Jump to content
Dogomania

ma_ruda

Members
  • Posts

    1566
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by ma_ruda

  1. [quote name='yuki']Wydaje mi się , że słonej raczej nie wypije;) to chyba psiakom nie smakuje, trzeba brać na plaże 5 l wody, zakopać w piasek , żeby zimna była i lać do miski , żeby psisko się nie odwodniło.[/quote] Obawiam się, że nie doceniasz psich upodobań dotyczących słonych napojów:p. Moje sunie (poprzednia, już za TM i obecna) pije (piła:-() wodę morską bez umiaru:roll:. Ja się oczywiście martwię, czy to dla psa nie jest szkodliwe ale nie znalazłam żadnego sposobu, żeby psa powstrzymać od tego nałogu (na szczęście tylko sezonowego). Słodką wodę oczywiście zabieram zawsze na plażę ale zawsze tylko po to, żeby ją później wylać.
  2. [quote name='Rinuś']A gdzie dokładnie jedziesz?jakiś namiar masz?[/quote] Namiary podam zaraz na PW. Znalazłam tę kwaterę poprzez Allegro (tak było mi najłatwiej szukać). Dodam, że wykonałam kilkanaście telefonów- był problem tylko z terminem, który mnie "urządzał", bo ceny wszędzie zbliżone. [QUOTE] Napisał [B]joaha[/B][URL="http://www.dogomania.pl/forum/f994/z-psem-nad-morze-760-post12598537/#post12598537"][IMG]http://www.dogomania.pl/forum/styles/images_pb/buttons/viewpost.gif[/IMG][/URL] Trochę mam obawy,bo podobno Karwia słynie jako miejsce dla rodzin z dziećmi a ja preferuje rodziny z psami ;-) [/QUOTE] Energy ma racje- plaża szeroka a poza tym zawsze można odejść kilkaset metrów, żeby ominąć tłumy. Poza tym chyba trudno byłoby znaleźć nad morzem miejsce bez dzieci:razz:. O tej "psiej" pomiędzy Chałupami i Kuźnicą nie słyszałam:crazyeye:, no tam na pewno jest raj dla "zapsionych":lol:
  3. [quote name='joaha']My jedziemy tu [URL="http://www.karwia.pl/kwatery/mors.htm"]Jerzy Wnorowski[/URL] Co prawda wolałabym domek,ale nie było juz nic w normalnej cenie albo zdecydowanie nie chcieli psów. Jak bedzie zobaczymy za 2 tygodnie:p[/quote] Ciekawa jestem ile kosztuje nocleg w Karwii?- zazdroszczę bo bardzo lubię Karwie i okolice. Ja jadę za tydzień do Chłapowa. Płacę 35 zł za miejsce w 2 osobowym pokoju z łazienką. Mój pies mile widziany:razz:, bezpłatnie. Jeżdżę nad nasze morze od lat, byłam w różnych miejscach i nigdy nie miałam problemu : nie zdarzyło mi się, żeby w wybranym przeze mnie miejscu odmówili mi przyjazdu z psem. Podobnie na plażach chociaż rzeczywiście unikałam strzeżonych (przy tych wszędzie chyba jest zakaz wprowadzania psów) ale nie było problemu z przejściem (spacerem) przez plażę strzeżoną.
  4. Trafiłam na ten wątek przypadkowo za to przeczytałam "od deski do deski"; Uśpienie psa zawsze mnie przeraża, nawet wtedy, gdy taka decyzja jest jedynym rozsądnym rozwiązaniem i wydaje się najlepszym dla psa. Czy tak było w przypadku Małej Mi?- nie wiem, ale jestem przekonana, że to jej ostatni opiekunowie (czyli DS) pozbawili nas szansy, żeby sie tego dowiedzieć i przede wszystkim pozbawili sunię szansy na być może szczęśliwe życie:-(. Moim zdaniem to wyłącznie Oni są za to odpowiedzialni. Nie piszę tego z takiego punktu widzenia jak większość z Was szukających domów dla bezdomnych psów lecz dlatego, że sama kiedyś szukałam psa, który domu potrzebował (i znalazłam właśnie tu na dogomanii:lol:). Potrafię sobie wyobrazić sytuację, którą Ci ludzie przeżywali- to, że nie byli przygotowani na takie problemy. Może powinni? ale pamiętam, że sama (chyba do czasu zanim trafiłam na dogomanię:cool3:) byłam przekonana, że pies ze schroniska jest "najwierniejszym i najwdzięczniejszym przyjacielem" itd. Za tym szło wyobrażenie, że psy ze schroniska są zupełnie bezproblemowe. Obawiam się, że tak myśli większość "zwykłych" ludzi, którzy chcą adoptować schroniskowego psa: tzn. nie przewiduje możliwych trudności. Dodatkowo Ci państwo byli zapewniani, że Mała Mi jest raczej spokojnym psem. Myślę, że bez sensu jest obwinianie kogokolwiek za to, że nie zdradził im prawdy o Małej Mi przed adopcją- odniosłam wrażenie, że po prostu nikt nie mógł przewidzieć jej zachowania w nowym domu. Może jednak (to na przyszłość) warto uświadamiać ludziom, że adoptowany pies potrzebuje czasu na aklimatyzację w nowym środowisku i tak naprawdę nigdy nie można gwarantować jak będzie się zachowywał w przyszłości. Mała Mi tego czasu nie dostała. I o to mam pretensje do tych ludzi: jeżeli nawet stwierdzili, że nie są w stanie wytrwać ani dnia dłużej, a weterynarz zdecydował o konieczności uśpienia psa, to Oni, zanim na to pozwolili, powinni poinformować o tym osobę, która tę adopcję pilotowała. nawet gdyby to miało być ultimatum, że albo ktoś psa od nich natychmiast odbierze albo zostanie uśpiony. Tymczasem, jak zrozumiałam, powiadomili o swojej decyzji, gdy już było za późno? Trudno mi to zrozumieć- sama z pewnością nigdy bym się na to nie odważyła. Nie potępiam ich za to- nie można przecież oczekiwać, że wszyscy myślą tak samo jak my. Może to być jednak wskazówka, żeby przy każdej adopcji jasno informować o zasadch postępowania w takich krytycznych sytuacjach? No chyba, że uznamy, że z chwilą wydania psa do domu stałego wyłaczną odpowiedzialność za niego ponoszą nowi opiekunowie. Tylko wtedy takie dyskusje jak ta na tym wątku w ogóle nie mają sensu.
  5. No właśnie pamiętamy i nawet, jak trzeba :razz:, możemy zastąpić. I razem z Psonia czekamy na Ciebie szajbus.
  6. Coraz trudniej doliczyć sie tych miesięcy, które już upłynęły:-(. Dzisiaj sobie ułatwię: skoro 4 września minie 3 lata= 36 miesięcy, to dzisiaj 4 lipca to 34 miesiące albo inaczej 2 lata i 10 miesięcy.
  7. Nie było mnie tu ostatnio i nie jestem na bieżąco, stąd dopiero teraz wrócę do tematu snów- znam to uczucie, kiedy wiem, że śniła mi się Punia, ale za nic nie mogłam sobie przypomnieć szczegółów.Było to męczące i irytujące ale teraz zadowoliłabym sie nawet takim... nieostrym wspomnieniem. Bo dawno mi się Punia nie śniła i to jest teraz powód do złości. Zawsze bardzo racjonalnie tłumaczę sobie znaczenie snów: w tym przypadku wydawało mi się to proste: śnię o Puni bo dużo o niej myślę, bo mi jej brakuje, bo marzę, żeby była ze mną. Ale przecież tak jest każdego dnia od prawie trzech lat! a tych snów było zaledwie kilka:shake:
  8. Tęsknie za naszymi letnimi spacerami. To już trzecie lato bez Puni. To ostatnie było trudne- spacery były dla Puni juz tak męczące, że ograniczałam je do minimum. Bałam się, że to może być ostatnie nasze lato ale nawet przez myśl mi nie przyszło, że kiedy się skończy to Punia będzie znowu biegać, ale juz beze mnie, po tęczowych łąkach.
  9. Dawno temu w podobny sposób straciłam Abiego- do dzisiaj nie potrafię się z tym pogodzić. Kiedy przeczytałam Wasze historie tamto wspomnienie boleśnie odżyło. Współczuję.
  10. Musimy wierzyć, ze Biańcia za Tęczowym Mostem pamięta swoje szczęśliwe 2 miesiące, które zawdzięcza Tobie.
  11. W swoim życiu pożegnałam na zawsze już trzy psy. Tu na Tęczowym Moście ma swoje miejsce tylko Punia, która odeszła prawie 3 lata temu. Kama i Abi są tam już bardzo długo- czas zatarł w mojej pamięci tylko daty rozstania z nimi ale do dzisiaj nie zapomniałam swojej rozpaczy i do dzisiaj czuję ten sam żal. Myśle nawet, że najłatwiej jest mi pogodzić się ze śmiercią Puni. Była ze mną najdłużej; odeszła nagle i to był dla mnie szok ale odeszła już wtedy, gdy zaczynałam się do tego powoli przygotowywać: miała 14 lat (i 4 miesiące). Kama żyła tylko 6 miesięcy, Abi tyle samo był ze mną a miał tylko ok. 3 lata. Wtedy myślałam, że właśnie to ich przedwczesne odejście jest takie trudne. Dzisiaj już wiem, że nasze psy zawsze żyją za krótko i zawsze pozostawiaja po sobie ten sam ból. Ale na szczęcie, pozostawiają też mnóstwo wspaniałych wspomnień, których z czasem przybywa.
  12. Teraz już pozostaje wierzyć, że Ami jest szczęśliwy za Tęczowym Mostem tak jak był szczęsliwy przez pięc lat, które zawdzięcza Tobie
  13. Trochę zaniedbałam wizyty u Puni:oops: ale zapewniam: nie zapomniałam!!! Przeciwnie, miałam szczególne okazje do wspomnień. 9 maja byłam na weselu. Wstyd przyznać- ale to był powód, który ma tłumaczyć moją tutaj nieobecność:roll:. Przede wszystkim przed ta uroczystością wpadłam w dziwny stan: "dałam sie zwariować"?, uległam presji??. No w każdym razie przez trzy tygodnie byłam tak zajęta poszukiwaniami kreacji, fryzjera itp., że brakło mi energii na normalne życie:cool3:. Kiedy oprzytomniałam- było juz za późno. No a po weselu miałam gości- nie widzieliśmy się od......wesela w ich rodzinie, które zapamiętałam szczególnie, właśnie z powodu Puni:p. A więc pamiętam, że było we wrześniu 1994 roku; Punia była wtedy u mnie niespełna pół roku i to było nasze pierwsze rozstanie. Wesele było w Lublinie a więc Punia musiałyśmy sie rozstać na dwa dni:-(. Początkowo wydawało mi się, że to niewielki problem- zostawiłam ją u przyjaciół, miałam pewność, że będzie miała najlepszą opiekę. Ale już kiedy wychodziłam od znajomych bez Puni zrozumiałam, że to nie będzie takie proste. Do dziś widzę ją: zaskoczoną? przestraszoną?. że ją opuszczam. Z całej uroczystości niewiele pamiętam poza tym, że cały czas myślałam, żeby to już sie skończyło i żeby wrócić po Punię. Później już nigdy nie zostawiłam ją w obcym domu ( nie licząc kilku godzin u mojego brata- też tego żałowałam). Jeszcze kilka razy kiedy musiałam wyjechać sama zapewniałam jej opiekę w domu. Teraz Fraszka zawdzięcza Puni, że oszczędziłam jej do minimum stresu zwiazanego z moim wyjazdem na to wesele- podczas mojej 2 dniowej nieobecności była w swoim domku pod opieką mojej przyjaciółki. A ja już po wszystkim mam nadzieję, że już długo nie będzie takiej konieczności:roll:, bo tak jak kiedyś z powodu Puni, tak teraz- Fraszki wszelkie imprezy, które wymagają rozstania na więcej niż kilkanaście godzin przestały mnie cieszyć.
  14. Ja myślę, że jeżeli ataki się nie powtórzyły to nie ma co teraz zwiększać dawki. Leki przeciwpadaczkowe maja skutki uboczne a więc im mniej tym lepiej:razz: o ile oczywiscie to mniej jest skuteczne. Dawke zawsze można zmniejszyć. Czasem niestety psy mają ataki pomimo podawania leków (niezależnie od dawki). Ja leczę swoją Fraszkę (padaczkową) u weterynarzy, którzy uważają, że jeżeli ataki nie są bardzo częste i przede wszystkim barzdzo silne to lepiej zrezygnować z leczenia farmakologicznego. Mam nadzieję, że maja rację:roll:
  15. Jedno co mi przyszło teraz do głowy to...założyć wątek na psach w potrzebie. Może tam zajrzy więcej dogomaniaków z doświadczeniem w takich sytuacjach i ktos doradzi coś sensownego a może nawet pomoże? Pomysła z kradzieżą jest ryzykowny:shake:. Już lepiej byłoby zaproponować sąsiadom odkupienie psa. Może by sie zgodzili, bo to raczej miłośnicy kasy a nie zwierząt:mad:. No a Brutus? pracuje:crazyeye:. Biedny piesek:lol:. A serio, to zazdroszczę Ci . Też bym chciała zagonić moją Fraszkę do takiej pracy:cool3: ale nie sądzę, żeby ktoś mi na to pozwolił
  16. Wiem z doświadczenia jak trudno się pogodzić z taką stratą. Wspomnienie rozstania boli tak samo niezależnie od upływu czasu. Ale pozostają inne wspomnienia- takie jak Twoje o Mopsiku. Na pewno pamiętasz dużo radosnych chwil, które przeżyłaś razem z Mopsikiem. Warto o nich pamietać; wtedy jest łatwiej
  17. Ja tez się cieszę a obecność Psoni przy Tobie wcale nie wydaje mi się dziwna.
  18. Ale niespodzianka:multi:. Jest śliczny i jak widać szczęsliwy. Ciekawa jestem czy Suzi i pozostałe...juz nie szczeniaki maja sie równie dobrze?
  19. No to Psonia wróciła do swoich codziennych zajęć;) i od razu kolejna misja zakończona sukcesem:multi:.
  20. 4 maja a więc niezmiennie po raz 56 odliczam następny miesiąc i niezmiennie tesknię.
  21. ma_ruda

    padaczka

    mery, może to jednak nie jest padaczka? ta przekrzywiona mordka i zaburzenia równowagi wygladają raczej na objawy przebytego wylewu? Chyba z dwojga złego byłoby to lepsze niż padaczka, bo te problemy z czasem mogą same ustąpić. Natomiast w przypadku padaczki częstotliwość ataków jest bardzo różna. Kolejny może pojawić się np. po kilku miesiącach. I dopiero wtedy należałoby rozważać leczenie farmakologiczne p/padaczkowe. A na razie chyba pozostaje Ci spokojnie obserwować swoją sunię z nadzieją, że wszystko będzie dobrze. Obawiam się, że nawet gdybyś miała mozliwość przeprowadzenia dokładnych badań (a zdaje się że nie bardzo masz?) to pewnie i tak zdiagnozowanie czy padaczka czy coś innego byłoby bardzo trudne, jeżeli w ogóle niemożliwe. Ja mam nadzieję, że wszystko będzie ok.
  22. Dzisiaj są urodziny Puni. Gdyby była tutaj skończyłaby dzisiaj 17 lat. Czy za Tęczowym Mostem liczy się te lata tak samo? Może to bez znaczenia bo przecież tam Punia jest i zawsze będzie młoda. jeszcze 4 września 2006 roku wierzyłam, że będziemy te 17 urodziny świętować razem. Czy gdyby dzisiaj tak było byłabym przygotowana na to, że to może już ostatnie? Nie wiem ale prawdopodobnie miałabym nadzieję, że za rok znowu będę kupować urodzinowy prezent.
  23. :happy1: Saba na pewno jest dumna! Przecież te dwie sunie zawdzięczają jej swoje szczęście. Ja nawet wierzę, że to Saba je dla Was wybrała;)
×
×
  • Create New...