Jump to content
Dogomania

ulvhedinn

Members
  • Posts

    13288
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    1

Everything posted by ulvhedinn

  1. Z Żubrem- niestety można startować z tylko dwoma psami, inaczej bym jeszcze zabrała Szyszkę ("żubrówkę") ;)
  2. My się wybieramy- o ile uda mi się poskładać kolano (swoje) i znaleźć transport...
  3. Cesarka plus opieka "okołoporodowa" to jest tak od tysiaka w górę ;) a że zazwyczaj suki szczenią się w nocy to trzeba być przygotowanym na lecenie do weta o dzikiej porze, plus mieć ugadanego weta... Ludziom się wydaje, że ciąża i poród to takie bezproblemowe u psów "bo przeciez psy na wsiach i w krzakach się rodzą i żyją"- no, bo nikt nie zwraca uwagi na to, ze co któraś suka umiera na skutek komplikacji (np problem z urodzeniem źle ułożonego szczeniaka, jeśli jeden utknie- bez pomocy umrą wszystkie i suka, jeśli któryś szczeniak się nie urodzi, tylko obumrze w macicy to masz gotowe zakażenie, do tego dołóż ryzyko tężyczki itp). No i zasadniczy argument- czy oni są gotowi wziąć dożywotnią odpowiedzialność za szczeniaki swojej suki? Tzn czy jeśli ktoś z nowych właścicieli się rozmyśli, wezmą psa po roku, czy dwóch? Bo psów w typie ON jest w schronach od groma i trochę i najpewniej taki porzucony już-nie-szczeniak utknie na długo, albo i na zawsze- naprawdę by tego chcieli dla dzieci swojej ukochanej suczki?
  4. Zapytaj, czy suczka także ma badania na dysplazję i kilka innych chorób które mogą być przenoszone genetycznie. No i argument zdrowotny- zakładają, że wszystko pójdzie dobrze. A jak nie? Cesarka (olbrzymie koszty), a i suczka może nie przeżyć... Odchowanie szczeniaków owczarka to też nie takie hop siup- suka musi być odrobaczona, karmiona super jedzeniem, maluchy jak się je odstawia też; szczepienia i odrobaczenia malców. Plus fakt, ze ma się w domu (bo rozumiem, ze suka nie jest w kojcu) stado strasznych szczeniąt, które sikają, kupkają i gryzą co popadnie ;) sprzątanie na okrągło, a i tak jest zapaszek, plus ściany i podłoga często do remontu, ogryzione meble....
  5. No znam ;) Na Szczepinie widywana jest też Ronda- zaginiona akita, dzisiaj była akcja, ale suka zwiała. Jakby ktoś wydrukował ogłoszenia o Myszce, to mogłabym dać ludziom od akit i "wzajemnie"- przy okazji szukania Myszki rozglądajcie się za Rondą ;) Aha, Myszkę widziała jedna pani niedaleko stamtąd jakieś dwa dni temu- za przejazdem kolejowym w kierunku na Nowy Dwór (patrząc wzdłuż Braniborskiej)- wyszło to "przy okazji" wypytywania o Rondę.
  6. W obrębie psowatych jest mały problem z klasyfikacją, wynikający właśnie z łatwości krzyżowania, także między bezsprzecznie odrębnymi gatunkami. Po prostu definicja gatunku jest zbyt sztywna i nie do końca oddaje istotę rzeczywistości ;) Dingo wtórnie zdziczał i rozwijał się osobno od psów kilka tysięcy lat temu - ciężko powiedzieć, czy to wystarczy, żeby można mówić o odrębnym gatunku. Jako ciekawostkę przypominam, że psy domowe swobodnie krzyżują się z wilkami i szakalami (w końcu mamy nawet rasy powstałe w ten sposób- pies Sulimowa, saarloos, wilczak, lupo italiano) dając płodne potomstwo. Dingo z psem domowym również krzyżuje się bez trudu. Natomiast nie wszyscy wiedzą, że płodne potomstwo dają także krzyżówki wilka z kojotem (takie hybrydy jak się okazuje są bardzo częste w USA, szczególnie w warunkach wysokiej antropopresji, skutkującej znacznym zmniejszeniem populacji wilków na niektórych obszarach ), oraz szakalem (o ile wiem, głównie w niewoli). Wszystkie te mieszańce są płodne i mogą dawać płodne potomstwo zarówno z gatunkami "wyjściowymi", jak i z innymi mieszańcami, oraz z innymi gatunkami psowatych (na pewno była stworzona mieszanka psa, wilka i szakala).
  7. Eeech, smutno :( a jak ją ostatnio widziałam to tak fajnie wyglądała :(
  8. No, wracając do meritum... ZK idealne nie jest, jednak to co stanowi "alternatywę"- to generalnie można o kant tyłka.... Jednak rodowód ZK przynajmniej pokazuje tych iluś przodków i z jakakolwiek wiedzą można sobie cośtam wydedukować ;) a rodowody "stowarzyszeń" ... cóż bywa, że mamy tylko rodziców ;) albo i kradzione dane. P.S. oczywiście nie liczam tu tych ras i mieszanek, które od wielu pokoleń hodowane sa poza ZK np ze względów użytkowych, z sensem.
  9. Tak, mam trzy żuberki OPRÓCZ Pi :) Zażarte okropnie ;) [URL]https://scontent-b-fra.xx.fbcdn.net/hphotos-prn1/t1.0-9/10174942_610051279083848_5959324296652137000_n.jpg[/URL] A to Lila: [URL]https://fbcdn-sphotos-f-a.akamaihd.net/hphotos-ak-frc3/t1.0-9/10174986_610054152416894_3850367659810625039_n.jpg[/URL] [URL]https://fbcdn-sphotos-d-a.akamaihd.net/hphotos-ak-frc3/t1.0-9/1613929_610050152417294_5886698655873855915_n.jpg[/URL]
  10. Zmierzchnica, byłam ostatnio w Opolu z Krą i Żubrem, nawet sobie pojeździliśmy komunikacją miejską i specjalnej tragedii nie było (poza jedną babcią ze standardowym komentem o uśpieniu, ale to normalne). A na placu (musiałam coś szybciutko kupić) wogóle był szał, mizianie, smaczki i do tego okazało się że jedna kobitka jest właścicielką cziłałek, więc Żubcio wzbudził wielką radochę ;) nie narzekaj, fajne miasto ;)
  11. Od razu uprzedzam, że mi liczba "żubrów" wzrosła do trzech ;)
  12. Co do Kry, to ja od dłuższego czasu mam podejrzenia, że z tą właścicielką, co ją niby porzuciła, to ściema i sucz zwyczajnie dała dyla z tajnego laboratorium ;) a demolka to po to, żeby nie wyjść z wprawy (bo to nie jest taka demolka na oślep tylko najczęściej perfidne złodziejstwo, albo przeróbki architektoniczne...).
  13. [quote name='Macia']Ja mam psa kalekiego. O ile większość czasu wystarczy ją wysikiwać i jest w porządku to jednak czasami dostaje zapalenia pęcherza. Wtedy popuszcza, a mocz jest naprawdę śmierdzący. Robienia kupy nie kontroluje. Oczywiste jest to, że na bieżąco sprzątamy, ale czasami zapach pozostaje. Jestem pewna, że część gości, którzy trafią na taki moment traktują nas jak patologię ;). Druga suka ma chory kręgosłup i też popuszcza. Ma swój drybed, pod nim podkład i dajemy radę, ale podłoga i tak co chwilę musi być myta. Wiem, że to są sytuacje ekstremalne ale jednak się zdarzają. My akurat mamy dom z ogrodem, ale psy i tak najchętniej siedzą z nami w pokoju. Ogród jest "używany" przez nie praktycznie tylko po to żeby się załatwić i zaraz wracają. Jak ktoś chce to jest w stanie ogarnąć psy również w bloku. Oczywiście trzeba poświęcić czas żeby się wszystko dobrze zgrało.[/QUOTE] Macia łączę się w bólu ;) No niestety, zdarza się mieć psa, czy kota, który sprawia problem czystościowy. I to naprawdę nie chodzi o zaniedbanie, tylko niestety nawet po posprzątaniu przez jakiś czas czuć, a i mozna trafić na moment, kiedy akurat jest właśnie świeżo "zrobione" i już opinia brudasa gotowa. Ja mam cztery takie egzemplarze- Krę, która zasadniczo "trzyma" ale niestety czasem zdarzy jej się wpadka, a nie daj boże właśnie zapalenie pęcherza, dziadka psiego, który popuszcza i chodzi w pieluszce ale czasem "przecieka", kotkę z padaczką, która już trochę zapomina do czego służy kuweta i kota- paralitka, który bywa że się podsika. Nie mam dywanów, podłogę myję minimum raz dziennie (plus jak trzeba=kałuża), pranie idzie na okrągło... W domu normalnie nie śmierdzi, ale tak, można trafić na moment kiedy akurat komuś się zdarzy. A, i pranie wisi wszędzie, na każdych drzwiach się suszy kocyk... Czy to oznacza patologię?
  14. [quote name='Berek']P.S. Dla żadnego przyjemne nie jest - jeśli dużo pracujemy z naszym burkiem, ma on do nas zaufanie, jakoś mu osłodzimy bytność w takim dziwnym miejscu i tak dalej, to oczywiście przejdzie nad tym do porządku dziennego. Gorzej z psem którego właściciele nie zadbali zawczasu o odpowiednią więź albo lękliwcem, nadwrażliwym na dźwięki i tak dalej.[/QUOTE] Bo widać Twój pies tego nie lubi. Po prostu. Jest zsocjalizowany i wyszkolony, więc znosi to spokojnie, ale nie lubi. Ale to że "mój pies nie lubi" nie jest żadnym argumentem. A jeden mój pies nie lubi mokrego. Tzn nie lubi chodzić jak jest mokre po deszczu. wiejski burek kiedyś, a teraz przemyka pod ścianą budynku, wyskakuje na chwilę na siku na trawe i w długą do domu. Ale czy to znaczy, ze każdy pies nie lubi mokrego? A to, że z kolei Kra nie tylko lubi ale uwielbia miejsca hałaśliwe, zamieszanie, tłok itd, no trudno taka jest ;) ile znasz psów które dziko kochają sylwestra i domagają się wyjścia żeby oglądać fajerwerki? Które uważają stado ryczących kibiców za najfajniejszą rzecz na świecie (jeszcze durna do okna leciała ze swoją piszczałką, żeby razem pohałasować jak było Euro...)? Psa który uznał, że ruchome schody i podjazdy są super pomysłem? No właśnie... ;) dla Kraksicy wizyta w galerii handlowej byłaby świetną zabawą, kurcze ona bardzo lubi nawet straszne niedzielne targowisko, jakie mamy blisko domu, gdzie jest tłok, hałas, milion zapachów itd- sama tam ciągnie jak tylko ma okazję ;)
  15. Maniek posiwiał, coraz bardziej docenia wygody poduszki, przedkładając je nad spacery w złą pogodę.... ale trzyma się dzielnie :) Maniek nie ma nie tylko deklaracji, ale od bardzo, bardzo dawna nie miał żadnego wsparcia :(
  16. Taaa... pani T.R. :) Ale jak słowo znam psy które naprawdę lubią "zakupy z pańcią" i zresztą żeby było śmieszniej to one wcale nie są tylko-wyłącznie torebkowe, ale takie bardziej wszechstronne. Sama zresztą niekiedy torebki na psa używam, bardzo to wygodne narzędzie jak się ma kurduple. Tak dla przykładu z moich czterech wypłoszy- jakbym je zabrała do galerii handlowej- to obstawiam, że Pi by panikowała i zrobiła płaską rozgwiazdę, Szyszka by się bała i chowała pod kurtkę, Żubr po pierwszym lekkim zdegustowaniu zamieszaniem zaczął by się rozglądać, komu można się wprosić na ręce, albo gdzie dają dobre smaczki, a Lila bez żenady i stresu zajęła sie żebractwem ("usiąść na okrągłej dupci stylem surykatki i zrobić wielkie oczy"). Stres oczywiście istnieje, ale trzeba na to patrzyć po pierwsze bez histerii (a chwilami da się takową wyczuć i to u niby sensownych i obytych z tematem ludzi). po drugie - no właśnie każdy przypadek psa traktować indywidualnie.
  17. No, niestety, chociaż mnie już nie zdziwi chyba nawet wydłubywanie chipów... albo pies znikałby "definitywnie", na zasadzie, że jak głęboko zakopiesz to nikt go nie znajdzie. A z drugiej strony to już od dawna uważam, że jeśli się znajduje starego, chorego, poważnie rannego psa- i naprawdę chce mu pomóc- to trzeba pomóc samemu. Tzn zawieźć do weterynarza, poszukać kliniki itd. Bo tak naprawdę nawet w zupełnie przyzwoitych schronach zazwyczaj takie psy mają bardzo małe szanse- po prostu sa jednym z wielu, wielu psów, często muszą czekać na weta (a przeciez bywa że się liczą minuty), bo i leczenie jest ograniczone środkami i możliwościami....
  18. Berek, to też nie całkiem tak. Są psy które ni tylko fajnie znoszą takie "straszliwe centra handlowe", ale nawet mocno to lubią. I wielce mi szkoda, że np moja Kra yorkiem nie jest, przynajmniej mogłabym ją na taki [I]york day [/I]zabrać do galerii - no ale niestety jest duża czarna i za yorka nijak nie ujdzie, a wiem, że byłaby wybitnie szczęśliwa. I kurcze, wiesz powiem Ci, że widziałam naprawdę szczęśliwe yoreczki właśnie wśród tych torebkowych, wymuskanych stworków, w dodatku towarzyszących swojej różowej pańci w rajdzie po sklepach. Bo te psy były widać, że przyzwyczajone do "środowiska sklepowego", nie były przestraszone, ani zestresowane, były ze swoją właścicielką w dobrze znanym miejscu, w dodatku przyzwyczajone do pozytywnie nastawionych ludzi, a i chyba spodziewały się nagrody w postaci smacznego finału zakupów ;) Jakby to ująć... "przyzwyczajenie drugą naturą"- każdy pies będzie czuł dyskomfort w nowym nieznanym miejscu, no i są osobniki bardziej i mniej lubiące nowe wyzwania, jedne się boją wszystkiego, co nowe, hałaśliwe i pachnie obco, inne potraktują to jako dodatkową rozrywkę. Zapewne pies miejski, niekoniecznie york, ale niech będzie kundel będzie na początku równie zestresowany np wyjazdem na wieś- nowe zapachy, nowe hałasy, nieznane potencjalne zagrożenia (np zwierzęta gospodarskie). I co z tego że to bliżej psiej natury? Ale jest NIEZNANE. Ostatnio jakoś się pojawia strasznie dużo o tym okropnym stresie... ;) i zaczyna wychodzić na to, że tak naprawdę to męczymy psy cokolwiek byśmy nie robili... dogtrekking- stres, okropny stres, no normalnie zabójstwo!!, piłeczka- źle, talerzyki, agility- jeszcze gorzej!!! psy zaprzęgowe odczuwają straszny stres, bo na koniec biegu nie zaspokajają potrzeby schwytania zdobyczy, psy pracujące żyją w straszliwym wogóle stresie. A najlepiej to chyba wcale nie zabierać psa nigdzie bo nie daj Boże, coś go zdenerwuje, nie pozwolimy mu czegoś zrobić (a więc zaspokoić popędu), nie należy się bawić, ani szkolić bo go nakręcamy- i zaczyna by trochę paranoicznie. We wszystkim trzeba zachować umiar, a swojego psa oceniać indywidualnie- jeśli rzeczywiście coś jest dla niego niefajne, to sobie odpuśćmy, ale jeśli mu to się podoba, to czemu nie ;)
  19. No dobra, a ja mam ubranka i to czasem dość... efektowne. Żeby było śmieszniej, to akurat najbardziej odjechane ubranko- różowa sukieneczka z falbankami (dostałam ;) ) jest mega wygodna- a najmniej wygodne są zupełnie zwykłe ubranka. I mam obróżki, szeleczki itd- kurcze nawet lubię mieć ubrane psy "do kompletu. Straszne, no nie? No więc nie. Bo moje psy potrzebują ubranek (cziłałki krótkowłose w dodatku nawet w zimie biegające na długie trasy). A jaki będzie wygląd tych ubranek to akurat najmniej ważne (tzn ważne dla mnie, psom to rybka), aby były wygodne. I jakoś posiadanie dobrze zaopatrzonej szafy ni kłóci się z tym, że moje psy biegają, są szkolone, ba, nawet biorą udział w długodystansowych zawodach na orientację. Za to z moich obserwacji wynika że najbardziej nieszczęśliwe są pieski kupione "bo modne i wypada miec takiego"- zazwyczaj wcale nie mające milona fatałaszków, ale często też zaniedbane, niczego nie uczone, równie często z zaniedbaną szatą, wyprowadzane na 5 minut- bo pies kupiony tanio (z pseudo), i kto to widział w niego cokolwiek inwestować. Oraz (pomijamm tu pseudo klatkowe, rasowe czy nie) niektóre psy z hodowli, wystawowe, którym nie wolno nic, bo się skołtunią, albo po prostu pańcia czasu dla nich nie ma. Widać to na wystawie- pies niby zadbany, ale bez szczęścia w sobie, często jeśli nie spasiony, to kompletnie pozbawiony mięśni, bez jakiejkolwiek kondycji, bo przecież ozdóbki to biegać nie potrzebują, a wogóle to im kuweta wystarczy (owszem, usłyszane przez przyjaciółkę w renomowanej hodowli cziłek- "w zimie one nie powinny wychodzić, trzeba im postawić kuwetę").
  20. Macia, daj mi maila do siebie cooo? Bo nijak mi nie idzie wstawianie faktury (z tych 200 na szczepienia 80 zł poszło na wirusy i na to mam fakturę, a 120 musi potwierdzić ktoś z bazarku "wściekłego") ;)
  21. No wiesz, skoro jest popyt to jest i podaż ;) A wogóle spróbujcie sobie sprawić mikropsa i powstrzymać się od kupowania mu gadżetów ;) nie mówię od razu o obróżce ze svarowskim, ale kilka obróżek ozdobnych, jakieś zabawne szelki, smycz pod kolor, ubranka- nie ma co udawać, kusi ;) Tak naprawdę to czy sie ma obróżki różowe z cyrkoniami i haftowane w imiona, a ubranko szyte na miarę i odpowiednie do płci, w dodatku z aplikacjami, czy pies chodzi w parciance i ubraniu z rękawa nie ma nic wspólnego z rzeczywistym dbaniem o psa, bo jeden i drugi może być równie ułożony, wybiegany i zadbany. A te fatałaszki zaspokajają jakieś tam nasze potrzeby i są dla nas radością (swoją drogą, skoro ubranko jest wygodne i potrzebne, to co komu do licha przeszkadza, że będzie różowe, z koronką i wyszytym cekinkami imieniem, hę?) ;) co- prawdziwy psiarz to tylko skóra, parciane obroże i buro-czarne derki? Słowo daję, że moim psom naprawdę to zwisa i nie czują się upokorzone. Melissa, prawda, że za dużo to pinminów nie ma, ale nie aż tak zupełnie. Ja nawet ze schronu miałam suczkę...
  22. Ja chcę ja chcę!!!! Z całą ekipą ofkors :cool3:
×
×
  • Create New...