Jump to content
Dogomania

gallegro

Members
  • Posts

    6014
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by gallegro

  1. Jedzą chętnie gotowanego kurczaka z ryżem, ale nie gardzą też puszką dla szczeniorków (dostały tylko na próbę). Myślę, że i sucha karma będzie O.K., ew. namoczona. Idę przygotować Rivanol, bo muszę się uporać z przemywaniem ran. Oj nie lubią one tego, nie lubią...
  2. Sunie mają wilczy apetyt. Kiedy podchodzę z miseczkami, nieśmiało machają ogonkami. Jedzenie wchłaniają błyskawicznie i kombinują przy tym, jak też dobrać się do miski siostry. Podczas karmienia, które miało miejsce przed chwilą, szybciej opróżniła miskę Cola, więc podeszła do miski Pepsi, a ta rzuciła się na nią z ząbkami :crazyeye:. Po udanej obronie z jeszcze większym animuszem skończyła swoją porcję. Po jedzeniu napiły się wody i ułożyły do dalszej drzemki. Jeśli tak dalej pójdzie, szybko nabiorą sił. Oby problemy mięśniowo-skórne dało się opanować, a wszystko będzie O.K. Prawdopodobnie w poniedziałek udam się z nimi do W-wy w celu skonsultowania tego ze znajomą wetką. Musimy mieć pewność, że postępujemy odpowiednio i niczego nie zaniedbujemy. Nie ma nic gorszego niż usłyszeć po fakcie "gdybyście przyjechali wcześniej..." Około południa będę zmuszony po 3 razy kłuć te mizerne ciałka. Najgorszy problem jest jednak z przemywaniem ran. Dziś jestem sam w domu, więc nie mogę liczyć na pomoc. Sunie bardzo protestują, kiedy próbuję dotykać ich newralgicznych części ciała, a największy problem stanowi przekręcenie ich na drugi bok. Muszę to robić w grubych rękawiczkach, ponieważ kłapią wtedy na oślep ząbkami. Może znacie jakieś sposoby, aby w miarę bezboleśnie przeprowadzać tego typu zabiegi?
  3. Mieszkamy ok. 70km na wschód od Warszawy. Pepsi i Cola czują się całkiem dobrze. Przed chwilą najpierw wypiły chętnie sporo wody, a potem wręcz wessały pierwsze normalne jedzonko. Na razie będą dostawały maleńkie porcje w niedużych odstępach czasu. Pepsi aż się poderwała i wręcz podbiegła do swojej miseczki, a Cola tylko usiadła. Jadły z ogromnym animuszem. Pepsi nawet próbował dorwać się do miski siostry, ale jej nie pozwoliłem. Wylizały miseczki i wpatrywały się we mnie, czy przypadkiem nie mam jeszcze. Podczas karmienia zrobiłem zdjęcie, abyście mogli zorientować się, jak wychudzone i dotkliwie okaleczone są sunie. Celowo zamieszczam miniaturkę, a osobom wrażliwym nie zalecam jej powiększania... Wybrałem najmniej drastyczną fotkę, na której niestety nie widać zbytnio faktycznego niedożywienia suń. W realu jest prawdziwa tragedia...
  4. Mamy zaprzyjaźnionych wetów, którzy nie zdzierają z nas skóry, choć same leki też kosztują. Póki co dajemy radę. Pieniądze to tylko nic nie znaczące papierki, zwłaszcza w obliczu niewyobrażalnego cierpienia, jakiego doświadczyły te dwie bezbronne istoty.... Jeśli jednak ktoś miałby życzenie pomóc, chętnie przyjmiemy pomoc rzeczową, a wykaz takowych niebawem zamieszczę na początku wątku. Pepsi i Cola czują się nieźle. Leżą grzecznie w bardzo dużym kenelu, na co rusz wymienianych podkładach. Co jakiś czas któraś się poskarży, ale nie wygląda na to, żeby zbytnio cierpiały (dostają środki przeciwbólowe). Cola wcześniej troszkę popiskiwała i okazało się, że łapka, w której jest wenflon, spuchła jej nieco. Przyczyną była zbyt mocno zawinięta taśma elastyczna, zabezpieczająca wenflon przed wysunięciem. Kiedy ją poluzowałem, sunia uspokoiła się. Dziewczynki mają cieplutko i nikt ich nie niepokoi, ponieważ klatka stoi w naszej sypialni na górze. Uznaliśmy, że w ten sposób mamy łatwiej doglądać ich w nocy. Maluszki coraz bardziej interesują się otoczeniem. Kiedy w południe wynosiliśmy je w pudełkach do samochodu, obie podnosiły główki, żeby popatrzeć na "świat". Cholernie zależy nam na tym, aby wróciły do zdrowia i mogły się cieszyć własnym, kochającym domem, który wynagrodzi im wszystkie krzywdy i cierpienia, jakich doświadczyły z rąk "człowieka". Tak na marginesie - podjąłem decyzje o zamontowaniu kamery z rejestratorem video, obejmującej swoim zasięgiem okolicę bramy wjazdowej. Pierwszy złapany sk.....yn odpowie za siebie i wszystkich wcześniejszych padalców.
  5. Tak właśnie zrobię i prawdopodobnie w pierwszym poście zamieszczę listę rzeczy, które by się przydały. Wiem z własnego doświadczenia, że czasem mamy coś w domu, co nie jest już potrzebne, a dla kogoś innego będzie wybawieniem. Jestem właśnie na etapie konsultowania takowych potrzeb, z zaprzyjaźnionym wetem i jutro postaram się przedstawić stosowną listę.
  6. Ewa Marta, sama wiesz najlepiej - są takie sytuacje, że nijak nie można inaczej. To była właśnie jedna z nich... Nikt z obecnych na wątku nie pozostawiłby ich bez pomocy. Niestety, znam też parę osób, które przeszły bo obok nich bez emocji. Ot, zdychające szczeniaki. A mało to takich... Jeśli chodzi o pomoc, to nie wiemy jeszcze dokładnie jak będzie wyglądać codzienna pielęgnacja i opieka, a co za tym idzie, konkretne potrzeby. Jeśli ustawione zostanie leczenie długoterminowe, dam znać.. Bieżące potrzeby zasygnalizowałem wcześniej, a w miarę rozwoju sytuacji, będę informował o wszystkim na wątku.
  7. Też o tym pomyśleliśmy. Przypomniałem sobie bowiem pewien fakt z przed ok. 2 lat, kiedy dostałem sygnał, że gdzieś w okolicy może być miejsce szkolenia psów do walk. Wet z kolei zasugerował, że nie można wykluczyć też pogryzienia przez dzikie zwierzę (lis?), choć moim zdaniem rany nie byłyby aż tak dotkliwe (ślady po kłach sugerują raczej większego osobnika). No i dlaczego by im w końcu odpuścił?
  8. Co prawda nie ma już bezpośredniego zagrożenia życia, ale skala pokąsań jest o wiele większa, niż na to wskazywały pobieżne oględziny. Dopiero podczas usuwania sierści pokazały się masakryczne rany szarpane i ślady po ogromnych kłach. Wygląda na to, że zaatakował je potężny pies (może nawet kilka psów), który swoją szczęką obejmował je od grzbietu po brzuch i tylne łapy. Prawdopodobnie uciekały, dlatego większość obrażeń jest w tylnej części tułowia. Ze stanu skóry wet wywnioskował, że do incydentu musiało dojść 2-3 dni temu. Prawdopodobnie ranne psiaki piszczały z niewyobrażalnego bólu, a mimo to, nikt im nie pomógł. Dopiero kiedy stało się to uciążliwe, ledwie żywe, wywieziono pod naszą posesję. Pepsi ma początki martwicy skóry na jednym udzie, na pow. ok. 10 cm2 - mocno cuchnie. Obie tylne łapy są w tragicznym stanie (liczne ślady po kłach). Również niepokojące są rany w okolicy odbytu. Cola ma podobne obrażenia, z tym, że martwica jeszcze nie jest widoczna, choć zapewne jest tylko kwestią czasu :shake:. Oprócz tego ma głębokie ślady po ukąszeniu tuż przy tylnym odcinku kręgosłupa, oraz w okolicy listwy mlecznej i w pachwinach. Wygląda to tak, jakby w geście poddańczym dała brzuszka, a mimo to, była w dalszym ciągu atakowana. Obecnie cały czas przemywamy rany, oraz stosujemy 2 rodzaje antybiotyku, leki przeciwbólowe i kroplówkę. Dziś postaram się jednak nakarmić je przy pomocy dużej strzykawki. Niestety, w ich obecnym stanie ogólnym, nie ma szansy na bardziej radykalne zabiegi. Jeśli nabiorą sił, wet pomyśli o umiarkowanym znieczuleniu, aby w kompleksowy sposób, jeszcze raz bardzo dokładnie oczyścić wszystkie rany. Obecnie, jakiekolwiek zabiegi sprawiają im ogromny ból. Celowo nie wklejam zdjęć, ponieważ nie każdy będzie w stanie na nie patrzeć :-(. To co widać na poprzednich, nijak nie odzwierciedla stanu faktycznego. Na wyraźną prośbę, mogę przesłać je na email, choćby w celu konsultacji/sugestii, odnośnie dalszego toku leczenia. Na tę chwilę potrzebne są środki higieniczne, zwłaszcza podkłady. Jeśli ktoś mógłby takowych użyczyć suniom, bylibyśmy ogromnie wdzięczni. Zużywamy ich ogromne ilości, gdyż poza sikaniem, z wielu ran sączy się jeszcze płyn surowiczy, lekko podbarwiony krwią. Docelowo, w miejscach, gdzie obecnie skóra jest/będzie martwa, przewidujemy zastosowanie specjalnych opatrunków żelowych. Sunie czeka jeszcze długie i żmudne leczenie. Mam tylko nadzieję, że na końcu tej drogi, będzie nam dane w końcu zobaczyć ich uśmiechnięte mordki... Teraz smacznie śpią. Za chwilę rozpalę w kominku, żeby im było ciepło.
  9. Obie suńki przeżyły noc. Zapraszam na ich wątek: [url]http://www.dogomania.pl/threads/216901-Dwa-porzucone-szczeniaki-w-stanie-agonalnym-trwa-walka-o-ich-%C5%BCycie...?p=17899779#post17899779[/url]
  10. [quote name='Ellig'](...)Trzymam kciuki za psiaki u Gallero:([/QUOTE] Wygląda na to, że jesteś w tym skuteczna ;-) Zapraszam serdecznie na wątek suniek: [url]http://www.dogomania.pl/threads/216901-Dwa-porzucone-szczeniaki-w-stanie-agonalnym-trwa-walka-o-ich-%C5%BCycie...?p=17899779#post17899779[/url]
  11. Jest lepiej. Zapraszam na wątek suniek: [url]http://www.dogomania.pl/threads/216901-Dwa-porzucone-szczeniaki-w-stanie-agonalnym-trwa-walka-o-ich-%C5%BCycie...?p=17899779#post17899779[/url]
  12. Post rozliczeniowy. Ponieważ całkowite koszty leczenia Pepsi i Coli będą niebagatelne, pozwoliłem sobie na zwrócenie się o pomoc w sfinansowaniu części związanych z tym wydatków. Poniżej zamieszczam zestawienie osób i kwoty, jakie zadeklarowały na ten cel, oraz potwierdzenie wływów: zula131 ------- 50 - wpłynęło Ewa Marta ---- 100 - wpłynęło inga.mm ------ 10 - wpłynęło akasha 3791 -- 10 - wpłynęło chauwa ------- 30 - ? Ellig ----------- 50 - wpłynęło Morska -------- ? - ? Jasza --------- 10 - wpłynęło M&S ---------- ? - ? azalia --------- 50 - wpłynęło dorota 412 ---- 50 - wpłynęło Mazowszanka - 50 - wpłynęło monigad ------ 50 - wpłynęło niezidentyfikowana - 300 - DOROTA MAGDALENA L*******A Razem --------- 730 Dodatkowo wpłynęły następujące kwoty, na rzecz ufundowanej nagrody: wlodi - 100 pln Ciocia Plicha zaprasza na bazarek: http://www.dogomania.pl/threads/217002-Super-ksi%C4%85%C5%BCki-na-pogryzione-Pepsi-i-Col%C4%99-oraz-Misi%C4%99-i-Gret%C4%99-do-11-listopada-24-00 Pepsi i Cola dziękują, merdając ogonkami za Tęczowym Mostem... Koszt leczenia w klinice wyniósł ponad 830 pln. Niebawem zamieszczę szczegółowe rozliczenie, w rozbiciu na poszczególne składniki (ceny netto).
  13. Dziś w południe upodlenie ludzkie sięgnęło zenitu... Kiedy akurat mieliśmy wyjechać z naszym Guciem do weta, przy bramie TZ-ka wypatrzyła coś na kształt martwego kota. Jak się po chwili okazało, był to nieduży szczeniak, który wydawał się być w agonalnym stanie. Zakrwawiona i zabłocona siersc sugerowała, że mógł zostać potrącony przez samochód. Brak było wyraźnych oznak życia, a jego wyziębienie wskazywało stan agonalny. Zawinęliśmy go w kocyk i właśnie wsiadaliśmy do auta, kiedy usłyszeliśmy ciche popiskiwanie. Okazało się, że za drzewem leżał drugi psiak, który podobnie jak poprzedni, miał rany na całym ciele. Oprócz tego, oba były makabrycznie wychudzone. Nie wydało nam się prawdopodobnym, aby oba w tym samym czasie uległy wypadkowi i to akurat przed naszą bramą, ponieważ w tym czasie przebywaliśmy na posesji. Po dokładnej analizie faktów ustaliliśmy, że stało się to tuż przed naszym wyjazdem (kilkanaście minut wcześniej kurier odbierał paczkę, i psiaków z całą pewnością jeszcze nie było). Najbardziej prawdopodobnym jest to, że jakiś padalec wyrzucił je z jadącego auta, gdyż każdy samochód zatrzymujący się przy naszej posesji, zwraca naszą baczną uwagę. Jak się okazało u weta, szczeniaczki mają mnóstwo ran szarpanych, powstałych na skutek pogryzienia. Jedno jest pewne - w tym okolicznościach nie były w stanie zrobić samodzielnie kroku, więc ktoś je "dostarczył" pod naszą posesję. Musiał wiedzieć, że porzucając je, skazuje tym samym na rychłą śmierć. Dwie ok. 4-ro mies. czarne sunie, zostały zaopatrzone w niezbędne preparaty, jakie zwyczajowo podaje się w takich sytuacjach (kroplówki, leki przeciwwstrząsowe, przeciwbólowe, antybiotyk itp). Rany zostały zdezynfekowane, a dalsze prace pielęgnacyjne mamy przeprowadzić we własnym zakresie. Sunia w gorszym stanie miała u weta kryzys, ale póki co nie poddaje się, choć leży bezładnie jak szmatka... Obecnie, przy pomocy termoforów, pomagamy psiakom osiągnąć właściwą temp. ciała. Niebawem kolejna porcja leków (zastrzyki domięśniowe - nie lubię tego robić...), kroplówki i przemywanie ran. Bez względu na wszystko, obiecaliśmy sobie i tym bezbronnym suniom, że zrobimy wszystko, aby ich oprawca poniósł zasłużoną karę. Zrobimy wywiad środowiskowy w celu ustalenia ich właściciela. Jeśli to nie poskutkuje, zamieścimy anons w gazecie lokalnej, a być może też uda się namówić osobę zaprzyjaźnioną, na zrealizowanie fotoreportażu i zamieszczenie go w jednym z najbliższych wydań tejże gazety. Zdjęcia zrobimy później, ponieważ w tej chwili leżą szczelnie przykryte z termoforami. Jeśli przeżyją do jutra, będą mieć sporą szansę... Modlimy się o to... EDIT: Ponoc wiara czyni cuda, i chyba w istocie cos w tym jest, gdyż obecnie obie sunie poczuły się znacznie lepiej. Powyższy tekst redagowany był na potrzeby innego watku, jeszcze wczoraj, a już w nocy nastpiło przesilenie. W międzyczsie dostały zastrzyki i kroplówkę. Ponieważ Pepsi nie udało się założyc wenflunu, zmuszeni bylimy podac podskórnie. Tz-ka popłakała się, kiedy w środku nocy Pepsi (w nieco lepszym stanie) stanęła na cztery łapki i zrobiła sioo. Ustała tylko kilka sekund, ale to był sygnał, że wszystko zmierza ku lepszemu. Najlepsze miało jednak dopiero nastąpić... Nad ranem Cola, sunia, której wet nie dawał praktycznie szans na przeżycie, poszła w slady siostry i również ona staneła na wszystkie łapki. Możecie sobie wyobrazic, co w tym momencie poczulismy... Teraz obie smacznie spia, ale niestety musimy ich obudzic, ponieważ za chwilę wyjeżdżamy do weta. Wyobracie sobie, że przed kilkoma minutami wet sam do nas zadzwonił, zeby się dowiedziec, co z suniami. Zaiste, podejście ze wszech miar godne naśladowania. Odezwę się po powrocie. Poniżej zdjęcia wykonane jeszcze wczoraj. Musicie jednak wiedziec, że wtedy wygldały już o wieeele lepiej niż przy znalezieniu.
  14. Pepsi poczuła się lepiej do tego stopnia, ze stanęła na 4 łapki. Co prawda chwiała się bardzo i po kilku sekundach się położyła, ale wiemy przynajmniej, ze raczej nie ma uszkodzenia miednicy, co sugerował wet (nie pozwalała się dotknąć w jej okolicę). Silne bóle mają raczej charakter bóli mięśniowych, a to dobrze rokuje. Jeśli nie będzie niespodzianek związanych z obrażeniami wewnętrznymi, jest spora szansa, że Pepsii przeżyje. Gorzej jest z Colą, choć i ona poczyniła delikatne postępy. Jeszcze niedawno nie reagowała na żadne bodźce, a teraz złości się, kiedy robimy coś przy niej. Temperatura ciała wraca pomału do normy, więc jest jakaś nadzieją. Nie popadamy jednak w euforię. Cała noc przed nami. Nie zmrużymy z TZ-ką oka - to jest pewne.
  15. Tymczasem tutaj, zanim powstanie nowy wątek... Dziś w południe upodlenie ludzkie sięgnęło zenitu... Kiedy akurat mieliśmy wyjechać z naszym Guciem do weta, przy bramie TZ-ka wypatrzyła coś na kształt martwego kota. Jak się po chwili okazało, był to nieduży szczeniak, który wydawał się być w agonalnym stanie. Zakrwawione i zabłocone futro, sugerowało, że mógł zostać potrącony przez samochód. Brak było wyraźnych oznak życia, a jego wyziębienie wskazywało stan agonalny. Zawinęliśmy go w kocyk i właśnie wsiadaliśmy do auta, kiedy usłyszeliśmy ciche popiskiwanie. Okazało się, że za drzewem leżał drugi psiak, który podobnie jak poprzedni, miał rany na całym ciele. Oprócz tego, oba były makabrycznie wychudzone. Nie wydało nam się prawdopodobnym, aby oba w tym samym czasie uległy wypadkowi i to akurat przed naszą bramą, ponieważ w tym czasie przebywaliśmy na posesji. Po dokładnej analizie faktów ustaliliśmy, że stało się to tuż przed naszym wyjazdem (kilkanaście minut wcześniej kurier odbierał paczkę, i psiaków z całą pewnością jeszcze nie było). Najbardziej prawdopodobnym jest to, że jakiś padalec wyrzucił je z jadącego auta, gdyż każdy samochód zatrzymujący się przy naszej posesji, zwraca naszą baczną uwagę. Jak się okazało u weta, szczeniaczki mają mnóstwo ran szarpanych, powstałych na skutek pogryzienia. Jedno jest pewne - w tym okolicznościach nie były w stanie zrobić samodzielnie kroku, więc ktoś je "dostarczył" pod naszą posesję. Musiał wiedzieć, że porzucając je, skazuje tym samym na rychłą śmierć. Dwie ok. 4-ro mies. czarne sunie, zostały zaopatrzone w niezbędne preparaty, jakie zwyczajowo podaje się w takich sytuacjach (kroplówki, leki przeciwwstrząsowe, przeciwbólowe, antybiotyk itp). Rany zostały zdezynfekowane, a dalsze prace pielęgnacyjne mamy przeprowadzić we własnym zakresie. Sunia w gorszym stanie miała u weta kryzys, ale póki co nie poddaje się, choć leży bezładnie jak szmatka... Obecnie, przy pomocy termoforów, pomagamy psiakom osiągnąć właściwą temp. ciała. Niebawem kolejna porcja leków (zastrzyki domięśniowe - nie lubię tego robić...), kroplówki i przemywanie ran. Bez względu na wszystko, obiecaliśmy sobie i tym bezbronnym suniom, że zrobimy wszystko, aby ich oprawca poniósł zasłużoną karę. Zrobimy wywiad środowiskowy w celu ustalenia ich właściciela. Jeśli to nie poskutkuje, zamieścimy anons w gazecie lokalnej, a być może też uda się namówić osobę zaprzyjaźnioną, na zrealizowanie fotoreportażu i zamieszczenie go w jednym z najbliższych wydań tejże gazety. Zdjęcia zrobimy później, ponieważ w tej chwili leżą szczelnie przykryte z termoforami. Jeśli przeżyją do jutra, będą mieć sporą szansę... Modlimy się o to... Póki co są bezimienne, ale mamy nadzieję, że już jutro to się zmieni. Prawdopodobnie też jutro założymy im osobny wątek. EDIT: Sunie otrzymały właśnie swoje imiona - Pepsi i Cola.
  16. Tymczasem tutaj, zanim powstanie nowy wątek... Dziś w południe upodlenie ludzkie sięgnęło zenitu... Kiedy akurat mieliśmy wyjechać z naszym Guciem do weta, przy bramie TZ-ka wypatrzyła coś na kształt martwego kota. Jak się po chwili okazało, był to nieduży szczeniak, który wydawał się być w agonalnym stanie. Zakrwawione i zabłocone futro, sugerowało, że mógł zostać potrącony przez samochód. Brak było wyraźnych oznak życia, a jego wyziębienie wskazywało stan agonalny. Zawinęliśmy go w kocyk i właśnie wsiadaliśmy do auta, kiedy usłyszeliśmy ciche popiskiwanie. Okazało się, że za drzewem leżał drugi psiak, który podobnie jak poprzedni, miał rany na całym ciele. Oprócz tego, oba były makabrycznie wychudzone. Nie wydało nam się prawdopodobnym, aby oba w tym samym czasie uległy wypadkowi i to akurat przed naszą bramą, ponieważ w tym czasie przebywaliśmy na posesji. Po dokładnej analizie faktów ustaliliśmy, że stało się to tuż przed naszym wyjazdem (kilkanaście minut wcześniej kurier odbierał paczkę, i psiaków z całą pewnością jeszcze nie było). Najbardziej prawdopodobnym jest to, że jakiś padalec wyrzucił je z jadącego auta, gdyż każdy samochód zatrzymujący się przy naszej posesji, zwraca naszą baczną uwagę. Jak się okazało u weta, szczeniaczki mają mnóstwo ran szarpanych, powstałych na skutek pogryzienia. Jedno jest pewne - w tym okolicznościach nie były w stanie zrobić samodzielnie kroku, więc ktoś je "dostarczył" pod naszą posesję. Musiał wiedzieć, że porzucając je, skazuje tym samym na rychłą śmierć. Dwie ok. 4-ro mies. czarne sunie, zostały zaopatrzone w niezbędne preparaty, jakie zwyczajowo podaje się w takich sytuacjach (kroplówki, leki przeciwwstrząsowe, przeciwbólowe, antybiotyk itp). Rany zostały zdezynfekowane, a dalsze prace pielęgnacyjne mamy przeprowadzić we własnym zakresie. Sunia w gorszym stanie miała u weta kryzys, ale póki co nie poddaje się, choć leży bezładnie jak szmatka... Obecnie, przy pomocy termoforów, pomagamy psiakom osiągnąć właściwą temp. ciała. Niebawem kolejna porcja leków (zastrzyki domięśniowe - nie lubię tego robić...), kroplówki i przemywanie ran. Bez względu na wszystko, obiecaliśmy sobie i tym bezbronnym suniom, że zrobimy wszystko, aby ich oprawca poniósł zasłużoną karę. Zrobimy wywiad środowiskowy w celu ustalenia ich właściciela. Jeśli to nie poskutkuje, zamieścimy anons w gazecie lokalnej, a być może też uda się namówić osobę zaprzyjaźnioną, na zrealizowanie fotoreportażu i zamieszczenie go w jednym z najbliższych wydań tejże gazety. Zdjęcia zrobimy później, ponieważ w tej chwili leżą szczelnie przykryte z termoforami. Jeśli przeżyją do jutra, będą mieć sporą szansę... Modlimy się o to... Póki co są bezimienne, ale mamy nadzieję, że już jutro to się zmieni. Prawdopodobnie też jutro założymy im osobny wątek. EDIT: Sunie otrzymały właśnie swoje imiona - Pepsi i Cola.
  17. Hamlet panicznie boi sie obcych. Kiedy dzis poraz pierwszy zobaczył mojego ojca, ogon podwinał pod siebie i pędził na oslep. Jest prawdopodobne, że boi się zwłaszcza mężczyzn, z racji tego, że mógł by przez takowego bity.
  18. Spieszę doniesc, że Hamlet poraz pierwszy zasygnalizował potrzebę wyjscia. Podrapał delikatnie w szybę drzwi, a po wypuszczeniu, prawie natycmiast popełnił qpę. Madry psiak.
  19. Dziękuje wszystkim za zainteresowanie. My również rozglądamy się za jakimś tymczasem. Póki co, udało nam się uzgodnić DT dla rudego pieska. Poszukujemy zatem jakiegoś tymczasu dla ok. rocznej, średniej wielkości suni. Jest naprawdę ładna i jeszcze nie zabiedzona, więc powinna szybko znaleźć dom stały.
  20. Jeśli nie macie jeszcze dosyć, zapraszam do obejrzenia najnowszych wyczynów Hamleta: [url]http://www.youtube.com/watch?v=w0MlUQOWuBY[/url]
  21. Mam nadzieję, ze Vera z Ninką nie pogniewają się, jeśli zaproszę na wątek poświęcony dwóm psiakom, pochodzącym z sąsiedztwa, które również powinny zostać niezwłocznie odebrane właścicielom. Aby tego dokonać, potrzebny jest [B]tylko[/B] [B]jeden[/B] DT (drugi już zarezerwowaliśmy). [url]http://www.dogomania.pl/threads/216809-POMOCY-!!!!!!-G%C5%82odzony-pies-na-0-5m-%C5%82a%C5%84cuchu-bez-budy-potrzebny-DT-na-CITO-[/url]!!!!!!
  22. Nie zapominajmy proszę o dwóch pozostałych psiakach. W czasie kiedy Hamlet dokazuje z moimi ogonami, one tam cierpią chłód i głód. Dziś założyłem watek, na którym zwracam się z prośbą o DT, choćby dla jednego z nich. Dla drugiego chyba coś byśmy mieli, więc moglibyśmy je zabrać już teraz. [url]http://www.dogomania.pl/threads/216809-POMOCY-!!!!!!-G%C5%82odzony-pies-na-0-5m-%C5%82a%C5%84cuchu-bez-budy-potrzebny-DT-na-CITO-[/url]!!!!!!
  23. Problem w tym, że wspomniane przez Ciebie władze nie potrafiły/nie chciały egzekwować ustawy w poprzednim jej brzmieniu, więc nie łudziłbym się, że raptem zaczną. W niczym jednak nie umniejsza to zasług ludzi, zaangażowanych w powstanie wspomnianych zapisów prawnych. Z całą pewnością uprości to procedury prawne, związane z odebraniem np. zaniedbanego psa. Czasem bowiem trudno było wyegzekwować konieczność odebrania zwierzęcia w trybie natychmiastowym, gdyż np cyt. "pies był w dobrym stanie fizyczny, gdyż o własnych siłach wyszedł z budy"... Podobne stwierdzenie padło z ust weta powiatowego, a dotyczyło makabrycznie zagłodzonego psiaka.
  24. Przy okazji innej interwencji, w wyniku której wyciągnęliśmy dwa psy, w tym skrajnie zagłodzoną malamutkę, okazało się, że w miejscowości położonej nieopodal, znajduje się kilka innych psiaków, które również kwalifikują się do odebrania w trybie natychmiastowym. W międzyczasie udało nam się zabrać jednego z nich, który tymczasowo zamieszkał z nami, ale na przygarnięcie pozostałych dwóch nie mamy już warunków. W takich oto warunkach żyły/żyją wspomniane psiaki - fotka przedstawia Hamleta, który aktualnie jest u nas i szuka DS. [URL=http://imageshack.us/photo/my-images/542/hamlet003.jpg/][IMG]http://img542.imageshack.us/img542/9337/hamlet003.jpg[/IMG][/URL] Dwa, które pozostały, mają identyczne warunki. Jeden z nich, nieduży, rudy gładkowłosy, młodziutki psiak, jest równie wystraszony i mocny wychudzony. Stoi na króciutkim łańcuchu, bez żadnego schronienia. (EDIT: W międzyczasie okazało się, że pies to sunia - zdjęcie poniżej) [IMG]http://img600.imageshack.us/img600/2313/suniapies003.jpg[/IMG][/URL] Kolejna, szaro-czarna sunia jest średniej wielkości i wygląda póki co nieźle, ale tylko dlatego, że jest u nich krótko. Jestem pewien, że w tych warunkach nie przetrwa zimy. Jest jeszcze ufna i wesoła. Jeśli jednak jej nie zabierzemy z tego piekła, podzieli los swoich towarzyszy niedoli. Dla uzmysłowienia skali problemu, oraz pokazania, że nasza pomoc ma głęboki sens, zapraszam do odwiedzenia wątku, gdzie mowa o pierwszej interwencji w tamtym rejonie. Kolejna była bezpośrednią konsekwencją tejże. [url]http://www.dogomania.pl/threads/216117-HASZCZAK-i-jego-tragiczny-los.-S.O.S.!!!-POM%C3%93%C5%BBCIE-[/url]!!! Reasumując, szukamy choćby jednego DT dla któregokolwiek z dwóch psiaków. Drugi z nich ma już wstępnie zapewniony tymczas. Od tego, czy znajdziemy DT dla jednego z nich, zależy los obu tych bezbronnych istot. Z pewnych względów (na wspomnianych wątkach jest to wyjaśnione), odebranie obu psiaków musi nastąpić w jednym czasie. Niestety, nie mamy zdjęć opisywanych psiaków, ale wierzcie mi, serce się kraje na samą myśl o nich... :-( [B]AKTUALIZACJA:[/B] Na chwilę obecną wszystkie opisane psiaki zostały odebrane i są bezpieczne. [B]Hamlet[/B] jest u nas i czeka na DS. [url]http://www.dogomania.pl/threads/216546-%C5%BBy%C4%87-albo-nie-%C5%BCy%C4%87...-czyli-o-tym-jak-Cham-zag%C5%82odzi%C5%82-Hamleta[/url]... [B]Masza[/B] szuka DS, oczekując w DT u Nutusi. [url]http://www.dogomania.pl/threads/217525-Masza-za-serce-i-dom-odda-ca%C5%82%C4%85-siebie-i-jeszcze-troch%C4%99[/url] [B]Kiko[/B] oczekuje w DT u Chauwy. [url]http://www.dogomania.pl/threads/218359-Kiko-interwencyjnie-uwolniona-z-0-5m-%C5%82a%C5%84cucha-potrzebuje-wsparcia-i-DS.?p=18074571#post18074571[/url]
×
×
  • Create New...