Jump to content
Dogomania

Martens

Members
  • Posts

    11174
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    4

Everything posted by Martens

  1. Ten wątek zamienia się w dobry kabaret - teraz jeszcze jakiś nabuzowany facecik z odsieczą :D Nie no, po prostu świetnie, i Wy oczekujecie tu deklaracji, skoro nawet nie łaska napisać na wątku co dzieje się z psem, skoro są jakieś zmiany? Najwięcej na szkodę tego psa robią jego obrońcy, bo obawiam się, że do deklaracji nie zniechęcają posty na temat sensu ratowania go, tylko właśnie ten brak informacji, osoby która by to wreszcie z jajami zorganizowała, o tonie ostatnich wypowiedzi nie mówiąc. Dobrze to ujęłaś Soema, nie pytaj, płać, albo sp**dalaj :roll: Ogromna zachęta :)
  2. [quote name='Dobert'] napisałaś, że barf w opinii osób początkujących uznawany jest za czasochłonny. wiesz czemu? bo na tym forum są wątki z jadłospisami rozpisanymi na tydzień i dłużej, bo kości dla psów wielkości yorka się mieli, bo trzeba mieć zawsze w domu śliwki etc a jak kurczak uczula to piszecie o mięsie nutrii... come on! to brzmi czasochłonnie... a gdzie wiarygodne źródło informacji na temat właściwych ilości, które nie będzie polegało na liniowym kalkulatorze wyciągającym 2% z wagi psa? ZTCW u psów ras małych powinno być trochę więcej...[/QUOTE] Dla mnie łatwiejsze jest karmienie psa z jadłospisu 2-3 tygodniowego, gdzie jednego dnia daję psy skrzydełka z kurczaka, drugiego kefir i szyjkę z indyka, trzeciego podroby z warzywami, niż babranie się jednego dnia z odrobiną mięsa, kości, warzyw i nabiału. Długoterminowe jadłospisy są prostsze i łatwiejsze w przygotowaniu. Dorosłemu yorkowi nic się nie mieli; mieli się małym szczeniakom. Te śliwki nie wiem skąd wziąłeś ;) Cała filozofia warzyw i owoców to tak jak pisałam, wycieczka do warzywniaka raz na 2-3 miesiące, kupienie wszystkiego po trochu (prócz winogron, cebuli, awokado), wrzucenie w blender/sokowirówkę i popakowanie do zamrażalnika w porcyjkach na 2-3 miesiące. Zakupy plus godzina roboty raz na x tygodni. Jak mamy dać warzywa, wyjmujemy i odmrażamy. Jak kurczak uczula, to w każdym mięsnym masz jeszcze indyka, wieprzowinę, niekiedy królika, grzbiety z kaczki (królika można dostać nawet w biedronce). A psów alergików jest mniejszość. Psa alergika łatwiej karmić świeżym jedzeniem, kiedy po prostu nie dajemy tego czego nie może - to o niebo prostsze niż studiowanie godzinami składów dziesiątek karm, czy jest w nich kurczak, czy może "tłuszcze zwierzęce" w których ten kurczak być może, czy nie uczuli psa jakiś dodatek nie wymieniony w składzie :roll: to dopiero dłubanie... Psa wielkości chi z powodzeniem można karmić do woli, zachowując proporcje i patrząc czy nie tyje. Naprawdę barf nie polega na wyliczaniu wszystkiego co do grama. Dla mnie gotowanie jest o wiele bardziej czasochłonne, już samo stanie w garach, brrr... Barf poza tym ogarnianiem co jakis czas warzyw sprowadza się do zakupów, wkładania/wyjmowania z zamrażalnika i podawania. Trzeba tydzień czy dwa, żeby wejść w rytm, potem nie zabiera to czasu, bo po prostu wstawiając wieczorem zupę z obiadu do lodówki wyjmujesz jednocześnie kość z zamrażalnika; rano ją dajesz psu i wyjmujesz z zamrażalnika porcję warzyw i podrobów; wracasz po południu, mieszasz podroby i warzywa, dajesz kapkę oleju i stawiasz psu. To dosłownie kilka minut dziennie i nie ma w tym żadnej filozofii ani medytacji nad miskami ;) Ta nieprawidłowa struktura to najmniejszy problem z suchą karmą i jej szkodliwością dla zdrowia. Największy to po pierwsze zmniejszona wchłanialność wszelkich witamin, bo przy obróbce i przetwarzaniu większość składników naturalnych ulega rozkładowi i nawet jeśli ich zawartość dodana jest sztucznie i potem ładnie wygląda w składzie na opakowaniu, przelatuje przez psa, bo pozbawiona jest naturalnych kompleksów chemicznych, z którymi występuje w naturalnych produktach, a które ułatwiają przyswajanie. Po drugie dietetycy na całym świecie zalecają spożywanie pokarmu jak najmniej przetworzonego - a sucha karma jest przykładem przetworzenia w stopniu skrajnym. To tak, jakbyś całe życie jadł pulpety ze słoika i zupki w proszku i na oczy nie widział mleka, warzyw, owoców, normalnego kotleta z grilla. A z czym wiąże się przetworzenie? Ano przede wszystkim ze wspomnianą degradacją składników odżywczych, w wielu przypadkach na skutek zmian chemicznych wydzielaniem substancji antyżywieniowych czy wręcz toksycznych, nafaszerowaniem pokarmu substancjami poprawiającymi smak i zapach oraz zapobiegającymi psuciu, których w wielu przypadkach producenci nawet nie mają obowiązku wymieniać w składzie. I po trzecie, gdybyś zobaczył, z czego zrobiono te śliczne kształtne kuleczki, prawdopodobnie byś zwymiotował ;) Do karm idzie wszystko, czego nie da się nawet wsadzić w parówkę; producenci karm są miejscem zbytu wszytskiego co tak brzydkie i mało wartościowe, że nikt tego do niczego nie potrzebuje. A płacisz za to więcej niż za śliczną szyję z indyka w sklepie, bo musisz opłacić wszystkie transporty, przetwórstwo, pracowników, marketing, opakowania - w skrócie kupujesz badziew za kupę kasy :) Ok, karma z wyższej półki może być dodatkiem, częścią żywienia, ale według mnie opieranie na niej całego żywienia psa, kiedy można inaczej jest zwyczajnie niezdrowe i nieopłacalne na jakiejkolwiek płaszczyźnie.
  3. [quote name='kololoko']Jestem właścicielem 10-cio tygodniowego buldożka francuskiego i próbowalem przestawić ja na barfa bo wyczytałem że można już od 2-go m-ca. Dostawala surowe skrzydelka,wątróbkę drobiową, żeberko jagnięce, blendowane warzywa ( z mrożonki-brokuly, calafior, marchewka,groszek.) razem z drobno pokrojoną piersią z kurczaka i niestety miała biegunke. kiedy bylem u veta na drugim szczepieniu vet powiedzialmi że owszem barf jest ok ale jeszcze nie teraz, dopiero za 2-3 m-ce. Na razie dostaje gotowane skrzydełka bez kości z ryżem i sucha karmę jak vet zalecił i kupka się porawiła. Poza tym kiedy jadła surowe skrzydła na ręczniku i sprzatalem resztki zauważyłem bardzo ostre kawałki kości ( nie ostre ale zaje..ście ostre, jeden okruszek wbiłmi się pezproblemowo w palca i to dość głęboko) więc pytam czy rzeczywiście skrzydełka są tak zarypiaste dle piesków na barfie? No i od kiedy można przestawić pieska na barfa tak jak vet zalecił czy póżniej?[/QUOTE] Podstawowe błędy: 1. za dużo wszystkiego na raz, biegunka była wręcz pewna 2. buldożkowi w tym wieku nie podajemy jeszcze całych kości tylko mielone 3. żebro jagnięce to w ogóle ciężkostrawna kość i polemizowałabym czy dawać tak małemu psu, szczeniakowi 4. warzywa z mrożonek nie są polecane do jedzenia na surowo, mogą powodować niestrawność, bo przy rozmrażaniu i zamrażaniu kilkakrotnie namnażają się bakterie, a gotowe mrożonki idealnie przechowywane w transporcie i sklepie to marzenie ściętej głowy Ostre kawałki zdarzają się w każdych kościach, ale błony śluzowe psa, żołądek, są pokryte śluzem, który przed tymi okruchami chroni; to zupełnie co innego niż ścisnąć taki okruch w suchych gołych palcach. Mój pies był na barfie od 8 tygodnia, pierwsze całe kości dostawał ok. 3 miesiąca życia (lekkostrawne kurze łapki), biegunek nie było. Barf trzeba wprowadzić powolutku i z głową, nie dawać wszystkiego na raz, a już na pewno nie mięsa, kości, podrobów i warzyw jednego dnia. Dla maluszka podstawą powinny być zmielone drobiowe kości, kefir/jogurt naturalny i warzywa z podrobami; max 2 z tych rzeczy w jednym dniu.
  4. Jak wyjdzie nam WW, to i dla młodego zamówimy Wolfsbluta; po WW Duck & Peas kupy są kosmicznych rozmiarów. Jak na razie jedyną karmą, z której byłam w 100% zadowolona, była Acana Pacifica, no ale pod koniec worka już nią pluł, a innych Acan grain-free nie może ze względu na alergię.
  5. [quote name='kavala']A co to znaczy "psa centralnie zglebić"?[/QUOTE] Też mnie to intryguje - skoro przechodnie straszyli TOZem, to raczej nie było krzyknięcie. I też widzę nieścisłość; jak pies się wyłamał z przyjścia na wołanie to po niego poszłaś i był "zglebiony" cokolwiek to znaczy, to jakim cudem miał 100%-towe przywołanie, skoro musiał być karany za jego brak?
  6. A od kiedy niechęć do przytulania i głaskania, kiedy pies np. jest zmęczony, jest przejawem dominacji? To normalna obrona przestrzeni osobistej u każdego drapieżnika niezależnie od rangi, i jeśli słabsze ostrzeżenia nie są respektowane, nasila się agresja - nie z powodu jakichś problemów psa, tylko niezrozumienia psich zachowań. Nawet gdyby psy były wilkami, to i w stadzie dzikich psowatych żaden lider nie wymusza na niższych rangą osobnikach kontaktu i pieszczot, kiedy te leżą na swoich miejscach i CSując czy warcząc dają do zrozumienia, że nie chcą kontaktu.
  7. Zerknęłam na pierwszą stronę zobaczyć jak wygląda sytuacja finansowa Kodiego i znalazłam taki kwiatek: [quote name='kasia93'] Nie chcemy zgodzić się na to, żeby podejmowano decyzję o życiu psa na podstawie "obserwacji" go kilka minut dziennie przez kraty boksu i to przez osobę, która niewiele na ten temat wie, bo lekarz wet. może co najwyżej stwierdzić, czy pies jest fizycznie zdrowy. [/QUOTE] No patrzcie, a jak wet wydał decyzję, żeby psa jednak nie usypiać, to kilka stron temu awansował nagle na znawcę psich zachowań, a jego ocena (osoby, która jak pisano widywała go przez kilka minut dziennie przez kraty i ma kompetencje tylko do oceny jego zdrowia fizycznego) została jednym z głównych argumentów za dalszym ratowaniem, a nie, przepraszam, przedłużaniem smutnej wegetacji tego psa...
  8. [quote name='shila1404'] i to jest blad popelniany najczesciej przez wlascicieli pies podchodzi bo ma ochote na zabawe i pieszczoty a powinno byc tak ze to czlowiek decyduje kiedy bedzie glaskal psa i sie z nim bawil .kiedy pies podchodzi i czaseto nachalnie dopomina sie o zabawe i glaskanie mamy go ignorowac po jakims czasie przywolujemy psa i sie z nim bawimy . pies w taki sposob zrozumie ze to wlasciciel decyzduje o wszystkim takze o czesaniu[/QUOTE] O mój boże. Gdziekolwiek to czytałaś, nie rozpowszechniaj tego więcej w tej formie. Olewanie psa, kiedy szuka z nami kontaktu to najlepszy sposób na wychowanie psa, który ma nas w d*pie. Szkoleniowcy pracujący np. z psami ratowniczymi czy dla niepełnosprawnych wyśmialiby takie regułki ze wszystkich stron - a oni raczej nie mają problemów z dominacją u psów, które szkolą. Uczenie psa, ze nie on o wszystkim decyduje nie polega na traktowaniu go tak, jakbyśmy mieli go gdzieś, a kontakt z nami z jego inicjatywy był bezcelowy. Inicjatywa ze strony psa jest bardzo potrzebna w szkoleniu, utrzymaniu więzi z psem, a zarazem jego posłuszeństwa - zawzięte ignorowanie przyjaznych gestów i zachęty do zabawy ze strony psa oducza go tego, co nam w pracy z nim potrzebne. Psu nie można pozwalać na wymuszanie czegokolwiek, owszem, ale nie wolno ignorować wszelkiej chęci kontaktu z jego strony. To, że pies szuka kontaktu nie znaczy, że jest nachalny - nachalny jest wtedy, kiedy szuka go nadal, gdy jesteśmy zajęci i daliśmy już mu do zrozumienia, że teraz nie da rady. Trzeba te dwie rzeczy rozgraniczyć, żeby potem się nie dziwić, że pies na spacerach nas ignoruje, nie możemy go na sobie skupić ani zmotywować, od zabaw z nami woli uciekać do innych psów - a to są właśnie efekty takiego "wychowania"...
  9. [quote name='ingula']jak odpuszczę to pies będzie widział w tej sytuacji swoją dominację. [/QUOTE] To ja spytam, jak ustalaliście do tej pory ową dominację w stadzie, jak pies był karcony, jak pokazywano mu tą podległą pozycję? Bo dla mnie to też dziwne, że tak młody pies już wypracował agresywne reakcje w tak wielu sytuacjach i już gryzie do krwi.
  10. No więc gdzie teraz Ci wszyscy, którzy najgłośniej krzyczeli, że trzeba go ratować? Pies siedzi w izolatce, bez kontaktu z człowiekiem, dziczeje. Bo tak naprawdę tego psa ratować nikt nie chce - jedni uważają, że to bez sensu i są za uśpieniem, a ci przeciwko eutanazji chcą, żeby to... inni go ratowali :roll:
  11. [quote name='domnadjeziorem']mój pies nie został kupiony po to żeby pochwalić sie przed sąsiadami , bo miałam w swoim domu same kundelki i były kochanymi psami . Zresztą znosiłam do domu wszystkie pieski i kotki, które wałęsały się po podwórku. Zostala kupiona ponieważ mam chore dziecko na Astmę i alergika i lekarz zezwolił na Yorka lub Shih. Może masz rację co do niewiedzy zanim ją kupiłam niewiele wiedziałam o r-r dopiero po jej pojawieniu się i zapisaniu na forum dowiedziałam się o tych sprawach. Najlepiej oceniać innych nie widząc siebie[/QUOTE] A czy ja oceniłam wszystkich? Napisałam co widzę w swojej okolicy i że masa ludzi kupuje teraz rasowe psy tylko dla szpanu przed sąsiadami, nie mając pojęcia o cechach i potrzebach rasy, bo pies staje się gadżetem, a nie przede wszystkim członkiem rodziny. Nie mówię tu o ludziach kupujących psa do sportu, wybierających rasę ze względów zdrowotnych, pasjonatach, wystawcach, etc. tylko przeciętnych rodzinach, które z powodzeniem mogłyby mieć kundelka, ale kupują pseudorasowca z giełdy, bo tak jest modnie - i tylko dlatego. A przy tym nawet nie umieją wymówić nazwy rasy i są w szoku, gdy im uświadomić, że labrador to pies myśliwski, a york to terrier, a nie zabawka do czesania. Niedługo dzieci mające kundelka będą zwyczajnie wyśmiewane przez rówieśników z rasowymi psami (pewnie już są) tak jak te, które nie mają komputera albo komórki. Yorki czy shih tzu stały się nawet o zgrozo modnym prezentem na komunię dla dziecka, obok laptopów i quadów. I przy tym wszystkim naprawdę żałośnie brzmi, kiedy ktoś mówi, że kupił psa bez papierów za 800 złotych, bo na rodowodowego psa go nie stać, a chciał tak bardzo mieć przyjaciela - a na pytanie czemu nie mogli wziąć za darmo szczeniaczka - małego kundelka, mieliby 800 zł w kieszeni, zapada wymowna cisza :roll:
  12. [quote name='vege*']I tak ludzie by się nie kapnęli o co chodzi, w szczególności jeśli chodzi o skrót "lab" :evil_lol:[/QUOTE] Też tak pomyślalam :evil_lol: Jak niektórzy się kłócą, że mają amstaffa a nie american staffordshire terriera, czy yorka a nie yorkshire terriera, collie a nie owczarka szkockiego, wilczura, a nie owczarka niemieckiego... Lab im się najwyżej z laboratorium skojarzy :lol:
  13. A Ty nie bierzesz tego trochę za bardzo na poważnie? Bullowate takie są - czasem mają głupawkę i w szczenięcym wieku kradną rzeczy, burczą zachęcając do zabawy szczególnie jeśli już kiedyś np. porwanie skarpetki zaowocowały fajnym berkiem po całym domu :diabloti: Nie bierz w ogóle tak małego szczylka na serio, olej kradzież, mimochodem zainteresuj go czymś innym, nie dawaj się prowokować, bo o to właśnie małemu cwaniakowi chodzi. Jak z głupich zaczepek szczeniaka zrobisz wielką rywalizację na poważnie, to właśnie stracisz autorytet i doprowadzisz do kłopotów. Podobnie z jedzeniem - nigdy nie zabieraj psu jedzenia ot tak sobie, chyba że chcesz doprowadzić do bardzo poważnej agresji przy jedzeniu w przyszłości. Na razie szczeniak jest malutki i Ci na to pozwala, jak zacznie dorastać to mu się odechce dawać się okradać i robić w trąbę. Psa przyzwyczaja się do naszej obecności przy jedzeniu poprzez karmienie z ręki, także podawanie do obgryzania gryzaków trzymanych w rękach, dokładanie jedzenia do miski po trochu, wymienianie np. kawałka chleba na komendę na kawałek mięsa. W skrócie psa uczy się, że nikt mu nic nie zabiera, a nie że Ty zabierasz mu bo tak i już. Ciebie pies może będzie się bał; jak przypadkiem podejdzie dziecko czy gość, a zakodujesz psu, że podchodzenie do miski = zabieranie, to będzie tragedia. I amstaffowi okazuj dużo czułości. Wszelkie skarcenia powinny być krótkie i szybkie, bez kar cielesnych, i powinny polegać na odizolowaniu psa, zakończeniu zabawy, zwroceniu uwagi ostrym głosem czy hałasem, np. uderzeniem czymś metalowym w ścianę. Absolutnie nie wolno psa tej rasy bić, szarpać, obrażać się na niego na długi czas, odtrącać go, bo wbrew pozorom to psy bardzo wrażliwe na człowieka i taki zimny czy brutalny chów to najlepszy sposób na wychowanie psa, który ma nas gdzieś i może stać się zwyczajnie agresywny, niebezpieczny.
  14. A zdiagnozowano jakoś przyczynę tego podniesionego białka? Bo prędzej upatrywałabym się jej w jakimś schorzeniu metabolicznym niż w diecie. Jak w ogóle żywiliście psiaka do tamtej pory?
  15. [quote name='papillonek']No tak,tylko koleżanki będą miały rasowe,a ona z kundelkiem wyjdzie na spacer?[/QUOTE] A wiesz, zwróciłaś uwagę na ciekawą rzecz. Na moim osiedlu jest sporo dzieciaków, sporo ma pieska. Ze świecą szukać tam kundelka. Dziewczynki i chłopcy w wieku przedszkolnym i wczesnoszkolnym i plejada yorków (hit dziesięciolecia), westików, shih tzu, z większych labradorów, dalmatyńczyków, czasem trafi się jamnik, pinczerek, jest i jeden cavalier. Kundelki stały się rzadkością, mają je zwykle starsi ludzie albo po prostu miłośnicy psów w ogóle. Zastanawiałam się z czego to wynika i do czego prowadzi i smutno mi się zrobiło. Ja jako 12-latka miałam szczeniaka kundelka, mój kolega z bloku też. Żadnego z nas nie obchodziło ile pies kosztował, skąd jest, jak wygląda, jakiej jest rasy - obchodziły nas zabawy z psami, to czy piesek nie choruje, jakich sztuczek swojego nauczyliśmy, pomagaliśmy sobie szukać psiaka, kiedy któryś nawiał... Teraz dzieciaki ciągają rasowe szczeniaki na smyczach jak zabawki na sznurku, porównują je dokładnie w taki sam sposób jak swoje rowery czy telefony komórkowe, traktują jak kolejne gadżety podkreślające status społeczny. Ach, no i to ich przyjaciele przy okazji. A rodzice sprawiają wrażenie, że w ogóle nie zauważają, że coś jest nie halo - ba, jeszcze pewnie podpytują przed zakupem jakiego psa ma Kowalski, żeby dzieciak mógł potem pokazać że nie ma gorszego. I na takich pseudo-miłośnikach psów kokosy zarabiają pseudohodowle. Przykro mi się na to patrzy i pomyślałam, że pierwszym "psem mojego dziecka" będzie najzwyklejszy kundel i mowy nie będzie o rasowcu na życzenie, dopóki dziecko nie przyswoi tego co ważniejsze, czyli kwestii psiej miłości i odpowiedzialności.
  16. [quote name='a_niusia']moj pies NIGDY w zyciu przede mna nie uciekal, a jesli bawimy sie w berka, to obie wiemy, ze to jest zabawa.[/QUOTE] Dobrze, wiemy że Twój pies jest idealnym zwierzakiem, a Ty idealnym przewodnikiem, ale są ludzie którzy nie mają tak dobrego kontaktu z psem, tak karnego zwierzaka czy zwyczajnie mają starszego psa po przejściach i w ich przypadku pozwolenie sobie na karcenie psa po złapaniu go może spowodować tylko jeszcze poważniejsze problemy z jego zachowaniem.
  17. [quote name='a_niusia']jak pies nie przychodzi, to sie po niego idzie i go karci, a nie macha parowka przed nosem. krotka pilka.[/QUOTE] Praktykowałaś? Bo ja nie, ale widziałam ludzi, którzy praktykowali. Fajny berek z tego wychodził.
  18. [quote name='ore_sama']Brak nagrody to nie jest kara, tylko brak nagrody. Jeżeli psa wołam a on do mnie nie przyjdzie i nie dostanie za to parówki, nie potraktuje tego jak karę. Żyjąc w sworze z innymi psami nie dostałby parówki za przyjście do przywódcy, a zostałby skarcony za nieprzyjście. Musisz wziąć pod uwagę fakt ze pies nie myśli tak jak my i nie analizuje tak głęboko. Po prostu dojdzie do wniosku że skoro nie musi przychodzić, to nie będzie tego robił jak akurat będzie miał ciekawsze zajęcie, a braku nagrody nie odbierze jako karę, bo naturalnym dla niego jest ze nie dostaje nagrody.[/QUOTE] A jak przywódca "psi" takiej sfory woła inne? Po imieniu? Czy infradźwiękami? A jak nie przychodzą na wołanie i potem wreszcie się pojawią to rozumiem, że je gryzie? Bo chyba nie rzuca łańcuszkami? To czemu w ludzkim wydaniu wlanie psu smyczą jak za późno przyjdzie, daje odwrotny skutek? Jak już ktoś chce szukać analogii w pożyciu psio ludzkim do "psiej sfory" (która u niektórych ras w ogóle nie ma opcji bytu bez ingerencji ludzkiej) to chociaż z głową ;) bo analogie jakieś tam są, ale wymyślanie ich na siłę i podciąganie do swoich teorii nie wygląda zbyt poważnie. Owszem, brak nagrody może być karą, o ile umiemy to psu przekazać i dopasować brak owej nagrody. Jak mój pies chce się bawić i nagrodą za dobre zachowanie jest owa zabawa, to w momencie kiedy pies zaczyna drzeć paszczę, czego ja nie akceptuję, to ostentacyjnie siadam do kompa i zabawy nie ma. Gdyby pies dalej ujadał, oznacza to tyle, że psu coś zostało nie tak przekazane albo szczekanie jest większą przyjemnością niż zabawa ze mną = zabawa nie była odpowiednią nagrodą, której zanik obszedłby odpowiednio psa. Nie z każdym psem i nie każdym zachowaniem tak się da, to fakt, ale nie można powiedzieć, że nie da się w ogóle pracować na braku nagrody, szczególnie z socjalnym, kontaktowym psem, z którym żyjemy od szczeniaka.
  19. A kto mówi, że to ma usprawiedliwiać cokolwiek? To ma po prostu wymagać od przewodnika dłuższej i większej gimnastyki w układaniu i sprawowaniu kontroli nad psem.
  20. No tak, a bernardyny, tybetany i cała reszta dojrzewająca w 3 roku życia to nie psy, tylko sery :) Rozumiem :evil_lol:
  21. U mojego starszego dziewczęcia też kiedyś wyskoczyły takie po kąpieli w zalewie; wet kazał nasmarować kremem nivea i szybko zniknęło ;)
  22. [quote name='a_niusia']moja suka nie zostala nauczona polecenia "do mnie" lancuchem. czytajcie uwaznie. [/QUOTE] No to akurat oczywiste - ale elementem nauki w późniejszym okresie, pokazaniem psu czym kończy się wylamanie komendy, był rzut owym łańcuchem - więc w pewien sposób był to element nauki. Gównianych szkółek to ja nie trawię wszystkich, czy to pozytywnych zapychających smakołykami najedzone i znudzone, rozbisurmanione psy, czy takich, gdzie na dzień dobry wszystkie psy wsadza się w kolczatę i ciąga w kółeczko. A niestety ze szkoleniowcami i behawiorystami w Polsce robi się jak w każdej innej dziedzinie - ze świecą trzeba szukać tych dobrych.
  23. Ja w ogóle podziwiam dobre samopoczucie ludzi, którzy w środku miasta wędrują z pieskiem drepczącym przy nich bez smyczy. Są i tacy, co psa zostawiają luzem pod sklepem, albo przeprawiają się z takimi w tempie spacerowym przez ruchliwą ulicę; pies wącha coś jeszcze po jednej stronie ulicy, a oni wołają go ze środka jezdni :mdleje: Fajnie, że piesek taki grzeczny, że się pilnuje, ale to tylko zwierzak - wystraszy się huku, zobaczy kota, coś mu odbije i pobiegnie pod samochód albo diabli wiedzą gdzie, ktoś zrobi mu krzywdę jak podejdzie... A chodzą tacy napuszeni z dumy, że oni psa na smyczy nigdzie mieć nie muszą, bo taki mądry. To ja już wolę swoje "głupie", ale całe i zdrowe :razz:
  24. [quote name='a_niusia']warto tez dodac, bo niektorzy zdaja sobie z tego sprawe srednio, ze pies nie wie, ze lancuch leci od panci. [/QUOTE] Warto też dodać, bo niektórzy zdają sobie z tego sprawę średnio, że nie każdy pies daje się tak łatwo nabrać, że łańcuch spada z nieba, a nie rzuca go pańcia :evil_lol: co nie znaczy, że wtedy nie będzie działał. Będzie, jeśli pies jest tak wypracowany od małego, że niezadowolenie właścicielki, okazywane czy to wrzaskiem, czy łańcuchem, będzie odpowiednio demotywujące w przypadku danego przyjemnego, acz zakazanego zachowania. Ja sama nie wiem, czy stosuję pozytywne metody, bo swojego młodzieńca nauczyłam bezwzględnego wykonywania polecenia "do mnie" zarówno bez pomocy smakołyków, jak i łańcuchów czy jakichkolwiek negatywnych wzmocnień w razie nieposłuszeństwa, bo o dziwo bycie nieposłusznym mu się nie zdarzało; od samego początku bardzo pracowałam nad manipulowaniem poświęcaną mu uwagą jak i wydzielaniem dóbr na których mu zależało (głównie zabawy), że wkodowało mu się, że robienie tego co ja chcę, bardzo się opłaca; olewanie niekoniecznie. Tak, to chyba na swój sposób metoda pozytywna, bo karą jest brak nagrody - większość osób, które twierdzą, że to nie działa, po prostu nie potrafi zdefiniować albo wręcz wypracować zmotywowania psa od szczeniaka na tą nagrodę w takim stopniu, żeby jej brak działał jako kara.
  25. [quote name='Dobert'] nie mam specjalnie problemów z karmieniem czymś innym ale zauważyłem, że w karmienie psa wszystkim byle nie suchym jest jak wegetarianizm. nagle z jedzenia robi się filozofia i zaczyna pochłaniać odczuwalną ilość czasu :( chociaż może ten barf... ale to tak trochę trąci ideologią na siłę. Jeśli psy to odszczep wilków, którego bardziej niż polowanie na łosie zafascynowały śmieci wokół ludzkich osad powinny być chyba karmione resztkami... [/QUOTE] Bardzo smutna refleksja mnie naszła po tym poście. Żywienie psa, jeden z najważniejszych aspektów zachowania go w dobrym zdrowiu i kondycji zaczyna pochłaniać CZAS... Jakim prawem? Btw o tym, że barf jest czasochłonny słyszę tylko od osób, które go nigdy nie praktykowały. A prawda jest taka, że cała praca nad barfem to pójście do mięsnego i na stragan z warzywami, pomrożenie trofeów i późniejsze rozmrażanie ich i podawanie w całości, plus raz na kilka tygodni odpalenie sokowirówki i zrobienie paciai z warzyw i pomrożenie jej w porcjach. 1-2 h z myciem machiny, raz na kilka tygodni/miesięcy. [quote name='kornel']No to ja już się pogubiłam. Wkońcu pies żyje krócej czy nie?;/ Czy to tylko bajka?[/QUOTE] Tak jak piszą dziewczyny, wystarczy się rozejrzeć. Kiedyś niczym dziwnym nie był pies dożywający w zdrowiu 16-18 lat - mimo karmienia resztkami ze stołu. Zbilansowanych specjalistycznych karm nie było. Kiedyś ludzie powyżej 80-90 roku życia sami potrafili obrobić obejście, teraz mimo niby postępu medycznego i rzekomego wydłużenia życia, masa 60-70 latków jest już schorowanych i ledwo zipie, o ile nie leżą w piachu. Wszyscy żremy gotowe napakowane chemią żarcie - my mamy fast foody, masę "E" nawet w głupim chlebie czy jogurcie, psy mają suche bobki i resztki naszego gównianego jedzenia. Zdrowe, ekologiczne jedzenie, które kiedyś było normą szczególnie na wsi, teraz jest rarytasem i wymysłem zielonych. [quote name='Dobert']Trafiałem parę razy na sugestie, że pies nie musi mieć tak zróżnicowanego jedzenia jak człowiek. Dlatego psa na nowy rodzaj jedzenia trzeba przestawiać stopniowo. Chyba, że to dotyczy tylko chrupek :lol: (...) a nawet jeśli jakimś psom jakaś karma podrażnia to z tego dalej bezpośrednio nie wynika dowód na krótsze życie mojej własnej psicy. [/QUOTE] Te sugestie zostały wymyślone przez producentów karm. Przy monotonnym żywieniu flora przewodu pokarmowego ubożeje i sensacjami kończy się nagłe wprowadzenie czegokolwiek nowego, choćby nie wiem jak zdrowego. Psowate w naturze nie jedzą monotonnie; jedzą wszystko co zobaczą, myszy, padlinę, odpadki, treść pokarmową najróżniejszych ofiar, jagódki, zioła... To, że pies wymaga monodiety nie ma żadnych podstaw naukowych. Notoryczne podrażnianie jakiejś struktury organizmu, zwłaszcza w przewodzie pokarmowym, jest jednym z głównych czynników kancerogennych, więc musi wpływać na długość życia. Btw ostatnio cały czas wzrasta liczba zachorowań na raka odbytu; żołądka chyba też, i u ludzi, i u zwierząt. Ciekawe dlaczego. [quote name='pauli_lodz']behemotka piszesz, że często psy na suchym żarciu są chudsze, słabsze, etc. mój na gotowanym wypieszczonym jedzonku - ważył kilogram mniej niż waży po roku chrupania chrupek, w gotowanym żarciu, w którym ponad połowa to było chude mięso - musiał mieć za mało kalorii, białka czy czego tam, by zbudować masę. ale mniejsza o to ;-) (...) najprostsze wyjście to może barf w takim razie - ja całkiem chętnie bo filozofia żywienia mi odpowiada - ale mój pies rzyga po kościach i ma biegunki - to się chyba nie sprawdza jako kandydat. w ogóle co przy psie z wrażliwymi jelitami? jako taką stabilizację i kupek i wagi i wyglądu psa mam na suchej karmie jednego rodzaju z rygorem żadnych dodatków i resztek - mam się czuć jak potwór że karmię psa syfem i skracam mu życie?:shake:[/QUOTE] Moje psy najgorzej wyglądały na gotowanym właśnie, a najlepiej na barfie, więc nie wrzucałabym tych metod żywienia do jednego worka. Jeśli ktoś psu karmionemu karmą, z wrażliwymi jelitami, nagle podaje kawał surowego mięsa czy kość, to MUSI skończyć się sensacjami. Najpierw wypadałoby popolewać trochę karmę jogurtem naturalnym, zacząć ostrożnie podawać wołowe żołądki z treścią, i potem spróbować z jakąś delikatną kostką np. kurzą łapką. To trochę nie fair, jak psu będącemu całe życie na gotowanym/karmie, ktoś nagle podaje kość, oczywiście najbardziej ciężkostrawną wołową czy cielęcą, bo nasłuchał się, że te lżej strawne z drobiu poprzebijają jelita, albo w ogóle podawanie kości sprowadza do nafutrowania psa gnatami z pieczonych żeberek i potem pies dostaje zaparcia/wymiotów, i czyta się, że czyjś pies nie może być na barfie czy nie toleruje kości...
×
×
  • Create New...