-
Posts
354 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by Tigress
-
[quote name='morisowa']Cieszę się, że Focusik się rozkręca i bawi, i pieszczoch już się powoli zaczyna z niego robić :multi: Trzymam cały czas mocno kciuki za jego zdrowie, no i za siły dla Ciebie Tigress! Spytam koleżankę, może ona dostanie Scanomune.[/quote] I to jaki pieszczoch. Częściej przychodzi sam proscić o myzianko, jak wchodze do pokoju to brzucho wywala do mysiania, jak za dlugo nie myziam to przyjdzie i pyska uwali na kolana, albo lapą trąca.:) Wczoraj byliśmy wieczorkiem u wetki po nantybiotyki i na kontrole. Udało mi sie zdobyć troche scanomune, wetka tez wynalazła u kolezanki we włocławku i jakoś będzie. Awaryjnie jest odpowiednik który ktoś na dogo mi polecił i już pisałam do wetki . Ponoć można go podać. Wetka nie widziała go od soboty i jak weszliśmy pierwsze co powiedziała to że niesamowicie sie zmienił od soboty. Wygląda duuużo lepiej i już naprawde nie ma sie czym martwić. Nawet ją zaskoczyłam tym że usiory są prawie ładne, a leczenie przewidywała na długo. Ale trudno sie dziwić jak siedze dziennie conajmniej godzine i je czyszcze, przemywam, wykruszam co sie uda. Wazyłyśmy go i było 22,3 kg bez dodatkowego sprzętu:) No jak przyszedł do mnie to było niecałe 20 ze sprzętem i moją pomocą. Więc ładnie na wadze przybiera. nie jest u mnie przeciez nawet 3 tygodni. W tym tempie to w mig nadrobi te brakujące kilogramy.
-
Wszystko to prawda. Chyba duże znaczenie ma tu dobre poznanie psa, a o takim być nie może mowy jesli pies jest kilkanaście dni. Zbyt dużo jest ucieczek psiesków którym pozwolono na zbytnia wolność zanim jeszcze się dobrze nie poznały z nowymi właścicielami. Ja cały czas czuwałam, nie spuszczałam psa z oka i starałam się miec linke w zasięgu ręki. Po tym pierwszym udanym spacerze nie będe wpadać w euforir i pozwalać psu na większy luz. Jeszcze na to zdecydowanie za wcześnie. Inaczej jest trochę gdy ma się psiaka od szczeniaka a co innego gdy trafia do nas prawie dorosły pies. Ja dla pewności zawsze chodze z psiną tą sama trasą (już swietnie pamięta i sam prowadzi) ,zabezppieczam się na wszystkie możliwe sposoby...adresatka, nie spuszczam z oka (oczy na około głowy) i linka w zasięgu ręki. No i jednak podstawa......juz w domku ćwiczymy przychodzenie na wołane. Marzy mi się tak swobodnie z nim poganiać bez smyczy i kagańca ale to pewnie na wiosne nam się dopiero uda. a i tak nie będe miała pewności że coś nam się nie przytrafi...tfu tfu odpukać.
-
[quote name='lamia2']Brawo Tigress :happy1: , tak trzymaj, jest jeszcze wiele do zrobienia :calus: :beerchug:[/quote] Przez kilka ostatnich lat byłam pozbawiona możliwości posiadania psa , co jak dla mnie bylo ogromnym wyrzeczeniem. Ale to sie na szczęscie zmienilo. Moje dzieciaki teraz w szkole mają akcje zbierania na schronisko w legionowie i już tam skarbonki z drobniaków oczyściły :) Musze mocniej "wgryźć" się jak tu wszystko działa to napewno coś dla siebie do zrobienia znajde:)
-
Teraz jestem starsza i mądrzejsza......tak o sobie mysle;) Już niestety jako dziecko miałam okazje być przy usypianiu.....to były moje pieski i nie wyobrażałam sobie aby mnie przy tym nie było. Były chore, albo za wcześnie urodzone i bez szans na przeżycie. łzy były,ale już wtedy zrozumiałam ze to jedyne wyjście. Uff jak wchodze tu na dogo i czytam PwP to mnie skręca .....Podziwiam tych wszystkich którzy im pomagają. Naprawde ogromne serca mają. Jak się już z tym moim uporam, jak badania będą dobre to może jakoś aktywniej się tu włacze w pomoc. Nie miałam pojęcia że coś takiego istnieje bo pewnie już dawno bym tu zawitała.
-
[quote name='lamia2']No to jest problem, tak się może zdarzyć - nie wiem co Ci doradzić :niewiem: :niewiem: dlatego właśnie ja jestem za sterylką i kastracją wszystkiego co chodzi :ghost_2: żeby nie było takich problemów ...[/quote] Mój dylemat rozwiązany bo chyba znalazła się mamka dla wszystkich.......gdyby byl jeden pewnie bym sie nie zastanawiała i choćby na wykarmienie zabrała do domu. trudno kiedyś też muszą się nauczyć że nie wszystko można mieć. Psiul obiecany jest , więc to co realne mają:) A co do kastracji to w 100% popieram. I szlag mnie trafia gdy do ludzi nie dociera ze to jest najlepsze wyjście. Mam w bloku taką sucz już kilkuletnia która własnie ma cieczkę. Wiem ze szczeniorki miała już kilka razy i zastanawia mnie co oni z nimi zrobili....i chyba nie chche wiedziec. Nigdy żadnego nie widziałam.
-
A może mu jajeczka wytniemy :razz: , mój ma wycięte i za dziewczynami się nie ogląda Oj myślałam o tym:) Moj plan był taki żeby wziąsć pieska po sterylce ze schroniska a trafił mi sie typowy samiec z klejnotami:) Pytałam wetki , ale powiedziała że trzyba poczekać bo on się jeszcze nie nadaje do tego. Gdy będzie całkowicie zdrów, nic nam już do leczenia nie zostanie i wagi troszke nabierze to wtedy zrobimy:) Uff toche przerażają mnie koszty takiego zabiegu, małe rozeznanie już robilam i ceny sa astronomiczne. Ale z moja wetką da się dogadać i zapłace na razty . I będzie spokój . A teraz siedze i dzieciaki mnie męczą bo wypatrzyły na forum że poszukiwane sa mamki do wykarmienia szczeniorków. ....mama siedzisz w domku, weź jakiegoś to odkarmimy bo zdechnie......takmi smęcą nad głową. Chyba ich wygonie spać bo się złamie.......:)
-
Ano nie zrobiłam. Niestety nie mam cyfrówki, ale zawsze zgrywam wszystkie fotki na płytke i potem wieksza ilość będzie. Zresztą nie brałam aparatu bo byłam tylko z nim sama bez dzieciaków bo miały szlaban i musiały w domu zostac. Jak kara to kara. A bałam się że moge mieć troche zajęcia z utrzymaniem go z dala od innych psów. Hmm tak idealnie to nie było, kolega odstawił numer i mnie zawstydził:) chyba po chorobie hormony się obudziły i akurat moja noga mu wpadła w oko ........dwa razy dobieral sie w wiadomym celu ale ostudziłam jego zapędy. Uff dobrze że było już ciemnawo:)
-
[quote name='AnkaG']Mam nadzieję, że spacerek się udał.[/quote] Teraz przerwa na kawke i odpoczynek:) A spacerek był super mimo moich lekkich obaw. Wzieliśmy linke 5 metrową, ale zapiełam go na nia dopiero na polach mokotowskich. Oczywiście kaganiez został zdjęty i pierwsze co zrobił psiul to wyszukał kępke ładnej zielonej trawki i zaczął paść się jak cielaczek:) Potem sobie chodziliśmy po trawce, trzymał się blisko nie próbował odbiegać. Jak zwykle o tej porze było tam bardzo dużo piesków i troche się obawiałam jego reakcji jak jakiś podbiegnie. Ale Focus stanął na wysokości zadania i wstydu mi nie narobił:) ładnie witał się z pieskami i nie pokazywał kłów. Nawet troche się rozruszał i robiliśmy sobie małe gonitwy co widać sprawiało mu radość . Tak się rozkręcił że zaczął na mnie skakać co jest dużym osiągnięciem jak na jego dystans okazywany do tej pory. Potem spotkaliśmy sunie rodezjanke ponad dwuletnią i zaczeła sie zabawa. Sunia o wdzięcznym imieniu Elza zaczeła sama skakać wokół niego i zapraszać do zabawy. On ztanął i zgłupiał, nie wiedział czego ona chce....ale kilka szturchańców z jes strony wystarczyło żeby zaczął gonitwe. Musiałam puścić linke bo i ja i właścicielka narażone byśmy były na tarzanko razem z psami. Sunia piekna, wieksza od niego i o tak niesamowitym temperamencie że takich trzech jak on chyba by zamęczyła. Kilka razy dostał mocno w pysk łapą i bałam sie że może się wpieni ale było dobrze:) Sunia taka rozbawiona wystrzeliła w powietrze i cmokneła mnie prosto w czoło:) byam zaskoczona i ledwo co ustalam :) jeszcze chyba dwa razy zarobiłam psim pyskiem w czółko ale siniaka jeszcze nie ma więc nie jest żle:) Pieski szlały dość długo aż zaczeło się lekko ściemniać więc czas było się pożegnać . Trochę się ociągał ale poszedł Królewicz spisał się na medal:) Miałam nawet wrażenie że on bardziej mnie pilnuje niż ja jego:)
-
Długo chorował na zapalenie płuc i dopiero dziś miał pozwolenie od weta na dłuższy spacer. I okazało się że było bez problemów. Pies brykał na lince, nie próbował uciekać, trzymał sie blisko mnie tak jakby pilnował żebym ja mu nie uciekła. Byliśmy na Polach mokotowskich więc piesków było dużo. Trochę się obawiałam bo okazywal agresje każdemu gdy chodzimy na smyczy blisko bloku. A tu zaskoczenie, pies bez kagańca nie warczał, ładnie się witalł z innymi a jak zaczepiła go panna rodezjanka to prawie godzinke szaleli razem. Było pokazywanie kłów, warczenie ale nic grożnego się nie działo. pies był na lince ale puściłam ją luzem bo bałam się że mnie oplącze . Nie uiekał i okazało się że bez kagańca w sród innych zachowuje się bardzo ładnie.
-
No to się własnie wybieramy na dłuższy spacerek, pierwszy od czasu choroby. Specjalnie zakupiłam linke 5m żeby miał troche luzu a nie na krotkiej smyczy. Ciekawa jestem jego reakcji na wiekszą liczbe psów na spacerku bo na Polach Mokotowskich będzie miał na kogo patrzeć:) Jak chodzimy na spacery bądz do lekarza to gdy zobaczy innego psa , staje, macha ogonkiem, stawia uszy....ale gdy pies się zbliża zaczyna warcześ. Nie atakuje, nic innego nie robi ale warczy. Nie bardzo wiem jaki moze byc tego powód, może tak działa na niego krótka smycz, albo to jakieś oznaki chęci dominacji nad innymi. Reaguje tak nie tylko na psy, na suczki też i bez znaczenia jest wielkość psa. Wczoraj wystartował do psa dwa razy większego od siebie , na szczęscie tamten starszy i mądrzejszy więc nie zareagował na zaczepki. Trzeba cos zrobić z tymi zapędami bo na spacerach raczej nie pobawi się z innym psem jeśli będzie się tak zachowywał i niestety może jakiegos sprowokowac i będzie draka i poleje się krew. No nic, idziemy eksperymentować.
-
Ale jak widać samopoczucie mu się poprawia, coraz bardziej śmielszy jest i radosny:) To jest psiak który nie wie co to różne pieszczoszki. Nie umie się przytulić ,okazywać nadmiernej radości,bawić się. Dosłownie nic co może być tylko samą radością. Trzeba go od początku uczyć. Pokazywaam mu wczoraj że jak oprze łapy na kolanach gdy siedze na krześle to wygodniej mi będzie tarmosić go za uszorki i szyje. Dziś córka siedziała przy komputerze a psiul podszedła postawił łapy na kolana i zaczął dopominać sie pieszczot:) Gdy zaczeła go drapać , nie zepchneła to miał takiego puska ucieszonego że aż miło było popatrzeć. I cały czas zerkał na mnie co ja na to:) Pieszczoty sprawiły radość nie tylko córce , bo troche było jej przykro ,że pies tyle już jest i przychodzi tylko do mnie się przytulać. Więc radość obopolna:)
-
No i po wizycie u weta troche jestem zdołowana:( Usłyszałam że nie jest żle ale też nie jest dobrze. Ze jakoś rewelacyjnie to nie wygląda i po takim leczeniu powinny być lepsze efekty. No i ręce mi opadły troche.....ja myślałam że usłysze coś w stylko, że już dużo lepiej, że widać poprawe itp. A tu zimny prysznic :( Kaszel ciągle go męczy, ma takie ataki które mogą trwać nawet godzine bez przerwy. No i katar. Niby nie duży ale uciązliwy. Zapytałam jeszcze o te jego uszydła.......kurdeeee na taki okres brania silnych antybiotyków w końskich dawkach zapalenie w jednym uchu nadal jest. I równie nie miła wadomością było leczenie uszu, że doprowadzenie tego tragiczneg stanu potrwa bardzo długo. Nawet nie można okreslić ile, poprostu bardzo długo i mam się nie spodziewać cudów. Najpierw będzie jeszcze gorzej to byglądać niż teraz a potem powoli zacznie się poprawiać. On ma uszy w strasznym stanie. Sa kosmate i na krawędziach jest coś jakby skorupa na skórze. To takie ni brud ni strupki. Ma to szry kolor. Przy wyczesywaniu tego odchodzi to razem z sierscią:( brrrrrr wygląda to raczej niemiło. A psiul cierpliwy, pozwala zebym tarmosiła mu te uszorki i ciągle smarowała i myła.
-
[quote name='lamia2']No to się uspokoiłam, że historia prawdziwa i nos bez wstydu wycieram. Mnie się taka parka nigdy nie trafiła, albo demolki, albo zazdrość i wściekłość, tylko ja je kocham jak wariatka. A z tym "buchnięciem" to wcale Ci się nie "wydawało" ... :beerchug:[/quote] Parek było kilka, nie takie same.......no i u mnie w domu inne znaczenie miało powiedzenie "żyć jak pies z kotem" :) O tym kiedyś napisze......o wielkiej przyjażni wilka i kota który myślał że jest psem:)
-
A coś na poprawe humoru..... Moja mama nie widziała Wilka wczesniej, słyszała opowieści i tyle. Nie mogla jechać odebrać go ze mną i jechałam z babcią.......wejście do nowego domu niezapomniane.. Lato,gorąco, mama opala się w ogrodzie. Nie wiedziała ze pojechałam z babcią po wilka bo to była nagla sprawa (ale to już inna historia) i z braki laku....psa na wstążce od kwiatka prowadziłam do domu:painting: Mama leżała sobie na kocyku a tu z zakrzaka wychyla sie .....wilk....mama w pisk, kota pod pache ( też sie bestia opalała) i przez okno do domu ...bliżej niż drzwi było:) Ja wołam że to ja z psem, zeby sie nie bała...... wchodze do domu....pies cały czas na "uwięzi" i co widze :crazyeye::crazyeye::crazyeye: W przedpokoju stała stara trzydrzwiowa szafa.....mama w opalaczu siedzi na szafie razem z kotem:diabloti::diabloti::diabloti::diabloti::diabloti:
-
Ja tez ryczałam. A historia prawdziwa, nawet roche okrojona bo pisać by długo...o tym jak to moja parka miała maluchy, jak to tatuś dzieci polnowal:) Jak jedno chorowalo to drugie siedziało obok i nie spało........ Ja też wszystko znosiłam, jeże, gołębie, kurczaczki,króliki..wszystko A często i tak bywało że sama buchnełam komuś bo wydawało mi się że u mnie będzie miał psiak lepiej.........
-
Napisał(a) [B]Tigress[/B] Dodam tylko że psiur nie był zwykły, mieszanka owczarka niemieckiego i prawdziwego dzikiego wilka:smile: Hmm fotek nie posiadam niestety, może gdześ u rodziny przypadkiem się upamiętnił..... To był przypadek że trafił do mnie....mamy koleżanka z pracy miała kogoś w rodzinie leśniczego bądz kogoś kto mieszkał w lesie........nie pamiętam dokładnie bo za mała byłam... Ten ktoś wlasnie miał suczydło owczarka, ponoć rasowego, no i tam były wilki...i jeden sie chyba wyjątkowo zakochał w pannie bo cągle ją odwiedzal az się pjawił jeden maluch. Dziwne że tylko jednego mała. Pół pies pół wilk. Niestety bardziej przypominał wilka i kiedyś zrobiono sobie polowanko na niego. Przypominam soć sobie ze z obawy o suczydło wywieziono ją zęby więcej maluchów z amantem z lasu nie miała. A szczeniak trafił do rodzinki w nwarszawie. Ale natura dawała o soebie znać i pies w mieszkaniu świrował. Był już duży kiedy trafił do mnie bo demolował mieszkanie i bali się nie tyle o mieszkanie co o niego. Koleżanka oddała go mamie bo wiedziała ze ja i tak znajdy zprowadzam i jeden więcej nie zrobi różnicy. Mieszkałam wtedy w domu z ogromnym ogrodem a nie w bloku jak teraz. Pies był suuuuuuuper. Wszyscy się go bali chociąż łagodny był jak owieczka i kochany niesamowicie. Ciągle przez ten jego wygląd nam go kradli ale wracał. Niestety ktoś go otruł bo busił wszytko w okolicy,gołębi, kury,kaczki.....psy i koty.
-
Lamia2 ....wedle życzenia........ Kiedyś dawno dawno temu, za górami .......za lasami...... zaczyna się jak bajka.........bo dla mnie to było jak bajka....... Miałam niewiele ponad 7 lat ?( plus minus kilka miesięcy)...jechaliśmy z wizytą do rodzinki , chyba jakaś wieksza uroczystość , pociągiem. Pociąg podmiejski elektryczny.......któ jeżdził z dworca wilenskiego wie o jakie pociągo chodzi, i nagle....pociąg się zepsuł, no do konca nie jestem tego pewna, ale stanął w szczerym polu. No więc ludzie , jakto ludzie, wyskakiwali żeby zobaczyć co się dzieje ......a wiadomo dzieci pierwsze ciekawskie:) więc ja tez. Skok przez rów, bieg w krzaczki;) i co widze......torba papierowa która piszczy!!!:crazyeye: Ale dzieci przecież nie sa takie strachliwe....więc podeszłam , bo a nuż kaczuszka albo inne stworzonko w potrzebie....a tam puchata kuleczka, w slicznych kolorach brązu patrzy na mnie ogromnymi bursztynowymi oczkami. Pod sweterek szybko żeby malenstwo nie zmarzło i szybko do pociągu bo mnie wołali. Maluch spragniony ciepła szybko usnął i nawet się nie wiercił. Nikt nie zauważył że coś ukrywam pod sweterkiem i ,że jestem jakaś nieforemna:) A ja siedziałam cichutko bo bałam się że mi go zabiorą i to przecież był mój skarb, wielkie odkrycie:) Tak dojechaliśmy do rodzinki....i szczeniorek chyba zgłodniał bo mój sweterek zaczął piszczeć:) Poruszenie ogólne wywołałam bo nikomu nie pozwalałam zobaczyć co to jest, znając moje zapędy domyślano się że coś zwinełam z kurnika albo kotce kociaka:) Po długich namowach ,że bidulek tęski za mamą, że może glodny pozwoliłam zobaczyć skarb. I przy okazji sama dokładnie zobaczyłam co znalazłam. Piekna kluseczka, tłuściutka z dłuższą sierścią i klapniętymi dużymi uszorami. Istne cudo:loveu: Nikt mi nie chciał uwierzyć że go znalazła. Ale najpilniejsze było nakarmienie malucha. Na szczęscie jakiś sąsiad miał karmiącą suke i zanieśliśmy malucha. Cóż o oddaniu nie bło mowy bo im taki cyrk odstawiłam ,że trzeba było wzywać lekarza;) Dla mojego zdrowia doradził zabranie psiaka....... Tak Pikuś trafił do mojego domu i by l tylko moim psem. Spał ze mną w łóżku i kochał mnie nesamowicie i potrafił to okazywać. Nie pozwalał na mnie podnieść głosu bo zaraz warczał i szczekał, nie spuszczał mnie dosłownie z oka. Każdy był dla niego potencjalnym zagrozeniem mojego bezpieczeństwa. Zwykłe zabawy w berka , gdy ktoś mnie klepnął kończyły się dla wszystkich poobgryzanymi nogami, rękami, tam gdzie udalo mu się siegnąć.......tak tygrys bronił swojej pani:) A nadmienie że uroslo z tego piekne długowłose jamniczydło:) Kiedys musiałam zostać dłużej w szkole i nie wróciłam o zwykłej porze . Po powrocie okazało się że mojego pupila nie ma. Nie będe opisywac jaka rozpacz mnie ogarneła. Mieliśmy ine pieski i kotki ale ten był mój!!! Był wyjątkowy. Szukałam go przez wiele dni beż rezultatu, rozpaczałam strasznie aż rodzinka zaczeła się poważnie martwić. I cud......mineło kilka dni i co widze? psiul czeka wiernie pod szołą i wypatruje swojej pani!!! Jaka była radośc ,skakanie, piski,łzy,lizanie,całowanie. Banalne.....tylko ja daleko jeżdziłam do szkoły,nie chodziłam do rejonu ,tylko dojeżdzałam bo akurat babcia pracwała w szkole ,a mama blisko w przedszkolu.Wiec jazda do szkoły to była wyprawa autobusem z przesiadka prawie godzinna. Do szkoły już nie poszłam bo psa pod pache i do mamy.....musieliśmy mieć dla siebie czas na odpowiednie przywitanie:razz: Ale to nie koniec bajki...nie myślcie sobie......to dopiero połowa...... Babcia moja miała urlop i wybrała się w rodzinny objazd.Akurat trasa na której znalazłam Pikusia. Nie wiedziała ze piesek się odnalazł. Tego dnia gdy wróciłam szczęsliwa z psiakiem, wieczorem pojawiła się babcia ....nie sama.....na zwykłym sznurku ciągneła bardzo opornego psiaka. Białe malusieńkie cudo. Itu kolejna niezwykła historaia.... Babcia jadąc posiągiem zobaczyła pana z torbą który podczas jazdy chciał otworzyć drzwi i coś wyrzycić. Zainteresowała się i okazało się ze tym czyś jest torba z młodym pieskiem. Babcia bojowa kobieta ,raban zrobiła i psiaka zabrała. Była to mała suczka , bialusieńka jak mleko, młoda ok roku jak ją pozniej lekarz ocenił. Wiedząc o mojej rozpaczy za Pikusiem zrezygnowała z dalszego urlopu i pędziła do domu żeby mnie pocieszyć :) To też jeszcze ne koniec bo teraz najpiekniejsza część historii..... Smiechu i radości w domu było9 co nie miara:) A psiaki zawierały znajomość. Bardzo szybko się zaprzyjaźniły i przyjaźń przerodziła się w wielką miłość. Takiej u piesków jeszcze nie widziałam. Razem spały,z jednej miski jadły, wszędzie razem.Jedno bez drugiego sie nie ruszało. Pieski były wiele wiele lat razem. No ale niestety wiecznie żyć nie mogły . Ze starości najpierw odeszła Mucha (tak ją nazwaliśmy) A kilka godzin późnej Pikuś .Sądze że z rozpaczy bo tak rozaczliwie wył ze śądze iż pękło mu serduszko. Pieski położyliśmy obok siebie.....raczej ja położyłam bo sama to robiłam, bo były moje . Posadziłam tam potem jablonke którą specjalnie kupił mi ktoś (już nie pamiętam kto) I z tego co wiem nadal tam rośnie . Mimo wielu piesków które miałam te dwa najwięcej miejsc w moim sercu zajmowaly i na zawsze zostaną. Nigdy o nich nie zapomne.... Koniec
-
:roflt::roflt::roflt:suuuuuuuper Moją najwiekszą "niespodzianką" było jak suka i kocica tej samej nocy w łóżku został mamami:) Oczywiście łóżko było moje i własnie w nim spałam.......jedna z jednej strony na poduszce obok a sunia w nogach......pobudke piałam świetną:) Jasne było że miałam wymówke żeby nie iść do szkoły bo trzeba było zająć sie malenstwami Albo rano się budze i co widze.......cała poduszka myszek.....niezywych:crazyeye: Kocica robiła mi takie prezenty.
-
:roflt::roflt:Morisowa,Neris i Ty Lamia 2 powinniście założyć galerie z najwiekszymi wyczynami waszych psów :roflt::roflt::roflt: Ktoś kto będzie miał doła i będzie miał dość swoich psiaków powinien popatrzec na te wyczyny.......i chyba nie dość że nastroj mu się poprawi to wszystko swoim własnym wybaczy:) Siedze i ciągle podziwiam te zdjęcia......bomba
-
:roflt::roflt:O boszeeeeee:roflt::roflt: Chyba ze 100 razy oglądałam wasze zdjęcia. Morisowa tobie należą sie :modla::modla::modla::modla::modla::modla::modla::Rose::Rose::Rose::Rose::Rose: że mój psiul jest idealny i nie zmalował jeszcze nic. Brzuch mnie boli ze smiechu. Najwiekszy wyczyn jednego z moich piesków to było wydostanie się na zewnątrz z zamkniętego mieszkania.......przez podwójnie wzmacniane drewniane drzwi:) wygryzł przez 5 godzin dziure i wyszedł na spacer. Dodam tylko że psiur nie był zwykły, mieszanka owczarka niemieckiego i prawdziwego dzikiego wilka:) Budził postrach w okolicy i ktoś mi go niestety otruł. Ale miałam go 10 lat i zawsze były przygody. .......Pies bał się wystrzałów bo sobie na niego polowanko myśliwi zrobili jak był szczeniakiem i mieszkał w lesie......więc kiedy miał już ok 2 lat nieopatrzanie był w pokoju w sylwestra podczas otwierania szampana...huk....pies suuuuuusssssss i razem z oknem na zwenątrz:) nie mu nie było ale my musieliśmy zabijać okno na dwa dni dopuki szklarz nie przyjdzie:mad: Albo.......kiedyś ja jako wielki miłośnik zwierząt wyprosiłam podczas wizyty na wsi małą kaczuszke. hodowałam ją sobie i bya już dorosła, nik nie miał sumienia jej zabić ,chociaż groźby padały często bo psociła w domu. Wilk odpoczywał sobie w cieniu pod jabłonką gdy jadącemu ulicą autku pękła opona......sekundy trwało jak pies znalazł się w budzie . Niestety była w niej również moja kochana kaczuszka która nie przeżyła tego, bo psina zgniotła ją wpadając do budy. Histori jest tak wiele że pewnie cały dzień mogłabym pisać i nawet części z nich bym nie opisała. Ale zdjęcia nowego wystroju waszych mieszkan sobie zachowam na pamiątke ,żeby się nimi delektować i poprawiać sobie humor:cool3:
-
A ja przed kilkoma minutami dorobiłam się pierwszych szram które były wynikiem niewinnej zabawy z piłeczka :evil_lol: Co prawda nie wygladam jak bruce lee ale są też efektowne:) Psiul rozbrykal sie dziś jak nigdy. Zawsze interesowała go piłeczka, nawet podnosił się do niej ale jakby nie bardzo wiedział co robić, jak się bawić. A dziś jak robiłam zakupy kupiłam mu piłeczke, to znaczy w komplecie było dwie. Jak weszłam do domu kolega już wyczaił ,że jak wracam to zawsze coś mam dla niego ,więc pierwszy "pomagał " mi wypakowywac zakupy. Poza smakołykami dla niego dostał coś co wzbudziło jego ciekawość tylko nie umiła dobrać sie do pudełka. Więc ja ch etna do pomocy otworzyła je i jedna piłeczke dobiłam od podłogi.... piłeczka pieknie się odbiła blisko moich nóg i.......zobaczyłam na poziomie oczu rozdziawiona paszcze.......i wielkie lapska oparte na ramionach. Psina pieknie złapał piłeczke w licie i potem elegancko zjechał po mnie łapami na dywan. No i mam sliczne czerwone pręgi od ramion prawie po kolana :mad: Cudo...dobrze że na opalanko sie nie wybieram:) Ale już wiem ,że kolega gdzies podejżał co się robi z piłeczka:)