ma_ruda
Members-
Posts
1566 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by ma_ruda
-
Teacherka, dołączam do Twojego apelu. Ja czytam ten wątek chociaż dla mojej suni jest już za późno na rady. Ale nawet gdybym trafiła tu wcześniej w mojej sytuacji niczego by to nie zmieniło: nie miałam czasu na badania, wybór lekarza czy metody leczenia (wszystko stało sie w ciągu 2 dni:-(). Ważne, że masz zaufanie do swojego lekarza. Kiedy ja podejmowałam decyzję o operacji Puni nie wiedziałam nawet, czy guz jest na sledzionie- USG wykazało tylko guza w jamie brzusznej. Pierwszy lekarz, który postawił diagnozę ( w podobno dobrej klinice weterynaryjnej) nawet nie próbował zastanawiać sie nad ewntualnym leczeniem (poinformował mnie tylko gdzie mogę psa uśpić). Dzień później "mój" weterynarz ( w małym osiedlowym gabinecie) dał mi tę odrobine nadziei, ze jeżeli guz jest na śledzionie to jest szansa, że będzie dobrze. W przypadku mojej Puni lekarz, który podjął sie operacji mówił o 20% szansy ale na to, że zabieg się uda. Niestety, jak już pisałam nie udał się. Dlatego jestem przekonana, że Ty największe ryzyko masz za sobą.
-
Ta dyskusja w tym miejscu wydaje mi się niepotrzebna. Ja mam nadzieję, że teacherka będzie tu jeszcze cieszyć sie powrotem do zdrowia swojej suni. Nie ma sensu teraz rozważać, czy badanie histopatologiczne zwiększyłoby szanse i o ile procent, bo tego i tak nikt nigdy nie będzie wiedział na pewno. Tym bardziej, że jak widać powoływanie się na statystyki wcale nie upoważnia do optymizmu. 10% czy nawet 30% to dużo dla tych, którym się udało w tych procentach zmieścić i dla tych którzy wierzą, że się uda. Teacherka w to wierzy i moim zdaniem to już połowa sukcesu. To, że nie wiadomo jaki to był guz nie pozbawia przecież szansy na wyleczenie. Z drugiej strony taka wiedza nie daje też pewności powodzenia terapii.
-
Najgorsze za Wami- taką mam nadzieję:thumbs:. Mojej Puni się nie udało- podobno guz był jakoś tak wrośnięty, ze nie dało się go usunąć i musiałam zdecydować, żeby już nie budzić jej po operacji. To był 2,5 roku temu a mnie do dzisiaj dręczą wątpliwości, że to moja wina:-(- że za późno, że może gdyby inna lecznica, że może jednak trzeba było ją wybudzić itd. Ty możesz być pewna, że zrobiłaś wszystko co możliwe, żeby walczyć z tym paskudztwem i wierzę, że tę walkę wygrasz.
-
Przypomnę, że na poprzedniej stronie pisałam, ze Xantuś moze juz nas zaskoczyć tylko tym, ze okaze się szczeniaczkiem a nie staruszkiem;). I proszę! zaskoczył !:loveu:
-
milo_cz- popatrz wyżej: [quote]w Wawie u dr Jagielskiego lub dr Bednarowicz ([URL="http://www.bialobrzeska.waw.pl/"][COLOR=#000000]www.bialobrzeska.waw.pl[/COLOR][/URL]) , to sa najlepsi onkolodzy w Polsce, nie wiem gdzie Ci blizej [/quote] Podpowiadam zanim odezwie sie ktoś, kto ma za soba takie doświadczenia. Ja mogę się tylko powołać na opinie o tych lekarzach, które w tym dziale powtarzane były wiele razy i zawsze były to opinie entuzjastyczne.
-
[quote name='Aga76']Przeczytałam... i na koniec uśmiechnęłam się, Aniu jesteś wspaniałą kobietą Pod tym wypada mi sie tylko podpisać, żeby już nie powtarzać:lol:. Przyznam, ze odkad jestem na dogomanii przygladam się podejrzliwie każdemu psu, który nie ma w pobliżu swojego człowieka. Wcześniej też takie psiaki budziły moje zainteresowanie i troskę, ale teraz to już (...)mania. No ale jeszcze pozostało mi trochę rozsądku i nie zgarniam natychmiast każdego "samotnika"- na moim osiedlu to niestety nie rzadkość, że psy są wypuszczane na spacery bez opieki. A ja mam w pamięci incydent sprzed lat, kiedy zaopiekowałam się spanielem wysiadującym przez kilka dni przed moją klatką. Oczywiście od razu przygotowałam sobie ogłoszenia i kiedy wyszłam ze spanielem i ogłoszeniami z domu, z kna sąsiedniego bloku jakaś kobieta zaczęła się wydzierać, że "złodziejka" "ukradła mojego psa". Oczywiście pod moim adresem:angryy:. To doświadczenie nauczyło mnie jednak powściągliwości:cool3:
-
Mam już dosyć tej zimy:mad:- zimna, krótkich dni, które konczą się zanim na dobre się zaczęły. Kiedy wracam z pracy jest już ciemno. Nie mam już wtedy ochoty na długie spacery z Fraszką (a właściwie nawet na krótkie spacery:roll:). Tym bardziej, że przez kilka dni to naprawdę była udręka. W czasie tych mroźnych dni Fraszce tak marzły łapki, że nawet kilkuminutowy spacer był trudny. Nie mówiąc już o soli. Biedna, aż przewracała się a ja co chwilę musiałam jej rozgrzewać łapy. Przy tym tak histeryzowała, że za każdym razem byłam przerażona, że cos strasznego sie stało. Teraz na szczęście jest troche cieplej. No i coraz bliżej wiosny. Mam nadzieję, że zwierzakom za Tęczowym Mostem taka tęsknota jest obca, bo tam przecież jest wciąż zielono i ciepło. Ale przede wszystkim chciałabym, żeby nie tęskniły tam za nami tak jak my za nimi.
-
sloneczkoświeci, czuję się odpowiedzialna za Twoją "lodofobię":cool3: ale wcale nie żałuję- lepiej dmuchać na zimne (chociaż na łód to może niekoniecznie:roll:). A co do lęków Xantusia i Soni?- moja Fraszka możę dołączyć do klubu nadwrażliwców:cool3:. Jest ze mną ponad dwa lata, w czasie których nikt nie podniósł na nią nie tylko reki ale nawet głosu. Przeciwnie, w jej obecności staram się robic wszystko szczególnie ostrożnie, bo nawet jak wypadnie mi z ręki....chusteczka higieniczna, Fraszka odskakuje z przerażeniem. No dobrze, z tym podnoszeniem głosu, to nie jest 100%prawdy:oops:- raz na nią troszkę nakrzyczałam, kiedy z jej powodu wywaliłam się jak długa na jezdni:angryy: (ratując ją przed wskoczeniem pod koła samochodu). Wtedy, trochę poirytowana nachyliłam się nad nią i zaczęłam "prawić kazanie"- ale szybko zrezygnowałam: Fraszka zareagowała tak jak Sonia KrystynyS: przywarła do ziemi i skuliła się patrząc na mnie z przerażeniem, a później powtarzała to za każdym razem kiedy się do niej odzywałam:-(
-
TarnÓw!Przekochana sunia,idealna dla dzieci,maleńka przylepka..MA DOM!!!
ma_ruda replied to _Aga_'s topic in Już w nowym domu
My też chcemy zobaczyć zdjęcie Jessiki;) -
Mój ukochany Domelek odszedł 08.10.2008
ma_ruda replied to lika26's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Współczuję. Ja czas od straty mojej Puni liczę już nie w miesiącach lecz w latach. Czy dzisiaj jest mi łatwiej niż ponad 2 lata temu. Chyba tak mimo, że wciąż nie potrafie o niej mysleć bez tego ogromnego żalu, że już jej tutaj nie ma. Muszą wystarczyć wspomnienia. Domelek na pewno tam gdzie jest teraz jest szczęśliwy. Musimy w to wierzyć. Czy miałby Ci za złe, gdyby przy Tobie pojawił się jego następca? Myślę, że przeciwnie. Że wiedziałby, że by jak był dla Ciebie ważny i jak trudno Ci bez niego. Że to on nauczył Cię tej szczególnej miłości, której Ci teraz zabrakło. Nie będe Cię namawiać na następnego psa- o tym musisz zdecydować sama wtedy gdy będziesz na to gotowa. Ja podjęłam tę decyzję juz wtedy, gdy z lękiem myślałam, że kiedyś będę musiała pożegnać Punię. Tylko, że prawie do ostatniego dnia myślałam, ze to kiedyś to jeszcze bardzo długo. Ale to dzięki Puni moja Fraszka ma od 2 lat dom, w którym, mam nadzieje czuje szczęśliwa tak jak kiedyś Punia. Jestem tez przekonana, że to Punia wybrała dla mnie Fraszkę. Może kiedys Domelek zrobi to samo dla Ciebie? -
Nie znam Pani Oli ale też jestem jej wielbicielką:Rose:. Moze Ciapek najbardziej był chory na brak domku? i miłości 24 godziny na dobę. No bo w ogóle to miłości przecież doznawał w dużych ilościach od mar_grajko:Rose:. A wszystkim sympatykom Ciapka dzięki temu nie pęka serce, bo niezależnie co stanie się w przyszłości będziemy mieć pewność, że Ciapek jest szczęśliwy.
-
Zuzia i Balbinka też nie wyglądają jakby miały powód do narzekań na sposób spędzania Sylwestra;) No i to nasladownictwo... wydaje się, ze to nie tylko zachowanie. One wygladają jak odbicia lustrzane:loveu:. Może Zuzia w Sylwestra była w rozterce pomiedzy lojalnością wobec Psoni (pamietam, ze ona zachwycała się fajerwerkami:lol:) i solidarnością z Balbinką? A dla Psoni zapalam dzisiaj jeszcze świąteczne światełko
-
Dzisiaj chciałam popełnić "świętokradztwo":oops:- zmierzałam pozyczyc dla Fraszki obrózke Puni. Nie zrobiłam tego tylko dlatego, że nie mogłam jej znaleźć:-(. Wiem, że jest w pudełku i byłam przekonana, że wiem gdzie jest pudełko, ale go tam nie ma:shake:. Zrezygnowałam od razu z poszukiwań, bo zrobiło mi się jakoś nieswojo. To chyba nie był dobry pomysł. Dzisiejsza sytuacja przypomniała mi, że kiedy chodziłam jeszcze na spacery "integracyjne" z Fraszką, wtedy gdy była jeszcze w domu tymczasowym, wzięłam smycz Puni (bo ta "fraszkowa" była za krótka). Po powrocie ze spaceru rozlepiałam jeszcze ogłoszenia o poszukujących domków szczeniakach Fraszki. Musiałam wtedy te smycz trzymać jeszcze w ręce, no i niestety zgubiłam ją. Przez kilka następnych dni przeszukiwałam bezskutecznie te miejsca, w których wtedy byłam. Miałam poczucie, że straciłam coś wtedy dla mnie najcenniejszego. To tak jakbym przerwała więź z Punią. Było to przecież niewiele ponad trzy miesiące od czasu gdy Punia odeszła za Teczowy Most. A dzisiaj jest 4 stycznia- ten szczególny dzień miesiąca: minęło juz 2 lata i 4 miesiące. I właśnie dzisiaj ta historia z obrożą....Ale ja przecież wiem, że to nie może nic oznaczać: ja tęsknię niezmiennie.
-
No to już chyba Xant może nas zadziwić odkryciem, ze tak naprawdę to nie jest X-letnim staruszkiem tylko X-miesiecznym szczeniaczkiem:loveu:. Żeby tylko sie nie uzależnił:evil_lol: to sie może zacząć od Piccolo a skończyć....:drinking:. No a teraz już poważnie o zabawach na lodzie! mam doswiadczenie, po którym skóra mi cierpnie gdy widzę chocby tylko ślady psich łap na zamarzniętych zbiornikach wodnych a na widok ludzi i psów spacerujacych po lodzie wpadam w panikę! Kilka lat temu moja Punia weszła na zamarzniety zalew- nie wzbudziło to wtedy mojego niepokoju, bo była prawdziwa zima (ok. -20 st) i lód gruby. Tylko, że kilka-, kilkanaście metrów od brzegu lód sie pod Punią załamał. A ponieważ nie potrafiła sama wydostac się na powierzchnię, jej pani, czyli ja poszła (a nawet rozsądnie- poczołgała się) po lodzie i w chwili gdy wyciągałam juz Punię na powierzchnię znalazłam sie w tej samej co Ona sytuacji. Wszystko dobrze sie skończyło- do brzegu dotarłam łamiąc lód przed sobą (chyba jednak nie był taki gruby) i dzisiaj żyję a Punia zyła jeszcze wiele lat. teraz czuje sie zobowiazana ostrzegać innych przed takim niebezpieczeństwem. Tym bardziej, że o podobnych wypadkach ale zakończonych niestety tragicznie, słyszałam później kilka razy. Ostatni jaki pamietam- w ubiegłym roku: była o tym dyskusja na dogomanii.
-
Dzisiaj odszukałam Na Tęczowym Moście kilka piesków, których nikt ostatnio nie odwiedził. Chciałam przypomnieć, że pamiętamy. Nawet wtedy gdy nie piszemy o tym tutaj. Jak wiele jest takich, które jak "niezauwazona Samba" nie tylko żyły niezauważone ale niezauważone odeszły; takich o których już nikt nie pamięta. To dla nich dzisiaj, gdy kończy sie ten magiczny czas wspomnień i nadziei, zapalam światełko z nadzieją, ze za Tęczowym Mostem już nie są samotne. A w moich wspomnieniach i pamięci oprócz Puni na zawsze pozostaną Kama i Abi. Nigdy o nich nie zapomniałam, chociaż nie pamiętam dat ich narodzin i dat przekroczenia bram Tęczowego Mostu. Pamiętam tylko, ze zarówno Kama jak i Abi były ze mną bardzo krótko- każde ok. pół roku. Nie mam ich zdjęć ale ich obraz mam w pamięci: Kama- pointerka biała z czarną kropką na łebku... Ona pierwsza nauczyła mnie tej szczególnej miłości do naszych czworonożnych przyjaciół. Żyła krótko ale, mogę powiedzieć, intensywnie. Poświęcałam jej bardzo dużo czasu- na długie spacery i zabawy. Zdążyła zobaczyć morze- pamiętam jej szaleństwa i radość na plaży. Zachorowała nagle i straszliwie. Nie umiałam jej pomóc. A potem nie umiałam bez niej zyć. Kilka miesięcy później byłam na placu, na którym sprzedawane były psy. Znalazłam się tam przypadkowo... Ale czy na pewno? Tam zobaczyłam Abiego- rudego spaniela. Sprzedawcą był mężczyzna, który raczej nie był jego panem. Chyba nawet twierdził, że to pies sąsiadki albo znajomej. Dał mi świadectwo szczepienia psa. Byc może, że to na zaświadczeniu było imie psa a może to ten człowiek powiedział że pies nazywa się Abi? Miał podobno 1,5 roku. Do dzisiaj nie wiem jak to sie stało, że zdecydowałam się go kupić? Na pewno nie uzgodniłam tego z domownikami; postawiłam ich przed faktem dokonanym. Abi okazał się psem idealnym. Trudno mi było uwierzyć, że ktoś się go pozbył. Może był kradziony? Wtedy chyba się nad tym nie zastanawiałam. Pamiętam, że przez kilka dni byłam przerażona swoją decyzją; wydawało mi sie, że nie potrafię pokochać tego psa; był taki....obcy. On natomiast od początku okazywał mi swoje przywiązanie. Przełomowy moment nastapił po ok. tygodniu: poszłam z Abim na dość daleki spacer do parku; ok. 3-4 km od domu. Bylismy tam wtedy pierwszy raz. W parku Abi się gdzieś zawieruszył (nie miałam wtedy takiej wyobraźni jak dzisiaj i od początku spuszczałam go ze smyczy na spacerach). Nie mogłam go odnaleźć. Zrozpaczona wróciłam sama do domu. Pod moim blokiem spotkałam mamę z .......Abim. Okazało sie, ze on wrócił do domu długo przede mną a mama zaniepokojona, że cos mi sie stało wyruszyła z nim na poszukiwania. Wtedy juz wiedziałam: kocham tego psa. Kilka miesięcy później Abi zginął pod kołami taksówki. Wracałam wtedy od mojego brata; Abi jak zawsze bez smyczy. Pobiegł za jakimś psem. Zanim zdążyłam zareagować usłyszałam pisk hamulców :placz:. Do dzisiaj prześladuje mnie nie tylko ten wypadek. Ale o tym może napiszę innym razem. Po śmierci Abiego uznałam, że nie mogę juz nigdy więcej mieć psa ani żadnego żywego stworzenia. Tak myślałam przez kilka lat, także wtedy gdy mój kolega szukał domu dla Puni (a właściwie Pini). Gdyby nie jego upór Punia byłaby szczęśliwa? w innym domku a ja nie przeżyłabym 12 szczęśliwych lat. Ale nie tylko Punia..., bo gdyby nie Punia nie wiedziałabym pewnie, że domu poszukuje Fraszka. Mam nadzieję, że jest ze mną szczęśliwa i pozostanie jeszcze przez wiele lat. Mogę też powiedzieć, że jesteśmy z Fraszką dzięki Kamie, Abiemu i Puni.
-
Gdzie Guć mój, tam i serce moje...
ma_ruda replied to Gruszenka's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Już mijają te magiczne dni. To był czas, który sprzyjał wspomnieniom. Ale przecież wciąż pamiętamy. __________________ -
Ituś - nasz przyjaciel bieda już za TM [*]
ma_ruda replied to Kitek's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Już mijają te magiczne dni. To był czas, który sprzyjał wspomnieniom. Ale przecież wciąż pamiętamy. __________________ -
Już mijają te magiczne dni. To był czas, który sprzyjał wspomnieniom. Ale przecież wciąż pamiętamy. __________________
-
Już mijają te magiczne dni. To był czas, który sprzyjał wspomnieniom. Ale przecież wciąż pamiętamy. __________________
-