-
Posts
6689 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by *Monia*
-
Zaczynam się obawiać, bo często daję Hexolinie wygrywać przy przeciąganiu, śpi na mojej poduszce, nie je po mnie kolacji, przechodzi pierwsza przez drzwi i straszliwie warczy w zabawie. Ona mnie zdominowała :placz:. Mało tego, zdominowała całą rodzinę :placz:. Musimy uważać, żeby nas w nocy nie zagryzła, żeby przejąć władzę nad domem... fantazja mnie zaczyna ponosić :evil_lol:. A tak serio. Hexolina jest psem uległym (momentami za bardzo) i taka zabawa w przeciąganie podnosi jej pewność siebie. Jak daję jej wygrać (silna jest paskuda) to i tak zaraz wpycha zabawkę do ręki. Ale to ja decyduję kiedy się bawimy, kiedy ma puścić i jak intensywnie się przeciągać będziemy. Ani ja ani ona nie cierpimy z tego powodu :). [SIZE=1]No, może moja ręka czasem.[/SIZE] Z ONkiem (opiekowałam się nim), który jest psem dominującym też się ciągałam zabawkami i przez 3 lata jakoś ani mnie nie zjadł ani nie był mniej posłuszny ani nawet nie próbował władzy nade mną przejmować. Często mu dawałam wygrać i relacje nasze zmianie nie ulegały. [SIZE=1]A nawet zaryzykuję stwierdzenie, że bardziej się mnie słuchał niż próbującej go zdominować właścicielki.[/SIZE]
-
Hexa nie jest małym psem, ale w starciu z innym (nawet yorkiem) zawsze wychodzi poszkodowana :shake:. Nawet pinczer miniatura ją pogonił kiedyś :roll:. Duużo błędów przez socjalizację powstało (bo on się chce przywitać, niech się pobawią, jaki śliczny zobacz Reksiu, itp.) i Hexa psów się raczej obawia. Może śmiesznie wygląda 24 kilo uciekające przed 3 kilogramowym psem, ale dla Hexy to porządny stres. Nie mówię już o dużych psach biegnących na nią i przewracających na ziemię. Mam taką średniej wielkości 'ciotę' (no chyba że pojawi się jedzenie bądź zabawka na drodze to wtedy walczyć będzie) i muszę ją bronić przed wszelkiej wielkości psami :roll:. Parę dni temu starszy pan mnie wkurzył. Szłam z Hexą po TZa na przystanek i widziałam tuż przy ulicy, na chodniku dosyć szerokim pana z suczką (znam z widzenia). Stwierdziłam, że zejdzie pewnie z drogi, bo to jedyna możliwość żebym mogła dojść do przystanku i przeszłam przez ulicę. Pana suczka zaczęła się rzucać (wielkości Hexy, tylko ze 3 razy grubsza), a pan zajmował cały chodnik. Z jednej strony samochody, z drugiej tory i nadjeżdżająca kolejka, z trzeciej pan z suczką, a z czwartej trawnik z krzaczkami i błotem. Hexa zaczęła się wyrywać na ulicę, więc zeszłam na trawnik i po błocie się przespacerowałyśmy, żeby dostać się na ten przystanek. A pan co? Zaczął iść w naszą stronę, bo suczka go ciągnęła :angryy:. Myślałam że wybuchnę. Jak TZ wysiadł z kolejki to pierwsze pytanie było "dlaczego taka czerwona jesteś". Na szczęście opanowałam się i się nie rozdarłam na całą ulicę dlaczego :evil_lol:, poprostu powiedziałam że mi gorąco ;).
-
Można pogłaskać? ... i inne pytania i zachowania przechodniów ...
*Monia* replied to Wiza's topic in Wszystko o psach
[quote name='Vlk']Dość często jeżdżę z psem autobusami i rozbija mnie, jak panie w wielkich szpilkach koniecznie upierają się, żeby stawać psu przy ogonie albo między łapami. Zazwyczaj pomaga powiedzenie psu "Przesun się bo ci pani zaraz szpilą krzywdę zrobi, widzisz jakie to niewychowane" albo coś w ten gust ;-) [/QUOTE] Jak Hexolinie ktoś nogę pakuje między przednie łapy to jest nauczona, że ma położyć łepek (jej bez różnicy że to nie moja stopa ;)). Oczywiście jak to zrobi jest wielkie obrzydzenie i noga zabrana :evil_lol:. Ludzie niektórzy mają dziwny zwyczaj (nawet jak jest dużo miejsca) stawania tuż obok psa. Hexa nie ma nic do bliskości osób w autobusie czy innym środku lokomocji, ale mnie wkurza ciągłe ciąganie jej, żeby ktoś nie podeptał :shake:. Ostatnio miałam zabawną sytuację. Koleś lekko trącił Hexę, po czym nachylił się do niej i powiedział przepraszam :lol:. Śmiać mi się chciało przez resztę drogi, miny osób stojących obok niesamowite :evil_lol:. Jazda z Hexą gdzieś często wiąże się z tym, że ktoś ją głaszcze. Jak widzę, że ona ma na to chęć to nie ingeruję i zaczynam rozmowę, a jak ona nie chce to ją zabieram bliżej siebie/na swoją drugą stronę. Najbardziej cieszy mnie fakt, że dzieci ją głaszczą i widzi że nie są straszne :). -
Liza-z ruchliwej ulicy wprost do WSPANIAŁEGO domu STAŁEGO!
*Monia* replied to Klaudus__'s topic in Już w nowym domu
No to masz czarne, małe i puchate :loveu:. A drugie mniej kudłate, ale też fajne :loveu:. Super, że się dziewczynki zgadzają i Lizka postępy robi :cool3:. Mądra sunia z niej i szybko się uczy (tego jak zawładnąc sercami wszystkich wokół też ;)) -
Liza-z ruchliwej ulicy wprost do WSPANIAŁEGO domu STAŁEGO!
*Monia* replied to Klaudus__'s topic in Już w nowym domu
Musiałaś posprzątać, bo przeceniasz swój refleks :eviltong:. Birma chciała ci pokazać, że ostatnio zaniedbujesz swe obowiązki i nie sprzątasz :evil_lol:. Jak ja się cieszę, że Hexa nie miewa już bardzo głupich pomysłów. Chyba mi dorasta maleństwo :razz: -
Liza-z ruchliwej ulicy wprost do WSPANIAŁEGO domu STAŁEGO!
*Monia* replied to Klaudus__'s topic in Już w nowym domu
Śmieci są fajne :evil_lol:. Ciesz się, że nie rozwleka ci ich po całym pokoju, czasem dwóch, przedpokoju i łóżku :diabloti:. Mój aniołek tak robi jak mnie nie ma w domu, a jak wrócę to szybko musi wyjść na podwórko za potrzebą- wtedy mam pewność że czeka mnie sprzątanie na górze. Odnośnie podrywania to Hexa ma swoje zdanie- to ona wybiera kto może być dobrym kandydatem do pogłaskania jej i rozmowy z pańcią ;). Sama zaczepia kolesi, a później wiadomo- pańcia musi się tłumaczyć, że to tylko tak sobie psisko się cieszy a pańcia się spieszy straszliwie :evil_lol:. Szczytem było położenie się w autobusie kolesiowi na kolanach (już duża była), później 2 godziny ze mną gadał i spać nie mogłam przez to :mad:. [SIZE=1]Chciał nas odprowadzić do domu, ale do TZa jechałam i by chyba się trochę zezłościł :roll: - on zazdrosny straszliwie był, ale już mu trochę po paru latach szkolenia przeszło :evil_lol:.[/SIZE] -
Liza-z ruchliwej ulicy wprost do WSPANIAŁEGO domu STAŁEGO!
*Monia* replied to Klaudus__'s topic in Już w nowym domu
Wiem, że miała być łagodna. Ona wygląda jak taka puchata przytulanka :loveu:. -
Liza-z ruchliwej ulicy wprost do WSPANIAŁEGO domu STAŁEGO!
*Monia* replied to Klaudus__'s topic in Już w nowym domu
[quote name='bonsai_88']A tak na prawdę to chciałabym mieć kiedyś w miarę normalnego psiaka :roll:... takiego bez lęków, przy którym nie trzeba uważać na każdym kroku jak i bez agresji :roll:... [/QUOTE] O tak... Aż się rozmarzyłam... Byłam dzisiaj z suczką mojej cioci na spacerze i tak fajnie się ją prowadziło jak kilka razy coś wybuchło a ona nic :loveu:. Tylko obszczekiwać psy zaczyna i musiałam jej pokazać, że nie lubię tego. Posłuchała. Nic strasznego nie widziała też w podbiegającym psie (ja widziałam za to, ale to inna sprawa :mad:), ludzie też wszyscy fajni :). -
Kamil bije, a ty jeszcze w ładne koszule nocne się ubierasz :evil_lol:- listonosz się poprostu zdziwił :eviltong:.
-
[QUOTE]*Monia* - biedna Hexa, co to ona musiała przejść :shake: Ja po tym jak koleś bez powodu kopnął wpatrzoną we mnie Lukę odsuwam psy jak najdalej od przechodzących ludzi, zawsze jestem pomiędzy psem a obcym. Jestem przewrażliwiona, ale nie chcę narażać ani siebie ani któregoś psa na traumę.. [/QUOTE] Hexa miała dużo różnych przygód, wiele przez to że ją wszędzie zabierałam ze sobą i sytuacje były nie do uniknięcia.. Nie liczę już nawet ile razy została zdeptana w środkach komunikacji :shake:. Dzisiaj spotkałam się z nieodpowiedzialnym kolesiem. Szłam z chrześniakiem (2 lata) i z 'jego' sunią astką (5 miesięcy). Wracaliśmy z łączki i wychodziliśmy akurat z krzaków. Nagle widzę dużego ONa wyskakującego na nas. Mi serce do gardła podeszło, bo jak coś to nie wiem czym bym maluchy broniła i do tego zero możliwości ucieczki. Pies okazał się łagodny, ale nie powstrzymałam się przed komentarzem, że mnie nieźle wystraszył. Pan jak zobaczył astkę to tylko upewnił się że to szczeniak i odszedł wołając psa. Pies jeszcze do nas podbiegał, ale w końcu poszedł sobie. Ruszyliśmy dalej, pan skręcił na trawę i tam się z psem bawił. Jak byliśmy na wysokości pana z psem ten znowu podbiegł, pobawił się chwilę z sunią i wyrwał patyka dzieciakowi z ręki :angryy:. Tego było już za wiele, ale młody tak się zmartwił, że postanowiłam jak najszybciej iść i znaleźć mu następny patyk. Był jeszcze długo przestraszony i smutny, nie chciał innego kijka, ale daliśmy radę. Pan po incydencie pochwalił psa za przyniesienie mu patyka :mad::mad:. Jak go spotkam z Hexą to miła już nie będę :mad:. Przy dzieciaku drzeć się nie chciałam, ogólnie opanowana jestem, ale niektórych rzeczy tak łatwo nie zapominam :roll:..
-
[quote name='bonsai_88']... chyba wam nie pisałam o nowym wyczynie młodej :roll:. Palić lubię, ale w domu, przy dziecku czy [do niedawna] przy psie nie paliłam. Jak miałam ochotę to wychodziłam sobie na balkon, przymykałam za sobą drzwi i Birma ze Smokiem zostawiali w domu. Birmie mój pomysł średnio się podobał ,wiec próbowała drzwi otworzyć... A jak? To przecież wszyscy wiedzą - trzeba klamkę nacisnąć w dół :diabloti:. Dobrze, że na parterze mieszkam i klucze od domu miałam w kieszeni, bo jakby mały miał być sam w domu to bym chyba zwariowała ze strachu :shake:.... Od tej pory Birma chodzi zapalić razem ze mną :mad: [/QUOTE] Mądra sunia :loveu:. Pani niedobra pali to Birma dała karę :evil_lol:. Mnie Hexa kiedyś przed egzaminem zamknęła na balkonie. Byłam w kostiiumie kąpielowym (tak się uczę do sesji letniej ;)) i tylko myślałam czy drzwi od domu zamknięte czy otwarte. Jak by były zamknięte to bym skakała przez bramę w tym super ubranku i pędziła do cioci po jakiś ciuch i kasę na bilety pożyczać. Na szczęście odkąd nie mieszkam już w bloku drzwi nie zamykam na zamek ;). [quote name='bonsai_88']Ech, mój pies mnie nie kocha... właśnie w zabawie przyłożyła mi z łapy w pysk - mam rozciętą wargę, a znajomi pewnie będą się znowu pytać, czy mnie Kamil nie bije :mad:[/QUOTE] Może to element terapii antynikotynowej :razz:.
-
[quote name='badmasi']To ja pisałam o parasolach. Też stosowałam sposób na oswojenie w domu, kładłam parasol na podłodze i nawet wkładałam do środka kawałek kiełbasy. Pies nie zbliżył się do parasola, nie tknął kiełbasy jedyny efekt to rozwolnienie ze strachu i eskalacja lęku plus powrót strachów dawno oswojonych.Kiełbasa była w rezultacie pożerana przez drugiego psa, który nie bał się niczego, nawet petard. [/QUOTE] U nas akurat podziałało. Widocznie nasilenie strachu było mniejsze. [QUOTE]Generalnie lęki psie włączyły się po naszym wypadku samochodowym, w wyniku huknięcia otworzyły się drzwi bagażnika i pies uciekł w szoku (o dziwo drugi został), przemierzył wiele ruchliwych ulic(biegł nawet Łazienkowską), znaleźliśmy go ale coś się zmieniło. [/QUOTE] U nas niektóre lęki pojawiły się jak Hexa wpadła pod samochód i uciekła przed siebie. Nie było jej parę godzin, ale sporo przeszła w tym czasie i nie wiadomo co ją spotkało. Nawet znajomemu nie dała się złapać jak ją spotkał i musiał w locie ją złapać, bo uciekała.. Uraz do mężczyzn jeszcze miała porządny, ale przechodzi :). A powstał on, bo jakiś idiota uderzył ją w głowę jak obok niego przechodziła no i trochę po tej ucieczce. Gdyby nie była to noc i pustka to bym tego tak nie zostawiła, a że prawie w krzakach to było a ich trzech to nie opieprzyłam :roll:.
-
[quote name='zmierzchnica'] *Monia* - Luka robi to samo co Hexa, z tym wracaniem do domu bez powodu :cool3: A przynajmniej mi się wydawało, że bez. A potem doszłam do wniosku, że powód jest prosty - ciepło albo wcześniejszy dłuższy spacer, po którym już jej się łazić nie chce :diabloti: Najpierw myślałam, że coś jest nie tak i brałam ją na ręce i trochę przenosiłam dalej, potem szła normalnie, wąchała itd. Oczywiście poskutkowało to ciągłym zapieraniem się na smyczy i żądaniem "na rączki!" :mad:;-) [/QUOTE] U Hexy nie musi być powodu, ona lubi czasem zdecydować co chce i albo jej ustąpię (i będzie się to powtarzało częściej) albo ja się zaprę albo kompromis jakiś. Dzisiaj moje psisko tak zajęło się nową zabawką, że nie słyszało nic :cool3: (zabawka jest piszcząca i też fajnie przeciągać się nią można). Ktoś pisał o parasolach (tak mi się przypomniało)- Hexa też się kiedyś bała panicznie, ale w domu parasolki się suszyły w pokoju i mogła spokojnie oglądać, wąchać, obszczekać w razie czego kiedy tylko chciała. Po pewnym czasie zaczęła ignorować, bo ile to można się wysilać ;). Co do straszenia psów jeszcze- kiedyś szłam z Aresem i nagle niedaleko nas wybuchła petarda. Ja stan przedzawałowy, a Resiak ignor kompletny. Panu zwróciłam uwagę, a pan na to "Nic się przecież nie stało". A jak bym szła z Hexą? Miała bym urwaną rękę i uraz psa. Później dalej petardy puszczali to wyjęłam telefon i zadzwoniłam do mamy się wyżalić. Poszli sobie odrazu ;).
-
Fakt, są różne rodzaje strachu i są zależne od bodźca. Hexa na 'wystrzał' torebki plastikowej ostatnio nie zareagowała jakoś specjalnie i byłam z niej dumna. Za to raz wycięła mi niezły numer w tramwaju, gdzie dostała takiej paniki (nie wyjaśnionej), że na każdym przystanku chciała wysiadać. Dojechałam do połowy drogi a drugą połowę odbyłam na pieszo (dla zorientowanych od ronda Starzyńskiego do Żerania FSO, byłam zła i zdesperowana- psa zmęczyć chciałam). Do tamtej pory jeździła kolejką WKD, pociągami, autobusami, samochodem i było ok, nagle tramwaj okazał się czymś potwornym i koniec. Dałam sobie na spokój po drugiej próbie przejazdu, kiedy to moje maleństwo wpakowało mi się na kolana i podrapało straszliwie. Spokój dałam na pół roku, pomyślałam i wprowadziłam do nowego tramwaju na 1 przystanek, było ok. Później znowu powtórka, i kolejna, a teraz tramwajem już jeździć możemy, nie gryzie nas :cool3: (tramwaj oczywiście). Ale powiem szczerze, że jak mi czasem psisko odmawiało spacerów, to miałam ochotę palnąć w pustą łepetynę. Wyglądało to tak, że szłyśmy sobie spokojnie a nagle Hexa robiła zwrot i spowrotem ciągnęła (chodzi w zaciskach na szczęście). Bez żadnego powodu. Akurat jak muszę gdzieś z nią iść to nie mogę odpuszczać i oczywiście się nie dałam. Po chwili psisko jakby nigdy nic oddawało się wąchaniu i obsikiwaniu wszystkiego (więc to nie było nic bardzo strasznego, duchy na jej drodze? :evil_lol:). W każdym razie czasem ręce mi opadają jak coś jej odbija, ale żyjemy z tym i staramy się nie dać zbyt ponieść emocjom ;). Sama widziałam co biorę, po jakiej matce i radzić sobie muszę, nie narzekam choć czasem nie mam siły. Sylwester we dwie w łazience z muzyką z komórki jest suuuper :lol: :razz: [SIZE=1](szczególnie jak ktoś co chwila chce wchodzić i mnie wyprasza, a raz nawet Hexa została wyproszona na chwilę :p; na imprezkę byłam zaproszona z piesem)[/SIZE] Chyba offa robimy :roll:.
-
Ja wypracowałam z Hexą, że jak jest straszny odgłos to szybko do pańci trzeba biec, bo smaczek na pewno będzie jakiś (za podejście bez 'strachów' też czasem coś jej daję, więc to nie tylko w strachowych syt.) i do tego głaskanie. Jest o wiele lepiej niż kiedyś, bo nie traci do końca kontaktu ze światem. A ostatnio odkryłam, że jak się czuje niepewnie po jakimś odgłosie to wystawia tyłek do głaskania i moje drapanie jej po tyłku ją odpręża ;) (ale raczej tylko na łączce się tak zachowuje). Natomiast oddalanie się od miejsca strasznego jest niekiedy konieczne (ciąg wystrzałów np.) i przy nodze nie da się tego zrobić raczej grzecznie. Jak już pisałam to ciągnięcie moją suńkę chyba rozładowuje. Zresztą każdy przypadek jest inny i każda sytuacja również. Raz Hexa usłyszy wystrzał, a raz z rozbawienia zdarzy się jej nie dosłyszeć. A dzisiaj się spotkałam z chamstwem kota :mad:. Wychodziłam z Hexą na rower akurat i zauważyłam jak nagle zesztywniała, więc odrazu ją usadziłam. Spostrzegłam kota i musiałam trochę pomanewrować, żeby zamknąć furtkę, trzymać rower i nie puścić smyczy. Udało się. Natomiast kot szedł sobie wolniutko przez ulicę, patrzył się na Hexę i spokojnie zbliżał się do nas :shake:. Hexa się zaczęła trząść (coś w rodzaju transu?, ona się kotów boi i goni dopuki uciekają, kot się zatrzyma to ona z piskiem ucieka), ale siedziała jak jej kazałam. Zaczęłam do niej gadać jakaż ona jest super, mądra, grzeczna i wogóle (nic nie dotarło i tak), a kot sobie stanął dokładnie naprzeciwko nas po drugiej stronie ulicy :mad:. I tak sobie stał, po czym zaczął się myć i rozmyślać.. Myślałam że wyjdę z siebie, ale dalej gadałam do psa. Po jakimś czasie przejeżdżała pani na rowerze i kot wreszcie poszedł. Moje psisko dalej trwało zawieszone, nawet krzyknęłam do niej, ale była nadal w transie, zero odbierania bodźców zewnętrznych- tylko pamiętała o siadzie i o kocie :cool1:. Na przebudzenie pomachałam ciachami przed nosem, popukałam w łepetynkę, pochwaliłam za siedzenie i psisko jakoś doszło do siebie. A kota miałam ochotę zamordować :mad:.
-
Liza-z ruchliwej ulicy wprost do WSPANIAŁEGO domu STAŁEGO!
*Monia* replied to Klaudus__'s topic in Już w nowym domu
Super że już po :multi:. Trzymałyśmy z Hexą kciuki i wciągnęłyśmy też znajomego psiarza w trzymanie kciuków ;). Sunieczka sama słodycz do zacałowania :loveu:. -
Liza-z ruchliwej ulicy wprost do WSPANIAŁEGO domu STAŁEGO!
*Monia* replied to Klaudus__'s topic in Już w nowym domu
Suńka pewnie jeszcze jest u weta.. Też czekam niecierpliwie na wieści... -
[quote name='zmierzchnica']I nie wiem teraz... Lepiej podczas "zagrożenia" (tj wystrzały, śmiech ludzi, uderzanie butelką) stanąć, kazać psu usiąść i dawać mu smakołyki nawet na siłę, mimo że się trzęsie, czy "uciec" z psem, pozwalając mu na paniczne duszenie się, bieg z podkulonym ogonem, dyszenie itd? W takich momentach nie mam innego wyboru...[/QUOTE] Z moich obserwacji (ale mogę się mylić) wynika, że Hexolina jak ciągnie to rozładowuje stres i napięcie związane ze strzałem/burzą/wybuchem czy czymś tam innym strasznym. Owszem, jak mam daleko do bezpiecznego miejsca, to sadzam ją i wmuszam smaki, ale to chyba tak bardzo stresu nie zmniejsza. Takie usadzenie nadaje i karmienie się jak to jest pojedynczy np. wystrzał i wiemy, że małe prawdopodobieństwo że po chwili będzie następny. Usadzanie, zagadywanie i wpychanie smaków stosuję jak jesteśmy na łączce i coś na niedalekiej budowie spadnie (słychać jak wystrzał). Tak trochę jej myśli od strasznej rzeczy odciągnę, później wyjmuję zabawkę i macham przed nosem- jak dzała to super, jak nie to dalej karmię i gadam. Jak jest kilka wystrzałów czy strasznych odgłosów jakichś to niestety, ale psisko żąda przypięcia smyczy i chce iść do domu. Mam nadzieję, że jakoś jasno wyraziłam swoje przemyślenia ;). Co do dzieci, to niestety są dzieci i dzieci. Jedne rozumne, a drugie :mad::angryy:. Chociaż znam jednego, który był niesamowitym łobuziakiem, a teraz jako 6 latek jest rozsądniejszy i porozmawiać z nim nawet można :razz:.
-
[quote name='zmierzchnica']*Monia* - byłam ze swoimi suczkami, nie wiem jak zareagowałby tamten piesek. Poza tym raczej nie umiem z dziećmi się dogadać, niestety, nie potrafiłabym chyba spokojnie pokazać co i jak... Ale wiadomo, że przykład wynosi się z domu. Dlatego nie napisałam, że nie znoszę dzieci, tylko, że nie znoszę jak wychodzą z psami ;-) Zwykle dostają pieska-zabawkę (u mnie najczęściej yorka, spaniela, shih tzu i wszelkie w typie), żeby miały z czym wychodzić na dwór. Rodzice sami nic nie wiedzą o zwierzu, chcą mieć spokój po prostu. Wg mnie odpowiedzialny rodzic nie pozwala wychodzić bez nadzoru dziecku w wieku "podstawówkowym" i młodszym z psem. Nawet jeśli dziecko jest okej, to przecież jakiś luźno biegający pies może zaatakować zwierzątko dziecka itd. Większość dzieci przecież nie umie zareagować, po co mu fundować taką traumę?[/quote] Ja byłam w o tyle dobrej sytuacji, że psy się znały (Hexa jednej szczeniory nie trawi z bliska, ale nie pozwoliłam na konfrontację) i mogłam sobie pozwolić na usadzenie Hexy i wzięcie obydwu szczeniaków 'w swoje ręce' ;). Cierpliwość mi Hexa taką wyrobiła, że to czego na spacerach z nią nie wykorzystam mogę wykorzystać na dzieciaki ;). Szczerze to ja też w wieku początkowo podstawówkowych wychodziłam z dużą suczką mojej cioci. Zawsze byłam dosyć drobna, sunia coś w typie labka, może troszkę mniejsza (nie pamiętam zbyt dobrze). Rodzina szczęśliwa nie była, ale ja uparta byłam i pokazałam, że zapanować nad psem umiem. Nie będę się chwalić czego ją nauczyłam, ale nie stwarzała zagrożenia dla otoczenia, dla mnie, a psów chodzących samopas raczej nie spotykałyśmy (i tak ją nic poza mną nie interesowało :loveu:). Sunia była super posłuszna, ze smyczy ją puszczałam na polach i nikt kto nas widział nie powiedział złego słowa (jak by ktoś w tak małej miejscowości miał coś do dziecka z psem to by szybko do cioci dotarło). Ale swojego dziecka bym z żadnym psem nie puściła. Miałam kiedyś sytuację jak mi z bramy na mix-astkę i mnie z małą wtedy siostrą cioteczną wyleciał pies. Miałam wybór- pies skoczy z zębami do dziecka albo będzie spięcie psów. Wybrałam drugą opcję i suk się rozdzielić nie dało później tak łatwo. Ja 'swoją' trzymałam cały czas na smyczy a tamta nie odpuszczała. Na koniec (po rozdzieleniu psów) dostałam opiernicz za psa bez kagańca od właścicieli tamtej suczki :crazyeye:, ale że byłam w nerwach to powiedziałam co o nich myślę. Jak by mi dziecko choćby przewróciła tamta to, mimo że byłam młoda, bym nie odpuściła :mad:
-
Liza-z ruchliwej ulicy wprost do WSPANIAŁEGO domu STAŁEGO!
*Monia* replied to Klaudus__'s topic in Już w nowym domu
Będzie dobrze ;). A sunia miała badania robione przed sterylką? Wiem, że powinna być krew zbadana. -
Dzieci nie nauczone co i jak się z psem robi tak właśnie reagują. Ja dzisiaj pokazywałam dzieciakom jak działa szczeniak + smaczki. Dziewczynka podłapała i później nawet próbowała młodszemu bratu wytłumaczyć jak to trzeba robić ;). Wcześniej owa dziewczynka usiłowała siad na młodej (ok 3,5 mies.) labce wymusić przez szarpanie smyczą. Jak dzieci chętne to można zaproponować pomoc i wytłumaczyć, że cierpliwość to podstawa. Mojej siostrze ciotecznej udowodniłam, że nad jej astką 5-miesięczną da się zapanować, nawet jak w drugim ręku trzymam smycz z Hexą na drugim końcu. Oczywiście są różne dzieci, ale niektóre poprostu robią tak bo nie wiedzą że można inaczej. Bronię dzieciaków, ale jestem zdania że jak rodzice nie wytłumaczą to może powinien im ktoś inny wyjaśnić ;). Dzisiaj młodzież (ok. 15 lat) próbowała mnie zdenerwować chyba, bo teksty na temat Hexy jakieś leciały. Oni siedzą w krzakach i nie interesuje mnie cóż tam robią, a ja z Hexą się bawiłam na łączce obok. Jak nie reagowałam, to zaczęli się martwić czy mi ręce nie odpadną od rzucania piłki, coś o moim zamachnięciu zbyt mocnym, a na koniec się zastanawiali kiedy się zmęczymy :evil_lol:. Uśmiałam się niesamowicie, humor mi poprawili :lol:.
-
[quote name='Erica']UGH! Ale się wściekłam :angryy: Nie na psiarza, ale na [I]"pana budowlańca"[/I], który robi remont w mojej klatce schodowej.[/QUOTE] Mnie też kiedyś wkurzyli panowie remontujący blok. Akurat schody robili jak wracałam ze szkoły. Hexa maluch była i odrazu rzuciłam plecak, psa na smycz i na spacer. Panowie oczywiście się oburzyli (szczególnie jeden), że latam w tą i spowrotem, że powinnam poczekać aż oni skończą, itp. Zaproponowałam posprzątanie tego co pies w domu narobi i się odczepili :diabloti:. Fakt, znielubili mnie za to i krzywo się patrzyli, ale mnie to niebardzo interesowało. Co do narzędzi porozwalanych to Hexę pan jeden denerwował (ta sama ekipa) i w końcu pozwliłam się jej z nim pobawić. Zabrała mu jakąś szczotkę i się poganiali, zezłościł się niesamowicie. Chamstwem się wykazałam, wiem, ale mi psa zaczepiać przestali i nikt niczym w jej stronę już nie machał ;). Później zostali znajomi oskarżeni o kradzież piwa jednemu z robotników, Hexa też była o to oskarżana (przez tą szczotkę, którą pozwoliłam jej zabrać). Na to ja się grzecznie zapytałam, czy szef wie, że pan sobie pije w pracy :evil_lol:. Oskarżenie się rozmyło :diabloti:. Ach te piękne czasy wariactw i mieszkania w bloku :evil_lol::evil_lol:.
-
Abyś tylko Hexolinie nie próbowała przedstawiać, ja się na ryzyko zgodzić mogę :evil_lol:. Ja jestem ogólnie chyba zbyt miła, nawet dla ludzi którzy mnie denerwują i dlatego tak pomyślałam sobie jak Cię w galerii naszej zobaczyłam. Potrafisz dosadnie się wyrazić jak Ci się coś nie podoba, a ja raczej łagodzę sytuacje. Już parę razy mnie łapali na tym, że na chamstwo miłym słowem potrafię odpowiedzieć :roll:. Mi jest momentami ciężko do Hexy dotrzeć, ale cały czas pracujemy. Ona jest lękliwą histeryczką (określenie weta, w które nie wierzyłam :roll:). Hexa i Ares mają tak różne charaktery, a jak byli razem to momentami się jakby zamieniali i to Hexa darła japę na psy, a Resiak siedział na dupsku jak mu kazałam. Chyba dlatego, że wiedziała że on by w razie problemów stada bronił. W sumie się cieszę, że agresji lękowej chociaż nie ma i nie gryzie nawet w podbramkowych sytuacjach, bo wtedy bym miała dopiero problemy :shake:. Dzieci poobgryzane, psy niektóre, faceci, chyba jednak lepiej, że zębów nie używa.. Tak się teraz zastanawiam, czy ja jej wystarczające oparcie daję. Ale już 24 kg psa nosić nie będę, bo biedactwo pomarudzić musi że coś boli albo się boi :mad:. [SIZE=1]Jako dzieciuch od 8go tygodnia nie była noszona jakoś dużo, poza oczywiście wizytami u weta, przeniesieniem kawałek przez ulicę czy wejście do autobusu.[/SIZE]
-
[B]WŁADCZYNI[/B] pierwsze co to jak zobaczyłam, że napisałaś to pomyślałam "to mi nagada o mojej głupocie" :evil_lol::diabloti:. Wybacz, ja dzisiaj mam masakra dzień i coś mi do tego w żołądku zaszkodziło ;). Teren ok. Razem z drugim psiakiem jechaliśmy, wchodziliśmy, ze znajomymi się witała i wyrywała tradycyjnie do hopek. Bruno wszedł i też paniki jakiejś wielkiej nie było, dopiero jak szczeknął to skończyło się dla Hexy wszystko i chciała zwiać. Bez smyczy nie ucieknie, ale na smyczy mam łapska pourywane w takich momentach :shake:. [QUOTE]spoko z rzucającym też się da żyć choć czasem człowiek ma ochotę wziąć za kłaczki i być mało pozytywnym człowiekiem:mad:[/QUOTE] Z agresją to ja z Aresikiem się miałam trochę. Z 8 kilo tylko lżejszy ode mnie, a jak się wkurzył to jakoś dawałam radę ;). Za kłaczki niebardzo się dawało wziąć, ale słodki głosik go usadzał :diabloti:. Dziwne, że właścicielami potrafił miotać a ja taki maluch przeżyłam tylko jeden upadek i to nie z jego winy.. Nie wiem czy lepszy rzucający się czy panikujący :roll:. [B]Bzikowa[/B] bez obaw, Hexa raczej nie podchodzi do uwiązanych psów, ale z tym przebieganiem może być gorzej. Jak się nie boi to szaleje. Dzisiaj stwierdziłam, że następny pies będzie po mądrych rodzicach, a nie po tak pieprzniętej matce :cool1:. Socjalkę odwalałam od pierwszego dnia (wet powiedział, że tak może być), a i tak walniętego psa z problemami mam :roll:. Z Hexy poleciało tylko trochę kudłów i bolało ucho. Nic więcej. Psychicznie się wtedy też w miarę trzymała, skakała nawet trochę jeszcze. Ja Bruna też lubię, z właścicielką zawsze dużo dyskutujemy na treningach i wychodzi później kto nie słucha :evil_lol:. Szkoda mi trochę zmieniać grupy, ale Ela powiedziała, że tak lepiej i zobaczymy czy Hexa potwierdzi. Obie macie słodkie małe pieseczki kanapowe, niegroźne i kochające cały świat :loveu::diabloti:.
-
Tak, my po Misi, którą słychać zawsze ;). No to z tym samym psem nasze psiaki spięcia miały :roll:, dokładnie o Bruna chodziło. U nas agresja się wyeliminowała przez to spięcie i Hexolina ładnie olała innego psa przy piłce/parówce, ale pozostał strach przed Brunem :shake:. Muszę na forum nabazgrać, żeby nas gdzieś indziej wrzucili, bo mi się pies psychicznie wykończy. A tak ładnie się z Bruniakiem wcześniej na treningach uzupełniali- ona odganiała podbiegaczy, on się nie miał czasu na nich denerwować. Nastąpiło burzliwe zerwanie :shake:. Hexa się nie trochę boi tylko panikuje. Porównać to mogę nawet do lęku przed wystrzałami :-(. [SIZE=1]To od was też z daleka się trzymać będziemy :eviltong:.[/SIZE] Staram się nie panikować, bo panika Hexoliny nam w zupełności wystarczy, ale ja się szybko poddaję :oops:. Tak się ostatnio napatrzyłam na zawody... Ale jest plus dnia dzisiejszego- Hexa polubiła starszych facetów :evil_lol:. [SIZE=1]Chyba, że to była kwestia odreagowania po treningu ;)[/SIZE]