Jump to content
Dogomania

ma_ruda

Members
  • Posts

    1566
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by ma_ruda

  1. Lipiec sie skończył, nadszedł czas na obiecane fotki globtrotera(ów):cool1:
  2. [quote name='AMIGA']Właśnie widziałam na drzwiach mojego bloku ogloszenie. Będę się rozglądać jak będę chodzić na spacery z moją czeredką[/QUOTE] Dziękuję! Ale już nieaktualne; uciekinier odnalazł się przed chwilą :multi:; siedział gdzieś pod podjazdem dla niepełnosprawnych. Poprzedni post usunęłam, żeby nie "zaśmiecać", więc teraz tylko wyjaśnię, że szczęśliwie odnaleziony to kot mojej koleżanki, który wypadł z balkonu:roll:
  3. Gdyby dzisiaj była tutaj pewnie planowałybyśmy wyjazd nad morze. Wprawdzie cztery lata temu musiałysmy zrezygnować z wyjazdu i 4 lipca 2006 roku wiedziałam, że już raczej nigdy nie pojedziemy tak daleko ale nie wiedziałam, że za 2 miesiące Punia wybierze się w daleką podróż za Tęczowy Most.
  4. [quote name='kropeczka21']Witam wszystkich serdecznie! Jestem tu nowa ale znam super miejsce nad morzem , plaża, lasy, psy zawsze mile widziane, imprezki na plaży do samego rana, swierza rybka. Miejscowość zwie sie Dębki i jednorodzinny domek działka ogrodzona, no super super kilka psów można wziąśc i grupke znajomych nawet 10 osób. jeśli byłby ktoś zainteresowany to piszcie na pw:cool1::lol:[/QUOTE] Napisałam PW:p. Może ktoś jeszcze ma namiary na kwaterę w okolicach Chłapowa, Karwii, Dębek albo jeszcze lepiej półwysep Helski. Oczywiście z psem:lol:. Pies bardziej niż ja potrzebuje spokoju, dzikiej plaży (bez zakazów dla czworonogów). Na marginesie: od kilkunastu lat jeżdżę nad morze z psem, zawsze w pełni sezonu i nigdy nie miałam problemu ze znalezieniem kwatery "dla psa"; jeżeli już był jakiś problem to właśnie z zakazami na plażach ale tylko strzeżonych, których i tak unikam. Poza tym w każdej z miejscowości, w której byłam dotychczas było mnóstwo psich wczasowiczów. Dlatego jestem zdziwiona, że wiele osób skarży się tutaj na problem ze znalezieniem miejsca z powodu psa:cool3:. Czyzby w tym roku coś się zmieniło?
  5. ma_ruda

    padaczka

    [quote name='corrida'] Mam również podejrzenia, że u Corri coś[B] szwankuje w serduszku[/B]. Wyrzucam sobie, że wcześniej to bagatelizowałam. Ostatnie upały bardzo źle na nią wpływały. Momentalnie męczyła się bez praktycznie żadnego, większego wysiłku - spłycony szybki oddech, gęsta ślina z pyska, przyśpieszone bicie serca. To wszystko trwało przez długi czas nawet po powrocie do domu i schłodzeniu mokrym ręcznikiem. Zwalałam to jednak na karb wysokich temperatur i starałam się oszczędzać psa. Teraz, kiedy analizuję to wszystko, widzę, że takie rzeczy zdarzyły się już wcześniej, kilka miesięcy temu - np. kiedy ganiała się z psiakiem, kiedy cieszyła się, że ktoś przyszedł do nas do domu. Ale czy to normalna reakcja na zmęczenie lub radość? :roll: [B]Do tego doszły irracjonalne lęki np. przed schodami, przed autobusem odjeżdżającym z przystanku, przed koszem na śmieci, przed osobami, które wcześniej uwielbiała.[/B] k.[/QUOTE] Moja sunia po pierwszym ataku (tzn. pierwszym, którego byłam świadkiem) miała robione EKG- tak zlecił wet. podejrzewając, że ten atak to nie może padaczka tylko właśnie objaw choroby serca. Reakcja Twojej suni na upały może wskazywać na problemy z krążeniem (tak mi się wydaje:cool3:. U mojej Fraszki EKG było wprawdzie w normie ale ja nadal mam wątpliwości. Podawałam jej przez kilka tygodni karsivan (karvisan?), który miał poprawiać ukrwienie mózgu (może poprawiał ale raczej nie wpływał na ograniczenie ataków). Może jednak dla Twojej Corri byłby wskazany? Ostatni atak miała właśnie w czasie czerwcowych upałów, kilkadziesiąt minut przed burzą (było wtedy potwornie duszno); to był najcięższy atak ze wszystkich dotychczasowych; byłam przerażona i obawiam się, że to był stan padaczkowy:-(. Moja sunia zachowuje się podobnie jak Corri, tzn ma podobne lęki. Trudno mi powiedzieć czy mają one związek z padaczką - Fraszka jest adoptowana i nie znam jej przeszłości ale po trzech latach u mnie mogę stwierdzić tylko niewielką poprawę tzn. mniejszą lękliwość:p ale niestety większą częstotliwość ataków:-(
  6. 4 czerwca czyli dla Puni to kolejny miesiąc za Tęczowym Mostem.
  7. [QUOTE] [quote name='sloneczkoswieci'] On ciągle młodnieje, a przecież dawano mu 3 miesiące życia. Nie dość, że jest taki aktywny, bawi się z małym, to tak zdrowo wygląda, na spacerku wszyscy zachwycają się jego puszystą sierścią:) QUOTE] [/QUOTE] Rzeczywiście, Brutus chyba zacżął u Ciebie nowe życie. Jest rewelacyjny:loveu:. A jego młody kolega- super:lol:. Słoneczkoświeci, proszę nie zgub znowu wątku i pokazyj nam częściej tych przystojniaków;)
  8. Wczoraj kilka razy próbowałam tu przypomnieć, że odliczam kolejny miesiąc od przejścia Puni za Tęczowy Most, ale nie udało się:-(- dogo nie działało! Przypominam więc dzisiaj ale pamiętam codziennie. I tęsknię dzisiaj tak samo jak 3,5 roku temu. A właściwie chyba coraz bardziej.
  9. Mija kolejny miesiąc i zaczynają się kolejne Święta bez Puni. Święta Wielkanocne to dla mnie szczególna okazja do wspomnień...To właśnie w Święta zaczęła się nasza przyjaźń. Dokładnie pamiętam ten dzień: ja zakochana od pierwszego spojrzenia a Punia....wtedy chyba niestety nieszczęśliwa; została przecież w obcym domu i jeszcze nie mogła wiedzieć, że to będzie już jej dom na zawsze. To "zawsze" trwało 12 lat ale moje "zakochanie" nie minęło, chociaż to już czwarta Wielkanoc, kiedy mogę mieć tylko nadzieję, że za Tęczowym Mostem też są te radosne i pełne nadziei dni.
  10. Psoni i jej przyjaciołom:
  11. Czy ktoś sugerował, ze jest gruby?:oops: No dobrze, może nie zwróciłam uwagi na to grube futerko;), bo przecież to nie szata zdobi...psa. Zbliża się (miejmy nadzieję:roll:) wiosna to zobaczymy czy Mars zdejmie to futro i czy nadal bedzie taki przystojny:lol:
  12. Wydaje mi się, że wyprzystojniał:loveu: co przeczy poglądowi, że szczupła sylwetka dodaje urody;)
  13. Kamikaze, nie cytuję całego Twojego postu ze względu na jego rozmiar, bo ze względu na treść na pewno zasługuje na powtórzenie- to nareszcie wypowiedź, która nie jątrzy ran osób, które przeżywają niepotrzebną śmierć Szafira. To co napisałaś o pani Wandzie obala wprawdzie moja teorię, że jej decyzja o eutanazji Szafira i pominięcie jego opiekuna to był "wypadek przy pracy", bo pani Wanda mogła chwilowo nie kojarzyć o którego psa chodzi. Natomiast nadal wydaje mi sie prawdopodobne, że p. Wanda zaufała opinii pani weterynarz, która widocznie uznała, że sytuacja wymagała natychmiastowej reakcji. Przyznam, ze ja od początku, niezależnie od tego jaki był faktycznie udział pani Wandy w tej sprawie, byłam oburzona postawą lekarza weterynarii, którego zadaniem jest leczyć a nie zabijać. Przecież weterynarz nie ma prawa wykonać eutanazji nie tylko za zgoda ale nawet na życzenie właściciela zwierzęcia, jeżeli nie ma wskazań medycznych do uśpienia. Opis zdarzenia jaki przedtawiła tu Pogryziona potwierdza nasze przekonanie, że takich wskazań nie było. Może więc to nie pani Wanda lecz pani weterynarz jest "wypalona"? Może należałoby zgłosić te sprawę do jakiejś Komisji Etyki Lekarzy Weterynarii o ile takowa istnieje? Bo jednak podtrzymuję swoja opinię, że pozbawianie pani Wandy chęci zajmowania się pomoca zwierzętom byłoby krzywdzące przede wszystkim dla tych zwierząt. Ale dla niej chyba też. Pomijam już konsekwencje prawne. Mimo, że rzeczywiście próbuję tu łagodzić emocje wobec pani Wandy, to moje emocje wobec śmierci Szafira wcale nie "łagodnieją". Podejrzenie, że jego zachowanie mogło wynikać nie z agresji tylko z nadpobudliwości potęguje mój żal. Parę osób pisało juz tutaj, że doświadczyły pogryzienia przez swoje własne psy. Ja też pisałam, ze znam ból jaki powoduje ugryzienie, bo pozwoliła mi go doświadczyć moja poprzednia sunia. Zdarzyło się to kilka razy kiedy rozszalała z radości podczas wychodzenia na spacer, zadrasnęła mnie ząbkami: bolało cholernie, były siniaki- podobne do tych jakie miała (ma) Pogryziona. A moja sunia nie miała takich "gabarytów" jak Szafir. Czytając relacje Pogryzionej o "pacyfikowaniu" Szafira też zobaczyłam swoją Punię, która dostawała amoku na dźwięk dzwonka do drzwi. Wtedy 'zaganiałam" ja do pokoju obok drzwi wejściowych i jeżeli nie byłam dość ostrożna, to równiez wychodziłam z tego z bólem. Moja sunia zamknieta w tym pokoju, tak jak Szafir jeszcze przez kilka minut szalała a potem gdy juz sie uspokoiła wychodziła do gości i domagała sie "mizianka". Nie tylko nigdy nie przyszło mi przez myśl, że może skoro jest taka niezrównoważona to należałoby ją uśpić ale nawet nie widziałam potrzeby prowadzenia jej do behaviorysty. Po prostu wiedziałam, ze są sytuacje, w których muszę zachować szczególną ostrożność. Podczas wizyt u weterynarza zawsze miała kaganiec. Zakładałam go jeszcze zanim zdążyła się zdenerwować.
  14. [quote name='joannasz']Jezu, czy nikt nie jest w stanie zapanować nad ustawieniami tego portalu?!! Po co byo zmieniać dobre na gorsze?! Gdyby zrobione przez mnie strony tak działały, zabiłabym się!!! . [/FONT][/COLOR][FONT=Arial][/FONT] [FONT=Arial] [/FONT][/QUOTE] A mnie sie udało trochę zapanować- zmieniłam ustawienia w IE: w przycisku "narzędzia" wybrałam "ustawienia zgodności" i zaznaczyłam ostatnia opcję.
  15. Jollyville, do hotelu oddaje się psa wtedy, gdy własciciel nie może mu przez pewien czas zapewnić osobiście opieki, bo np. wyjeżdża. Tak więc większość właścicieli hotelowanych psów nie odwiedza ich niezależnie od tego jak bardzo tego kontaktu z psem potrzebują czy nie potrzebują i czy mają zdrowe czy chore poczucie własności. Natomiast zapwene większość pozostawia w hotelu "namiary" na siebie, po to żeby w razie problemów można było sie z nim skontaktować. Jestem pewna, ze gdyby historia Szafira zdarzyła się w prawdziwym hotelu, to jego właściciel nie odważyłby się uśpić psa bez skontaktowania się z jego prawnym opiekunem. Jestem też pewna, że nikt ze "zdrowym poczuciem własności" nie zgodziłby się na eutanazję, gdyby uzyskał takie informacje, jakie my dotychczas znamy z Waszych relacji. Myśle, ze gdyby martix została powiadomiona o problemie z Szafirem, miałaby przynajmniej szansę, żeby możliwie szybko go odebrać. Mam jednak wrażenie, że problem jest w tym, że Szafir nie tylko nie był w prawdziwym hotelu, ale że mimo że jego pobyt w przytulisku był opłacanay, dla "przytuliskowych" opiekunów był on jednym z 300 psów i nie miał żadnych specjalnych przywilejów. To skłania mnie do podejrzeń, że podobny los spotkał wcześniej i pewnie spotka w przyszłości nie jednego psa nie tylko w Przyborówku ale w wielu innych schroniskach. Dlatego próbowałam tu wcześniej bronić p. Wandy. Nie dziwiłabym się, gdyby sie okazało, że w momencie kiedy podejmowała decyzję o eutanazji Szafira (albo godziła się z taką decyzją weterynarza) nie pamiętała o tym, że Szafir ma opiekuna prawnego. Być może dla pani Wandy uśpienie psa nie jest takim dramatem jak dla większości z nas, bo ona patrzy na to z innej perspektywy, nie przeżywa takcich emocji jak my, wtedy gdy sami musimy zdecydować na przykład o uspieniu swojego psa, który dla nas jest bliski i wyjatkowy. Dla pani Wandy Szafir pewnie nie był wyjątkowy. Mozliwe też, ze tak jak ktos tu sugerował, pani Wanda jest "wypalona". Nie byłoby w tym nic dziwnego. Może nawet byłoby dobrze, gdyby mogła wziąć dłuższy urlop, tylko czy znajdzie sie ktoś kto ją zastąpi? kto zajmie się tymi psami, którym ona ratuje życie? Dlatego nie chciałabym, żeby historia Szafira spowodowała, że pani Wanda zrezygnuje ze swojej pracy albo, że zamiast zajmować się psami będzie zajmować się obroną w sądach prokuraturz czy na Policji. Szafirowi to życia nie wróci, a może pozbawić życia inne zwierzaki. Pogryziona, nikt tutaj nie wątpi, że było to dla Ciebie straszne przeżycie; wszyscy Ci współczujemy. Prawdę mówiąc, kiedy wcześniej o tym pisałam, miałam napisać też, ze obawiam się, że pozostanie Ci na długo lęk przed psami i że psy w Przyborówku stracą w Tobie oddanego opiekuna. Wspólczuje Ci bólu, lęku i wszystkiego co przeżywasz. Zastanawiałam się też czy dla Ciebie nie będzie najtrudniejsze to, że Szafir zapłacił życiem za Twoje rany. Nie mam zamiaru ich bagatelizować i przyznaje Ci prawo do obrony decyzji o uśpieniu Szafira. Jednak nawet Twój opis przebiegu zdarzeń potwierdza wątpliwości, że śmierć Szafira była uzasadniona. Mogłabym to zrozumieć wtedy, gdyby Szafira nie udało się w żaden sposób uspokoić i nadal zagrażałby bezpieczeństwu ludzi. Ale tak chyba nie było?
  16. Ja spróbuję obronić p. Wandę, której wprawdzie nie znam i o której wiem niewiele wiecej niż to co przeczytałam na tym wątku. Wyobrażam sobie jednak, że osoba, która ma pod opieka 300 psów ma prawo sie "pogubić". Domyślam się, że nie była obecna podczas wizyty Szafira w gabinecie wterynarza?, że o zdarzeniu została poinformowana telefonicznie? może w tym momencie nie pamiętała, ze Szafir to pies, który ma prawnego opiekuna. Może zaufała pani weterynarz, że zachowanie psa kwalifikuje go do eutanazji i to natychmiastowej? Mam wrażenie, że to nie ona o tym zdecydowała, że jedynie zgodziła się z decyzją kompetentnej osoby, która powinna najlepiej znać procedury postępowania w takich sytuacjach. O ile wiem, zgodnie z takimi procedurami. wymagana jest pisemna zgoda prawnego opiekuna na eutanazję, ale to też nie wystarczy. Nawet na życzenie opiekuna nie mozna przecież uspić psa bez powodu. Czy zachowanie Szafira było wystarczającym powodem? Na podstawie tego co wiem z tego wątku jestem przekonana, ze nie. Wyjasnienia weroni utwierdzaja mnie w tym przekonaniu. Tak jak wszyscy współczuję pogryzionej wolontariuszce; wiem jak bardzo bolesne są takie "pokąsania" przez psa. Na pewno była w szoku. Prawdopodobnie nie była przygotowana na takie zachowanie Szafira. Przecież gdyby wcześniej przejawiał zachowania agresywne, na pewno miałby założony kaganiec i to już wcześniej a nie po wejściu do gabinetu weterynarza. Jestem więc przekonana, że agresja Szafira była reakcją na sytuację, którą można było przewidzieć- Szafir nie jest wyjątkiem; tak samo może zareagować każdy nawet ogólnie zrównoważony pies. Dziwię się, że nie przewidziała tego pani weterynarz ale jeszcze bardziej mnie dziwi, że uznała, że spanikowanego psa trzeba zabić i to natychmiast, w dodatku już wtedy gdy udało się go "unieszkodliwić". Wrócę do procedur- to przede wszystkim weterynarz powinien je znać i przestrzegać: we własnym interesie. Możliwe, że jest coś o czym nie wiemy a co uzasadniało uśmiercenie Szafira; trudno w to jednak uwierzyć, kiedy osoby broniące tej decyzji stosują taktykę obrony przez atak.
  17. Ta sprawa przypomina mi inną z ubiegłego roku dotycząca eutanazji dwóch psów przez znaną fundację. Podobne były okoliczności, które skłoniły do podjecia takiej decyzji- tzn. psy zachowywały się agresywnie, tyle, że nie podczas wizyty u weterynarza ale podczas "odławiania". Rózni te sprawy to, ze miały własciciela, który odnalazł je, gdy już było po wszystkim. Nie wydano mu nawet zwłok piesków, bo natychmiast po uspieniu zostały oddane do utylizacji. Sprawa zakończyła się w sądzie...uniewinnieniem a później odrzuceniem apelacji. Tu można przeczytać o tej sprawie: http://warszawa.gazeta.pl/warszawa/1,34889,6368173,Zlapali_dwa_psy__schronisko_od_razu_je_uspilo.html Wspominam tę historie dlatego, ze obawiam się, że prawdopodobnie będzie trudno podważyć zasadność decyzji o eutanazji Szafira. Natomiast brak kontaktu ze strony p. Wandy z prawnym opiekunem wydaje sie trudny do wytłumaczenia.
  18. [quote name='pies?'] Ciężko zrobić mu fajne foto, ale coś tam niebawem wkleję z zeszłego weekendu. :)[/QUOTE] Dla nas każde foto Marsa będzie fajne, wiec czekamy... Jestem bardzo ciekawa, czy ten sępi apetyt zmienił figurę Marsa?
  19. 4 lutego- kolejny miesiąc. Tym razem powraca wspomnienie września ale nie tego ostatniego, tylko pierwszego naszego wspólnego. To wspomnienie przywołuje moja jutrzejsza podróż do Lublina. Niestety tym razem cel tej podróży jest rzeczywiście smutny (pogrzeb). Wtedy był to slub i wesele. Ale jechałam na to wesele w nastroju, który dzisiaj byłby usprawiedliwiony, a wtedy szczerze mówiąc...nie na miejscu. Pamiętam, że poza tym, że cała drogę przeryczałam, byłam wściekła na wszystkich, i myślałam wyłącznie o powrocie do...Puni. No bo to było nasze pierwsze rozstanie; nie mogłam jej zabrać ze sobą, zostawiłam ja u przyjaciół. Do dzisiaj widzę ją jak stoi w drzwiach obcego mieszkania i patrzy jak ja ją opuszczam. Czy bała sie wtedy, że na zawsze? Ja byłam przekonana, że tak i to dlatego zamiast się beztrosko bawić na weselu, liczyłam minuty do powrotu do domu. 12 lat później to Punia mnie opuściła a ja wiedziałam, ze juz nie wróci.
  20. Zastanawiam się dlaczego tu tak cicho? Wprawdzie wyczyny Gareta mroża krew w żyłach, ale to można potraktowac jako skuteczny sposób na mrozy (właśnie w tej chwili wysłuchałam prognozy pogody: prawdziwa zima podobno jeszcze przed nami! A ja wciąż jestem ciekawa czego najważniejszego nie wiemy? A może nie wiemy... że druga część "Gareta..." jest juz w księgarniach? Już nie mogę się doczekać.
  21. No to nie mogę sie doczekać tych sensacj:crazyeye:. Jutro będzie za kilka minut a dzisiaj o tej porze to chyba niezdrowa ciekawość?:oops: No ale trudno. Może mnie też nie zechcą na oddziale psychiatrii; spróbuję cierpliwie czekać na to "najważniejsze":cool3:
  22. [quote name='black_sheep']Przede wszystkim to on jest gruby:( Musimy przejść na jakąś dietę warzywną czy coś...[/QUOTE] To najlepsza odpowiedź na propozycję warzywnej diety:evil_lol: [CENTER][IMG]http://images49.fotosik.pl/248/6d837b42fc23026fmed.jpg[/IMG][/CENTER]
  23. [quote name='joannasz']Do połowy lutego mój adres to oddział rehabilitacji :/ Garecik pomysłowy, jak zawsze. Całujemy Was.[/QUOTE] Czy to oznacza, ze do połowy lutego nie będzie informacji o "pomysłowym Gareciku"?:-o
  24. Mija kolejny miesiąc mojej tęsknoty i żalu. Dzisiaj jest poniedziałek, tak jak wtedy- 4 września 2006 roku. I podobnie jak wtedy, to pierwszy dzień mojej pracy po przerwie - wtedy wakacyjnej, teraz świątecznej. Kiedy dzisiaj zmagałam się z drobnymi przeciwnościami losu (bo nie był to najłatwiejszy dla mnie dzień:cool3: ) przypomniałam sobie tamten poniedziałek. To wspomnienie pozwoliło mi nabrać dystansu do tych codziennych kłopotów, o których jutro pewnie już zapomnę. Ale dnia, kiedy odeszła Punia nie potrafię zapomnieć. Możliwe, ze to dlatego, że nie chcę zapomnieć ale to bez znaczenia. Nie mogę przecież wyrzucić z pamięci tych 12 lat kiedy Punia była tutaj; oczywiście nie pamiętam każdego dnia ale tego ostatatniego nie da się zapomnieć.
×
×
  • Create New...