Jump to content
Dogomania

Berek

Members
  • Posts

    3222
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    2

Everything posted by Berek

  1. [QUOTE] "wiem co to widok nieskutecznie postrzelonego psa"[/QUOTE] .... a co oznacza "[B]skutecznie[/B] postrzelony pies"? :lol: :evil_lol:
  2. [quote] "Jestem zwolennikiem nie poprawiania świata na siłę; skoro psom myśliwskim (wyżłom, terierom) obcinano ogony w czasach, w których o wystawach się nawet filozofom nie śniło, to coś w tym jest. Ot co " [/quote] yyy... no zaraz, a obcinanie psom ogonów "bo się moze coś kiedyś któremuś stać" to NIE JEST - w takim razie - "poprawianie świata na siłę? :lol: Zdumiewające... można zadać cierpienie i zrobić ewidentną krzywdę sporej ilości zwierząt na wszelki wypadek - bo a nuż ktoremuś z nich kiedyś coś się przydarzy - tacyśmy wrażliwi na możliwość tych przypadkow losowych - slowem, poprawiamy "coś" na siłę ... - a jednocześnie bronienie tychże zwierząt przed krzywdą i cierpieniem czynionymi z powodów nader słabych i błahych jest "be" - takimże właśnie poprawianiem świata na siłe... - i jako takie wymaga wręcz napominania a już na pewno polemiki. Jakoś mi się to nie klei... :cool3: P.S. A historycznie rzecz biorąc, nie było to w najmniejszym stopniu podyktowane dobrem zwierząt. Chodziło o kwestie ekonomiczne li i jedynie (pies z cietym ogonem jako pracujący był "zwolniony z podatku" - tzn. jego właściciel). P.S.2 Pi Wei - witamy znajomą Tuatha Dei na forum - bo to właśnie Tuatha Dea opisywał Twoją historię i stąd brzmi ona użytkownikom Dogo znajomo... W topiku jest jużrozmowa na temat tego szczególnego przypadku i pewne oczywiste stwierdzenia już padły. BTW znam kilka nieciętych weimarów ktorym nic się nie dzieje mimo wymachiwania ogonami...
  3. "Mokka, ale jeżeli każdy pies może uszkodzić sobie ogon, to dlaczego tylko jedna grupa ma być uprzywilejowana?" Powiedzmy szczerze, że owa zgłaszana "urazowość" to temat zastępczy. :razz: - używany przez dzielnie walczących o możliwość cięcia hmmm... starobetonowców, nazwijmy ich delikatnie. :lol: W Wielkiej Brytanii na przyklad podawano te potworne statystyki wśród psow policyjnych, gdzie w ciągu roku 20 psow mialo uszkodzone ogony i to skloniło panow policjantów do prób zrobienia wyłomu w ustawie - tylko nikt nie raczył zauważyć (a podawałam przy okazji omawiania tego przypadku statystyki) że psów pracujących w aparacie państwa jest coś 2,5 tysiąca - tyle ich było w tym czasie kiedy to odnotowano owe przypadki uszkodzeń). Łatwo sobie wyliczyć jaki procent (hmmm, PROCENT?) ogółu psów pracujących stanowiło 20 zwierząt (na 2500 ogółem). Ale dla pewnej grupy ludzi każdy argument dobry.... :lol: W Polsce w policji są głównie pisz-pan-ONki i coraz częściej maliniaki. Snuje się u celników jakiś springer, owszem... Ale generalnie rozumiem że będziemy walczyć o możliwość cięcia ogonów malinois i owczarkom niemieckim. Fajne! :lol:
  4. [quote]Dla mnie to nie jest wydumana moda, tylko całkowite zmienianie wizerunku rasy która powstała kilkaset lat temu i trwała w niezmienionej formie, aż do naszych czasów...[/quote] Uha-ha, ojć, z tą niezmienioną formą to popolemizuję... Hehe, obejrzyj metamorfozę którą przeszedł chociażby poczciwy najbardziej psi z psów - ON-ek - von Staphanitz miałby kłopoty z rozpoznaniem tej rasy teraz, a kiedy on zył? Bynajmniej nie kilkaset lat temu... A yorki - weźmy rasę nieużytkową - Huddersfield Ben a dzisiejsze championy, toż to kompletnie rózne psy. :razz: Rasy psów przechodzą OGROMNE metamorfozy i to w przeciągu, smiem twierdzić, kilkunastu lat, a nie kilkuset. Więc podpieranie się chorą tradycją jest troszkę niewłasciwe. Bo podobnie mozemy twierdzić że skoro oryginalnie buldogi były hodowane do walk z bykami, to jak możemy nie zapewniać im tego, do czego były wyhodowane? A że psa podczas takiej walki "boli"? I byka "boli"? Eeee, wszak to ból krotkotrwały - i każdy ból kiedyś przechodzi.... z takiego czy innego powodu zresztą. :eviltong: [QUOTE] "Psie uszy i ogony cięło się od wieków, tnie się nadal, jest to chwilka, a później pies żyje długo i szczęśliwie. " [/QUOTE] Otóz z zamieszczonych w tym topiku NAUKOWYCH badań wynika, że niezbyt szczęśliwie i czasem bynajmniej nie długo. Ale oczywiście można cale życie zakrywać oczy kocem... BTW to już chyba tylko katarynkowe powtarzanie o żyrafie "takiego zwierzątka nie ma". Dla mnie EOT, bo można dyskutowac merytorycznie, o estetycznych upodobaniach - raczej nie. Ludzi okaleczających zwierzęta dla estetycznych upodobań jak najbardziej można krytykowac a nawet potępiać. Mam zresztą nadzieję że takich osób będzie coraz mniej, droga ewolucyjną...
  5. [QUOTE]Hihi, to właściciele jamników (bo napisałeś to tak, jakby to nie były psy, tylko jamniki :lol: ) czy innych ras niekopiowanych nie mogą się wypowiadać? [/QUOTE] Ależ mogą, moga, jak najbardziej - to w końcu forum dyskusyjne. Ale właśnie w Twoim wykonaniu jest bezustanne podkreślanie "no, ja nie mam ras kopiowanych więc mnie to w sumie nie dotyczy" - więc skoro tak bardzo Cię nie dotyczy, co Cię w tym całym temacie tak irytuje? BTW wciąż zastanawiam się o co chodzi z tą oceną topiku jako "przesadnego". Co to, konkretnie, moze znaczyć? :lol: Ludzie na Dogomanii piszą tematy o puszczanych przez psy bąkach (autentyk! :lol: ), pisza o ubrankach dla yorkow, piszą o reakcjach przechodniów na ich psy... - no ale to nie "przesada". Wiec moze to jak piszą o psach skatowanych, psach do oddania, psach w schroniskach - to jest przesada? Bo nieestetyczne? I nieprzyjemne? E, też chyba nie... :evil_lol: A topik w ktorym zamieszczono opisy - bardzo konkretne, z podaniem źródeł - badań naukowych na temat nie tak znowu błahy przecież, i dotyczący sporej ilości psów i ich wlaścicieli - z uporem jest nazywany "przesadnym". Hm. Hm. Hmmmm. Na dodatek na realne argumenty slyszymy ciągle "a ja uwazam że to nic takiego". No O.K., można i tak. Makuszyński opowiadal o dziecku ktore na opis żyrafy stwierdziło "Takiego zwierzęcia nie ma!". Dzieciaczka zaprowadzono do ZOO, a tam, przed wybiegiem żyrafy, dziecko patrząc na rzeczoną żyrafę powiedziało równie stanowczo: "No, mówiłem przecież że takiego zwierzęcia nie ma!". :lol: :lol: :p
  6. No, ja tak na świeżutko, bo właśnie jedna z moich kilentek opowiadała kilka dni temu, ma teraz małego psiaka, a przedtem był młodziutki dog. Pies stracił życie po zabiegu cięcia uszu. Nie przeżył narkozy. :cool1: Państwo teraz wyszukali rasę ktorej się już nic nie tnie.:cool3: Amber, sądzę że nie myślisz na poważnie o cięciu psu uszu bez narkozy. A skoro już cięcie, to pod narkozą - a jeśli tak, to decydujemy się na podanie jej BEZ POTRZEBY - bowiem NIE MA ŻADNEJ - oprócz ludzkich dziwactw - POTRZEBY do obcięcia psu kawałka ucha. P.S. [QUOTE]Jak już napisałam - nie ma co mówić o pozytywnych aspektach kopiowania[/QUOTE] - aaa ja to w sumie chcę o nich usłyszeć... Wiesz, nie do końca rozumiem, o co Ci chodzi wlaściwie. Na ogół niestety nieświadomii nabywcy szczeniąt sądzą, że "musza" psa poddać zabiegowi - albo że "muszą" kupować psiaki bez ogonów - albo że to "nic takiego". Najczęściej wmawiają im to betonogłowi hodowcy.... Ten topik powstał nie po to ,żeby robić akcję typu "greenpeacowego" - tylko żeby dać ludziom poczytać co nieco na temat tego zjawiska... Niech poczytają, niech się zastanowią, czy chcą czegoś takiego dla swoich - planowanych, na przykład - psiaków... W tej sytuacji wchodzenie na topik i marudzenie "a bo to gorszych problemów nie macie" przypomina wypisz, wymaluj stare numery typu "pomaga pan zwierzętom? no wie pan, tyle jest biednych dzieci na świecie!". Slowem, jak nie mozemy gadać merytorycznie, to wyszukamy coś w tym stylu żeby rozmowcę przedstawić w "odpowiednim" świetle. Ty uważasz, że histeryzujemy, wolno Ci - ale co z tego wynika? Po kiego grzyba powtarzasz to już piętnasty raz? Nie chcesz, nudzi Cię ten topik - omiń go po prostu.... Ewidentnie nie jest przeznaczony dla Ciebie, masz jamniki i dobrze.
  7. [QUOTE]Moja suńka po czyszczeniu zębów z kamienia i ekstrakcji również nie wyglądała na zachwyconą i pewnie dziąsła też ją bolały, ale trzeba było to zrobić i już. Tak samo z cięciem uszu - raz i koniec - nie widzę większego problemu[/QUOTE] Yyyy.... a uszy TRZEBA uciąć bo...? (BTW posiadając rasy predestynowane do odkladania kamienia prostymi zabiegami z użyciem poczciwego paznokcia doprowadzam do stanu w ktorym usypianie psa do czyszczenia kamienia nie jest w ogóle potrzebne, no, ale zostawmy ten.... delikatny... temat :lol: ). "A co do samego topicu to przeczytałam cały. Moje stanowisko jest takie - to nie jest jakiś straszny zabieg, który powoduje ogromne cierpienia psa, więc nie widzę powodu żeby się tak tym ekscytować i mówić o bestialstwie czy znęcaniu." Pozostaje tylko pogratulowac dobrego samopoczucia. Ale ten topik powstał raczej dla osób ktore są dość wrażliwe i myślące, żeby się zastanowić czy taki zabieg zafundowany ich psu jest w ogóle do przyjęcia. Mówiąc brutalnie, prawa popytu i podaży wymuszą na hodowcach odpowiednie postępowanie. Pamietam hodowczynię rottweilerów z Francji, bardzo znaną, ktora opowiadała wszem i wobec że jeśli kiedykolwiek zaprzestanie się cięcia im ogonów, to ona zmieni rasę - itd. A teraz wypuszcza już kolejny niecięty miot i sama opowiada że to w sumie ładne, fajne i w porządku. :lol: Odpowiednia ilość telefonów od zatroskanych nabywców ("ale psy nie będą miały ciętych ogonków?") i pani zrobiła krok nad granicą... i zobaczyła że "po tamtej stronie" nie tylko da się żyć, ale i jest całkiem fajnie. :lol:
  8. Pokuszę się o próbę odpowiedzi. "1. Dlaczego tak się dzieje ? (a znając przyczyny uda się ustalić) 2. Co z tym fantem zrobić ?" Ad. 1. a) Ponieważ wielu szkoleniowców ma bardzo blade pojęcie o psach. :evil_lol: b) Ponieważ ludziom się wydaje że powinien istnieć "rynek klienta" - tyle, że czasem temu, jakie są wyobrażenia klientow na rózne tematy trochę nie po drodze z faktycznym stanem rzeczy. Klient - tak sądzi trener - chce sobie postać, pogapić się z rozanielonym uśmiechem na kłębiące się szczeniaki i pogadać o ich kupach. :lol: I źle reaguje kiedy się probuje jego ukochanemu psiumpsiuńciowi narzucać jakoweś ograniczenia, zwłaszcza kiedy jego psiumpsiuńcio dowala innym szczeniakom - dla wielu ludzi to powód do dumy i nie życzą sobie żeby Pimpusiowi przerywac to miłe zajęcie. c) Bo rzetelnie prowadzone zajęcia wymagają ograniczenia liczby przyjętych psów (forsa! będzie mniej forsy!) i przemyślenia strategii zajęć, jak choćby połączenia piesków w odpowiednie grupki (a po co, zużyje się na to duzo czasu niepotrzebnie, jak można przecie pójść na żywioł...). Ad. 2 Widze jedyne wyjście - informować, informować, informować. Jeszcze do niedawna hasło "psie przedszkole" wykluczało wszelką dyskusję, Z definicji oznaczało samo dobro i w ogóle super sprawę - bez wnikania w szczegóły. :roll: Właściciel ktory nie chciał uczęszczać do takiej instytucji bywał okrzykiwany wstecznikiem, ciemogrodem albo ohydnym materialistą ktory nie chce pieskowi czasu poświęcić. I pieska "nie zsocjalizuje". :lol: A teraz mamy postęp - ludziska się zastanawiają - jakie to przedszkole ma być? :lol: A jak się zaczną zastanawiać, to już dobrze. Po pierwsze, moze wreszcie nauczą się że szczeniakowi daje się giga - wsparcie (a to szwankuje u 95% włascicieli obserwowanych przeze mnie czy to na spacerach, czy na szkoleniach). Po drugie, może zaczną wymagać czegoś więcej, niż miłego towarzystwa ludzi na zajęciach organizowanych dla psów. ;)
  9. [QUOTE]Moim zdaniem zakaz kopiowania otworzył drogę podziemiu weterynaryjnemu - bo ten kto będzie chciał skopiować i tak skopuje. Nawet siekierą na pieńku, jak powszechnie robi się to kundelkom na wsiach.[/QUOTE] A to zależy, zależy... Podziemie? Dam Ci przykład. Czesi nie wpuszczają na imprezy sportowe psów kopiowanych. Norwegowie nie wpuścili na MŚ agility psiaków kopiowanych... I ludziska rzucili się kupowac psy naturalne. Mówię o chcących startować zawodnikach. Nikt kto poważnie myśli o sporcie nie kupi w tej chwili psa ciętego. No to już mamy grupę ludzi ktorzy nie stworzą klientów "podziemia weterynaryjnego". :roll: Nawet jeśli bardziej podobają im się psy cięte... :cool3: :evil_lol: [QUOTE]Poza tym gadanie o znęcaniu się nad zwierzęciem w przypadku operacji pod narkozą, to brzmi trochę absurdalnie.[/QUOTE] Z ciekawosci, Amber, czy zdarzyło Ci się przechodzić zabieg chirurgiczny? :crazyeye: Mnie - tak. Oczywiście że podczas operacji nie odczuwasz bólu. Za to potem - ho, hoooo..... Potem niezła jazda... I nawet głuszenie środkami przeciwbólowymi niespecjalnie daje super efekty. BTW przypominam nieśmiało o szerszym aspekcie (poruszonym choćby w tłumaczonym przeze mnie artykule), zapraszam Cię na pierwszą stronę topiku bo chyba bardzo wiele Ci umknęło.... :evil_lol:
  10. "To rasa pierwotna, i niestety dominant na dominancie. I śmiem twierdzić, że to dzięki wychowaniu przedszkolnemu ostanio moje malamuty nie zjadły wiczaka na powitanie (albo odwrotnie ;-) ) tylko zgodnie pobiegły na lączkę." O.K. A jak malamuty na spacerze natykają się na wystraszonego pekińczyka ze starszą panią? ;) P.S. Jeśli dorosle psy nie zjadają się przy spotkaniu, to niekoniecznie jest to kwestia "świetnej socjalizacji w psim przedszkolu". Może to być np. kwestia autorytertu przewodnika, albo choćby tego że się któremuś psu nie chce zrobić zadymy. Wydaje mi się zresztą ze naprawdę to nie jest topik o tym, czy szczenięta w ogóle powinny mieć kontakty z przedstawicielami swojego gatunku - bo to jasne i oczywiste, że powinny. To jest topik o tym, że w większości psich przedszkoli zajęcia są prowadzone w fatalny sposób. A fakt, że psy wychodzą z nich bez dużych oznak ... problemów ... - nie świadczy o tym, że ich, tych problemów, nie ma. Na ogól psy pewne siebie nie zmieniają się drastycznie, co najwyżej jeszcze bardziej się utwierdzają w przekonaniu "jestem królem dźungli". Psy niepewne siebie i lękliwe przypłacają to nieraz problemami na całe życie. I żal, i złość na szkoleniowców którzy tkwią w epoce króla Ćwieczka...
  11. Katica, no właśnie z tym czytaniem ze zrozumieniem to są, jak widać, duże problemy. BTW bardzo starałam się zacytowac wypowiedź dotyczącą psich przedszkoli tak, aby nie było w niej wypowiedzi "personalnych". Chodzilo o pokazanie pewnego stylu myślenia o sprawie, dość (niestety) powszechnego wśród włascicieli psów. A wszak nie dokonano w owej wypowiedzi zmian przeinaczających jej sens, na litość boską - jedynie usunięto nazwy psich przedszkoli! Więc o co się teraz złościć- o wypowiedź zacytowaną "po literkach"??? :lol: :evil_lol: Generalnie dość smętne jest kiedy ludzie z uporem NIE CHCĄ się uczyć, dowiadywać czegoś nowego. Zdecydowanie łatwiej uznać że ktoś kto nas o czymś chce poinformować przesadza, histeryzuje itd. Wolna wola. :p
  12. Dorota, no cóż, jeśli na każdym spacerze przechodzi się tego typu "zabawy" :razz: (znam z autopsji, znaaam... kazdy pewnie zna) to zdawałoby się, że w psim przedszkolu należy szukać tego, czego szukałaś i Ty - wiedzy, porady, a przede wszystkim poczucia bezpieczeństwa dla szczeniaka. A tego tam nie ma. Powiem szczerze, chyba nie znam przedszkola które mogę polecić. :razz: Tak na 100%. Bo są takie gorsze, najgorsze i... średniawe. :lol: Co gorsza, właściciele do ktorych dociera że coś nie jest w porządku to... perełki. Większość wypowiada się tak, jak jedna z naszych forumowiczek (nazwy przedszkoli usuwam żeby nie było na konkretnych przykładach): "Z moja suką - 8 miesieczny Pitbull Terier, chodziłam na psie przedszkole do "przedszkola X" i do "przedszkola Y". Uważam ze zdecydowanie skuteczniejsze metody mają w "przedszkolu Y" ... a to co podali moi poprzednicy o wpuszczeniu psa w sfore niech sobie radzi uwazam akurat za b. dobra sprawe. Moja byla straszna bohaterką w "przedszkolu X", na szczescie widząc co prowadzący zajecia robił z innymi psami ktore objawiały dominacje- przeniosłam sie szybciutko do "przedszkola Y" . A wyglądało to tak ze psy nie mialy wogole szans na ustalenie miedzy sobą hierarhii, przy najmniejszych szamotaniach (mowie tu o niegroznym powarkiwaniu i turlaniu- bo cóz moga sobie zrobic 3-4 miesieczne szczeniaki) byly rozdzielane i uwiazywane. W "przedszkolu Y" takie sprawy psy rozwiazywaly same- i chodząc tam 4 miesiące nie zdarzył sie żaden wypadek... ". Super. Nasze psy mogą tłamsić do woli, a jak są słabsze i są tłamszone to wlaśnie tak jest dobrze, bo "się hartują" czy jak? A jedynym kryterium tego, czy zajęcia sa dobrze prowadzone, czy nie, jest.... fakt że nikt tam nikogo nie pogryzł albo zagryzł??? No grozą wieje.
  13. P.S. No dość przerażajacy jest pomysł że psy się "docierają" przez - powiedzmy - 10 minut - słowem, przez 10 minut narasta napięcie i rodzi się sytuacja stresowa - a dopiero kiedy to napięcie przekroczy jakąś granicę - zabawa jest przerywana przez trenera i właścicieli. Znaczy się przez 10 minut pozwalamy na narastanie napięcia, zamiast natychmiast zaingerowac - czemu, mój pomysł jest jeden - ze trener jest tak słaby że nie widzi co się dzieje; być moze zresztą to wina masówki jaka na tego typu zajęciach panuje, trener jeden i nie ma oczu dookoła glowy, psów sporo i robią co chcą a ingerować można tylko w jednym miejscu w danym momencie... :shake: Problemem jaki jest w szkoleniu w naszym kraju - głównym, jeśli chodzi o ścisłość, i dlatego wyglądamy, jak wyglądamy... jest bylejakość. :eviltong: Uczenie ludzi od początku tej bylejakości, tego, że w sumie potrzebują sygnałów jak banner reklamowy albo jak "Bitwa pod Grunwaldem" żeby w ogóle umieć zauważyć że się z psem dzieje coś "nie halo", nauka stosowania bodźców póóóóóźno po czasie kiedy je należy zastosować - to rodzi potem taki obrazek, jaki mamy kiedy oglądamy przeciętne "psy po szkoleniu" w Polsce. Dotyczy to zresztą też psów sportowych ktore są w rękach tzw. przeciętnych właścicieli - ilość czasu jaką trzeba poświęcić na odkręcanie standardowych błędów głównie u czlowieka jest szokująca, to trwa latami. A niektorych psów już się nie udaje wyprowadzić z różnych traum, choć teoretycznie stanowią dobry materiał na psa sportowego. :cool1:
  14. Zosiu, Laluna - nic dodać, nic ująć. A moze jednak dodać - trochę od strony ludzkiej psychiki. :razz: Otóż niestety, niestety, ciagle jeszcze w Polsce w zasadzie najpopularniejszy jest model "szkolenia" (przenoszony już od początku, na psie przedszkola!) w ktorym jest dłuższa lub krótsza chwila "pracy" z pieskami po której następuje NAJWAŻNIEJSZE - psy puszczane są w jedną grupę gdzie się podgryzaja, szaleja, silniejsze dominują słabsze, czego nie są w stanie zauważyć i wychwycić właściciele, nawet gdyby trener chciał w ten sposób (dla mnie kontrowersyjny - bo "mleko juz się wylało":evil_lol: ) im to pokazać i dlatego dopuscił w ogóle do stworzenia takiego psiego stada. Otóż NAJWAŻNIEJSZe są te chwilie gdy właściciele stoją sobie i gadają, a psy robią co chcą. Słowem, przenoszenie pewnych rytuałów z "psich łączek", "polanek" i "parków". Rozmawialam z kilkoma osobami ktore do szkolenia sportowego trafiły z tego typu zajęć. Wszystkie niezależnie od siebie opowiadały mi, jakim szokiem (w większości pozytywnym, na szczęście) było dla nich zobaczenie że zajęcia z psami można organizowac inaczej. Wszystkie też podkreślały że dla właścicieli niestety najbardziej rajcujące były te pogaduchy w przerwach zajęć, a same zajęcia, ba... ponieważ wymagały jednak wysiłku i pracy (abstra***ąc od tego, jakimi metodami były czasem prowadzone :cool3: ) to stanowily raczej zło konieczne. A co do psów, dla słabych psychicznie lub bardzo małych szczeniaków szokiem odbijajacym się czkawką przez całe życie moze być sam fakt ze puszcza się na takiego delikwenta pędzącą grupę"wesolutkich" pieskow. Jedno takie wydarzenie może psu nieźle narobić w głowie na wiele lat potem. I tłumaczenie że "nic drastycznego" się w takiej grupie nie dzieje świadczy że taka osoba bardzo, bardzo, baaaardzo malo wie i widzi o co chodzi w psim świecie. Bowiem w 95% przypadkow "nic drastycznego" to wygląda tak dla laikow, od zewnątrz. Nie chodzi o przypadki gryzienia, szarpania zębami, awantur. Pies który jest ciągle tłamszony, przestawiany ciałem, ma zabierane zabawki, jest ustawiany w sytuacji konfrontacji ktorej nei chce i nie lubi rozwiazać wpada w ogromnąfrustrację. Niektóre zamykają sie w sobie, popadają w stupor ze strachu - a zadowoleni właściciele są przekonani że piesek "wyspokojniał" i "się zsocjalizował" :angryy: . Inne rozwijają w sobie ostrośc pozorną, histerycznie atakując z wyprzedzeniem każdego przedstawiciela swojego gatunku ktorego widzą na horyzoncie (o rany, znowu pies, będzie mnie tłamsił, odpędzę go!). Uważam za karygodne że szkoleniowcy dopuszczają do takich sytuacji, a zwłaszcza mnie przeraża że tego nie wiedzą - a może wiedzą, ale mają to w .... głębokim poważaniu, bo liczy się ze klienci są zadowoleni, myślą że ich szczenięta się swietnie bawią, a sami mogą się zrelaksować w grupie psiarzy. :angryy: :shake:
  15. Nie tak dawno odkryłam nową możliwość, przerabiałam temat z moją znajomą. Otóż znajoma ta - singielka, mieszka sama, pracuje "pełnoetatowo" plus dojazdy - miała nieszczęście (a może szczęście...) natrafić na jakimś przystanku autobusowym na średniego rudego kundla. Psisko zrozpaczone przylepiło się natychmiast, a kobieta nie miała siły żeby go odpędzić. Zmartwiona okropnie, bo nie wyobrażała sobie jak ułozyć tryb dnia "pod psa" (zwłaszcza że wcale nie było to jej marzenie nr 1, posiadanie psiaka) rozwiesiła ogłoszenia na swoim osiedlu. Jedynymi osobami jakie się zgłosiły było starsze malżeństwo które straciło niedawno psa. ;) Państwo ci przyszli, jak zastrzegli, "z ciekawości" bowiem stwierdzili że są za starzy na posiadanie psa. Na razie jest nieźle ale co, jeśli coś się ktoremuś z nich stanie, albo zachorują itd. Pies mlody, ma szanse ich przeżyć, co z nim po ich śmierci...? No, słowem, typowe dylematy osób starszych. :-( Od slowa, do slowa - wespół w zespół uradzili... Jak dla mnie - super pomysł. Mają psa na współwłasność. :lol: Weekendy i wieczory pies spędza u cioci - czyli tej mojej znajomej. A w ciagu dnia mieszka z tym małżeństwem... Z nimi jeździ też na działkę, na wakacje. No i poza tym w sytuacjach kryzysowych nie ma problemów z dogadaniem się, u kogo ląduje psiak... Na jedzenie i lekarza składają się 50%-50% - to też istotne, zważywszy że posiadanie psa to dziś niemal luksus, a rozłożone na pół, daje się calkiem nieźle wytrzymać. :lol: Moja znajoma cieszy się towarzystwem psa nie dostając w pracy z nerwów świra kiedy jej się coś przedłuża - a starsi państwo wiedzą, że nawet gdyby z nimi coś się zdarzyło bardzo złego, to pies "sierotą" nie zostanie. Moze to jest jakiś pomysł? Zwłaszcza że naprawdę jest wielu starszych ludzi ktorzy bardzo chcieliby mieć psa, ale trzeźwo oceniają sytuację i nie decydują się na taki obowiązek. Jest to calkiem niezłe wyjście kiedy singiel dopiero planuje psa - wtedy można rozejrzeć się za tego typu osobami w pobliżu, no i wymyślić taką rasę (lub wielorasę :lol: ) ktora będzie odpowiadała obu stronom. Pies bardzo szybko zaakceptował taki układ, doskonale wie, że "idzie do cioci" albo "idzie do dziadków" (pomocne jest też to że państwo mieszkają w sąsiednich blokach). Ważne jest oczywiście że obie strony bardzo łatwo się dogadują i wspólnie omawiają problemy, uzgadniają strategię w przypadku kłopotów wychowawczych (akurat ten psiak jest naprawdę spokojny więc nie są one poważne).
  16. "[B]Kto z obecnych tutaj był na zabiegu kopiowania i może z czystym sumieniem powiedzieć, że gołym okiem widac, że to boli?[/B] Ręka w górę!" Ja. Podnoszę rękę w górę. ... BTW znów mieliśmy do czynienia z takim - eee, artykuły tendencyjne, zdjęcia zmanipulowane, świadkowie krzywoprzysięgają a ja tam i tak wiem że nie boli. :lol: Elitesse na przykład jako argument - za cięciem??? zamieszcza zdjęcia ssących szczeniąt - ale nie wspomina że dokladnie to jest omawiane w pierwszym artykule, cytuję: "[FONT=Times New Roman][SIZE=3]Czasami sugeruje się, że szczenięta nie czują silnego bólu, skoro tak szybko po zabiegu zasypiają lub zaczynają ssać matkę. Jest to rozumowanie błędne. Naukowcy wskazują na fakt, iż istnieją ewolucyjne mechanizmy, pomagające szczenięciu znieść szok, zachować siłę potrzebną do przeżycia po drastycznym nawet zranieniu. [/SIZE][/FONT] [FONT=Times New Roman][SIZE=3]Przypuszcza się także że ssanie matki ma działanie uśmierzające ból, akt ssania stymuluje wydzielanie endorfin redukujących nieco ból."[/SIZE][/FONT] - no tak, ale lepiej udac że tego fragmentu nie ma, nie istnieje, zignorujmy go to przestanie istnieć. :shake: "Już nie będę się odnosił do badań, które twierdzą, że kopiowanie powoduje nietrzymanie moczu" - artykuł jest dość rzetelny. Nikt w nim nie twierdzi że wszystkie kopiowane psy mają problemy z nietrzymaniem moczu. Mnie bardzo zainteresowały badania porównawcze na kopiowanych i niekopiowanych corgi - bo to naprawdę jest miarodajne i mnie przekonuje. "czy to, że szczeniaki są w szoku, dlatego nie krzyczą (a próbował ktoś zabrać szczenię od matki?)" - być może obrazuje to właśnie skalę szoku i bolu. Zabierany od mamy szczenior kwiczy żeby mogla go odnaleźć... A przecięcie mu skory, mięśni, chrząstki i kości powoduje wyraźnie poważniejszy stres dla organizmu. "... i inne ciekawe stwierdzenia" - najwyraźniej na tyle ciekawe że skoro nie za bardzo można je podważyć na odpowiednio merytorycznym poziomie, to trzeba się o nich lekceważąco wyrazić, wtedy zapewne znikną. :lol: Ciągle jednak meritum sprawy jest - nie - czy okaleczanie boli bardziej czy mniej, tylko - PO CO okaleczać? :-o
  17. "porownanie rozwoju 3 dniowego szczeniecia do nowonarodzonego dziecka jest wybacz mi ale zalosne" Dlaczego? I znów - emocje zamiast merytorycznych argumentów. :shake: Można by polemizować z Dorothy. Napisać tak: "porownanie rozwoju 3 dniowego szczeniecia do nowonarodzonego dziecka jest nietrafne bowiem: a... b... c..." Zamiast tego czytamy: "...żałosne!" I juz wiemy - kolejny argument z cyklu "jesteście wszyscy glupi i wstrętni" albo "bzdury!" ... itd. Szalenie przekonujące i wiarygodne. Tak to jest, tak to jest... :lol:
  18. Właśnie... Ktory to z oświeceniowych filozofów z calej siły kopnął psa - ten zaskowyczał, przyjaciel filozofa krzyknął na niego z oburzeniem, na co mu tamten odrzekł ze spokojem: "nie martw się, TO skamle, ale TEGO nie boli...". Z najświętszymi przekonaniami - choćby najbardziej nieracjonalnymi - walczyć nie sposób. :cool1: Argument typu "a ja i tak wiem lepiej" słabo co prawda jest przekonujący - zwłaszcza że przedstawiono kontrargumenty umocowane naukowo ;) - ale szczerze mówiąc tylko takie argumenty "za" kopiowaniem przedstawiają jego zwolennicy i nalezy się chyba do tego przyzwyczaić. :cool3: Zresztą jakież te argumenty "za" są, swoją droga - "okaleczam, bo wierzę że to nie boli" - ale po co w ogóle okaleczam? :evil_lol:
  19. Wiesz, Hankag, ja o tej biedzie słucham już od dłuższego czasu (pani która rozpętała aferę jest moją sąsiadką) - i suce "poprawiało się" kiedy tylko zaczynali na okoliczne działki przyjeżdżać letnicy. Po prostu nosili żarcie a co bardziej krewcy usiłowali chłopa zastraszać albo przekupywac, albo mu się podlizywać - i podobno po takich wizytach zwierzę dostawało na parę dni wodę. Sądze, że to nie był szczęśliwy żywot - i wielkie czołobitności dla pani która się zdecydowała pomóc. Szczeniak jest podobno mało z ludźmi zaprzyjaźniony (no w sumie się nie dziwię :roll: ), ale jest jeszcze w bardzo "plastycznym" wieku. No i większa nadzieja na dom (chociaż i tak to suczysko miało szczęście...! tak szybko po umieszczeniu ogłoszenia stał się cud!). Szczerze mówiac miałam ... opory moralne... bowiem miałam obawy że facet zechce kasy na flaszkę za psa. I tak się zastanawiam - za ile dni wyląduje u niego na sznurku następny nieszczęśnik... Przed tą suką był podobno jeden taki - uciekł, miał nieszczęście być zauważony przez pisz-pan-mysliwego - i skończył żywot pod kulą. Może to i było dla niego humanitarne wyjście...:-( :cool1: Nota bene moja rola naprawdę ograniczyła się do umieszczenia ogłoszenia - suki nawet nie widziałam - i troszkę wątpliwości co do tej sprawy mam - ale skoro skończyło się, jak się skończyło, to widać suńce był pisany lepszy los. Zwłaszcza że kilka dni wcześniej chłopina sukę spuścił w celu - wiecie, jak to jest - zapewnienia jej hmmmm "samożywienia" (slowem, niech zeżre co znajdzie) i podobno suce udało się capnąć kurczaka od sąsiadów. Resztki tegoż podrzucono podobno chłopinie na posesję, musiał płacić za szkodę i... doszedł do wniosku że skoro to taki szkudny, kosztowny pies to trzeba sprawę widłami załatwić (w końcu był już kandydat na następcę w postaci synka). Więc moze los dopomógł suce w BARDZO odpowiednim momencie.
  20. Stał się CUD! Suczka znalazła dom. Mamy nadzieję, że stały. Problem z synkiem... :-( Szczeniaczek ma w domu ktory suczkę przyjął domek tymczasowy. Szuka opiekuna - "na dobre i na złe". W sprawie zdjęć proszę serdecznie pisać na podanego juz maila: [EMAIL="mg.jablonska@wp.pl"]mg.jablonska@wp.pl[/EMAIL] Ja jedynie zamieszczam - grzecznościowo - to ogłoszenie.
  21. Tak, tak - brzydzimy się "donosicielstwem"... :lol: W imię tego obrzydzenia na wielu osiedlach biegają agresywne psy ktoe dokonały już wielu pogryzień - bo ani sąsiedzi, ani nawet właściciele tych pogryzionych psiaków "nie doniosą" bo "nie wypada". W imię tego obrzydzenia wielu ludzi działa z psami na zasadzie "rano wypuścić, wieczorem wpuścić do klatki schodowej - niech się sam wyprowadza". W imię tego obrzydzenia istnieją psie rozmnażalnie w komórkach i piwnicach - nawet ustawiczne skomlenie ii wydobywający się z obejścia odór nie powodująreakcji sąsiadów, bo "przecież nie narobimy człowiekowi kłopotów". W imiętego obrzydzenia w podmiejskich dzielnicach psy piłują paszcze od rana do wieczora, w tym zgiełku nie słychać myśli - i nikt z tym nic nie robi choć trzeba siedzieć z zatyczkami w uszach - bo "piesek jest od tego żeby szczekał" i "przecież nie doniesiemy na pana Józka". :angryy: :mad: W krajach hmmm bardziej cywilizowanych ludziska do przesady pilnują... przestrzegania litery prawa. I zawiadamiają odnośne władze jeśli dzieje sięcoś co wygląda na łamanie tegoż. Można sięz tym nie zgadzać, można się burzyć (ja też tak mam w sumie.... ) ale fakt, że ktoś zawiadomił władze że w domu X przy ulicy Y jest trzymany bez zezwolenia mieszaniec takie-to-a-takiej rasy nie musi być podytkowane złośliwością. Po prsotu sąsiedzi poczuli sięzaniepokojeni. A gdyby wlaściciele mieli zezwolenie, to by się tak nie skończyło!
  22. "Piesek byl mieszancem stfforda +labradora+jackrussel. Opiekunowie zadaja natychmiastowego oddania pieska" Czy opiekunowie mieli WYMAGANĄ PRZEZ HOLENDERSKIE PRAWO zgodę na posiadanie takiego miksa? Bo coż czuję że znowu mamy sytuację typu "eee, a może mnie nie złapią". To nieodpowiedzialność i lekkomyślność właścicieli doprowadza do takich sytuacji, a nie jakaś "wina" władz. :razz:
  23. Na Dogomanii istniały już takie topiki. Kończyło się na agresji, wyzwiskach. Problem w tym, że osoby - głównie hodowcy, ale i weterynarze - ktorzy robią takie rzeczy muszą najpierw powiedzieć SAMYM SOBIE - tyle lat krzywdziłem swoje zwierzęta... :cool1: A na to nie każdego stać. Każdy taki topik zmieniał się w pyskówkę, bo osoby będące "za" cięciem stawały się ogromnie napastliwe. Argumentów - takich rzeczowych - nie miały żadnych, bowiem każdy z nich (takie choćby, jakie omawiane są w artykule Advocates for Animals ktory przetłumaczyłam - to standard) jest natychmiast obalany. A to bardzo drażni. Nie czarujmy sie - także na Dogo są tacy hodowcy i tacy weterynarze. ;) :evil_lol: Sądzę, że podejście do tych spraw jednak będzie się zmieniać. Choć jak po raz kolejny czytam w związkowym "Psie" niewinny z pozoru tekst znanej hodowczyni terierów - sprawozdanie z wystawy w Skandynawii - i przy KAŻDEJ rasie ktorą niegdyś kopiowano (a która teraz tam kopiowana nie jest) są uwagi typu "byłby to piękny pies ale TEN OGON...", "pies ten nie zachwyca bo OGON psuje jego sylwetkę..." itd. - to w pewnym momencie wymiękam. To takie bezustanne podprogowe działanie na czytelnika - och, pies z ogonem NIE MOŻE się podobać, a fu, fi donc... :cool1: :angryy: Jest to działanie tak oczywiste, jawne i wręcz prostacko nachalne że się robi niedobrze.:mad: Niestety, na tego typu mentalność nie ma lekarstwa - a część ludzi, niestety, kieruje się tymi jakże słabymi względami snobistycznymi i dopiero do nich dorabia ideologię bo nawet sobie nie umieją powiedzieć szczerze "robię krzywdę zwierzątku dlatego że mi się takie bardziej podoba". ;) Mowię to z perspektywy osoby ktora wiele lat była absolutnie za kopiowaniem ogonów i cięciem uszu - z estetycznych przyczyn, a jakze. Pomysł na cięcie ogonów skończył się kiedy zaczęłam w tym uczestniczyć bezpośrednio. :placz: Czasem po prostu jest to dla nas jakaś abstrackja - i najczęściej tak się dzieje z nieświadomymi prawdy nabywcami którzy po prostu odbierająpsiaka już bez ogona i nie zastanawiają się, co go spotkało we wczesnym dzieciństwie. W gruncie rzeczy z uszami było mi już łatwiej się pogodzić :evil_lol: . Wiecie kto mi w tym pomógł? Hodowca mojej suki - sznaucerki - ktory błagał żebym nie cięła jej uszu. Jeszcze byłam nieprzekonana, jeszcze ciagle było myślenie "ale jak to, sznaucer z kłapciastymi uszami??? zawsze były cięte..." - ostateczny cios :lol: zadał mój weterynarz ktory strasznie się stawiał i upierał że żadnego cięcia być nie powinno. I wymyślał psu różne infekcje ktore nie pozwalają w tej chwili na zabieg... ;) Za co mu jestem w tej chwili ogromnie wdzięczna zresztą. Zabrało mi to chwilkę, takie pogodzenie się z nieco innym wyglądem paru ulubionych ras - ale jak juz się człowiek raz przekona, to zaczyna dostrzegać że te cięte psy stają się dla niego "przedziwne", "nienaturalne", "wydziwacznione". :evil_lol: I tu widać OGROMNĄ rolę właśnie hodowców i weterynarzy... Cieszy mnie, że jednak jakieś zmiany są - nawet w naszej Polsce kochanej - bowiem naprawdę kilka lat temu było ogromne skrobanie się po glowie, że jakby kolejny sznaucer, to chyba trzeba będzie się do Szwecji po niego wyprawiać żeby był ogoniasty - a w tej chwili to większość polskich hodowców (przynajmniej tych, ktorych psy mnie interesująze względu na dobrą psychikę) wybałusza na mnie oczy kiedy upewniam się czy szczenięta nie będą kopiowane: "że jak? CIĘCIE OGONÓW??? :crazyeye: no wie pani??! ja tego nie robię!".
  24. Na podwarszawskiej wsi (okolice Radzymina) mieszka sobie chłopina. Chłopina znalazł wyrzuconą z samochodu przez miłych, zaradnych mieszczuchów sukę - nieco podobną do rottweilera. Co robi się z psami na wsi, zwłaszcza jak się jest takim chłopiną? Ano, łańcuch i niech pilnuje... :angryy: Tyle że pies ma być samowystarczalny. Więc ani wody, ani tym bardziej żarcia nie przyszło mu nawet do glowy dać. Sukę dokarmiali i poili okoliczni letnicy. Jasna sprawa, że jak biedula została przykuta na krótko za szyję do budy, to i kiedy się zaczęła cieczka, rezultat mogł być tylko jeden. Na tyle wyglodzona i osłabiona, że nie mogła już przekazać sił życiowych wielu istotom - urodziła pieska-jedynaka. :-( Mały ma teraz 5-6 tygodni. Rozpaczliwie poszukuje domu... Im wcześniej się go zabierze z tego "koncłagru", tym lepiej. No i suczysko - poczciwe, mimo nieszczęść lgnące do ludzi ktorzy okażą jej choć trochę życzliwości... Do adopcji są osobno - oczywiście może też być razem. ;) Wszelkie informacje dostaniecie pod tym adresem mailowym: [EMAIL="mg.jablonska@wp.pl"]mg.jablonska@wp.pl[/EMAIL] - można też pod nim poprosić o zdjęcia tej bieda-rodzinki.
  25. Źródło oryginału: [URL="http://www.advocatesforanimals.org.uk/pdf/Whythetail-dockingofdogsshouldbeprohibited.pdf"]http://www.advocatesforanimals.org.u...prohibited.pdf[/URL] Dla zainteresowanych - z chęcią prześlę wszystkim chętnym polskie tłumaczenie całości tego materiału. To, co jest tutaj przedstawione, to skrót całości. :lol:
×
×
  • Create New...