Jump to content
Dogomania

ma_ruda

Members
  • Posts

    1566
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by ma_ruda

  1. [quote name='taks']ma_ruda pytasz co jeszcze... poczytaj w necie o amigdalinie ( inne nazwy to vit B17 lub lepril) stosowany w weterynarii daje czasem dobre efekty a w kazdym razie nieco spowalnia rozrost nowotworowy Czy w wypadku zmian w wątrobie pomoże tego nie wiem ale co masz do stracenia...[/QUOTE] Na dogo jest świeży wątek z pytaniem o dawkowanie tego leku; pytałam nawet autora co ma leczyć, bo wydaje mi się, że jego pies jest po operacji guza śledziony i jednocześnie ma przerzut do wątroby [URL]http://www.dogomania.pl/forum/threads/226456-amigdalina-dawkowanie[/URL]. Szukałam już w necie, ale zniechęciło mnie ryzyko przedawkowania. No i pewnie lek mało znany przez przez wetów, ale zapytam przy najbliższej wizycie. U mojej suni jest na razie tylko podejrzenie nowotworu. Problemem, który pozbawia nadziei na skuteczność jakiegokolwiek leczenia jest marskość jednego płata wątroby- a to zmiana podobno nieodwracalna. Przyczyny mogą być różne- to mogłaby wyjaśnić biopsja. Ale nie bardzo widzę sens robienia biopsji. Może wycięcie tego martwego płata byłoby ratunkiem ale na razie takiej propozycji ze strony wet-ów nie było. Obecny stan suni wyklucza operację: nie przeżyje narkozy. Ja czekam na zmianę pogody- może wtedy Fraszka poczuje się lepiej. Jeżeli nie to obawiam się, że wkrótce przegramy tę walkę. Wiadomość z ostatniej chwili: Fraszka zrobiła kupę:multi: Poza tym byłyśmy na dość długim spacerze, spotkałyśmy znienawidzoną sunię-sąsiadkę, której trochę się od Fraszki oberwało;)To za mało, żeby się cieszyć życiem ale jednak cieszy. Jest teraz chłodniej i nie tak duszno jak wczoraj wieczorem i widać, że pogoda ma teraz ogromny wpływ na samopoczucie Fraszki. Tylko, że na pogodę niestety nie mam wpływu. Na razie udało się pokonać kryzys. Ale czy uda się następnym razem? Tym bardziej, że od poniedziałku muszę wrócić do pracy. Bardzo się tego boję:shake: [QUOTE][COLOR=#000000]a na ryżu jesli tylko dostaje odpowiednie do choroby suplementy to może być bardzo długo-pewenie sami weci nie wiedza jak długo[/COLOR][/QUOTE] Nie dostaje żadnych suplementów. Niestety mam wrażenie, że weci skoncentrowali się na diagnozowaniu choroby a nie na leczeniu. Mam wrażenie, że od początku założyli, że stan jest beznadziejny; ostatnio lekarz nawet przyznał, że był zaskoczony, że ona się tak trzyma ale uznał, że teraz się poddała (bo biernie znosiła badanie USG w dniu kiedy ledwo trzymała się na łapach, bo przez 2 nie jadła i było 30 st. w cieniu). Także dobór leków jak już pisałam budził moje wątpliwości. [QUOTE][COLOR=#000000]Co do picia to nie dawałabym "na siłę" ale jesli je chetnie ryz to podlej go wodą albo "glutami" z siemienia lnianego ( w aptece kupisz odtłuszczone pestki lub mielony). Siemie ułatwi tez wypróznienia nie drazniąc przy tym przewodu pokarmowego. Taki podlany płynem ryż powinien wystarczyc do nawodnienia więc dodatkowe pojenie nie bedzie konieczne.[/COLOR][/QUOTE] Spróbuję z siemieniem. Czy to siemię jest bezzapachowe?, bo boję się, żeby jej nie zniechęcić do jedzenia jeżeli jej zapach nie podejdzie. Myślę jednak, że problem z częstotliwością wypróżnień może być spowodowany spowolnionym trawieniem.
  2. Tak i właściwie tylko tyle wiem, że mięsa ma być minimalna ilość i tego przestrzegam. Ale jak długo może być na samym (prawie) ryżu? Oczywiście pytałam wielokrotnie wetów o tę dietę ale nie uzyskałam żadnej porady. Na razie osiągnięciem jest, że w ogóle je i że nie zwraca. Zmartwieniem są kupy a raczej ich brak już od 2 dni, chociaż wczoraj i dzisiaj zjadła sporo. No i to picie- nadal głównie ze strzykawki, bo sama i wypiła wczoraj wczoraj odrobinę wody z miski. Fraszka zawsze piła mało. Kiedy czytam o objawach różnych chorób wątroby to raczej powinno być nadmierne pragnienie.
  3. Od wczoraj jest trochę lepiej. Ja na szczęście mam wolny weekend i mogę na bieżąco monitorować stan Fraszki. Boję się ją zostawić choćby na chwilę, żeby wyjść do sklepu. Mam nadzieję, że jak zmieni się pogoda, która teraz dla niej jest zabójcza, to będzie lepiej przynajmniej na tyle, że nie będę się bała, że umrze podczas mojej nieobecności.
  4. Jeżeli można rozpuścić tabletkę w wodzie możesz próbować podać taki roztwór strzykawką. Jeżeli nie to spróbuj obtoczyć tabletkę w maśle. Ja mam jeszcze mało humanitarny sposób- wpycham na siłę do pyska, prztrzymuję głowę lekko w górze i zatykam dłonią nos i pyszczek psa. Ale może wystarczy poprzestać na przytrzymaniu łebka. Tego typu tabletki rzeczywiście są bardzo trudne do podania
  5. Kaloryczność miodu mnie nie martwi- utuczenie jest wskazane: Fraszka jest przeraźliwie chuda. Kroplówki byłyby lepszym wyjściem, ale teraz w czasie weekendu wiąże się to z dojazdem na dyżur na drugi koniec miasta co wczoraj o mały włos nie skończyło się tragicznie. sama nie podejmuję się już podawać kroplówek- przerabiałam to w okresie Świąt:cool3:. Staram się ostrożnie wlewać tę wodę (po kropelce) ale będę jeszcze bardziej uważna. A ornipural? W historii leczenia Fraszki pisałam o zmianie leku i wątpliwościach czy ten drugi to był dobry wybór, bo jego podawanie zbiegło się w czasie z kłopotami z dietą i trawieniem. Może to tylko zbieg okoliczności. Ale też po pierwszym leku, który tak jak ornipural zawiera ornitynę sunia czuła się dobrze, jadła RC hepatica i wyniki badania krwi po 8 dniach bardzo się poprawiły. Dlatego chciałam spróbować z ornipuralem, który poza ornityną ma jeszcze inne podobno unikalne składniki. Wiem, że na pewno nie zaszkodzi. Zastanawiam się tylko czy przy marskości wątroby (jednego płata) jest sens. Chcę ratować sunie za wszelką cenę z wyjątkiem ceny niepotrzebnego cierpienia. [B]Kolejne pytanie: dieta[/B] Przed chwilą pierwszy sukces od czasu bojkotu RC hepatica: przed chwilą Fraszka zjadła trzecią dzisiaj porcję tego samego jedzenia czyli: dużo ryżu, mało cielęciny. Dotychczas wyglądało to tak, że nawet jak pierwsza porcję jadła chętnie to drugiej po kilku godzinach już nie chciała a na drugi dzień musiałam zmieniać dodatek do ryżu. Boję się ją przekarmić dlatego na raz daję jej malutkie porcje nawet jeżeli widzę, że zjadłaby więcej. Ale nie mam już pomysłu czym mogę bezpiecznie urozmaicić tę dietę. Mam jeszcze nadzieję, że wróci do Royala; tak na razie byłoby najbezpieczniej. Zastanawiałam się czy nie wciskać jej na siłę przynajmniej kilku kulek, ale to chyba nie jest dobry pomysł?
  6. [quote name='gryf80']ruda-nikt za ciebie ,czy twoich rodziców decyzji nie podejmie,niestety.to są sp[rawy czysto indywidualne,sama znasz swojego psiaka najlepiej i ty będziesz wiedziała,że to "już"[/QUOTE] gryf80 ja nie oczekuję od nikogo takiej decyzji ani tu na forum ani od przyjaciół i znajomych a nawet od lekarzy. Od rodziców tym bardziej, bo dawno jestem dorosła:cool3:. Pytanie w tytule wątku jest raczej retoryczne i kieruję je do siebie. Wiem jednak, że na forum jest wiele osób, które były w podobnej sytuacji. Czasem pomaga tylko zrozumienie. Ja też mam już za sobą podobnie trudną decyzję z poprzedniczką Fraszki. To doświadczenie nie pomaga mi jednak w podjęciu decyzji teraz. Wczoraj wydawało się to przez chwilę oczywiste, że tylko tak mogę psu pomóc. pisałam o tym w pierwszym poście. Muszę pomyśleć chyba o zmianie tematu wątku, żeby uniknąć nieporozumień. Może zamiast "Kiedy się poddać" lepiej będzie: "Co jeszcze można zrobić"? EDIT: Temat zmieniony, więc jeszcze doprecyzuję swoje pytanie: 1. WODA Z MIODEM- jaka ilość będzie bezpieczna, żeby nie obciążyć wątroby? 2. PODAWANIE WODY NA SIŁĘ (strzykawką) kiedy pies sam bardzo mało pije: czy nie ma niebezpieczeństwa przeciążenia krążenia? 3. ORNIPURAL- czy jest jeszcze sens próbować (o ile uda się psa utrzymać przynajmniej w takiej kondycji jak dzisiaj) O ornipuralu znalazłam kilka informacji głównie w kontekście: odstąpię.., poszukuję... Poza tym, ze jest bardzo skuteczny w szybkiej regenneracji watroby, że trudny do zdobycia, sprowadzany z Francji. Nie znalazłam informacji, że uratował psa albo kota.
  7. ​Postanowiłam założyć ten wątek, bo może moje doświadczenia komuś się przydadzą. Będę też wdzięczna za porady. Dopóki moja sunia jeszcze żyje a ja wciąż mam nadzieję, że to "jeszcze" potrwa długo. Walczymy od miesiąca z chorobą wątroby. Wczoraj wieczorem byłam bliska rezygnacji- gdybym nie stchórzyła po wejściu do gabinetu dzisiaj nie byłoby Fraszki i nie wiedziałabym, że może poczuć się lepiej i przeżyć kolejny dzień. A ja kolejny dzień będę mieć nadzieję, że zdarzy się cud. Nie wiem kiedy zaczęła się choroba Fraszki- myślę, że znacznie wcześniej niż zauważyłam objawy, które mnie zaalarmowały i skłoniły do wizyty u weterynarza- powtarzające się wymioty niestrawionym pokarmem. Mimo, ze bałam się, że to może być coś poważnego, nie myślałam, że aż tak. Fraszka zachowuje się normalnie, widzę wprawdzie, że ostatnio bardzo schudła ale wiążę to z wymiotami i zmiennym apetytem 1 wizyta w lecznicy: 31 marca (piątek): ogólne badanie, antybiotyk. 2 wizyta: 2 kwietnia: pobranie krwi do badania; dokładniejsze badanie- jest żółtaczka(ja niestety nie widziałam, że pies jest żółty)USG ale na słabym sprzęcie i niewiele widać; jednak wstępna diagnoza- prawdopodobnie nowotwór wątroby. Kroplówka, antybiotyk. 3 wizyta: 3 kwietnia są wyniki badań- przerażająco wysokie próby wątrobowe. Lekarz potwierdza podejrzenie nowotworu ale zaleca dietę +tabletki hepatiale forte. Kroplówka. Próba szukania innych przyczyn niż nowotwór: zatrucie, uraz jamy brzusznej. Prognoza: jeżeli wyniki po tygodniu się poprawią to rokowanie będzie pomyślniejsze 4-9kwietnia: codziennie kroplówki najpierw w lecznicy;Sunia jest wyraźnie zmęczona i zestresowana badaniami i zabiegami Zbliżają się Święta, więc ustalamy, że będę je robić sama w domu. Później okaże się, że mam z tym problem- boję się, że coś zrobię źle. Ostatecznie po 3 dniach rezygnuję z kroplówek. Święta mijają spokojnie. Fraszka ma apetyt, chętnie je suchą karmę RC hepatic ( niestety nie chce jeść puszkowej). Od początku leczenia ani raz nie wymiotowała; wydaje się, że czuje się dobrze. 10 kwietnia: zmiana wenflonu, pobranie krwi i nerwowe oczekiwanie na wyniki. 11 kwietnia: odbieram wyniki: są znacznie lepsze; w poczekalni spada mi kamień z serca. Wchodzę do gabinetu z ulgą, pokazuję wyniki lekarzowi, opowiadam o swoich obserwacjach dot samopoczucia psa; lekarz wpatruje się w komputer, gdzie jest zapisana historia choroby i .......już pod koniec wizyty mówi : "pies ma 20 lat........" (Fraszka ma 7-9)Okazuje się, że jak zawsze pod moim nazwiskiem w komputerze otwiera się karta Puni, która od 6 lat jest za Tęczowym Mostem. Prostuję pomyłkę ale mnie "zatyka", lekarz też wydaje się zakłopotany. Wychodzę z receptą na nowy lek heparegen. Próbuje tylko upewnić się, że będzie skuteczniejszy niż poprzedni, zapewniam, że cena leku nie ma znaczenia. Od tego momentu zaczynam mieć wątpliwości, czy ta lecznica to dobry wybór. W tym czasie, który opisałam codziennie przyjmował mnie inny lekarz. Każdego informowałam o wszystkich swoich niepokojach i nadziejach. Reakcje były różne- czasem żadne, czasem uspokajające, zdarzało się, że sprzeczne. Nikt do tej pory nie sugerował wtedy zrobienia USG. Zrobiłam je dopiero 21 kwietnia w innym gabinecie. Po tym nieporozumieniu z 20 letnim psem zaczęłam się obawiać, że Fraszka została od początku spisana na straty i to leczenie to tylko czas dla mnie. Nie znałam nawet nazwisk tych wszystkich lekarzy (zaczęłam ich rozpoznawać dopiero gdy trafiłam w internecie na grafik dyżurów). Nie wiedziałam i właściwie nie wiem do dzisiaj czy któryś z lekarzy jest tzw. prowadzącym. Lekarzem, który pierwszy zajął si Fraszką (nie znał wtedy wyników badań) drugi raz miał dyżur w tym gabinecie dopiero po 2 tygodniach. Myślałam, że w tak poważnych przypadkach kilku lekarzy to mogłaby być zaleta, gdyby były jakieś konsultacje. Ale chyba nie ma. Wracam do historii leczenia: 12- 15 kwietnia: w lecznicy antybiotyk, w domu heparegen. !4 kwietnia Fraszka wymiotuje. (nadal je tylko suchy RC Hepatic) 16 kwietnia: wizyta w lecznicy; próba zmiany wenflonu- niestety nie udaje się więc kroplówka pod skórę; zalecenie USG; porada: podać no-spę (może pomoże w odpływie żółci) 17 kwietnia: Fraszka rano zbiega ze schodów jak dawniej. Przez dwa dni czuje się wyraźnie lepiej. Chodzimy na kroplówki. 18 kwietnia wieczorem po powrocie z lecznicy nie chce jeść, 19-20 kwietnia- nie je w domu za to buszuje po trawnikach; chwila mojej nieuwagi i porwała coś na pewno nieodpowiedniego dla jej wątroby. Dzien później daję jej biały ser- pochłania go w drodze do miski ale po kilku godzinach zwraca, podobnie będzie z ryżem i odrobina kurczaka. 21 kwietnia: najpierw zastrzyk w "naszej" lecznicy a potem USG w innym gabinecie poleconym przez znajomą. Wynik badania mnie załamuje: podejrzenie zmian nowotworowych w jednym płacie wątroby, zalecenie (diagnostyczne): biopsja. Pani dr proponuje leczenie ornipuralem i zentonilem. Załamana diagnozą na razie nie decyduję się - nie wiem czy to ma sens. 21-22 kwietnia popełniam błędy dietetyczne. Fraszka je ale zwraca. 23 kwietnia jestem znowu w "swojej" lecznicy, informuję o wyniku USG, problemach z dietą. Zaczynam mieć wątpliwości czy zmiana leku nie ma związku z niechęcią do karmy leczniczej. Wychodzę z wrażeniem, że pomysły na leczenie się wyczerpały (już nawet bez kroplówki). W celu diagnozy wskazana laparotomia. 24 kwietnia- kolejna wizyta; włączenie sylimarolu, rezygnacja z antybiotyku. Pobranie krwi do badania kontrolnego. 25 kwietnia: są wyniki, niewielka poprawa w stosunku do poprzednich badań. Próbuję ustalić termin laparatomii ale nie decyduję się na zaproponowany tuz przed długim weekendem. 25-27 kwietnia : Fraszka je już nawet sam ryż, dodaję niewielkie ilości mięsa (kurczak, ryba, cielecina). Nie wymiotuje, ale chociaż chciałaby jeść więcej niż jej daję (nie chcę przeciążać watroby), po kilku godzinach nie ma ochoty na drugą porcję. Kupy robi co 2 dzień. 27 kwietnia: rano jest osłabiona. Od wczoraj nie wychodzi po schodach. pocieszam się, że to osłabienie to "tylko" problemy z jedzeniem. Po powrocie z pracy zastaję ją bardzo słabą. Zaczynam wpadać w panikę. W nocy jest niespokojna, nie może sobie znaleźć miejsca. 28 kwietnia: zaczyna się długi weekend. Zdecydowałam się na ornipural, Jadę na pierwszy zastrzyk. Mam wątpliwości- Fraszka źle się czuje, wygląda jakby ją coś bolało, jest gorąco co na pewno dodatkowo ją męczy. W gabinecie "od ornipuralu" jest młody lekarz (moze praktykant?) bo p. dr wyjechała na kilka dni. Postanawiam więc pojechać jeszcze do "naszej" lecznicy . fraszka dostaje zastrzyk p/bólowy. Po powrocie do domu coraz gorzej: słania sie na łapach. Wieczorem jest moment kiedy jestem pewna, że za chwilę będzie po wszystkim. Decyduję się jechać na nocny dyżur w lecznicy. Zanim wyszłam z domu zrobiło się trochę chłodniej. Fraszka trochę odżyła. Lekarz potwierdził, że jej samopoczucie ma związek z pogodą ale do mnie dociera, że Fraszka ma już bardzo poważne problemy z krążeniem. Sunia zostaje nawodniona podskórnie. Umawiam termin laparoskopii na środę. Po powrocie do domu sunia zjada chętnie kolację. Noc mija spokojnie. 29 kwietnia: rano Fraszka czuje się na tyle dobrze, że bez obawy zostawiam ją na 2 godziny i jadę na zakupy. Wieczorem postanawiam jechać na dyżur do lecznicy, żeby znowu podać jej trochę płynu. Ale najpierw robimy dokładne USG: wynik znowu załamujący: jeden płat wątroby jest martwy co ma przesądzać o rokowaniach. Jeszcze dodatkowo RTG- niewiele wyjaśnia. W końcu na moją prośbę nawodnienie. Fraszka wychodzi wymęczona, ja załamana. W nocy coraz gorzej. Mam wrażenie, że wysiada krążenie. 30 kwietnia- mam jechać na drugi zastrzyk ornipuralu. Planuję wyjechać jak najpóźniej, kiedy będzie chłodniej. Ale Fraszka przez cały dzień jest w fatalnym stanie. Chodzi bez celu po mieszkaniu, plączą się jej łapy. obija się się o ściany, nie pije o jedzeniu nie ma mowy. Wychodzę po 19-ej; jest jeszcze duszno. W samochodzie po kilku minutach widzę, że pies bezwładnie osuwa się z siedzenia. Przerażona zatrzymuję się; za chwilę jadę jeszcze chwilę w "kierunku ornipuralu" ale w końcu decyduję zawrócić- jeszcze zdążę do mojej lecznicy. Jestem już zdecydowana poddać się i pomóc Fraszce odejść zanim ona zdecyduje za mnie. Po wejściu do gabinetu mam już wątpliwości, nie jestem gotowa. Gdybym trafiła na dyżur innego lekarza, być może Fraszka dzisiaj byłaby już za Tęczowym Mostem. Na szczęście pani doktor zgodziła się jeszcze zatrzymać Fraszkę. W gabinecie dostała płyn z furosemidem. W domu, tak jak poradziła lekarka, podałam trochę wody z miodem. W nocy Fraszka spała i chyba nie działo się nic złego, bo ja też spałam. Dzisiaj jest prawie dobrze; rano zjadła ryż z minimalną ilością cielęciny. Co chwilę poję ją wodą ze strzykawki. Teraz siedzi na balkonie i z zainteresowaniem obserwuje otoczenie. Nie obija się o ściany, nie chodzi chwiejnym krokiem. To jeszcze za mało, żeby się cieszyć z dobrej formy ale wystarczająco, żeby nie żałować wczorajszego tchórzostwa. Na razie to tylko jeden dzień więcej. Nie wiem ile takich dni jeszcze będzie. Na szczęście mam weekend, jestem w domu i cały czas chodzę za Fraszką jak ...pies. To daje mi poczucie względnego bezpieczeństwa, że w razie potrzeby będę mogła w porę pomóc. Nie ukrywam, że po miesiącu walki czuję się emocjonalnie wyczerpana; fizycznie też. Mimo wszystko muszę myśleć, ze to ma sens.
  8. :placz:Jest gorzej niż źle. Przegrywamy walkę z chorobą. Do dzisiaj jeszcze wierzyłam w cud. Wieczorem byłam umówiona w lecznicy poza Krakowem na drugi zastrzyk ornipuralu- leku, który miał być ostatnią deską ratunku. Po przejechaniu kilku kilometrów Fraszka zsunęła się bezwładnie z siedzenia samochodu- myślałam, że już po wszystkim:shake:. Zrezygnowałam w "cudownego" leku i zawróciłam i pojechałam do Krak-vetu właściwie pewna, że to będzie już ostatnia podróż Fraszki:placz:. Zanim dojechałam na miejsce byłam zdecydowana, żeby pomóc jej odejść. Ale zabrakło mi odwagi. Wciąż mam nadzieję, że przeżyje kryzys i jeszcze będziemy walczyć dalej. Jednocześnie panicznie się boję, że zabije ją swoją nadzieją. Tutaj opisałam nasze zmagania z chorobą: [URL]http://www.dogomania.pl/forum/threads/226525-Kiedy-się-poddać-walka-z-niewydolnością-wątroby[/URL]
  9. Napisz na forum krak-wetu- tam masz szansę na odpowiedź doświadczonego lekarza wet. Wprawdzie jeżeli to pilne to może być problem, bo czasem trzeba poczekać na odpowiedź kilka dni. A ja z ciekawości zapytam o tę witaminę- jakie ma działanie. Sama walczę z chorobą wątroby mojej suni. Jest podejrzenie nowotworu i częściowej marskości. Leczę ją ...swoim optymizmem i desperacko szukam ratunku.
  10. Mam nadzieję, że będę jeszcze miała dobre wiadomości o Fraszce. Niestety dzisiaj mój optymizm obniżył się. Fraszka ma wyraźnie dosyć wizyt u weterynarzy. Dzisiaj nie udało się wymienić jej wenflonu. Na wszelkie zabiegi zaczyna reagować panicznym lękiem a mnie serce pęka. Najgorsze jest to, że wciąż nie wiem jaka jest przyczyna tak złego stanu wątroby. Do tej pory nie miała zrobionego USG, które może coś by wyjaśniło. Mam wątpliwości czy dobrze wybrałam lecznicę.Zdecydowałam się na leczenie w Krak-vecie, bo byłam przekonana, że mają tam dobre zaplecze diagnostyczne. Niestety okazało się, że na Złotego Wieku nie ma nawet sprawnego USG. Sanocka to dla mnie "koniec świata" i nawet nie wiem jak tam dojechać. Poza tym przez te 2 tygodnie poznałam tam wszystkich lekarzy- codziennie przyjmował nas ktoś inny. Myślę, że nie miało to na razie większego wpływu na przebieg leczenia ale dla mnie jest źródłem dodatkowych niepokojów. Muszę jednak zrobić to USG jak nie na Sanockiej to w innej lecznicy. Nie ukrywam, że bardzo się boję ale wciąż nie dopuszczam myśli, że może być gorzej niż... źle.
  11. Szaleję z niepokoju o Fraszkę. Wyniki badań po 8 dniach leczenia i diety są już trochę lepsze ale wciąż złe:-(. Od dwóch tygodni walczę o jej zdrowie a może...życie. Nie dopuszczam myśli, że może się nie udać. Puni nie dałam tej szansy i teraz to jeszcze bardziej boli. Myślę też jednak o tym, że może Punia nie chciała przez to przechodzić. Prawdę mówiąc nie wiem czy w ogóle byłoby to możliwe. Fraszka cierpliwie znosi badania, zastrzyki, kroplówki. Obawiam się, że Punia nie pozwoliłaby się w takich sytuacjach dotknąć. Podstępna choroba oszczędziła jej takich przeżyć.
  12. :-(Od 2 tygodni walczę z poważną chorobą mojej Fraszki. Jeszcze nie wiem czy jest to walka o zdrowie czy o..życie. Szaleję z niepokoju. Nie wiem czy to dobry pomysł zawracać Psoni głowę takim problemem, ale przecież to nie pierwszy kłopot, jakim ja obciążamy. Może i tym razem zgodzi się potrzymać łapki za Fraszkę.
  13. Dawno nie pisałam, no bo chyba nikt już nie czyta:shake: Ale mimo wszystko spróbuję jeszcze raz; niestety tym razem to zła wiadomość:-(: Fraszka jest poważnie chora. Na razie wiadomo, że coś złego dzieje się z wątrobą. Ma przerażająco złe wyniki prób wątrobowych. Od ponad 2 tygodni walczymy: leki, kroplówki, dieta. Wyniki badan po 8 dniach znacznie lepsze ale wciąż złe. Ja szaleję z niepokoju.
  14. Dogo "pozjadało" posty, wiec powtórzę to co pisałam kilka dni temu. Myślę, że możesz śmiało leczyć zwierzaki na Bajecznej. Mimo, ze mam smutne wspomnienia- tam odeszła moja Punia:-( po operacji. Jednak stan suni był beznadziejny. Byłam wdzięczna, że podjęli się próby ratowania psa.Zostałam uczciwie uprzedzona, że szansa jest minimalna i nie miałam pretensji. Koszt operacji wtedy był najmniej istotny ale byłam zaskoczona, bo zapłaciłam za wszystko ok. 200 zł (to "wszystko" to także to co... najsmutniejsze). Drugi raz byłam na Bajecznej w październiku na konsultacji z Fraszką. miała robione USG i rtg kręgosłupa. Badanie było bardzo dokładne, lekarz rzeczowy; wszystko wyjaśniał, nie spieszył się, mimo, ze poczekalnia była pełna. A moja strachliwą i nerwową Fraszkę zaczarował;) Teraz Fraszka jest niestety poważnie chora. Myślałam, żeby pójść z nią właśnie na Bajeczną ale byłam przekonana, że nie mają tam swojego laboratorium (już wiem, ze mają) a zależało mi na czasie i szybkiej diagnozie.
  15. [quote name='Beta&Czata']/.../ Może to i lepiej, bo przez te kilka dni jakoś dziwnie się na mnie inni pasażerowie patrzyli, gdy siwa, starsza pani krztusiła się co 30 sekund, usiłując powstrzymać głośny rechot/.../ .[/QUOTE] Nie czytałaś recenzji, która uprzedza o ryzyku związanym z lektura Gareta w miejscach publicznych?:evil_lol:
  16. Cieszę się, ze wróciłaś na dogo. Wstawianie fotek się skomplikowało; ja niestety też już nie potrafię. Może ktoś nam podpowie jak to się teraz robi i zobaczymy "potężnego baribala"
  17. Ja już czekam na trzecią część Gareta. Drugą już zamówiłam-dostanę w prezencie na imieniny :lol: a tymczasem oczekiwanie sprawia mi dodatkową radość;).
  18. Ja też zaglądałam i widziałam szczęsliwa Lunę, tylko nie podzieliłam sie swoją radością:p, ale robię to teraz.
  19. Kilka dni temu podsłuchałam:oops: rozmowę, z której wynikało, że zaginęła sunia (na os.Piastów) Pana zaginionej znam z widzenia i wydaje mi się, że ta jego sunia jest taka właśnie wilkowata. Ale nie jestem pewna. Pana od tamtego czasu już nie spotkałam(albo nie poznałam, bo rozpoznawałam go po psie;)). Będe jednak teraz uważniej się rozglądać za nim albo za kobietą, z którą wtedy rozmawiał (ją poznam po jej psie:p). Gdyby to była "ta" sunia to nazywałaby sie Sara (Sarunia)- może spróbujesz sprawdzić, czy zareaguje na to imię?
  20. Mam problem z forum; bardzo irytujący. Teraz tylko chce sprawdzić czy uda mi się coś tutaj napisać.
  21. [quote name='Kama83']czas zaczac planowac urlop, czy ktos calkiem niedawno byl moze w Lebie? jest tam teraz jakies bezposrednie zejscie na plaze niestrzezona? bo dla psow wydzielonego miejsca chyba nie ma... ew. moze ktos cos polecic w jakiejs fajnej miejscowosci, ale tak, zeby byly pokoje 1 os? i nie bylo kosmicznej oplaty za psa?[/QUOTE] W Łebie byłam kilka lat temu, ale nie sądzę, żeby się coś zmieniło na korzyść dla psów- tłumy ludzi zarówno na plaży jak i w centrum miasta. Dla psa to udręka. Ja na szczęście mieszkałam w Nowęcinie. Do plaży było bardzo daleko ale nie byłby to duży problem, gdyby nie to, że dojście w pełnym słońcu. Moja sunia była juz wtedy w wieku mocno dojrzałym i te spacery były bardzo uciążliwe. Ale gdyby Ci się udało znaleźć jakieś lokum blisko plaży ale daleko od centrum Łeby to myślę, że nie powinno być problemów z wejściem z psem. A kosmiczne opłaty za psa? Nigdy nie płaciłam dodatkowo za psa. Z tym, że też nigdy nie bywałam w luksusowych pensjonatach. Natomiast rzeczywiście możesz mieć problem z pokojem 1-osobowym. Ja kiedyś rozważałam wynajęcie "solo" pokoju 2 osobowego i opłacenie "pustego łóżka" ( przy cenie do 40 zł za 1 os). Ostatecznie nigdy nie odważyłam się jednak na taki samotny wypad, więc nie wiem czy to rozwiązanie jest możliwe.
  22. Ostatnio nie zagladałam tutaj, ale to nie znaczy, że zapomniałam. Chyba nie ma dnia (i nie było od ponad 4 lat), żebym chociaż przez chwilę nie pomyslała o Puni. Często też wspominam ją w rozmowach; zawsze kiedy tylko mam okazję. Już od dawna bez łez ale wciąz ze ścisniętym sercem. Dzisiaj zastanawiam się, czy gdybym nie miała mozliwości odwiedzac jej tutaj, pamietałabym tak dokładnie ten dzień kiedy odeszła? To pytanie przyszło teraz, bo uświadomiłam sobie, że chyba w lutym straciłam Abiego . A kilka miesięcy wcześniej, w październiku... a może we wrześniu? odeszła Kama. Nie pamiętam tych dat a przecież te rozstania były tak samo trudne, jak to z Punią. Może nawet trudniejsze, bo bardziej niespodziewane. Kama żyła tylko kilka miesięcy; Abi miał ok 2 lata. Niewiele zostało mi wspomnień, bo były ze mna zbyt krótko. Ale chociaż minęło wiele lat nie zapomniałam o nich. Tylko te daty mi umknęły.
  23. [quote name='KrystynaS']/.../ bo to przecież już staruszeczek. :loveu:[/QUOTE] "Staruszeczek"? Wydaje mi sie, że Brutus zaczął nowe życie u słoneczkoswieci. A juz na pewno nadrabia czas, w którym kiedyś ktoś go pozbawił radości.
  24. Obawiałam się tej wiadomości:-(; Ostatnia zima Marsa. Jednak łatwiej to przyjąć ze świadomością, że zabrał ze sobą dobre wspomnienia a o tych złych miał możliwość zapomnieć. Miał ponad 15 lat? Trudno myśleć, że to dużo, bo zawsze myślimy, że za wcześnie.
  25. Tak, mija kolejny rok. . To już szósty Sylwester, dzień w którym już tylko w moich myślach i wspomnieniach jest Punia a za moimi plecami śpi Fraszka Dzisiaj pamięć przywołuje te ostatnie dni każdego roku. Niestety dla Puni na pewno nie były to radosne chwile. Tak bardzo bała się fajerwerków. A ja... bałam się o nią. Fraszka znosi trochę spokojniej to sylwestrowe szaleństwo, ale we mnie do dzisiaj pozostał ten niepokój. Życzę wszystkim tutaj i tym za Tęczowym Mostem spełnienia wszystkich Noworocznych życzeń i marzeń.
×
×
  • Create New...