Jump to content
Dogomania

socurek

Members
  • Posts

    621
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by socurek

  1. to ja chyba znowu coś spartoliłam... :shake: Mój biega na pełnych żaglach, ile bozia dała pary w rowerku i łapkach... :placz: a to źle? :-( A ja się dziwię, że inne tak mogą godzinami, a mój trzy okrążenia i już zmęczony... Nie wiedziałam, że szybko nie można :roll:
  2. No ja jak zapinam na smycz to dopiero jest tragedia...
  3. Ekspertem nie jestem, bo mój pies nie jest super wychowany, jak można przeczyta z moich postów zresztą, ale wydaje mi się, że psu nie można ustępować. No przynajmniej nie w ważnych kwestiach. Jak mój misiak przychodzi na głaskanko to rzadko mu odmawiam, ale jak np. zaczyna mnie zbyt mocno w zabawie chwyta zębami od razu przybieram ostry, stanowczy ton i kilka szybkich komend, które MUSI wykonać. Potem chwalę i tak kończymy zabawę. Ale jak widzę, że zabawa zaczyna odsłania jego chore ambicje udowodnienia mi, że jest silniejszy to ja mu delikatnie daję do zrozumienia, że niestety ja tu rządzę. Nigdy się przed nim nie cofam, choć zdarzyło mi się kilka razy go przestraszyć. Na początku nawet często mi się to zdarzało. Ale tak czy inaczej staram się egzekwować swoją wolę,
  4. buhahaha... a myślisz że ja jestem jasnowidzem?? :p Mój pies też ma odpały nie wiadomo kiedy :placz: I tak jak Twój odpuszcza kobietom i dzieciom... choc też nie zawsze. Witaj w klubie :drink1: Czasem myślę, że on po prostu jest niedorozwinięty umysłowo...:mad:
  5. To ja się podczepiam pod temat. Mam przesrane ze swoim schroniskowym dobkiem. Nijak go nie mogę oduczyć, że ludzie to nic strasznego. Straszy tylko, to fakt. Jak biega luzem to czasem mu się zdarzy podbiec do kogoś i obszczeka, ale gówniarz szczeka z daleka i spierdżondża. Poza tym łatwo go czymś zają, wtedy olewa wszystko. Natomiast jego agresja się nasila jak jest na smyczy :placz: To jest kurde problem dopiero, bo jak wracam ze spaceru, to lubię, żeby był blisko i żebym sobie go mogła pokontrolowac. A on widocznie wtedy odczuwa dyskomfort, bo normalnie się targa na tej smyczy jak wariat :mad: Pani Mrzewińska może pani napisać jak z grubsza wygląda takie szkolenie? Bo ja się obawiam, że fachowiec chce mi psa uczy siadać i warować, a on to już potrafi, tylko swoich obszczekiwawczych zapędów nie potrafi powstrzymać. Obszczekuje rowerzystów. Pomyślałam, że jak zacznie biegać za rowerem, to mu przejdzie, bo będzie kojarzył rower ze spacerami... Teraz pięknie biega przy rowerku... I obszczekuje innych rowerzystów :shake: Dramat...
  6. Mam identyczną sąsiadkę. Ja podobno zostawiam psa tygodniami samego i wyjeżdżam sobie nie wiadomo gdzie, zostawiając psa głodnego i bez wody. Pies rozpuszczony do granic możliwości, tłuścioch, pieszczoch, śpi na kanapie, ostatnio nawet zakupiłam rower, żeby piesek mógł sobie pobiegać. A poza Krakowem nie byłam od ładnych paru miesięcy i nie dłużej niż na 2 dni :angryy: Też miała by petycja. Też do mnie wypadają z tekstami "ty chamie" itd. Dosyć już tego znosiłam i dosyć ignorowałam. Dosyć ustępowałam z drogi. Teraz się w miarę uspokoiło, ale jeśli to się jeszcze raz powtórzy- but w drzwi i tylko wycedzę przez zęby: MOżE I JESTEM GóWNIARą, ALE NIE PAńSKą CóRECZKą I NIE żYCZę SOBIE TAKICH UWAG. JESZCZE JEDNO OBRAźLIWE SłOWO POD MOIM ADRESEM, A PęDZę SIę wypłakać W RęKAW PROSTO DO DZIELNICOWEGO I ZAPEWNIAM PANA, żE NA PłACZU SIę NIE SKOńCZY! Nie wolno takim ustępować, bo myślą, że mogą sobie ludzi bezkarnie zastraszać. I że w ten sposób w łatwy i przyjemny sposób będą wywierać na nas presję i nami manipulować.
  7. Pies schodzi z łóżka, kanapy czy nawet swojego posłania na najmniejszy mój przejaw takiego postanowienia. Nigdy nie bronił swojej miski, czy swoich zabawek. Co do drzwi, faktycznie jest pobudzony, gdy słyszy, że ktoś stoi pod naszymi drzwiami i próbuje za wszelką cenę zobaczyć kto przyszedł. Nigdy mnie nie próbował ogryźć, choć zdarzają nam się zabawy, kiedy sie zapomni i troszkę mocniej chwyci za rękę, ale nie do krwi, i nie po to, żeby zrobić krzywdę, tylko mocniejsze ugryzienie- on nie ma wyczucia swojej objętości, masy i siły, czasem sie pcha na kolana, czasem zdarza mu się w coś uderzyć- zupełnie jakby nie wiedział gdzie się kończy a gdzie zaczyna. Zauważyłam też dziwne zachowanie w stosunku do gości... najpierw zaczyna napastliwie ich lizać, potem podgryzać jak swoje zabawki... ale tez bez agresji a raczej tak jak swoją kostkę, delikatnie ściska... Podejrzewam, że z nauką przepuszczania mnie w drzwiach nie będzie problemu. Staram się być konsekwentna- raczej mnie słucha. Wiem, że trafił do schroniska znaleziony na ulicy, trudno powiedzieć czy był na łańcuchu...:shake: w stosunku do mnie nigdy nie przejawiał agresji, więc nie boję się pogryzienia...
  8. Martens... ja sama nie wiem co mam robić, bo widzisz mój pies ma odwrotnie. Zazwyczaj jego lęk nasila się, kiedy przypięty jest do smyczy. Wtedy czuje się chyba w jakiś sposób bardziej zagrożony i każdy to dla niego wróg, czy większy pies, czy mniejszy pies, czy człowiek... Wtedy takie ataki zdarzają się naprawdę często, a wygląda to sto razy groźniej jak pies się miota na smyczy ze szczekaniem, niż jak podbiega, obszczekuje, traci zainteresowanie i odchodzi, czy odbiega odwołany. Dlatego oddycham z ulgą jak pokonujemy chodnik na smyczy, spuszczam go w zatłoczonym parku i zaczynamy się bawić. Wtedy nic nie jest w stanie odwrócić jego uwagi. Mija spokojnie zajęty gonitwą za kamyczkami, patyczkami czy czym tam jeszcze co w rękę wpadnie. Tak, że w parku wogóle problem nie istnieje. Jeśli spuszczony kogoś obszczekuje, to tak jak pisałam wcześniej- podbiega i szczeka kilka razy z odległości i wraca do mnie lub mija osobnika po łuku i idzie w swoją stronę. Nie wygląda jakby chciał kogoś pożreć. Ja wiem, że ludzie mają się prawo bać. Ja też się nie czuję komfortowo w takich sytuacjach i nie jestem dumna z takiego zachowania, nie lata mi to koło kręgosłupa. Notrhon będąc na smyczy strasznie długo się wycisza :-( Naprawdę dałabym wszystko, żeby to był spokojny piesek, taki, którego wszyscy mogą pogłaskać. Jak sobie spacerujemy i Northon nie ma zajęcia, to jest zazwyczaj tak, że jak widzi z daleka ze ktoś się zbliża jest spokój. Ale jak ktoś się wyłania z nienacka w zasięgu jego wzroku to znów podnosi raban... W domu to wcielenie łagodności i naprawdę zrównoważony pies. Jest bardzo inteligentny. Gdyby nie ten problem, że lubi sobie poszczekać to byłby pies idealny... Próbowałam metody Fennel, ale wtedy robi się apatyczny. Moim zdaniem świetnie się z psem rozumiemy i pod każdym innym względem jest posłuszny, czasem nawet ubiega komendy. Może naiwna jestem, ale wydaje mi się, że sporo rozumie. Nie wiem jak pies się zapatruje na nasze układy :lol: Nie jestem pewna czy szkolenie odniesie pożądane rezultaty. Siad, waruj, zostań... to już potrafi- ale jak się to ma do naszego problemu? Czy nauka tych komend wniesie coś do naszego problemu? Bo chyba tak wygląda szkolenie...
  9. Wiesz gdybym tak postępowała mogłabym tym psem bez problemu załatwić wszystkie problemy z sąsiadami. A jednak dalej jak oka w głowie pilnuję ich bezpieczeństwa przestrzegając zasad smyczy i kagańca, unikając konfrontacji psa z nimi, czy szukając pomocy. Robię wszystko, co mogę i czuję się usprawiedliwiona.
  10. Również mam zdanie zbliżone do Kate89. Sama mam psa, który nie lubi innych dużych, sobie podobnych psów. Spuszczam go tylko w kagańcu... spuszczam go ze smyczy, ale nigdy z oka. Biega luzem tylko wtedy, kiedy mam pewność, że nic złego mu nie chodzi po głowie :eviltong: Nie pozwoliłabym mu czegość pogryźć czy zagryźć, bez względu na to czy to by był pies, duży czy mały, czy to by był kot, czy ptak, czy mysz... Nie miałabym sumienia patrzyć na to. Ale jak mały pies się naprzykrza, a często zdarza się, że takie gówienka łażą mojemu za tyłkiem a ich właściciele spokojnie podążają w swoim kierunku i nie potrafią ich odwołać, to też mnie coś bierze. Małego psa wypadałoby chociaż nauczyć reagować na swoje imię :shake: Prawda jest taka, że małym kurduplom częściej coś uchodzi na sucho. A mój ostatnio biegał luzem, zamierzył się podejść do jakiegoś psa i samowolnie spróbował przebiec przez ulicę. Nie pozwalam mu biegać po ulicy, więc spanikowana krzyknęłam na niego, a pani z dugiej strony do mnie: "Ty smarkulo, Ty gówniaro!". Zaznaczam, że pies po odwołaniu do mnie wrócił :mad: Normalnie ludzie są przewrażliwieni co do dużych psów. Jak dla mnie każdy pies jest OK, jeśli chodzi pod nadzorem, w kagańcu, na smyczy, czy pod czujnym okiem właściciela.
  11. Widzisz napisałam, że mój pies jest dobrze wychowany, bo w parku jestem tylko ja i on. Czyli jesteśmy zajęci sobą. Ja się staram, żeby miał jak najwięcej ruchu, a on się stara sprostać moim wymaganiom. Natomiast nie mam w zwyczju opie*dalać właścicieli tych wszystkich kundli, które się szwendają bez zajęcia za swoimi pogrążonymi w myślach właścicielami, skaczą na mnie brudnymi, mokrymi łapami, przyczepiają się do mojego psa i łażą mu za tyłkiem, bądź także wyskakują ze szczekaniem. Widzę, że czasem nawet nie reagują na wołanie swoich właścicieli. Często łazi za mną taki spaniel, którego pańcia z połowy parku nie może się dowołać. Ale ja sobie zdaję sprawę z tego, że z psami jest jak z ludźmi- żaden nie jest doskonały. Pies to nie robot. Sąsiadom zapewniam bezpieczeństwo. Uważam się za odpowiedzialną. Pies zawsze nosi kaganiec. Krzywdy nikomu nigdy nie zrobił. A sąsiedzi, coż, to w większości aktorzy bądź histerycy. Nie wierzę, że mój pies już samym spojrzeniem przesyła sygnał, że chce kogoś zabić, a często wystarczy, że się do nich odwróci i popatrzy, a oni już uciekają z krzykiem, że się na nich rzucił. Ponadto nawymyślali sobie, że całymi tygodniami zostawiam go samego bez jedzenia i picia... Brak słów do takich ludzi. Ciekawe skąd się u psa wzięła nadwaga :cool3: Owadek ty się zastanów co mówisz, bo swoimi słowami przekreślasz psy ze schroniska. Uważasz, że im się nie powinno dać szansy? Czy może uważasz, że przy najmniejszym problemie wychowawczym powinno się je ładować do schronu albo od razu usypiać? Bo nie do końca rozumiem co insynuujesz. Poza tym życzę ci sąsiadów, którzy będą cię rozliczać o której wychodzisz z domu i o której wracasz, oraz spekulować na temat twojego zawodu. Ciekawe czy wtedy też będziesz taki wyrozumiały dla znudzonych swoim życiem, pasjonujących się we wzbudzaniu sensacji w cudzym, starszych i nieporadnych osób.
  12. Bywa i tak, że osoby które nie potrafią rozładować swojego napięcia i wyładowują swoją frustrację na psie, przez co pies staje się zalękniony, a potem próbuje się bronić jedyną metodą jaką zna. Kto jest za to obwiniany? Albo kolejny właściciel psa, który robi wszystko żeby wyprostować psychikę psa, albo, co jeszcze gorsze- pies. Założę się, że mimo wszystkich swoich wad mój pies jest bardziej karny niż twój.
  13. Oczywiście. Fakt jest faktem, że władowałam w tego psa już mnóstwo kasy, sąsiedzi mnie nienawidzą- ich agresja jednak nie kieruje się na psa, którego się boją (choć jak wspomniałam zawsze jest pod kontrolą: smycz, kaganiec), ludzie mnie czasem mijają na ulicy i komentują, że wychowałam taką bestię... Ale nic nie zastąpi mi tego, jak czuwa nad moimi snami- zawsze kiedy zasypiam choć na chwilkę musi się do mnie przytulić, potem idzie spać na podłogę. Moje osłupienie nie znało granic, kiedy rzuciła się na niego w parku dwójka rozbrykanych dzieci a on wcale nie zareagował nerwowo, tylko podjął zabawę. Miło się robi, kiedy patrzę jak radośnie bawi się ze swoim nowym kolegą- szczeniakiem amstaffa, jak mu pozwala jeść ze swojej miski i bawić się swoimi kosteczkami. To nie jest pies zabójca. Ma w swoim wychowaniu braki, które nie ja spowodowałam- tylko ludzie nie potrafią tego zrozumieć. Często ich panika jest bezpodstawna, co go prowokuje do, cóż- w jego mniemaniu- obrony. Kiedyś odważniejsza sąsiadka zatrzymała się przy nas, zaczęła do niego przemawiać i wtedy ucichł i spokojnie dał jej się pogłaskać. Boi się mężczyzn- nie wiem dlaczego. Wiele już zrobiłam, żeby zmienić tą sytuację. I mam nadzieję, że w końcu się uda. Bo to nie jest agresja, on nie chce nikogo zabić, nie chce nikomu zrobić krzywdy, nie chce pokazać, że to on rządzi... chce tylko odstraszyć kogoś, kogo się boi... Nie rzuca się na nikogo z zębami, nie uderza nikogo kagańcem... tylko szczeka z pewnej odległości. Chcę pomóc jemu i sobie.
  14. [SIZE=4][COLOR=Red]Witamy ponownie,[/COLOR][/SIZE] ja i mój najkochańszy na świecie pies. Mój futrzak znalazł sobie przyjaciela. Jak było miło popatrzeć jak ta czarna góra futra z lekką nadwagą ucieka przed niepozornym, rozbrykanym, zadziornym szczeniakiem. Aż się łezka w oku zakręciła, jak mój pies- typowy rozpieszczony "jedynak", który broni przed innymi psami swoich kamyczków w parku, bez cienia sprzeciwu oddaje swoje ulubione zabawki małemu... Normalnie instynkt rodzicielski się w nim wyzwolił :cool3: [IMG]http://foto3.m.onet.pl/_m/d5b5ca046a09998fa177e9d90d6786e3,5,19,0.jpg[/IMG] [IMG]http://foto.onet.pl/ax3k3,n4m4cgmm400k,8sgs0,u.html[/IMG][img]http://foto3.m.onet.pl/_m/d5b5ca046a09998fa177e9d90d6786e3,5,19,0.jpg[/img] [img]http://foto3.m.onet.pl/_m/4e28d116ab49d707fc0155d8505cff5f,5,19,0.jpg[/img] [img]http://foto2.m.onet.pl/_m/8724ece35679e1af58c206f9d9c6ab1a,5,19,0.jpg[/img] Oj, piesiu... nie przestaniesz mnie zadziwiać. Jesteś wciąż mym [COLOR=Yellow][B]największym skarbem[/B][/COLOR]... Nie chcę myśleć jak by było, gdyby ciebie nie było!
  15. Tak jak pisałam na innym wątku... trzeba się grubo zastanowić zanim się weźmie psa ze schroniska. Z jednej strony chce się pomóc, z drugiej... po co komu takie problemy. Po co komu problem z psem który się po prostu boi ludzi? Po co komu problem z obszczekiwaniem ludzi, którzy są dla psa potencjalnym zagrożeniem? Lepiej kupić yorka i nie wyciągać go z torebki. To zdecydowanie dużo łatwiejsze i na pewno to będzie mój ostatni pies ze schronu. A jeżeli mój będzie dalej straszył sąsiadów to go po prostu uśpię. I tak nie spełnił moich oczekiwań łagodnego, spokojnego psa. Tyle jest bezdomnych kundli, że trzeba to likwidować, żeby nie zagrażało nikomu. A szczególnie jeśli szczekają na ludzi.
  16. Nie przejmuj się, za to faceci wzbudzają w nim dzikie emocje, pierwotne instynkty i w ogóle wszystko co najgorsze :-/
  17. Sugarr a mój pies właśnie dzieciom folguje. I najszybciej właśnie do dzieci ma zaufanie. Taki jakiś dziwny respekt przed maluchami ma :lol:
  18. Nooo... chyba widzę znaczną poprawę. Wczoraj byliśmy na spacerku, jak zwykle bawiliśmy się w odludnym miejscu i nagle pojawiło się dziecko na rowerze. Northonek próbował je ominąć, ale dziecko jakoś tak wymanewrowało, że objechało wokół niego. Northon się przestraszył i zaczął szczekać, ale ślicznie dał się odwołać. Przepięknie przyszedł do mnie. Myślałam, że uraz do rowerów powróci, ale nie- bardzo ładnie je później ignorował. Teraz z obszczekiwaniem problem jest tylko wtedy, kiedy piesek jest naprawdę przestraszony. Nawet sąsiadów już przestał tak bardzo dręczyć :p Chociaż nadal staram się ich unikać na klatce, to i tak kilka razy zaskoczył ich i mnie... stoickim spokojem. To taki mądry piesek :loveu:
  19. To oznaka dominacji. Przynajmniej tak się naczytałam.
  20. Szczerze mówiąc o psach ze schroniska krąży legenda że są wdzięczne i zapatrzone w człowieka... Biorąc Northona ze schroniska tą właśnie teorią się kierowałam. Ale przyjechałam do schroniska i tam wszystko się rozegrało jakby w spowolnionym tempie. Duży, dorosły pies z taką obojętnością patrzący na wszystko wokół.Spodziewałam się dzikiej radości, że ktoś przyszedł, że wyszedł z klatki... Spotkałam się z apatią. Pies praktycznie nie zwrócił na mnie uwagi. Dyndałam na drugim końcu smyczy jak jakiś balast, coś co się nieopatrznie przyczepiło do niego i tylko zawadza. Nie patrzył na mnie, nie machnął nawet ogonem, nie zwracał na mnie uwagi kiedy do niego mówiłam. Pan w schronisku zapytał, czy się decyduję... powiedziałam, że tak, bo trzymano go właśnie dla mnie 2 tygodnie i jechałam po niego trochę kilometrów (Kraków-Olsztyn) i głupio było tak po prostu się wycofać. Dopiero w domu, w Krakowie, zrozumiałam, że ładnie sobie pograłam. Wszystko ładnie, pięknie, ale przede mną stał obcy pies w kagańcu, którego zdjąć się panicznie bałam... Pocieszałam się, że napewno dam sobie radę w razie ataku... ale nie czarujmy się... to był doberman- nie miałabym szans. Pamiętałam, że pan w schronisku radził na początku chronić twarz. Zamknęłam psa w pokoju, kiedy tam weszłam ponownie okazało się, że uzurpował sobie łóżko. Położyłam się na drugim końcu snując wizję jak to w nocy nieświadomie zarzucam na niego rękę a on mi ją odgryza. Pies popatrzył na mnie spod byka. Wstał... podszedł do mnie... przytulił się do mnie swoim cielskiem, westchnął i usnął. A ja wtedy miałam łzy w oczach. Jezzzzu... jak dobrze, że w swojej głupocie trafiłam na takiego psa, a nie na jakiegoś zabójcę... Teraz z futrem śpimy razem i myślę, że raczej mi nic nie grozi. Kocha mnie bydlę chyba ;)
  21. Jesteśmy, jesteśmy :diabloti: Tylko Northonek nie chce do zdjęć pozować ;) A oto co mi się udało pstryknąć z ukrycia :evil_lol: [COLOR=Red][B]"Nie teraz. Odpoczywam." [IMG]http://foto1.m.onet.pl/_m/fdb0fc0bb918b7a0eb9420e4cba5e86d,5,19,0.jpg[/IMG] "Ale kiedy ja jeszcze wcale nie muszę..." [img]http://foto2.m.onet.pl/_m/f331596c0bc55059744048296ac119ee,5,19,0.jpg[/img] "Gdzie się nie ruszyć- wszędzie paparazzi!" [img]http://foto2.m.onet.pl/_m/f333f5d170f8cc1e1272ec89218b3ea6,5,19,0.jpg[/img] "Być... albo nie być... oto jest pytanie!" [img]http://foto0.m.onet.pl/_m/896fb78b24936156b6812b1c21ab32c0,5,19,0.jpg[/img] [/B][/COLOR]
  22. Nowicjuszka, no widzisz, ja wiem jakiego mam psa, wiem, że ludzie MAJĄ PRAWO SIĘ GO BAĆ. Northon NIGDY nie wychodzi nawet na wieczorne siku o 3:00 w nocy bez kagańca. Na klatce trzymam go przy sobie. Kiedy widzi, że ktoś go ignoruje to mija sąsiadów całkiem spokojnie. My mamy naprawdę bardzo wąską klatkę, a Northuś jest lękliwym psem. Jak widzi że ktoś reaguje nerwowo odpowiada atakiem. Ale nie rzucił się na nikogo, bo JEST NA SMYCZY I W KAGAŃCU. Ja przyjęłam na siebie odpowiedzialność i obowiązek posiadania oczu dookoła głowy na spacerach. Kontroluję każdy jego kontakt z innymi ludźmi i psami. A w Twoim poście nie spodobało mi się to, że napisałaś iż wzmożona uwaga na spacerach jest dla Ciebie nie do przyjęcia. ZAWSZE TRZEBA PILNOWAĆ PSA, bo przekonałam się sama na swoim przykładzie, że nawet jeśli Twój pies jest superzdyscyplinowany zawsze może znaleźć się ktoś, kto ma mniej zdyscyplinowanego pupila. Ostatnio naprzykład przykleił się do nas Astek z zawiązanym kagańcem fizjologicznym pyskiem tak, że obawiałam się że zaraz padnie z niedotlenienia, uciekający przed swoją panią. A pani tak sobie za nim szła nawołując go, pies się trzymał w odległości 10 metrów od niej i miał ją głęboko w poważaniu. No i mój piesek, choć raczej trudno go wyprowadzić z równowagi, bo ignoruje raczej inne psy, wszczął awanturę, bo akurat nie lubi jak mu się inny pies w aporcik wcina. Tyle, że po krótkiej aferze wrócił do panci, a tamten AST jak uciekał, tak uciekał dalej. Tak jak nie podoba mi się to, Nowicjuszko, że piszesz o zagłębianiu się w lektury tematyczne, układaniu długotrwałego planu... a nagle piszesz, że oczekujesz rady co TU I TERAZ. TU I TERAZ zacznij z psem pracować i przekonywać go, że ludzie nie stanowią zagrożenia. Nie pozwalaj ludziom napastować psa swoimi pieszczotami, niech nie próbują nawiązać z nim kontaktu. Daj im smakołyki dla psa i jak przyjdzie na zawołanie niech usiądzie, dostanie smakołyk. Może narazie bez głaskania. Niech ludzie kojarzą mu się z czymś dobrym. No i oczywiście bez gwałtownych ruchów. Ja napewno po pojawieniu się Northonka zapieściłam go. Bo to biedny piesek, musi mu być najlepiej, nie wolno krzyknąć, szarpnąć... Nie wolno tak. To był błąd. Liczenie na to, ze psu to samo przejdzie to też duży błąd. Doradzam stanowczość. Northon doskonale zdaje sobie sprawę z tego, kiedy jestem zdecydowana i nie ma wtedy żartów. Wtedy chodzi jak w zegarku. Oczywiście potrafi też wyczuć kiedy może sobie pozwolić, bo panci nawet krzyknąć się nie będzie chciało :cool3: [quote][B]Dlatego uważam, że obowiązkiem właściciela jest umieć panować nad psem, albo ... zrezygnować z jego posiadania w danych warunkach. Pies może sprawdzać się w warunkach ogrodowych, a niekoniecznie w bloku. Może być do zaakceptowania dla "psiarzy" z krwi i kości, a jednocześnie może też być postrachem dla co wrażliwszych dorosłych, czy też małych dzieci. Nie trzeba cierpieć na paranoję, aby dostać "zawału", kiedy pies znienacka rzuca sie z groźnym szczekiem ; u dzieci może to spowodować negatywne konsekwencje psychiczne na wiele miesięcy. I ani kaganiec, ani smycz nie ma tu nic do rzeczy; te jedynie uchronią przed pogryzieniem[/B][/quote]Więc według Ciebie mam go uśpić czy oddać spowrotem? :lol: Wiesz, z takim nastawieniem, to może faktycznie powinnaś sobie kupić jakiegoś szczeniaka i wychować go tak, jak chcesz. Co wogóle było Twoją motywacją, żeby wziąść psa ze schronu? Bo coś mi się wydaje, że obydwie wykazałyśmy się niemałą naiwnością oczekując pluszowej przytulanki ze schroniska. Jednak takie psy mają za sobą bagaż często nieprzyjemnych doświadczeń... Ale ja jestem w stanie ponieść odpowiedzialność za mojego hultaja i nie przeszkadza mi, że to będzie wymagało dużo pracy z mojej strony. Tobie też radzę się pogodzić z faktem, że nie będzie żadnej nagłej, cudownej przemiany :evil_lol:
  23. Ja mam dobka ze schroniska. Nie widziałam bardziej oddanego psa...
  24. No właśnie. Też mam psa ze schronu i bardzo podobny problem. Chociaż mamy już gigantyczne postępy, a przynajmniej wiemy już jak się pewnych rzeczy nauczyć. Mój Northon to najwspanialszy, najmądrzejszy pies na świecie. Ma w sobie ogromną chęć do pracy i jest bardzo zdyscyplinowany- tj. uwielbia wykonywać komendy. mam go od przeszło pół roku. Przez ten czas nikomu nigdy nie zrobił krzywdy. Na początku wręcz kochał wszystkich.ALE PO OK. 2-3 TYGODNIACH zaczęło się nie wpuszczanie obcych do mieszkania, obszczekiwanie sąsiadów na klatce, ludzi na ulicach, biegaczy i rowerzystów. To najłagodniejszy pies jakiego znam. Mogę z nim zrobić wszystko, wydłubać mu z zębów resztki obiadu, wyczyścić mu nos, uszy, jeść z jego miski, ciągnąć za ogon, opatrywać rany, budzić go o dowolnej porze dnia i nocy, przenosić z miejsca na miejsce... Jest do mnie strasznie przywiązany i wiem, że mnie strasznie kocha. Ale zmierzam do tego, że faktycznie kiedy minął czas zobojętnienia po schronisku zaczął przejawiać swój lęk do obcych agresją. Myślę, że raczej krzywdy nie chce zrobić- prędzej postraszyć, ale moi sąsiedzi mnie nienawidzą i kiedy widzą mnie z psem na klatce to po prostu :roll: Agresję na spacerach rozwiązaliśmy tak, że pies cały czas ma coś do roboty, zero bezczynności i zajmowania się samym sobą. Problem przy wpuszczniu ludzisków do domu rozwiązujemy następująco: "siad" na jego miejscu i zostaje, dopóki nie ma komendy "przywitaj się". Powącha, jak się uspokoi to dostaje smakołyk od kogoś, kto przyszedł. Ze znajomymi problemu raczej nie ma, bo po solidnym obszczekaniu robi się potulny jak baranek. Faktycznie są osoby, którym prędzej ufa niż innym. Ale wciąż nie mogę sobie poradzić z obszczekiwaniem na klatce. Tym bardziej że moje możliwości są ograniczone. Sąsiedzi z reguły jak widzą "rozjuszonego" dobermana to panikują i uciekają... A pies się cieszy- bo dopiął swego. Wstyd mi za niego w takich sytuacjach :oops: Ale kocham tego psa i oddać bym go nie oddała. Co prawda mój przytulas nie jest nieprzewidywalny, ale mam na niego szczególną uwagę w takich sytuacjach. A jak już kogoś pozna, to jest OK. Może to okrutne dla psa, ale myślę, że można by było wprowadzić jakiś okres przystosowania w schroniskach. Tak, żeby ktoś mógł sprawdzić psa po tym, jak się oswoi z nowymi warunkami. Tylko nie bijcie- przecież psy często są na tymczasach? Wtedy potencjalny właściciel mógłby zaobserwować psa i sprawdzić czy sobie z nim da radę. Nie tylko byłyby cenne informacje o psie, ale również o potencjalnym właścicielu- jeśli by mu naprawdę zależało na psie to podjąłby jakieś próby naprawienia jego psychiki i napewno i tak by go nie oddał. A jeśli ktoś sobie ma nie poradzić to... no cóż... po co ma się męczyć i on i pies? Sama po sobie widzę, że oczekiwałam ze schroniska psa, który będzie idealny z wdzięczności za to, że został przygarnięty, ze doceni zaszczyt, jaki go kopnął itd, itp :lol: Dopytałam w schronisku czy łagodny. Miał być łagodny. A potem nagle takie problemy??!!:crazyeye: Tyle, że ja się w tym psie zakochałam i zrobię wszystko żeby go wyprowadzić na prostą. On mi ufa. Ja go nie zawiodę. I jest między nami więź :loveu: Tylko czy ktoś słabszy by się nie poddał w takiej sytuacji??
  25. Sugarr miałam podobny problem i nadal mam z rowerkami i z biegaczami. Rozwiązuję to tak, że mój pies musi się ciągle bawić na spacerku. Ani chwili nudy, kiedy zajmuje się sam sobą i szuka sobie zajęcia. Cały czas bieganie, gonienie, ściganie, przynoszenie, uciekanie, nauka, ćwiczenie, powtarzanie. Jak ma zajęcie to nie zwraca uwagi na nic innego. Problem w tym, że mimo iż obszczekiwanie na spacerkach teraz niezwykle rzadko nam się zdarza to wiem, że nie mogę go sobie ot tak puścić i statycznie czekać aż się wybiega. Muszę mieć jego uwagę cały czas skupioną na sobie. Mam tą pewność, że jak aportuje, to za cholerkę nic go od tego nie odciągnie. Teraz mój pies uczy się wpuszczać nieznajomych do domku. Bardzo nam w tym pomaga komenda "zostań". Idzie to świetnie. Nadal jednak nie mam pomysłu jak przekonać go do ludzi na klatce schodowej. Jeśli ktoś ma cień pomysłu jak sprawić, żeby kojarzył to z czymś naturalnym- chętnie poczytam.
×
×
  • Create New...