Jump to content
Dogomania

Martens

Members
  • Posts

    11174
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    4

Everything posted by Martens

  1. Martens

    Barf

    Ja tak nienawidzę robić papek, że oszalałabym robiąc je codziennie :evil_lol: i chyba też głównie ze względu na mycie sokowirówki, w dodatku 20 kilku letniej i niezbyt łatwo się myjącej... A warzywa zazwyczaj mroziłam oddzielnie, i przy dniu papkowym dokupowałam do nich świeże żołądki albo wątróbki.
  2. [quote name='Journey']Malamut lub siberian z dobrej hodowli, najlepiej po rodzicach dogoterapeutach, ale te rasy nie zaszczekają na obcych - za to mogą odstraszyć wyglądem. Dobrze wychowane są świetnymi przyjaciółmi dzieci. [/QUOTE] A na godzinkę czy dwie spaceru dziennie to nie byłoby za mało? Jak północniaków nie wypompuje się fizycznie, mogą się pojawić mniej fajne cechy ich charakteru, próby ucieczek, wycie, etc. Może dałoby się to wyeliminować wybierając odpowiednie szczenię, po odpowiednich rodzicach, ale gwarancji też nie będzie. Myśleliście może o suni leonbergera? Fajny, przyjazny pies, wiele ruchu nie wymaga, na godzinkę spaceru chętnie pójdzie, szaleć przy tym nie będzie jak nawet kilka dni będzie tylko na posesji; na obcych zaszczeka, ale zarazem to o wiele łatwiejszy charakter niż podhalan czy podobne. Z nieco mniejszych i aktywniejszych może owczarek australijski (z raczej niepracującej linii) albo duży/średni pudel, o ile nie będzie Wam przeszkadzało strzyżenie?
  3. [quote name='Dziaja']Właśnie mam taki plan sprawę nagłośnić. Czy jesteście w stanie napisać mi które hodowle tatuują w pachwinie a które na uszku? To ułatwi mi eliminacje i dalsze poszukiwania.[/QUOTE] Hodowli shih jest masa to raz, i naprawdę wyeliminowanie tych, które tatuują w uszach wiele nie zmieni. Dwa, trudno to w ogóle stwierdzić, bo nikt nie prowadzi ewidencji miejsc tatuowania. Odczytaj numery i skontaktuj się z ZKwP - tak najszybciej odnajdziesz hodowcę. Swoją drogą on nie musi być tu wiele winien. Mógł sprzedać szczeniaka na pozór normalnym ludziom, którzy postanowili później pobawić się w rozmnażanie, albo przerosły ich obowiązki i psa oddali/sprzedali świadomie lub nieświadomie do pseudo. Możliwe, że będzie mógł co najwyżej służyć kontaktem do osób, którym sprzedał Twoje zwierzaki, albo i to nie.
  4. [quote name='Sylwia K']juz za tydzień ja odbieramy... [/QUOTE] No to teraz się zacznie :diabloti: Śliczna klucha :loveu:
  5. [quote name='julliet11']Zgodnie z prawem pies w chwili wypuszczenia bez opieki jest bezdomny. Masz prawo go zabrać i zawieźć do schroniska mówiąc, że znalazłaś go na ulicy i się błąkał.[/QUOTE] Czy ja wiem, czy to tak zgodnie z prawem? :roll: Możesz podać paragraf? Bo zgodnie z prawem, to jeśli Stokrotka wie, do kogo należy pies, a samowolnie nim rozporządza i wywozi go do schroniska, to dokonuje kradzieży :razz: Co innego, gdyby nie wiedziała, że pies jest czyjś. Może co prawda skłamać, że nie wiedziała, że pies ma właściciela, no ale jak to się ma do prawa to akurat chyba nie trzeba tłumaczyć. Gdyby było tak jak piszesz, to wystarczyłoby, żeby mój pies uciekł na spacerze, i co, znalazłby go sąsiad wiedzący że to mój zwierzak, i co, pies przeszedłby na jego własność, bo znalazł bezdomnego? I co, moje słowo przeciwko jego, ja że pies uciekł, on że celowo go wypuściłam? Niestety to tak nie działa. Straż Miejska, interwencja w spółdzielni mieszkaniowej albo u właściciela budynku... Nagrywać na telefon jak pies biega bez opieki, jak ujada pod drzwiami. Z takimi dowodami pańciostwo z miejsca dostaną mandat. A wywiezienie do schroniska - cóż. Zemsta na psie, właściciele pozostaną bezkarni i odetchną z ulgą, i może za niedługo sprawią sobie kolejnego zwierzaka. I wtedy co - też wywieźć go do schronu na poniewierkę? Schronisko to nie luksusowy hotel, czemu pies ma płacić za głupotę opiekunów? Jeszcze co do "moich trawników". Jak sobie delikwent od spółdzielni mieszkaniowej wykupi teren trawnika na własność i ogrodzi płoteczkiem, to wtedy może mówić, że to jego trawnik. W przeciwnym razie, niezależnie od umiejscowienia owego trawnika jest to trawnik będący własnością wspólną wszystkich mieszkańców i wcale nie należy do jednej osoby bardziej tylko z tego tytułu, że jest pod jej oknem. A na trawnikach sikają też bezdomne koty, żuliki, łobuzeria pijąca po nocy na ławkach, małe dzieci, którym nie chce się iść z placu zabaw do domu, a nawet zajmujące się nimi mamusie (trochę gołych tyłków niestety z balkonu widziałam i zawsze dziwiłam się, że nie wstyd damulce wypinać się pod oknami całego bloku...), więc nie sądzę, żeby jakiś mały pies robił wielką różnicę swoją kałużą.
  6. Pamiętaj, że składniki smakołyków też mogą uczulać ;)
  7. Jest jeszcze jedno niebezpieczeństwo wynikające z karcenia tudzież robienia zamieszania, kiedy pies załatwi się w domu. Niechcący możecie nauczyć psa, że zrobienie kałuży na podłodze, a jeszcze lepiej na łóżku :evil_lol: to najlepszy sposób na zwrócenie na siebie uwagi, kiedy państwo się pieskiem nie zajmują :evil_lol: Terrierki to cwane bestie i maluch może szybko załapać, że najszybszy sposób na przywołanie Was i zrobienie rabanu wokół siebie to właśnie nabrudzenie w domu - stąd właśnie zaleca się ignorowanie wpadek, za to jak najczęstsze wyjścia i nagradzanie załatwiania się na zewnątrz.
  8. Sikanie na posłanie i ogólnie nietrafianie na gazety to może być po prostu objaw stresu. Ewentualnie może nadziębił pęcherz, może leżał gdzieś w przeciągu, np. pod drzwiami? A [U]przede wszystkim[/U] 9-tygodniowy pies fizycznie nie ma jeszcze do końca rozwiniętego panowania nad wydalaniem. Pełne panowanie nad zwieraczami rozwija się w wieku około 4 miesięcy - do tamtej pory psu raz się udaje, raz nie, a im bardziej jest zestresowany, tym jest gorzej. Może Wam te "bury" wydają się niczym, jednak malucha bardzo stresują, skoro chowa się do kąta... A w oduczenia sikania na posłanie to nie pomoże - wręcz może nasilić takie zachowanie, bo wiele zestresowanych psów wyrabia sobie wręcz nawyk sikania dookoła siebie, żeby nasycić otoczeniem swoim zapachem i odzyskać poczucie bezpieczeństwa. [quote name='xdreadx']Nie wiem jakie krążą opinie na temat "zaklinacza psów" i jego metod ale do mnie jakoś przemawiają i staram się na nich opierać, jednak ze szczenięciem jest zupełnie inaczej niż z dorosłym psem. [/QUOTE] Zaklinacz Psów i wychowanie szczeniaka. Skomentuję tylko tak - o Matko Boska... :roll: Pierwsze efekty już macie, pies chowa się ze strachu po kątach i sika na posłanie. Za kilka miesięcy może dojść totalny brak zaufania i agresja - a zestresowane terriery chyba ze wszystkich ras najszybciej przechodzą od lęku do agresji. Jeśli nie macie dużego doświadczenia i trudno Wam powiedzieć, co Millan robi dobrze, a co źle, najlepiej w ogóle nie lasujcie sobie mózgu tym programem - a przede wszystkim zauważcie, że przy każdym odcinku jest informacja "nie róbcie tego w domu". Millan pracuje z psami problematycznymi, stąd wiele jego metod jest kontrowersyjnych i czasami koniecznych w pojedynczych przypadkach. Nie ma to jednak żadnego odniesienia do tak małego szczeniaka, który jest jak czysta niezapisana kartka, i metodami Millana możecie co najwyżej doprowadzić do prawdziwych problemów, a nie zażegnać to co teraz macie - a co jest zupełnie normalnym zachowaniem szczeniaka w tym wieku. Naprawdę polecam wstawione przez karjo2 linki...
  9. [quote name='Vlk']widzę, że sezon kleszczowy się rozpoczyna. Więc zaczynam się zastanawiać, co dla mojej bestii, która lubi się często taplać w wodzie... miałam w zeszłym roku obróżkę kiltix, sprawdziła się całkiem gracko. Wadą jest to, że przed kąpaniem trzeba ją zdejmować a jak moja suka w lecie jest nad rzeką, to kąpie się co 5 minut... ;)[/QUOTE] Dlatego my zawsze mieliśmy ten nieszczęsny Preventic, bo jest wodoodporny, a jeden pies nad rzeką by z wody nie wychodził - też niby zdejmowaliśmy do samej kąpieli, ale wiadomo, że i tak potem to się zakłada na mokrego psa albo wskoczy czasem przypadkiem, zanim mu zdejmiemy.
  10. [quote name='Marta191991']Bez przesady. Można też kupić psa bez rodowodu, który będzie się cieszył dlugim i zdrowym życiem. Nie każdego stać na psa za 2000, 3000 tysiące. Ja kupiłam swojego za 750 - polecam.[/QUOTE] Niewystawowy szczeniak z rodowodem, z dobrej hodowli to często wydatek właśnie rzędu 700-900 złotych. Tym bardziej nie rozumiem polecania zakupu psów z pseudohodowli :roll: Pomijając fakt, że jak kogoś nie stać na psa za 1000 czy 1500 złotych (bo nie każdy pies z papierami to jakieś grube tysiące), to intryguje mnie, skąd weźmie kasę na leczenie psa, jeśli zachoruje czy ulegnie wypadkowi - a to często koszta kilkakrotnie większe. Zresztą - nie każdy musi mieć psa rasowego. Jak nie ma pieniążków na prawdziwego rasowca, to piesków do adopcji czeka do wybrou do koloru - setki tysięcy.
  11. Jest szczepionka, ale skuteczność na tyle wątpliwa, że wg mnie nie ma sensu szczepić - a już na pewno nie psa z takim uszkodzeniem wątroby jak ta sunia. Ochrona przed kleszczami = ochrona przed babeszjozą, i z doświadczenia powiem, że najważniejsze jest dokładne przeglądanie psa raz na dzień, przy głaskaniu, pielęgnacji - bo każdy środek może zawieść, u nas druga babeszjoza to był wynik tego, że ufałam kropelkom i nie sprawdzałam, a one zawiodły, mimo że wg opisu na opakowaniu na pewno powinny jeszcze działać.
  12. Ja już nic nie poradzę na to, że ktoś nie umie patrzeć inaczej niż na czarno-biało :p Zdarza się, ale jaki to odsetek w populacji psów? Promil? Przy wilczych hybrydach taka sytuacja to niemal pewnik.
  13. To ja mam tego wspomnianego wątrobowca, i też ze zwłóknieniem wątroby, tyle że raczej starczym. Karmić ją możecie i 5-6 razy dziennie, byle nie jadła na raz za dużo, bo to możliwe jak będzie miała miskę cały czas, skoro jest wychudzona. Z suplementów - wspomniany Essentiale Forte, podobno działa cuda, moja sunia od grudnia bierze na stałe. Polecam też Hepatil - zamiast weterynaryjnego Ornitilu, który jest kilkakrotnie droższy niż ludzki Hepatil (w aptece bez recepty ok. 7 zł - za Ornitil płaciłam ok. 30...). To wszystko suplementy pomagające w regeneracji wątroby, a nie typowe leki, więc na pewno suni nie zaszkodzą. Dobry jest też Zentonil, też suplement, tylko drogi. Z leków na receptę mieliśmy Heparegen na 7 dni; może i jej by pomogło. Przydałyby się jej też kroplówki, jeśli nie miała do tej pory, żeby trochę odtruć organizm. Co do karmy - Ja osobiście polecam Trovet Hepatic - HLD; tańszy i pożywniejszy od Royalowego Hepatica, co moim zdaniem ważne, skoro sunia jest taka chudziutka. No i Royal Hepatic można podawać chyba maksymalnie 12 tygodni, potem moga być niedobory i objawy niedożywienia i najpóźniej wtedy wypadałoby znaleźć alternatywę. Co do przyczyn - może to być tak jak mówicie, celowe otrucie psa albo nieleczone zatrucie; jest także opcja, że jeżeli sunia była tak zaniedbana, to i prawdopodobnie nikt nie zabezpieczał jej przed kleszczami. Mogła przejść bez leczenia babeszjozę (zdarza się wcale nierzadko) i to trwałe uszkodzenie wątroby może być pamiątką po tej chorobie - u mojego psa część uszkodzeń wątroby to na pewno babeszjoza razy dwa.
  14. [quote name='Pies Pustyni'] Wiecznymi szczeniakami jakiego gatunku? Bo umowilismy sie, ze nie wilkow. Jeszcze odnosnie hybryd pytanko - skad te informacje?[/QUOTE] Są właśnie wiecznymi szczeniakami wilków - nie dosłownie, nie całkowicie, ale w pewnym sensie, w pewnym stopniu można dopatrywać się analogii. Poszperaj w internecie na temat mieszańców wilka i psa, często z 1 pokolenia, które bywają trzymane jako domowi pupile przez co bardziej ekscentrycznych obywateli USA. Sielanka kończy się ok. 2 roku życia, kiedy to najpóźniej owi ludzie odkrywają, że półwilk to jednak nie pieseczek, i ów najczęściej samiec nagle usiłuje ich zdetronizować próbą sił, dosłowną, z użyciem zębów, nierzadko mającą początek w momencie jakiejkolwiek niedyspozycji właściciela. A często są to ludzie z dużą wiedzą o psach - którzy przekonują się, że traktowanie półwilka jak psa, jednak psa z niego nie uczyni.
  15. [B]marta23t[/B], ja nie mówię o względnie młodym psie, któremu jeszcze nie bardzo wiadomo co jest. Ja mówię o psach starszych - 8, 10, 12, 14-letnich, które są ratowane na siłę, bo od opiekuna nie dociera, że na psa może po prostu przyszedł czas. Taki jest świat, żywe istoty umierają codziennie. W naturalnych warunkach wśród dzikich zwierząt te z ciężkimi wadami wrodzonymi, chore, słabe, stare, giną zazwyczaj dość szybko. Czasem nawet zjadane przez młodsze, silniejsze - dając im energię. Dla kogoś pewnie to okrutne - dla mnie dużo bardziej okrutne jest pozwalanie na wegetację przewlekle chorego psa czy odkarmianie na siłę ledwo zipiących szczeniąt w miocie, które potem albo całe życie są słabowite, albo cierpią przy długotrwałym leczeniu wad wrodzonych - bo człowiek znowu usiłuje być mądrzejszy od przyrody i nie pojmuje, że wg plany matki natury ten pies miał odejść już dawno temu. I dochodzi do paradoksów, kiedy rozmnażane są kaleki; kiedy po ziemi chodzi stary obolały pies - cewnikowany, karmiony łyżką, na tonie leków utrzymujących przy życiu - który już nigdy nie będzie miał siły pobiec za piłką; no ale opiekunowie szczęśliwi, bo leczą, bo kochają, bo trzymają za łapy i ogon na tym świecie, bo to przede wszystkim oni mają problem z tym, że psa już nie będzie, a nie on - że umrze. [quote name='karjo2'] Jak na ironie, najglosniejsze, najbardziej zaawansowane w zbieranie srodkow sa watki zwierzat w bardzo ciezkim stanie, czesto wychodzi na to, ze fajny, zdrowy, mlody pies moze sobie posiedziec w fatalnych warunkach, pomoc bedzie mu sie nalezala, jak bedzie konajacym szkieletem... [/QUOTE] Niestety masz 100% racji. Szkoda, że niektórym "miłość" do zwierząt tak wybujała w obłoki, że nie widzą tego faktu. [quote name='Sybel']Co do tej wspomnianej suni z wodogłowiem - gdyby trafiła do mnie, uspiła bym ją. Pewnie będzie oburzenie, ale naprawdę, z czystego szacunku dla psiego zycia uśpiła bym ją, a forsę zainwestowała w psa, który rokuje nadzieje na cokolwiek. A tak co? Sunia się nacierpiała jak cholera. Przeciez od poczatku widac było, ze małe ma szanse i lepiej dac jej odejść spokojnie. A tak? "Bohaterstwo", bo ludzie się nie poddali, bo nadzieja, bo walczyli, bla bla bla. Śmierć NIE JEST zła. Śmierć to element życia, czasem najlepsze wyjscie. Tak samo był tu wątek, że pies cierpi, że właściciel nie chce jechac do weta, wet przyjeżdża do psa. Mówiłam, zeby psa uśpił, pies miał 16 lat, potworne bóle brzucha, nie jadł, nie pił, wył z bólu. Nie, bo przyjaciel. Odszedł po 2 czy 3 dniach cierpien, a ja usłyszałam, że jestem zła, bo mówiłam od początku o uśpieniu, zamiast serwowaniu cierpienia... [/QUOTE] Też w obu wypadkach bym tego psa uśpiła. I w jednym i drugim przedłużono niepotrzebnie cierpienia zwierzęcia. W myśl miłości do niego, miłości do zwierząt. Na wątku chorej suni akurat byłam i szczerze, krew mnie zalała, ale nie chciałam być chamska i tam tego komentować. Ich kasa, ich wysiłki, ich sprawa, ale nie wiem, czemu się to przysłużyło poza tym, że "cioteczki" mogą teraz obnosić się z wielkim sercem, jak to poetycko walczyły o psie życie do ostatka, podczas gdy kupa kasy poleciała w kosmos - kasy, dzięki które może kilka-kilkanaście szczeniaków nie musiałoby równie poetycko umierać na parwo w swoich gównach w schronisku. Na drugim wątku byłam również, i również nie chciałam się z szacunku do uczuć tego czlowieka wypowiadać, ale jak bardzo trzeba oszukiwać samego siebie, żeby wierzyć, że 16-letni wyjący z bólu, nie pijący nawet pies jeszcze się wykuruje i pożyje w zdrowiu i radości może kolejne lata :razz: Każdy z naszych psów i tak umrze. I ja wolałabym, żeby mój pies odszedł po 8 czy 11 latach szczęścia i zabaw, niż 15, z czego 1/3 była wegetacją, codziennym odkrywaniem przez niego, że może coraz mniej, że ma coraz mniej sił, coraz bardziej go boli, i mojej świadomości, że będzie już tylko gorzej.
  16. [quote name='tłamsik']Chyba się trochę nie zrozumiałyśmy.. Zdaje się, że u wilków wygląda to tak... Kiedy alfa zostaje zraniony, jest chory, osłabiony itd. stado nie myśli sobie "no trudno, alfa jest chory, nie jest teraz dobrym przewodnikiem, ale niedługo wyzdrowieje i wszystko będzie ok". Stado nie może pozwolić sobie na taki przestój i po prostu inny członek stada zajmuje pozycje alfy. Natomiast stary alfa godzi się z sytuacją. Dlatego właśnie wydaje mi się niewłaściwe przenoszenie hierarchii wilczej na układy psio-ludzkie.[/QUOTE] I ja się z tym zgodzę. Wystarczy się przyjrzeć, co się dzieje, kiedy ktoś próbuje trzymać w domu psio-wilcze hybrydy. W razie choroby autentycznie i bez przesady można skończyć z przegryzioną tętnicą. Czy znacie choć jednego psa, który rzucił się na właściciela, bo ten był chory? Ja nie. I wynika to z tego, że ze względu na sam proces udomowienia i neotenii psy są w pewnym sensie wiecznymi szczeniakami. Nie łączą nas z nimi takie układy hierarchiczne (samych psów ze sobą zwykle też) jak dorosłe psowate w stadzie. To oczywiste, że wilcze młode nie dyrygują starszymi, ale i starsi nie zabierają im pożywienia "bo tak" czy nie traktują ich jak równorzędnych przeciwników. My jesteśmy dorosłymi, nasze psy "dziećmi". I mimo wszystko nadal są dziećmi, mniej lub bardziej rozwydrzonymi, a nie realnymi konkurentami w czymkolwiek. Nikt przy zdrowych zmysłach nie "dominuje" swojego dziecka - dziecko samo się podporządkowuje, kiedy ma jasne zasady, odpowiedni system kar i nagród, zaspokojone potrzeby. Nie ma tu konkurencji takiej jak między dwoma dorosłymi wilkami, czy nawet dorosłymi osobami w firmie na przykład. [quote name='tłamsik']Zaburzone czy też brak relacji z innymi psami według mnie wywołuje później problemy wychowawcze i kontakt z właścicielem.[/QUOTE] A według mnie często jest odwrotnie. Socjalizacja - ok, zabawy z innymi psami jeśli pies ma charakter przyjazny - ok, inne psy w domu i jako takie pokojowe współżycie - ok. Ale wśród pewnych ras czy typów charakteru psów, oczekiwanie od nich przyjaznego czy nawet obojętnego zachowania wobec innych, obcych (nie należących do stada/rodziny) spotykanych na spacerach psów jest totalnym nieporozumieniem. Nie ma nic nienaturalnego w tym, że dorosły samiec rottweilera nie chce się bawić piłeczką (delikatnie mówiąc) z dorosłym napotkanym na spacerze samcem briarda. I to nie jest problem ani błąd w prowadzeniu, to czysta natura psa, takiej rasy, o takim charakterze, takiej płci, w takiej sytuacji.
  17. Też muszę powiedzieć, że ceny mnie powaliły; naprawdę, nie wszędzie tak jest i niekoniecznie kosztem jakości usług. Z jednej strony owszem, pies powinien być dobrem luksusowym, ale tak jak pisze filodendron - spójrzmy na dzieci. Czasem koszty ich leczenia sięgają setek tysięcy złotych. Czy morał z tego taki, że dziecko mogą mieć tylko bogacze? Bo dla osoby zarabiającej nawet nieco powyżej średniej krajowej nagłe wykładanie z kieszeni takich kwot jest zwyczajnie nierealne. Nie popadajmy w paranoję, bo zaraz okaże się, że 95% dogomaniaków nie powinna mieć psa. I co z tymi psami? Uśpić? Do schroniska? Ja dla osób mniej zamożnych pomyślałam o alternatywie - adopcja ze schroniska dofinansowywana przez państwo (wszak utrzymanie psa w schronisku też kosztuje, a pies u kogoś ma o wiele lepsze warunki niż tam). Był już zresztą kiedyś taki pomysł, tylko wprowadzony bez krzty pomyślunku, stąd nie wypalił. Mogę zrozumieć, że ktoś nie ma tysięcy na leczenie, ale wtedy są różne opcje, zbiórka pieniędzy, szukanie pomocy finansowej, pożyczka, oddanie psa do adopcji, czy nawet ta nieszczęsna eutanazja. To wszystko jest lepsze od wywalenia psa czy oddania go do schroniska. W Polsce populacja psów jest o wiele za duża, żebyśmy przykładowo mieli uważać za fajne to, że jak ktoś zarabia poniżej 6 000, psa mieć nie może. Multum psów nawet w najbiedniejszym domu, uśpionych przy pierwszej poważnej chorobie, i tak będzie miało życie o wiele lepsze niż to w schronisku czy na ulicy. Co do chorób i leczenia idącego w tysiące i dziesiątki tysięcy. Ja po ostatnich przejściach z moją suką wyrobiłam sobie dość drastyczne zdanie na ten temat. Nie popieram postępowania, w którym na leczenie psa chorego na raka, w wieku 10 czy 12 lat, wydaje się grube tysiące, żeby pies pożył jeszcze przykładowo rok, i to w stanie dalekim od tego ze średniego wieku; w dodatku w sytuacji, gdy pies czuje się bardzo źle lub leczenie jest bolesne. Mam wrażenie, że wiele osób w całej swojej miłości do zwierząt gdzieś zatraciło coś bardzo ważnego. Kiedyś psy też bardzo kochano. ALE, kiedy pies był stary, coś go bolało, był chory, czuł się naprawdę źle, często skracano mu życie jednym strzałem. Pewnie straszne i potworne. Nie jestem taka pewna, kiedy teraz patrzę na naprawdę wiekowe psy ciągane na dziesiątki badań, poddawane operacjom i bolesnej rekonwalescencji, potwornemu stresowi, a wszystko po to, żeby pożyły jeszcze rok czy dwa w wiele pozostawiającej do życzenia kondycji i komforcie. Na własne oczy miałam okazję się przekonać jak wygląda i czuje się pies, którego "tylko" boli wątroba. Gdyby moja suka miała teraz być przewlekle w takim stanie jak kilka miesięcy temu, uważam, że trzymanie jej przy życiu byłoby potwornym egoizmem. Gdyby na USG wyszły nam guzy czy jakieś poważniejsze rzeczy niż po prostu zwyrodnienie wątroby, pewnie nie zdecydowałabym się na zabieg mimo że ma "tylko" 11 lat i w miarę zdrowe serce, nerki. Nie wybaczyłabym sobie, gdyby coś poszło źle i przez to mój kochany pies, całe życie żywy jak torpeda i radosny, miał ostatnie dni spędzić w potwornym stresie w klinice, i bólu, odchodzić w takim koszmarze. Pewnie wybrałabym leki przeciwbólowe na jakiś krótki czas i eutanazję - i absolutnie nie dlatego, że nie miałabym kasy na owo leczenie. Niektórzy teraz tak strasznie kochają psy, że nie pozwalają im godnie umierać. Pies ma 12, 14, 16 lat, a oni ciągają go po klinikach, badaniach, zabiegach, trzymają na tym świecie niemal siłą, i wszystko to z wielkiej miłości, podobno - nie potrafią się pogodzić z tym, że psy nie żyją po 30 czy 70 lat, że w pewnym momencie trzeba się pożegnać, i tak, zawsze to będzie za wcześnie. Śmiem wątpić, czy psu aż tak bardzo zależy na tym, żeby pożyć te 2 miesiące ledwo turlając się siku - to jest potrzebne tylko nam i naszej niedojrzałości. I pakujemy te grube tysiące, kiedy za kratami umierają dziesiątki szczeniąt, bo nie ma pieniędzy nawet na podstawowe szczepienia i dobre karmienie. Pewnie wiele osób mnie za to zjedzie i trudno, to ile kto chce psa leczyć to jego sprawa, jego pieniądze. Ale moja opinia jest taka, a nie inna, dopiero od niedawna zresztą, a wyrobił mi ją mój własny pies. I dlatego nigdy nie powiem, że ubodzy ludzie, którzy uśpili 8-letniego psa z guzem śledziony pozwalając mu chociaż odejść godnie - bo na tyle ich było finansowo stać, zamiast wozić go na chemię jak ktoś bogatszy i bardziej zdeterminowany, dali temu psu gorsze życie niż ta osoba, która walczyła o psa nawet kiedy ledwo już oddychał.
  18. [quote name='Pies Pustyni'] Ty masz jakies zamilowanie do skrajnosci. Przeciez wszystkie problematyczne psy nie mieszkaja 23 godziny na dobe w kojcach. Podobnie jak nie wszystkie podporzadkowane i posluszne sa zawodnikami obedience czy tropicielami. Mieszkalem z trzema (bywalo i wiecej) psami w tzw. kawalerce i nie zawsze moglem im zapewnic wyczerpujace spacery, a problemow z nimi nie bylo. Wlasnie dzieki zasadom.[/QUOTE] Nie wszystkie. Ale multum psów, nawet na moim osiedlu, i to dużych ruchliwych ras typu bokser, czy gończych jak beagle, mieszka w małych mieszkaniach, a poza weekendami wychodzi na smyczy tylko na fizjologię. I to nie są jakieś pojedyncze przypadki, tylko większość psów, jakie widuję na spacerach. Pytam nie raz ludzi znanych mi z widzenia, czy puszczają czasami pieska, czy chodzą gdzieś na dłuższe spacery "nie, bo ucieka", "nie, w tygodniu nie ma czasu, a zresztą jego nie można nigdzie zabrać bo w mieście na wszystko szczeka". Bla bla bla. To nie jest skrajność porównywalna do 23 godzin w kojcu? To w ogóle jest skrajność, biorąc pod uwagę ile psów tak żyje? I nie porównuj tego, że psy czasami nie miały wyczerpujących spacerów do sytuacji, kiedy pies od wieku 3-4 miesięcy nie jest spuszczany ze smyczy, a ja takich psów znam multum. Zresztą, 3 psy w kawalerce świetnie same zapewniają sobie jakiś ruch i zajęcie choćby bawiąc się pod Twoją nieobecność - moje dwa, w kawalerce również, po 2 godzinach przeciągania w pokoju zabawki ledwo zipią. A co ma powiedzieć 8-miesięczny bokser, który wychodzi szczać na smyczy, a w domu nie może biegać, bo raz że za duży i nawet miejsca nie ma ani bawić się z kim, dwa nie wolno, bo coś porozwala? I Ci sami ludzie namiętnie oglądają Millana, kupują "Zapomniany język psów" jako ostatni krzyk mody i z radością godną odkrycia Ameryki dochodzą do wniosku, że pies jest taki nieznośny, bo ich zdominował. I się zaczyna, albo szopka z drzwiami i jedzeniem, albo tarzanie psem jak szmatą (bo przeciętny Polak jak zauważyłam tylko to potrafi z tego programu zapamiętać). I kolejne problemy. A ja po tych psach nie widzę śladu ustawiania właściciela; im oczy wychodzą na szypułkach na widok przelatującego motyla, bawiącego się psa czy rowerzysty, bo energia je dosłownie rozsadza. Te psy nigdy nie będą się zachowywały dobrze, jeśli nie zostaną wybiegane, i trudno orzec, czy są dominantami na podstawie tylko tego, że np. ciągną na spacerze czy szczekają na inne psy - co kilka osób na wątku usilnie stara się wmówić, i ja właśnie z tym caly czas polemizuję. I owszem, ja będę się upierać, że 3/4 tych psów, po zapewnieniu odpowiedniej porcji ruchu, zacznie zachowywać się o niebo lepiej, o ile nie idealnie. Bo naprawdę nie każda osoba, która nie wyznaje teorii dominacji traktuje psa jak pluszowego króliczka do rozpieszczania czy życiowego partnera. Gdyby to wszystko zależało od hierarchii, każdy, choćby nie wiem jak niewybiegany pies, zachowywałby się idealnie - bo skoro alfa zarządza brak polowania i siedzenie na tyłku, to "stado" powinno się podporządkować. A guzik prawda, niestety. Posłuszeństwo i w ogóle zachowanie psa zależy od wielu czynników, a nie tylko od tego, czy jego opiekun go dominuje. Psy mają różne temperamenty, fobie, urazy, i niestety kwestia podkreślania swojego przywództwa nie rozwiązuje wszystkiego; zdominowanie psa nie sprawia, że zaczyna się on zachowywać jak robot spoglądający tylko na to, co alfa zarządza. Osoba która tak myśli, musi mieć bardzo małe albo wręcz zerowe doświadczenie w pracy z psami, niestety - a Weaver cały czas próbuje właśnie coś w tym stylu udowodnić.
  19. Ciekawe tylko, czy te psy byłyby równie spokojne i opanowane, gdyby mieszkały w takich warunkach co większość naszych zwierzaków - znaczne ograniczenie przestrzeni (mieszkanie, mała posesja), za mała ilość ruchu, niemal brak pracy. Gdyby zamknąć te psy w kojcu na kilka dni, dać dobrze jeść, a potem nagle je wypuścić, założę się o wszystko, że gdyby babka stanęła na ich drodze, tylko by pofrunęła :lol: i teoria, że jak jest alfą, to na pewno będą z nią szły w szeregu, ległaby w gruzach. Te psy mają multum przestrzeni, codziennie zajęcie, i nawet nie tyle są wybiegane, co wręcz wymęczone codziennym życiem. Do tego raczej nie jedzą codziennie mięska z warzywami czy specjalistycznych karm po 25 złotych za kilo. Porównywanie tego do naszych niewybieganych, a przy tym świetnie żywionych, znudzonych, naładowanych energią psów i twierdzenie, że ciągną na smyczy tylko dlatego, że dominują, nie ma najmniejszego sensu. Śmiem twierdzić, że 99% psów w Polsce nie ma zapewnionych nawet 1/4 porcji ruchu, jaką miałyby, gdyby żyły w warunkach bardziej zbliżonych do swoich potrzeb. Ja nadal będę twierdzić, że ogromna większość problemów z psami w Polsce to właśnie brak ruchu i pracy, a dopiero potem jakieś szczególne rozwydrzenie, pomijając skrajne przypadki rozpieszczenia pieska typu pekińczyka.
  20. A ja tak zapytam... Co jest problemem przy pilnowaniu suni?
  21. [quote name='prnit']wystarczy chwila że na niego nie patrzymy i pies natychmiast wskakuje na kanape i sika..krzycze na niego i karce go głosowo i delikatnym klapsem ale to nie pomaga ;([/QUOTE] Tak oto perfekcyjnie nauczyliście psa, że sikanie na kanapę jest najlepszą metodą na zwrócenie na siebie uwagi, i wzmacniacie to za każdym razem, kiedy wydaje się Wam, że go karcicie. Terrier to cwana bestia, szybko zobaczył, że nic nie powoduje takiego zamieszania jak nalanie Wam na kanapę - i robi to ze świetnym skutkiem. Jedyną metodą będzie chyba całkowite ignorowanie tego. Na początku zachowanie może się nasilić, ale jak pies zobaczy że mimo lania na kanapę traktujecie go jak powietrze, zachowanie samo zaniknie. Swoją drogą kanapa powinna być później dokładnie wyczyszczona pochłaniaczem zapachów. Przy okazji zacznijcie uczyć psa, kiedy ma Wam dać święty spokój. Macie budkę - klatkę rozumiem, więc po zabawie, spacerze, odsyłajcie psa do owej budki i każcie w niej siedzieć, ewentualnie zamknijcie na godzinkę, żeby przyzwyczaił się, że nie zawsze jest w centrum uwagi. Swoją drogą jack russel to bardzo inteligentny pies, potrzebuje dużo pracy, zajęcia - dosłownie 2-3 godzin dziennie, żeby nie strzelały mu do głowy głupoty. Jak dostanie odpowiednią porcję zabawy i szkolenia, to przestanie być tak uciążliwy w kwestii domagania się Waszej uwagi. On sika tylko w Waszej obecności, czy kiedy wychodzicie również?
  22. [quote name='duskaaa']Dziekuje za linki, zaraz przejrze. Myslelismy raczej o zakupie psa rodowodowego prosto z hodowli, bratu bardzo zalezy aby moc psiaka szkolic i wychowywac samemu, ale mysle, ze jesli bylby jakis odpowiadajacy nam psiak do adopcji to taka opcja tez jak najbardziej wchodzi w gre. Jamniki nam sie nie podobaja, pinczerka mielismy, ale takiego zwyklego malego z krotka sierscią. Shih tzu nawet mi się podoba, maltanczyk tez bardzo ladny. Tylko jakie charaktery maja te pieski? I co z white terrieriem, nie jest dla nas odpowiedni? A jak wygląda sprawa z cavalierem, sheltie? Czy sheltie wlicza sie do kategorii małych psów?[/QUOTE] Shih, maltańczyk wymagają bardzo pracochłonnej pielęgnacji sierści. Są to tez psiaki dość drogie - szczególnie maltańczyk. White terrier... Jeśli nie macie doświadczenia w układaniu psów, odradzam. To typowy terrier, myśliwy, zadziora, potrafi być dość ostry mimo słodkiego wyglądu, bywa uparty. Z pieskiem kanapowym nie ma wiele wspólnego. Cavalier mógłby być fajnym wyborem. Sheltie też - to mały psiak, tylko z nim trzeba pracować, szkolić, zapewniać mu codziennie coś do roboty. Bywa też trochę hałaśliwy.
  23. A jeździliście jeszcze gdzieś dalej, szukaliście, pytaliście mieszkańców? Skoro nie ma jej tydzień i nikt nie dzwoni, to mogło stać się wszystko. Albo ktoś ma ją na posesji i nie zamierza oddać, albo gdzieś się bardzo oddaliła i nie może trafić, albo po prostu coś jej się stało...
  24. Martens

    Barf

    Ja ;) Tylko muszę coś wykombinować, bo w niedzielę o 11.00 mam zajęcia z warunkowego przedmiotu :razz:
  25. [quote name='Merrick']Taa...problem jest wtedy jak zapomnę dowodu ( a jestem gapa i często mi się zdarza ) i potem nie chcą mi sprzedać, a jak próbuję ich przekonać to patrzą z takim politowaniem no bo oni są przekonani, że im kit wciskam :evil_lol:[/QUOTE] Mam to samo, a w tym roku 24 mi stuka ;) Jakoś na jesieni, kiedy kupowałam z koleżanką miód pitny na grzańca, babka za ladą poprosiła o dowód, zapytała drugiej czy to od '92 teraz można, spojrzała na mój rocznik i ryknęła śmiechem :p Żeby nie było 100% offtopu - już gdzieś o tym pisałam, ale według sąsiada z klatki obok mój półtoraroczny staffik to młody Cane Corso, taki jak pies sąsiadki (jego sąsiadka z dołu ma stareńkiego corsiaka). Na moje słowa, że to inna rasa, ma już półtora roku i nie będzie większy, po chwilowej konsternacji stwierdził, że on wie co to za psy i jak skończy 2 lata, to będzie taki agresywny, że przed blok z nim nie wyjdę :roll: I jeszcze zobaczę :roll: Miły zresztą nie był; ehh, znawcy od siedmiu boleści... :razz:
×
×
  • Create New...