-
Posts
354 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by Tigress
-
Dziewczyno z moimi włoskami tylko raz cos ktoś robił........15 lat temu:) :evil_lol: A pomoc tutaj predzej czy później byś znalazła. To jest jak widze taki łancuszek....raz ty komuś raz ktoś tobie. Zawsze na kogos można liczyć. A ja mam w tym i prywatny cel;) Mame chce namówić na psiaka ,wstępnie się zgodziła tylko wymagania ma wysokie. A może po tej krótkiej wizycie troszke je zmieni i szybciej coś wybierze. Ja tu na wizyte mamy cala kolekcje fotografi już mam :)
-
Już uzgodnione, biore małą na świętam. A gdzie je całe spędzi zależy jak się ona będzie czuła z moim pieskiem. w wiegielie będę obserować. jak sie dogadają to zostanie razem z nim , a jak nie to jedzie do mamy i jedno z dzieciaków do pomocy. Focus próbe w domu z "intruzem" zaliczył pomyślnie więc wiem ze nie zrobi krzywdy. On ignoruje poprostu.
-
To ja nie widze problemu zadnego żeby małą zabrac. Jeśli dogadałaby sie z moim to mogłaby być u mnie. dzieciaki by się nią zajeły. Bron bosze nie zamęczyły , ale spacerki ,zabawki i głaskanko zapewnione. Jeśli pies w domu jest problemem to mała może byc u mamy . Mama w domu cały czas , ja też nigdzie nie wyjeżdzam . Aha mama mieszka na zoliborzu ,w dość charakterystycznym miejscu, przy moście Grota, osiedle na którym stoją 21piętrowce. Mama mieszka na 14:) piekny widok.
-
[quote name='AnkaG']Rozpuszczasz Tigress psiurka. :lol:[/quote] Hmm ktoś nareszcie musi :) Widać że mu z tym dobrze.A jego kocyk.....to istny sklep z zabawkami. Dzieciaki odaały mu wszystkie swoje ukochane pluszaki których nikomu nie chciały oddać, to były samie jakieś pamiąki i miały stałe miejsce w domu. A teraz wszystkie należą do psiula i robi z nimi różne "straszne" rzeczy :cool3:
-
Zrozumiałam że ona jest w warszawie tak? może na te trzy dni coś da sie załatwić. Tylko w jakim terminie , czy chodzi konkretnie o dni świąteczne czy tez inaczej się to rozkłada? Myślałam zeby do mojej mamy ją dać na ten czas. Mama mieszka sama , nie ma innych zwierząt w domu. Tylko w wigilie przyjezdza do mnie a ja mam nowego pieska. On jej nic nie zrobi w domu, tylko jak ona zareaguje? Nie wystraszy się za bardzo? To duży pies w typie owczarka niemieckiego.
-
[quote name='morisowa']A to beszczelne psisko :eviltong:[/quote] Bo to z psiura łańcuchowego robi się kanapowiec:) Tylko mu w głowie pieszczoty,przytulanki ,uwielbia czesanie mozna go czesać a on w najlepsze spi:) Przy czyszczeniu codziennym usiorków też spi a nie zawsze jest to miłe bo w wiekszości miejsc wystko wyłazi do gołej skory. Aha....zamykanie pokoju przed psem nic nie daje, otwiera sobie jakoś drzwi:mad: I niestety z suchej karmy musieliśmy całkowicie zrezygnowac. Kazdorazowe podanie nawet niewielkiej ilości kończyło się lataniem od krzaczka do krzaczka. Na gotowanym niema tych kłopotów. On codziennie dostaje jogurcik naturatny (tak zdrowotnie) i przepada za tym zwłaszcza gdy mu się troszke chałki namoczy w tym:) Dziś nie ostępuje kuchenki i cały czas ma ją na oku bo płucka cielęce się dla niego pitraszą a bidulek cały czas się slini z wrazenia i z nadzieją patrzy czy coś dla niego spadnie niechcący:)
-
[quote name='AnkaG']A ja cichutko poproszę o nowe zdjęcia Fokusika.[/quote] Zdjęcia powoli sie cykaja :) jak bedzie z czego wybierać to wstawie. A focus właśnie delikatnie pocichutku.....eksmituje mi syna z łóżka:mad: Syn śpi na duzym łóżku i w chwili obecnej wyglada to tak: syn klęczy przy łóżku (spiąc dodam dla jasności) a psiur rozwalony na środku i twardo spi . Jak do niego mówie to kamien, tylko końcówka ogonka drga więc słyszy drań:)
-
[quote name='lamia2']No jeśli ja mam być szczera, to SGGW to ostatnie miejsce gdzie swojego czy schroniskowego psa zawiozę, (chyba, że do znajomej wetki która akurat ma dyżur) i to nie tylko, że za zrobienie RTG stawów wzięli od mnie 250 zeta, ale za podejście przede wszystkim. W ogóle generalnie mam zaufanie do kilku tylko (a znam kilkudziesięciu) wetów w Warszawie. Nie znoszę gdy zawożę umierającego psa, a oni jeszcze kroplóweczka, przeciwbólowy, antybiocik i inne gówna, a pies i tak po tygodniu kona na moich rękach, bo ma nowotwór i tylko cierpienia przedłużają bo kaska leci. No to się nagadałam. Tigress bardzo się cieszę, że stosunek do dzieci się polepsza, szkoły nie będę musiała szukać :evil_lol: :evil_lol: :evil_lol: Zdrówka, teraz życzę jeszcze raz psiulowi :)[/quote] Gdybym miała jeszcze raz na SGGW trafić to już wiem do kogo. Focusik już został "polecony" gdyby byla potrzeba . Fakt że "pan doktor" (przemilcze jego nazwisko) skasował jak za zboze aż mnie przytkało. Mamy dobrego lekarza i napewno nie zmienimy. A pies się powoli rozkręca , z dzieciakami już prawie dobrze. czasem coś warknie ale widać że to wtedy gdy broni swojej zabawki :) na to też jest sposób, robią wymiane na jeszcze fajniejszą:) A on wybredny, psimi się nie bawi, woli takie różne pluszaki miękie i nie piszczące . Ulubione to żółwik, małpka i myszka , a kaczuszka do spanka:) I co najwazniejsze słucha się dzieci, co wcześniej nie było takie oczywiste.
-
[quote name='morisowa']Skoro już wychwalamy naszych wetów, to ja dodam o naszej (z Tigress) wetce, że już dwa razy kota mi leczyła przez telefon, bo kot u mamy pod Białymstokiem, a tam strach do weta iść... Dziś u niej byłam (mój kundel ma anginę), pytała o Focuska, tak ciepło o nim mówiła. A jak układy z dziećmi?[/quote] To naprawde lekarz od psiurków (i nie tylko) z powołania. Morisowa bo mnie sie zdaje że Focusik zrobił na niej dobre wrazenie:) Zawsze go wyprzytula,wyglaszcze,pogada do niego......i jak wszchodzi zaraz dostaje miche wodi po spacerki:) A i w bloku furore robi bo wszystke babcie wiecznie go głaszczą jak spotykamy pod blokiem. Ciągle go chwalą i jeszcze mu się w głowie poprzewraca. A z dziecmi chyba dobrze . Ostatnio już nie warczy. To pies który szybko się uczy i pamięta za co byl karcony. Czasem po dwoch ,trzych razach czwartego już nie ma:) jest kochany tylko to jego zdrówko coś nie najlepiej.
-
AnkaG ja tez mam suuuper wetke, naprawde. Tylko akurat testów na nosówke nie miała i musiałam na sggw jechać.Dzieki Morisowej trafiłam naprawde na super lekarza. Jak psa stan był dość ciężki to po nocy dzwoniła i dopytywała się. A o porade mogę zawsze zadzwonić albo napisać.Wole pisać bo potem na spokojnie analizuje to co mi napisała .
-
[quote name='lamia2']No i ja nie wiem co to może oznaczać, ale jak będziesz u wetki przy najbliższej okazji to powiedz i tym, ciekawe co na to fachowcy?[/quote] Starsza kobieta dziś w autobusie gdy jechaliśmy zagadała do mnie .....siedział i najpierw chwile męczył go kaszel,potem kichał, a za chwila ta nóżka zadrgała....nie wiem ale trawało to 10-15 sekund......"już po nosówce mu tak zostało?" Troche czytałam o tych różnych tikach i to chyba nie to. Woraj byliśmy na testach w SGGW. Słyszałam sporo dobtych opini ale chyba nie tego się spodziwałam. Lekarza który nas przyjmował......nie dotknął psa,nie spojżał na niego ,o nic nie pytał.Zrobił test nie odzywająć się słowem i tyle. Usłyszałam tylko że test ujemny. Chyba nie tak powinno wyglądac badanie psa z podejzeniem nosówki .
-
[quote name='morisowa']zwłaszcza gdy skutkuje ;) 3maj się Tigress![/quote] Skutkuje i to jak:) Dzis mijalismy psy i.......cisza:) Tylko tak "chrycha" ze jeszcze nigdy tak nie było. Nawt jak był ledwo żywy nie miał takiego kaszlu. Az go zwija w pół i nic robić wtedy nie moze. Hmm no wlasnie nie jestem pewna czy to od kaszlu ale od pewnego czasu obserwuje że gdy kaszle bądz kicha bardzo silnie drga mu prawa tylna łapa. Wcześniej tak nie było. Czasem jest to widoczne gdy leży . To nie jest cały czas , tylko taki parosekubdowe drżenia.
-
Dziś lekka ulga po porannej załamce. Okazało się ze podejzenia co do nosówki sa uzasadnione ze względu na to że jednak miał kontakt z pieskiem chorym. Zawiadomiłam swoja lekarza która skierowała nas na testy do SGGW. test wyszedł ujemny. Ale ponoc to niczego nie przesądza....mało posieszające. Ale troche mi ulżyło. Dziś pierwszy raz jechal metrem.....panika okropna, czołgał się pod bramkami i prawie drzuchem szorował na stacji. Ale wsiadł i już potem było z górki. Po drodze było dużo piesków, co raczej jest nieuniknione w mieście, ale gdy dostawał swira i nic nie moglo odwrócić jego uwagi wystarczyło lekko klepnąć w zad....i pies odrazu się uspokajał. Wyglądał na skarconego i przestraszonego. Może ta metoda jest zła , ale po kilku dzisiaj takich akcjach , pod blokiem mijaliśmy psa i tylko na mnie popatrzył i nie ruszył w jego strone. Pewnie kilka osób tu na forum stwierdziłoby że strasze psa...i on ze strachu nie szczeka i nie rzuca się na inne. Ale ja go nie bije i jeśli ma to go odzwyczajić od swirowania to chyba sposób nie jest zły. Brazowa psa wziełam na całe życie i nie ma nic niezwykłego w moim podejściu do niego. Nie zamierzam go oddawać jak rzecz niepotrzebną bądz wadliwą gdyby stwarzał problemy. To że on już jest u mnie do konca swoich dni nie podlega dyskusji. Jest niewychowany to prawda, ale to da się zmienić. Naważniejsze to aby był zdorowy
-
[quote name='brazowa1']czasem,gdy zwierze robi cos za szybko,z rozpedu,jakby bezmyslnie,tez jest to objaw stresu-po prostu chce miec to za soba,uciec od problemu. tak moze byc z autobusem. czy skok na Ciebie byl objawem agresji? warczał przy tym? Chwycil za reke?Moze on sie po prostu bardzo wystraszyl?Nie wiemy,co on zobaczyl w tym gescie.[/quote] Z autobusami to nie stres, on to naprawde lubi. Na przystanku wygląda czy już jedzie, merada ogonkiem, przebiera z radosci łapami. Widać że się cieszy. W autobusie jest bardzo wszystkim zainteresowany, nie lubi tylko chodzić po nim. Z tym skokiem na mnie to nadal nie wiem co to było. Stałam tyłem do niego przed lustrem, czesałam sie. Nie było zadnego warczenia, poprostu zobaczyłam rozdziawiony pysk w lustrze. Ja spanikowałam,to był odruch zeby sie odwrócić i złapać go za szczęke. Coż czy top zabawa czy nie ,trudno sie dziwić że mnie przestraszył. Jest u mnie za krótko abym mogla wiedzić na co go stać.
-
[quote name='lamia2']I znowu się wzruszyłam :bigcry::bigcry: a mały na pewno był bity przez bydlaków Tigress kochana jesteś :calus: :Dog_run: :Dog_run: :Dog_run:[/quote] Ja ? ja nic nie zrobiłam. Przecież nie wiedziałam co mu było poza tym że był skrajnie wychudzony. Ze coś jeszcze mu sie przytrafiło to dopiero teraz wychodzi.......a uwielbia jazde autobusem:) bał sie a teraz trzeba uważać bo wskakuje nie patrząc czy ja wsiadam:) Taki jaś wędrowniczek:)
-
Co do zachowania......nie znam jego przeszłości , nie wiem co go spotkało. Wiem że panicznie boi się młodych męrzczyzn ,brunetów tak ok 30 lat. wbija sie w ziemie albo prawie włazi na mnie jak mijamy na spacerze kogoś w tym typie. Boi sie jedzenia z miski. Kuli się na podniesiony głos,niepokoja go wysoko podniesione ręce. To co zrobił skacząc na mnie od tyłu......cały czss mysle o tym. Ani nie warknął, żadnego ostrzeżenia. Nawet nie mam pewnoości czy to był atak ,czy może zrobiłam coś co potraktował jako zabawe. Nie wiem, on jest taki kochany i pieszczoch straszny. Jest niewychowany ale nie sposób go nie lubić . Jk widze jego radość gdy wchodze do domu, gdy razem z ogonem cały kuper chodzi na boki i popiskuje z radości . To wiem że będzie dobrze,trzeba tylko dac mu czas i zrozumieć go troche. Pracujemy nad tym.
-
jak mnie wetka zaczeła uświadamiac jakie choroby badz dolegliwosci powodują takie objawy to .......ja jestem chora i u samej siebie polowy się dopatrzyłam:( teraz ma znow jakieś swinstwa do brania, już sie gubie i kartki na lodówce naklejam co kiedy,ile i o ktorej, przed jeddzeniem ,po czy w trakcie... Chyba najłagodniejszym wyjściem byłby robale....... chociaż może sie myle. A z moją mamą to jest tak.....jest na emeryturze,od śmierci brata czyli 1,5 roku mieszka sama. I chyba z nudów i moze troche depresja wyszukuje sobie choroby. Martwie się że jest sama ,ja za czesto nie moge jeździć ,zostają telefony. Ale to nie zastąpi codziennej rozmowy nawet z pieskiem. Inaczej człowiek sie czuje gdy nie jest sam w domu ,a inaczej jak ma coś do przytulania i do pogadania. Nawet jak nie usłyszy odpowiedzi:) Ktoś kto przyzwyczaił sie do troszczenia o kogos czuje się teraz stary i troche niepotrzebny. Mama zapierała sie że nie chce psa bo sobie nie poradzi......jest za chora. Ale poza kręgosłupem i depresją nic jej nie dolega. Troche zz niej zazartowałam i powiedziałam że już jej załatwiłam psa i nie ma wyjścia musi brac. Pierwszy moment oburzenie i lamenty a potem zaczeła myśleć co to będzie wmrozy, że pewnie ubranko potrzebne będzie albo jak kotka do kuwetki nauczy robić:) a potem myślałam że mnie zabije jak powiedziałam że to nie na poważnie:)
-
Ok ,dzieki Lamia. Ja narazie obserwuje go, i staram sie rozgryźć sytuacje kiedy mu odbija. Mnie sie wydaje że to nie chodzi o mnie czy dzieci a o jakies sytuacje ktore mu sie z czyms kojaza zle. Lubi czesanie a np. na jedna szczotke taka podłużna warczy i "źle" patrzy jak ją biore do ręki. Wygrzebałam książki które kupiłam sobie jakieś trzy lata temu jak planowałam wziąść psa i się dokształacam:) Teraz jestem na etapie "sam wychowasz swego psa" i tłumaczenie "co myśli mój pies? jak zrozumieć jego zachowanie" . Po częściowej lekturze stwierdzam że sa bardzo pouczające. Dziś dostałam wyniki badań krwi szczegółowe. Nerki i wątroba zdrowe i licho wie czemu reszta zła. Na wszelki wypadek dostał jeszcza raz tabletki na odrobaczenie. Znów zaczął się kaszel,lekkie duszności katar i ma odruchy wymiotne. No i szybko opada z sil. Ni jest fajnie ale nie jest zle. Teraz wieczorkami czeka mnie spacerek z latarka ogladać kupki psie. Jedyna dobra rzecz to ze mama była i pokazywałam jej psiaki.....jak zobaczyła calineczke to stwierdziła że takiego to by chciała . śliczna młodziutka jamniczka jej nie przypadła do gustu. Stwierdziła że jej sie podobają "krótkie" pieski ,takie do koszyczka i kieszonki . To teraz spokojniej wiem czego jej wypatrywać.
-
Bić nie zamierzam, ale odbija mu czasem bardzo......wczoraj gdy stałam przed lustrem bo miałam wyjść na zebranie do szkoły zobaczylam w odbiciu porde psa skaczącego na mnie. Bez powodu skoczył ale byłam szybsza i złapałam go za dolna szczęka. poszedł lezeć do siebie i cały wieczór był potem wyjątkowo grzeczny. Dziś rano dostałam pocztą wyniko wczorajszej morfologi. No i są złe. żadnej poprawy . Dziś kolejne badania, jutro będą wyniki. Nie wiadomo co się dzieje, anemia zamiast zniknąć nadaj jest. Wetka wspomniała coś o nerkach lub chłonniaku. Poczekamy zobaczymy
-
Hmm dla mnie tez naczenie ma cena....a tu raczej są niemałe. Jedyna nadzieja że kastrowanko da efekty i przestanie świrować. Dziś mnie tylko zaskoczył....jedyne zwierze które na niego nie działa to kot. Stanął oko w koko z dorosłym w poczekalni u weta i zamerdał ogonkim, popatrzył i nic. On nawet wróble atakuje
-
[quote name='beam6']Ja bardzo przepraszam ale może spojrzysz Tigress w te oczy [URL]http://www.dogomania.pl/forum/showthread.php?t=35192&page=4&highlight=Supe%B3ek[/URL] i to "coś" zaiskrzy :cool3: ?[/quote] :wallbash: tragedia......on wygląda troche lepiej od mojego chudzielca ,tylko moj miał futro i nie było tak widac. Wziełabym go chociaż na podtuczenie ale ten zazdrośnik żyć mu nie da a nie mam jak odizolować w domu :( ręce opadają jak się takie nieszczęsliwe psiaki ogląda.
-
Kurde a ja sie chyba z maleństwem musze wstrzymac conajmniej do ferri dzieciaków. Właśnie przyszłam z kontroli u weta. Antybiotyki odstawione, został tylko syropek i scanomune. Krew pobrana na badania i ok 17 będą wyniki. Ogólnie pies na oko zdrowy. Został zwazony i dziś było 23.6 :) Pięknie przybiera na wadze. Ok kilograma tygodniowo. Wszystko super, nic tylko cieszyć sie.....ale jak wróciłam od weta to padłam ,tak mnie przegonił. Jak był chory to ładnie chodził na smyczy a teraz tak ciągnie że musze siłą go hamować bo bym pewnie cały czas za nim leciała. I to nie tak że pies nie wybiegany i go energia roznosi. Roznosi go fakt, ale dziś jak wyszłam z nim ok 10 tak własnie dopiero wróciliśmy. Pomijając ranny spacer tak ok 40 minut. To jeszcze nic, ale facetowi odwala na maksa. Jak widzi psa dostaje świra. Wygląda to tak że musze łapać za obroze a on dosłownie idzie na dwóch łapach i az się w nim gotuje. I nic do niego nie dociera, nawet dostał lekko po tyłku i nic. Ręce mam zjechane aż mnie pieką i ramiona bola jak licho. Kurde nie wiem co z nim robić. Może kolczatka by go troche przyhamowała? Wetce mowiłam jak wyglądają spacerki.......planowane było kastrowanko w marcu ale stwierdziła że jak mu nie przejdzie to nie dam sobie z nim rady i najlepiej po nowym roku. Rece opadają. I tak żłota kobieta jest bo mi "ładną" cene podała , taką dla mnie. Sumka i tak spora ale połowe mniejsza niż tu w okolicy sobie życzą. Planowalam wziąść psine najpierw do siebie, troszke czasu na przystosowanie poświęcić, dzieciaki nauczyć jak babci pomóc i dopiero razem z dziećmi wysłać malenstwo........i ewentualnie zawsze jaj tam coś pomóc. Ale przy tym narwańcu nie dam rady. Nie dam narzie rady zająć się maluchem bo cały czas musiłabym go pilnować żeby bestia go nie pozarła na sniadanie.......