Jump to content
Dogomania

ma_ruda

Members
  • Posts

    1566
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by ma_ruda

  1. Jak "się zmieniła" ta sytuacja? Skoro "niestety" tzn ze stało sie coś złego? Znowu straciła? zmieniła? dom? :-(
  2. Mateusz, nie odważe się udzielać Ci rady, żebyś szybko wybrał następcę Diany, bo nie wiem czy jestes na to gotowy. Ale przyznam, ze bardzo bym tego chciała. Wierzę, ze kiedyś jakiś czworonozny szczęsciarz znajdzie u Ciebie wspaniały domek;), chociaż wiem, że nie bedzie mógł zastąpić Dianki.
  3. Szczęściarz z tego Dżekiego- znalazł taki wspaniały domek:multi:. Rzeczywiscie podobny do Perełki.
  4. Po raz kolejny próbuję cos napisać i naprawdę nie potrafię znaleźć słów, które nie byłyby tylko...słowami. Teraz tez nie znajduję. Moge jedynie dołączyć ze swoją wiarą, że będzie dobrze.
  5. Ja ich nie rozrózniam:oops:. Czy Balbina to ta roześmiana mordka?
  6. Codziennie zagladam na "Tęczowy Most". Sama nie wiem dlaczego to robię. Te wizyty zwykle mnie rozstrajają. Wspólczuję tym, którzy właśnie teraz musieli rozstać sie ze swoimi kochanymi zwierzakami, bo przecież tak dobrze pamiętam swoją rozpacz. Ale najsmutniejsze są te historie, kiedy przejście za Tęczowy Most uwalnia od strasznych cierpień zadanych przez okrutnych ludzi. Mam nadzieję, że tam za Tęczowym Mostem nie pamiętają tego co je tu spotkało.
  7. Wspólczuję. Kiedy czytałam o tym jak odeszła Dianka wróciły znowu moje wspomnienia sprzed dwóch lat, kiedy pożegnała swoja Punię.Mnie też zaskoczyła diagnoza o ogromnym guzie w jamie brzusznej:-(, miałam tak samo mało czasu na decyzję jak pomóc Puni- dokładnie jeden dzień. Prognoza co do powodzenia operacji była "pomyślniejsza" o 8% :-( (20% szans że operacja sie uda. Ja zdecydowałam sie na zabieg ale bardziej dla siebie niz dla Puni- nie miałam odwagi podjąc tej ostatecznej decyzji. Nie wiem, czy Punia obudziłaby się po operacji. Okazało sie, ze nie udało sie usunąć guza (był na sledzionie ale podobno powrastał w inne narządy). Do dzisiaj nie potrafie zrozumieć jak to mozliwe, ze stało sie to tak szybko. Dwa dni wcześniej Punia wydawała się zdrowa a przynajmniej "prawie zdrowa" Miała 14 lat i 4 miesiące. Moze teraz oprowadza Diankę po zielonych łąkach?
  8. Jestem tak wstrząsnięta ta historią, że chyba nie potrafie przeczytać jej ze zrozumieniem. Ktoś pisał, że piesek miał "porządną obróżkę i obrożę przeciwpchelną" co miałoby swiadczyć o tym że ktoś o niego dbał? Nie sądzę, zeby to byli ci ludzie, u których go znaleziono w takim stanie. On prawdopodobnie komuś zaginął. Może komuś kto właśnie o niego dbał, kochał i bezskutecznie poszukiwał. Jeżeli tak było to trudno mi sobie wyobrazić co czułby teraz, gdyby dowiedział się o losach swojego ulubieńca? Tej starszej kobiety nie chcę potępiać. Możliwe, że nie umiała pomóc temu psu. Może była przekonana, że mu pomaga, bo karmi, okrywa kocykiem........ Po co ona czy jej syn go przygarnęli? Przecież chyba nie dlatego żeby przyglądać się jego cierpieniu? Mam nadzieje, ze piesek nie tylko juz nie cierpi za Tęczowym Mostem ale, że nie pamięta o swoim cierpieniu:-(
  9. Właśnie dlatego jestem pewna, że nie ma obaw, że ten ktoś na kogo czekamy będzie miał .. alergię albo słabe serce lub inne nieprzewidziane dolegliwości. Wystarczy dobre serce. Żeby tylko ktoś taki się znalazł:cool3:.
  10. Myśle, że jeżeli znajdzie sie ktoś kto zdecyduje sie dać domek Balbince to na pewno bedzie to KTOŚ, kto bedzie przygotowany na wszelkie problemy jakie mogą się pojawić. Balbinka to jednak nie york ani golden i z pewnościa nie zainteresuje kogoś kto potrzebuje psa-maskotki.
  11. Nie wiem jak to "technicznie" wyglada, ale wydaje mi sie, że można pieskowi założyć jego własny profil a później porozsyłac "zaproszenia" do wybranych osób np. zamieszkałych w okolicy albo (to chyba byłoby skuteczniejsze) wybrać osoby z grup znajomych w profilach typu "miłosnicy psów", wielbiciele kundelków" itp.
  12. śledzę wątek ale nie pamiętam czy był tu juz pomysł ogłaszania suni na naszej klasie? Nie wiem czy ta forma jest skuteczna ale może warto spróbować?
  13. No to jeszcze raz dla porównania: "dzisiejsza" i "dawna":lol:: [IMG]http://images34.fotosik.pl/365/1ccdd7479d8d42a9.jpg[/IMG] [URL="http://javascript%3cb%3e%3c/b%3E:show_zoom_galeria()"][IMG]http://portal.animalia.pl/zdjecia_oglo/med/_10109_1180875293.jpg[/IMG][/URL]
  14. Czy to jest "dawna" Essi. Szukałam jej starych zdjęc żeby porównać, ale na pierwszych stronach watku nie wyświetlaja się (dalej nie szukałam) a to znalazłam na stronie animalia.pl [URL="http://javascript<b></b>:show_zoom_galeria()"][IMG]http://portal.animalia.pl/zdjecia_oglo/med/_10109_1180875293.jpg[/IMG][/URL]
  15. Oczywiście wiem, że nie mogą się tam czuc jak w raju:-(. Próbowałam się tylko pocieszać, że chociaż trochę przystosowały sie do tych okropnych warunków. Niestety nie są w tym "pieskim" życiu odosobnione. Pomijam tysiące psów w schroniskach. Obawiam się, że znacznie więcej jest takich, które niby maja swoje domy, ale te "domy" to buda, brudna miska z odpadkami, łańcuch i ludzie, którym nawet nie przychodzi do głowy, że pies potrzebuje kontaktu człowiekiem. Nie wiedzą nawet co to są spacery. Wiem, że to co piszę jest oczywiste i że można byłoby dopisać jeszcze długą listę "psich nieszczęść". Tylko tak jak wszyscy cieszymy się z każdego odmienionego psiego losu, wtedy gdy udaje się znaleźć własny dom, tak teraz informacja, że Balbina i Mars jakoś sobie radzą odrobine uspokaja. Bo do radości to jeszcze daleko. Obawiam się, że masz rację, ze szansa na dom dla nich jest znikoma. Chociaż cuda się przecież zdarzają:cool3:
  16. Rzeczywiście wzruszająca jest ta przyjaźń Balbinki i Marsa- może nie czuja sie tam tak samotni jak sobie to wyobrażamy. W koncu od ludzi nie zaznali wiele dobrego, wiec nie maja za czym tęsknić:-(
  17. Tak to Fraszka jest w avatarku:loveu:. Jest u mnie już prawie dwa lata. Kiedy ja adoptowałam nie wiedziałam, ze jest chora. Ze wstydem przyznam, że nie jestem na 100% pewna czy gdybym wiedziała zdecydowałabym sie na tę adopcję. Prawdopodobnie tak, bo przecież wiedziałam, ze padaczka to nie jest wyrok a ja poszukiwałam właśnie psa 'w potrzebie". Tylko, ze wtedy byłam bezposrednio po stracie swojej Puni i obsesyjnie bałam się kolejnego rozstania. Teraz być moze kocham ją jeszcze bardziej właśnie dlatego, ze jest chora. Ale moje lęki pozostały:-( A czy Fraszka jest ofiara cywilizacji? Nie wiem. Możliwe jednak, że jest ofiarą człowieka. Wydaje mi sie bardzo prawdopodobne, ze moze miec padaczke pourazową. Sunia zachowuje sie tak jakby była bita. Mimo, ze od dwóch lat nie tylko nikt jej nie uderzył ale nawet nie podniósł głosu ona nadal kuli sie albo ucieka kiedy na przykład coś upadnie. Tak samo reaguje na każdy gwałtowny ruch. Jest wciąż bardzo nieufna wobec obcych.
  18. Wczoraj martwiłam sie o Krakersa a kilka godzin później moja Fraszka miała atak:-(. Za każdym razem próbuję powiązać jej ataki z jakimiś czynnikami zewnętrznymi- tym razem mogłaby to byc fatalna pogoda. Ale przecież nie zawsze przy złej pogodzie wystepuja napady.Poza tym właśnie minęło ok. 6 tygodni od ostatniego, więc to jest ta " średnia częstotliwość". Jodyna chyba jest toksyczna, wiec mozliwe że to właśnie była przyczyna ataku Krakersa. W każdym razie wydaje mi sie, ze teraz pozostaje czekać czy pojawi się następny. Miejmy nadzieję, że nie. No a gdyby? Pocieszające jest, że z psy z padaczką często zyją wiele lat a pomiędzy atakami zwykle normalnie funkcjonują.
  19. Moja Fraszka miała atak dzisiaj w nocy:-(. Znowu po ok. 6 tygodniach dlatego nie wiem czy moge go przypisać tej fatalnej pogodzie? Dzisiaj też była w nienajlepszym humorku. Cały czas kiedy przygotowywałam się do wyjścia do pracy wylegiwała się na moim fotelu (normalnie ma taki zwyczaj raczej wieczorem) i taka ją zostawiłam, gdy wychodziłam. Ale wcale się nie dziwię- sama gdybym mogła najchetniej dzisiaj nie ruszałabym się z miejsca.
  20. Tu są podstawowe informacje na temat padaczki. http://www.vetserwis.pl/padaczka.html Z tego artykułu wynika, to co wczesniej pisałam, że miedzy innymi zatrucie może być przyczyną drgawek.
  21. Ataki padaczkowe mogą być objawem róznych schorzeń a badanie krwi może ewentualnie naprowadzic na przyczynę. Ale nie bede sie wymądrzać:cool3: bo sama też nie robiłam mojej suni badań, poza EKG po pierwszym ataku. EKG zrobiłam dlatego, że jej ataki nie przebiegaja tak typowo jak w padaczce i było podejrzenie, ze moze maja związek z wadą serca. Natomiast zastanawiam sie czy Twój weterynarz ma racje, że wyklucza zatrucie. Nie jestem pewna, ale wydaje mi sie ze czytałam gdzieś że w zatruciach wystepuja różne objawy neurologiczne.
  22. Jeżeli te ataki zdarzyły sie po raz pierwszy to może to była reakcja na coś? (w karmie, stres, zmiana cisnienia?). W zasadzie padaczkę rozpoznaje się dopiero wtedy gdy atak się powtórzy. No tylko, ze jeżeli Krakers miał serię napadów, to nie wiem czy należy czekać:shake:. Miał robione jakieś badania? (krwi?moczu?EKG?). Moja sunia ma padaczkę- ataki są raczej lekkie, średnio co 2 miesiące (zdarzały się 4 miesięczne przerwy ale też raz miała 3-4 ataki w odstepach ok. tygodniowych. Wet odradził mi podawanie leków przynajmniej dopóki ataki nie nasilą się (ze względu na skutki uboczne). Prze kilka tygodni sunia dostawała karsiwvan, który miał łagodzić skutki ataków. Może na razie powinnaś Krakersa obserwować i dopiero kiedy wystapi kolejny atak zacząć leczenie? A na wszelki wypadek mozna zaopatrzyć się w luminal, który można byłoby podać "awaryjnie" w takiej sytuacji jak ta ostatnia?
  23. Też myślę często z żalem, że gdyby Punia była ze mną dłużej byłoby mi łatwiej ja pożegnać. Tylko jak długo to jeszcze miałoby być? Kiedy jeszcze nie miałam pojęcia, że nasz czas się skończy tak szybko i tak nagle miałam nadzieję, że to będzie jeszcze 3 lata. Dlaczego akurat trzy? Bo tyle miała sunia, którą czesto spotykałyśmy na spacerach. Dzisiaj wiem, że za 3 lata tez byłoby za wcześnie- Brysio żył przecież 21 lat. Więc dlaczego Punia nie miała takiej szansy? A gdyby miała? Czy za 5 lat byłoby mi mniej smutno? Wiem, że brakowałoby mi jej tak samo i tęskniłabym tak jak Krysia i Andrzej za Brysiem.
  24. Dzisiaj za Tęczowy Most odszedł Zenio- 8letni niewidomy piesek ze schroniska. Bardzo mnie poruszyła jego historia. Jeszcze wczoraj szukał domku. Ale wczoraj okazało sie też, że jest ciężko chory:-(. Tak jak Punia- miał ogromnego guza na śledzionie. Tak jak Puni pozostał mu jeden dzień życia. Z ta tylko róznicą, że nie dostał szansy na usunięcie tego paskudztwa- warunkiem operacji było znalezienie mu domu; w schronisku nie miałby warunków na rekonwalescencję. Miał na to czas od wczoraj do dzisiaj:shake:. Dzisiaj rano odszedł:placz:; na szczęście nie był sam- w tych ostatnich minutach była z nim dogomaniaczka. Zenio już nie cierpi. My nie dowiemy sie nigdy czy gdyby miał dom byłby dzisiaj z nami? Jest mi bardzo smutno. Ale na wątku Zenia trafiłam na wspaniałą akcję zainicjowaną przez dogomaniaków: to "skarbonka". Szczegóły są tutaj: Spróbuję wkeić banarek "skarbonki" do swojego podpisu. Niestety mam z tym kłopot. Na razie udało mi sie przy okazji tych prób z banerkiem zmodyfikować "wejście do Puni" przez kliknięcie w obrazek:lol:. Już dawno chciałam to zrobić ale sądziłam, ze wymaga to nadzwyczajnych umiejetności:roll:.
  25. 2 lata i 9 dni temu moja sunia przeszła za Tęczowy Most z tego samego powodu co Zenio- ogromnego guza na śledzionie. Ja też nie zdążyłam jej pomóc. A o tym, że jest chora dowiedziałam się dzień wcześniej- objawy pojawiły się nagle i od tego momentu z godziny na godzinę było gorzej. Następnego dnia była operacja; niestety okazało się, ze guza nie można usunąć. W odróznieniu od Zenia Punia przeżyła 14 szczęśliwych (mam nadzieję) lat. Była dla mnie najważniejsza. Mimo tego nie umiałam w porę zauważyć, że jest tak poważnie chora a kiedy to się stało było juz za późno. Nie wiadomo czy dla Zenia operacja byłaby szansą na pozostanie tutaj. Jedno jest pewne- teraz już nie cierpi. Wierzę, że tam za Tęczowym Mostem pamięta, że nie był całkiem sam i że pozostawił tutaj kogoś komu nie był obojętny.
×
×
  • Create New...