ma_ruda
Members-
Posts
1566 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by ma_ruda
-
[QUOTE][COLOR=#000000]Liza tez Załatwia sienostatnio często w domu. Jest duzy ucisk (na usg wyszło ze dla porównania nerka ma 4,5 cm, a nowotwór w najcienszym miejscu 10 cm) i momentami nie wytrzymuje. Byliśmy nad morzem, wszystko było super, wróciliśmy tez było ok, ale od kilku dni już nie wstaje (tzn, tylko na siku i jedzenie) ale je i lekarz powiedział ze to oznaka ze ja nic nie boli. I szykujemy sie na następne dni negatywnie....[/COLOR][/QUOTE] Ja dzisiaj byłam u weta. Właściwie tylko po receptę (niestety prawie od początku uważał, że leczenie nie ma sensu; dzisiaj potwierdził swoją opinię, bo jego zdaniem pies się męczy:-( Wspomniałam o tym sikaniu w mieszkaniu. Możliwe, że przyczyną jest osłabienie mięśni zwieraczy. Gdyby apetyt miał być dowodem, że sunię nic nie boli, to byłabym spokojna- Fraszka niemal stale dopomina się o jedzenie. No ale to chyba "zasługa" encortonu. Zazdroszczę Ci pobytu nad morzem. Sama kocham polskie morze; z Fraszką udało mi się wyjechać chyba tylko 3 razy. W tym roku musiałam zrezygnować, bo w jej stanie podróż by ją pewnie zabiła. Nie wiem czego życzyć Lizie i Tobie. Domyślam się, ze tak jak ja wiesz, że Liza nie wyzdrowieje. Chyba po prostu musimy się cieszyć każdym dniem dopóki można wierzyć, ze następne będą też dobre. [QUOTE] [COLOR=#3E3E3E]Podsikiwanie w domu najprawdopodobniej wiąże się z chorą wątrobą, niekoniecznie muszą to być nerki. A co z piciem? Czy sunia zaczęła więcej pić?[/COLOR][/QUOTE] Nie, nadal prawie wcale nie pije. Ale je "bardzo mokro"- myślę, ze ziemniak, jabłko zawierają stosunkowo dużo wody, ryż gotuję tak, żeby wchłonął jej jak najwięcej. Fraszka nie sika więcej niż zwykle, tylko chyba rzeczywiście zwieracze nie wytrzymują. Pewnie też przekonała się, ze sikanie w mieszkaniu niczym jej nie grozi;). A ja i tak planowałam zmienić dywan:razz:. Niemniej wolałabym, żeby sikała na panele a najlepiej na balkonie, który zwykle jest otwarty i kiedyś korzystała z niego awaryjnie. Właśnie to mnie najbardziej dziwi, że nie korzysta z balkonu i w ogóle nie sygnalizuje potrzeby. po prost idzie spokojnie do pokoju i wybiera sobie dowolne miejsce- jak na trawniku.
-
[quote name='magdola'] Niestety my przegraliśmy walkę.....prawie.....[/QUOTE] Co się dzieje? (stało?). Ja już wiele razy byłam pewna, że zbliża się finał:-(; teraz to już nawet na niewielkie pogorszenie samopoczucia Fraszki reaguję paniką, zwłaszcza wtedy gdy nie potrafię ustalić przyczyny. Ostatnio martwi mnie coraz bardziej jej sikanie (i nie tylko) w mieszkaniu. Boję się, ze może już nerki przestają prawidłowo funkcjonować. Poza tym wydaje mi się, że ma dolegliwości bólowe; czasem wieczorem ma takie jakby skurcze mięśni. Ale nie daje wyraźnych sygnałów, że coś ją boli.
-
[quote name='natka.jezewska']I jak się ma psiak? Mam nadzieję, że wszystko w porządku :)[/QUOTE] Wszystko w porządku; Z tym, że "porządku" oznacza, że nie jest gorzej, że (odpukać) ostatnio nie było żadnych bardziej niepokojących objawów, od tych do których już się przyzwyczaiłam:razz:. [QUOTE][COLOR=#000000]O Boże ! Pedigree !!! dziewczyno jeśli kochasz swojego psa , to nie truj go tym świństwem i jeszcze na dodatek chorego . Jak psu smakuję Trovet , to pokarm go jakiś czas , zwierzęta wiedzą co jest dla nich dobre . Obojętne co by nie jadł , musisz trzymać dietę dla wątrobowców . Daj sobie spokój z tymi konserwantami w Pedigree .[/COLOR][/QUOTE] Spokojnie, nie truję. Nawet kiedy sunia była zdrowa nie kupowałam Pedigree, Chappi itp. Tak na wszelki wypadek, bo naczytałam się podobnych opinii jak Twoja. Ale poprzednia sunia, jeżeli w ogóle jadła gotową karmę (a jadła tak jak i Fraszka od czasu do czasu) to jadła właśnie te sklepowe. Nic złego się nie działo. Do 14 roku życia nie chorowała, nie miała sensacji żołądkowych. Odeszła z powodu nowotworu śledziony ale nie sądzę, żeby to miało związek z rodzajem karmy. Myślę, że te popularne karmy są po prostu mniej wartościowe i stąd cieszą się złą sławą. Ale chyba przestrogi należy kierować do tych, którzy karmią swoje psy wyłącznie przemysłowymi karmami. Trovet, Hils, Royal (także te lecznicze) też mają konserwanty. Ja nie jestem przekonana do takiego sztucznego żywienia zwierząt. Ale to tylko dygresja. Do próby z Trovetem skłoniła mnie tym razem wyłącznie nadzieja, że sunia będzie lepiej przyswajać białko i inne składniki. Ale po tych trzech dniach na Trovecie znowu mam wątpliwości. Kupy są tak samo duże jak nie większe niż na "mojej" diecie. Fraszka nie czuje się ani lepiej ani gorzej.Poza tym ta karma mi się nie podoba. W jednej puszce były jakieś podejrzanie ciemne kawałki, w drugiej podobnie ciemna bryja na dnie puszki. Pomijam już kawałek drutu, który na szczęście w porę zauważyłam. Zapach sztuczny, dla mnie odrażający ale psu nie przeszkadzał. Z tych wszystkich "wątrobowych" karm najbardziej podobał mi się jednak Hils. Sama już nie wiem co robić? Pomyślałam, że może Fraszka żyje właśnie dzięki diecie "domowej"? Ale z drugiej strony- może gdyby była na weterynaryjnej to żyłaby w lepszej formie? Pytania raczej retoryczne. Gdyby ktoś miał podobne doświadczenia, czyli psa w takim stanie jak mój to może byłoby mi łatwiej zdecydować o sposobie żywienia i leczenia. Na razie Fraszka żyje 5,5 miesiąca od diagnozy, mimo beznadziejnych rokowań, "strasznych" wyników badań. No i już chyba ponad 2 miesiące od stwierdzenia tragicznej anemii w dodatku nieregeneratywnej. Dowiedziałam się, że w Krakowie jest wet, który[B] leczy ozonem. [/B]Czy ktoś słyszał, stosował ? Jestem ciekawa opinii i fachowej wiedzy czy taka terapia jest skuteczna ale przede wszystkim czy nie szkodzi?
-
Postanowiłam jeszcze raz spróbować diety weterynaryjnej ale mam wątpliwości czy to dobry pomysł? Sunia ostatnio dość dobrze funkcjonowała na diecie domowej tzn bez "sensacji" ale też bez efektów-nadal nie przybiera na wadze (jest wychudzona ale już nie chudnie) a sierść nie odrasta. Na razie kupiłam dwie puszki Trovet hepatic; dzisiaj Fraszka zjadła prawie całą a zjadłaby pewnie więcej (ma teraz wilczy apetyt). Ponieważ generalnie jestem sceptycznie nastawiona do suchej karmy, uznałam puszkową za kompromis; wydaje mi się "bliższa natury" jednak gdybym to ja miała jeść te konserwy to wybrałabym Hils'a- ładniej wygląda i mniej sztucznie pachnie. Czy Waszym zdaniem można te karmy podawać naprzemiennie? Czy stałoby się coś złego, gdyby raz na kilka dni sunia jadła "domowe" jedzenie? Czy oprócz puszki może dostawać dodatkowo jabłko, banana, ziemniaka? Czy przy karmie leczniczej należy odstawić leki 'wątrobowe"? witaminy?
-
Przegapiłam szóstą rocznicę rozstania z Punią:oops:; Już pod koniec sierpnia paraliżowała mnie myśl, że to może być podwójna data do odliczania:-( tego czasu i ze 4 września to będzie finał walki o zatrzymanie Fraszki. Tegoroczne wakacje tak bardzo przypominały tamte sprzed sześciu lat. Nawet to, ze skończyły się też w poniedziałek, było dla mnie jakby zrządzeniem losu. No ale tamten poniedziałek to był 4 września a więc dzień później. Fraszka wciąż jest ze mną i wciąż mam poczucie, że nasza walka o jej życie to spłacanie długu wobec Puni.
-
Fraszka przez ostatnich kilka dni była w dobrej formie. Dzisiaj niestety jest gorzej. Jest słabsza, chodzi skulona. Jeżeli powodem jest "tylko" ochłodzenie, to co będzie kiedy zacznie się prawdziwa jesień? Obawiam się, że kubraczek nie rozwiąże problemu ale jest już zamówiony, koleżanka zobowiązała się ekspresowo wydziergać sweterek dla Fraszki. We wtorek byłam u wet-a; ale niczego nowego nie zaproponował. Pytałam czy utrata sierści może mieć podłoże hormonalne. No i usłyszałam, że może ale nie wiadomo jakich hormonów jej brakuje. Ja od ostatniej morfologii w lipcu już nie mam odwagi robić żadnych badań.
-
[quote name='musiaczek']Moja sunia miala guzy na watrobie prawdopodobnie, biopsji nie miala bo i po co wet powiedzial ze szkoda sunie meczyc a chemia tez moglaby byc pierwsza i ostatnia, ustalilismy ze bedziemy farmakologicznie leczyc.U mojej suni waga sie wahala walczylam zeby zawsze choc troche przybrala, zaczela mocniej chudnac pod koniec zycia chociaz jadla, wet mowil ze niewydolnosc tak wplywa ze psiak bedzie chudl[/QUOTE] No to byłaś w podobnej sytuacji, z tym że u mojej suni w USG nie było widać żadnych guzów i właściwie nie wiem na jakiej podstawie weci podejrzewali (podejrzewają) nowotwór. Muszę się Wam poskarżyć na Fraszkę. Dzisiaj samowolnie nakarmiła się kiwi.:diabloti: Zanim ja na tym przyłapałam zdążyła wygryżć kawałek razem ze skórką. W dodatku kiwi było niedojrzałe. A ja jak zwykle umieram z niepokoju, że jej zaszkodzi. Na razie nic się nie dzieje i mam nadzieję, ze będę mogła wkrótce zapewniać, że pies chory na wątrobę może jeść kiwi:cool3:. Bo w tej chwili nawet nie wiem czy jest wskazane dla zdrowego psa. Poza tym nadal stabilnie, z tym że wróciła lekka "trzęsiawka"; potwierdzają się chyba moje podejrzenia, że sunia źle toleruje zimno i martwię się co będzie jak zaczną się naprawdę chłodne dni. Przymierzyłam jej dzisiaj kubraczek, który kiedyś kupiłam na bazarku u taks.Był szyty na miarę. Tak jak myślałam, teraz ma miarę dwóch Fraszek:-(
-
Czy lubi masło? mój pewnie lubi chociaż orzechowego nigdy nie jadła. Ale myślę, że banan jest ok? Dzisiaj nareszcie odpuścił upał i nie mam większych powodów do zmartwień, bo sunia w niezłej formie. Ale "niezła" to jeszcze nie dobra. Musiaczek co się działo z wątrobą Twojej suni? Udało Ci się zdiagnozować chorobę? Nie wiem czy sama niewydolność wątroby może być przyczyną chudnięcia? Moja sunia zaczęła gwałtownie chudnąć w pierwszym miesiącu leczenia. Na początku maja ważyła 3,5 kg. Ale to było po kilku trudnych dniach, kiedy prawie nic nie jadła. Później przybyło jej ok.1 kg; waga wskazywała nawet powyżej 5 kg ale wtedy było dość duże wodobrzusze. Od co najmniej 2 miesięcy jest niezmiennie ok. 4,8 kg (bez wodobrzusza, bo ustąpiło na szczęście a w każdym razie nie jest widoczne). To samo z sierścią- traciła ją stopniowo ale od jakiegoś czasu już chyba sie to zatrzymało, tylko niestety sierść nie odrasta.
-
[quote name='asinek5']Ma-ruda, masz pełną skrzyneczkę[/QUOTE] Już opróżniona.
-
[quote name='musiaczek']wiem ze krakow a bydgoszcz to szmat drogi, pociagiem tez sunie wiesc tyle godzin do wawy to ryzyko co do diety proponuje dla dobra watroby lekko strawnie karmic, najlepiej mieso drobiowe, marchewka gotowana ryz, zadnych kielbas parowek jajek, masz szczescie ze sunia je wszystko moja od zawsze byla wybredna a jak zachorowala to co ja sie nameczylam zeby wcisnac tabletki rodzina sie smiala ze moja sunia to byl testator wedlin jak wziela plasterek jakiejs szynki to znaczy ze jest dobra, a skusila sie rzadko tylko niektore jej podchodzily[/QUOTE] Kiełbas i parówek sunia nie jadła nigdy. Natomiast dość często surowe zółtko, które uwielbiała. Jadła głównie mięso wołowe i drób. Wydawało mi się, że żywię ja prawidłowo. Nigdy nie wymiotowała, nie miała sensacji żołądkowych. Ale być może miała jednak problemy z przyswajaniem białka i być może to było powodem ataków padaczkowych? teraz daję jej cielecinę, drób i ryby ale wszystko, zgodnie z zaleceniami w niewielkich ilościach. Stad te jajka, bo chciałam jej dostarczyć białko "niemięsne". Ale przed chwilą "odkryłam", ze białko jajka jest silnym alergenem i nawet niewielka ilość może wywołać bardzo poważne dolegliwości. Tak, że być może rzeczywiście to wczorajsze śniadanie było dla Fraszki zabójcze. Tabletki najpierw otaczałam w maśle (dla zapachu i poślizgu) ale ostatnio wbijam w plasterek banana i to okazało się skuteczniejsze niż masło. Ale rzeczywiście sunia ma apetyt nawet nadmierny co jest pewnie wątpliwą zasługą encortonu. Wbrew pozorom stwarza to też problem, bo nie mogę zaspokoić tego apetytu suni, żeby jej nie przekarmić (zdarzyło mi się to parę razy) Ale mimo apetytu sunia nie przybywa na wadze i to jest wielkie moje zmartwienie. Obawiam się, ze albo karmię nowotwór albo Fraszka ma zaburzenia wchłaniania (albo jedno i drugie). I to jest problem, którego nie udaje się rozwiązać (podobnie jak łysienia). Nie wiem czy przyczyną jest niewydolna wątroba . Sunia wygląda jakby miała poważne zaburzenia hormonalne.
-
[quote name='musiaczek']Szkoda ze nie mieszkacie w moim miescie tzn Bydgoszczy, pokierowalabym do kliniki gdzie moja byla leczona[/QUOTE] Bydgoszcz to prawie drugi koniec Polski. Bliżej byłaby Warszawa (pociągiem ok. 3 godz) ale też nierealne. W Krakowie nie mamy wydziału weterynarii ale podobno w tym roku otwierają. Może przyciągnie specjalistów. Ale to przyszłość. Boję się, żeby znowu nie zapeszyć ale chyba kryzys mija. Odkąd stan suni zaczął się stabilizować na tyle, że zaczęła w miarę dobrze funkcjonować, coraz gorzej znoszę każde załamanie i pogorszenie jej samopoczucia. Jednak do tej pory zwykle znajdowałam jakieś wytłumaczenie: pogoda, błąd dietetyczny, leki. Tym razem nie wiem co jest przyczyną. Pogoda wprawdzie fatalna ale taka jest już od kilku dni. W diecie i lekach nie było żadnych eksperymentów. Jedyna nowość to ta gentamecyna do oka. No chyba, że to wina jajka. Z jajkami miałam kilka "wpadek". Najpierw nakarmiłam ją całym ugotowanym na twardo. Był dramat. Później uznałam, ze całe jajko to za dużo, wiec dałam jej pół i bez żółtka. Znowu wtedy źle się czuła. Wtedy przeczytałam, ze jajka powinny byc gotowane na miękko. Kilka razy takie zjadła i na wszelki wypadek 1/3 jajka na raz. Było ok. Ale całkiem niedawno miałam takie małe jajka, ze postanowiłam dać jedno w całości. Czuła się po tym tragicznie. Dodatkowo ostatnio uświadomiłam sobie, ze u suni oprócz wątroby problemem jest prawdopodobnie woreczek żółciowy. Żółtka więc w zasadzie przeciwskazane. Dlatego wczoraj dostała samo białko ugotowane na twardo ale to były trzy plasterki (takie od czubka). Może jednak jej zaszkodziły? Nie wiem czy jest mozliwa alergia na białko kurze? albo może białko gotowane na twardo jest ciężkostrawne? Wygląda na to, że muszę jajka wyeliminować z diety. Podobne wątpliwości mam z białym serem i tez na wszelki wypadek go unikam (jeżeli już to tylko w minimalnej ilości).
-
Leczyłam sunię w dwóch gabinetach i konsultowałam w trzecim. Pierwszy to filia znanej w Krakowie lecznicy, w której między innymi pracuje jeden z najlepszych krakowskich wet-ów (nr 1 w różnych rankingach internetowym; oblegany przez pacjentów, trudno się do niego dostać ale kilka razy mi się udało). Pewnie są w moim mieście i w okolicach mniej popularni ale dobrzy lekarze. Jednak mimo zastrzeżeń mniej czy bardziej uzasadnionych wydaje mi się, że w tej chwili trudno byłoby mi znaleźć kogoś kto mógłby zaproponować skuteczniejsze leczenie. W każdym razie ja nie wiem do kogo mogłabym jeszcze pójść i nie usłyszeć, że nie da się już psu pomóc. No i nie znam odpowiedzi na pytanie w tytule wątku "co jeszcze można zrobić?"
-
Wierz mi, ze czas i pieniądze nie maja w tej chwili znaczenia. Problemem jest "intensywna opieka weta", bo jak pisałam moi weci w zasadzie z tej opieki się wycofali. Wiem, ze zabrzmi to głupio ale ja już nie mam odwagi chodzić do wet-ów. Czuję się tak, jakby patrzyli na mnie z politowaniem. W najlepszym wypadku doradzają pozostawienie dotychczasowych leków i to wszystko. Przypomnę, ze nawet lekarka, która ją wyciągnęła z beznadziejnego stanu na początku maja, po wynikach morfologii zaproponowała jedynie "ulżenie w cierpieniu". Mimo to poszłam do niej jeszcze raz; zrobiła wtedy kontrolną morfologię (bez reticulocytów, więc 2 dni później musiałam powtórzyć badanie). Ale to własnie ta lekarka kiedyś, gdy sunia miała gorączkę, twierdziła, ze nie może jej nic podać ze względu na encorton. Mnie odwagi uśpienia suni pozbawia dodatkowo doświadczenie z 2 maja. Od tego dnia Fraszka zaczęła drugie życie. Na pewno pisałam o tym na tym wątku ale przypomnę.To był kolejny dzień, kiedy z godziny na godzinę było z sunią gorzej i a dzień wcześniej wet. po badaniu USG i RTG uznał, ze jest beznadziejnie a sunia "poddała się". Fraszka zasłabła mi wtedy w samochodzie w drodze na drugi zastrzyk ornipuralu. Przerażona, pojechałam do lecznicy zdecydowana pomóc jej odejść. Stchórzyłam w ostatniej chwili przed wejściem do gabinetu. Od tego czasu minęło prawie 4 miesiące. Gdyby nie mój brak odwagi dzisiaj nie wiedziałabym, że będzie lepiej. Zaoszczędziłabym może suni cierpienia ale też pozbawiłabym ją wielu drobnych radości. Sobie oszczędziłabym dodatkowych 4 miesięcy lęku i ciągłego stresu, czasem ogromnego wysiłku, i sporych wydatków. Od początku jestem jednak świadoma, ze tylko odkładam nieuniknione. Nadal martwię się jak sobie poradzę od poniedziałku, kiedy wrócę do pracy i boje się myśleć, że... może nie będzie już problemu. to były zdecydowanie najgorsze wakacje w moim (długim) życiu. Nie dlatego, że nie mogłam nigdzie wyjechać a nawet spokojnie wyjść z domu na kilka godzin. Po prostu nieustanny lęk o sunię, pozbawił mnie sił do normalnego życia. Za to "normalne" życie o mnie nie zapomniało, bo oprócz problemów z sunią, nie zabrakło mi innych "atrakcji". Ale to już "ludzkie" sprawy, więc nie na to forum. Fraszka przed chwilą zjadła trochę ryżu z mięsem. Prawie normalnie. "Prawie", bo weszła jedną łapką do miski z wodą:cool3:. Ale ulżyło mi, ze jednak ma apetyt i poradziła sobie z jedzeniem bez mojej pomocy.Na wszelki wypadek dzisiaj na razie nie daję jej innych leków (poza encortonem). Nadal jest jednak niespokojna.:-(
-
[quote name='gryf80']pewnie był problem bakteryjny..[/QUOTE] Obawiam się, że jednak poważniejszy niż się wydaje:-(, oko już nie ropieje ale dzieje się coś niedobrego. Od wczoraj znowu wyraźne i postępujące osłabienie. Przez cały dzień obwiniałam o to upał ale wieczorem, kiedy zrobiło się chłodniej było jeszcze gorzej. Prawdopodobnie sunia miała gorączkę (nie mierzyłam, bo i tak nie mogłabym jej pomóc). Jest niespokojna, obija się o meble. Chyba straciła apetyt. "Chyba", bo postanowiłam nie karmić ją na siłę a ona nie oczekuje tak jak zwykle nad miską. Wczoraj jeszcze jadła łapczywie ale miałam wrażenie, że ma problemy z połykaniem. Podobnie było dzisiaj rano. Dałam jej kawałek banana, żeby nie podawać na czczo encortonu. Zjadła ale jakoś tak "międliła". Boję się, że coś dzieje się z gardłem albo przełykiem. Ciężko mi się do tego przyznać nawet przed sobą, ale myślę, że potrzebna mi już tylko odwaga, żeby zakończyć tę walkę:placz:; pozostaje mi jeszcze niewielka nadzieja, ale narastają wątpliwości czy mam prawo czekać..
-
Problem ropiejącego oka Fraszki już chyba za nami. Krople gentamicin rzeczywiście zadziałały skutecznie, właściwie już po jednej aplikacji.
-
Jak nie pomoże gentamecyna to będę szukać Optexu. Bo jednak dzisiaj zdecydowałam się zakropić suni oczy; przemywanie herbatą nie pomogło. Gdyby nie chore oczko to mogłabym napisać, że jest w miarę dobrze. Fraszka wprawdzie trochę słabsza niż kilka dni temu ale za to nie ma "trzęsiawek". Tęsknię do umiarkowanej pogody z nadzieją, że wtedy sunia odzyska energię i lepsze samopoczucie.
-
[quote name='black_sheep']Gentamycyna na mojego chomika podziałała świetnie i szybko. Jestem zachwycona tym lekiem, a kosztuje tylko 3 zł:) Żeby wszystko tyle kosztowało:/ A Fraszka walczy tak dzielnie już od tak dawna, że musicie walczyć dziewczyny, tak dobrze Wam idzie!!! Głaski i całuski dla futrzanej pacjentki.[/QUOTE] Ja jeszcze nie dałam tej gentamecyny, bo miałam nadzieję ze wystarczy herbata. Ale chyba nie wystarczy. 3 zł u weta czy w aptece? Ja dostałam od wet-a Zapłaciłam więcej niż zwykle za wizytę i myślałam, że to te krople do oczu były takie drogie. Walczymy i dzisiaj jest nieźle. Ja już zaczynam się martwić co będzie jak wrócę do pracy. Fraszka ostatnio głośno protestuje przeciw mojej nieobecności w domu, mimo że codziennie zostawiam ja przynajmniej na 2-3 godziny.
-
[quote name='Chefrenek']Ale tak na prawdę to nic nie masz do stracenia. Bo jak tak czytam co się dzieje z psem i ta cała reszta...może to przykre co napiszę ale albo bym się wzięła za diagnozę albo pozwoliła suni odejść.:placz:[/QUOTE] Wybrałam pośrednie rozwiązanie i staram się zapewnić suni możliwy komfort życia, niezależnie od tego jak długo to potrwa.Nie mogę zapewnić, że ona nie cierpi; pewnie czasem cierpi, bo źle się czuje. Jak każdy chory pies (człowiek zresztą też). Ale wciąż potrafi się cieszyć z tego życia. I dopóki tak będzie nie potrafię zdecydować, żeby je zakończyć.
-
Dzisiaj jest cieplej i sunia nie dygocze. Wprawdzie przez chwilę widziałam lekkie trzęsienie głową ale trwało to moment. Podejrzewałam niedobór potasu. W jonogramie z połowy maja wszystkie elektrolity były w normie ale potas w dolnej a sód w g órnej granicy. Poza tym w ulotce encortonu wyczytałam, że może obniżać poziom potasu. Mówiłam o tym ostatnio wet-owi ale zbagatelizował. Na wszelki wypadek ostatnio daję jej bogate w potas ziemniaki i banany. SGGW we Wrocławiu a nawet w Warszawie jest nierealne z wielu powodów ale przede wszystkim dlatego, że tak długa podróż byłaby dla suni zabójcza. Rzeczywiście nie wiem co suni jest i pewnie się nie dowiem. W tej chwili dochodzenie przyczyn choroby byłoby sztuka dla sztuki. Mogłabym tu w Krakowie ryzykować laparotomię czy biopsję wątroby. Może by wyjaśniła to co się dzieje z wątrobą, ale przyczyn może być wiele (nowotwór poza wątrobą, nadnercza, przysadka, tarczyca i pewnie wiele innych). Jestem przekonana, ze choroba suni zaczęła się dużo wcześniej zanim pojawiły się objawy; być może nawet kilka lat wcześniej. Biorąc pod uwagę pierwsze wyniki badań profilu wątrobowego, to cud, że sunia jeszcze żyje. Tak przynajmniej twierdzą weci, którzy od początku straszyli mnie beznadziejnym rokowaniem.
-
[quote name='musiaczek']a to drzenie to nie sa spowodowane przez bole watrobowe?[/QUOTE] Nie wiem co powoduje drżenie. Nasila się kiedy sunia siedzi. Kiedy chodzi nie ma drżeń, kiedy leży czasem zdarza się delikatne trzęsienie głową. Wydaje mi się, że może to być problem z termoregulacją. Jest chłodno a lekarz uprzedzał, że sunia może mieć mała tolerancję na zimno. Ale może to sprawa osłabionych mięśni. moze to byc niedotlenienie spowodowane niedokrwistością albo po prostu brak ruchu. W czasie choroby, nawet wtedy gdy była w stosunkowo dobrej formie, niewiele spacerowałyśmy. Dzisiejszy spacer był długi ale to jeszcze nie była trasa jaką pokonywałyśmy gdy sunia była zdrowa.
-
Fraszka je "mokre", bo domowe jedzenie. Ale ona nie "mało pije" tylko wcale nie pije. Jedynym płynem, który wypija jest woda z miodem. Zentonil sunia łykała przez miesiąc. Może powinnam do niego wrócić? Trudno stwierdzić, które leki rzeczywiście pomagają. Ostatnie trzy tygodnie to walka głównie z anemią. Powinnam zrobić kontrolną morfologię ale przyznam, że mam wątpliwości czy warto. Daję suni żelazo i kwas foliowy chociaż lekarze uważają, że to nie ma sensu. A ja już nie chce słyszeć, ze jest beznadziejnie, bo wyniki są złe. Ważniejsze jest to jak czuje sie pies. Dzisiaj ciesze sie, ze po raz pierwszy od czterech miesięcy byłyśmy na prawdziwym spacerze i Fraszka pokonała bez problemu trasę ok. 3-4 km ( z przerwą na wizytę u znajomych). Niestety drżenie nie ustapiło; no może dzisiaj jest troszkę łagodniejsze.
-
[quote name='musiaczek']a zapytam jeszcze jak dlugo Fraszka brala ornipural?ja jak kupilam to moja sunia dzielila sie z kotkiem ktory mial marskosc watroby i wyniki mu sie diametralnie na plus poprawily ale leczony byl z m-c jak kojarze[/QUOTE] Prawdopodobnie było 10 zastrzyków w 2 seriach. Nie wiem na pewno, bo nie miałam nad tym kontroli. Sama byłam wtedy w kiepskiej formie psychicznej- "chorowałam" razem z sunią a to był najtrudniejszy okres. Tak jak pisałam wcześniej nie mogę ocenić skuteczności ornipuralu, ale gdyby brać pod uwagę poprawę wyników to największa była po pierwszych 8 dniach. prawdopodobnie dzięki diecie. Wspominałam też, że wyniki nie przekładały się na stan suni, czyli to co było widać. Natomiast po kuracji ornipuralem poprawa wyników była niewielka za to stan Fraszki znacznie się poprawił. Ale wtedy oprócz ornipuralu były inne leki, przede wszystkim kroplówki z douphalytem no i encorton, który prawdopodobnie postawił sunię "na łapy" i chyba do dzisiaj ją trzyma. A co z kotkiem? Czy poprawa wyników była (jest) długotrwała? Udało się zahamować postęp marskości? No bo cofnąć zmian chyba się nie da.
-
Może wiecie czy można stosować krople do oczu (gentamecyna) przy leczeniu encortonem? Pamiętam, ze kiedyś wet-ka mówiła, że nie może włączyć antybiotyku, bo sunia dostaje encorton. Wczoraj Fraszka dostała te krople na ropiejące oko (podobno skutek spadku odporności) ale nie mam odwagi ich użyć. [QUOTE][COLOR=#000000]u nas w diecie nie mozna bylo stosowac nic poza kurczakiem albo jagniecina, o owocach mogla sunia zapomiec[/COLOR] [COLOR=#000000]co wet to inna dieta widac[/COLOR][/QUOTE] Mnie lekarze w sprawie diety niewiele radzą. To raczej ja informuję co suni daję lub pytam czy coś mogę dać i rzadko uzyskuję konkretną i zdecydowaną odpowiedź. Ale w ramach "samokształcenia" nigdzie nie znalazłam przeciwskazań dot. owoców w diecie z wyjątkiem ograniczenia surowych owoców. Nie jestem pewna czy dotyczy to też warzyw (np marchewki) ale chyba też powinny być gotowane? Jabłko prażę w mikrofalówce, no ale banana daję surowego. Nie zauważyłam, żeby sunia miała jakieś sensacje po tych owocach ale nie wiem nadmiar może zaszkodzić no i co to jest "nadmiar"?
-
Wątroba nie lubi "chemii" ; większość leków "wątrobowych" ma składniki ziołowe, więc w tym wypadku "zielarstwo" chyba ma sens? W akupunkturze też pewnie coś jest; pomaga ludziom to pewnie też może pomóc zwierzakom. Fraszka dzisiaj odzyskała trochę energii i całkiem nieźle radziła sobie na spacerach. Gdyby nie te drżenia, to mogłabym się cieszyć, że jest lepiej. Problemem jest jej apetyt- wydaje się stale głodna; Nauczona doświadczeniem boję się, żeby jej nie przekarmić. Próbuję ją oszukiwać bananem, prażonym jabłkiem ale też nie wiem czy mogę jej "bezkarnie" dawać owoce? Martwi mnie, że sunia chyba w ogóle nie pije wody. Przerwałam kurację "miodową" a to był jedyny płyn, który ostatnio przyjmowała. Myślałam, ze może te drżenia są spowodowane przewodnieniem. Ale po odstawieniu miodu od 2 dni nie zauważyłam, żeby wykazała zainteresowanie wodą w misce. [QUOTE][COLOR=#000000]czasami były przerwy od lekarstw kilku dniowe zeby nastepne lepiej zadzialao[/COLOR][/QUOTE] Właśnie zastanawiałam się czy nie powinnam zrobić suni przerwy w lekach. Od 4,5 miesiąca stale faszeruję ją pigułami. Nie mam jednak odwagi zrezygnować z tych leków;
-
Może Krak-vet na Sanockiej i dr Orzeł? (ale chyba zaczyna urlop)