Jump to content
Dogomania

gallegro

Members
  • Posts

    6014
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by gallegro

  1. Aniu, wydaje mi się, że chauwa miała na myśli to, że ktoś, kto nie widział psiaków, nie zdaje sobie sprawy z ich tragicznej sytuacji. Czy zaoferuje ktoś kawałek ciepłej budy i miskę strawy, dla jednego z psiaków, zanim nastaną mrozy...???
  2. Ciotka Ewa Marta - jesteś zakręcona jak słoik na zimę ;-) A co stoi na końcu mojego wcześniejszego wpisu :razz:
  3. Z ostatnich zdjęć wnioskuję, że sunie są ciekawe świata, a co najważniejsze, silne i bardzo dynamiczne. Na ostatniej fotce szelki i smycz, są bardzo mocno naprężone. Trzeba mieć sporo siły, zeby zapanować nad tymi wulkanami energii ;-). Obie sunie wyglądają tak ładnie, że aż trudno uwierzyć, że jeszcze niedawno były w opłakanym stanie. Zwłaszcza metamorfoza Very jest imponująca. Aż chce się patrzeć i patrzeć. Nawiasem mówiąc, bardzo ładne zdjęcia robicie i to zarówno pod względem technicznym, jak i artystycznym. Qrcze, pisząc "technicznym", zupełnie nieświadomie wyszło mi "tragicznym"... Chyba za dużo psich tragedii ostatnio widziałem :shake:.
  4. [quote name='Mazowszanka']Poproszę o numer konta. Obawiam się,że nie przypadkiem znalazły się pod Waszą bramą. Dla Was to zła wiadomość,dla znalezionych psów wybawienie. Z jednej strony dobrze, że nie zakopał ich żywcem :angryy:, ale z drugiej, przecież nie mógł wiedzieć, że znajdziemy je w ciągu kilkunastu minut. Gdybyśmy jechali godzinę później, Colę znaleźlibyśmy martwą, a i Pepsi pewnie nie udałoby się już uratować. Mógł ten padalec przecież udać głupiego (a może nawet nie musiał ;-)) i powiedzieć, że znalazł je w takim stanie i prosi o pomoc dla nich. No ale to za dużo kosztuje - trzeba się zatrzymać, zadzwonić dzwonkiem przy furtce, a potem jeszcze prosić. Prościej jest uchylić drzwi, albo szybę i wyrzucić w czasie jazdy :angryy: @Mazowszanka, poszło na PW.
  5. Sunie czują się dobrze. Dziś późnym wieczorem planowany jest zabieg chirurgiczny na skórze. Nie wiem tylko, czy u jednej, czy obu suń. Oprócz tego rany zostaną dokładnie oczyszczone i zdezynfekowane. Potem kolejne ozonowanie. A ja głupi myślałem, że poradzimy sobie z tym w warunkach domowych :roll: @dorota412 - PW poszło.
  6. [quote name='sylwija'](...)Vera waży 20,5 kg, Ninka - 10 kg[/QUOTE] Jeszcze trochę, a ich zapasiesz na amen :-) Chyba nie spodziewały się w najśmielszych marzeniach, ze będą wozić doopska w samochodzie i paradować w szelkach po lesie (w szelkach ??? :crazyeye:). Toż to istne fanaberie !!! ;-) Śliczne sunie :-)
  7. Dzięki - PW poszło. Post nr 2 (rozliczeniowy) uaktualniony.
  8. Należy im się to, jak, nomen-omen, psu kość... Ostatnio, tymczasowo przygarnięty przez nas Hamlet, swoim zachowaniem udowadnia, że młode psy (nawiasem mówiąc, sunie zostały ocenione na ok. 6 m-cy) szybko puszczają w niepamięć gehennę z przeszłości. Wspomniany psiak już w samochodzie, po interwencyjnym odebraniu, wyglądał inaczej niż przykuty łańcuchem do ściany, a następnego dnia po tamtym psie nie było już praktycznie śladu. Do tej pory jednak panikuje, że w czasie jedzenia miska zniknie, a następnej nie będzie baaardzo dłuuugo. Pepsi i Cola podczas jedzenia zachowują się podobnie. Ale czemu się dziwić, skoro ich menu stanowiły obierzyny z kartofli (torsje w drodze do weta tuż po znalezieniu).
  9. Niedawno rozmawiałem ze znajomą wetką (wczoraj razem zawieźliśmy sunie), która zasięgnęła info u źródła (jej znajomy pracuje w klinice na Bemowie). Ogólnie mówiąc, stan obu suń jest poważny. Dziś dla odmiany pogorszył się stan Coli (wysoka temp.), ale w wyniku natychmiastowej reakcji, lekarzom udało się to opanować. Wykonane zostało badanie krwi i okazało się, są poważne niedobory w każdym elemencie. Głównym powodem jest niedożywienie, oraz tragiczne zarobaczenie (obie sunie dziś się wypróżniły). Dostały stosowny lek, dopasowany do ich aktualnej kondycji. Cały czas podawany jest dożylnie antybiotyk. Jeśli dobrze pójdzie, być może już dziś wieczorem, zostanie opracowana chirurgicznie skóra (usunięcie jej fragmentów). Prawdopodobnie odbędzie się to w znieczuleniu, gdyż sunie bardzo się bronią przed jakąkolwiek ingerencją, w miejscu pogryzień. Tak jak pisałem na początku, rokowania są ostrożne, ale ja osobiście wierzę, że te dwie "wiejskie kobitki" dadzą radę. Już nam to pokazały, wychodząc obronną ręką z agonii. Wspieramy ich myślami...
  10. Przepraszam, że zaniedbaliśmy nieco wątek Hamleta, ale mamy dwa inne, małe, ale zarazem duże, zmartwienia... A Hamlecik cały "w skowronkach". Szaleje z wszystkimi psiakami i obszczekuje intruzów za płotem. Do domu wchodzi jak do siebie i jeszcze potrafi się władować na kanapę. Nie uleży jednak na niej zbyt długo, ponieważ jest mu gorąco. Sierść ma bardzo obfitą i woli leżeć na terakocie. Nawet dywanik jest be. Całą noc ładnie przesypia oparty grzbietem o drzwi. To już jest normalny, regularny pies ;-).
  11. Trzeba jak najszybciej znaleźć DT... Tylko, ze to nie jest wcale takie proste...
  12. A ja tylko przypomnę, że w poscie nr 2, w miarę na bieżąco uzupełniam deklaracje i zaksięgowane kwoty. Proszę o zwrócenie uwagi, jeśli kogoś pominę. Teraz muszę się ulotnić, ale za kilka godzin ponownie się odezwę, a przed 20-tą jeszcze raz zadzwonię dowiedzieć się o nasze maluchy. Kiedy dzwoniłem po raz pierwszy, byłem tak zdenerwowany, że nawet nie wiedziałem o co zapytać :oops:. Teraz na spokojnie, wypytam dokładnie co i jak. Między innymi uczulę lekarzy, że Cola nie robiła jeszcze koo (w szpitalu też nie), choć je już regularnie od soboty wieczór. Może trzeba będzie zastosować olej parafinowy, ponieważ zakładam, że przy tych obrażeniach, wypróżnianie może sprawić jej ból...
  13. Zanim porozsyłam PW, chciałbym tylko dodać, że jest realna szansa na zabranie Coli już w najbliższą środę wieczorem. W każdym razie, termin zostanie ustalony w oparciu o opinię lekarzy, aby nie narażać suni na niepotrzebne ryzyko. Pepsi zapewne pozostanie kilka dni dłużej, ale to już raczej nie powinno nikogo dziwić, biorąc pod uwagę jej aktualny stan, oraz stopień zaawansowania martwicy. Ten czas zostanie spożytkowany m.in. na zaopatrzenie się w odpowiednie środki, tak, aby od razu można było przystąpić do wykonywania niezbędnych zabiegów. Tak na marginesie... wiele ciotek ma pozapychane skrzynki, a z własnego doświadczenia wiem, że usuwanie pojedynczych wiadomości, powoduje tylko doraźną poprawę ;-). Zalecam zarchiwizowanie ważnych wiadomości i ich usunięcie. Tak właśnie zrobiłem i cieszę się przepastną skrzynią, w której bez problemu mogą lądować kolejne PW. Serdecznie polecam ;-)
  14. Obie sunie czują się lepiej. Musimy sobie jednak zdawać sprawę, że zagrożenie sepsą jest wciąż poważne... Obie są nawadniane, a Pepsi dodatkowo zaopatrzona była w leki obniżające temp. Do tego antybiotyki itp. Stosowane jest też ozonowanie. Mięśnie mają mocno porozrywane, ale połatają je na ile się da. Powiedziałem rozmówczyni, że dla nas priorytetem jest to, aby przeżyły i nie cierpiały, a potencjalna drobna niepełnosprawność, nie ma dla nas absolutnie żadnego znaczenia. Suńki są kontaktowe i nawet chodzą po klatce. Są też ulubienicami lekarzy, którzy nie potrafią zrozumieć, jak można było pozwolić na to, żeby tak cierpiały. Z treści naszej rozmowy wywnioskowałem, że lekarze są bardzo zaangażowani w ich ratowanie. Jedno jest pewne - mają tam stałą opiekę, najlepszą z możliwych, a reszta w rękach Najwyższego...
  15. Qrcze, fax się zgłasza :roll: @TERESA BORCZ, w międzyczasie (trochę dla zabicia czasu, żeby się nie denerwować :shake:), zahaczę o wątek logistyczny. Ponieważ mieszkamy na zad...u, mamy określone kłopoty z zaopatrzeniem. Nie wszystko też da się kupić via net. Czy moglibyśmy liczyć na to, że np. po wpłaceniu zaliczki na Twoje konto, zakupiłabyś wszystkie niezbędne preparaty i wysłała nam w jednej paczce, ew. podała gotowe namiary na sklepy internetowe/allegro? Nie ukrywam, że to ułatwiłoby, a przede wszystkim przyspieszyło, zgromadzenie wspomnianych specyfików, oraz zapewne pozwoliłoby zaoszczędzić kilka pln. Z doświadczenia wiem, że w naszej okolicy są poważne trudności z nabyciem pewnych artykułów, które w dużych miastach dostępne są od ręki. Taka gmina... Aby jednak nie zaśmiecać wątku, dalsze ustalenia proponuję przenieść na PW. Za chwilę ponowię próbę dodzwonienia się do kliniki...
  16. Kurację ozonową mają w cenie w ramach leczenia. Tak jak pisałem wcześniej, lekarze wspominali coś o konieczności pozbycia się martwej skóry, a z Twojego postu wynika, że to nie do końca tak ma być. Czy to może być uzależnione od stopnia zaawansowania martwicy, czy bezwzględnie należy to pozostawić na swoim miejscu. Tylko, ze z tego co widziałem, są takie fragmenty na ciele, że ona praktycznie sama odpada... Tak czy inaczej, Twoje sugestie są nieocenione, bo wynikają z ogromnego doświadczenia, a przede wszystkim, praktyki. Po 11-tej zadzwonię do kliniki dowiedzieć się o stan Pepsi i Coli.
  17. Jeszcze nie otrzymałem odpowiedzi, a telefonicznie informacje udzielane są w godz. 11:00 - 12:00 oraz 18:00 - 20:00 Proszą wyraźnie, żeby nie dzwonić w innym czasie, dlatego musimy poczekać przynajmniej 2 godz. @TERESA DORCZ, Twoje informacje są niezwykle cenne. Oczywiście chętnie z nich skorzystamy. Zanim jednak zarzucę Cię na PW pytaniami o szczegóły, chciałbym wyraźnie zaznaczyć, że u suń doszło już do zaawansowanej martwicy. Sierść ze skórą odchodzi płatami i to na dużej powierzchni. W przypadku Pepsi jest to zaawansowane do tego stopnia, że cuchnie makabrycznie. Gdyby trafiły do nas tuż po pogryzieniu, pewnie nie doszło by do tego. Ok. 2 dni pozostawały bez jakiejkolwiek pomocy, cierpiąc niewyobrażalny ból... Czy dotychczasowe doświadczenie podpowiada Ci, co należałoby zrobić w podobnej sytuacji? Ja sam nie mam praktycznie żadnego doświadczenia w tym względzie, a jedynie słyszałem, że również naświetlanie lampami typu Bioptro/Bionic, wspomaga proces golenia się opornych ran.
  18. Wielkie dzięki. Niniejszym wędrujesz na listę darczyńców z postu nr. 2 ;-), a na PW wędrują dane do przelewu.
  19. Mam serdeczną prośbę do wszystkich potencjalnych darczyńców, aby podawali konkretne kwoty, co ułatwi kontrolę wpływów względem złożonych deklaracji. Numer konta będę przesyłał na PW. Ponieważ nie zawsze będę mógł na bieżąco śledzić wątek, dla pewności, deklaracje proszę równolegle przesyłać via PW. W drugim poscie będę wykazywać złożone deklaracje, a obok, kiedy dojdzie przelew, potwierdzenie tego faktu. Jeśli kogoś pominę, proszę o przypomnienie. No i proszę... jeszcze przed chwilą gallegro nie miał pojęcia o podobnych zbiórkach, a już ustala jakieś "regulaminy" ;-). Dziękuję wszystkim za chęć niesienia pomocy suniom, zarówno tej wymiernej, jak i duchowej... @Ewa Marta, jestem twoim dłużnikiem - wielkie dzięki za zaangażowanie w zbiórkę funduszy na leczenie Pepsi i Coli.
  20. Myślę, że można by skorzystać, ale w sytuacji, kiedy będziemy mieć orientację odnośnie całkowitych kosztów, oraz wpływów zadeklarowanych kwot.
  21. Qrcze, nie mam doświadczenia w gromadzeniu funduszy, ale pomyślałem, że mógłbym podać nr. konta w pierwszym poscie, a każdą wpłatę (koniecznie z dopiskiem Pepsi i Cola, oraz nick'iem z dogo), wykazywałbym poniżej. Byłoby to prostsze, niż wyłuskiwanie każdego darczyńcy z wątku i wysyłanie mu PW z namiarami do wpłaty. Tylko nie wiem, czy to zgodne z regulaminem itp.
  22. Próbowałem dowiedzieć się o stan psiaków, ale nikt nie odbiera tel. (info na ulotce mówi, że do 20-tej, więc nic dziwnego). Wysłałem więc email i teraz czekam z niecierpliwością na odpowiedź. Kto wie, może dopiero jutro dowiem się czegoś konkretnego. Dodam jeszcze, ze pobyt suń nie musi być bardzo długi. Jeśli okaże się, że stan choćby jednej będzie zadowalający, resztę rutynowych zabiegów pielęgnacyjnych, będziemy mogli przeprowadzać w domu. Nie wykluczone, że nastąpi to już po kilku dniach (wariant optymistyczny zakłada minimum 3 dni w przypadku Coli) W przypadku Pepsi, okres ten z pewnością nieco się wydłuży.
  23. Tak jak wcześniej napisała Ewa-Marta, nie jest dobrze... Gdyby Pepsi nie otrzymała natychmiastowej pomocy, prawdopodobnie nie przeżyłaby do jutra. Opisywane przeze mnie wcześniej wymioty, były prawdopodobnie wynikiem postępującego zakażenia. Jej stan pogarszał się z minuty na minutę, dlatego po konsultacji zawiozłem sunie do kliniki. Okazało się, że w ciągu jednego dnia doszło do poważnego odwodnienia Pepsi (torsje, brak łaknienia). W szpitalu suniami zajęło się dwoje lekarzy. Nie ukrywali, że zwłaszcza stan Pepsi jest bardzo poważny. Natychmiast miała otrzymać stosowne płyny w kroplówce, oraz dwa antybiotyki, mające za zadanie powstrzymać posocznicę. Rany zostaną dokładnie oczyszczone, wymyte i zdezynfekowane. Zostanie zastosowane jonizowanie, które przyspiesza proces gojenia. Obumarła skóra zostanie usunięta chirurgicznie, aby zmniejszyć ryzyko zakażenia wtórnego. Gdyby udało się wyprowadzić Pepsi "na prostą", rozważony zostanie przeszczep fragmentu skóry. O celowości takiego zabiegu zadecydujemy w zależności od tego, jak rozległe będą jej braki. Póki co jednak, lekarze skoncentrują się na ratowaniu jej życia. W przypadku Coli również istnieje ryzyko zakażenia, dlatego profilaktycznie zostanie wdrożona podobna procedura. W związku z dużo większym zakresem opieki i zabiegów, niż przewidywano podczas rozmowy telefonicznej, koszt który wcześniej podałem, znacznie wzrośnie. I tak ceny poszczególnych operacji zostały "złagodzone" ze względu na fakt, że sunie są przygarnięte. Dokładny koszt zostanie sprecyzowany, kiedy zapadnie decyzja o zakresie niezbędnych zabiegów. Jutro będziemy wiedzieć coś więcej na ten temat. Opłata za dobę będzie naliczona dopiero od jutra od godz. 11-tej. Jest prawdopodobne, że w niekorzystnym układzie, koszt pobytu z wszystkimi niezbędnymi zabiegami, wyniesie nieco ponad 100 pln/dobę, dla jednej suni. Ktoś powie - drogo... ale jak ja miałem spojrzeć suniom w oczy i zabrać je z powrotem do domu, skazując tym samym na niechybną śmierć. Szukanie innej, tańszej lecznicy, kiedy w przypadku Pepsi liczyły się minuty, byłoby co najmniej lekkomyślne. W tym miejscu pragnę podkreślić, że decyzję o pozostawieniu psiaków w klinice podjąłem na własne ryzyko, licząc się ze wszystkimi tego konsekwencjami, zwłaszcza finansowymi. Jeśli jednak ktoś zechce nas w tym wesprzeć, przyjmiemy to z wdzięcznością. Oby tylko sunie udało się uratować...
  24. Za chwilę wyjeżdżam z suniami do Warszawy. Jeśli ktoś miałby mi coś ważnego/pilnego do zakomunikowania, mój tel. 600 870 225. Jeśli konsultacja potwierdzi celowość umieszczenia suń w szpitaliku, do kliniki powinienem dotrzeć ok. godz. 18-tej.
  25. Stan Pepsi raptownie uległ pogorszeniu. Dostała silnych torsji i widać, że bardzo cierpi. Temperatury nie ma podwyższonej. Być może jest to kwestia reakcji na pokarm, ale na wszelki wypadek jestem w ciągłym kontakcie z zaprzyjaźnioną wetką i w razie czego jeszcze dziś pojadę do Warszawy. Profilaktycznie została podana No-Spa, więc jeśli jej przejdzie, oznaczać to będzie brzuszek. Cola czuje się dobrze (ma apetyt), ale ona z kolei popiskuje mocno, tak jakby cierpiała silny ból mięśniowy. Środek przeciwbólowy w zastrzyku został podany przed kilkoma minutami, więc mam nadzieję, że niedługo jej przejdzie. Przy okazji opiszę swoje przemyślenia odnośnie opieki nad suniami. Nie ukrywam, że jest to dla nas bardzo dużym wyzwaniem, a w momentach, kiedy pozostaję na gospodarstwie sam (obecnie do przyszłej środy), wręcz karkołomnym. Nie, żebym się użalał, bo to nie o to chodzi, ale z oczywistych względów nie jestem w stanie i nie potrafię zapewnić im fachowej, stałej opieki. Problem powstaje wtedy, kiedy np. muszę na jakiś czas wyjechać. Może się zdarzyć, że po nasikaniu na podkład, sunie będą leżeć w moczu, z otwartymi ranami. Własnie dziś lub jutro, może powstać taka sytuacja, oraz ze zrozumiałych względów, we wtorek. Pielęgnacja ich przez jedną osobę również jest bardzo trudna. To tyle tytułem wstępu... Zmierzam do tego, że zaczynam się zastanawiać nad umieszczeniem suniek w jakiejś dobrej lecznicy, na czas najbliższych dni/tygodni, celem podleczenia w profesjonalnych warunkach. One nie wymagają jakichś bardzo kosztownych zabiegów, a jedynie odpowiedniej pielęgnacji. Tylko, czy jest w Warszaawie lecznica, której z czystym sumieniem można powierzyć psiaki w takim stanie? Jeśli miałoby to polegać na odwalaniu pańszczyzny, to i u nas gorzej mieć nie będą. Przed chwilą zadzwoniła do mnie TZ-ka (jakby czytała w moich myślach - nie rozmawialiśmy wcześniej o tym) z informacją, że na własną rękę wykonała kilka tel. i w końcu trafiła na lecznicę na Bemowie (ul. Powstańców Śląskich), gdzie akurat aktualnie jest miejsce w szpitaliku. Koszt pobytu obu suń wyniósłby ok. 150 pln na dobę. W tym mieściłyby się zabiegi pielęgnacyjne, leki i wyżywienie. Z przyczyn wymienionych na wstępie, całkiem poważnie zastanawiam się nad takim rozwiązaniem. Jeśli miałyby tam lepsze warunki niż u nas, jestem gotów zawieźć je tam jeszcze dziś. Wcześniej jednak skonsultowałbym je ze znajomą wetką, aby poznać jej opinię na ten temat. Sądzę, że nawet tydzień byłby dobrym rozwiązaniem, ponieważ ich stan uległby w tym czasie stabilizacji. Oczywiście po tym okresie wróciłyby do nas, gdzie otoczylibyśmy je dalszą opieką. Teraz o tym, o czym nie lubię pisac/mówić. W opisanym przypadku z wdzięcznością przyjęlibyśmy pomoc finansową, rozliczoną na koniec zgodnie z fakturą. Sami jesteśmy gotowi ponieść gros kosztów z tym związanych. Moment odebrania suń z lecznicy, można by uzależnić od ich stanu, oraz/lub możliwości finansowych. Patrząc na suche liczby, jest to spora kwota, ale już biorąc pod uwagę częste wizyty u wetów i koszty dalekich dojazdów, robi się całkiem, całkiem. Trzeba też wziąć pod uwagę fakt, że każdy wyjazd jest obciążony stresem i bólem, jaki funduje się suniom. Nie bez znaczenia jest też fakt, że w razie nagłej potrzeby, w promieniu 70 km nie mamy żadnej lecznicy czynnej w nocy. Ciekaw jestem Waszych opinii. Proszę tylko nie pomyśleć, że chcemy ich się pozbyć, ponieważ jak mało komu, zależy nam na ich rychłym powrocie do zdrowia. Kiedy piszę te słowa, Cola bardzo głośno piszczy, a czasem nawet wyje :shake:. Mam nadzieję, że zastrzyk zacznie niedługo działać...
×
×
  • Create New...