albo przypadku na pracę akademicką, radzę omijać doktora Dembele szerokim łukiem.
  14. [quote name='MagdaH']Ja jestem zdania, ze należy wziąć się za ściągalność podatków za psy: sterylizowane/kastrowane = niski podatek lub wcale (w przypadku tzw. domów tymczasowych, bo jeśli ktoś ma naręcze tymczasów, karmi je i utrzymuje to i tak ma masę wydatków), a właściciele futer niesterylizowanych powinni byc traktowani jak potencjalni hodowcy i wtedy podatek obowiązkowy.[/QUOTE] A dlaczego osoba, która nigdy w życiu nie rozmnożyła i nie rozmnoży psa, za to z różnych powodów nie chce poddawać go takiemu zabiegowi, ma być dyskryminowana i naciągana na kasę, skoro w żaden sposób nie przyczynia się do problemu bezdomności? Nie lepiej po prostu opodatkować mioty, wszystkie bez wyjątku, te poza zarejestrowanymi hodowlami nawet bardziej ze względu na problem nadpopulacji?
  15. [quote name='Malwi']Nie wiem , może coś pomieszałam ... wiem tylko że są naprawdę różne wersje robienia sterylizacji, wiem że jest nawet wersja z zostawieniem jednego (albo części ?) jajnika dzięki temu powikłania wynikające z zaburzeń hormonalnych są ograniczone prawie do zera... a problemy sercem i wątrobą niekoniecznie mogą być pochodzenia hormonalnego ... [/QUOTE] Bo nie są - są ewentualnym powikłaniem chorób, które mają przyczyny hormonalne lub ich leczenia, ale w praktyce na jedno wychodzi. Zostawianie jednego jajnika z jednej strony pomaga, z drugiej jest większe zrostów w jamie brzusznej, wędrowania kawałków tkanki jajnika i innych cudów. Wielce zdrowe to nie jest, ale w większości przypadków w Polsce innej drogi niestety nie ma.
  16. [quote name='Sarah']Czyli jak ja bym je nabyła to muszę wykastrowac pieska tak? A może ta sunia skoro taka mała to cieczki nie ma? Albo on skoro ma jedno jąderko to jest niepłodny? A przecież to jest jej brat ten piesek. I jest od niej większy.[/QUOTE] Jak już pisano, jąderko w jamie brzusznej bardzo często rakowacieje i trzeba je w miarę szybko usunąć. Jeśli ma jedno jądro w mosznie to jak najbardziej może być płodny, i może pokryć sunię, czy to jego siostra czy też nie ;) Nie ryzykowałabym, bo ciąża u tak malej suni może się skończyć tragicznie.
  17. [quote name='Krystak']Martnes ale Twoja sunia była wykastrowana czy wysterylizowana?[/QUOTE] Wykastrowana. Usunięte jajniki i macica. Brnąc dalej w temat, gdyby była tylko wysterylizowana, czyli miała podwiązane jajowody, prawdopodobnie byłaby zdrowa, bo problemy tarczycowe wywołuje właśnie brak jajników i hormonów przez nie produkowanych - wydzielanie hormonów przez gruczoły płciowe jest szczególnie silnie sprzężone u samic, w pewien sposób jedno reguluje pracę drugiego. Masa kobiet po klimakterium i niemal wszystkie po operacyjnym usunięciu jajników, jeśli nie stosują hormonalnej terapii zastępczej, zaczyna mieć problemy z niedoczynnością tarczycy, mniej lub bardziej nasilone. U suk ten odsetek jest mniejszy ze względu na nieco inną konstrukcję cyklu płciowego, dłuższe okresy ciszy hormonalnej, stąd więcej suk przystosowuje się fizjologicznie do takiego stanu, ale sporo niestety nie. Z podobnych przyczyn mój niekastrowany niehodowlany pies, jeśli nie będzie wskazań do kastracji, a w moim domu pojawi się suczka do hodowli, pewnie będzie właśnie wysterylizowany, a nie wykastrowany.
  18. [quote name='judyta2461']Martens,nie chciałam się z nim przepychać,tylko czytałam radę szkoleniowca,że aby zaznaczyć swoją dominację należy,gdy pies śpi przesunąć go,a pies ma się podporządkować wstając i idąc w inne miejsce.Nie zabieram mu też jedzenia,lecz tylko czasami trzymam miskę,gdy je,ale wtedy jestem mu to obojętna.Uczę go komend "siad","waruj","zostań" metodą pozytywnych wzmocnień,pracuję ze smakołykami.Za źle wykonane ćwiczenie nie spotyka go żadna kara.[/QUOTE] I co z tego, skoro: [quote name='judyta2461']Mój pies,gdy tylko usłyszy najmniejszy szmer na klatce,czyjąś rozmowę,że ktoś schodzi z góry(mieszkam na parterze) to od razu zaczyna szczekać,a szczek ma bardzo donośny i nie może się uspokoić.Próbowałam wszystkiego:złapania za obrożę i powiedzenia zdecydowanym głosem "nie",a on na to brak reakcji,próbowałam dwa razy chwytu za pysk co skończyło się zaatakowaniem ze wściekłością mojej dłoni,gdy tylko puściłam jego pysk,próbowałam też klapsów,które na początku pomagały,a teraz nic sobie z nich nie robi.Dodam,że pies jest agresywny i rzucił się na dwóch przechodniów,a dzisiaj ugryzł mnie.[/QUOTE] karcisz psa biciem, łapaniem za pysk - czyli robisz wszystko, co może spowodować agresję i nasilenie problemów? Wystarczy psa potraktować tak kilka razy i kontakt z nim u wrażliwszego osobnika może być zrujnowany, a pies przestaje czuć w nas oparcie i zaczyna sam o siebie dbać, broniąc się na zapas przed przypadkowymi osobami czy Tobą samą. Na to kastracja na pewno nie pomoże, teraz powinnaś się skupić na tym, żeby pies odzyskał zaufanie do Ciebie i Twoich rąk. Też przychylam się do zdania, że lepsza od flexi będzie linka.
  19. [quote name='cedra']Tak jak juz napisala Taks, winogrona nie bylyby szkodliwe gdyby nie olbrzymia zawartosc cukru zawartego w miazszu. Stad olej z pestek winogron jest polecany dla psow, szczgolnie z problemami skornymi, natomiast same wingrona juz niekoniecznie[/QUOTE] I to, że rodzynki są jeszcze bardziej toksyczne od winogron to też tylko kwestia cukru? Ja nadal nie wiem, co jest niedostosowanego do przeciętnego czytelnika w wątku, gdzie w 90% postów jak byk stoi napisane, że czosnek w nadmiarze jest bardzo niebezpieczny... No ale nieważne, nie mam ochoty ciągnąć tej kwestii...
  20. Ehh, co za ludzie... U mnie nikt kłaków po psach na klatce nie wymyśla, może dlatego, że mają większe problemy - plamy na schodach po kwasie żołądkowym, kiedy wnuczek sąsiadki zarzygal klatkę na przestrzeni 2 pięter, do tej pory nie zeszły :p Nieprzyjemności baba niby może Ci narobić, połazić do spółdzielni czy tam na policję, będą musieli przyjść i z Tobą porozmawiać - ale realnie rzecz biorąc, skoro psy są cicho, a klatka nie jest syfiasta, to w praktyce nie może Ci zrobić nic. Nie takie rzeczy się dzieją i ludzi nie można eksmitować, więc nie obawiałabym się jakichś realnych kłopotów z powodu kilku psich włosów na schodach. Chyba, że pójdzie w stronę ściem, że psy są agresywne i ją atakują - ale to też musi udowodnić.
  21. [quote name='mala_czarna']Czy w krajach skandynawskich nie jest przypadkiem tak, że jeżeli psia zguba nie znajdzie właściciela to maksymalnie po kilku dniach idzie do eutanazji?[/QUOTE] Nie wiem jak ze zgubami, ale wiem, że można psa uśpić na życzenie, zdrowego. I po tym, czego można naoglądać się na PWP, uważam, że to dużo lepsze wyjście niż pies w lesie uwiązany do drzewa, na wpół zabity łopatą czy zakopany żywcem. Zresztą - w USA i sterylizują na masową skalę, i usypiają mnóstwo, a i tak bezdomnych psów jest po dziurki w uszach, bo to kwestia podejścia ludzi do pewnych tematów, a nie tego czy pies jest wycięty, czy nie...
  22. Dziękuję za informacje na temat winogron. Nie podawałam nigdy winogron ani rodzynek samych w sobie, bo nie widziałam z tego jakiejś szczególnej niezastąpionej korzyści, stąd nie szukałam informacji szczególnie zawzięcie. Zacytuj, gdzie tak od czapy napisałam że czosnek jest git - i tyle. W niemal każdym moim poście, starszych też, jest podkreślone, że czosnek jak już to trzeba podawać w niewielkich ilościach, inaczej jest toksyczny. To jest temat o czosnku, który ciągnie się czwartą stronę - chyba jest więc tu miejsce na posty o nieco innej treści niż kategoryczne "czosnek jest be"? Tym bardziej, że to forum typowo o psach, dział o żywieniu, a nie jakis kącik porad gospodyni na każdy temat. Skoro ludzie to takie młoty, że po 4 stronach wątku, gdzie do znudzenia jest powtarzane o toksyczności czosnku w dużych ilościach i tak nie zrozumieją o co chodzi, to sorry, ale ja nie będę się czuła odpowiedzialna za zatrucie czyjegoś psa, bo przy takim poziomie umysłowym to ktoś może też psa wykąpać w Domestosie żeby pozbyć się pcheł. Dyskusja zaczyna przypominać wątek o kolczatkach albo o obrożach elektrycznych - stosowane z umiarem, w naprawdę uzasadnionych przypadkach, pod okiem specjalisty potrafią zdziałać cuda; w rękach laika spaczyć psu psychikę i zrobić krzywdę. Ale czy to powód, żeby wprowadzić cenzurę i w ogóle nie wspominać o nich na forum, albo wszystkie osoby je stosujące wrzucać do jednego wora?
  23. [quote name='cedra']Dokladnie, panno Martens, moze warto sie doksztalcic... Ryzykuje Pani zdrowie wlasnego psa, ale prosze nie polecac metody innym wlascicielom, ktorzy potem przynosza do nas ledwo zywego zwierzaka na rekach i prosza zeby go ratowac, bo zastosowali np "ludzkie domowe sposoby na przeziebienie czy odrobaczenie"!!! - cos tam pani jednak wie ze ten czosnek szkodzi,a nadal podaje go pani psu... i twierdzi ze jeszcze mu to pomoglo.[/QUOTE] A czy ja komuś go osobiście polecam? Czosnek ogólnie jest polecany jako dodatek pokarmowy [U]w niewielkich ilościach[/U] wśród osób żywiących psy barfem, i jakoś nagminnie nie muszą one nosić tych psów ledwo żywych do weterynarza - wiele osób zaobserwowało, że jego zapach na psie odstrasza kleszcze, choć ja nigdy nie odważyłam się podawać go w takich ilościach, żeby obserwować taki efekt. Ilość, po której widziano w wynikach morfologii objawy wspomnianej niedokrwistości to... 30 g podawane codziennie przez 3 dni 15-kilogramowemu psu (za profesorami wykładającymi na mojej uczelni, prof. Ostaszewskim i Lechowskim). Biorąc pod uwagę, że ząbek czosnku to ok. 5 g, 15 kilogramowy pies musiał zjeść ok. 20 ząbków czosnku (jakieś półtorej główki) w ciągu 3 dni! Tyle mój pies zjadał może w ciągu pół roku, a waży 25, a nie 15 kg... I prostując jakieś dziwne wnioski na podstawie mojego posta: - nie stosuję czosnku jako środka na odrobaczenie ani jako leku, kiedy pies jest chory - tylko jako naturalny dodatek pokarmowy wspomagający odporność zwierzęcia - nie stwierdziłam nigdzie, że mojemu psu czosnek w czymś szczególnie pomógł - o wynikach badań mojego psa wspomniałam w odpowiedzi na to interesujące stwierdzenie: [quote name='cedra'] Jesli ktos ma watpliwosci proponuje podac psu czosne kilka razy po czym zrobic badania krwi, lacznie z profilem watrobowym!!![/QUOTE] które na przykładzie mojego psa kompletnie się nie sprawdziło. I przykro mi, ale nie wierzę, że podawanie tak małych ilości czosnku może psu zaszkodzić, skoro mam czarno na białym zarówno dawkę, która jest dla psów toksyczna (nie zbliżyłam się nawet do 1/10) i wyniki badań krwi mojego psa, u którego wskutek podawania owego trującego czosnku wyniki te w najmniejszym nawet stopniu się nie pogorszyły, a nawet przypadkiem poprawiły. Biorąc pod uwagę, że od x lat pies jest przewlekle chory, wprowadzenie takiej strasznej trucizny do diety powinno zrobić w tych wynikach spustoszenie, a tu proszę :) Jeśli ktoś jest zielony w kwestii dietetyki zwierząt i nie ma pojęcia o toksycznych dawkach poszczególnych substancji dla swojego psa - fakt, lepiej niech nie eksperymentuje. Ja mówię o osobach, które na temat żywienia psów mają wiedzę trochę większą niż przeciętna i przed podaniem czegoś takiego dokształcają się dokładnie na ten temat i kontrolują regularnie stan zdrowia psa. Ja bardzo szanuję mądrych weterynarzy, którym chce się pisać na forum i "oświecać" właścicieli psów - ale lubię kiedy są to konkretne, szczegółowe wypowiedzi, które faktycznie poszerzą wiedzę dogomaniaków o coś, co ciężko znaleźć w książkach czy internecie, a nie jakieś siejące panikę lakoniczne posty wyglądające jak z poradnika chowu psa sprzed 30 lat. Wybaczcie, ale nie sposób tego nie skomentować, szczególnie, że nie pisze tego nastolatka po przeczytaniu 1 książki, tylko lekarz weterynarii.
  24. [quote name='rodzice']Jak mamy tutaj specjalistę to moze cedro skorzystamy z Twojej wiedzy i podpowiesz nam czy i winogrona ( a przy tym rodzynki ) też sa trujące ? Przyznam się ze moje psiaki same zrywały sobie winogrona i ze smakiem jadły a ja sie cieszylam ze to lubia do momentu az usłyszalam ze to trucizna dla psa . Od tego czasu juz nie maja wolnego dostepu do ogrodu .[/QUOTE] Tak i kropka, nieważne ile, nieważne jak, a Tyś zła nieodpowiedzialna baba, żeś psom pozwalała to jeść :evil_lol: Na więcej konkretów od cedry chyba nie będzie co liczyć :evil_lol: Aczkolwiek tli się we mnie nadzieja - może dowiem się jak do rzekomej toksyczności winogron ma się podawanie psom "na sierść", bardzo powszechnie, oleju z pestek winogron? Co jest w tych winogronach trujące, w jakiej ilości, czemu olej nie szkodzi? A może też szkodzi? Pytam całkiem serio, bo nie mogłam znaleźć informacji na ten temat, ale weterynarz na pewno wie takie rzeczy ;) EDIT: Ehh, dogo, posty skaczą..
  25. Przodozgryz i wnętrostwo (po wykastrowaniu rzecz jasna) to akurat nie są jakieś wielce zagrażające życiu i zdrowiu problemy. Gorzej z tym, że ta sunia jest malutka; może mieć z tego powodu problemy zdrowotne - aczkolwiek jeśli jest już dorosła, hodowczyni powinna móc dużo na temat jej stanu zdrowia powiedzieć. Wolałabym wziąć te psy z wadami za darmo, wiedząc czego mogę się spodziewać, niż kupić szczeniaka z nieuczciwego źródła za kupę kasy, a potem drugą kupę kasy wydać na leczenie niespodzianek.
×
×
  • Create New...