Jump to content
Dogomania

socurek

Members
  • Posts

    621
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by socurek

  1. Mój problem jest na dużo mniejszą skalę. Mój pies ignoruje 90% osób na spacerach, zapewniam mu ciągłą zabawę, więc nie zwraca uwagi na nic oprócz mnie. Wtedy rowerzyści i wszyscy inni mają święty spokój i mogą robić co tam sobie chcą. W nocy faktycznie jest gorzej, zwłaszcza, jeśli nie daj Bóg ktoś podejdzie z tyłu. On generalnie obszczekuje tych, których nie widzi i nagle się pojawiają w jego mniemaniu ni stąd ni z owąd. To samo się tyczy wizyt obcych w domu. To nie jest tak, że szczeka do znudzenia i nie daje się ruszyć. Obszczekuje na wejściu, potem sam przynosi zabawki i wręcz narzuca swoje towarzystwo. Czy to znaczy, że skoro tak szybko daje się wciągnąć w zabawę w aportowanie, tak szybko wyzbywa się nieufności do obcych?? Poza tym jeśli kogoś pozna na zewnątrz to spokojnie toleruje jego obecność w domu. Również nigdy nie zrobił nikomu krzywdy, tylko "łapie" za ubranie.
  2. Generalnie nie wiem jak mam przekonać psa, że ludzie nie stanowią zagrożenia. On się ewidentnie boi. Odskakuje, kiedy ktoś wyciąga do niego rękę. Napewno skorzystamy ze szkolenia. Wiem, że spaprałam komendę "do mnie". Biję się w pierś za to. I za to, że czasem nie potrafię zachować zimnej krwi i wpadam w panikę... :shake: Naprawdę sądzicie, że mogłabym tak po prostu olać taki problem? Czuję się fatalnie kiedy tak się zdarza (a tak jak pisałam wcześniej- częściej się zdarza, kiedy pies jest na smyczy). Fatalnie, wobec ludzi, którzy mają się prawo bać obcego psa. Oraz fatalnie, bo wiem, że dla psa to także stresogenna sytuacja. Dziś przyprowadziłam do domu znajomego... oczywiście pies go obszczekał. Kiedy on wyciągnął rękę by pies mógł go obwąchać- pies uciekł z podkulonym ogonem. Nie wiem jaka była przeszłość Northona. Już nigdy się nie dowiem. Ale wiem, że się boi. Czy szkolenie pomoże?
  3. [quote]jesli pies nie przychodzi na komende i nie masz linki czyli kontroli nad psem to w jaki sposob go odwolujesz do siebie?[/quote] Proste. Sprawiam, żeby pies ode mnie nie odchodził. Wtedy nie musi przychodzić, bo już jest. Staję na głowie, żeby jego uwaga cały czas była skupiona na mnie. Wtedy obok nas może się dziać co chce a on i tak nie spojrzy w tamtą stronę. To mój sposób na kontrolę. A kiedy wiem, że coś może go przestraszyć (np. sąsiad) to trzymam na smyczy, daję komendę "siad" i egzekwuję. Czy tak się w końcu nauczy, że sąsiedzi nie stanowią dla niego zagrożenia? Zaproponowano mi gentle leader... ale chyba nie mam na tyle odwagi, żeby pozbyć się ot tak kagańca. Z drugiej strony przez kaganiec ciężko nagradzać smakołykami. Nie wiem, czy to być może, czy to tylko moje pobożne życzenie, ale wydaje mi się, że nawet jeśli chce kogoś obszczekać już dużo łatwiej mi go odwołać. Bardzo szybko zaniechał pogoni rowerzystki (poźną nocą-podkreślam, żeby nie było, że bestię puściłam samopas w miejscu pełnym ludzi) kiedy go przywołałam. Zawołany od razu zawrócił, kiedy już się wypuszczał na jakichś starszych panów. W klatce pięknie przepuścił panią z dzidziusiem, choć bez szczeknięcia się nie obyło, ale posadzony czekał grzecznie aż przejdą. I zadziwiająco spokojnie przepuścił wychodzących z klatki sąsiadów. Na spacerach naprawdę sprawia wrażenie świetnie ułożonego i bezbłędnie wykonuje komendy. Wszystkiego uczyłam go bez linki, zdarzały mu się błędy, a mimo wszystko zostawać przy czynnikach rozpraszających nauczył się w 3 dni :multi:. I naprawdę komenda jest prawie perfect. Czasem zdarzy się, że wypuści się przed zwolnieniem z komendy, ale wtedy szybciutko korygujemy i następne wykonanie jest już super. Pracować z nim jest łatwo (mam to chociaż szczęście), tylko problem w tym, że czasem nie bardzo wiem jak. Są takie chwile, że mam nieodparte wrażenie, że wystarczy mu tylko pokazać o co mi chodzi... ale ja nie potrafię.
  4. Tylko Puli, prawda jest taka, że biorąc psa ze schroniska on już ma jakiś bagaż doświadczeń, swoje przeżycia, swoje lęki... Jestem zdania, że nie można zabierać szansy na miłość psom, które ktoś kiedyś potraktował nieodpowiedzialnie. Nie wyobrażam sobie życia bez tego psa i tak jak piszę na naszym fotoblogu- każdy powrót do domu ma jakiś sens, bo on na mnie nie może się doczekać. Wszyscy tu na mnie najeżdżają, jakbym co najmniej specjalnie go uczyła, żeby się rzucał w pogoni za rowerzystami, żeby szczuć nim sąsiadów na klatce. Jakbym zupełnie bagatelizowała problem. Wzięłam dobermana, bo to najpiękniejszy pies w całym wszechświecie, marzyłam o nim do dziecka. Mam silny charakter- myślałam, że sobie poradzę. Wcześniej miałam podobnego psa. Nie widziałam wtedy żadnych przeciwskazań. Przez dwa miesiące Northon do wszystkich się łasił. Był spokojny, raczej obojętny na wszystko. Nie wykazywał ani agresji... ani entuzjazmu. Problemy się zaczęły dopiero później, więc nawet regularnie odwiedzając schronisko nie można "poznać" psa, bo tam są po prostu inne. Ale nadal jestem wdzięczna, że los połączył ze mną tego psa, bo naprawdę go kocham i Bóg mi świadkiem, że kieruję się tylko i wyłącznie jego dobrem. Northonowi wystarczy kilka powtórzeń, by zrozumieć za co dokładnie jest nagradzany. Uczy się w piorunującym tempie. Rozumie naprawdę bardzo dużo. Widać, że ktoś z nim wcześniej coś robił... zna niektóre komendy bardzo dobrze. Ale ma też idiotyczne nawyki, a ja nie jestem zawodowym szkoleniowcem. I mam prawo popełniać błędy. Tak zresztą jak i on. Będę go uczyć tak, jak poradziła Pani Mrzewińska, jeśli chodzi o rowery. Resztę mam nadzieję sprostuje szkolenie. Wcześniej rzucał się jak szalony na wszystkich sąsiadów... teraz dostaje komendę "siad" i świetnie się do niej stosuje. Siedzi dopóki sąsiedzi nie przejdą. Tak samo jest na spacerach- kiedy aportuje lub wykonuje komendy naprawdę ok 30 cm obok niego przechodzą psy, luzie, dzieci, przejeżdżają rowerzyści... a on grzecznie zostaje i czeka na zwolnienie z komendy. I mam 99% pewności, że się nie ruszy. 100% pewności, że nikomu nie zrobi krzywdy. Więc po co mu linka, skoro go zostawiam w miejscu, on się cieszy że wykonuje komendę i ani z tego miejsca drgnie, ja się cieszę, bo jest skupiony na wykonaniu zadania i ani myśli biegać i szczekać?? Jeśli chodzi o przychodzenie na komendę to jeszcze nie zaczęliśmy się uczyć. Wiem, że to podstawa, ale obawiam się że spaprałam komendę i muszę wymyślić coś nowego. Rozważam użycie klikera, ale chciałabym najpierw skontaktować się ze szkoleniowcem. Za tydzień lub za dwa zaczynamy tresurę. Hania... nie zrażaj się do psów ze schroniska, bo może jest z nimi więcej problemów... ale faktycznie są wierniesze i wdzięczniejsze. Na spacerach Northon trzyma się mnie i pilnuje, żeby się nie zgubić. Cudownie było obserwować jak się powoli zmienia, jak nabiera zaufania, jak zaczyna się przywiązywać. Może cudownie mieć wymarzonego szczeniaka, ale jeszcze cudowniej jest zbudować więź z psem, którego się wcześniej nie znało...... Zyskałam cudownego przyjaciela! Pozdrawiam!
  5. Nie rozumiem jak możesz pisać że nie wychowuję swojego psa, skoro napisałam, że mamy GIGANTYCZNE POSTĘPY. Jak na dwa miesiące ćwiczeń to myślę, że zrobiliśmy naprawdę baaardzo dużo. Problem już praktycznie nie występuje- to też napisałam kilka razy. Napisałam też, że jeżeli chodzi o rowerzystów to też z problemem walczę. Prosiłam raczej o metodę na odwrażliwienie psa na czynniki wywołujące w nim takie nie inne odruchy. I przepraszam, ale jedyną konkretną radą jaką usłyszałam to jak Pani Mrzewińska zobojętniała psa na rowery i do tego się stosuję. Po cholerę mam ciągać psa na lince, skoro wykonuje moje komendy??!! To, że czasem o godz 01:00 w nocy puszczam psa w kagańcu w zupełnie już wyludnionym parku i naprawdę sporadycznie nawinie się jakiś rowerzysta, którego (coraz z mniejszym zapałem już) obszczeka Northon to już chyba nie podlega pod karę śmierci, chociaż może się mylę, jak co do wszystkiego najwyraźniej! I NAPISAŁAM, że każdy spacer to dla Northona CIĘŻKA PRACA. Ani na chwilę nie pozostaje bez zajęcia. Ćwiczymy z psem cały czas nowe rzeczy. Zrobiło się ciepło i idziemy na szkolenie, nie dlatego, że jest niezdyscyplinowany, tylko dlatego, że LUBI. Napisz mi tylko skąd wysnułaś wniosek, że nie pracuję sama z psem. Naprawdę tak wynika z tego wątku?? Każdy ma chyba kryzysy, upadki. Więc gwoli wytłumaczenia- na początku wątku owszem, żaliłam się. A teraz się chwalę, bo odkryłam w psie pasję pracy i od tamtej pory nauczył się tak wiele, że doprawdy nie wiem, czy którykolwiek pies by się tego nauczył... to chyba najinteligentniejszy pies z jakim miałam do czynienia, więc mam się czym chwalić
  6. Nie. Pies coraz ładniej daje się odwołać. Jego wybryki są coraz rzadsze. Myślę, że już wkrótce będzie tak, jak tego chcę. Pozostało nam tylko doszlifowanie komend na szkoleniu- zaczynamy od przyszłego tygodnia.
  7. Muuka... umiesz czytać czy tak tylko wpadłaś?? Przeczytaj cały wątek zanim weźmiesz udział w dyskusji. Szukam rozwiązania radząc się i hodowców, i behawiorystów, i szkoleniowców, i forumowiczów. I ćwiczę z nim do upadłego. I mamy gigantyczne postępy. I idziemy na szkolenie. Co widzisz w tym karygodnego????? Lekkomyślnego????? Co miesiąc wydaję na tego psa więcej niż na siebie, żeby rozwiązać ten idiotyczny problem, więc podejrzewam, że gdyby każdy był na tyle beztroski jak ja i włożył tyle zaangażowania, nerwów i pieniędzy w wychowanie swojego psa co ja, to napewno mniej tych burków byłoby teraz w schronach. Chciałam pomóc temu psu, dać mu dach nad głową. Oczekiwałam łagodnego, nieszkodliwego, bezproblemowego zwierza. Prawda jest taka, że nie mam doświadczenia w radzeniu sobie z takimi problemami. Dostałam psa lękliwego, z bagażem doświadczeń, dla którego jedyną reakcją jaką zna na strach jest atak. Sąsiedzi mnie nienawidzą, cały czas podkładają mi świnie. Kiedy wychodzę z psem na spacer pół godziny patrzę przez wizjer czy przypadkiem nie natknę się na któregoś z nich, bo pies narobi na klatce hałasu, a nie daj Boże jeszcze kogoś wystraszy. Pół mojej wypłaty oddaję bez mrugnięcia okiem na porady u fachowców. Nie jednego, kilku naraz. Mimo to nie zdecydowałam się oddać go z powrotem lub po prostu wypieprzyć na ulicę (jak to się często zdarza), bo kocham tego psa. Może tak zamiast krytykować nie znając sytuacji powiedziałabyś co jeszcze mogę zrobić??!! Zrobiłam już tyle, że chętnie spróbuję twojej dobrej rady. Czego oczekujesz? Mam przepraszać, że żyję??!!
  8. Zazwyczaj kiedy wydaję psu komendę "zostaw" Northon jest na zwykłej smyczy. Pilnuję go kiedy mamy sytuacje zagrożenia. Tak jak wcześniej pisałam- takich sytuacji jest więcej, kiedy idzie na smyczy i mu się nudzi. Poza tym podstawowe posłuszeństwo będziemy już wkrótce ćwiczyć na szkoleniu. Kiedy jest skupiony na pogoni za patykami i na wykonywaniu komend, o dziwo nie zwraca w zupełności uwagi ani na ludzi, ani na rowerzystów, ani na psy, więc nie mam potrzeby odwoływania, skoro nie odbiega. Może w takim razie ktoś zasugeruje jak wybiegać dobermana na smyczy tak, żeby nie zastać demolki po 9 godzinach nieobecności w domu? :p
  9. No właśnie... kurcze, znowu mam kryzys wiary... Zachowanie Northona na porannych spacerach w parku jest naprawdę dobre. Ostatnio uczynił spore postępy i coraz intensywniej myślę by mu zafundować taką wspaniałą przyjemność jak szkolenie. O tak, szkolenie byłoby dla niego naprawdę wspaniałym sposobem spożytkowania jego energii. Kiedy go uczę nowych rzeczy widzę w jego spojrzeniu ten entuzjazm, to radosne pytanie: "Tak? Tak? Tak dobrze? Tak miałem zrobić?". Zadziwiające jak szybko przychodzi mu zrozumienie, czego od niego oczekuję. Nigdy wcześniej nie spotkałam się z takim psem. Jest doskonały... Ale metoda którą sobie wybrałam na oduczanie go szczekania na ludzi i rowerzystów chyba nie przynosi efektu :-( To właśnie odwracanie uwagi. Ćwiczymy tak już dobry miesiąc... nie wiem... może to za krótko? Ale dziś jak go minął rowerzysta, to tyle go widziałam...ze 50 metrów go gonił i szczekał, i żadne odwołanie nie pomogło. W parku jak rzucamy patyczkami jest super, rowerzyści nas mijają, piszczące dzieci nas mijają, staruszkowie z laskami nas mijają i nic... A tu na chwilę go spuścić z oka i taki numer :shake: Zastosujemy jak najprędzej metodę Pani Zofii, jak tylko znajdę rowerzystę-ryzykanta-pozoranta. Ale to, co mnie naprawdę martwi to odczulanie na ludzisków. Bo tak jak pisałam- nie ma żadnych prawidłowości w "ofiarach", które sobie wybiera. Macie jakieś konstruktywne pomysły na to, jak mozna go spróbować zsocjalizować i udowodnić mu, że nikt mu nie zagraża??
  10. No to na pewno będziesz za nią bardzo tęsknić. Ale tym większa będzie radość po powrocie ;)
  11. :placz::placz::placz: czemu dopiero w lipcu??? :-( :-( :-(
  12. Maja wreszcie trafiłam do Twojej galerii...:lol: a Ty teraz właśnie przerwę sobie robisz?? Doxa jest baaaardzo fotogeniczna, więc nie przestawaj jej pstrykać fotek! Z taką maskotką ciężko się rozstać. Wiem, bo u mamusi zostawiłam moją małą kundlisię. Podobno ona strasznie za mną tęskni, a ja przez Norusia rzadko raczej jeżdżę do mamusi :-( Jak pojechałam do niej na święta i to maleństwo mnie polizało tym swoim malutkim, mięciutkim jęzorkiem, to tak zaczęłam beczeć, że do wieczora nie mogłam przestać... Tak mnie wzruszyła psinka... Życie bez psa jest jak kawa bez Cremony... :eviltong: Zabieraj Doxę ze sobą...
  13. Rinuś, kocham go niewyobrażalnie. Nawet sobie nie wyobrażam, że mogłoby go teraz nie być. Po ciężkim dniu pracy zawsze sobie myślę w autobusie: "Jezzzu... ale wyściskam ten mój kawał futra!". Przyznaję, że mam z nim niemałe problemy i całkiem spore wydatki... ale jaka to przyjemność kupić mu klikerek, kosteczkę, obróżkę, smyczunię, wyszukaną adresówkę... Jaka radość nauczyć futro czegoś nowego... Ja i futro jesteśmy praktycznie nierozłączni. A najbardziej to lubimy sobie poleżeć przytuleni. A co do snu.... :evil_lol: Futro zasypia w pozycji embrionalnej całkowicie wtopione we mnie. Może w parku jest groźnym postrachem, ale dla panci Northonek jest takim dużym pluszowym misiem, co go to i za uszka można wytarmosić i się wyprzytulać strasznie... Tak, na każdym kroku czuję, że miłość tego psa jest wielka. Serce się ściska, kiedy widzę jak na spacerze przybiega do mnie taaaki rozradowany, kłapciuszki po sobie, ogonek merda i szczenięca radość w oczkach. Jest całkowicie oddany. Zresztą... co mu się dziwić- mną też całkowicie zawładnął! Dobraliśmy się jak w korcu maku! [SIZE=4]Oto na to niezbity dowód:[/SIZE] [img]http://foto2.m.onet.pl/_m/0a388fcd145681b62b91b26c2fd01606,5,19,0.jpg[/img] [img]http://foto1.m.onet.pl/_m/8daf3750ba95b5f8f6e42ca6623b0e3d,5,19,0.jpg[/img] [B][SIZE=3][COLOR=Red]Pozdrawiamy wszystkich, którzy nas oglądają... i przesyłamy pozytywną energię![/COLOR][/SIZE][/B]
  14. [img]http://foto2.m.onet.pl/_m/1d6fddf5401afd878a3b423cab7e2fe2,5,19,0.jpg[/img]
  15. Będę szukać... Mój pies to w ogóle straszny niejadek...:placz: już nie wiem jak prosić, żeby coś wsunął... Przenoszę sią do wątku dla niejadków!!:shake:
  16. [quote][COLOR=Magenta]Natomiast jezdzacych na rowerze chlopcow na boisku przed blokiem uprzejmie poprosilam, aby pare razy porobili najrozmaitsze wyczyny na rowerze obok mnie i mojego warujacego psa. [/COLOR][/quote] Wykorzystujemy komendę siad-zostań. Każę psu usiąść i zostać, kiedy zbliża się do nas obiekt zainteresowania psa. Oczywiście cały czas go sowicie i wylewnie chwalę, z racji tego, że jedzonko nie skutkuje u nas niestety jako nagroda, bo nie budzi zainteresowania Northonka. Tak więc szlifujemy komendę "zostań". Teraz próbujemy przy czynnikach rozpraszających. A tak nam idzie: [img]http://foto3.m.onet.pl/_m/1b33a9f71c10b1fd567465c6439eb40f,5,19,0.jpg[/img] Obecnie mój psiak jest jedynym w parku, który ma jakieś zajęcie na spacerze. Aportowanie patyków, ćwiczenie komend. Ani przez chwilę nie szwenda się bez opieki, nadzoru. Jest coraz lepiej. Jestem z niego dumna! :eviltong: Mam to szczęście, ze praca sprawia mu dziką radość.
  17. Mój mały piesku... czasem próbuję sobie wyobrazić ciebie, jak byłeś małym, nieporadnym szczeniorkiem. Pewnie byłeś śliczny. Chciałabym zobaczyć ciebie jako małą, owłosioną kulkę... potem jeszcze z długimi usiami... a potem zobaczyć twojego poprzedniego człowieka... jak cię traktował? jak go kochałeś? Jesteś moim małym skarbem... moim najkochańszym, najwierniejszym przyjacielem... moim szczęściem... moim światem... Ty mnie będziesz bronić. Ja cię będę bronić. Nie pozwolę nikomu wyrządzić ci krzywdy. Zobaczysz, że teraz będziesz miał cudowne życie... ...bo cię kocham piesku... [img]http://foto2.m.onet.pl/_m/8ac8e19d7550b9415faebff6860ef30a,5,19,0.jpg[/img]
  18. Dziękuję za radę. Napewno się zastosuję. Prosiłabym jeszcze o jedną radę. Niestety do tej pory nie wiem jak powinnam skarcić psa za obszczekiwanie... Nakrzyczeć na niego? Szarpać go na smyczy? Jak dać mu do zrozumienia że to zachowanie jest niepożądane? Szkoleniowiec radzi obrożę zaciskową.
  19. Tak... dobermanek jest mój :fadein: Odkąd mamy spokojne wejścia do domu skończyło się włażenie na kolana i molestowanie o pieszczoty. I już się nie mogę doczekać następnego spotkania :eviltong:
  20. To nie są "bzdurne usprawiedliwienia" mojego psa! Tak samo obstaję przy obonie mojego psa, jak do was dziwnie nie może dotrzeć, że pracuję nad rozwiązaniem problemu i to bardzo intensywnie. "Socurek, czy możesz nam wytłumaczyć, dlaczego ciągle szukasz bzdurnych usprawiedliwień i wymówek, zamiast zająć się racjonalnym rozwiązaniem problemu braku kontroli nad swoim psem?" bez sensu wogóle. " Juz Ci to napisano kilka razy." Yhyyy... [COLOR=Red]"Szukam rozwiązania problemów." "Spotkaliśmy się nawet ze szkoleniowcem, który wytknął mi kilka błędów i udzielił paru wskazówek." "szukam pomocy. I nie przestaję. Napewno pójdziemy na szkolenie" " Staram się go nauczyć, że obszczekiwanie jest złe." "ale napisałam już, że nad tym pracuję" "szukam kogoś, kto pomoże mi go lepiej zrozumieć" "Oczywiście, że pracuję z pieskiem" "staram się pracować nad jego wadami" "Napisałam że z nim pracuję, że czyni postępy" "Na szkolenie się wybieramy, a narazie korzystamy z pomocy Feronki" "Nie jestem idiotką, rozumiem, że powinnam pracować nad psem" [COLOR=Black]Ja też chyba już coś napisałam kilka razy. To, że założyłam temat pod tytułem: "jakie są konsekwencje ...?" ograniczyło was, widzę, do postrzegania mnie jako lekkomyślnej kretynki, która szczuje psem i zastrasza całe miasto. Sytuacja z rowerzystą gwoli bezsensownego wyjaśniania czegokolwiek i usprawiedliwiania mojego nieokrzesanego, morderczego psa, który wszystkim się przecież rzuca do gardła, była następująca: mimo iż był to park, z którego może skorzystać każdy porządny i nieporządny obywatel pieszo i na rowerze, byłam w miejscu odludnym. Środek parku jest zalesiony i od czasu do czasu chodzą tam psiarze. Do parku prowadzi wąwóz o podłożu gliniastym. Stałam na jednym z brzegów wąwozu i bawiłam się z morderczym psem w rzucanie patyczków. Pies- morderca, niestety był już zbyt wyczerpany nie tylko by mordować, ale również by przejawiać oznaki niezdyscyplinowania. Wtedy pojawił się rowerzysta w kombinezonie gumowo-pancernym na rowerze marki "góral" i zajął miejsce na drugim brzegu wąwozu. Pies- zabójca (jeszcze niedoszły) zignorował obecność intruza. Właścicielka psa błędnie oceniła sytuację "byłam tu pierwsza, niech spada". Jednakowoż w trosce o zdrowie psa i w rzadkim przypływie odpowiedzialności i logicznego myślenia z domieszką przewidywalności pies- morderca został odwołany słowami "Northon! Northon!" Niezdyscyplinowany, niekarny pies- agresor nieobliczalnie przyszedł. Właścicielka psa-mordercy przykucnęła w odległości +/- 30 cm od psa i zajęła psa elementem podłoża gliniastego. Właścicielka psa przyznaje wykazać się nieodpowiedzialnością, ignorancją i niedoedukowaniem w postaci złego obliczenia trajektorii jazdy i drogi hamowania rowerzysty. Poszkodowany rowerzysta nieomal rozglizdał psa- mordercę. Morderczy pies po otrząśnięciu się z pierwszego szoku wykazał niezwykle agresywne zachowanie w postaci szczekania. Kolejnym przejawem nieodpowiedzialności właścicielki (i tu się serio biję w piersi) było nieukaranie psa (wyszłam z pierwszego szoku trochę później niż pies). Właścicielka wraz z szczekającym nadal psem- hannibal'em opuściła miejsce zajścia. A pytałam co by było jakbyśmy z psem stali odwróceni miejscami a rowerzysta nieopatrznie by uderzył we mnie i mnie zabił, albo co najmniej posłał na wyciąg na kilka miesięcy, bo zaczęłam się po waszych postach serio zastanawiać, czy przypadkiem nie powinnam go w takiej sytuacji przeprosić i nie posłać mu ze szpitala czeku na nowy rower. Pisanie na tym wątku jest dla mnie bez sensu, bo wy chcecie mnie uważać za ignorantkę, którą nie dostrzega problemu i nie próbuje mu przeciwdziałać i żaden mój argument tego nie zmieni. Znaleźliście po prostu kozła ofiarnego i ten wątek to trochę jak polowanie na czarownice. Mam problem z psem- to fakt. Ale zachowanie mojego psa na ogół jest bez zarzutów, a to, co robi to właściwie niedociągnięcia, które niebawem sprostuję na tresurze indywidualnej, mam nadzieję. Faktycznie, bez tresury się nie obejdzie. I nie dlatego, że mój pies stanowi zagrożenie... tylko dlatego, że te niedociągnięcia czasem mnie wyprowadzają z równowagi. Dobermany to takie psy, które wszystko lubią robić po swojemu, a dla mojego zwrot "dobry piesek" oznacza, że wykonał komendę i może olać. Niedoobry! Dlatego skoryguję to na szkoleniu. Yyyy... w tym wątku czuję się niezupełnie fair w stosunku do P. Mrzewińskiej. Post: [COLOR=Magenta]"[/COLOR][/COLOR][/COLOR][COLOR=Magenta]Poniewaz nie sprawia mi przyjemnosci widok pedzacego w strone mojego psa roweru, schodze na taki widok w miejsce, gdzie nie da sie rowerem wjechac. Bo wiem, ze gdybym w obecnosci jakiegokolwiek psa podniosla glos na rowerzyste, czy agresywnie zwracala mu uwage - naturalna reakcja kazdego zwierzecia bylby albo strach, albo agresja wywodzaca sie ze strachu. Jako efekt mojej reakcji. Natomiast jezdzacych na rowerze chlopcow na boisku przed blokiem uprzejmie poprosilam, aby pare razy porobili najrozmaitsze wyczyny na rowerze obok mnie i mojego warujacego psa. I jezdzili na jednym kole, skakali, zeskakiwali tuz obok z roweru. A pies w tym czasie karmiony byl smakolami. I zobojetnilam, podajac smakolyki, psa na wyczyny mijajacych mnie rowerzystow. W efekcie ci akurat chlopcy z mojego bloku widzac mnie z psem czesto zatrzymuja sie i pytaja czy moga poglaskac. Moga, pies jest calkowicie zobojetniony na widok roweru, tak jak na widok samochodow mijajacych nas na ulicy. Nie musze tych rowerzystow darzyc szalona sympatia, nie musze okreslac ich jako debili. Jestem im wdzieczna, ze pomogli mi w zobojetnianiu zwierzecia. A na widok innych, trenujacych jezdzenie na gorskim rowerze w Lasku Wolskim - schodze tam, gdzie nie jezdza" [COLOR=Black]napewno wiele wniesie do nauki mojego psa. Do tej pory myślałam, że odwracanie uwagi mojego psa to zobojętnianie, ale zdała mi pani sprawę z tego, ze on nie bardzo wiedział, że go zobojętniam, a co dopiero na co go zobojętniam. Gdyby Pani jeszcze była taka łaskawa mi doradzić jak mogę go zobojętniać na ludzi, skoro obszczekuje naprawdę niewielki procent przechodniów mijających nas. To nie jest tak, ze ucieka, żeby kogoś obszczekać. Tych ludzi praktycznie nic nie łączy, poza tym, ze są to w 99% mężczyźni. Najczęściej z laskami. Ludzie, którzy wyłaniają się zza zakrętu oraz ci w wąskiej klatce schodowej. To się zdarza naprawdę rzadko. Są niewielkie prawidłowości. Kiedy jest zajęty nie zwraca na nich uwagi. Czy uważa Pani, że rowerowe spacery z psem mogą zmienić sytuację z rowerzystami?? [/COLOR] [/COLOR]
  21. Odwróćmy sytuację... A gdyby wjechał na mnie, połamał mi nogi i wylądowałabym w szpitalu. Czy też miałabym przejść na tym do porządku dziennego? Spójrzmy prawdzie w oczy nie wszędzie można TAK jeżdzić...
  22. Z całym szcunkiem, koleś który się rozpędza maksymalnie rowerem i przychodzi, zeby skakać z tym rowerem po wąwozie, który też jest miejscem publicznym, chodzą po nim właściciele psów i małe dzieci tam biegają jest odpowiedzialniejszy zapewne od osoby z psem skupionym na zabawie i nie zainteresowanym niczym innym poza patykiem... Proszę... litości!! Kto mógłby zrobić dajmy na to przebiegającemu dziecku krzywde? Aportujący pies czy rozpędzony rower? Wątpię, czy rozpędzony na pięknym rowerze inteligentny i odpowiedzialny pan w ślicznym czerwonym kombinezoniku byłby w stanie wyhamować przed takim dzieckiem, skoro ledwo zahamował przed moim psem kilkadziesiąt metrów dalej! To już zakrawa na debilomanię, pani Mrzewińska. I jakby kto pytał, to nie ja jestem winna drugiej wojnie światowej, bo wychodzi na to, że jestem tu najbardziej nieodpowiedzialną i ignorancką osobą, co jest kompletną bzdurą. Nie mam nic przeciwko krytyce, jeżeli jest konstruktywna. Nie jestem idiotką, rozumiem, że powinnam pracować nad psem i napisałam, że teraz problem występuje już praktycznie tylko, kiedy mnie nie ma przy psie. Wybieramy się na szkolenie. Szukam rozwiązania problemów. Wybaczy pani, nie widzę nic nieodpowiedzialnego w swoim zachowaniu. Każdy mijający mnie potencjalnie pies jest mniej pilnowany i zdyscyplinowany od mojego. Z racji tego, ze zdaje sobie sprawe jaki jest problem z Norkiem nie spuszczam z niego oczu ani na chwilę i ani na chwilę nie pozostaje on bez zajęcia. Więc słowa tu napisane są dla mnie mocno krzywdzące. Nie mam zamiary przepraszać nikogo za to, że żyję. [B]"Wlascicielka psa uwaza, ze w publicznym terenie ludzie, ktorzy tez maja prawo z tego terenu korzystac - to balwany i debile, ubliza im w swoich wypowiedziach bez wahania, wlascicielka uwaza, ze inni ludzie maja ograniczac swoje prawa, chocby prawo do zalozenia dowolnego kombinezonu na rower, bo jej pies bedzie mial problem." [/B]To chyba duża generalizacja. Nie uważa pani, pani Mrzewińska, że pani domniemania poszły odrobinę za daleko? Nie uważam każdego staruszka, który mnie mija za debila, nie uważam za debila przebiegających koło nas dzieci, czy nawet przejeżdżających koło nas rowerzystów za debili. Ani psiarzy, którzy obok nas spacerują. Ani żadnych innych form życia nie uważam za debili. Tak jak nie uważałam na początku za debila tego kretyna w kombinezonie, bo myślałam, że skoro na horyzoncie jest pies i ja, czyli jakby nie było dwie potencjalne ofiary wypadku, które mogą nieświadomie wejść mu pod koła po prostu zaniecha swoich wyczynów. Mógł zrobić krzywdę mnie, mógł zrobić krzywdę mojemu psu, do czego omal nie doszło. Może pani, pani Mrzewińska, sprawia przyjemność adrenalina, jaka się wyzwala na widok pędzącego na pani psa roweru. Może pani wtedy sprawdzić skuteczność odwołania na przerażonym zwierzęciu. Ale ja mam zamiar opier*alać debili skaczących mi przed nosem, żeby mój pies wiedział, że nie każdy rowerzysta tak jak tamten IDIOTA stanowi zagrożenie. I zapewniam panią, że problem nie leżał bynajmniej w kombinezonie. Źle pani chyba zrozumiała.
  23. Kati, ja swoją kotkę karmiłam buteleczką, gąbeczkom przemywałam jej oczka i czubkiem paluszka masowałam brzuchal. Mała ssała mi rękaw, jakbym była jej mamusią. Dorosła, usamodzielniła się... i nie w głowie jej było wracać po pieszczoty. Taka z niej indywidualistka. Dlatego moim okiem w głowie jest psiur:lol: Pozdrawiam
  24. Radziłam się szkoleniowca, ale szkoleniowiec nie widzi Norka we wszystkich sytuacjach. TAK JAK WCZEŚNIEJ PISAŁAM: przechodzimy przez cały park i jeśli daję mu perspektywę zabawy, olewa biegaczy, rowerzystów, psy duże i małe, ludzi starych i młodych. Ale nie mogę go na 2 minuty zostawić przed sklepem, bo obszczekuje wszystkich, którzy się zbliżą. To, co dotychczas robię to zabawianie go w sytuacjach zagrożenia... Nie chcę odwracać jego uwagi od tego wszystkiego, tylko sprawić, żeby było mu to obojętne. Ma ktoś jakieś rady? Northon jest z reguły przyjazny ludziom... a właściwie ich omija. W autobusach wszyscy go głaskają. Na szkolenie się wybieramy, a narazie korzystamy z pomocy Feronki. Co do rowerów, to kiedyś były mu obojętne. Raz na spacerze jak zwykle rzucałam mu patyk, stałam na jednym końcu wąwozu i rzucałam patyk na drugą stronę. I przyjechał sobie jakiś bałwan wystrojony w idiotyczny kombinezon, rozpędził się i przejechał z zawrotną prędkością tuż obok nie spodziewającego się niczego Northusia. Od tamtej pory jest problem. Jak widać można być najlepszym właścicielem, a i tak jakiś debil może popsuć psa. "Ćwicz na znajomych, jeśli się zgodzą-na pewno są jeszcze tacy, których Twój pies nie zna." Oczywiście. I wszystkich uprzedzam, że mam agresywnego psa. Ale kiedy Northon ich poznaje na zewnątrz to chętnie ich wpuszcza do domu. Znajomi nie uważają go za killera, przeciwnie, mówią, że z moich opowieści spodziewali się czegoś innego. BeataG chciałabym, żebyś zobaczyła, jakie zagrożenie stwarza mój pies. Groźny, to on jest tylko kiedy ma wiatry.
  25. Wiesz Gasnik, branie psa ze schronu to jak kupowanie kota w worku. Zaznaczyłam przy adopcji, że poszukuję psa łagodnego, zsocjalizowanego, bo ma to być pies do bloku a poza tym nie miałam doświadczenia w jakiejkolwiek pracy nad psem. Ale prawda jest taka, ze chyba raczej nie można w schonie sprawdzić każdego psa. A dogomaniacy, którzy pomagają i angażują się w adopcje napewno przyznają mi rację, ze czasem prawdziwy charakter psa wychodzi po kilku miesiącach. Psy do schroniska najczęściej trafiają z dwóch powodów: albo ktoś nie radzi sobie z wychowaniem, albo po prostu traci zainteresowanie. Mój pies jest naprawdę fascynujący i zaskakuje mnie każdego dnia. Każdego dnia też przywiązujemy się do siebie coraz bardziej. Nie bardzo zrozumiałam tekst: "może po prostu nie powinnaś mieć takiego psa, jeśli nawet na smyczy i w kagańcu nie potrafisz go kontrolować". A właściwie zrozumiałam go jako sugestię pozbycia się "problemu". Ale Northon nie jest moją zabawką, tylko moim oczkiem w głowie. I staram się pracować nad jego wadami, a oddać go napewno nie oddam! Kociokwik: pies powinien umieć zostawać. I myślę, że doszukujecie się we wszystkim co robię błędów. Napisałam że z nim pracuję, że czyni postępy. Gasnik, ale nigdzie nie napisałam, ze nie wykorzystuję tego, ze mogę skupić jego uwagę na sobie. Cokolwiek nie robię robię błąd :roll: To moze zacznę się okładać biczem??
×
×
  • Create New...