Jump to content
Dogomania

Zosia4

Members
  • Posts

    2154
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by Zosia4

  1. Ja prawie wszystkie nazwy swoich roślin pamiętam, bo co i rusz jestem przepytywana przez nawiedzających mój ogród więc siłą rzeczy utrwaliło mi się przez te 10 lat. A poza tym sama wszystko kupowałam więc mi łatwiej. A mój ogród ma 4400 m kw więc jesteśmy na tym samym "poziomie". I rzeczywiście jest co robić ale dzięki temu utrzymuję kondycję ( i moje zwierzaki też). Jeśli możesz, to pokazując zwierzaki przemycaj też na zdjęciach ten Twój ogród, bo śledzę wątek Maszy na bieżąco.
  2. O rany, to chyba ocierały się o sosny, które były ponacinane w tym celu. Zgadłam ?
  3. Dzisiaj to mi dosłownie ręce opadły: sąsiad zasłużył sobie w pełni na ksywę jaką mu dałam kilka lat temu. A było tak: wyszłam z Barrym po powrocie z pracy na ogród. Barry luzem, a ja pooglądać kwitnące tulipany i oszacować ogrom prac, które jak zwykle w sezonie należy w ogrodzie wykonać. Ponieważ stara siatka sąsiada była ostatnio w pionie więc sobie łazimy i grzejemy się w cieplutkim słoneczku. Ja cieszę oczy tulipanami, aż nagle słyszę gulgotanie, charkot i początek ataku mojego bojowca. Rzut oka i widzę, że skoczył na sąsiada (przez siatkę ledwo stojącą). Więc od razu z mojej strony stanowcze i głośne przywołanie psa. Barry od razy przybiegł do mnie, a sąsiad ze śmiechem: oooo - rzuca się. Ja na to: mówiłam, że ostry, że się rzuca i że może zrobić krzywdę. Chciałam jeszcze coś dopowiedzieć i wtedy zobaczyłam, że pięć metrów od stojącego przy płocie sąsiada - siatka jest odczepiona od słupka i swobodnie mogą przez nią przejść dwie osoby naraz, a cóż dopiero pies. Zrezygnowałam błyskawicznie z dalszej rozmowy i ciągle przywołując Barriego zwiałam do domu. Ileż można wykazać dobrej woli, tłumaczyć, straszyć, dałam nawet swój nr tel. żeby dzwonił jak będzie coś robił. Wam by ręce nie opadły ?
  4. Przeeeeecudny Daniś. Śledziłam jego historię od początku. Ten Twój opis Danisia o pobycie w szpitaliku bardzo mnie wzruszył i wycisnął łzy. Cały czas trzymałam za niego kciuki. Danisiu - pieseczku kochany, bądź szczęśliwy w nowym domku.
  5. [quote name='Reno2001']A ogród dopiero zaczyna ŻYC - on dopiero pod koniec maja zaczyna "wyglądac" :cool3:.[/quote] Wiem coś o tym. Z tym, że u mnie od tego wszystkiego jestem ja (no i pięć zwierzów :diabloti:). Powiedz mi, co to za krzew na pierwszym planie po lewej, taki najjaśniejszy ?
  6. Raj dla psiaków - to widać, że szaleją tam na potęgę. Śliczne te Twoje "biedroneczki", szczęśliwe i radosne. Wybacz, że zagadnęłam o działkę ale ja mam świra na punkcie dużych ogrodów. Rzeczywiście jest na co popatrzeć, a i zieleń bardzo zadbana.
  7. Ale fajne to "maszeństwo". Ale teraz ma jakby więcej kropek niż jej starsza siostra. [SIZE=1]Reno - czy to jest w Twoim ogrodzie ?[/SIZE]
  8. Oporny - ale nie na darmo nazwałam go po swojemu (he, he, nie powiem jak - i to już parę lat temu tak go nazwałam). Dzisiaj powiedział, że wymianę płotu zlecił fachowcom, bo sam sobie z tym nie poradzi i że najprawdopodobniej odbędzie się to w przyszłym tygodniu. O rany - w przyszłym tygodniu to Barry będzie musiał chodzić "jeszcze bardziej" na smyczy. Albo może puszczę go samopas w pierwszym dniu pracy fachowców i skończą prędzej niżby zamierzali :diabloti:.
  9. O matko - 10 dzieci. To nie na moją wyobraźnię o życiu. Choć może nie do końca, bo tylko 9 dzieci jeszcze mi brakuje do tego stanu. Ale co tam - moje zwierza trochę uzupełniają te braki :evil_lol:. A może aż nadto. Właśnie Barry zaspany przyczłapał się do mnie i ma taką pytającą minę: no to kiedy jedziemy do tej pseudohodowli cobym mógł się w końcu uwiesić na gardle jej właściciela ? Masz rację Akucha - to bardzo mądry pies.
  10. Akucha - a o jakichże Ty starych mówisz ? O takich starych, którzy mają dzieci w wieku szkolnym ? Toć oni nie starzy, a młodzi. To są ludzie przed którymi całe życie jeszcze. I to oni podnoszą takie larum ???? Niepojęte jest to dla mnie.
  11. Tak - jest tak jak piszesz Akucha. Ale jakżesz oświecić tych ludzi ? Jak do nich dotrzeć ? Czy to, że ta pani przygarniając wyrzucane z samochodu psie bidy ma dobre serce ale nie rozumie, że rozmnażając yorka z pseudohodowli (ona myśli, że to jest normalna i legalna hodowla) - przyczynia się do powiększania problemu ? Nasza rozmowa zakończyła się na tym, że ja pani chyba tak do końca nie przekonałam. A Barry (znając go, bo już chyba tak mogę powiedzieć) zrobiłby wespół ze mną niezłą "rozpierduchę" w tymże miejscu. Oj tak - ON TO POTRAFI - niech no tylko pańcia go zachęci - w ogień za mną pójdzie. Taki jest - bojowiec jeden - i kocha mnie nad życie, wszystko dla mnie zrobi (tylko hasło z mojej strony i skok do gardła murowany).
  12. Oktawia - chociaż to niewiele może pomóc ale myślami jestem z Tobą i całym Twoim stadkiem, a zwłaszcza z Jacuszkiem.
  13. Brązowa - Ty to masz pewnie wiele takich sytuacji, bo z racji swojego zajęcia w schronisku - nie raz i nie dwa się z czymś takim spotkałaś. Ale ja ?? No nie - mnie to powaliło, tym bardziej, że pani rzeczywiście przygarnęła wiele bid porzucanych z samochodu. A tu naraz takie coś. To, że mnie zatkało - to mało powiedziane. Ja chyba nawet w tym momencie nie wiedziałam gdzie mieszkam, wiedziałam tylko "żem" Zosia.
  14. Akucha - wybacz, że znowu OT ale wiem, że tutaj zawsze mogę napisać. Ponieważ nie wiem od czego zacząć więc zacznę od początku (a mam dzisiaj dzień przemyśleń): Mam taką pracę, że spotykam się z wieloma ludźmi i w wielu odległych i nieodległych miejscach. Jakoś tak bywa, że poruszony zostaje temat psów (czasem przypadkowo a czasem to ja naprowadzam jak widzę podatny grunt :diabloti:). Otóż chyba jakieś 10 dni temu miałam do czynienia z panią, którą znam od kilku dobrych lat i która ma naprawdę dobre serce, jest łagodna i w ogóle "super, hiper". Pani owa sama zaczęła temat, że jedzie niebawem do hodowli yorków z zamiarem nabycia suczki - ale za pół ceny, bo sunia bez rodowodu. No i pół biedy, bo pani jak sama podkreśliła kocha małe pieski i ma różne małe psie przybłędy, które mieszkają u niej w domu, bo źli ludzie wyrzucają je z samochodu. Ale najgorsze : "bo wie pani, pani Zosiu - kocham małe pieski ale chciałabym żeby ta sunia też i trochę zarobiła na siebie i w ogóle chciałabym trochę dorobić do tej mojej małej wypłaty. Wie pani jak jest trudno związać koniec z końcem." Nietrudno chyba się domyślić, że pociemniało mi w oczach. Tym bardziej, że ta "hodowla yorków" jest gdzieś niedaleko mnie, a pani mieszka ok. 100 km ode mnie. A teraz żeby nie przedłużać: po jakichś 20 - 30 minutach odbyłam z panią bardzo łagodną rozmowę - naprawdę bardzo łagodną. Mówiłam same frazesy jakie w tym momencie mogły mi przyjść do głowy, tzn. o bezdomności psów, o chorobach genetycznych i cierpieniach jakie za sobą niosą itd., itp. Po prostu mnie zatkało !!!!!!!!!!!!!!!! Wiem, że coś z tym zrobię ale jeszcze tak do końca nie wiem co. Ponieważ nie mam nikogo, na kogo mogłabym liczyć więc chyba wezmę Barriego, pojadę do tej "hodowli" i rozp......lę to towarzystwo tak, żeby im się raz na zawsze odechciało !!!!!!!!!!!!!!
  15. Celina - nie rycz !!!! Bo :mad::mad: Takie wspomnienia to wielki skarb. Są bardzo wzruszające - i to nie tylko dla ich posiadacza ale i dla wszystkich czytających. Kaerjot - pięknie to opisałaś. Naprawdę pięknie. A i dar do pisania masz chyba przez siebie nie do końca odkryty. Takie przeżycia dziecka obcującego ze zwierzakami i kochającego je są dowodem na to, że z tego dziecka wyrośnie osoba silna i jednocześnie bardzo wrażliwa na krzywdę innych, wrażliwa na piękno, wrażliwa na życie i umiejąca kochać życie. Sorry za ten "nadęty" ton - ale taką właśnie Cie postrzegam. Pamiętam jak proponowałaś mi pomoc podczas mojej "akcji" z transportem Misia z Sopotu do mojego domu, że mogę u Ciebie się zatrzymać i choćby wykąpać Misia (a byłoby co kąpać a zwłaszcza dlaczego :diabloti:). Pamiętam też jak pisałaś na wątku Liska, że jak przeczytałaś artykuł w "Moim Psie" o Lisku, to myślalaś o tym żeby coś zrobić lepiej, więcej (w moim domyśle dobrego). To jesteś cała Ty - i nikt Ci już tego nie odbierze. I za to właśnie Cię cenimy, a przynajmniej ja - ja Zosia.
  16. A tam zapracowana. Ni ma jak, bo u nas jeszcze zima. Rano jest albo dwa albo cztery stopnie ciepła. No i coś gorszego - sąsiad jeszcze nie skończył płotu. No ale przecież nie wymogę na nim "jazda do roboty i kończyć ten płot".
  17. Jest promyczek nadziei, bo dzisiaj wracając z pracy natknęłam się na sąsiada i wcisnęłam mu zapisany na kartce mój nr telefonu. Mówię - niech pan dzwoni i informuje mnie kiedy pan będzie zmieniał siatkę. A on, rozbrajająco - "nie pomyślałem o tym, a to przecież takie proste". Proste czy nie ale chadzam z Barrym dalej na smyczy i ciągle jestem zła. Ciągle widzę, że Barry mógłby się gdzieś tam do nich przecisnąć, no ale w końcu to ja mam psa (i sąsiada :evil_lol:). Ale to jeszcze nic, bo sąsiad ma dwa małe pieski. I bardziej o ich życie się obawiam. Widziałam po nocy (tak - po nocy też zdarza mi się łazić po ogrodzie) jak przedostawały się na mój ogród. Aż strach pomyśleć o spotkaniu typu "pieski sąsiada i Barry". Moje spotkanie z pieskami było bardzo przyjazne, bo i te małe pieski są przyjazne dla mnie. Ale mam bardzo dużą wyobraźnię, której wolę nie uruchamiać. Tak więc Barry dalej chodzi na smyczy. Ot - samo życie.
  18. Czuję, że zyjecie. I o to chodzi. Cieszę się, że wszyscy żyjecie.
  19. Ja klaskam na zapas i w ciemno. Jak Brązowa pisze żeby klaskać, to klaskać !!!!
  20. Ano śliczne - zgadzam się z tym. Dzięki Celina. Idę teraz z tym moim Barrym na smyczy na siku. Nie mam zaufania do sąsiada, bo wiem, że dziś wieczorem też grzebał przy tym płocie i nie jestem pewna czy tam nie ma żadnego prześwitu, o którym nikt nie wie. Niestety, dopiero wtedy wypuszczę Barriego samego na dwór jak będę miała pewność względem szczelności ogrodzenia. A tak w sumie to chyba dosłownie nie napisałam, że sąsiadowi się wydaje, że jak Barry się tak słucha mnie czyli człowieka, to pewnie i jego też tak posłucha. Jemu (sąsiadowi) to chyba ani psa, ani kota, ani sąsiada, "ani żadnej rzeczy, która jego jest". Tak - jestem zła, bo do czegóż to podobne żeby Zosia chodziła ze psem na smyczy po swoim ogrodzie.
  21. Celina - znalazłaś nas . Cieszymy się bardzo. Dawaj Barriego zakostkowanego. Jest taki fajny. A dla niewtajemnicznonych: Celina zrobiła piękną animację zdjęcia Barriego i zaraz ją tu wstawi.
  22. Już widzę - zaraz komentarz. Komentarz po iluś tam minutach: Zdecydowanie wygrywa "kostka", bo - druga transkrypcja to jest "niewiadomoco", - trzecia -" - skłania do skojarzeń z ogniem piekielnym lub mówiąc po prostu z kremacją (sorry ale to tak jakbym Barriego widziała na ruszcie), -czwarta -" - obojętna, - piąta -"- może dla jakichś innych koneserów niż ja. Celina - zaraz jeszcze napiszę ale w tej chwili edytuję poprzednią wypowiedź i nawet nie wiem jak ta edycja wyjdzie (a chciałoby się dobrze).
  23. Cieszymy się z Barrym, że i ciotka Supergoga do nas zajrzała. Tak Barry jest szczęśliwy - a przynajmniej wszystko na to wskazuje. A dzisiaj zauważyłam, że mój sąsiad stawia nowy płot graniczący z moim ogrodem. "Podejszłam do płota" i pytam sąsiada, kiedy będzie wymieniał siatkę, bo mój Barry nie będzie mogł być wypuszczany wtedy samopas gdyż jest bardzo nieprzyjazny (he, he - delikatnie mówiąc) do obcych. Sąsiad na to, że widzi, że pies jest "ostry", bo nie raz chciał z nim "pogadać" i gdyby nie płot, to chyba kiepsko by z nim było. Ja sobie pomyślałam, że "kiepsko" to mało powiedziane :diabloti:. Już nawet w myślach wyobraziłam sobie poszarpane portki sąsiada (to wersja light, bo o innej nawet nie śmiem myśleć :placz: ). No i dalej sąsiad mówi, że widział nie raz i nie dwa jak wychodzę z Barrym i że zawsze on się mnie słucha, że na każde moje zawołanie od razu jest przy mnie i że nawet jak wychodzę poza bramę i mówię "pies zostaje", to pies rzeczywiście zostaje ("jak pani to robi ? :crazyeye:) i że w razie czego liczy na mnie. Oczywiście sprowadziłam go na ziemię i kategorycznie zażądałam żeby mnie powiadomił o terminie wymiany siatki lub o jakichkolwiek innych pracach, które umożliwiałyby przedostanie się Barriego poza teren mojego ogrodu od jego strony (tzn. strony sąsiada). Powiedziałam jasno i stanowczo, że Barry każdemu obcemu może zrobić krzywdę jeśli tylko spotka się z nim oko w oko !!!!!!!!!!!!!! No i co ja do licha więcej zrobić mogę ? Dopokąd nie będę widziała, że sąsiad się nie upora z tym płotem, dopotąd będę wychodzić z Barrym na smyczy na spacery. A już od dzisiaj mam manię wyglądania przez okno, co tam z tym płotem się dzieje.. Ech, nie wiem czy lepiej mieć głupiego sąsiada i mądrego psa czy też mądrego sąsiada i głupiego psa. A może lepiej mieć tylko same koty ? A najlepiej to jest tak: być samemu czujnym (obojętnie jakie się ma IQ), mieć psa (i to nie jednego, a najlepiej trzy wielkie bestie), mieć też koty i mieć też sąsiada wiedząc, że jeśli nie ja, to przynajmniej moje mądre czworonogi wytłumaczą mu, że nie każdy sąsiad może być tak kumaty jak one. Koniec wywodu.
  24. [quote name='Celina12'][SIZE=4]Szefowa....mam CÓŚ jeszcze zakostkować???[/SIZE] [/quote] Celina, ja tak z doskoku i ad hoc - mimo iż niegodnam miana szefowej - czy zgodziłabyś się zakostkować moje zwierzę ? [IMG]http://img178.imageshack.us/img178/9017/kro2fy1.jpg[/IMG] Wstawię sobie na mój wątek - ale będzie ciekawie. Pozwoliłam sobie na ten wtręt ale wiem, że na tym wątku mnie nie zlinczują.
  25. [quote name='akucha'] No jak to Zosi wytłumaczyć?! [/quote] A Zosie mają to do siebie, że dwa razy im nie trzeba tłumaczyć, bo albo posłuchają - albo nie :diabloti:. A tak na serio to masz rację AgaG - Twoja Zosia jest naj, naj, naj - wszystkie Zosie są takie :eviltong:. Aga - trzymam kciuki za zdrowie Zosieńki - dacie radę !!!
×
×
  • Create New...