-
Posts
3153 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by ajlii
-
FRANUŚ odszedł od nas za TM...Badź i tam szczęśliwy!!!
ajlii replied to magdyska25's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Franiowi stojak by się bardzo przydał, bo naprawdę ma duży problem ze schylaniem się teraz - balansuje na trzech łapkach przecież. Próbowałam stawiać Mu miskę w stojaku innego psa, ale ze względu na wielkość Franio miał problem z korzystaniem i bał się dźwięku przesuwanej małej miski w dużej (do której ten stojak jest przystosowany). Nie wychodzi też stawianie miski na podwyższeniach (np. pudełku), bo Franio bardzo nią jeździ w czasie posiłku - ma specyficzny sposób jedzenia. Narazie najlepiej sprawdza sie karmienie Go gdy trzymam miskę w rękach, ale dla Frania to nie jest wygodne - to jak picie z butelki, gdy nie można korzystać z własnych rąk, tylko ktoś ją podaje. -
Powoli uczymy się żyć bez Jasia... Muszę uporządkować jeszcze Jego sprawy, powoli, bo narazie to wszystko bardzo boli. Zrobiłam bazarek - szydełkowe i koralikowe drobiazgi świąteczne. Miał być dla Jasia... wspomoże Bochnara. Podjęłam decyzję o przekazaniu tych rzeczy po konsultacji z Jaśkowymi Przyjaciółmi - wybaczcie że nie ze wszystkimi, tylko z tymi z którymi rozmawiałam w ostatnie dni bezpośrednio. Ale liczył się czas, do świąt niedaleko... miałam nadzieję że jeszcze spędzimy je razem z Jasiem... Druga pilna sprawa - Gelakan. Kupiliśmy dla Jasia bardzo dobry, drogi preparat wspomagający stawy. Nie zdążył wykorzystać całej paczki... W poniedziałek, już po odejściu Jasia, okazało się że Jego kolega Franuś ma przewlekły stan zapalny barku. Chciałam Was zapytać czy nie będziecie mieć nic przeciwko, jeśli Gelakan dostanie Franio? To też schorowana starowinka, do tego Jasiowy dobry kumpel... ten preparat bardzo by Franiowi teraz pomógł.
-
Jasio był specyficzny... jedyny w swoim rodzaju - niepowtarzalny, niezastąpiony... Tak strasznie smutno i pusto bez Niego... Ostatni "wybryk" Jasia - ganiał się z Jubu wokół fotela ;) Bo jedzonko nie takie... Do końca wybierał sobie smaki - puszka fe, ten gerberek też nie smaczny - ale inny możemy zjeść łaskawie... Kilka dni przed śmiercią, w czasie głaskania, Jasio tak mocno przycisnął głową moją rękę... przytulił ją sobie do tłowia i tak siedzieliśmy razem... To był ten dzień, w którym Jubu wymacał Mu guza. Jaś już chyba wiedział...
-
Bochnar staruszek - za TM- był z nami 1,7 roku szczęśliwy
ajlii replied to bea100's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Bochnar się tłukł z Jaśkiem na samym początku, jeszcze w Warszawie. Jeden i drugi nie miał sił, ale twarde chłopaki były ;) Nigdy się nie gryzły, po prostu się biły... a po 5 sekundach i tak leżały oba na ziemi i ciężko dyszały, bo słabe to było strasznie... Kiedyś pobiły się na spacerze, w środku dnia, w upale. Natychmiast zaległy na ziemi i odpoczywały. A ja stałam i zastanawiałam sie czy mam tu z nimi czekać aż sie zdecydują wstać, czy brać te ponad 2x20 kg na ręce i próbować dotrzeć do domu... W końcu same się znudziły odpoczywaniem i wróciły o własnych siłach :) Bea - dam znać. I dziękuję... :) -
Dziwnie jest bez Jasia... tak strasznie pusto. Też co rano budzę się z myślą że trzeba iść do Jasia, postawić Go na nogi... Nakarmić. Wieczorem siedzę bez sensu długo, bo przecież trzeba jeszcze iść do Jasia, przełożyć Go na drugi bok, bo Jemu samemu juz tak trudno. Jeszcze po domu leżą rzeczy Jasia - Jego leki, odżywki, poduszki, kocyki... Wczoraj jeszcze było Jego miejsce na materacu, w końcu Jubu złożył kocyk, odłożył poduszkę...
-
Bochnar staruszek - za TM- był z nami 1,7 roku szczęśliwy
ajlii replied to bea100's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Bochnarek czuje się dobrze. Rozrabia. Dziś ściągnął ze stołu paczkę z gryzakami i zanim do Niego dobiegłam, to już rozpruł papierowe opakowanie i szarpał się z torebką. Jesień upływa Mu nadzwyczaj dobrze i spokojnie, choć tak się bałam... A Jaśminek... z Bochnarkiem nie lubiły się specjalnie. Nie raz mi się stare dziady pobiły :) Szczególnie że Jaś był psem wybitnie obronnym, a Bochnar miewał swoje humory. Jeden ledwie łażący, drugi ślepy i też ledwie łażący..... Nie raz też Jaś szykował się żeby skakać przez płot do Bochnara. Dopiero jak Jaś zaczął chorować, to Bochnar Mu odpuścił i prawie się zakumplowali ;) -
FRANUŚ odszedł od nas za TM...Badź i tam szczęśliwy!!!
ajlii replied to magdyska25's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Mamy już zdjęcie rtg barku Frania. Wszystko wskazuje na to, że Franio ma przewlekły stan zapalny barku - od lat już. Niestety, związane z Jego nieprawidłową postawą. Trzeba szybko zacząć przeciwdziałaś zanikom mięśniowym w łapce, zapewnić ruchomość stawu i przede wszystkim zapobiec bólowi. Franuś ma już przepisane i leki, i ustalony plan leczenia. Rozmowy nad wspomaganiem i rechabilitacją w toku. Franuś przez tą łapkę ma też problemy z jedzeniem z miski na podłodze, bo rozjeżdzają Mu się pozostałe trzy łapki. Trzeba Mu trzymać miskę pod nosem, żeby mógł wygodnie zjeść swój posiłek. -
Takim Cię Jasiu zapamiętamy...
-
Witajcie... Przepraszam że dopiero dzisiaj, ale wczoraj wszystko było za trudne. Pożegnaliśmy Jasia... Od rana było źle, przeczuwaliśmy że to koniec. Jasio tylko leżał, trząsł się. Nie reagował na nic. W końcu przestał nawet przełykać wodę podaną strzykawką. Pojechaliśmy do lecznicy - licząc jeszcze na cud - ale w głębi serca wiedząc że cudu nie będzie. Weterynarz nie miał wątpliwości, że już nie można zrobić dla Jasia. Wyczerpaliśmy wszystkie możliwości, nie zadziałały podane w czwartek sterydy. Nic nie można było zrobić... Agonia mogła trwać jeszcze godziny, może dni... Jasio dostał narkozę. Zasnął od razu... spokojnie. Byliśmy cały czas przy nim, trzymałam Jego łepek, głaskałam Go. Myślę że się nie bał... znał tego weterynarza, ten gabinet, stół na którym tyle razy się wyspał... Wszystko odbyło się tak szybko, cicho...To jedyna rzecz jaką mogliśmy dla Niego jeszcze zrobić - pomóc Mu przejść na drugą stronę bez bólu, strachu, w atmosferze spokoju, życzliwości i szacunku dla starego, dzielnego Psa. Dziękuję Wszystkim, którzy byli z Jasiem i z nami przez cały ten czas. Przez miesiace walki o Niego. Za wszelkie rady, dobre słowo, rozmowę w trudnych chwilach. Dziękuję Weterynarzom, którzy zrobili wszystko co w ich mocy by Jasio żył nie tylko jak najdłużej, ale i jak najlepiej... Dziękuję Wszystkim, którzy wspierali Jasia finansowo - bo każda złotówka pomogła w opiecie i leczeniu - Jaś miał wszystkie leki, suplementy. Paradoksalnie, ostatnie badania krwi (z piątku) wskazywały na dużą poprawę. Leukocyty spadały, 80 tys. pomimo infekcji na łapie i podanego dzień wcześniej sterydy. Alat - 56... jak u młodego psa. Tylko organizm nie dał rady... wykrycie guza przy mosznie odpowiedziało na tyle pytań... W najbliższych dnia zrobię ostatecznie rozliczenie finansów Jasia. Trzeba zastanowić się nad Jego dobrami materialnymi. Nie wiele osób wiedziało, że przygotowuję bazarek dla Niego... Gwiazdki i aniołki z koralików, szydełkowe gwiazdki i dzwoneczki... Chciałam kupić inflamex, odżwyki... Proszę, pomózcie mi znaleźć cel, który wspomogą te Jaśminowe gwiazdki, aniołki i dzwoneczki... Tylko proszę, dajcie mi parę dni. Narazie jest źle, smutno i pusto... Wczoraj wszystkie psy wiedziały od rana. Gdy tylko weszłam rano do pokoju, gdzie spał Jasio. Iskra leżała na kanapie i się trzęsła. Morek zaszył się w kąt i nie chciał wyjść. Kazio nie chciał jeść. Rudolf zamiast zaśpiewu wydawał z siebie piskliwe szczekniecia. Falek zaczął rwać wszystko co wpadło Mu w łapy. Nawet Julka i Lenka były wypłoszone... Julka pożegnała się z Jasiem, przyniosła Mu swoją piłeczkę na koniec... Potem wróciliśmy bez Jasia... została Jego poduszka, kocyk pod którym sypiał, brudny podkład... puste miejsce na materacu. Zepsute szeleczki i ubranko, które dosychało na kaloryferze. Z ciepłym zapachem Jasia jeszcze...
-
Dziś nie mam dobrych wieści... generalnie od rana Jaś czuje się bardzo źle. Nie ma siły stać... nie ma siły leżeć inaczej niż na boku. Jest źle... nie reaguje na nic, prócz dotyku, głaskania - ale nie wiem czy to wogóle sprawia Mu przyjemność. Nie pije sam, trudno Mu się przełyka podaną strzykawką wodę. W oczach nie ma już blasku... Jest na lekach przeciwbólowych. Trzęsie sie z zimna, łapki są lodowate. Jedziemy do weterynarza, licząc się z tym że może to być ostatnia podróż Jasia...
-
Jubu dziś dużo pracował w ogrodzie, więc Falek twardo dotrzymywał towarzystwa. Do tego stopnia... że zasnął na trawniku. I nie chciał wrócić do domu na miękką poduszkę ;) Ale cóż, po zabawach z moją Julką, każdy ma prawo paść tam gdzie stoi..... ;)
-
FRANUŚ odszedł od nas za TM...Badź i tam szczęśliwy!!!
ajlii replied to magdyska25's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
U Franusia w sumie nic nowego się nie dzieje... W weekendy mam bardzo kiepski transfer, nie jestem w stanie korzystać z wielu stron. Gdyby coś się działo złego, przesłałabym wieści np. przez Magdyskę albo Malibo. Przymierzamy się podjęcia rechabilitacji łapki. Bo Franusiowi sprawia jednak problem utykanie, i z pewnością wiąże się to jeśli nie z bólem, to pewnie z dużym dyskomfortem. Przez to dużo mniej chodzi, nie biega. Choć nadal robi czasem wyskok z jednego (!) stopnia prowadzącego do domu - taki mały pokaz zwinności. I namietnie chodzi za mopem - On naprawdę lubi myć podłogi... a przynajmniej je zadeptywać ;) Poza tym dzielny z Niego chłopak - dziś wieczorem wiało strasznie (choć o dziwo ciepło jest), a Franuś wybrał się na spacer po ogrodzie. I za nic nie chciał wrócić do domu, zanim nie oblał swoich ulubionych krzaków. -
Niestety nie pamietam. Dostaliśmy w posagu z moją Isrką, która z nie musi korzystać już pieluszek ;) Kolejny kupiłam, ale nie pamietam gdzie. Jeśli dokopiesz się do tego porządnego, daj proszę linka - muszę kupić jeszcze jeden. Teraz mi się jeszcze przypomniało - materace dla dzieci moczących się, odprowadzające wilgoć. Muszę poszukać. Więcej pomysłów nie mam.
-
Dziękuję wszystkim za wsparcie i pomoc! I wszystkie ciepłe słowa dla Jasia. Nie poddajemy się jeszcze. Przepłakałam dwa dni, a teraz trzeba wziąć się w garść i powalczyć - jesli nie o długość życia Jasia, to napewno o jakość... Jaś czuje się nieźle, choć jest słabiutki. Dużo śpi albo leży - ale interesuje się otoczeniem, innymi psami. Wyraźnie sprawia mu przyjemność, gdy inny się do Niego tuli. Ale potrafi naprychać na takie np. Kazia, który nie patrzy pod nogi ;) Doskonale też rozróżnia smaki i osobę która akurat podaje Mu jedzenie. Ode mnie je chętnie, to samo od Jubu wypluwa... Od wczoraj je tylko jedzenie w słoiczkach dla dzieci. Skusił się też na trochę puszki NTS, ale nie chętnie. Musimy kupić Jaśkowi odżywkę dla chorych psów, ale koszty są powalające... bardzo proszę o pomoc, bo finanse Jaśka nie pozwalają na to. Podliczyłam ostatnie rachunki za leki, wizyty i badania. Nie licząc jedzenia, podkładów. Części z nich ureguluję sama, ale pozostaje spora suma której już nie udźwignę. Wyślę wszystko jutro Magdysce, jeśli jest z czego jeszcze zrobić zwrot to zapłacę w końcu w aptece, bo dla Jaśka brałam czasem leki na krechę. Jasio obecnie zjada dziennie 2-3 słoiczki dla dzieci. Narazie kupiłam mu pakiet na kilka dni. Potrzebuje dodatkowo odżywki bb-recovery, bo jedzenie dla dzieci nie zapewni mu wszystkiego co niezbędne do odżywienia tak słabego organizmu w dwoma guzami. Śpi na podkładach, bo zdarza Mu się zsiusiać - ma problemy z samodzielnym wstaniem (od czasu gdy zaczęły się problemy ze stawami). Do jedzenia też potrzebujemy podkładów, bo Jaśko je papki i bardzo się brudzi. Sam je, ale lepiej idzie karmienie - nie męczy się tak szybko. Generalnie je teraz papki, bo łatwiej kontrolować ilość wody - dużo nie wypije na raz, a samodzielne podchodzenie co jakiś czas do miski sprawia Mu problem. Generalnie jest słabszy z dnia na dzień... ale póki Jaś chce żyć, to będziemy Mu pomagać wszystkimi możliwymi sposobami.
-
Dada - u nas drybet nie sprawdził się przy siusiającym pod siebie psie. Trzeba go prać codziennie, bo inaczej gnije od spodu. A często prany traci gumową podkładkę i przykleja się do podłoż, i nie odprowadza już wilgoci. Dużo lepiej sprawdzały się podkłady. Tańsze są w aptece niż w typowe dla psów, ja je dodatkow tnę na pół (ekonomia :/).
-
Tak naprawdę nie wiem co można teraz zrobić. Wczorajszy guz to zaskoczenie straszne. Jeszcze dwa tygodnie temu rozmawialiśmy z weterynarzem o leczeniu Jasia... a wczoraj już tylko o opiece nad Nim. Nie wiem co mam myśleć, co robić teraz. Jaś jest coraz słabszy, zaczęło się od łap, potem krążenie, infekcja na łapie... Z dnia na dzień powoli się posuwa, tak po trochu przyplątują się kolejne problemy, osłabiają Go - i nie będzie już lepiej raczej. Do wczoraj była nadzieja że jak uporamy się z leukocytozą, to może Jaśka odbudujemy jeszcze. Ale juz raczej nie. Narazie zostajemy na tym co obecnie - będzie dostawał leki, które chronią go przed zakażeniami wtórnymi i ograniczają candidę. Leczymy łapkę, wspomagamy stawy i krążenie. Karmimy tym na co ma ochotę, odżywiamy dodatkowo. Możliwe że będzie steryd na stałe, leki p-ból. I więcej już chyba nie możemy zrobić, prócz zapewniania mu komfortu na codzień. Póki będzie chciał żyć. A jeśli trzeba będzie to Mu się pomoże umrzeć - z tym musimy się też liczyć. Wczoraj wieczorem chodził sobie wokół fotela w kółko. Tak powoli dreptał, przyszedł do kuchni, wyszedł sam do ogrodu. Dziś większość dnia śpi. Nie spodziewam się że będzie lepiej, już nie wierzę po prostu. Ten guz dobił nas wszystkich, ale wyjaśnił wiele spraw. Kocham tego psa strasznie. Ale od wczoraj mam świadomość, że nie mogę Mu już pomóc.
-
Wyrzucony biedak. Pimpo wielkouchy już we własnym domu :)))
ajlii replied to mysza 1's topic in Już w nowym domu
[quote name='mysza 1']Ajlii, napiszesz mi coś o nim? Pamiętasz ile waży? Mały jakiś jest chyba ;) On chodzi na smyczy? Psy inne nie robią na nim wrażenia, do ludzi ok?[/QUOTE] Pimpek waży ok. 10 kg. Umie chodzić na smyczy. Jest bardzo grzeczny, zachowuje czystość w domu. Ładnie je suchą karmę. Z psami dogaduje się świetnie, chętnie się bawi i przytula. W kontaktach z ludźmi jest ok. Do nas jest już otwarty, serdeczny. Cieszy się rano, chętnie poddaje się pieszczotom i sam się domaga uwagi, podstawia się do głaskania. Trochę się spina przy podnoszeniu, nie przepada za nim. Do nowych osób nie jest wylewny, ale nie okazuje lęku czy agresji. Raczej przygląda się i po jakimś czasie podchodzi po trochu, daje się pogłaskać - choć zachowuje trochę dystans. Generalnie uważam że Pimpek to pies domowy. Nie znam stosunku do kotów i dzieci. -
To ten niskopodwoziowy na zdjęciach z Falkiem ;) Ma na imię Pimpek.
-
Falek ma nową przytulankę! Odkąd dziewuchy zabrały i wykończyły ulubione zwłoki króliki, Falek nie miał sie do kogo tulić przed snem... Ale ostatnie dni przyłapuję Go pogrążonego w śnie, z pewnym niewielkim psiakiem w objęciach :) Falek śpi na kanapie, a między Jego przednimi łapkami leży sobie zwiniety w kłębek inny piesek. A Falkowe dupsko ogrzewa dodatkowo mój Kazan (zdjęcie w awatarze), który udaje oczywiście że to tylko przez przypadek przytulił sie do Faleczka i wcale nie jest z tego powodu zadowolony ;)
-
Wyrzucony biedak. Pimpo wielkouchy już we własnym domu :)))
ajlii replied to mysza 1's topic in Już w nowym domu
Uszat wie że jest też Uszat, a nie tylko Pimpek. Przychodzi niezależnie którym imieniem się Go woła :) Uwielbia Frania - takiego wesołego staruszka. Razem sobie chodzą, przytulają się. Uszat jest czasem zbyt nachalny w zaproszeniach do zabawy, ale generalnie to wszystko z miłości i Franio nie protestuje. Za to wieczorami zasypia w objęciach Falka. Dosłownie! Co wieczorem wejdę do psiaków, to widzę Falka (jakieś 35 kg) leżącego na kanapie, a między przednimi łapkami śpi zwiniety w kłębuszek Uszat. I jeszcze mój Kazan, przytulony do Falka z drugiej strony...... :) -
Byliśmy dziś u weterynarza... Nie wiem co napisać, generalnie jest źle. Do kompletu Jasio ma jeszcze guza przy mosznie... Jasiek wczoraj nie mógł się załatwić. Chodził cały dzień, napinał się. Dostał czopek glicerynowy wieczorem, ale nie pomogło. Rano Jubu zrobił Jasiowi masaż brzuszka (który też nie pomógł) i przy jądrach wymacał coś dużego. Od razu pojechaliśmy do weterynarza. Jasio został zbadany, miał opróżnione jelita - zapchały się niestety dość mocno. Sama prostata nie jest tu jednak problemem. Jadra też są w normie. Ale sam guz moszny ma wielkość madarynki... Jest źle. Wszystko razem zaczyna łączyć się w całość. W tej chwili weterynarz powiedział, że musimy traktować Jasia jak psa z nowotworem złośliwym - bo cały proces wyniszczania organizmu niestety na to wskazuje. Nie ma związku z tworem w głowie, to raczej niezależny problem i bardzo poważny. Rozmawialiśmy o dalszej opiece i leczeniu Jasia. W obecnej sytuacji nie mamy co się oszukiwać - Jasio potrzebuje już opieki paliatywnej, by mógł żyć spokojnie, w komforcie i bez bólu. Za dużo problemów naraz. Co z tego że uporaliśmy się z grzybicą układową, że twór na głowie Jasia przy regularnym płukaniu nie powiększa się. Że guz w jamie nosowej, choć rozrasta się, nie powoduje oczekiwanych komplikacji. Jaś ma jeszcze zaburzenia krążenia, i stawy siadają. Do tego zaczyna się problem ze skórą na drugiej łapce. Tam gdzie dotychczas było tylko wyłysienie, skóra jest już podrażniona. A sam Jaś mimo wszystko czuje dobrze. Nawet zapchane te jelita nie odebrały mu humoru i chęci do przytulania. Wyspał się w drodze, więc chętnie pospacerował po ogrodzie. Żyje na przekór wszystkim problemom...
-
Bochnar staruszek - za TM- był z nami 1,7 roku szczęśliwy
ajlii replied to bea100's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Bea - dopiero na wiosnę...? Szkoda... Czekamy na Ciebie :) Z tym olejem to dobry pomysł, choć faktycznie można poczekać chwilę. A moje zapasy tranu to inna bajka ;) Ja ogólnie uwielbiam wszelkie promocje, rabaty, punkty itp. I korzystam z tego kiedy mogę, więc czasem mam zapasy pewnych rzeczy. A tyle wydaje na leki, że co jakiś czas wpada gratis jakiś preparat za punkty w aptece. I całe psie towarzystko korzysta z tego :D Szkoda tylko że nie mogę w ten sposób finansować leków czy niektórych bardziej potrzebnych artykułów :( -
Nie, to będzie małe stoisko bożonarodzeniowe ;) A ja dziś rozmawiałam z Pania Doktor, która Jaśka zna chyba tylko ze słyszenia (ale pracuje z lekarzem Jasia w jednej lecznicy). Telefon w sprawie wyników hist-patu, czy doszły z laboratorium itp.. I nagle pytanie "jak się czuje Jaś?"... Aż coś ścisnęło w środku - Jasiek ma tyle życzyliwych osób wokół siebie, które interesują się Jego losem i chcą Mu pomóc... A poza tym Jasiowi sie właśnie wzieło na szczekanie :) Leży na swojej poduszce, z nosa Mu ciecze... ale wymienia się uwagami z Morkiem, który siedzi w drugiej części domu ;)
-
FRANUŚ odszedł od nas za TM...Badź i tam szczęśliwy!!!
ajlii replied to magdyska25's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Magdysko, a mogłabyś przy okazji rozmowy o Aresie, naświetlić trochę problem Frania? Martwię się tym utykaniem Frania, bo to przekłada sie na ogólny komfort Jego życia. Franio nie chodzi juz tak dużo, nie biega po ogrodzie. A ruch to życie: potrzebny jest i do prawidłowego krążenia, i utrzymania stawów w dobrej formie, i także do dobrego trawienia. Obawiam się że zaburzenie tego mechanizmu spowoduje że będą się pojawiać kolejne problemy zdrowotne. -
A Jasio jak to Jasio... pluje jedzeniem, powolutku sobie drepcze po domu. Stawy wydają się "lepsze", choć nie wiem czy to możliwe by tak szybko zaczął pomagać Gelakan? Za to znów wraca temat prostaty... jak nie urok, to twarde, przewężone kupy :/ Jasio od początku miał problem z powiększoną prostatą. Ale przeszedł kurację Saw Palmetto i przez całe lato, i w sumie większość jesieni, było ok. Kupy normalne, załatwiane za "jednym posiedzeniem". Ale niestety, znów zaczęło się chodzenie, załatwianie potrzeb "po kawałku". No kupy się twarde, i takie "wąskie" - niestety dość charakterystyczne. Na dniach omówię problem z dr Bałucińską, a przy okazji badania krwi porozmawiam z łódzkim weterynarzem Jasia. Sypie się ten nasz Jaś na wszystkie możliwe strony... Co z tego że w miarę poradziliśmy sobie z candidą glabratą - która wydawała się największym problem Jasia. Jak wychodzą lata zaniedbań, pobyt w schronisku, wiek... W najbliższym czasie czeka Jasia sporo wydatków. Napewno badania krwi (morfologia + monitorowanie wątroby i nerek). Inflamex - zalecony przez obydwóch weterynarzy. Lek p/c zapalny przepisany przez dr Bałucińską. Problem prostaty pewnie też będzie kosztował. No i na bieżąco kupujemy leki. Żywienie Jasia sama finansuję, płacę za część leków itp. Kupuję Mu odżywki w proszku, ale nie wiem czy dam radę w najbliższym czasie podołać kolejnym takim wydatkom :( Przygotowuję rzeczy na bazarek dla Jaśka (Magdysko liczę na Twoją pomoc w prowadzeniu). Mam nadzieję że ruszy w przyszłym tygodniu i pozwoli nam na zakup inflamexu i odżywek.