Jump to content
Dogomania

ma_ruda

Members
  • Posts

    1566
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by ma_ruda

  1. Peter, nie odzywałam się wtedy kiedy jeszcze miałeś nadzieję, że Sabie się uda bo też miałam taką nadzieję i bałam się żeby nie zapeszyć. Tym bardziej, że mojej Puni się nie udało:shake:. Było podobnie- też prawie do końca wydawała się dość silna (mimo że miała 14 lat i 4 miesiące) i chyba miała szansę na przeżycie operacji. Przed operacją nie było wiadomo gdzie guz jest umiejscowiony; na USG nie było tego widać a na dokładniejszą diagnozę nie było już czasu. Jednak miało być tak, że [B]jeżeli to będzie śledziona to rokowania będą najpomyślniejsze[/B]. Niestety nie udało się usunąć śledziony:-(. Podobno nie było nawet przerzutów. Od tego czasu minęło 2,5 roku a mnie nadal trudno pogodzić się z tym, że Puni nie ma. Jest za to inna sunia, która tamtej nie zastąpiła ale pozwala mi normalnie funkcjonować- cieszyć się z powrotu do domu po pracy, z ładnej pogody sprzyjającej długim spacerom itd. Nie będę Cie namawiać na kolejnego psa- każdy musi sam podjąć taką decyzję. Podejrzewam jednak, że z czasem będzie Ci coraz bardziej brakować Saby a ona może już tylko powrócić "w innym futerku";).
  2. Środek transportu Brutusa jest super:evil_lol: A tu zobaczyłam swoją Punię(niestety już jest od 2,5 roku za Tęczowym Mostem:placz:)- nawet nie wiem teraz, czy mam jej zdjecie w podobnej pozycji, czy własnie taką ja zapamiętałam. Ale serce mi sie ścisnęło. [IMG]http://redweed.w.interii.pl/br10.JPG[/IMG]
  3. Wszystkim "zatęczowianom" i tym, którzy tutaj je wspominają życzę weołych Świąt
  4. Szajbus, życzę Ci spokojnych Świąt. Za Teczowy Most też wysyłam życzenia i zapewnienie, ze pamiętamy o Psoni, Puni i wszystkich, których nie ma tutaj z nami.
  5. Brutus? Raczej Romeo byłoby bardziej adekwatne do tej sceny...prawie balkonowej. Tyle, że rzeczywiście "Julia" nie wydaje się zachwycona:evil_lol: Nie mam pojęcia dlaczego- przecież z Brucio to przystojniak:lol:
  6. Znowu 4-ty dzień miesiąca, znowu odliczam ile to już miesięcy minęło od 4 września 2006 roku? Powinnam policzyć dni, bo na pewno w tym czasie codziennie myślałam o Puni. Ale przecież nie mogę o tym codziennie pisać.
  7. Nie jesteś sama ze swoim smutkiem; Kiedy przeczytałam o Daszence, poczułam żal, tak jakbym ją znała. Wiem, jak to bardzo boli, niezaleznie od okoliczności, czasu i przyczyny rozstania. Pozostaje nam tylko wierzyć, że naszym pieskom jest i juz zawsze będzie dobrze tam gdzie są teraz.
  8. Wszyscy tutaj wierzymy, że naszym zwierzakom jest tam za Tęczowym Mostem dobrze. Tylko ta wiara pomaga godzić sie z tym, że odeszły.
  9. Też jestem ciekawa:razz:
  10. Dokładnie tak samo moja Punia chodziła za mną jak cień. Kiedy mnie nie było w domu większość czasu spędzała podobno w przedpokoju a w najlepszym wypadku w pokoju najblizszym drzwi wejściowych do mieszkania. Myśle, ze teraz też są stale blisko nas, tylko nie mozemy ich zobaczyć, pogłaskać...:-(. Pozostaja nam fotografie i wspomnienia.
  11. Szajbus, jestem Ci wdzięczna, ze odwiedzasz Punię:Rose:. Ona też na pewno cieszy sie z Twoich odwiedzin- zawsze była taka zadowolona gdy ktos okazywał jej zainteresowanie a jeżeli nie okazywał to je wymuszała:lol:. Czasem stawało się to niestety uciązliwe:roll:, szczególnie kiedy bywali u nas goście, którzy mieli raczej chłodny stosunek do psów. Ze wstydem przyznam, że dla mnie bardziej uciążliwi byli ci goście niż Punia, no ale.......:cool3:
  12. 4 marca czyli mija kolejny miesiąc. Trzydziesty. Coraz trudniej je liczyć ale nawet jeżeli się mylę, to bez znaczenia. Tęsknię tak samo niezależnie od upływu czasu.
  13. Współczuję. Lucki na pewno już nie cierpi i musimy wierzyć, że teraz biega zdrowy i szczęśliwy po tęczowych łąkach. Moja Punia też odeszła z powodu nowotworu (na śledzionie) i tak jak Ty nie miałam pojecia, że jest tak poważnie chora. Do dzisiaj nie potrafię zrozumieć jak to możliwe.
  14. Bardzo mi przykro:-(; pewnie jak wszyscy, którzy niedawno cieszyli się szczęsciem Balbiny i Marsa, chcielismy by to szczęście trwało długo. Dla nas długo to...??? Myslę, że dla Balbiny to bez znaczenia: przecież psy nie mają podobno poczucia czasu. Wierzę, że odeszła szczęśliwa.
  15. [quote name='teacherka']Witam Mojej Aurusi nie ma już tydzień. To znaczy nie ma jej w moim łóżeczku, bo widzę Ją za oknem:-(. Od 2 dni dzień i noc śledzę losy niechcianych piesków - szczególnie jamników. I czuję potrzebę oddania swojej miłości własnie takimu psiakowi (te z rodowodem i giełdy sobie poradzą). Jest tyle nieszczęścia. Jak zdecydować komu pomóc i czy jestem gotowa, aby znowu cierpieć? Mam mały ogródek i mały domek i chyba pojemne serduszko. Nie wolno tego chyba marnować. Nie wiem, co robić?[/quote] Ja mam to juz za sobą:-(, więc mogę podzielic sie swoim doswiadczeniem. O tym, ze kiedyś Punia bedzie miała nastepczynię "z adopcji" myślałam już wtedy, gdy to kiedyś wydawało się bardzo odległe i nierealne ale, o czym myślałam zawsze z lękiem, nieuniknione. Tak jak Ty uważam, że "te z rodowodem i giełdy sobie poradzą" a poza tym uratowanie bezdomnego pieska będzie w pewnym sensie darem dla Puni. I tak się stało. Na dogomanię trafiłam już po śmierci Puni- niestey wtedy mogłam juz tylko szukać wytłumaczenia tego co się stało:placz: ale jednocześnie zaczęłam poszukiwać psa, który będzie mnie potrzebował. Znalazłam- trzy miesiące po odejściu Puni "mój dom" znalazła Fraszka. Ale wczesniej założyłam Puni wątek na Tęczowym Moście (do tego też musiałam "dojrzeć":cool3:). Bardzo mi to pomogło nie tylko dlatego, że dla mnie to jedyne miejsce, w którym mogę odwiedzać Punię. Bardzo ważne jest dla mnie wsparcie i zrozumienie jakie tam otrzymałam. Po 2 latach i 5 miesiącach nadal brakuje mi Puni. Wciąż usiłuję znaleźć odpowiedź na pytanie dlaczego odeszła tak nagle? Fraszka z pewnością jej nie zastąpiła w moim sercu ale jest obok. Nie wyobrażam sobie, że mogłoby być inaczej.
  16. Śniła mi sie Punia, ale...jakoś dzwnie:shake:: inaczej wyglądała, była u obcych ludzi. W tym snie nie dziwiło mnie to. Dopiero kiedy się obudziłam nie mogłam tego zrozumieć. Ale chyba wiem jak zinterpretować ten sen, tylko trudno mi o tym napisać. Chyba nigdy nie uwolnię sie od żalu, że już nigdy jej nie zobaczę takiej jaka była. Za to nie mam wątpliwości, że zawsze ją poznam, nizależnie od tego jak wygląda. Bo przecież kiedys się spotkamy.
  17. Wspaniale! na taką wiadomość czekaliśmy wszyscy:thumbs:. Psonia tez pewnie odetchnęła z ulgą.
  18. Jestem w trakcie lektury kolejnej "psiej" ksiązki "Moje życie z psem imieniem George" - podtytuł "Cudowny i okropny pies w zabawnej i wzruszajacej opowieści dla wszystkich, którym podobał się Marley i ja". Zapewniam Was, że "Garetowe opwieści udręczonej":lol: są zabawniejsze, bardziej wzruszające i znacznie lepiej napisane. I po raz kolejny myślę z nadzieją, że kedyś będę je mogła czytać do poduszki zamiast slęczeć przed monitorem:razz:
  19. Szajbus, przyznam, że poczułam ulgę, bo trochę się martwiłam. Wprawdzie podobno :cool3:"brak wiadomości to dobra wiadomość" ale okazuje się, że może być jeszcze lepsza:lol:. Najważniejsze, że nie ma przerzutów. Odwiedziny Psoni w Twoim śnie to też dobra wiadomość- ja wierzę, ze jest przy Tobie, może właśnie poprzez Balbinkę jeszcze blizej?
  20. Nie czytałam całego wątku, więc może już "to" znacie? [URL]http://www.dogomania.pl/forum/f1090/niekonwencjonalne-wyleczenie-nuzycy-124989/[/URL]
  21. 4 lutego, czyli mija 2 lata i 5 miesięcy. I właśnie dzisiaj w pracy rozmawiałam z koleżankami o cmentarzach dla zwierząt. Nawet nie wiem skąd ten temat sie pojawił (na pewno to nie ja zaczęłam) ale po raz pierwszy powiedziałam głośno to co od 2 lat i 5 miesięcy niemal codziennie do mnie wraca i wciąż boli:-(- to, ze zostawiłam Punię w lecznicy. Nawet nie miałam odwagi, żeby ją zobaczyć po operacji, kiedy już podjęłam decyzję, żeby jej nie budzić. Nawet nie wiem czy w ogóle było to możliwe. Czy gdybym wiedziała, że jest możliwe chciałabym tego? Chyba nie- to byłby juz skrajny egoizm: wiedziałam, że już nie mogę jej zatrzymać. Nie powiedziałam jeszcze głośno tego, że przed operacją, zanim wyszłam z gabinetu, kiedy Punia już spała, zdjęłam jej obróżkę: to był odruch- próbowałam się przygotować na to na co jeszcze nie byłam przygotowana. W Krakowie nie ma cmentarza dla zwierząt. Był taki pomysł i propozycja lokalizacji w pobliżu jednego z cmentarzy "ludzkich" ale oczywiście były protesty i nic z tego nie wyszło. Gdybym miała miejsce, gdzie mogłabym pochować Punię na pewno nie zostawiłabym jej wtedy w lecznicy. Chociaż ze wstydem przyznam, że wtedy gdy usłyszałam, że operacja się nie udała, nie chciałam tego widzieć. Może nie przyjmowałam tego do świadomości? może w ten sposób próbowałam się oszukiwać? Nie wiem. Do dzisiaj tamten wieczór wydaje mi sie nierealny. Jak zły sen. Może byłoby mi łatwiej godzić sie z tym co sie stało, gdybym miała to miejsce na działce, na cmentarzu, czy gdziekolwiek, gdzie mogłabym odwiedzać Punię, zapalic jej prawdziwa świeczkę i przynieść świeże kwiaty? No ale mam takie miejsce tutaj- dlatego tu jestem od 2 lat i 5 miesięcy.
  22. [quote name='sleepingbyday']...onkolog chce koniecznie histopatologię - mimo, że przeciez sytuacja jest wręcz idealna, co do czasu diagnozy i operacji, nie ma niebezpieczeństwa rozlania etc...[/quote] Moim zdaniem warto zrobic histopatologię choćby dla własnego spokoju. Poza tym wydaje mi się , że w przypadku takiej mało zaawansowanej zmiany, diagnoza guzka u Zosi tym bardziej ma sens- gdyby jednak okazało się, że to wymaga leczenia onkologicznego, to jak wiadomo im wcześniej tym lepiej. Moja sunia kilka miesięcy przed guzem na śledzionie miała usuwany maleńki guzek z powieki. Lekarz nie pytał mnie nawet czy chcę zrobić badanie histopatologiczne, bo unał, ze to najprawdopodobniej niegroźne tzw "dzikie mięso". Dzisiaj nie mogę sobie darować, że nie poprosiłam wtedy o zbadanie tego, bo teraz zadręcza mnie niepewność czy to nie od tego się wszystko zaczęło. Nie doradził mi też zrobienia nawet podstawowych badań, żeby ocenić ogólną kondyncję Puni. Wtedy wydawała się zupełnie zdrowym psem, mimo że miała 14 lat. Nigdy wcześniej nie chorowała. A pół roku później juz jej nie było:-(.
  23. [quote name='sleepingbyday']co wy, ta dyskusja jest potzreban -to watek o guzie sledziony, a nie konkretnym psie i my sie tu uczymy. [/quote] No ale właśnie teraz dyskusja dotyczy konkretnego psa i oceny kompetencji jednego weterynarza. Kiedy pisałam, że jest niepotrzebna, to dlatego, że w tym akurat momencie jest bezprzedmiotowa: niezależnie od poglądów na ten temat, teacherka nie może już zrobić badania histopatologicznego guza swojej suni. Domyślam się, że teraz będzie potrzebować wsparcia i porad w zmaganiu się z rekonwalescencją suni po zabiegu a nie krytyki jej decyzji czy decyzji weterynarza. [quote name='sleepingbyday'] stało się -nerwy istrach tak działają (i kitle). dlatego na forum uczymy się, czasem na doświadczeniach innych. [/QUOTE] To prawda- też tego doswiadczyłam: nerwy, strach i w moim przypadku przede wszystkim presja czasu. Gdybym miała go więcej na pewno zrobiłabym mojej suni dokładne badania przed operacją, prawdopodobnie skonsultowałabym sie z kilkoma wetami, wybrałabym być może inną lecznicę na zabieg. Prawdopodobnie też zrobiłabym badania histopatologiczne guza- ale juz nie jestem pewna, czy zdecydowałabym sie na chemioterapię gdyby taka była konieczna. W każdym razie dla mnie taka decyzja nie jest tak oczywista. Na pewno jednak walczyłabym o to, żeby Punia żyła możliwie najdłużej i jednocześnie chciałabym ją chronić przed niepotrzebnym cierpieniem. Nie jest to wyłącznie moje gdybanie, bo chociaż nieudana operacja pozbawiła mnie takich dylematów, to w czasie tych kilku godzin oczekiwania na wynik zabiegu nie myślałam o niczym innym jak "co będzie dalej?" Dlatego jak mi się wydaje jest mi bliskie to co przeżywa teraz teacherka. Mam nadzieję, że jej suni sie uda i żałuję, że ja nie moge sie podzielić swoim doświadczeniem jak sobie radzić po udanej operacji usunięcia śledziony.
×
×
  • Create New...