-
Posts
6014 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by gallegro
-
A oto i obiecana nagroda... [IMG]http://i47.tinypic.com/jubkmq.jpg[/IMG] [IMG]http://i46.tinypic.com/104ermq.jpg[/IMG] [IMG]http://i49.tinypic.com/m9wyth.jpg[/IMG]
-
Wilczur Borys PROSI O WSZELKĄ POMOC W SZUKANIU DOMU
gallegro replied to wanda szostek's topic in Już w nowym domu
[quote name='Plicha'](...)Czyli jak zrozumiałam Wandzia może go przez jakiś czas na tymczasie przetrzymać z naszym wsparciem finansowym i szukamy mu szybciutko stałego domku? Wandziu a czy ty masz choć troszkę wolnego czasu żeby psisko pooswajac i przywrócic mu wiarę w człowieka? Bo widać że on przestraszony ale garnie sie do ludzia.[/QUOTE] Ponieważ mam niezłą orientacje w aktualnych możliwościach (a raczej ich braku) Wandzi odnośnie poruszonych wyżej kwestii, pozwolę sobie zauważyć co następuje... Warunki w jakich aktualnie przebywa piesio nie są rewelacyjne jeśli chodzi o tę porę roku. Gdyby ktoś mógł zaoferować lepsze, pewnie Wandzia nie miałaby nic przeciwko temu. Wandzia obecnie nie może opiekować się psiakiem, a rolę tymczasowego opiekuna pełni jej TZ, który ma dość innych obowiązków na głowie. Z tego też powodu trudno liczyć na poświęcenie mu takiej ilości czasu, jaka byłaby wskazana. Moim skromnym zdaniem, psiak mógłby sprawdzić się równie dobrze w warunkach domowych, ale dopóki nie będzie możliwości przetestowania tego, trudno o jednoznaczną odpowiedź. -
Wilczur Borys PROSI O WSZELKĄ POMOC W SZUKANIU DOMU
gallegro replied to wanda szostek's topic in Już w nowym domu
[quote name='obraczus87'](...)czy jest juz jakies miejsce dla psa?? Trzeba Mu imię nadac.....[/QUOTE] Póki co psiak przebywa na tymczasowym tymczasie u Wandzi. Niestety, nie ma tam zbyt dobrych warunków jeśli chodzi o tę porę roku. Kontakt z człowiekiem również jest mocno ograniczony. Za kilka dni powinny ruszyć ogłoszenia mające na celu znalezienie domu docelowego. Jeśli chodzi o imię... może Borys ? Pierwszeństwo w tym względzie ma jednak Wandzia. -
Cóż za pytanie... ależ oczywiście... Musisz jeszcze tylko wysłać sms'a o jakiejkolwiek treści, pod jakikolwiek numer. Wylosowanie nagrody to już czysta formalność ;-)
-
Wilczur Borys PROSI O WSZELKĄ POMOC W SZUKANIU DOMU
gallegro replied to wanda szostek's topic in Już w nowym domu
A foty doszły? Namiary poda Ci Wanda pewnie na PW. Czy obiecane ogłoszenia obejmują Allegro, czy sam mam się tym zająć? Namawiam do zamieszczania w treści ogłoszeń linku do filmiku. Jeśli nie znajdzie szybko domu (tfu, tfu), przy okazji nagram kolejny, na którym psiak powinien wyglądać jeszcze korzystniej, a przede wszystkim pokazać jego naturalne usposobienie. To samo dotyczy ew. fotek. Póki co jednak, wystarczyć musi to co jest. -
[quote name='Luczater']Stawiam na trójkę :oops:.[/QUOTE] Obie ciotki zgadły ;-)
-
Wilczur Borys PROSI O WSZELKĄ POMOC W SZUKANIU DOMU
gallegro replied to wanda szostek's topic in Już w nowym domu
[quote name='szajbus'](...)Widziałam w filmik i widzę, ze psiaka chyba niewiele dobrego spotkało ze strony człowieka. Wyraźnie boi się reki, ale się przełamuje.[/QUOTE] Masz rację. Wygląda jednak na to, że chce dać kolejną szansę człowiekowi. Moim zdaniem ten pies ma potencjał. Jego nowy opiekun może mieć z niego wiele pociechy. -
[quote name='gallegro'](...)Nieco później wrzucę kilka fotek, z czego jedna wydaje mi się szczególnie interesująca. Ciekawe, czy mamy podobne zdanie na ten temat.[/QUOTE] No to która? ;) [IMG]http://i46.tinypic.com/2elv6oi.jpg[/IMG] [IMG]http://i49.tinypic.com/wk62c1.jpg[/IMG] [IMG]http://i46.tinypic.com/mw4pw9.jpg[/IMG] [IMG]http://i48.tinypic.com/b7e52p.jpg[/IMG] [IMG]http://i47.tinypic.com/2jeehau.jpg[/IMG]
-
Wilczur Borys PROSI O WSZELKĄ POMOC W SZUKANIU DOMU
gallegro replied to wanda szostek's topic in Już w nowym domu
[quote name='wanda szostek'](...)Mam nadzieję, że gallegro znajdzie trochę czasu na wklejenia zdjęć i napisanie jak tą bidę widzi.[/QUOTE] Jakbyś zgadła ;). Na początek kilka fotek. W razie potrzeby służę większą ilością, oraz w dużej rozdzielczości. [IMG]http://i47.tinypic.com/3586teq.jpg[/IMG] [IMG]http://i50.tinypic.com/2lxf3sw.jpg[/IMG] [IMG]http://i47.tinypic.com/v8o2af.jpg[/IMG] [IMG]http://i49.tinypic.com/ajw2sj.jpg[/IMG] [IMG]http://i46.tinypic.com/2sbaioz.jpg[/IMG] Psiak wydaje się być łagodnym. Jest jeszcze nieco zestresowany, ale wygląda na ufnego. Wydaje mi się, że potrzebuje kontaktu z człowiekiem. Na filmie będzie widać jak ładnie reaguje na przywołanie. W pewnej chwili udało mu się przecisnąć przez dziurę w ogrodzeniu (widoczną na filmie), ale zawołany natychmiast posłusznie wrócił. To naprawdę fajny psiak, któremu niewiele potrzeba do szczęścia. Kiedy nabierze nieco ciała, będzie pięknym "wilkiem". Niestety, nie udało mi się zajrzeć mu w zęby, ale wygląda raczej na młodego. Poniżej wspomniany filmik: [url]http://www.youtube.com/watch?v=rdADqJmGs2s[/url] -
Wszystko O.K. Przepraszam, że w ostatnich dniach nie pisałem o Ince, ale TZ-ka się rozchorowała... Nieco później wrzucę kilka fotek, z czego jedna wydaje mi się szczególnie interesująca. Ciekawe, czy mamy podobne zdanie na ten temat.
-
[quote name='elmira'](...)Rylców mi nie wystarczy, żeby to opisać;) :)[/QUOTE] Jasne... aneksów nazbierało się, że ho, ho :roll:.
-
[quote name='Luczater'](...)Mała byłaby tam naprawdę kochana. Ale czy szczęśliwa? Przecież ona WAS wybrała.[/QUOTE] Pewności mieć nie można, ale nie szukając daleko - być może faktycznie wskazówka do rozwiązania tej zagadki znajduje się w moim podpisie... Kiedy się nad tym głębiej zastanowić, zważywszy na fakt, że podpis ten popełniłem na niedługo przed przygarnięciem Inki, zaczynam podejrzewać, że już wtedy stałem się mimowolnym, ostatnim ogniwem pewnego misternego planu... Dowodem tej tezy jest mały czarny kłębuszek, leżący nieopodal mnie ;). Teresa, jedno jest pewne - tak jak wcześniej pisałaś, z Aniołami nie ma żartów :razz:. Jeśli zaś chodzi o wpis zamieszczony na blogu p. Sylwi, pozwoliłem sobie go przytoczyć nie po to, żeby się usprawiedliwić z wyboru domu, a jedynie w celu rozwiania wszelkich ew. wątpliwości, co do ich rzeczywistych intencji i stosunku emocjonalnego względem Inki.
-
A tutaj cała ta historia widziana oczami p. Sylwii: [url]http://sylwiachutnik.blog.iwoman.pl/[/url]
-
Niedawno otrzymałem wiadomość od p. Sylwii. Wykazała ona zrozumienie dla naszej decyzji odnośnie pozostania Inki z nami. Treść wiadomości jednoznacznie świadczy o wielkim sercu dla zwierzaków, rozsądku i odpowiedzialności. Jeśli chodzi o ew. adopcję innego psiaka, nie jest to wykluczone, ale z całą pewnością nie teraz. Ja to doskonale rozumiem... Obiecaliśmy też sobie wzajemnie, że pozostaniemy w kontakcie, a w przyszłości być może dojdzie do odwiedzin w naszym domu. Wszystko dobre, co się dobrze kończy...
-
[quote name='malagos']Niewiarygodna historia. jakby pies sam wybrał sobie dom i pana...[/QUOTE] Chyba każdy, kto zagłębi się w dotychczasowe losy Inki, ma podobne odczucia... Wygląda to tak, jakby KTOŚ to wszystko zaplanował, oszczędzając przy tym (na ile to możliwe) samą sunię. Zwróćcie uwagę na fakt, że zarówno przed jej zniknięciem, jak i zaraz po jej odnalezieniu, panowały bardzo niesprzyjające warunki atmosferyczne. Przecież ta mała psina mogłaby nie przeżyć mroźnych nocy bez nijakiego schronienia. Kiedy nazajutrz po jej odnalezieniu obficie padał gęsty śnieg, aż mi ciarki przeszły, że mogłaby koczować pod gołym niebem... W trakcie poszukiwań myślałem też, co poczęłaby w czasie zbliżającej się nocy Sylwestrowej :shake:. Gdyby bała się huku, mogłoby to się tragicznie skończyć np. pod kołami samochodu :shake:. Fakt odnalezienia Inki w tak dużym mieście, odbieram w kategoriach cudu... Dziś wszystkie psiaki korzystając ze słonecznej pogody, dokazują na śniegu. Inka jest przeszczęśliwa i nie przestaje wywijać ogonkiem. A teraz właśnie "pomaga" mi w pisaniu niniejszych słów :razz:. Bez pardonu wpycha się pomiędzy mnie i klawiaturę, domagając się pieszczot. Inka ma coś z papugi... Otóż, potrafi wejść na kolana, potem wdrapuje się na ramię i stoi na nim czterema łapkami, machając przy tym ogonem.
-
Gdyby ktoś nie dawał wiary, że Inka jest zadowolona z takiego obrotu sprawy, załączam dowód w postaci krótkiego filmiku. Niepojętym dla nas jest, że w jednej chwili, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, pies przerażony na powrót staje się ufnym i szczęśliwym. Dziś Inka zachowuje się tak, jakby nic się nie stało. Zresztą zobaczcie sami... [url]http://www.youtube.com/watch?v=XfACz2LDMaQ[/url] [URL="http://www.youtube.com/watch?v=N4Y6TmTyLsc"] [/URL]
-
[quote name='enia'](...)jej opiekunowie już jej nie chcieli?[/QUOTE] Czuję się w obowiązku coś wyjaśnić... Opiekunowie wciąż mają nadzieję, że Inka wróci do nich, ale po tym co przeszła, mając również w pamięci poprzednie jej przygody, nie mamy serca wywoływać u niej kolejnego stresu. Przyznam, że nie mogłem się powstrzymać i "pękłem" w chwili, kiedy Inka mnie poznała. Wyciągnąłem w jej kierunku dłoń, którą powąchała - a ta zestresowana i zdesperowana sunia nagle zamarła w bezruchu, po czym skoczyła na mnie merdając ogonkiem, liżąc mnie i piszcząc z radości. Po przeanalizowaniu pewnych faktów, doszedłem do wniosku, że pies w stresie "wyłącza" zmysł słuchu i nie dowierza oczom, kierując się za to węchem. Kiedy podbiegła TZ-ka i wzięła ją na ręce, sunia zdawała się "mówić" - "dobrze, że mnie odnaleźliście... zabierzcie mnie do domu... proszę..." W samochodzie czekało już na nią "pachnące" posłanie i równie aromatyczny, ulubiony kocyk. Było ciepło, więc po jakimś czasie zaczęła drzemać. Kiedy przyjechaliśmy na miejsce, już za furtką zorientowała się, że jest w domu. Największym zaskoczeniem dla nas była jej reakcja na psy i na odwrót. Wszystkie biegały w kółko jak oszalałe. Nawet Bonus i Dorka cieszyły się z jej powrotu. O Beni nie wspomnę, bo ta to już przechodzi samą siebie. Inka ma apetyt i dużo śpi. Wpatrzona jest we mnie (TZ-ka w pracy) jak w obrazek. Gdzie ja, tam i ona. Noc przespała... hmm... a jakże... w łóżku . Nie mieliśmy sumienia "prosić" jej, żeby poszła na równie wygodny fotel. Wracając do poprzednich właścicieli... Całe to zajście określiłbym, jako nieszczęśliwy zbieg okoliczności, ale również i niefrasobliwość. Inka ewidentnie preferowała panią, więc w pierwszych dniach to właśnie ona powinna z nią spacerować. Pan z kolei powinien odpowiednio zabezpieczyć smycz przed wysunięciem z dłoni. A było tak (wersja pana): Na ogrodzonym terenie wokół kamienicy spacerował inny pies. Inka panicznie boi się obcych, szczególnie dużych psów. Szarpnęła, a pan wypuścił smycz z ręki. Na nieszczęście, w tym samym czasie ktoś wchodził/wychodził przez furtkę, więc Inka skorzystała z okazji i przebiegła przy nogach. Natychmiast wszczęto poszukiwania i plakatowanie Mokotowa. Tutaj mam żal, że nie zostałem od razu powiadomiony. Państwo mieli nadzieję, że sami ją odnajdą. Musze jednak oddać sprawiedliwość, że ich zaangażowanie w poszukiwania Inki było najwyższej próby. Włączyła się w to rodzina i znajomi. Było to zawsze kilka osób (wczoraj chyba ośmioro), nie szczędzących swoich sił. Pan Zbyszek (to on był powodem tego nieszczęścia) był bardzo zdesperowany w swoich poczynaniach. Pani Sylwia (jego żona) również. Choć wiedzieliśmy, że jej rewir, po którym się porusza, nie jest zbyt rozległy (wzdłuż Żwirki i Wigury od południowej strony Sasanki do okolic wiaduktu za Novotelem), to częstość zmiany miejsca pobytu utrudniała jej schwytanie. Najgorsze było to, że Inka co rusz przebiegała przez ruchliwe ulice. M.in. dlatego też ryzykownym było podanie Sedalinu. Sądzę, że gdyby nie ciągnąca się za nią smycz, nie dalibyśmy rady jej schwytać. Cieszę się, że to właśnie panu Zbyszkowi udała się ta sztuka, bo naprawdę było mi go bardzo żal. Określiłbym ich jako ludzi rozsądnych, którzy jednak nie ustrzegli się błędów. Takie drobne wpadki nie zawsze mają poważne konsekwencje, jednak w tym przypadku było inaczej. Gdyby Inka zdążyła się do nich przyzwyczaić, zapewne zostałaby z nimi. W tym jednak przypadku, pozostawienie jej wśród obcych ludzi, mogłoby odbić się na jej psychice. Nie wyobrażam sobie tego, że mógłbym ją ponownie "oszukać"... Mam nadzieję, że jako ludzie odpowiedzialni zrozumieją naszą decyzję. Już na miejscu, w chwilę po odnalezieniu Inki, nie robili absolutnie żadnego problemu z faktu, że Inka wraca do nas. Licząc na ich zrozumienie oraz mając świadomość, że nie zdążyli się przywiązać do Inki (również ich 6-cio letni synek), mam zamiar przedstawić im propozycję adopcji innego psiaka. Wiem, że to nie sprzęt AGD i czasem nie da się jednej istoty zastąpić "z marszu" drugą, ale myślę, że w dalszej perspektywie, byłoby to najrozsądniejsze rozwiązanie. Myślę, że historia z Inką nauczyła ich wiele i nie popełnią więcej takich błędów. Inka śpi właśnie zwinięta w kłębuszek w fotelu obok mnie.
-
[quote name='Ewa Marta']Beniusiu, to już rok(...)[/QUOTE] Nie zupełnie. Rok upłynął od porzucenia Beni przez poprzedniego "pana". U nas jest od marca, ale wydaje się, jakby była z nami od zawsze. Nie wyobrażamy sobie, żeby mogło jej nie być z nami... Z ostatnich, wnikliwych obserwacji wynika, że Benia to krzyżówka labradora z ... foką. Taka "laboka", lub jak kto woli, "fokador". Sierść ma typowo foczą, a za sprawą moje TZ-ki, pokaźne pokłady tłuszczu ;-). Benia wniosła do naszego domu wiele radości.
-
Ponownie zobaczyć jak Inka wywija ogonem - bezcenne. Za resztę zapłacisz kartą ;). Z dziennikarskiego obowiązku dodam tylko, że kropkę nad i postawił były właściciel Inki. To właśnie jemu, dzięki temu, że smycz ugrzęzła pod kołem samochodu, udało się ją schwytać. Po drodze było wiele różnych przygód, o czym być może napiszę w wolnej chwili, ale liczy się tylko to, że Inka jest z nami. Z tego miejsca chciałbym podziękować Asi (Jo37), za pomoc w lokalizowaniu suni, oraz Panu z Fundacji Psi Anioł z Falenicy, który przyjechał z klatką-łapką (na szczęście okazała się zbędna). Dziękuję również tym wszystkim, którzy dobrą radą, czy choćby wsparciem duchowym, przyczynili się do tego, że jesteśmy w komplecie. Uważna lektura pewnych sformułowań użytych przeze mnie w powyższym tekście każe domniemywać, że... Tak, tak... Inka zostaje z nami na zawsze... Specjalne podziękowania kieruję do Anioła Stróża Inki...
-
[quote name='enia']a na Paluch trzeba samemu jechać i nie liczyć na ich strone info......[/QUOTE] Póki co nie ma sensu, bo Inki jeszcze tam nie ma. Gdyby jutro nie było jej na działkach (tfu, tfu), dopiero wtedy można sprawdzić. Na paluch wysłali również email z aktualnymi zdjęciami, które zdążyli zrobić...
-
[quote name='enia']jeśli tfu tfu do poniedziałku się nie odnajdzie moge iść rano i szukać...to okolice mojej pracy..... ale dobre jest to, że miala obrożę i smycz ( adresówka?) więc jeśli ktokolwiek ją złapie jakimś cudem to na pewno się zorientuje , że to uciekinier jest- może wtedy zadzwoni do SM, Paluch ? wiec chyba trzeba ich powiadomić.........[/QUOTE] Wg niedoszłych właścicieli, zarówno SM jak i Paluch, zostali powiadomieni. Zadzwonię jednak i upewnię się, jak szczegółowo ją opisali. Za wspomnianą chęć pomocy dziękuję. Oby nie była potrzebna...
-
Niestety, stało się to, czego nie wyobrażałem sobie w najczarniejszych snach... Inka uciekła... :-( Przepraszam za dotychczasowe milczenie, ale dopiero niedawno wróciłem z Warszawy, gdzie w grupie kilku osób próbowaliśmy odnaleźć Inkę. O mały włos sztuka ta by nam się udała, ale brak szczęścia spowodował, że dziś wróciłem z niczym. Okoliczności ucieczki Inki były następujące: Podczas spaceru na terenie ogrodzonego podwórza wokół kamienicy, pan wypuścił smycz z ręki. Na nieszczęście, w tym samym momencie kilka osób wchodziło furtką na posesję, a Inka przebiegła pomiędzy ich nogami. Nie reagowała na wołanie, więc pan wrócił po posiłki i w kilka osób szukali ją do późnej nocy. Ponieważ i to nie dało rezultatu, postanowili rozwiesić w okolicy ogłoszenia. Po przeczytaniu apelu zadzwoniła osoba, która widziała Inkę w okolicy Żwirki i Wigury, niedaleko Okęcia (ok. 3km od domu). Wyruszyli na poszukiwania, informując mnie w tym momencie o zaistniałej sytuacji. Natychmiast wsiadłem w samochód i udałem się we wskazane miejsce. Kiedy dojeżdżałem do Warszawy, zadzwoniła pani z informacją, że Inka jest, tylko muszą ją złapać. Poprosiłem, żeby nie robili niczego, co mogłoby ją wystraszyć, ponieważ za pół godziny będę na miejscu. Niestety, nie posłuchali i na własną rękę próbowali ją zwabić. Na początku zjadła rzucony w jej kierunku kawałek mięsa, ale natychmiast odbiegła na bezpieczną odległość. Cała ta sytuacja miała miejsce na terenie ogrodów działkowych u zbiegu ulic Żwirki i Wigury, oraz Sasanki. Kiedy już dojechałem i zbliżałem się do tego miejsca, w pewnym momencie Inka wydostała się przez dziurę w płocie na ulicę i biegła w moim kierunku. Byłem pewien, że to tylko "formalność" i zawołałem ją po imieniu. W tym samym momencie wykonałą zwrot i przerażona pobiegła wzdłuż ogrodzenia. Pobiegłem za nią i nawet udało mi się wejść za nmią na ogrodzony teren parkingu, ale i tym razem nie zważała na moje wołanie, uciekając na oślep przez duże szpary w płocie. Do zapadnięcia zmierzchu, przeczesywaliśmy (ja, pani i 3 osoby z jej rodziny) teren działek. Niestety, na próżno :shake:. Podejrzewam, że zaszyła się gdzieś głęboko, wystraszona tą bezsensowną "nagonką". Powiedziałem pani co myślę o jej poczynaniach, ale na dziś i tak nie ma to większego znaczenia. Jedno jest pocieszające. Inka pilnuje się tego miejsca, więc jest szansa, że jutro z samego rana ją tam zastanę (tym razem sam). Dziś wrzuciłem przez płot swoja podkoszulkę (w kilku częściach), żeby ew. zainteresować ją moim zapachem. Będę też uzbrojony w smakołyki i Sedalin, żeby w razie potrzeby ją otumanić. Zastanawiałem się nawet czy nie zabrać ze sobą Beni, ale to chyba za duże ryzyko. W stresie również i Benia może niewiele zdziałać, a nie daj Boże sama gdzieś się zawieruszy :shake:. Na to konto zabiorę posłanie Inki, którego zapach może ją zwabi i uspokoi. Inka ma obrożę, a do niej przypiętą smycz, którą ciągnie za sobą, więc może to ułatwi jej schwytanie. Jutro przed świtem wyruszam na poszukiwania suni. Nie spocznę, zanim jej nie odnajdę... Teresa, teraz wiem jak musiałaś się czuć, kiedy sama szukałaś Inki. Wciąż słyszę Twoje słowa, którymi uczulałaś mnie na jej bezpieczeństwo. Pamiętam też, jak Cię zapewniałem itp. Okazało się, że miałem rację (wolałbym jej nie mieć...), pisząc o braku zaufania... Choć bezpośrednio nie zawiniłem, czuję się odpowiedzialny za to co się wydarzyło... Modlę się do Jej Anioła Stróża, żeby Inka wróciła do nas... Luka1, na wszelki wypadek zmień tytuł (koniecznie Warszawa - Okęcie) W pierwszym poscie zamieść kilka najważniejszych info (czarna, podpalana, pinczerkowata z ogonkiem), na wypadek, gdyby się gdzieś przemieściła. Napisz o bardzo charakterystycznym szczególe - czerwona obróżka i ciągnąca się za nią zielona (wzór indiański) smycz. Ostatnio widziana u zbiegu Żwirki Wigury i Sasanki. Zaraz zmienię swój podpis - Was też gorąco namawiam.
-
[quote name='Ziutka']Czekamy Małgoś na jakieś wieści od Gallegro ;)[/QUOTE] Dziś Pani próbowała się do mnie dodzwonić, ale nie usłyszałem telefonu. Kiedy oddzwoniłem, pani nie odbierała :roll:. Zostawiłem wiadomość, żeby w przypadku jakiegoś problemu, skontaktowała się ponownie. Do chwili obecnej cisza. Ze względu na szczególny czas, nie chcemy sobie wzajemnie przeszkadzać, dlatego w okresie świąt informacje mieliśmy otrzymywać via sms. Później ew. sam spróbuję do niej napisać.
-
[quote name='luka1']gallegro mam podobną psinę u siebie. Może drugi adres jest dla niej?[/QUOTE] Nie widzę problemu, tym bardziej, ze to Wasze rejony. Dom wydaje się być równie dobry. Pan ma następujące preferencje. Sunia powinna być mała, dość młoda, ale nie szczeniak. Powinna być grzeczna (nie może robić w domu demolki kiedy zostanie sama) i w miarę posłuszna. W domu jest 8-mio letnie dziecko, w stosunku do którego musi być łagodna. Dom ze szczelnie ogrodzoną posesją. Psiak zabierany na każdy rodzinny wyjazd. Dom typowo dogomaniacki. Po kilku rozmowach telefonicznych, w 6-cio punktowej skali oceniam na 5,5. Podeślij proszę kilka fotek, to prześlę zainteresowanemu. W razie wstępnej akceptacji, przekażę kontakt.