Jump to content
Dogomania

gallegro

Members
  • Posts

    6014
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by gallegro

  1. Podniosę wątek, a Ty Chauwa spodziewaj się PW.
  2. Poniżej nowa, robocza wersja obwieszczenia: W dniu 29 pażdziernika 2011r., ok. południa, we wsi Koszewnica, porzucone zostały 6-cio miesięczne szczenięta. Prawdopodobnie ktoś je przywiózł samochodem i zostawił pod bramą jednej z posesji. Były to dwie małe, czarne suczki, z rozległymi ranami szarpanymi, powstałymi na skutek pokąsania, do którego doszło kilka dni wcześniej. Ich stan był bliski agonii. Pomimo usilnych starań, nie udało się ich uratować. Charakter obrażeń wskazywał, że suczki mogły zostać pokąsane przez dzikie zwierze, chore na wściekliznę. W międzyczasie jeden z psów ugryzł małe dziecko, które przyznało się do tego dopiero po utylizacji psów. Zwracamy się z prośbą o pomoc w ustaleniu ich dotychczasowego właściciela, lub miejsca ich zwyczajowego pobytu. W przeciwnym wypadku, dziecku grozi seria bolesnych zastrzyków. W związku z tym rodzice dziecka proszą o kontakt właściciela psów, lub osoby, które posiadają jakiekolwiek informacje na ich temat (tutaj kontakt). Dla osoby, która przyczyni się do ustalenia tożsamości ich właściciela, przewidziana jest nagroda w wysokości 1000 pln. Zdaję sobie sprawę, że obecnie zastrzyki nie są tak bolesne jak niegdyś, ale w świadomości społeczności wiejskiej, ta formułka jeszcze długo kojarzyć się będzie ze wścieklizną. W szczegółach wyglądałoby to tak, jakbyśmy to my znaleźli psiaki, a z racji potrzeby codziennych wizyt u weta w W-wie, przekazali je znajomym, którzy właśnie mają to wyimaginowane dziecko. To w czasie kilku dni pobytu u nich, dziecko zostało pogryzione. Powiedziało o tym rodzicom dopiero wtedy, kiedy zauważyli ślady na jego ciele. Dziecko nie może być zbyt małe, ponieważ nikt nie uwierzy, że podczas kąpieli, rodzice by tego nie zauważyli. Nagrodę ufundowaliśmy my, ponieważ czujemy się odpowiedzialni za to co się stało i za wszelką cenę chcemy nie dopuścić do tego, aby niewinne dziecko przez nas cierpiało. To się chyba nawet trzyma kupy. Jest tutaj wzmianka o wściekliźnie, jest nagroda, oraz, co równie ważne, element współczucia dla dziecka. Oprócz tego, całkiem usprawiedliwiona jest nasza determinacja w odszukaniu właściciela psiaków. Jeśli to nie poskutkuje, zmienimy front i na kanwie tego wątku, pociągniemy proceder tresury psów, używanych do nielegalnych walk. W ten sposób ukierunkujemy myślenie ludzi. Niezależnie od powyższego, będziemy jeździć po okolicy i wypytywać o (pseudo)hodowców astków, bulków itp. Jeśli już do takowego trafimy, udamy zainteresowanych zakupem ich większej ilości, celem rozkręcenia interesu. W ten sposób zaczniemy zdobywać zaufanie, aż za którymś razem, przy okazji oglądania konkretych osobników, wypłynie temat sposobu ich szkolenia. Spytam wprost, czy używają do tego szczeniaków, bo dużo o tym słyszałem. Dodatkowo wypytam, jak je zdobywają. Może w ten sposób dotrę do jakiegoś "producenta" mięsa armatniego :shake: Ogłoszenia muszą pojawić się już w weekend, bo przecież wścieklizna nie poczeka. Zamierzamy oplakatować okolicę w promieniu kilku/kilkunastu km. Myślałem nawet o iście szatańskim pomyśle (jazda po bandzie na maxa), aby wykorzystać do tego kościelną ambonę :roll:. Gdyby tak ksiądz podczas ogłoszeń parafialnych, zechciał odczytać taki komunikat, prawdopodobieństwo, że ktoś sobie coś przypomni, byłoby naprawdę duże. Do tego ulotki, aby każdy mógł zabrać ze sobą do domu. Oprócz tego, wiadomość tę roześlemy, niezawodną, wiejską pocztą pantoflową. Wiemy dokładnie, gdzie trzeba szepnąć słowo, aby błyskawicznie rozeszło się echem po okolicy. Taki oto jest nasz plan działania na najbliższe dni. Jeśli ktoś miałby dostęp do drukarni w dobrej cenie, można by to zrobić profesjonalnie (plakaty i ulotki). Któraś ciotka na innym wątku coś takiego oferowała - pewnie dojdę co i jak. Tylko ten czas nagli... W międzyczasie wpłynął przelew od "DOROTA MAGDALENA L*******A". Proszę o info, jakiemu nick'owi go przypisać.
  3. Odnośnie treści obwieszczenia, ostatecznie uznaliśmy, że żadna z wcześniejszych wersji nie jest na tyle dobra, żeby była odpowiednio skuteczna. Ania wpadła na lepszy pomysł, który łączy cechy wersji light oraz nagrody pieniężnej. Póki co mamy ją w głowie, ale zaraz po jej spisaniu, podzielę się nią z Wami. Teraz o finansach: Faktura z kliniki wyniosła ponad 830 pln. Oprócz niej otrzymałem zestawienie kosztów, w rozbiciu na poszczególne pozycje. Pozwólcie jednak, że o szczegółach rozliczenia jutro. Dziś nie mam na to ani siły, ani ochoty...
  4. Nie do końca mogę się z tym zgodzić. Czasem bywa tak, ze ktoś szuka pieska z czarnym ogonkiem, białymi łapkami i brzuszkiem w szachownicę. Tego pokroju ludzie przywiązują dużą wagę do szczegółów i szukają namiętnie swojego ideału. O ile w przypadku psów dorosłych ma to niewielkie znaczenie, o tyle szczeniak może się zmienić i rozczarować swojego opiekuna. Wtedy się go pozbywa (dogomaniacy go znajdują i szukają nowego domku), a pan znów przebiera jak w ulęgałkach. To tylko przykład, ale sam znam takich ludzi. Co innego, jeśli analizuje za i przeciw, pod kątem obowiązku, wyrzeczeń itp.
  5. Pepsi i Cola wróciły do domu... Tutaj winni jesteśmy Wam wyjaśnienie. Od pierwszego dnia były to nasze psy, ale nie pisaliśmy o tym, aby nie zapeszyć... Wiedzieliśmy, że po tym wszystkim co przeżyły i tym co potencjalnie przeżyć mogły (długotrwałe, bolesne leczenie), nie bylibyśmy w stanie ich oddać. Tak więc wróciły, nie jako bezpańskie, porzucone jak śmiecie w rowie przy drodze, tylko nasze, z którymi było nam dane przeżyć zaledwie kilka dni. Cóż, czasem tak bywa... Obok nich leży Fafik, którego znaleźliśmy konającego w rowie, a odszedł w drodze do weta. Był z nami godzinę, a i on stał się naszym psem i pozostanie w naszej pamięci na zawsze...
  6. Niech się zastanawia dalej. Ani się obejrzy, jak mu ktoś psiaka sprzątnie spod nosa ;-). Pik ma już 4 obserwatorów na Allegro. Teraz był okres świąteczny, ale za kilka dni ruszą adopcje.
  7. Uprzedzam, ze poniższe propozycje są wersjami roboczymi, a publikuję je tylko po to, abyście mogli wyrazić swoje zdanie. Pierwsza wersja "light": W dniu 29 pażdziernika 2011r., ok. południa, we wsi Koszewniaca, porzucone zostały 6-cio miesięczne szczenięta. Prawdopodobnie ktoś je przywiózł samochodem i zostawił pod bramą jednej z posesji. Były to dwie małe, czarne sunie, z rozległymi ranami szarpanymi, powstałymi na skutek pokąsania. Ich stan był bliski agonii. Pomimo usilnych starań, nie udało się ich uratować. W wyniku badań przeprowadzonych w klinice, ustalono, że do pogryzienia doszło pomiędzy 27 i 28 paźdzernika 2011r. Okoliczności i charakter obrażen wskazują, że sunie mogły zostać pokąsane przez dzikie zwierze, chore na wściekliznę. Osoby, które udzielały im pomocy, poddały się już szczepieniom. Tą drogą zwracamy się z prośbą o pomoc w ustaleniu ich dotychczasowego właściciela, lub miejsca ich zwyczajowego pobytu. Należy mieć świadomość, że każdy, kto się z nimi zetknął, jest zagrożony śmiertelną chorobą. Były to małe pieski, więc zwyczajowo lubią bawić się z nimi dzieci. Z tego też powodu, należy założyć, że i one mogły mieć z nimi kontakt. Osoba, która porzuciła szczeniaki, prawdopodobnie również nie ma świadomości śmiertelnego zagrożenia. Druga wersja "po bandzie": W dniu 29 pażdziernika 2011r., ok. południa, we wsi Koszewniaca, porzucone zostały 6-cio miesięczne szczenięta. Prawdopodobnie ktoś je przywiózł samochodem i zostawił pod bramą jednej z posesji. Były to dwie małe, czarne sunie, z rozległymi ranami szarpanymi, powstałymi na skutek pokąsania. Ich stan był bliski agonii. Pomimo usilnych starań, nie udało się ich uratować. W wyniku badań przeprowadzonych w klinice, ustalono, że do pogryzienia doszło pomiędzy 27 i 28 paźdzernika 2011r. Ponieważ w międzyczasie jedna z suń ugryzła osóbę udzielajacą pomocy, przeprowadzono rutynowe badanie na obecność wscieklizny. Wynik był pozytywny, więc natychmiast zaszczepiono wszystkich, którzy mieli z nimi kontakt. Tą drogą zwracamy się z prośbą o pomoc w ustaleniu ich dotychczasowego właściciela, lub miejsca ich zwyczajowego pobytu. Należy mieć świadomość, że każdy, kto się z nimi zetknął, jest zagrożony śmiertelną chorobą. Były to małe pieski, więc zwyczajowo lubią bawić się z nimi dzieci. Z tego też powodu, należy założyć, że i one mogły mieć z nimi kontakt. Osoba, która porzuciła szczeniaki, prawdopodobnie nie ma świadomości śmiertelnego zagrożenia. Jak widać, obie wersje bazują na zagrożeniu wścieklizną, ale pierwsza z nich tylko dopuszcza taką możliwość, zaś druga już ją potwierdza. Boję się, że w drugim przypadku "ktoś" się tym zainteresuje i będzie wsypa. Czy zna ktoś obowiązujące procedury, na wypadek zidentyfikowania chorego zwierzaka? Czy robi się wtedy wielkie halo z urzędu, czy może nikt się tym zbytnio nie interesuje? Czy jednostkowy przypadek na danym terenie, powoduje jakieś reakcje władz gminy itp? Pomyślałem nawet, ze mógłbym w to zaangażować samego wójta (akcja plakatowania), ale tylko w oparciu o domniemania zwykłego weta (z taką opinią nie powinno być problemu). Jeśli uznacie, ze mój pomysł ze "wścieklizną" jest przegięciem, nasze dalsze działania skoncentrujemy na nagrodzie.
  8. Kilkanaście postów wcześniej chauwa zamieściła link, z którego niezbicie wynika, ze skierowanie jest niezbędne. W rozmowie tel. otrzymałem potwierdzenie. Problem w tym, ze mam bliżej do Siedlec, więc spróbuję poszukać czegoś na miejscu. Jutro postaramy się o skierowania. Odnośnie nagrody... Mam kilka koncepcji, ale dwie z nich wykluczają taką opcję, gdyż nie byłyby wiarygodne. Trzecia, oparta tylko na nagrodzie, może być z kolei mniej skuteczna. Myślę, tez o połączeniu wątku nagrody z innym wątkiem, ale póki co nie potrafię tego tak zredagować, aby wyglądało wiarygodnie. To musi być dobrze przemyślane, bo raz obranej drogi, nie będzie można zmienić w trakcie. Liczę na Waszą pomoc w tym względzie. Niebawem zamieszczę dwie ze wspomnianych opcji, a Was poproszę o opinię.
  9. [quote name='inga.mm'](...)czy wysyłać tę moją smętną dychę, czy przenieść ją na innego psa?(...) Sugeruję to drugie. Przepraszam, wczoraj celowo nie poruszałem tego tematu, a dziś od rana wałkuję temat wścieklizny. Okazuje się, że nawet wśród lekarzy są diametralnie różne opinie, co do celowości szczepienia, oraz odpowiednich okresów wylęgania, zakażania itp. Najciekawszym jednak jest to, ze aby dostać się do specjalistycznej przychodni, należy mieć skierowanie od lek. pierwszego kontaktu. A co ten lekarz może niby stwierdzić? Co najwyżej podłączyć pacjenta do wykrywacza kłamstw, bo przecież w kontakcie ze śliną chorego zwierzęcia, wystarczy niewielkie zadrapanie. No i poza tym, trzeba byłoby być kompletnym idiotą, żeby się szczepić dla żartu. Wracając do wątku finansowego - dziś otrzymam fakturę i zgodnie z nią dokonam stosownego rozliczenia. W zależności od jej wysokości, ew. pozostałe na koncie pieniądze, zadysponuję zgodnie z sugestią darczyńców.
  10. @Ewa Marta, to jest śliczny malec, więc z jego adopcją nie będzie żadnego problemu. Wczoraj wrzuciłem kilka nowych fotek, na których jest przeuroczy. Jestem pewien, ze niedługo ktoś go pokocha. Nie oddawaj go daleko, bo bez problemu znajdzie się dom całkiem blisko. Ja gallegro Ci to mówię ;-). Jeśli zajdzie taka potrzeba, ponowimy mu allegro. Ma też wiele innych ogłoszeń, więc to tylko kwestia czasu. Odnośnie nieudanej adopcji Pika - czuję się za nią odpowiedzialny i teraz już wiem, że zawiodło ogniwo pt "pan domu". Podczas wizyty przedadopcyjnej nie był obecny i nawet uznałem to za pewien ryzykowny element, ale po zapewnieniach pani, że to ich wspólna decyzja, zaufałem. To była moja ostatnia wizyta, kiedy nie są obecni wszyscy domownicy, aby można było ocenić ich podejście, a zwłaszcza poziom empatii. I na nic wymówki, ze ciężko zgrać wszystkich w jednej chwili - w takim razie ciężko też będzie pojechać z psiakiem do weta, czy po karmę. Jeśli nie ma się czasu przed, to i po adopcji go nie przybędzie.
  11. @Tanitka, tak naprawdę, żadnego z wymienionych przez Ciebie wariantów, nie można wykluczyć. Wątek "worków treningowych" będzie badany (mam już pierwszy sygnał). Rachunek prawdopodobieństwa wskazywałby na lisa, ale wielkość obrażeń, oraz głębokość pokąsań, zdaje się to wykluczać. Pod tym względem najbardziej "pasuje" mi opcja worka treningowego, ponieważ pies normalny nie zaatakuje szczeniaka, a już na pewno takiego, który odsłoni brzuch. Nie można jednak wykluczyć, że to pies wściekły pogryzł maluszki. Odnośnie okresu inkubacji, czyli utajnionej formy wścieklizny, nie można z całą pewnością wykluczyć, że do pogryzienia nie doszło dwukrotnie w ciągu jakiegoś dłuższego czasu. Wszystkie powyższe opcje są bardzo mało prawdopodobne, ale ze względu na ogromne ryzyko, żadnej z nich nie można lekceważyć. Ponieważ kontakt ze śliną chorego zwierzęcia, w przypadku najmniejszego zadrapania, jest równie niebezpieczny, prawdopodobnie i mnie czaka profilaktyczne szczepienie.
  12. [quote name='sylwija'](...)pewniej szybciej by ktoś się zdecydował, jakby zobaczył zdjęcie.(...)[/QUOTE] To w sumie nasza wina, ale byliśmy tak zaaferowani, że w tym momencie nie pomyśleliśmy o fotkach. W czasie pierwszych, pobieżnych oględzin, nie chcieliśmy afiszować się z aparatem, żeby nie wzbudzić podejrzeń, a potem, kiedy wróciliśmy po Hamleta, zajęliśmy się przede wszystkim nim. W celu wyobrażenia sobie warunków i stany fizycznego psa, wystarczy zamknąć oczy i pomyśleć o tym, czego nie życzyłoby się najgorszemu wrogowi... Ja to widziałem na własne oczy...
  13. [quote name='sylwija']on Wam ufa, a jak do innych ludzi? lęk do obcych pozostał?[/QUOTE] Z każdym dniem czuje się pewniej. Co prawda nie było okazji, żeby sprawdzić jego aktualną reakcję na obcą osobę, ale wydaje mi się, że już by nie "pękał". Podobnie jest z uniesioną ręką, której panicznie się bał. Najgorzej było wtedy, kiedy dłoń zbliżała się do jego tyłka - przysiadał na poopie i tulił się w sobie. Teraz jest zupełnie inaczej. W zabawie nieraz wytrzepię mu porządnie futro i wytargam za uchole, a on tylko uśmiecha się i podskakuje z radości. Zdrowy, dorodny, piękny i mądry psiak z naszego Hamlecika. W domu jest już grzeczny. Czasem jeszcze zdarzy mu się zbytnio pofiglować, ale natychmiast reaguje na moją perswazję. Zaczyna sygnalizować potrzeby, ale ignorowany nie czeka zbyt długo. Każdemu go polecam z całego serca. I tylko czasem, oczami wyobraźni, widzę go ponownie uczepionego na krótkim łańcuchu i serce mi się kraje... a przecież dwoje jego współtowarzyszy niedoli wciąż tam tkwi... Potrzebny tylko jeden DT, aby uratować kolejne istnienia... Dla przypomnienia: [url]http://www.dogomania.pl/threads/216809-POMOCY-!!!!!!-G%C5%82odzony-pies-na-0-5m-%C5%82a%C5%84cuchu-bez-budy-potrzebny-DT-na-CITO-[/url]!!!!!!
  14. Z pewnych względów, odebranie obu psiaków możliwe będzie tylko do przyszłego weekendu. W związku z tym, istnieje obawa, że nie uda nam się im pomóc, ew. odbierzemy tylko jednego, dla którego mamy DT (dzięki chauwa - zawsze na posterunku ;-)). Nie wiem tylko, jak zebrać się w sobie na tyle, żeby odczepić z łańcucha jednego psa, a drugiego, który całym sobą błaga o to samo, zostawić na pastwę losu :shake:. @chauwa, w tym miejscu wypadałoby zacytować to, co napisałaś wcześniej... Istotnie, ten kto tego nie zobaczy własnymi oczyma, łatwiej przejdzie nad tym do porządku dziennego... Niestety, inny ktoś, będzie zmuszony przyglądać się temu z bliska i z powodu braku zaplecza, nie będzie w stanie pomóc... Smutne, ale prawdziwe...
  15. Pamiętam (*)
  16. Co dzień przypomina mi o Tobie szrama na dłoni (*)
×
×
  • Create New...