ma_ruda
Members-
Posts
1566 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by ma_ruda
-
[quote name='black_sheep']Niestety, już nie odwiedza nas tak dużo osób jak na początku [/QUOTE] Pewnie odwiedzają tak jak ja, czyli wtedy gdy Tobie "chce się pisać";). Denisek się starzeje? Przyznam, że na forum czas płynie wolniej niż w życiu. Trudno uwierzyć, że Denis jest już tak długo szczęśliwy.
-
[quote name='aganiechaa'] [COLOR=#1A2854][FONT=Tahoma] Wg przepisów Borysa nie przyjmą do schroniska - będę zmuszona go uśpić :( czekam do końca tygodnia na adopcję.[/FONT][/COLOR][/QUOTE] Według przepisów to nie można uśpić zdrowego psa :angryy:.
-
Oj obawiam się, ze zanim Norcia przekona małą, to może potrwać. Fraszka miała początkowo takie "napady" jak Twoja mała ale nie wobec psów; szczekała na samochody i chociaż była niewielka, to w takich sytuacjach miała siłę psa-olbrzyma. Z czasem jej to przeszło i zdarzało się sporadycznie. Nie wiem czy Punia miała w tym udział. Ja mogłam jedynie zakupić Fraszce bezpieczne, mocne szelki; do wrzasków musiałam się przyzwyczaić.
-
Miałam podobnie- moja Oti przyjmowała wystrzały ze stoickim spokojem. Nawet trochę się martwiłam, że może cos nie tak z jej słuchem;). Też wspominałam kilkanaście Sylwestrów w łazience; najpierw w towarzystwie Puni, później Fraszki. Może nasze sunie za Tęczowym Mostem zrobiły jakąś wspólną akcję i przekonały swoje następczynie, że nie ma się czego bać? Niestety nie dotarły pewnie do wszystkich psów:shake:
-
[quote name='Sarna']Witam po roku, moja niunia czuje się super, prawdopodobnie miała ostre zapalenie wątroby, bo wyniki ma doskonałe. Bardzo współczuję Wam, którym pieski odeszły, nie wiem, jak bym to przeżyła..Ale podobno czas leczy rany... Pozdrawiam[/QUOTE] Cieszę się, że Twoja sunia wróciła do zdrowia. Może napiszesz jak przebiegało leczenie? Pamiętam jak trudno było mi znaleźć wskazówki takie "z praktyki". Teraz mam nadzieję, że mnie się już nie przydadzą, ale może kiedyś ktoś będzie szukał takich porad na forum.
-
To były najtrudniejsze Święta w moim życiu. Początkowo chciałam je zbojkotować, udawać, że ich nie ma. Ale były. Całkiem inne niż dotychczas; właściwie takie jak powinny być Święta. Tylko, że chyba dopiero teraz dotarło do mnie, że już nigdy nic nie będzie tak samo. Dzisiaj pierwszy raz w nowym roku odliczam lata i miesiące od rozstania z Punią i z Fraszką. Punia jest już siedem lat i cztery miesiące za Tęczowym Mostem, Fraszka rok i trzy miesiące. [ Black_sheep, czasem myślę, ze to jednak przeze mnie.... Dlaczego?, po co? tego nie wiem. 2013 rok żegnałam bez żalu. Nowy, jak zawsze z nadzieją, że będzie lepszy. Tym razem mogę mieć pewność, że gorszy nie będzie. Nie wiem czy jestem mocniejsza. Może rzeczywiście mam większy dystans do codziennych problemów, ale też coraz mniej siły żeby się z nimi zmagać. Mobilizuje mnie tylko świadomość, że jestem potrzebna Oti. Na szczęście sunia jest zupełnie bezproblemowa; jest ideałem psa. Lubię myśleć, że to Punia i Fraszka dbają o to, żeby Oti nie sprawiała mi kłopotów. Myślałam tak w Sylwestrową noc, kiedy Oti znosiła ze stoickim spokojem huki fajerwerków. Dzięki temu nie spędziłam tej nocy w łazience, tak jak dotychczas z Punią i Fraszką.
-
Szajbus, dziękuję za pamięć. Wczoraj nie miałam siły pisać, że pamiętam. Ale wspominałam. To pierwsze Święta bez Mamy. Drugie Święta bez Fraszki, siódme bez Puni. Myślałam o tym, że to co najtrudniejsze w życiu mam już za sobą. I tak pewnie jest. Powtarzam sobie, że cokolwiek się zdarzy w przyszłości, dam sobie z tym radę. Jakoś sobie radzę, życie toczy się dalej, już nigdy nie będzie tak jak rok temu, dwa lata, siedem lat. Siły dodaje mi wiara, że tych których mi brakuje już nic złego nie spotka.
-
Radku, dopiero dzisiaj dowiedziałam się o Sarusi. Zajrzałam na wątek Psoni (tam często się spotykaliśmy); nie mogłam uwierzyć. Bardzo mi przykro. To dobrze, że Sara dała dom kolejnej suni. Taki chociaż można znaleźć sens w tych naszych pożegnaniach.
-
Myślałam, że w moim życiu zdarzyło się już wszystko co najtrudniejsze. Myślałam, że teraz będę odporna na wszelkie problemy, trudności. Nie jestem. Problemy nie opuszczają mnie. Nadal, jeszcze zanim uda mi się odzyskać równowagę po "świeżych" przeżyciach, muszę sobie radzić z "najświeższymi". Gdyby nie Oti, chyba bym się poddała.
-
Minął rok bez Fraszki. Chyba nie było dnia, żebym o niej nie myślała. Nawet wtedy, gdy przeżywałam najtrudniejsze tygodnie w moim życiu. Wciąż trudno mi zapomnieć ostatnie pół roku. . Dzisiaj wydaje mi się, że te sześć miesięcy choroby i cierpienia trwało dłużej niż sześć naszych wspólnych lat.
-
Dzisiaj smutna rocznica - 4 września 2006 roku Punia przekroczyła Tęczowy Most. To już siedem lat wspomnień. Mimo upływu czasu zdarza mi się nadal zawołać na Oti "Punia", chociaż chyba częściej wołam "Fraszka".Fraszkę często nazywałam Punią... To pewnie dlatego, że kocham je jednakowo.
-
Dzisiaj mija 10 miesięcy od czasu gdy opuściła mnie Fraszka i 6 lat i 11 miesięcy od odejścia Puni. Pamiętam lato 2006 roku i ubiegłoroczne i upalne dni, które sama źle znosiłam, tak jakbym odczuwała podwójnie wysokie temperatury, które męczyły moje sunie. I to mi pozostało. Upały mnie wręcz przerażają. Ale nie dlatego, że obawiam się o swoje samopoczucie.
-
Na specjalne życzenie black_shepp (zdjęcie z czasów świetności suni; aktualne wkrótce; najpierw muszę odnaleźć kabelek do telefonu i odświeżyć swoje umiejętności:cool3:) Sunia umaszczeniem przypomina Fraszkę i Punię (podobna kolorystyka), rasą Abiego. Z Kamą łączy ją tylko tzw. "użytkowość rasy" i to raczej słabo (Kama była wyżlicą- pointerką). Ale najważniejsze: wszystkie łączy moja miłość. Dzisiaj pomyślałam z ogromnym żalem, że Mama nie poznała Oti:-(. Miała sentyment do spanieli. Może też ma swój udział w szukaniu przyjaciela dla mnie?
-
Oti jest rodowodową i utytułowaną:cool3: spanielką. Gwiazdą była jednak tylko przez pierwsze 4 lata życia; niestety z powodu ropomacicza została wysterylizowana i tak jej kariera się skończyła; przeszła na wcześniejszą emeryturę. Mieszkała w kojcu, chyba z innymi psami. Może nawet nie czuła się tam nieszczęśliwa ale... Przypuszczam, że brak ruchu(spacerów), nadmierny apetyt (to widzę:roll:) i dostęp (być może) nie tylko do swojej miski spowodowały, że nie tylko utraciła zgrabna sylwetkę, ale jest po prostu otyła. I to jest teraz dla mnie najpoważniejszy problem. Oczywiście nie tylko estetyczny:shake:. Mam nadzieję, że otyłość nie spowodowała jeszcze nieodwracalnych konsekwencji zdrowotnych i kiedy uda nam się zrzucić tę sporą nadwagę sunia wróci do formy. Na razie nawet terapię spacerową muszę ograniczyć, bo boję się, żeby nie przedobrzyć. Ale oczywiście spacerujemy i wydaje mi się, że w ciągu tych kilku dni kondycja się troszeczkę poprawia. Ale wciąż wyjście z domu nie budzi większego entuzjazmu:evil_lol: Wychowawczo sunia wydaje się ideałem- grzeczna, cichutka, przytulaśna. Na pewno jeszcze jest onieśmielona i przestraszona zmianą domu, pani, zwyczajów itd. ale znosi to nadspodziewanie dobrze. jeszcze uprzedzę ewentualną krytykę pod adresem dotychczasowej właścicielki Oti. Sama może wolałabym myśleć, ze "wyrwałam" psa od złej i pazernej kobiety, która pozbyła się psa, bo przestał przynosić dochody i splendor. Ale taka opinia jest, moim zdaniem niesprawiedliwa. Sądzę, że gdyby rzeczywiście chciała oddać sunie to dawno by to zrobiła. Można już raczej się "czepiać", ze zrobiła to tak późno. Pani tłumaczyła, że nie chciała oddawać Oti, że z trudem dała się przekonać, że dla dobra suni powinna to zrobić. No i los sprawił, że znalazły się dobre, czyli moje ręce. Tego nieskromnie jestem pewna:oops:
-
Fraszka ma swoją następczynię;) Od prawie dwóch tygodni jej miejsce w naszym domu zajęła Oti. W moim sercu było wystarczająco dużo miejsca, więc mogła spokojnie dołączyć do wszystkich swoich poprzedników. Kiedy odeszła Fraszka nie miałam wątpliwości, że chcę dać dom kolejnemu psu w potrzebie. Jednak nie szukałam kandydata do adopcji, bo po śmierci Fraszki los nadal nie oszczędzał mnie i moich najbliższych. Najpierw choroba a potem śmierć mojej Mamy.... Kiedy już moje życie zaczęło "toczyć się nadal" byłam przekonana, że powrót do tej nowej rzeczywistości nie będzie możliwy bez czworonożnego przyjaciela. Czekałam tylko na wakacje, bo to najlepszy czas na przyzwyczajenie adoptowanego zwierzaka do nowego domu. Nadal więc nie szukałam. Ale...pod koniec maja spotkałam znajomą, która dopiero wtedy dowiedziała się, że Fraszka nie żyje (spotykałyśmy się na "psich" spacerach). Jej pierwsza reakcja: "mam dla pani psa". Próbowałam się bronić, że ja jeszcze nie teraz, że na wakacje, że chcę ze schroniska, że wolałabym młodszego (Oti ma 6 lat). Ale widocznie broniłam się za słabo..., niemal do końca zachowywałam się prawie biernie, zdając się na los. Może jednak to nie los ale właśnie Fraszka wybrała swoją następczynię?Tak jak ponad 6,5 roku temu ona znalazła swój nowy dom dzięki Puni? Dzisiaj już jestem przekonana, że chociaż Oti nie opuściła schroniska, to tam gdzie była nie była szczęśliwa. Mam poczucie, że adoptując ją wypełniam testament Fraszki. A nawet dostrzegam w Oti zachowania, które tak bardzo przypominają Fraszkę, że znowu wierzę, że jakaś jej część wróciła do mnie "w innym futerku". Jak kiedyś Punia. Co więcej, być może Fraszka nie wybierała swojej następczyni sama. Mam uzasadnione podejrzenia, że konsultowała się z Punią, Abim i Kamą:razz:.
-
Odświeżam temat. Od kilku dni mam 6 letnią spanielkę "z odzysku". Śliczna, grzeczna ale niestety grubasek, więc musimy się odchudzać. Sunia prawdopodobnie przez ostatnie 2 lata była w kojcu. Jest wysterylizowana (chyba też ok. 2 lata temu). W kojcu była z innymi psami (z nimi też karmiona, więc pewnie walczyła o byt). Waży obecnie 14 kg; powinna- najwyżej 12 kg ( jest a raczej była raczej drobna). Odchudzanie zaczęłam oczywiście od długich spacerów (na razie na smyczy).Muszę jej jednak dawkować wysiłek, bo wydaje mi się, że łatwo się męczy. Zdecydowałam się na dietę "domową", bo po pierwsze tak była dotychczas żywiona, po drugie ja jestem sceptycznie nastawiona do karm przemysłowych, nawet tych weterynaryjnych stosowanych jako wyłączne pożywienie. Mniej więcej wiem jak powinna wyglądać dieta jakościowo ale nie bardzo wiem jak ilościowo? Tzn ile mięsa, warzyw, ryżu itd. (nie chodzi mi tylko o proporcje ale o całkowitą dzienną porcję jedzenia. Sunia ma wilczy apetyt więc nie mogę liczyć na jej umiar i rozsądek. Na razie postanowiłam ją karmić małymi porcjami 3 razy dziennie. Chętnie jeden posiłek zamieniłabym na suchy (oczywiście light) ale nie wiem czy to dobry pomysł?
-
[quote name='bartek22']Wyniki badan ktore tu podajecie sa niczym w porównaniu z wynikami Rajana on ma kosmiczne .[/QUOTE] Widziałeś(aś?) wyniki mojej Fraszki? też były "kosmiczne" i wydawało mi się, że już gorsze być nie mogą. Żyła z takimi wynikami pół roku od pierwszej diagnozy(w trakcie leczenia spadły o połowę ale nadal były "kosmiczne". Wiem, ze to żadne pocieszenie. Ja walczyłam do końca, ale nie potrafię obiektywnie ocenić, czy słusznie.
-
"Testament kochanego psa" znalazłam jakiś czas temu, ale już po śmierci Fraszki. Oczywiście mnie też wzrusza do łez. Kiedy adoptowałam Fraszkę myślałam (i na pewno wielokrotnie o tym pisałam), że wypełniam testament Puni. Wierzę w to do dzisiaj. Po śmierci Fraszki nie miałam wątpliwości, że jej testament też zrealizuję. Niestety na razie się nie udało z powodu tego to co działo się w moim życiu w czasie ostatnich kilkunastu miesięcy. Może jednak tak jak kiedyś Punia wybrała dla mnie Fraszkę (bo w to też wierzę), tak teraz musiałam czekać na wybór Fraszki? Prawdopodobnie doczekam się już w najbliższą sobotę. Tyle, że mam wątpliwości, czy tym razem to będzie adopcja, która da mi poczucie, że daję wszystko co miały Punia Fraszka rzeczywiście psu, który tego potrzebuje? Czy tym razem to wybór Fraszki czy losu, który tak okrutnie doświadczył mnie i przede wszystkim tych, których kochałam.? Bo tak naprawdę niemal biernie poddałam się losowi. Następczyni Fraszki nie będzie psem ocalonym z bezdomności. mam nawet wątpliwości czy w moim domu będzie szczęśliwsza niż tam gdzie jest w tej chwili. Nie będę już rozpisywać się o szczegółach. Poproszę tylko Psonię o wsparcie dla Fraszki, gdyby się okazało, że jest rozczarowana moją decyzją.
-
Dzisiaj wspominam ubiegłoroczne wakacje. To był czas desperackiej walki o przedłużenie życia Fraszki. Ale nadzieja, że będzie lepiej dodawała mi wtedy siły. Teraz już nie nie jestem udręczona ciągłym niepokojem ale czuję się wyczerpana emocjonalnie chyba bardziej niż przed rokiem.
-
Pamiętam, wspominam i tęsknię.
-
FRASZKA i Panny P - Premia i Promocja -MAJĄ DOMY!!!
ma_ruda replied to malawaszka's topic in Już w nowym domu
[QUOTE][B]WPŁATY dla Fraszki (do wykorzystania dla Premii i Promocji też): [B]04.2013 /................./ 30 zł - Urszula P. Kraków (ma_ruda?) /.............../[/B][/B][/QUOTE] Zgadza się, to moja wpłata:lol:. Czy w przyszłości w tytule przelewu trzeba podać nick z Allegro? No bo "w przyszłości"(nie bardzo dalekiej:cool3:) czuję się zobowiązana do kolejnego wsparcia Fraszki. -
Ja też pamiętam. Zaglądałam tutaj wiele razy ale nie potrafiłam pisać. Nadal nie potrafię....
-
FRASZKA i Panny P - Premia i Promocja -MAJĄ DOMY!!!
ma_ruda replied to malawaszka's topic in Już w nowym domu
Wpłaciłam 30 zł;. Mam nadzieję, ze się nie pospieszyłam z wpłatą? -
Gratuluję. Kajunia na pewno zadbała, żeby to był dobry wybór.
-
[quote name='ozzyanula']Tęsknię... Myślałam, że tylko tamten rok był taki wredny. A ten jest niewiele lepszy. Kajeczko dodaj mi siły, żebym przetrwała to wszystko. Tak chciałabym spojrzeć w te Tawoje migdałki...[/QUOTE] Miałam podobne nadzieje związane z nowym rokiem; myślałam, że po odejściu Fraszki już nic gorszego zdarzyć się nie może. Ale niestety...dzieje się. Gdyby Fraszka była ze mną może byłoby mi dzisiaj łatwiej przetrwać. Ale na pewno nie byłoby mi łatwiej jednocześnie walczyć z jej chorobą. Może dlatego odeszła? Może wiedziała to, czego ja nie byłam jeszcze świadoma? Wierzę, że nasze sunie pomogą nam i dodadzą siły, mimo, ze tak bardzo ich brakuje tutaj i tak bardzo tęsknimy.