Jump to content
Dogomania

Martens

Members
  • Posts

    11174
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    4

Everything posted by Martens

  1. Rosnącego psa karmi się bardziej na oko. Jak pies jest za chudy na dawce, którą podajesz, to znaczy ze dajesz za mało. Tabelki są zawsze tylko orientacyjne, nie da się co do grama wyliczyć zapotrzebowania psa o danej wadze, bo zależy to też od jego aktywności, przemiany materii, wieku...
  2. [quote name='Saththa']swoją droga ciekawa jest płci szczylka... Może akurat chłopczyk...[/QUOTE] Próbowałam się przyjrzeć gdzieś pomiędzy ściskającymi malucha łapkami dziewczynki i chyba chłopak :roll: bo też mnie to zaintrygowało. Nie łudzę się nawet, że maluchy z rodowodem, bo rodzinka z serii flexi + kolczata i jak widać zero pojęcia o podstawach kwarantanny, mały wynoszony w wieku na pewno poniżej 2 miesięcy na jedne z najbardziej obsrywanych i obszczywanych przez domne i bezdomne psy trawników w okolicy...
  3. Złap siki do badania np. wyparzoną chochlą do zupy i zanieś do zbadania. Koszty groszowe, a od razu wyjdzie, czy to nie problem fizjologiczny.
  4. No dla mnie to całkowicie bez sensu, wymieniać chude gotowane jedzenie na przetworzoną karmę zapchaną tuczącymi zbożami. No ale niestety, weterynarze z dietetyki mają dosłownie kilka godzin na całych studiach i zwykle jest to prelekcja prowadzona przez producentów karmy. Jak macie jej dawać Pedigree to o niebo zdrowiej już karmić ją tym mięsem z warzywami.
  5. No właśnie najlepsze jest to, że w ten weekend nikt jakoś specjalnie go nie nakręcał ani nie zachęcał - ot kilka razy rzuciło mu się piłkę i z 20 minut pociągało oponą - on sam się tak dorządził :razz:
  6. [quote name='arielka186'] Nie spodobała mi się natomiast -też o bullowatych- książeczka Davida Capricorna "Bull-i-terriery". Może to moje subiektywne odczucie, ale czytając czułam jakąś niezdrową fascynację autora ...psimi walkami:shake:, włącznie z opisanymi zasadami tychże walk (jako ciekawostka). [/QUOTE] A coś poza tym jeszcze było nie tak? Bo ostatnio zapragnęłam upolować sobie tą książkę gdzieś na allegro, i skoro tak to nie wiem, czy warto. Chociaż nie wiem, czy mówimy o tej samej; ja szukałam "Pitbull-amstaff", czyżby napisał jeszcze coś o TTB?
  7. Ale psa ze skłonnościami do tycia można spokojnie karmić mięsem ze sporą ilością warzyw, bez wypełniacza typu ryż czy makaron. Do tego tylko witaminki i trochę oleju rybiego/roślinnego i jest dobrze. Na pewno o niebo zdrowiej niż dawać Pedigree nafutrowane chemią i tuczącymi zbożami.
  8. No najadłam się strachu, bo rano prawie mi się na boki przelewał jak przy babeszjozie... Kulał na wszystkie nogi i praktycznie wcale nie chciał chodzić, i patrzył na mnie z wyrzutem, że nic nie robię, żeby było mu lepiej. Poprzeglądałam trochę for ttb i stwierdziłam, że zakwasy u bullowatych to wcale nie rzadkość :p Tylko teraz nie wiem, czy na przyszłość więcej go piłować na codzień, żeby był przyzwyczajony, czy hamować go na działce... Szkoda mi z jednej strony ograniczać mu tą radochę, z drugiej nie będę w stanie codziennie przez całe życie piłować go po 4-5 h dziennie, a jak go "rozćwiczę" to będzie tego już po prostu potrzebował - a tak ma póki co optymalne potrzeby ruchowe jak na moje możliwości.
  9. [quote name='kavala']Na szczęście dla niej, dlatego właśnie tak prosto ją wyuczyłaś posłuszeństwa. A teraz wyobraź sobie mało inteligentnego psa i twoje metody. Nerwica u psa gwarantowana. A łańcuchem więzi też raczej nie zbudujesz.[/QUOTE] Ja powiedziałabym wręcz odwrotnie. Inteligentny pies bardzo szybko by sobie wyczaił, na jaką odległość pańcia nie dorzuci i że łańcuch tak naprawdę krzywdy nie zrobi :diabloti: Nie można mylić inteligencji z chęcią do pracy z człowiekiem; zazwyczaj jest tak, że im inteligentniejszy pies, tym trudniej z nim pracować, bo bardzo szybko odkrywa wszelkie dziury w naszych metodach wychowawczych czy możliwość wyłamania się z polecenia dla uzyskania większych przyjemności. Pozostaje życzyć na przyszłość równie dużo szczęścia w układaniu psa, równie dobrego samopoczucia na temat swojej wiedzy jak i równie wysokiej kultury konwersacji jak prezentowana tutaj :roll:
  10. Pisałam tu kiedyś labradorce, która ciągała właścicielką jak worek kartofli i potrafiła "przeprowadzić" ją przez ulicę, by skoczyć radośnie mojej suce na grzbiet, tudzież na okrągło była wyprowadzana przez dzieciaki, które nie umiały jej odwołać od żadnego psa? Wędrowaliśmy dziś z TZtem do sklepu, dzięki bogu bez psów. Labradorka była wyprowadzana przed blok przez na oko 7-letnią dziewczynkę, która nawet nigdzie nie miała smyczy - za to hit sezonu, labradorka z cycami powyciąganymi do ziemi, a dziewczynka "wyprowadzała" jej na oko 7-8 tygodniowego szczeniaka, ciągając nim jak pluszakiem i majtając w powietrzu jak najlepszą zabawką. Labka łaziła luzem i robiła co chciała. Mam dziwne przeczucie, że szczeniaczek zostaje z rodzinką jako najsłodszy z miotu i za kilka miesięcy dwa bloki dalej będą ganiać już dwa samowyprowadzające się rozwydrzone bydlaki... Normalnie doczekać się nie mogę.
  11. [quote name='zerduszko'] Ręce i wszystko inne opadło:mdleje:[/QUOTE] Mi też... Kasiu, wskaż jedną osobę na wątku, która myśli tak jak napisałaś :razz: pewnie będzie problem. Nie ma to jak dla lepszego utragizowania sytuacji jeszcze pozmyślać. Jak patrzę, co piszą zwolennicy ratowania Kodiego, to coraz bardziej mi tego psa żal, bo naprawdę nie ma tu kompetentnej osoby, która byłaby w stanie i chciała ogarnąć tego psa i jego sytuację, bez dramatyzowania i taplania się w rozdmuchanych emocjach. Uśpić - nie, wziąć do siebie - nie, dać wreszcie całą kasę - nie, to przepraszam, co jego zwolennicy zamierzają robić poza produkowaniem łzawych postów i sprowadzaniu zwolenników eutanazji do poziomu ławkowych babć - czytelniczek Super Expressu? On już w tej chwili się męczy, siedzi sam w klatce, dziczeje, na pewno mu to w niczym nie pomaga, a jak widać nikt nie ma jaj, ani żeby skrócić jego cierpienia, ani wreszcie coś z nim zrobić sensownego. Wątek wisi, ma masę wejść, z deklaracjami jest nędznie i wcale mnie to nie dziwi jeśli wziąć pod uwagę co Kodi był w stanie zrobić - ile to będzie jeszcze tak wisieć? Jakby komuś tak strasznie zależało jak pisze, wziąłby nawet głupią pożyczkę, powystawiał bazarki, żeby opłacić mu transport i miesiąc w hoteliku na diagnozę. Jakoś nie widzę ani jednej osoby, której by tak zależało na tym, żeby psa ratować - tylko w użalaniu się na forum wszyscy się odnajdują...
  12. Wet nasz już nie odbierał, bo urzęduje do 15; za to Bucowi już lepiej, sam zlazł po schodach i chciał wybzykać TZtowi nogę :razz: więc chyba będzie żył ;)
  13. [quote name='aldira']jak zaprogramowany? czyś ty na głowę upadla? pies każdy pies jest zwierzęciem stadnym obiera sobie przewodnika w stadzie i będzie bronili jego i stado do upadłego az mu sil zabraknie ,... pies kiedy jest z człowiekiem zachowuje sie identycznie , wybiera sobie czlowieka jego zdaniem instynktem zachowawczym najsilniejszego i stanie w jego go obronie .... w tym wypadku był właściciel amstafa.............[/QUOTE] Przepraszam, z czego Ty się urwałaś? Chcesz wmówić, że Kodi bronił dorosłego faceta do upadłego przed... malutkim dzieckiem?? I tak musiał go bronić, że aż wyrwał dzieciakowi pół twarzy, bo bachor nie dawał za wygraną? Pisaniem takich rzeczy ośmieszasz wszystkich tu obecnych, którzy są za ratowaniem psa, o sobie nawet nie mówiąc. Tego się po prostu czytać nie da. I owszem, człowieka-psychola często nie daje się wyleczyć, mimo że można z nim otwarcie rozmawiać i przemówić do jego moralności - a co mówić o psie, który niestety gryząc robi to, co w tym wypadku nakazuje mu instynkt i do czego szkolono go przez całe życie, i nie wytłumaczysz mu, że to nieprzyzwoite gryźć dzieciaka i że to boli tak jakby jego ktoś ugryzł, bo pies gdzieś ma ludzkie normy moralne i temu podobne bzdety.
  14. Przez 3 h naraz to ten pies 10 razy się zmęczy albo zainteresuje czymś innym. W miarę możliwości podziel te 3 h na jak najwięcej kilkuminutowych "sesji" zabawa + nauka w ciągu całego dnia. W 2-3 minuty szczeniak się akurat rozochoci i spuści największą parę, a będzie miał zapał do kolejnej zabawy za pół godziny. Przy okazji ćwiczysz cały czas sekwencję "teraz się bawimy - a teraz kończymy i jesteśmy grzeczni". W miarę jak pies dorasta możesz się bawić rzadziej a dłużej, rozkładać zajmowanie się psem na wygodniejsze dla ciebie godziny (u mnie zwykle po porannym spacerze psy mają zakaz zawracania mi tyłka do 13-16; po południu znów mam dla nich czas - nauczyły się i dostosowały, że po porannym hasaniu idziemy spać, a szczyt aktywności jest wieczorem, kiedy cała rodzina jest w domu i wszyscy się bawią).
  15. Boję się trochę, bo czytam sprzeczne opinie; raz że można dawać, a gdzie indziej, że jest toksyczny - żebym mu jeszcze gorzej nie zrobiła. Masaż nie przejdzie; przy najdelikatniejszych próbach pies ewakuuje się chwiejnie z łóżka do klatki :razz: Trudno, chyba musi wycierpieć swoje; i tak się prawie nie rusza, a mamcia siusiu po schodach zniesie :p
  16. Mam wrażenie, że cała dyskusja wynika z niezrozumienia przez niektórych faktu, że metody pozytywne to nie tylko rozpasanie i smakołyki, a metody tradycyjne nie są równoznaczne z waleniem za każde przewinienie kolczatą i praniem po tyłku. Ani metody pozytywne, ani bardziej tradycyjne nie będą skuteczne, kiedy ktoś nie umie się nimi właściwie posługiwać - a zgroza polskich realiow jest taka, że powiedziałabym, że WIĘKSZOŚĆ polskich szkoleniowców nie zna się w wystarczającym stopniu na tym co robi i traci głowę, kiedy ich jedna wystukana na dane zachowanie metoda na danego psa nie działa, i nie umieją improwizować kiedy pies jednak nie zachowa się po ich myśli. Ale to nie świadczy o tym, że dana metoda jest zła -tylko właśnie o tym, że ktoś nie umie z nią skutecznie pracować = jest niedouczony.
  17. [quote name='PatrycjaN']1. Napisałam, że blokowałam psa kolanem żeby poczuł a nie żeby mi się zwijał z bólu i piszczał. Sadystką nie jestem. No ale znów wyolbrzymiłeś/aś mego posta 2. Nie mam wyidealizowanego obrazu Ameryki, nie wiem skąd żeś to wziął/ęła. Tutaj też żeś wyolbrzymił/a. [/QUOTE] Ty wyolbrzymiasz moje zdanie ;) 1. Nie rozumiesz co miałam do przekazania na temat oduczania psa skakania za pomocą wystawiania kolan do nadziewania się. Nie nazywałam tego znęcaniem, ale to że pies nie zwija się z bólu i nie piszczy nie znaczy, że go nie boli. Większość psów instynktownie jako drapieżniki tak silnie reaguje dopiero na bardzo ostry ból. To nie jest nawet kwestia znęcania, tylko karania psa za własne zaniedbania i błędy wychowawcze. Psa można z powodzeniem oduczyć skakania kiedy kształtują się jego podstawowe zachowania, kiedy jest mały. Bez wystawiania kolan, deptania łap, etc. Zaniedbanie tego do momentu kiedy pies jest wielki i skakanie robi się niebezpieczne, i dopiero wtedy ukrócanie tego taką prostą acz brutalną metodą jest świadectwem tylko i wyłącznie zaniedbań przewodnika we wcześniejszym okresie, które postanowił potem nadrobić szybko, acz trochę nie fair wobec psa i owszem, boleśnie. Ok, rozumiem, ktoś schrzanił sprawę, głaskał pieska jak był mały i skakał, i to było takie słodkie; uczył psa poleceń, ale nie przyłożył się do ich egzekwowania kiedy to najbardziej konieczne, a więc w chwilach ekscytacji - i kurde budzi się z ręką w nocniku, pies wielki, skacze, może obalić babcię/połamać dzieciaka, no to się go na szybko oducza tym kolanem. Tylko to nadal nie znaczy, że to dobra, miła, fajna i godna polecenia metoda - to tak jak pisałam, świadectwo schrzanienia wychowania psa kiedy była na to pora. 2. Napisałaś, że w Ameryce nie pozwoliliby na znęcanie, bo mają animalsów. Taaak, z pewnością. Tak jak pisałam, do takiego ideału im tam daleko. I po raz kolejny podkreślam, że nie uważam zachowań Millana za znęcanie się podchodzące pod wsadzenie go za to do pierdla (choć kiedy straszył na bieżni tą wspomnianą kilka postów wcześniej sukę, uważam, że to już jak najbardziej podpadało pod niejeden paragraf) - ale nadal uważam, że pod publiczkę nadużywa takich metod i w nosie ma konsekwencje naśladowania tego przez społeczeństwo w wychowaniu psów. Jako miłośnik psów powinien mieć świadomość, co ludzie mogą robić z psami, szczeniakami po obejrzeniu jego pracy z psem w ogólnodostępnej telewizji. Gdyby zależało mu na dobru psów, a nie kasie i oglądalności, nie puszczałby niektórych rzeczy w tv, jeszcze w normalnych godzinach. Sam napis "nie róbcie tego w domu" można sobie o kant szafki potłuc i tego też powinien być świadom - a najlepszym przykładem tego jest jakaś połowa entuzjastów Millana na tym wątku, którzy bez żenady przyznają, że samowolnie stosują jego metody na problemowych, agresywnych psach, nie tracąc ani godziny na konsultację ze szkoleniowcem - co odradza sam ich idol. Millan to może nie potwór, ale pod względem stosowanych metod i tego co przekazuje, nie zasługuje moim zdaniem na aż taką gloryfikację, jak widoczna na tym wątku, a zdobytą tylko dlatego, że leci na National Geographic i robi dobry show.
  18. On zazwyczaj jest na spacerach tak do 2 h dziennie, plus bawi się w domu, ale jak teraz się zastanowiłam, to on przez te 24 h na działce może 5-6 h spał/leżał; całą resztę biegał, aportował, stróżował, skakał, huśtał się, niczym nowy króliczek Duracell. Już kilka razy miał zakwasy, ale takie małe, był trochę sztywny i niechętnie się ruszał, szybko mijało - dziś chodzi jak pająk z niedowładem i szczać go musiałam wynosić, bo propozycję zejścia po schodach z 3 piętra tudzież powrotu skwitował spojrzeniem na mnie jak na idiotkę. Pomasuję go trochę, o ile się da, bo ewidentnie teraz nie lubi jak dotykam mu mięśni, i zobaczymy. Zazwyczaj do tej pory na działce go stopowałam, ale bardziej ze względu na upał; w ten weekend było chłodno to i szalał ile chciał.
  19. To w sumie by było te 24 h bo na działce był od soboty wieczorem do wczoraj po południu (w sumie jednak ok. 24 h, nie dwa dni), w sobotę wieczorem i w nocy ganiał, wczoraj pół dnia wisiał na oponie i skakał. Już wczoraj wieczorem był trochę niemrawy, za to dziś chodzi jak połamaniec i łypie na mnie, jakbym to ja specjalnie zrobiła mu te zakwasy :diabloti: Amolu raczej nie przyjmie entuzjastycznie, okłady może by i jakoś poszły, tylko nie wiem, czy to jakoś wymiernie mu ulży - chyba po prostu musi poleżeć, co z wielkim zapałem robi od wczoraj wieczorem; nie ma psa ;)
  20. [quote name='zaginiona sara']Martens ja uważam że trochę przesadzasz. Za bardzo go skreślasz. Przeciętny właściciel psa często nie daje rady z prostymi problemami. Cesar robi też sporo dobrego. Można się od niego czegoś nauczyć. Fakt że czasem jest dość brutalny, ale kiedy np. ugryzł go pies trzykrotnie i jeszcze udrapał w nos, wiele osób temu psu by po prostu przyłożyło. On przytrzymał go aż się uspokoi. Czy przytrzymanie przy ziemi jest czymś naprawdę złym? Niektóre psy są tak nadpobudliwe, że wielu rzeczy nie czują. U Cesara na plus jest spokój, opanowanie, ćwiczenie psów, to że uczy właścicieli, że pies nie może rządzić. Ja np. korzystam na oglądaniu jego programu, nie każdy urodził się z wiedzą o wychowaniu psa. Odcinek o nowofunlandzie który nie chciał jeść- pozwolił psu zgłodnieć, poćwiczył z nim i pies jadł chętnie. Odcinek o fabrykach psów, pokazywał, może takie w miarę łagodne widoki, ale o czymś pouczył.[/QUOTE] I czy to czyni go nie wiadomo kim? Szkoleniowcem lepszym od naszej polskiej pani Mrzewińskiej, norweskiej Turid Rugaas czy innych osób, które pracują z psami bez babrania się z taką medialną otoczką? Nie pisałam o przeciętnym posiadaczu psa w Polsce, bo to zgroza, ale o osobach choćby z dogo, zainteresowanych tematem, które z tego co zauważyłam nie uważają za nic niezwykłego spokoju w pracy z psem, tego że pies nie może rządzić, a juz tym bardziej nie gloryfikują kogoś za to, że nie przywalił psu, który go dziabnął - to ma być powód do dumy? To oczywistość i podstawa do opanowania u każdej osoby zajmującej się pracą z agresywnym psem; sama dyskredytujesz Cesara wychwalając go, że tylko przycisnął psa do ziemi zamiast go walnąć jak większość ludzi. Szkoleniowiec nie powinien reagować emocjonalnie czy "tak jak większość ludzi" na psią agresję. To tak oczywiste, że aż nie na miejscu o tym pisać. Cesar robi sporo dobrego i można się od niego wiele nauczyć, ale nadal nie są to rzeczy, które wymyślił absolutnie sam, bo jak już pisałam, wszystkie jego metody to praca odtwórcza stosowana wcześniej już przez innych szkoleniowców - równie wiele można nauczyć się obserwując polskich dobrych szkoleniowców i ich podopiecznych na ćwiczaku czy na youtubie, wystarczy chcieć - a oni zarazem nie robią tego złego co Cesar, czyli nie pokazują w ogólnoświatowej telewizji dostępnej dla niemal każdego, że kopanie w słabiznę to sposób na agresję wobec innych psów (patrz odcinek, gdzie Cesar kopał buldoga w to miejsce aż but mu zleciał tudzież zasadził mu parę kopów, kiedy pies już dawno zrezygnował z ataku i stał spokojnie w pewnej odległości - chyba dźganie psa butem okazało się zbyt samonagradzające dla naszej ostoi opanowania, żeby mógł w porę przestać :evil_lol:). Nad edukacją o fabrykach psów dwoi się i troi masa ludzi z dogo, tylko nie mają własnego programu w tv i tylu widzów - więc moim zdaniem Cesar też tu Ameryki nie odkrył no i pokazywanie psich fabryk nijak się ma do czyichś kompetencji jako szkoleniowca. [B]PatrycjaN[/B], nie wszystko co jest dla psa przykre, bolesne, niehumanitarne, podpada pod paragraf. Chyba masz trochę za bardzo wyidealizowany obraz Ameryki jako psiego raju. To nie jest tak jak w ASPCA - to też są programy pod publiczkę; w rzeczywistości USA miejscami wygląda niewiele lepiej od Polski, a dobre warunki i brak przepełnienia w schroniskach to nie efekt wielkiej kultury kynologicznej tylko masowych bardzo szybkich eutanazji; w niektórych stanach pies nie czeka na nowy dom nawet miesiąca tylko jest z urzędu usypiany; któryś stan chciał skrócić ten czas oczekiwania na adopcję nawet do 10 dni. To tyle o Twoim psim "American Dream", więc Twój argument nadal mnie nie przekonuje. [quote name='PatrycjaN'] margherita owszem można uczyć psa krzyknięciem, ja nie ograniczam się do metod "kopniakowych" tak jak nie kopie mojego psa w sposób aby go bolało ale tak żeby poczuł coś, można powiedzieć że blokuję go kolanem. A że mój pies bardzo był podekscytowany gdy się cieszył to jakieś tam słowa nie wystarczyły.[/QUOTE] I myślisz, że pies już nie skacze, bo dźgnięcie go kolanem w mostek nie bolało? Owszem, bolało - gdyby nie bolało, skakałby dalej, bo to jedno z podstawowych psich zachowań społecznych, całkowicie naturalne i głowa przewodnika w tym, żeby to zachowanie zmodyfikować i i ustalić inny niż naturalny rytuał powitania - a nie karać za okazywanie psiego przywiązania i własne wcześniejsze zaniedbania w układaniu. Jak ma się psa od szczeniaka, to od początku uczy się go panować nad emocjami, reagować na polecenia także w chwilach rozproszenia, konsekwentnie nie reaguje na wymuszanie uwagi skakaniem nawet kiedy piesek waży 3 kilo i jest przy tym słodki. Jak się te sprawy zaniedba, to potem nagle budzi się z ręką w nocniku i ma 40-kilowego kloca, który wali się całym ciężarem na naszą klatę, i trzeba na szybko rozwiązać problem z użyciem nogi, ładnie ubierając to w słowa, że to przecież nie boli i piesek jest duży i tak trzeba :diabloti: Ja nie mówię, że lekki kopniak to znęcanie się, bo niekoniecznie - ale jest to droga na skróty, podczas gdy można zrobić to inaczej, humanitarniej, nie ryzykując negatywnego wpływu na więź z psem, późniejszego lęku przed naszymi kończynami czy gwałtownymi ruchami. I uważam, że nie taki poziom powinien prezentować szkoleniowiec aspirujący do miana znawcy światowej klasy, po prostu. Psy karcone pacnięciem przez łeb czy kopniakiem łatwo rozpoznać; na gwałtowniejsze ruchy ręką koło głowy mrużą oczy i odsuwają pysk; niepokoją się przy gwałtowniejszym ruchu nogą. Ot, efekty wychowania na skróty po najmniejszej linii oporu. Dla mnie wstyd jak beret i widoczne świadectwo czyjejś nieudolności wychowawczej. I wiążące się z tym kolejne niebezpieczeństwo, bo zaraz ktoś powie, że Cesar pracuje z psami po przejściach, z czerwonej strefy, bla bla bla, i tam trzeba inaczej, brutalniej. No właśnie, to są psy dorosłe, problemowe, agresywne, stosuje się przy nich często ostrzejsze metody - i ludzie tu piszą, że chcą naśladować Cesara przy wychowaniu szczeniaka?! To w ogóle nie ten pułap metod pracy z psem! Jak ktoś ma szczeniaka, może zrobić z nim wszystko bez kopania, pacania po łbie czy innych tego typu metod, bo to [I]tabula rasa, [/I]bez urazów psychicznych, zakorzenionych nawyków, bez wykształconej agresji, wszystko można mu pokazać i wszystkiego go nauczyć; a jak ktoś ma psa z serii tych trudnych z którymi pracuje Millan, to TYM BARDZIEJ nie powinien kombinować nad tym psem sam, bez oględzin specjalisty.
  21. Wolfsblut Cold River? 18% białka, niskotłuszczowa, bezzbożowa, lekkostrawna. Kupuję niedługo dla swojej staruszki. A z czego wynikają takie wymagania u Was?
  22. [quote name='gerta'] Może w "Twoim" przypadku jest inaczej, ale... jeśli nie radzą sobie z Twoimi radami, to niech zaproszą do domu behawiorystę. Niech pójdą na szkolenie. Naprawdę taniej jest zapłacić za te usługi niż wymieniać wykładziny, czy meble. Albo jeśli to przypadek, jak opisany przeze mnie, niech uczciwie powiedzą, że się im piesek znudził. Ja bym psu szukała domu na Twoim miejscu.[/QUOTE] Zgadzam się... Nikt nie da tu złotej rady - żeby pozbyć się problemu w zachowaniu psa, trzeba popracować. Państwu najwyraźniej się nie chce, a magicznych sposobów nie ma. To nie wygląda tak jakby chcieli sposobu tylko szukali usprawiedliwienia na oddanie psa. Umiejętnie wprowadzona klatka mogłaby pomóc i nie rozumiem argumentu, że nie ma miejsca. Przecież klatka nie zajmuje więcej powierzchni podłogi niż zwykłe posłanie dla psa - ba, jest praktyczniejsza, bo jak nakryjemy ją czyms na wierzchu a jest w miarę wysoka, to może robić za dodatkową szafkę/stolik. Rozglądaj się za domkiem; niestety takie narzekanie i torpedowanie wszelkich rad na zasadzie "nie da się" albo "nie pomaga" już wróży, że to nie jest dobry domek dla pieska i tylko patrzeć, jak dowiesz się, że teraz to już naprawdę coś wielkiego zniszczyła i jej nie chcą. Jak to mówią: kto chce, szuka sposobu; kto nie chce, szuka powodu...
  23. Żeby skończyć to "gdzieś dzwonią, ale nie wiadomo w którym kościele"... Fakt 1. Awidyna wiąże biotynę i czyni ją nieprzyswajalną. Fakt 2. Awidyna występuje w surowym białku. Co robi awidyna z biotyną sprawdzono w warunkach laboratoryjnych. Nie wzięto pod uwagę tego: Fakt 3. Ilość awidyny zawartej w jednym białku jest o wiele za mała, żeby w znaczący sposób wpłynęła na niedobory biotyny w organizmie, gdy owo białko jest podane razem z żółtkiem, które jest w praktyce "bombą biotynową". Problemy może stworzyć podawanie samych surowych białek, albo jakiejś kosmicznie dużej ilości surowych jajek. Gdyby podawanie psu jednego surowego jajka tygodniowo miało wpłynąć szkodliwie na jego zdrowie, wszystkie drobne i większe drapieżniki, którym zdarza się rabować ptasie gniazda, powinny dawno wyginąć, bo o ile wiem, żadne z nich nie gotuje jajka przed pożarciem ani nie wydłubuje pieczołowicie samego żółtka. Jak zwykle wystarcza umiar i podpatrzenie matki natury, i krzywda się nie stanie ;) a nie ma co panikować, bo jajko (całe) jest niesamowicie wartościowym pokarmem.
  24. [quote name='xxxx52']szkolic psy na podstawie czytania ksiazek nie mozna.teoria ,a praktyka sa to dwa para butow. [/QUOTE] O patrzcie, to ja nie wiem, cud nad Wisłą, bo ja jako 12-latka wychowałam psa na podstawie literatury - i do tej pory budzi szał na osiedlu swoim posłuszeństwem ;) w takim razie nikt nie powinien mieć psa, bo każdy kiedyś zaczyna od teorii a wiedzę praktyczną musi jakoś zdobywać. Owczarek niemiecki nie jest trudny do wychowania o ile porządnie poczytasz na ten temat i poradzisz się bardziej doświadczonych osób - doświadczonych w pracy z psem, z rasą, a nie tylko takich, które kiedyś miały pieska czy ogladały Zaklinacza Psów w telewizji. Pies w pokoju powinien umieć przejść, wygodnie się obrócić i położyć gdzieś jak długi - i tyle. Mieszkanie nie jest do biegania, od tego są spacery. Owczarek to pracoholik, pies potrzebujący dużo zabawy, szkolenia, zajęcia. Pracę masz do takiego psa bardzo fajną, bo dużo wolnego czasu poza pracą i w samej pracy - kwestia tylko Twojego wysiłku i zacięcia w kwestii późniejszego poświęcania psu czasu i pracy z nim. No i oczywiście przemyslenie co będzie potem - pies żyje kilkanaście lat i jego potrzeby nie zmniejsza się, jeśli się ożenisz, zmienisz pracę, przeprowadzisz, będziesz miał dziecko. Owczarek niemiecki tylko z dobrej hodowli, z rodowodem, po rodzicach badanych na dysplazję - albo pies owczarkopodobny z adopcji, nie przerasowany, bardziej owczarkopodobny niż typowy owczarek. W rasie jest duży problem z dysplazją i innymi chorobami, zakup szczeniaka powinien być bardzo przemyślany, zeby potem nie płakać jak pies po roku będzie wył z bólu zamiast chodzić. [SIZE=1]xxxx52 potraktuj z przymrużeniem oka, wg niej nikt nie jest godzien posiadać zwierzaka, o ile nie traktuje go lepiej niż książęcia na atłasach i nie ma 30 lat doświadczenia nie wiadomo skąd, bo przecież bez doświadczenia to w ogóle psa nie można dotykać [/SIZE]:diabloti:
  25. Karmienie Royalem, stosowanie kosmetyków z najwyższej półki i stała kontrola weta wcale niemało kosztuje. Wystarczy odkładać co miesiąc równowartość tej karmy, kosmetyków i wizyt u weta i po roku jest na pieska. Nie trzeba popierać bezsensownego rozmnażania psów. A jak kogoś już naprawdę nie stać na shih tzu z papierami, to przecież jest mnóstwo małych włochatych kundelków - za darmo. Stąd ja nadal nie mogę pojąć, dlaczego ktoś MUSI mieć shih tzu z pseudo z braku kasy - jak nie ma kasy to tak jak piszę, kundelki są za darmo. Jak ktoś nie jest zamożny to i te 500-800 zł to spore koszta, więc czemu nie biorą kundelka? To bardzo zabawne biorąc pod uwagę, że to właśnie te osoby wytykają, że one kochają wszystkie pieski, i rasowe, i nie. Ale to dla nich, a nie tych od R=R rasowy z rodowodem jest za drogi, a zwykły darmowy kundelek nie dość fajny... I cały czas przekłada się brak akceptacji dla olewania pewnych rzeczy i ślepoty na argumenty na rzekomą niechęć do samych psów. Ja lubię wszystkie psy, czy kundelki, czy rasowe, czy te z pseudo tak samo zasługują na miłość i opiekę. Tak samo na szacunek i uprzejmość z mojej strony zasługuje dobry hodowca rasowych psów, właściciel kundelka ze schroniska czy osoba posiadająca shih tzu bez papierków z adopcji czy nawet kupionego w pseudo, ale z niewiedzy. Nie trawię natomiast i nie podobają mi się osoby, które kupiły psa w pseudo i mimo wyjaśnień i dostepu do wiedzy utrzymują, że to jest ok i nie szkodzi samym psom, choćby przez brak wiedzy i kontroli nad pokrewieństwem i zdrowiem przodków; poprzez całkowity brak kontroli nad dalszym rozmnażaniem tych psów przez nabywców. Dla mnie to krótkowzroczoność i trwanie w błędzie ze zwyczajnej odporności na wiedzę (głupoty? - a ja głupoty nie lubię, bo jest szkodliwa, szczególnie w obcowaniu z żywymi stworzeniami) albo zwykłego nadęcia i dumy. Nie rozumiem takiego podejścia, nie pasuje mi, nie zgadzam się i mam prawo wyrażać swoje zdanie, tym bardziej, że polityka osób kupujących czy o zgrozo rozmnażających psy bez papierów jest bardzo dziurawa i naciągana, i ciągle jedno zaprzecza drugiemu.
×
×
  • Create New...