ma_ruda
Members-
Posts
1566 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by ma_ruda
-
kredka, wiem, że to marne pocieszenie, ale szczepienie nie chroni w 100% przed zachorowaniem na parvo. Wiele lat temu podobnie straciłam swoją sunię. Miała 6 miesięcy. Była szczepiona. Do weterynarza poszłam, kiedy jedynym niepokojacym mnie objawem był brak apetytu. Lekarz uspokajał wtedy, że nic się nie dzieje, podał tylko jakiś zastrzyk (nie wiem jaki) tak profilaktycznie. Groźne objawy pojawiły sie nastepnego dnia. Kiedy dotarła do lecznicy już było za późno. W nocy Kamy nie było. A szczegółów nie potrafię do dzisiaj wspominać na głos. Bardzo Ci współczuję. Lucy biega już po zielonych łąkach i tam na pewno jest szczęśliwa. Tobie życzę, zeby z czasem udało Ci się pogodzić z tym, że nie możesz się cieszyć jej radością tutaj.
-
Radziłabym, gdyby pan się jeszcze odezwał powiedzieć wprost, że ta wersja wydarzeń, którą przedstawiła Pani B. jest niewiarygodna i zaproponować żeby zapoznał się ze szczegółami "dochodzenia" na dogo. A jeżeli pani rzeczywiście ma problemy zdrowotne to nie dlatego, że przyjechał Xantuś, którego przecież oczekiwała.
-
[quote name='erka'] No cóż , coraz bardziej przestaję wierzyć w tą jej wersję, chociaż przyznam, że nie podejrzewałam jej o taki numer. W długich rozmowach tel. opowiedziała prawie pół życiorysu, nie wydawała mi się do tego zdolna. Wyślę do p.Beaty sms, sądzę,że mimo poważnego stanu, będzie jednak mogłą go odczytać :cool3:. [/quote] Ciągle o tym myślę, że coś w tej "układance" nie pasuje. Przecież oprócz Twojego Erko pozytywnego wrażenia po rozmowach z Panią jest jeszcze bezsporny fakt, że zdecydowała sie na adopcję psa o którym wiedziała, że nie jest okazem zdrowia. To chyba świadczy o jej wrażliwości , dobrym sercu i szczerych intencjach? Może więc na to co sie stało miał wpływ ktoś od kogo Pani jest jakoś zależna- np. ten małomówny Pan, który teraz jest jej "rzecznikiem"? Moze dostała od tego kogoś ultimatum, że musi natychmiast pozbyć sie psa, bo..... I stąd ten pośpiech i potem "zawał serca". Bo przecież, jak chyba sama wcześniej pisałaś, bardziej wiarygodnie brzmiałaby alergia:cool3:, tylko że nie tłumaczyłaby konieczności natychmiastowego pozbycia sie psa. Ale to tylko gdybanie i jak było naprawdę wie najlepiej Pani Beata, która teraz pewnie nie ma odwagi, żeby o tym rozmawiać. Gdyby była możliwość kontaktu poprzez e-mail, to może łatwiej byłoby uzyskać jakieś wyjasnienie? [QUOTE] Xantusiowi u mnie w domu bardzo sie podobało, ale na tej działce, na której był wcześniej kilka dni też czuje sie dobrze, obwąchał wszystkie kąty, cały czas macha ogonem i uśmiecha sie:lol:. [/QUOTE] To jest najlepsza strona tej historii:lol:- nie wydaje się, żeby Xantuś pragnął byc warszawiakiem, pewnie nawet nie ma pojęcia, że lepiej byłoby mu we własnym domku. Jemu jest dobrze tu gdzie jest, więc z jego punktu widzenia mogłoby tak zostać na zawsze. Ale miejmy nadzieję, że wkrótce się przekona, że jednak najlepiej być kochanym, rozpieszczanym pieskiem kanapowym;). [QUOTE] Skoro badania przeprowadzane w klinice przez p.Beatę można między bajki włożyć, będziemy musiały zrobić to u nas. Mnie matwi to,że Xant mimo tego,że ma doskonały apetyt nie przybiera na wadze, dalej mu znać wszystkie kosteczki. A przeceiż oprócz wczorajszego dnia już od jakiegoś czasu jest b.dobrze karmiony [/QUOTE] To rzeczywiscie jest niepokojące:-(
-
Ja też dopuszczam taką mozliwość, że to wszystko prawda, chociaż wydaje się takie nieprawdopodobne. Myślę, że sama gdybym znlazła się w takiej sytuacji mogłoby sie to zakończyć zawałem serca:cool3:- najpierw stres związany z oczekiwaniem na psa, potem taka straszna diagnoza, za chwilę ucieczka psa i w dodatku poczucie podwójnej odpowiedzialności: za zwierzaka no i przed dogomaniakami, potem poszukiwania w nocy, rano napięcie w pracy, bo jest wiadomość, że pies się odnalazł ale kobieta nie może po niego natychmiast pojechać. No więc jeżeli rzeczywiście tak było to Pani należą się nasze przeprosiny i wsparcie. Własciwie tylko z tego powodu chciałabym wiedzieć jak było naprawdę
-
[quote name='erka']Chyba był robiony rtg, ale nie weim dokładnie, bo to byłą krótka i nerwowa rozmowa z panią Beatą wtedy, jak Xant uciekł. Nie wiem tylko, czy są te wyniki badań na papierze.[/quote] Nie sądzę, żeby był robiony rtg- o ile wiem wymaga narkozy?:cool3: Moze USG? Ale jeżeli rzeczywiście to tym bardziej byłoby dobrze, gdyby były wyniki, żeby nie narażać Xantusia na ponowne badania a jego opiekunów na zbędne koszty:oops:
-
[quote name='irysek']mi ta sprawa cos smierdzi. z tego co mialam kontakt z psiakiem to raczej byl delikatny itd. nie wierze, ze mogl pocagnac tak mocno, zeby wyrwac to gruba smycz z reki, dobrze lezala w rece i mi by sie nigdy nie wyrwal. a z drugiej strony, czemu pani za nim nie pobiegla? nie wygladala na leciwa... nie chce jej osadzac, ale wydaje mi sie, ze tak jej bylo wygodnie. po tym jak sie dowiedziala o chorobie.a najlepsze jest to, ze wet ocenil psiaka tak bez badan itd. zagadkowe!?[/quote] Pisałam kilka stron wcześniej o tej zdumiewajacej, błyskawicznej diagnozie. To w tej całej historii wydaje mi sie najbardziej...podejrzane ale jednoczesnie moim zdaniem warte wyjaśnienia. Nie po to, żeby prowadzić dochodzenie tylko ze względu na Xantusia. Pomijam już ewentualne leczenie ale taka informacja o stanie jego zdrowia i prognoza co do do długości zycia (3 miesiące:-() może mieć chyba wpływ na poszukiwanie nowego, odpowiedniego domu? Czy byłoby mozliwe uzyskanie bliższych informacji na ten temat z lecznicy, w której była ta Pani? (lekarz, jak zrozumiałam, jest juz na urlopie, ale może zapisał coś w karcie Xantusia)
-
[quote name='Zmysł']No to ładnie. Ja zazwyczaj ufam ludziom, ale ta sytuacja od początku była jakaś dziwna[/quote] No właśnie- ja też raczej nie jestem podejrzliwa, ale pierwszy raz miałam wątpliwości, gdy przeczytałam o wizycie u weterynarza i "wyroku" o 3 miesiacach życia. Zdziwiłam się, że tak szybko lekarz postawił taką diagnozę:cool3:. Zwracam na to uwagę, bo może mieć to znaczenie przy poszukiwaniu nowego domku dla Xantusia- taka informacja na pewno tego nie ułatwi. Być może, że wszystkie dalsze wydarzenia, które budzą wątpliwości tu właśnie maja swoje źródło? Pani pewnie nie była przygotowana opiekę nad tak chorym psem wtedy gdy decydowała się na adpocję? Bo przyznam, ze chociaż długo starałam się wierzyć, że wszystko przebiegało tak jak to opisywaliście, to teraz nie potrafię jakoś w to uwierzyć. No a jeżeli jednak... i Pani teraz rzeczywiście jest w szpitalu, to wydaje mi się, że tym bardziej nie można liczyć, że odbierze wkrótce Xantusia. Osoba po zawale serca na pewno nie będzie mogła zapewnić mu opieki jakiej wymaga.
-
Lisek bezdomny od 20 lat - Odszedl za Tęczowy Most <">
ma_ruda replied to azzie5's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Zosiu, jestem Ci wdzięczna za to co zrobiłaś dla Liska. Podziwiam Twoją odwagę. Wiele osób, które rozpaczają po odejściu swoich zwierzęcych przyjaciól mówi " nigdy wiecej nie chce tego przeżywać". Sama, kiedy pożegnałam na zawsze moją Punię, wiedziałam że jeszcze kiedyś bedę musiała to przeżyć, ale też, ze to "kiedyś" to wiele wiele lat. Dlatego myślałam o adopcji wyłącznie młodego psa. Teraz troche się wsydzę tego swojego egoistycznego lęku. Ale historia Liska może nam wszystkim dodać odwagi. -
Dobrze, że juz wróciłaś do nas:multi:. Wracaj szybciutko do zdrowia. Wszystko musi być dobrze.
-
4 sierpnia- 23 miesiące; trudno mi uwierzyć, że to już prawie 2 lata. Tym bardziej, że pamiętam doskonale tamten sierpień. Był bardziej upalny niż teraz. Dla Puni bardzo męczący. Starałam sie ją oszczędzać ale momo wszystko wyciągałam ją na spacery, bo wydawało mi się, że powinna się poruszać (myślałam przecież, że ma tylko chore stawy). Jeszcze kilka dni wcześniej potrafiła wyjść sama po schodach ale w sierpniu już musiałam ją wynosić na górę. Pamietam takie sierpniowe upalne popołudnie kiedy pojechałysmy na działkę do znajomych. Punia leżała sobie tam w cieniu a kiedy późnym wieczorem wróciłyśmy do domu...sama wybiegła, tak jak dawniej kiedy była zdrowa. Tak bardzo mnie to wtedy ucieszyło. Niestety już nigdy później nie powtórzyła tego wyczynu. I jeszcze jedno wspomnienie z tamtych wakacji- kilka razy byłyśmy nad wodą. Punia bez oporu wchodziła do wody i stała tak przez dłuższy czas...Byłam tym chyba trochę zdziwiona, bo jeszcze niedawno nie dawała się na to namówić. Ale wtedy nie przyszło mi przez myśl, że może chłodna woda koi jej ból. Nie miałam przecież pojęcia, że jej kiepska kondycja spowodowana jest ciężką chorobą. Kolejne nietypowe zachowanie też na działce poza miastem, kiedy zauważyłam, że zjada ziemię. Potem, już w domu, zauważyłam że wyjada ziemię z doniczki fikusa. Tym razem uznałam, że to niepokojący objaw i następnego dnia poszłam do weterynarza. Uznał, że to może wynik niedoboru witamin, minerałów. Powinnam wtedy zastanowić się skąd te niedobory? Przecież Punia do końca miała dobry apetyt, nigdy nie karmiłam jej "byle czym" i dotychczas nie wydawało się, żeby jej czegoś brakowało. Była zdrowa! I następny obraz: znowu działka (ta "od ziemi"). Wtedy jeszcze nie wiem, że jesteśmy tam po raz ostatni nie tylko tego lata...nie wiedziałam, że za dwa dni nie będziemy juz nigdy razem. To tam się źle poczuła. To był sobotni wieczór. W niedzielę było wyraźnie gorzej. Wizyta w całodobowej "obcej" klinice wterynaryjnej i ......diagnoza, w którą nie chciałam uwierzyć. W poniedziałek Punia odeszła za Tęczowy Most. W tym roku po raz pierwszy od tamtego czasu odważyłam się pojechać na tę działkę. Oczywiście z Fraszką. Starałam się nie myśleć o tym....ale nie potrafiłam. Prześladowała mnie myśl, że może to tam Punia zjadła coś co spowodowało taki gwałtowny rozwój choroby? bałam się, że teraz to samo może spotkać Fraszkę. Jeszcz wieczorem przeżywałam lęk, kiedy przygotowywałam Fraszce kolację- bałam się, że nie zechce jeść, tak jak wtedy Punia. Na szczęście miska po chwili była pusta. A dzisiaj znowu miałam ten sen- Punia się zgubiła, ja spanikowana szukałam jej. Byłam zrozpaczona ale wierzyłam, że ją znajdę. Zanim to się stało obudziłam się i od razu wiedziałam...nie ma już Puni.
-
Chmurko.... za szybko poszłas do Nieba :(....
ma_ruda replied to brazowa1's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Może nie powinnam sie tu odzywać, bo przecież nie mogę pomóc Balbince:-(, ale zapytam z ciekawośći o to co już ktoś tu dawno pytał: Czy Balbina ma swój wątek? Z tematu i działu wynika, że to wątek Chmurki, która jest za Tęczowym Mostem :cool3: -
KRAKOW Perfidne szczeniaki od Perfi i c24rnego juz maja domki :)
ma_ruda replied to Perfi's topic in Już w nowym domu
Są już wyniki badań Timby? -
Chłapowo jest tuż za Władysławowem (dokładnie za Władysławowem Cetniewem, a jeszcze dokładniej zaczyna się zaraz za ogrodzeniem wspomnianego Centrum Przygotowań Olimpijskich- i tam jest pierwsze "chłapowskie" zejście na plażę, bardzo wygodne bo wąwozem, bez schodów). Władysławowo jest dość rozległe, więc trudno mi podać odległość ale myślę że z każdego miejsca można dojść do Chłapowa - (spacerkiem max. 30 minut)
-
We Władysławowie chyba wszystkie wejścia na plażę mają zakaz dla psów. Wyjatkiem jest (było?) zejście przy Centrum Przygotowań Olimpijskich. A za Centrum to już Chłapowo i tam nie było dotychczas problemów z wejściem piesków. Poza tym plaża we Władysławowie jest zwykle potwornie zatłoczona więc pobyt z psem jest raczej uciążliwy.
-
KRAKOW Perfidne szczeniaki od Perfi i c24rnego juz maja domki :)
ma_ruda replied to Perfi's topic in Już w nowym domu
Dzisiaj sfotografowałam Fraszkę "za miastem" tzn. na działce znajomych. Niestety nie dość że jakość zdjęcia jak widać to i tak bez większego znaczenia- nie jestem w stanie "złapać" jej w ciekawszej pozycji, bo rzadko się ode mnie oddala na odległość powyżej metra:cool3: [IMG]http://img395.imageshack.us/img395/1503/fraszkafp7.jpg[/IMG] -
KRAKOW Perfidne szczeniaki od Perfi i c24rnego juz maja domki :)
ma_ruda replied to Perfi's topic in Już w nowym domu
[quote name='Lavaa']Timba jest kochana ale niestety coś zaczyna się dziać z jej zdrowiem - czasami ma ataki kaszlu i osłuchowo cos dzieje się w sercu i mamy na dniach badanie EKG - już mi ciarki przechodzą na myśl że to cos groznego - nawet nie mogę wyobrazić sobie stratę jej. Jest bardzo zżyta z Polą i jak by Ona sobie bez niej poradziła? :shake:[/quote] Tak się ucieszyłam, że jest wiadomość o Timbie a tu takie zmartwienie:shake:. Serce Fraszki też osłuchowo było "podejrzane" tylko że jeszcze przed badaniem EKG 2 wetów uspokajało, że to prawdopodobnie arytmia oddechowa, która jest normalna u psa (ale chyba nie każdy pies ją ma:niewiem:). Może więc Timba to odziedziczyła? Tylko ten kaszel...:-( Badanie EKG robiłam Fraszce po pierwszym ataku padaczkowym. Ataki wciąż jej się zdarzają, z różną częstotliwością (ostatni miała miesiąc temu) [B]Lavaa napisz koniecznie jak będą wyniki badania EKG Timby. Ja na razie trzymam kciuki, żeby wszystko było ok[/B]:bigok: -
Dziś odszedł nasz najkochańszy przyjaciel - Kaper
ma_ruda replied to beatazak's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Bardzo Ci współczuję i nie wiem co doradzić. Ale jeżeli psy wychodzą poza swój teren i są agresywne a sąsiad nie reaguje na Twoje uwagi, to może jednak powinnaś powiadomić policję:niewiem: -
-
Dinusiu... Zawsze będę o tobie pamietać... :(
ma_ruda replied to Dinka's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
-
Szajbus, brakuje nam Ciebie. mam nadzieje, ze szybko wrócisz do Psoni i do naszych piesków, które też na pewno tęsknią za Tobą.