ma_ruda
Members-
Posts
1566 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by ma_ruda
-
[quote name='sauatka']a my za tydzień będziemy się byczyć w Grzybowie :eviltong: mam nadzieje, że psisko da radę i nie każą nam się wynieść wcześniej :lol:[/QUOTE] Ja dopiero dzisiaj zaczęłam myśleć o wakacjach i własnie myślę o Grzybowie. Chciałabym wyjechać w pierwszej połowie sierpnia. Oczywiście z psem a dokładnie z Fraszką Byłabym wdzięczna za jakieś namiary.:Dog_run: Byłam w Grzybowie kilka razy ale ostatnio kilka lat temu. Pewnie wiele się tam zmieniło? Fraszka dla ludzi jest niekłopotliwa ale ludzie dla niej tak:cool3:. Jest lękliwa, dlatego potrzebujemy możliwie najspokojniejszego miejsca, nie tylko do mieszkania, ale przede wszystkim dojścia do plaży no i na samej plaży. Kiedyś mieszkałam w okolicach kościoła, ale towarzyszyła mi wtedy Punia, która nie wymagała takich specjalnych warunków. Fraszce najlepiej byłoby na obrzeżach Grzybowa.
-
[quote name='sloneczkoswieci']chciałam zameldować, że Brutulek ma się dobrze:) [/QUOTE] Chyba zacznę wierzyć w telepatię:cool3:; Wczoraj, kiedy w moich subskrypcjach pojawił się wątek dawno zapomnianej suni, moja pierwszą myślą było "ciekawe co u Brutuska"'; zastanawiałam się nawet czy warto go odszukać i dopytać, ale przyznam...stchórzyłam. Nie napiszę czego się obawiałam, bo okazuje się, że całkiem niepotrzebinie skoro Brutusowi chyba ubywa lat :loveu:.
-
Wesołych Świąt za Tęczowym Mostem dla Psoni i jej wszystkich przyjaciół
-
Wesołych Świąt za Tęczowym Mostem Dzisiaj nie tylko Święta są okazją do świetowania. 23 kwietnia to dzień urodzin Puni. :Rose:
-
[quote name='Coffee&Nera']Dziękuje za informacje. Akurat co do psa - maleństwo niecałe 5kg ale i taki pies to problem z wyjazdem nad polskie morze. Właśnie poszukujemy domku - na allegro coś powyskakiwało bede niedlugo sie kontaktowala z tymi ludzmi :)[/QUOTE] Ja jeżdżę nad polskie morze z psem od co najmniej 14 lat w różne miejsca i nie mogę narzekać na problemy ani ze znalezieniem kwatery ani z plażowaniem. Ale unikam kurortów i plaz strzeżonych, bo sama nie lubię tłumów. Rzadko zdarzało mi się, zeby ktoś odmówił przyjęcia psa (nawet w ośrodkach wczasowych ). Z 5 kg pieskiem na pewno nie będzie problemu
-
Byłam ostatatnio 2 lata pod rząd w Chłapowie, gdzieś na pewno mam namiary na kwatery, w których byłam ale teraz nie mam mozliwości ich odszukać. Na razie proponuje Ci wiec samodzielne poszukiwania- ja znalazłam "swoje" na Allegro. Płaciłam, o ile dobrze pamiętam 30 zł/1 os w bardzo przyzwoitych warunkach (łazienka w pokoju, dostęp do kuchni a nawet tv i lodówka. Pies oczywiście za darmo (mój jest mały, więc nie wiem czy duże pieski też gratis). Podpowiem jeszcze, że ze względu na psa lepiej szukać miejsca najbardziej oddalonego od Władysławowa. To dlatego, że po pierwsze na plaże wchodzi się wąwozem (płaski teren; pozostałe zejścia w Chłapowie to "gigantyczny" klif ze schodami, które mogą być dla psa uciążliwe); poza tym plaża im dalej od Władysławowa tym luźniejsza od wejścia wąwozem wystarczy przejść kilkaset metrów w kierunku Rozewia do niemal pustych odcinków plaży. I jeszcze jedno- dla takiej licznej grupy z jaką planujesz wyjazd, moze warto rozejrzeć sie za domkami? często za wynajecie domku płaci sie stałą cenę, niezależnie od ilości osób.
-
Odradzam Władysławowo dla psa:cool3:- wszystkie wejścia na plażę z zakazem wprowadzania czworonogów; tłumy ludzi pomijam, bo może pies akurat lubi?Ale jak nie lubi, to może lepiej poszukaj czegoś w Chłapowie- do Władysławowa tylko parę kroków, więc nie ma problemu z zaspokojeniem potrzeb "imprezowych"; i kwatery tańsze niż we Władysławowie. Wadą Chłapowa jest niestety plaża- raczej wąska (chociaż to właściwie też zaleta, bo nie trzeba kluczyć w labiryncie kocy i parawanów;)) ale przede wszystkim miejscami brzeg jest kamienisty.
-
Młodziutka śliczna szorściaczka ma wspaniały dom :-)
ma_ruda replied to AMIGA's topic in Już w nowym domu
Zastanawiam się kto tu ma wieksze szczęście? Nowi "pańcostwo", że mają taką cudna sunię:loveu:, czy sunia, ze trafił się jej taki super domek:multi: -
Mija kolejny miesiąc.......
-
[quote name='szajbus']Pniu a wiosny ani widu, ani słychu. PAMIĘTAM No a dzisiaj wiosennie; 4 września 2006 roku było bezchmurnie, tak jak dzisiaj. Oczywiście znacznie cieplej. Tylko, ze wtedy nie miało to dla mnie znaczenia. Dlaczego więc pamiętam jaka była pogoda 4,5 roku temu skoro nie pamiętam jaka była przed czterema miesiacami a nawet dniami? Pamiętam, bo w tym dniu pożegnałam Punię.
-
[quote name='Beta&Czata']Proszę bardzo: [URL]http://www.dogomania.pl/threads/192687-SZKODNIKI-czyli-doceń-zwierza-swego-bo-mogłaś-mieć-gorszego[/URL] Miłej lektury (zaopatrz się w płyn do czyszczenia monitora, bo na zaplutym niewiele widać)[/QUOTE] Rzeczywiście potrzebny płyn do czyszczenia monitora:megagrin:
-
W tym tygodniu tu na dogomanii dowiedziałam sie o kolejnych pieskach, które odeszły za Tęczowy Most z powodu tej samej podstępnej choroby:-(. To spowodowało, ze odżyły wspomnienia tamtego strasznego dnia sprzed 4 lat i 5 miesięcy. Nie potrafię zapomniec tego bólu, bo boli do dzisiaj.
-
[quote name='joannasz'] Ktoś może chce prawie-shelty? Oddam po kosztach. Teraz to będzie ok. 1000 zł... Decydujcie się, bo z dnia na dzień cena rośnie![/QUOTE] To brzmi jak promocja a więc podejrzanie;). No i dlaczego tak tanio?:lol: Ale nawet jeżeli to rzeczywiście okazja, to ja jednak rezygnuję, bo...wolę czytać o tych dwóch aniołkach:diabloti:. Tym bardziej, że na pewno nie umiałabym o nich pisać:oops:Więc pozdrawiam i mam nadzieję, ze wkrótce c.d.n.?
-
Ramzes01, niepotrzebnie sie zadręczasz. Jak sam przyznajesz nie mogłeś podejmować decyzji "co dalej", bo niestety tego"dalej" nie było:-(. Wiem, że po stracie psa (i nie tylko) , zwłaszcza tak niespodziewanej, trudno przestać analizować i zastanawiać się czy mozna było tego uniknąć, co mozna było zrobić inaczej. Ale przecież Ty, ja i wiele innych osób, zrobilismy wszystko co w danym czasie wydawało się możliwe. Ja 3 września 2006 roku nie miałam pojęcia o guzach śledziony. Nigdy nie zastanawiałam się nawet... czy mój pies ma śledzionę. Dowiedziałam się 4 września. Oczywiście wiedziałam, ze psy chorują i umierają na nowotwory, ale zawsze myślałam, że psy tak, ale nie mój. Nie przyszło mi nigdy do głowy, żeby robić Puni badania krwi, USG itd., bo nic nie wskazywało na taką potrzebę. Ktoś tutaj radził, żeby robić "profilaktycznie" takie badania. To na pewno słuszna rada, ale..nie sposób przebadać wszystkiego. A guzy śledziony, co potwierdzają tu wszyscy, przebiegają najczęściej bezoobjawowo albo bez typowych objawów i wykrywa się je często przypadkowo. A badanie histopatologiczne? Gdybym miała komus doradzać, z pewnością namawiałabym do zrobienia. Ja podobnie jak Ty nie miałam okazji podejmować takiej decyzji. Kilka miesięcy przed... Punia miała niewielka zmianę: guzek na powiece. Udało się to bez problemów usunąć a lekarz stwierdził, że nie ma potrzeby badania histopatologicznego, bo to "prawdopodobnie tzw."dzikie mięso". Wtedy poczułam sie uspokojona. Ale po śmierci Puni bardzo żałowałam, żę nie poprosiłam o zbadanie tego guzka, bo nawet dzisiaj zastanawiam się, czy to nie była jednak zmiana onkologiczna itd.
-
Ja prawdę mówiąc nie potrafię dzisiaj powiedzieć co zrobiłabym gdyby Punia przeżyła operację. Prawdopodobnie zrobiłabym badania histopatologiczne z nadzieja, ze wynik będzie ujemny. Ale gdyby się okazało, że to jednak nowotwór złośliwy? Naprawdę nie wiem. Nie biorę tu nawet pod uwagę kosztów leczenia, chociaż oczywiście wiem, że i z tym trzeba się liczyć. Pewnie zależałoby to od rokowania: są przecież różne nowotwory. Pewnie gdyby była duża szansa na wyzdrowienie po chemioterapii, walczyłabym, pod warunkiem, że byłoby mnie na to stać. Obawiam sie jednak, ze w przypadku Puni nie miałoby to juz sensu ze względu na jej wiek. Przecież zanim okazało się, że ma guza na śledzionie, ja coraz częściej myślałam, że muszę być przygotowana na rozstanie. Miałam nadzieję, że mamy przed sobą jeszcze może rok, dwa ale może kilka miesięcy.
-
[quote name='3 x']kurde tak czytam i powtarzajacy sie objaw to wzdęty brzuch a michał nie miał wzdętego a guza wielkosci ludzkiej pięści damskiej czyli tez niemały [/QUOTE] 3x, wzdęty brzuch u mojej Puni to był pierwszy alarmujący objaw, który skłonił weterynarza do zrobienia USG- wtedy guz zajmował juz 2/3 jamy brzusznej. Sądzę, że musiał rozwijać się dużo wcześniej, tylko nie dawał żadnych charakterystycznych objawów.Może gdyby mi przyszło do głowy, żeby zrobić USG kilka miesięcy? tygodni? wcześniej, to byłaby szansa na ratunek? MiK Józefów, trzymam kciuki:thumbs: z nadzieja, że wyniki będą w porządku.
-
Albert, bardzo możliwe, że u Twojej suni wystąpił taki sam problem jak u mojej- czyli rozrośnięty guz, którego nie dało się wyciąć. Jeżeli tak, to dla mnie informacja "twojego" lekarza tez jest ważna; moja Punia była operowana w "zwykłym" gabinecie weterynaryjnym ("zwykłym" czyli nie w renomowanej klinice); niejednokrotnie zastanawiałam sie, czy to nie przesądziło o wyniku operacji, czy może gdzie indziej poradziliby sobie z tym "wrośniętym" guzem. Wprawdzie wtedy nie miałam wyboru, bo tak jak pisałam pierwszy lekarz (właśnie w jednej ze znanych krakowskich klinik), który postawił diagnozę sugerował wyłącznie eutanazję. Ze względu na stan Puni nie miałam już czasu na konsultacje z innymi wetami. Mimo, że opreacja nie uratowała Puni, byłam wdzięczna temu lekarzowi, że się jej podjął. Jeżeli dobrze wtedy zrozumiałam, pytał czy chcę, zeby wybudzić psa; oczywiście chciałam! na szczęście zwyciężył rozsądek. Zdawałam sobie sprawę, że to skazałoby Punię na kolejne godziny cierpienia a jej odejście za Tęczowy Most było nieuniknione. Cieszę się, że Twoja sunia ma następczynię. Zgadzam się z sleepigbyday, że " to nie znaczy, ze rach ciach przestaniecie tęsknić, wspominac i przede wszystkim żałowac, cierpieć", ale wiem, że będzie łatwiej- sama przez to przeszłam a właściwie przechodzę, bo jak widzisz mimo upływu czasu (4 lata i 5 miesięcy) nadal wracam do tamtego dnia i wciąż próbuję zrozumieć "dlaczego?....". Fraszka, która jest ze mną 4 lata i 1 miesiąc pozwoliła mi wrócić do normalnego funkcjonowania ale nie pozwoliła zapomnieć.
-
Albert, ja tez nie wiem, czy Twoja sunia mogła żyć gdyby...Tak samo jak nie wiem i nigdy nie dowiem się, czy moja Punia żyłaby dłużej, gdyby operacja guza śledziony się udała. Wyobrażam sobie, że czułam sie wtedy podobnie jak Ty. Diagnoza nowotworu u Puni była dla mnie szokiem- kilka godzin wcześniej nie miałam pojęcia, ze jest chora. Pierwszy lekarz, który postawił tę diagnozę nawet nie wspomniał o możliwości operacji. Zrobił tylko zastrzyk, który miał "poprawić komfort" i poinformował mnie, gdzie mogę uśpić psa. Dopiero dzień później, inny weterynarz dał nam szansę. Pamiętam, że mówił wtedy, ze jeżeli guz jest tylko na śledzionie, to jest szansa (20%), że uda się go usunąć. Gdyby jednak okazało się, że zajęta jest też wątroba, to niestety rokowanie jest beznadziejne. Zdecydowałam się na operację, żeby nie pozbawic Puni tych "20%", chociaż przyznam, że nawet w to nie wierzyłam. Decyzja o operacji była jednak łatwiejsza niż o eutanazji. A tylko taka miałam wtedy alternatywę. Nie chciałam ryzykować, że Punia umrze w męczarniach za kilka, kilkanaście godzin. Wydaje mi się, że Ty miałeś też tylko taki wybór. Stan Puni (i gwałtowny przebieg choroby)był podobny jak Twojej suni- ogromny brzuch i postępujące osłabienie. Operacja nie udała się. Z tego co zrozumiałam, powodem było silne krwawienie i "wrastanie" guza w klatkę piersiową?. Wątroba była podobno zdrowa. Albert, jestem przekonana, że podjąłes słuszną decyzję i zrobiłes wszystko co możliwe, żeby ratować swoją przyjaciółkę. Możliwe, że nawet gdyby przeżyła operację, to nowotwór wątroby nie pozwoliłby jej na długie życie. Tak jak pisze sleepingbyday "śledziona jest zdradliwa" ale za to można bez niej żyć. Wątroby niestety nie można usunąć. To dlatego guzy śledziony dają stosunkowo najlepsze rokowania w leczeniu i na szczęście wielu psom udaje się nie tylko przeżyć operację ale żyć normalnie przez wiele lat.
-
[quote name='ramzes01']/.../ale umówmy się że jeśli nawet nie uda się ocalić zwierzęcia napiszcie co było i jakie objawy, innym może to uratować życie (i nie tylko mówię tu o psach, bo ich właściciele wcale mniej tego nie przeżywają) Pamięć o Ramzesie pozostanie na zawszę tutaj ....... czyli w mojej głowię[/QUOTE] Na dogomanię trafiłam po smierci mojej Puni. Szukałam wtedy wyjasnienia jak to sie mogło stać, że odeszła tak nagle, że nie było czasu na leczenie, ze nie tylko ja, ale weterynarz, u którego byłam dwa-trzy dni wcześniej nie zauważyliśmy objawów tej śmiertelnej choroby itd. Niemożliwe przecież, zeby nowotwór rozwinął się w ciągu kilku godzin. W tych ostatnich dniach Punia była leczona na...stawy. Chodzi o to, że objawy guzów na śledzionie (podobnuie zresztą jak wielu innych chorób)nie są charakterystyczne. Świadczą o tym choćby nasze opisy na tym wątku. Ja też tu pisałam o dolegliwościach Puni, które obserwowałam kilka tygodni a może nawet miesięcy wcześniej. Te najbardziej niepokojące skłoniły mnie do wizyty u weterynarza. Ale właściwą diagnozę udało się ustalić, kiedy już było za późno. Za późno dla Puni. Tylko czy historia przebiegu jej choroby może pomóc innym chorym psom? Mam nadzieję, ze tak; dlatego o tym piszę. Z drugiej strony obawiam się, żeby nie przesadzic i nie panikować... Mój pierwszy pies- wyżełka Kama umarła na parwowirozę. Miała tylko 6 miesięcy. Choroba rozwinęła się też błyskawicznie. Leczenie zaczęłam, kiedy jedynym objawem, który mnie zaniepokoił był brak apetytu: pobiegłam do weterynarza natychmiast, wtedy kiedy po raz pierwszy Kama nie okazała zainteresowania pełną miską. Weterynarz nie widzał w tym niczego niepokojącego ale na wszelki wypadek podał jakieś leki. Kiedy dzień później już było wiadomo, że to jednak poważna choroba, walczyłam o życie Kamy przez 2 dni. Przegrałam. Od tego czasu byłam (i jestem) chorobliwie uwrażliwiona na brak apetytu u moich psów; do dzisiaj wpadam w panikę, kiedy Fraszka obojętnie traktuje moje wołanie na "kolację". Na szczęście u niej taka "obojętność" rzadko trwa dłuzej niż kilka minut. Ramzes01 zapraszam Cię na wątek Puni [URL]http://www.dogomania.pl/threads/32072-PUNIA-odeszła-tak-szybko[/URL] i zachęcam do założenia Rmzesowi watku na Tęczowym Moście. Z doświadczenia wiem, ze to pomaga godzić się ze stratą przyjaciela. Ale masz rację pamięć pozostaje przede wszystkim w głowie i w ...sercu.
-
[quote name='ramzes01'][COLOR=#000000][FONT=MS Shell Dlg 2]Witam wszystkich. Szkoda ,że spotykam się z wami w takich okolicznościach. Ciężko jest mi o tym pisać, ale chce aby o moim przyjacielu szybko nie zapomniano (ja na pewno nie zapomnę) a każdy kto będzie to czytał wspomnie o nim. to jest tylko jeden z powodów dlaczego to piszę. chce także przestrzec przed objawami tego strasznego choróbska. Miałem pieska swojego kochanego Ramzesa. był to amstaff pomieszany z bokserem. piękny i mądry pies. cieszył się na widok wszystkich. miał 6 lat. pewnego dnia pies nie był tak wesoły jak zwykle był troszkę osowiały ale nikt na to nie zwrócił uwagi. teraz z perspektywy wydarzeń, które się stały wiem ze to był pierwszy objaw. zawsze był chętny do wychodzenia na spacery, a teraz troche mniej jak go wołałem to nie przychodził od razu tylko po chwili tak jakby musiał. Ślinienie już mogło dać trochę do myślenia. wystąpiło ok 1 miesiąc przed. byłem u lekarza powiedział, że to może być genetycznie po bokserze. trochę mi sie wydawało to dziwne. przez 5 lat nic a teraz się ślinił. uznałem ze lekarz miał racje. miał problemy z chodzeniem na łapę prawdopodobnie kiedyś zwichnął łapę więc pojechałem na rtg (5 dni przed) miał wzdęty brzuch. stał się duży i twardy akurat tego dnia jak pojechałem do kliniki. poprosiłem o usg i wyszedł guz śledziony wielkości pięści. umówiona była operacja. w ciągu 3 dni brzch urósł okropnie. ten najpewniejszy objaw (nie wiem jak to powiedzieć) wzdęty brzuch na tyle by to zauważyć powstał 3 dni przed operacją. ostatniego dnia nie będe opisywał. po prostu psa rozcieli, stwierdzili wszędzie guzgi więc psa trzeba było uśpić. bardzo mi ciężko ale wiem że to już mi nic nie pomoże. trzeba żyć dalej ale jest cholernie ciężko :( proszę was. jeśli macie kogoś kto ma psa, nawet zdrowego niech przeczyta ten post. nie wtedy jak już jest późno tylko jak pies jest zdrowy. niech ludzie wiedzą na co trzeba uważać, a nie jak zwalczać tą ciężką chorobę. psa musiałem uśpić 26 stycznia 2011roku. ślinienie było ok 1 mieś przed tym a wzdęty brzuch 3 dni przed [/FONT][/COLOR][/QUOTE] ramzes01 bardzo mi przykro. Jestem Ci wdzieczna, że opisałeś objawy choroby Ramzesa. Nie tylko dlatego, ze to może uwrażliwić innych na czasem pozornie banalne dolegliwości. Jestem wdzięczna tez dlatego, że mimo upływu czasu, po ponad czterch latach od śmierci mojej Puni, mam poczucie winy, że nie zauważyłam w porę, że jest cięzko chora. Myśle jednak, że to nie nasza wina. Punia była starsza niż Ramzes (miała 14,5 roku), więc takich nietypowych objawów, które ja tłumaczyłam wiekiem, było więcej. Od gwałtownego załamania stanu zdrowia Puni do diagnozy guza na sledzionie i nieudanej operacji minęło zaledwie 2 doby.
-
KRAKOW Perfidne szczeniaki od Perfi i c24rnego juz maja domki :)
ma_ruda replied to Perfi's topic in Już w nowym domu
No rzeczywiscie bardzo długo Cię nie było ale tym większa radość, ze jesteś:multi: i przede wszystkim, ze z Timba wszystko w porządku (no prawie w porządku biorac pod uwage tę miejmy nadzieję niegroźną wadę serduszka). No i Timba to już przecież dojrzała pani;);ma ponad 4 lata. Ciekawa jestem jak wygląda- może jakieś foteczki:knuje: Fraszka jest jeszcze dojrzalsza- ma teraz ok. 6-7 lat. No ale niewiele sie zmieniła poza tym, ze jest bardziej...puszysta (ale naprawdę to nie znaczy, że gruba). Nadal zdarzaja się jej ataki padaczkowe ( o ile to padaczka:cool3:) ale na szczęście nie nasilają się. Poza tym nie ma żadnych problemów zdrowotnych. Jest bardzo grzeczna w domu; na spacerach za to różnie bywa:roll:. Jest trochę mniej (ale wciąż jest:cool3:) lękliwa niż na początku. Pozdrawiam i przesyłam głaski dla Timby, Poli i wszystkich kotków. -
[quote name='greatmadwomen']my, a tak właściwie ja kupiłam za te pieniądze konserwy i jedną dużą paczkę suchej karmy(22kg), ale dobrych firm, a nie takich z marketu, których tam mają pełno a w tych karmach nic nie ma, obroży i smyczy mamy pod dostatkiem więc nie trzeba. Najlepiej znajdź jakąś hurtownie gdzie można kupić taniej dobre karmy i detalicznie, ja kupowałam w hurtowni puma w łagiewnikach, bo miałam najbliżej, bo hurtownie w których się zaopatruje schronisko są w okolicach sklepu "nico" w zabierzowie. Jak byś chciała wiedzieć coś więcej to pisz :)[/QUOTE]Dziekuję; nie wiem czy uda mi się zrobic zakupy w hurtowni, bo nie udało mi sie znaleźć żadnej w "moim pobliżu" a wyprawa na drugi koniec miasta chyba przy tak niewielkiej kwocie się nie opłaca.
-
W mojej szkole kończy się akcja zbiórki darów dla krakowskiego schroniska. Poza drobnymi darami w naturze uzbieralismy ok.120 zł w gotówce. Może doradzicie na co najlepiej to przeznaczyć? O ile wiem nie możemy po prostu przekazać tych pieniędzy. Czy w schronisku bardziej przyda się sucha karma (jeżeli tak to jaka?), czy może obroże, smycze itp.