-
Posts
11174 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
4
Everything posted by Martens
-
[quote name='Heximus']Pozwolę sobie zadać jedno pytanie... Przypuścmy że mamy rodowodową suke i reproduktora. Suka rodzi iles tam szczeniaków wszystkie nadaja sie do rodowodu no a jeden jakis tam ma krótszy ogon i juz to dyskwalifikuje bo i takie przypadki maja miejsce.... Skoro nie spełnia kryteriów jest wykluczony ale czy jego charakter tez bedzie spaczony ???? Gdzieś wyczytalam ze psy bez rodowodu najczesciej choruja i maja problemy z charakterem. Moje pytanie.. Czy to geny kształtują psi charakter rodowód czy człowiek ???? Nie pisze tego by sie klucic tylko pytam i prosze o odpowiedz a nie zaczepki :D[/QUOTE] Rodowód dostają wszystkie szczeniaki albo żaden. Rodowód jest świadectwem pochodzenia. Szczeniak z wadą wykluczającą go z wystaw i przyszłego rozmnażania też dostaje rodowód - tylko z wpisem "niehodowlany". Nie ma sytuacji, że mamy zarejestrowany miot po hodowlanych rodzicach i jedne szczeniaki mają rodowód a inne nie. Psi charakter kształtują geny (a więc pośrednio rodowód, bo rodowód oznacza, że nasz pies jest po rodzicach, którzy zostali dopuszczeni do hodowli, nie wykazywali nadmiernej agresji bądź lękliwości, które są cechami dyskwalifikującymi z rozrodu, a mocno dziedziczącymi się na potomstwo) ORAZ człowiek. Charakter każdego psa jest wypadkową genów i naszego wychowania. O wiele łatwiej pracować z psem o dobrym zrównoważonym charakterze. Psy które mają w genach nadmierną lękliwość i agresję nigdy nie staną się psami identycznymi jak te zrównoważone. Będą wymagały mnóstwa pracy, żeby zachowywać się w miarę normalnie, a ich bojaźliwość czy agresja i tak będzie czasem dochodziła do głosu. Psy zrównoważone, o dobrym charakterze odziedziczonym po rodzicach będą znacznie łatwiejsze w układaniu i co tu kryć, będą miały przyjemniejsze życie, bo pies lękliwy, agresywny też się męczy - dzięki osobom, które bezmyślnie rozmnażają zwierzaki, które nigdy nie powinny być rodzicami.
-
Heximus, to co opisujesz obecnie u szkoleniowców ma miejsce bardzo rzadko - u dobrych praktycznie w ogóle. Piszesz, że nie masz czasu szkolić psa - ale wychodzisz na spacery etc. A kiedy szkolić psa, jak nie właśnie na spacerach? To wcale nie wymaga poświęcania psu jakoś więcej czasu czy stania nad nim całą dobę - tylko po prostu produktywniejszego wykorzystania czasu, który już mu poświęcamy. Spacer na którym pies tylko łazi i wącha jest zwyczajnie nudny, przez co zwierzak szuka wrażeń w postaci innych psów, kotów, etc. - lepiej zagospodarować na spacerze trochę czasu na naukę, trochę na zabawę z nami, a trochę na swobodne wąchanie. Psy problemowe powinny mieć w zasadzie cały spacer zajęty zabawą i nauką - właśnie żeby uczyły się skupienia na właścicielu, odzwyczajały od wchodzenia w konflikty z otoczeniem. To samo w domu - ile razy pies podchodzi, żeby go pogłaskać czy my bezmyślnie do niego gadamy? Lepiej kilka-kilkanaście razy w ciągu dnia poświęcić dosłownie 3-5 minut na wydanie kilku poleceń, nauczenie czegoś nowego, potem pochwałę, nagrodę, zabawę. To wszystko tworzy więź z właścicielem, uczy posłuszeństwa, szacunku do nas, stajemy się dla psa bardziej interesujący - zaspokajamy jego potrzeby.
-
Gdy pies zostaje w sam dewastuje mi mieszkanie.
Martens replied to ArturŚląsk's topic in Lęk seperacyjny
Sam Millan trąbi, żeby nie stosowac jego metod samemu, bez konsultacji ze szkoleniowcem, bo różnie może wyjść. No ale gadaj do słupa... Nikt nie każe Ci brać kursu szkolenia za 6 stów, to zresztą jedno z gorszych rozwiązań. Lepiej umówić się na jedno kilkugodzinne spotkanie indywidualne, podczas którego specjalista Was poobserwuje, poprawi błędy, doradzi co robić w konkretnej sytuacji. Wyjdzie kilkakrotnie taniej, a da o wiele więcej niż kilka kursów szkolenia, na których nauczą Was wykonywać na placu komendy, a w domu i na spacerach będzie to samo... -
[quote name='M@nia']Otrzymałam ją kiedy miała miesiąc[/QUOTE] [quote name='M@nia'] I mam pewność, że to nie jest pseudohodowla.[/QUOTE] Jedno zdanie zaprzecza drugiemu. Zarejestrowane hodowle mają zakaz wydawania szczeniąt przed 7 tygodniem życia, bo szczenię powinno w wieku 4 tygodni ssać mleko i uczyć się odpowiednich relacji z innymi psami od matki i rodzeństwa. Żadna hodowla nie sprzedaje szczeniaków bez rodowodu, ani nie oferuje wielkich dopłat za sam rodowód. Pseudohodowla to nie tylko wychudzone psy w klatkach na króliki - to każde miejsce, gdzie ludzie rozmnażają psy bez pojęcia i żerują na ludzkiej naiwności. Nieważne ile wykrzykników postawisz i jak wytłuścisz tekst, nie zmieni to faktu, że kupiłaś psa w pseudo... Nie wiem kogo chcesz oszukać, siebie? Bo na nikim tu nie zrobisz wrażenia krzykami. [quote name='M@nia']Również wiem, że lepiej wcześniej nawet podczas pierwszej cieczki dopuścić do pieska, ponieważ jeszcze Yorki ( szczególnie takie rasy jaką ja posiadam ) mają jeszcze nie zrośnięte kości.[/QUOTE] A kto Ci opowiedział takie cuda? Takie praktyki stosuje się przy rasach wielkogłowych (buldogi, mopsy), pod kontrolą lekarza weterynarii i za zgodą Związku Kynologicznego. Nie ma to nic wspólnego z radosnym dopuszczaniem przy pierwszej cieczce suni skarłowaciałej do wagi 1,35 kg... Tak jak pisałam, suczki tej wielkości w prawdziwych hodowlach w ogóle nie są rozmnażane, bo to za duże ryzyko dla matki (poród) i młodych (wady wrodzone związane z miniaturyzacją). [quote name='M@nia']Otrzymałam ją kiedy miała miesiąc, dokłądnie 4 stycznia, ponieważ wtedy była zima wiec przez pierwsze ok 2 miesięcy nie wychodziła na dwór (...) Pierwszy kontak z psem odbył się na odległośc ok 6 miesiecy dokładnie nie pamiętam był to starszy kundelek mojej Babci.[/QUOTE] Ot i cała przyczyna Twoich problemów z sunią. Szczeniaki powinny zostawać przy matce 2 miesiące, żeby nauczyć się psich zachowań. To fakt naukowy, że szczenięta za wcześnie zabrane od matki są w straszym wieku zazwyczaj agresywne lub bojaźliwe wobec innych psów. Druga rzecz - słyszałaś o kryciach warunkowych, a nie słyszałaś o tak podstawowym terminie jak socjalizacja? To najbardziej podstawowa podstawa układania szczeniaka, zaraz obok nauki czystości - oswajanie szczeniaka z ruchem ulicznym, obcymi ludźmi, dziećmi i właśnie innymi psami. Faza socjalizacji trwa mniej więcej do 4 miesiąca życia. Z czym pies nie został do tamtej pory oswojony, tego później zwykle się boi i jest problem. Pies wychował się pod kloszem, jest totalnie niesocjalny z innymi psami, żeby nie powiedzieć zdziczały - bo zaniedbałaś jego wychowanie... Twój pies ma w tej chwili kennelozę wobec innych psów na takim poziomie jak psy wychowywane przez rok życia w skrzynce z dziurkami na powietrze. Z psem w takim stanie możesz się co najwyżej udać do behawiorysty, który będzie z Tobą pracował nad tym, co zawaliłaś w wychowaniu szczeniaka. W Krakowie masz pod nosem świetną specjalistkę Zofię Mrzewińską; możesz się też odezwać na forum do [B]puli[/B], ona na pewno jeszcze kogoś z Krakowa poleci. Sunia potrzebuje towarzystwa łagodnego, spokojnego psa, do którego będzie mogła podchodzić w swoim tempie, nagradzana cały czas smakołykami - bez pocieszania i rozczulania się nad nią jeżeli się boi, bo to utrwala jeszcze takie zachowanie. Ona totalnie nie potrafi porozumieć się z innym psem, nawet ze szczeniakiem - a to rzadkość nawet wśród psów wyciągniętych z pseudo ze strasznych warunków; chyba nikt nie odważy się więcej poradzić przez internet, żeby nie pogorszyć jej stanu. I przede wszystkim zejdź z tonu, bo Twoja przerażająca niewiedza w połączeniu z arogancją i pewnością racji, której niestety nie masz, raczej nie przysporzą ci sympatii. Ty doprowadziłaś do tego, że sunia tak zdziczała i nie masz pojęcia co z tym zrobić, więc bądź łaskawa nie pokrzykiwać tu na ludzi, którzy mimo że nie mają słitaśnego mini yorka ważącego 10 deko, mają o niebo większą od Ciebie wiedzę i doświadczenie w postępowaniu z psami.
-
Gdy pies zostaje w sam dewastuje mi mieszkanie.
Martens replied to ArturŚląsk's topic in Lęk seperacyjny
Ja czytałam i oglądałam Millana, ale zgadzam się z Grin. Osoba, która jest laikiem w dziedzinie wychowania psa, kopiując na ślepo Millana (bo nie wie przecież co warto wyciągnąć z programu a czego nie) może psu bardziej zaszkodzić niż pomóc... Artur, popytaj na dogo o dobrego szkoleniowca, jednego Ci już zresztą podsunięto, i skorzystaj z porady - bo jak popsujesz psa i będzie jeszcze gorzej, odkręcanie błedów będzie dużo bardziej problematyczne (i droższe) niż skorzystanie z porad od razu. -
[quote name='M@nia']Ale tak panicznie się boi, że jak widzi innego psa to potrafi się wspiąć na głowę. A kiedy wracam do domu jest tak obrażona, że potrafi nie jeść ze złości na mnie.[/QUOTE] Twoja sunia prawdopodobnie nie je wtedy ze stresu i strachu po tym oswajaniu na siłę z innym psem :shake: Pies to nie człowiek, nie jest złośliwy, a już na pewno nie rozumuje tak zawile i abstrakcyjnie, żeby nie jeść Ci na złość...
-
[quote name='M@nia']Chciałam żeby miała młode ale tylko dla siebie nie zamierzam ich sprzedawać. A moja suczka i tak nie jest najmniejsza bo jak wziełam małego pieska to jego matka przed zajsciem w ciąze ważyła 1,15 a ojciec 80dag. i jak się dowiadywałam od weterynarza to bez problemu może mieć małe ale wiadomo przy porodzie mogą się okazać jakieś komplikacje i możliwe, że będzie pomoc weterynarza. [/QUOTE] W hodowlach czyli miejscach gdzie ludzie zajmują się rozmnażaniem piesków z głową, a nie dla kasy, nie dopuszcza się do rozrodu suczek lżejszych niż bodaj 1,5 czy 2 kg. Dlaczego? Dlatego że, im mniejsza suczka tym większe ryzyko komplikacji przy porodzie - i to nie takich, że przyjdzie weterynarz i pomoże, tylko będzie trzeba robić cesarskie cięcie, którego może nie przeżyć i suka, i młode. Ponadto im większa miniaturyzacja piesków, tym częściej zdarzają się wady wrodzone takie jak wady serca, nerek, niezarastanie ciemiączka (otwór w kościach czaszki który normalnie zarasta już u szczeniaka - u niektórych za małych yorków nie zarasta wcale, i pies może umrzeć na miejscu od najmniejszego uderzenia w głowę). York to pies a nie chomik i dla zdrowia po prostu nie może być za mały. Tak małe pieski w hodowlach z rodowodem w ogóle nie byłyby dopuszczone do rozrodu. Rozmnażają je tylko oszuści, którym zależy na kasie od naiwych, którzy nie wiedzą, czym grozi taka miniaturyzacja psa... A weterynarz... Cóż, jak pokryjecie tą suczkę, będzie cesarskie cięcie, może sztuczny odchów szczeniąt, szczepienia, etc. - to zarobi na was nie setki, a tysiące złotych, niestety. Żaden dobry weterynarz nie zaleciłby rozmnażania tak maleńkiej suni. [quote name='M@nia']A co do pseudohodowli to może i mój piesek nie posiada rodowodu chociaż z tej chodowli co wzięłam suczke miałam taką opcję ale nie miałam 2500zł bo to jednak dość duży wydatek więc ona jest z rodowodem ale ja nie mam tego papierku więc tylko tym się różni.(...) A chodowla jak najbardziej była pewna, ponieważ psy do rozrodu były zakupione na zagranicznych wystawach.[/QUOTE] Yorka z rodowodem można kupić znacznie taniej niż za 2500 złotych. Szczeniaka z jakąś drobną wadą np. umaszczenia, nie nadającego się na wystawy (ale rodowodowego, z dobrej hodowli) można kupić już za 900-1000 złotych. I żaden dobry hodowca nie sprzedaje ani nie kupuje szczeniąt na wystawach! Przyjeżdżają tam tysiące obcych psów, to ogromny stres dla szczeniąt, masa możliwości złapania choroby zakaźnej, a przecież małe powinny być jeszcze na kwarantannie po szczepieniu. To nie jest żadna hodowla tylko najzwyklejsze pseudo, a ten człowiek, znajomy czy nie, zwyczajnie oszukał Cię z mnóstwem rzeczy. Bojaźliwy charakter może być niestety wrodzony, szczególnie jeśli kupuje się psa z takiego miejsca, gdzie kryterium doboru rodziców jest tylko "ładny i mały". Lękliwość bardzo silnie dziedziczy się u potomstwa, więc prawdopodobnie dzieci Waszej suni też byłyby bojaźliwe - po co rozmnażać psy, których dzieci będą potem całe życie bać się wszystkiego dookoła? Czy sunia była taka lękliwa od początku? W jakim wieku do Was trafiła? Jak ją socjalizowaliście? Czy miała jakieś przykre wydarzenie z obcym psem?
-
Niewłaściwe przyzwyczajanie do pielęgnacji, nachalne pieszczoty i brak zaufania. Psa nagradza się w czasie jakichkolwiek zabiegów cały czas. Przed, w trakcie, po... Zaczyna się od nagrody za dosłownie jedno pociągnięcie szczotką. Nagroda tylko po to za stanie i dawanie się ciągać za włosy tyle co nic... Rozwiązanie siłowe które zaproponował Ci weterynarz to prosta droga do poważnej agresji u psa - dlatego weterynarze w ogóle chyba powinni dać sobie spokój z poradami behawioralnymi, bo co słyszę co wet kazał w kwestii wychowania psa, to włos się bardziej jeży... Przytulanie to nie jest przyjemność dla psa - raczej przykrość, coś na co większość psów zgadza się, bo musi. Przyjemne to dla psa jest drapanie pod bródką, głaskanie po boku, drapanie za uchem - a nie noszenie i tulanie, od tego są pluszaki. Musisz odwrażliwiać psa na dotyk maleńkimi kroczkami, do niczego nie zmuszając, nagradzając początkowo nawet kiedy tylko zbliżasz np. szczotkę do psa. Nic na siłę, nagradzaj jedzeniem najmniejsze postępy. Przestań sadzać psa do czesania na pralke, bo to już stało się rytuałem, który od razu wywołuje lęk i agresję - miej szczotkę w kieszenie i spróbuj z nagrodami poczesać go mimochodem w czasie np. pieszczot, kiedy jest odprężony, w jakimś neutralnym miejscu.
-
[quote name='stroosia83'][B]Martens[/B] strasznie generalizujesz, a nie można wszystkiego brać za czarne czy białe. Nie znasz nas, naszych psów i ich doświadczeń. Skąd wiesz, że z psami nie pracowaliśmy??[/QUOTE] Pisałam tylko i wyłącznie o psie Heximus, bo opisywała jego problem na innym wątku. I chodzi mi o różnicę między zakładaniem psu kolczatki na spacery, bo ma się problem i prawidłowo stosowanymi kolcami nad tym problemem pracuje, a sytuacją, kiedy używamy kolców jako obroży spacerowej na zasadzie biernego oporu w gorącej sytuacji, w żaden inny sposób nie próbując psa tego zachowania oduczyć, tłumacząc, że pies tak ma, bo to instynkt...
-
A ja się i tak nie zgodzę - psu instynkt każe mnóstwo rzeczy np. kraść jedzenie ze stołu, przywoływać nasze dzieci do porządku zębami, znaczyć teren a więc podnosić nogę przy szafie w salonie :cool3: i proszę, większość psów daje się tego oduczyć, nie ma że boli, że instynkt, bo to nie do przyjęcia... Pies ma instynkt, ale to też zwierzę stadne, umiejące się dostosować do zasad panujących w grupie. Na wolności psowate też nie robią tego co chcą; podporządkowują się liderowi grupy. Moja starsza suka też nienawidziła kotów - widząc kota potrafiła stanąć na końcu smyczy i iść na tylnych łapach dziko rycząc, nie mówiąc jak reagowała, kiedy była bez smyczy... Teraz na widok kota tylko się spina i mamrocze coś pod nosem, ale nie ma opcji, żeby mną targała. Nawet kiedy jest luzem i zobaczy kota i zdążę ją odwołać zanim ruszy, nie ma opcji, żeby tego kota pogoniła. I dało się oduczyć, bez kopania prądem, kolców czy innych strasznych rzeczy - po prostu skupianiem uwagi, egzekwowaniem poleceń przy kotach, niepozwalaniem na wariacje na ich widok, a jak było trzeba to i ostrym wrzaśnięciem na nią. No ale każda zmiana zachowania psa, szczególnie starszego i silnego wymaga wkładu pracy i czasu, stanowczości, konsekwencji - ale DA się. Tylko łatwiej mówić, że to instynkt, niż odpracowywać z psem to, czego można było nauczyć, kiedy był młodszy i nie tak silny :evil_lol: Instynkt owszem, może wziąć górę, kiedy pies jest sam na posesji i dosłownie pod zęby wejdzie mu obcy kot, a właściciela psa nie ma w pobliżu - ale dla mnie taka sytuacja jak opisana w innym wątku przez Heximus, że pies prawie wwala mnie pod tira, bo tam idzie kotecek, jest nie do pomyślenia... I to jest rozpuszczenie psa, bo instynkty swoją drogą, ale od tego jest przewodnik psa, żeby nad tymi instynktami panował przynajmniej do pewnego stopnia. I ja nie widzę nic złego, żeby Heximus używała kolczatki do oduczania psa tak szalonych reakcji na koty - pod okiem kogos ktoś się na tym zna, prawidłowo (wysoko) zakładając kolce - o ile oczywiście pies jeszcze po takim czasie noszenia by na te kolce zareagował. Ale sytuacja taka, że z psem nie pracujemy tylko zakładamy kolce, bo tak trochę łatwiej go utrzymać to już trochę nie bardzo, bo przecież i do tych kolców pies się kiedyś przyzwyczai, i jak szarpnie solidnie, to będzie tragedia...
-
Ten przypadek z bernardynem to jedyny o jakim słyszałam tego typu... I chyba równie prawdopodobny co śmiertelne zadławienie sucha karmą, które na pewno też się zdarza. Jeśli chodzi o zaparcia to też mam mieszane uczucia. U mnie przez lata nigdy nie było z tym większych problemów, mimo że pies niemłody. No ale są zasady - daje się warzywa, nabiał, oleje, nie wali się dzien po dniu kosci wołowych czy wieprzowych tylko 1, max 2 razy w tygodniu i opiera na drobiu... Jak ludzie tak podchodzą do zasad barfu jak do innych zaleceń w opiece nad psami to nie dziwię się że kości często szkodzą - tylko na ile to wina samych kości a na ile nieprzestrzegania powyższych zaleceń...
-
[quote name='filodendron']Ja trzymam w domu siekierę ;)[/QUOTE] Ja też :lol: za lodówką ;) To niezbędny osprzęt przy barfie; z czasem zaczęłam nią dzielić wszystko; grzbiety z indyka porcjuja się jak masełko ;)
-
[quote name='karina1002']A jaką masz gwarancję, że ta sunia spod sklepu dwa tygodnie temu nie zagryzła nikomu dziecka? Bo nie widziałaś? [/QUOTE] Mała szansa, bo tak poważne pogryzienia bardzo rzadko przechodzą bez echa, choćby dlatego, że ludzie stają na głowach, żeby pies poszedł na obserwację pod kątem wścieklizny - zwłaszcza gdy chodzi o dzieciaka i uniknięcie serii zastrzyków. Plus owszem, wiem że żadne z tych 8-miu kilkutygodniowych szczeniąt nikogo nie pogryzło :cool3: I dziabnięcie dorosłego za rękę a poważne pogryzienie dziecka to nie ten sam kaliber. [quote name='karina1002']skoro się Ty boisz bullowatych, to nie powinnaś być ani za ani przeciw, bo tej rasy nie znasz[/QUOTE] Ciekawe, bo ja w przeciwieństwie do Betbet znam bullowate, nie boję się ich, wręcz uwielbiam - a mam identyczne zdanie. Pomijając to, że wkłada się tysiące złotych, żeby poobserwować i stwierdzić, że pies może kiedyś znów pogryzie (albo już ZAgryzie) dzieciaka, a może nie (bo niezależnie od opinii szkoleniowca, nikt nie da takiej gwarancji) podczas gdy kupa psów w schroniskach nawet dobrze nie dojada - to jeszcze w pośredni sposób robiona jest krzywda całej rasie, typowi psów. Cóż, oby tak dalej, doczekamy się i u nas zakazu posiadania tej rasy, albo i uśpienia tabunów TTB z urzędu; nie będziemy pierwsi na świecie, bo miłośnicy piesków robią właśnie wszystko, żeby tak to się skończyło. Serce może pieska żałować, ale od myślenia i decyzji powinien być rozum, szczególnie kiedy chodzi o bezpieczeństwo i dobro ogółu i ludzi, i psów. I na tym kończę, bo widzę, że jak grochem o ścianę - dziwi mnie tylko, że osoby tak rozochocone ratować tego psa, same nie mają ochoty go zaadoptować - tylko z nadzieją patrzą w przyszłość, że może będzie adopcyjny i da się go uratować cudzymi rączkami, za cenę bezpieczeństwa cudzych dzieci, a nie własnych...
-
[quote name='karina1002']Martens, daleka jestem od ratowania wszystkiego co się da i za wszelką cenę, ale niewydaje Ci się, że usypianie psa, bo pogryzł jest z lekka przegięciem??? [/QUOTE] To nie jest czyjś pies, który ma właściciela, któremu nie przeszkadza, że pies go gryzie. To jest pies niczyj, który albo spędzi życie w klatce, albo pójdzie do adopcji. To nie jest też pies, który lekko dziabnął - tylko zadał poważne obrażenia. Dziecku, niestety. Moim cena jaką zapłaci przypadkowe dziecko i wszystkie ttb jeśli to się powtórzy (a nikt nie zagwarantuje że nie - nawet szkoleniowiec ręki sobie nie da za to uciąć), jest zbyt wysoka. Martwisz się, że ludzie powiedzą, że jak pies pogryzł to uśpić - ja martwię się, że pomyślą, że osoby ratujące zwierzęta kompletnie już oszalały skoro próbują resocjalizować dużego, silnego psa, który mało nie ukatrupił dziecka... To nie tylko opinia o rasie - to opinia o pomaganiu zwierzętom w ogóle. Opinia o zielonych świrach, chwilami niestety zasłużona... Jak ktoś nie ma co robić z kasą i jest wrażliwy na krzywdę psów to zapraszam do mnie, czeka duża bura suka pod sklepem z artykułami budowlanymi - z 8-mioma widzącymi już (więc nie do uśpienia) szczeniakami, które jeszcze żadnego dziecka nie wysłały do szpitala. Jutro idę robić zdjęcia.
-
Jestem na zaproszenie na PW. Normalnie bym się nie pchała z komentarzami, ale skoro mnie wołają, to trudno, napiszę. Nie wiem, gdzie mają rozum ludzie, którzy wyciągają spod igły tego psa. Powinien zostać dla dobra wszystkich uśpiony - zamiast pakowania w niego grubych pieniędzy, żeby oddać go do domu w którym może znowu pogryzie jakieś dziecko, a może nie, kto to wie :roll: To co chcecie robić z tym psem jest milion razy gorsze niż 10 niepotrzebnych miotów kundelków. Kupa kasy której potrzebuje masa adopcyjnych na cito psów, narażanie w przyszłości bogu ducha winnych ludzi i opinii całej rasy, ba, wszystkich TTB. Przez poważne pogryzienia z udziałem psów wszystko zmierza do zaostrzenia przepisów dotyczących psów w Polsce do tego stopnia, że wyjście z pekińczykiem bez kagańca będzie karalne - a co robią dogomaniaczki? Szał ratowania psa, który poważnie pogryzł dziecko, ba, myśli o ewentualnym wyadoptowaniu go w przyszłości. Może któraś z Was weźmie tę tykającą bombę do siebie i pracuje w domku pod okiem szkoleniowca? Pies jest biedny i niczemu niewinny - ale dzieci na których drodze stanie i wszystkie TTB, które dostaną po d*pie za wypadek z jego udziałem też są niewinne. Wszystko byłoby fajnie, ale szkoleniowiec to tylko człowiek. Co jeżeli się pomyli w ocenie, co jeżeli przyszły dom nie podoła? Naprawdę chcecie mieć to wszystko na sumieniu? Wiecie jaka pójdzie opinia o adopcjach TTB, jeśli ten pies zrobi komuś krzywdę? To nie komputer, z którego ktoś może odinstalowac niepotrzebną aplikację gryzienia - to tylko zwierzę po przejściach, szczute, bardzo silne, u którego jeden wybuch nawet po latach, powrót do wcześniejszych zachowań skończy się tragedią. Zresztą, pisałam o tym już u niego na FB (też na zaproszenie), ale jak grochem o ścianę, więc i tu raczej nie liczę na zrozumienie.
-
[quote name='Heximus']Fmm a zastanawialaś sie może nad psem typu Letriwer ??? Golden albo Labrador, moja niedowidzaca sasiadka ma takiego psa kiedy ma ochote na całodzienny spacer pies wiernie jej toważyszy a kiedy czuje sie gorzej pies wiernie lezy, z tego co sie orientuje te psy sa bardzo oddane wierne grzeczne i cierpliwie oczekuja powrotu wlasciciela po wielu godzinach pracy potrafia sie swietnie dostosowac do kazdej aktywnosci wlasciciela[/QUOTE] Retriever, nie letriwer ;) Ja mam zgoła odmienne obserwacje - mam na osiedlu mnóstwo labków, które są wulkanami energii o delikatności słonia w składzie porcelany, rzucają właścicielami jak worami kartofli na końcu smyczy, wyrywają się do wszystkiego co żyje... I obie rasy to psy pracujące, potrzebuję dużo ruchu - szczególnie w młodym wieku.
-
[quote name='Paulina87']Dziwna aukcja... [URL]http://allegro.pl/labrador-labradory-umowa-tatuaz-ubezpieczenie-i1630079261.html[/URL] i strona [URL]http://www.labrador.witryna.info/[/URL] Niby zarejestrowana hodowla itp, nawet nazwę ma ale ani słowa o rodowodach szczeniaków.[/QUOTE] Fakt, przedziwne: "[FONT=book antiqua][I]Osoby, którym zależy na zakupie szczeniaka z udokumentowanym pochodzeniem lub mającym w planie wystawianie swojego pupila na wystawach, pomagamy znaleźć szczeniaka z metryką ze sprawdzonej hodowli, a jednocześnie odpowiadającemu kryteriom przyszłego właściciela " :evil_lol: [/I][/FONT]to już cuda na kiju: [FONT=book antiqua][I]Mamy klientów również po za granicami kraju: Łotwa, Włochy, Holandia, Dania, Norwegia, Niemcy. [/I][/FONT][FONT=book antiqua][/FONT]bo kto normalny sprowadza psa bez papierów z drugiego końca Europy... No ale kto to sprawdzi :evil_lol: I faktycznie, dopiero drobnym druczkiem w umowie można się doczytać, że kupujemy pseudolaba w niezwykle profesjonalnym pseudo należącym do osóbki o niezłych zdolnościach krasomówczych :diabloti: [FONT=book antiqua][/FONT]
-
[quote name='Bonita84']Sierść traci praktycznie wszędzie. Na brzuchu, karku, wewnętrznej części łap. W miejscach, gdzie nie ma już sierści, skóra robi się czarna (nie można tego zmyć). Nie był kastrowany. To bokser.[/QUOTE] To są typowe objawy problemów hormonalnych, wyłysienia i "brudna" skóra na nich to klasyczny objaw schorzeń tarczycy. Skąd jesteście, byliście u weta specjalisty od schorzeń skórnych? Podobnie mogą wyglądać też objawy cięższej alergii, ze zmianami w biochemii krwi i obciążeniem wątroby włącznie...
-
A tak przy okazji czego oczekiwać od laików - u mnie na zootechnice, w grupie ze specjalizacją małe zwierzęta, dziewczyny zainteresowane psami w szczególności kupują psom kolczatki "bo pies ciągnie", i już się pies przyzwyczaił więc krzywda mu się nie dzieje, "bo jak chodzi w tym cały dzień i mu to wisi to mu nie przeszkadza" i "w ogóle jakoś tak ładniej w kolczatce niż w takiej zwykłej obroży" :mdleje: Mi na taką wypowiedź po prostu witki opadają i nawet odzywać mi się już nie chce.
-
Kości schabowe tak na pierwszy raz to ostro :razz: Daj jej koniecznie jakiś kefir czy olej, bo dostanie zaparcia... I przez pierwsze 2-3 tyg staraj się podawać głównie drób, jest bardziej lekkostrawny jak na początki.
-
Dałaś obcemu facetowi ciągnąć psa za ucho tak że aż piszczał?? Boże, w głowie mi się coś takiego nie mieści. Wystarczy znać przepisy obowiązujące w mieście, nie wszędzie kaganiec jest nakazany - a nie zachęcać kogoś, żeby w ramach eksperymentu znęcał się nad Twoim psem. Ja nie wiem jak można zrobić coś takiego swojemu zwierzakowi :shake:
-
[quote name='kingula'] zauważyłam, że tegoroczne kleszcze u mnie na działce są malutkie, rok temu opite miały rozmiar dużego paznokcia :) za to komary są o połowę większe niż rok temu i okropnie zajadłe[/QUOTE] A brrr, komary ostatnio dały mi popalić... Jak będę z młodym szła do lasu, muszę go wypsikać Brosem albo Offem, bo w zeszłym roku po takiej wycieczce wyglądał jak dalmat, tylko wypustki zamiast kropek - te cholerstwa gładkowlosego psa potrafią pociąć doszczetnie :(
-
Będziem skubać :evil_lol: