Jump to content
Dogomania

Berek

Members
  • Posts

    3222
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    2

Everything posted by Berek

  1. Hej, Visenna, nie jest tak źle z yorkami, teraz przeważająca większość cieszy się naturalnymi i bardzo pięknymi ogonami. :lol: Teraz to raczej jest tak, że jak coś ma ogon ucięty, to jest to pisz-pan-york od pseudohodowcy. Poproszę Wind o fotki jej suczy w akcji :lol:, z agility, obedience, moze coś z planów filmowych bo to najbardziej "filmowy" york w Polsce chyba... chociaż... to juz tylko ciąganie sznura z węzełkami typu golono-strzyżono. Wiadomo że niecięty ogon psu nie przeszkadza, więc można oczywiście wrzucać zdjęcia psów ciętych i nie ciętych zajętych rozmaitymi pracami tylko po co... :evil_lol: Jest to wikłanie się w rozważania ilu aniołów zmieści się na końcu szpilki moim zdaniem. A meritum jest daleko gdzie indziej. :lol:
  2. [QUOTE] "Berku kochany, nie lubisz Ty szkolen zwiazkowych, oj, nie lubisz. Ale podzielmy szkoleniowcow na zlych i dobrych - boc i w Zwiazku zdarzaja sie szkoleniowcy, ktorzy wiedza o co w tej zabawie chodzi, i poza Zwiazkiem- roznej masci naciagacze i niefachowcy." [/QUOTE] Ach, Zosiu...! Ależ na 100% się zgadzam! :lol: Chodziło mi o coś innego, o to, że często ludzie - nieświadomi wlaściciele - udają się do takich szkół ktore, jak im się wydaje, są jakoś tam certyfikowane czy "godne uwagi" bo stoi za nimi taka czy inna organizacja, albo polecają je hodowcy danej rasy (phiiii). Wiecie co? ABC dobrej szkoły byłoby super ale też mielizny widzę... :lol: Na przykład... Ayshe, powiedz z ręką na sercu - zdarza Ci sie zastosować awersję, nie? W sporcie to oczywiste, ale powiedzmy że zgłasza Ci się gostek z rozwydrzonym bydlątkiem ktoremu się wydaje że atakowanie przechodniów jest bardzo fajne i O.K., a za to zresztą inkasuje głaskanko od rozkochanego właściciela i szept "Muminku, nie wolno, nie gryź tego pana bo ci się ząbek obrusza..." :evil_lol: . No i w pewnym momencie dochodziesz do zastosowania awersji, wtedy rozniuniany właściciel bydlątka ktory wyczytał w internecie że ma ocenić szkołkę pod kątem tego czy trener nie robi psom kuku rzuca się do ucieczki i rozgłasza wszem i wobec, jaka to ta Ayshe niedobra bo szarpnęła jego kochanego Muminka, a powinna przecież tylko nagradzać te rzadkie chwile w ktorych on nie wykazał agresji.... albo i co. :evil_lol: :multi: Znasz te klimaty, nawet na Dogomanii jest pelno kompletnych laikow ktorym się wydaje że mogą jednym słowem podsumowac trenera bo ten psa pociągnął, szarpnął albo... nagrodził. :roll: Byc moze jednak rzecz nie tyle w obserwacji tego, co robi trener - takiej pod linijkę, tj. założył psu kolczatkę - zły trener, dał psu ciasteczko - dobry trener.... ;) . Wydaje mi się że może lepiej ludzi uczulać na to, czy trener stara się - mimo grupy - pracować z każdym choć trochę indywidualnie. I poradzić że jak widzą grupę złożoną z 15 psów to jednak raczej się w to nie pakować bo przy najlepszych chęciach trenera pojawia się to, o czym nam tu (slusznie!) pisze Zosia - problem z opanowaniem grupy. Trener to tylko człowiek i też ma siłą rzeczy ograniczoną percepcję.... widzi w danym momencie trzy osoby ktore popelniająbłedy, jedną z nich może skorygować, za jego plecami dziesięciu innych właścicieli robi jakąś tragedię a on nawet tego nie zauważył... Druga rzecz która proponuję do tego "ABC" :lol: - to obserwacja ogólnego nastroju psów na takim szkoleniu. Przy czym tu już widzę lekkie trudności bo ludzie nie umieją ocenić stanu emocjonalnego własnych psów to co dopiero mowić o grupie obcych ... No ale jakieś wyznaczniki trza wymyslić. :lol:
  3. Hm, wracając do tematu... Parę lat temu jak w stolycy istniały jeszcze sławetne szkolenia ZK - wtedy prowadzone na Spójni nad Wisła - to zachcialo mi się obejrzeć jak to wygląda na taką... masową skalę. Widok tych kółek z kilkunastoma psami ciąganymi przez nieświadomych niczego wlaścicieli i stojącego pośrodku szkoleniowca wydającego co jakiś czas znudzonym glosem komende "SIAD!" albo "WARUJ" robił smętne wrażenia, ale jedna scena utkwiła mi w pamięci głównie przez to że było wtedy blisko przez uzyskanie przeze mnie wyroku skazującego za czynną napaść.. :mad: Grupa "zaawansowana" - bardzo delikatna psychicznie bokserka ma zrobić "stój". Wlaścicielka na parę kroków przed nią, wydaje komencę, suka stłamszona do tego stopnia że po prostu już zamiera i nie jest w stanie wstać z siadu. Podchodzi młoda energiczna pani treser (a tfyyyy:p ) - suka na jej widok kładzie się demonstrując wszystkie oznaki uległosci jakie tylko może. Pani szkoleniowiec ostrym głosem: "STÓÓOÓJ!" - suka robi z siebie istny naleśnik z przerażenia, wbija się w glebę i płaszczy jak może, pani szkoleniowiec z całej siły bije psa po głowie z komentarzem do właścicielki-idiotki: "ona ze złośliwości nie chce stanąć bo przecież zna tę komendę, niedługo egzamin a ona taka uparta i złośliwa!". :angryy: :angryy: :angryy: :angryy: :angryy: :angryy: :angryy: No to o czym tu mowić... Najśmieszniejsze że wówczas na każdej wystawie słyszeliśmy podawane przez megafon ostrzeżenia przed szkółkami prywatnymi gdzie szkolą różne osoby co "nie posiadają wiedzy" w odróżnieniu od wspaniałego szkolenia związkowego... :shake: Efekty było widać na egzaminach PT oraz, zwłaszcza, na zawodach gdzie psy z takich szkoleń snuły się smutno za przewodnikiem i tyle.
  4. Gaga, myslisz że nie-wystawca tylko widz też mogłby coś takiego napisać? Bo jakby co, to chętnie to zrobię. :mad:
  5. A ja wiem... tj. mam pewne podejrzenia... ;)
  6. Szczerze mówiąc wstyd mi za warszawski oddział ZK. Taka organizacja to po prsotu - buractwo. :angryy: Takie komunistyczne jeszcze "czy się stoi, czy się leży, tysiac złotych się należy" czyli - a po co się wysilać, niech się motloch cieszy żeśmy w ogóle jakąś wystawę zrobili. Totalny brak koszy na śmieci - nie rozumiem jak można ludzi pouczać że mają po psach sprzątać (teoretycznie jestem za... ale!) - jak to robić skoro nie ma gdzie tego wyrzucić? Przedzieranie się w tlumie przez całą długość stadionu z kupą w ręce do kosza to chyba lekka przesada... :angryy: :mad: A toi-toiki? Te kilka kibelków na wiele tysięcy ludzi miało zalatwić sprawę?:shake: Wystawa międzynarodowa, teoretycznie - tlumnie odwiedzana i... co mamy do zaoferowania? Warunki jak z bazarowiska w Pcimiu Dolnym??? Ciekawe czy wynajem płyty Gwardii był aż takim wydatkiem że tłumaczy to takie oszczędności na podstawowych bytowych warunkach jakie zafundowano ludziom i psom. Bo coś mi się zdaje, że jednak nie. Pytanie do wystawców: czy mieliście zapewniony choćby dostep do wody bieżącej?
  7. Berek

    kliker

    A ja tam teraz lepiej rozumiem marzenia co poniektorych szkolących swoje psiaki o psie-owcy... o osięgnieciu takiego stadium... I przerażenie kiedy pies na ćwiczaku skoczy na przewodnika - "o Boże, on jest hiperaktywny". :p :cool1: Jakiekolwiek pobudzenie, ponieważ nie umie się go ukierunkowac, jest witane prawdziwą rozpaczą - i stąd to częste główkowanie jak wyciszyć psy... Łomatko. :roll:
  8. Berek

    kliker

    Ops - ciekawe o czym to świadczy... :lol: ;)
  9. Berek

    kliker

    SaJo, ty potworze... biedniusieńkie te Twoje niewolniki, biedne...! :lol: :evil_lol: :lol: :evil_lol:
  10. Berek

    kliker

    P.S. [QUOTE] Mowilismy o metodach tradycyjnych [U](w zlym tego slowa znaczeniu) [/U]wlasnie po to aby nie mylilo sie nam ogolnie z metodami tradycyjnymi, ktore wcale przemocy nie uzywaja..." [/QUOTE] A co z metodami ktore przy ogromnej ilości motywacji spokojnie dopuszczają przemoc - a moze nazwijmy to "awersją" (np. bodziec kolczatką, obroża skórkową, itd) a psy szkolone nimi są szczęsliwe i kochają te swoje treningi? I odnosza ogromne sukcesy na rozmaitych zawodach? O kurczę, to są więc "złe" metody czy "obojętne" a może "dobre"? :lol: I co na ich temat może powiedzieć osoba ktora tak szkolić nie umie? :roll:
  11. Berek

    kliker

    Ale.... jak o jakichś metodach mogą się dogłębnie wypowiadać osoby które ich nie umieją stosować? :lol: Chyba że to było na zasadzie "niektorzy szkoleniowcy pracują z psami na popędzie łupu" - koniec, kropka - czyli tylko sucha informacja o innych metodach. Dziwię się, bo np. na pewnej klikerowej stronie odkrywam takie bajania na temat - nazwijmy to - "innych niż kliker" metod, że można ze śmiechu się nie pozbierać. Miodzio jeśli idzie o ilość bzdur jakie można napisać... a ludziska czytają i wierzą, bidoki. Mam nadzieję że na obozie było inaczej, jednak. :evil_lol:
  12. [QUOTE] "Dopisujesz głupoty, o których w moich postach nie ma słowa, koniecznie chcesz się ustawić w opozycji, mimo, że gdybys przeczytała uważnie, to byc zauwazyłabyś, że się zgadzamy... " [/QUOTE] Ops. Mnie też kopara opadła, przyznaję... Tak szczerze mówiąc byly to po prostu rozważania o możliwym sposobie użycia kolczatki w szkoleniu sportowym (1 - właściwe, 2 - niewłaściwe...) ale cóż... Swoją droga prześmieszne - po raz kolejny potwierdza się moja teoria o sporych zasobach agresji tkwiących - dziwnym trafem - w zwolennikach ehem pozytywnego podejscia do... no właśnie, czego - nie do świata przecież... Dla mnie też EOT i to baaardzo zdecydowany. :-o :eviltong:
  13. :lol: Ayshe, no muszę wykorzystać: [quote] kliker znam,pracowalam tak nawet (...) nie znosze tylko ,mam ciarki jak temat osculuje wokol pozytywnego klikera i tych od kolcow i dlawikow:cool3: :evil_lol: .bo tak naprawde kazda dobra praca z psem opiera sie na takim motywowaniu go zeby osiagnac spodziewany rezultat.i zeby pies zachowal przy tym dynamike wypracowujac precyzje.i jednej ,jedynie slusznej metody nie mozna zakladac z gory.pisze ogolnie-nie do ciebie kwasek.tak mnie naszlo [/quote] Nic dodać, nic ująć. Ja tam bardzo w sumie dużo klikeruję; martwi mnie dokladnie to, o, o, po literkach: "[quote]nie znosze tylko ,mam ciarki jak temat osculuje wokol pozytywnego klikera i tych od kolcow i dlawikow".[/quote] Kwasek, nie najeżdżam na Ciebie tylko fajnie w Twoich postach wychodzą rózne rzeczy i aż się prosi zacytować. ;) BTW trochę mylisz rózne rzeczy. Kolce nie są pójściem na skroty. To taka wygodna kalka myślowa ktora jest powtarzana przez wyznawcow pudeleczka - zwróć uwage, nie piszę przez trenerów używających klikera bo to insza inszość. Kiedy się tak powie to potem ludzie to powtarzają nie wnikając w sumie w treść - ktora - takie okrągle zdanko - pozwala im zachować podzial swiata na czarno-biały i slawetne "pozytywny kliker i ci od kolcow i dlawikow";) . Można wtedy czuć się moralnie czystym i taaakim etycznym (ja NIE IDĘ NA SKRÓTY), ale w sumie co to znaczy? 1. Szkolenie sportowe. Biip - zła odpowiedź. Już wiemy, że trzeba się najpierw duuuzo napracować nad motywacją psa i wspólną więzią z nim - powiedzmy szczerze że w stopniu ktorego raczej nie mają szans osiągnąc użytkownicy... li i jedynie prościutkiego warunkowania dźwiękiem :lol: . Jesli ktoś chcąc szkolić sportowo tylko na psa kolczatkę zaloży i poszarpie parę razy, no to w zyciu nic już z tym psem nie pokaże po prostu... :evil_lol: - więc o "skrotach" tu nie ma co mówić. 2. Szkolenie cywilne. Biiip. A raczej biiip? Tu po prostu liczy się czy chcemy uzyskać efekt, czy nie. Fakt, odpowiednia awersja może szybko rozwiązać caly kłopot (i to nawet mimo siódmopiętrowych teorii o psiaczkach co ze strachu atakują ktore jakoby awersja "nakręca" - he he, a wcale nie, chyba, ze jest źle użyta albo... za słaba :-o - ale mówimy wszak o PRAWIDŁOWYM użyciu wszelkich narzędzi, podobnie jak klikera, prawda?) ale fraza "chodzenie na skroty" ma w sobie, moim zdaniem, treść pejoratywną dosyć. I teraz można wybierać, czy chcemy pastwić się nad pieskiem przy użyciu narzędzi niby-humanitarnych (dłuuugie trzymanie na linie, kantar, fatalne dołowanie psychiczne) z pełnym zadowoleniem z siebie (bo jesteśmy taaacy dobrzy dla pieska no i taaacy etyczni - ale to nasz punkt widzenia, nie psa... :lol: ) przez wiele miesięcy a nawet lat czy jednak po prostu szukamy rozwiązań efektywnych. Jak najefektywniejszych - po to, zeby przepracować problem i zająć się dostarczaniem psu licznych atrakcji ktore bez przepracowania tegoż problemu byłyby mu niedostepne po prostu... ;) P.S. Zresztą, Zosia ma świętą rację. Nieważne jak, świata nie zbawimy wszak - byleby był spokoj dla otoczenia. Ale to odnosi się też na przykład do spokojnego odnoszenia się do osób ktore na przykład używają awersji, zwłaszcza kiedy wiedzą co robią - a atmosferę spokoju buduje się nie używając specyficznych fraz chociażby, nic tak się ludziom w glowie nie zahacza jak pewne frazesy - potem trudno jest komuś coś na spokojnie wyjaśnić, wytlumaczyć, skoro ma pelną glowę takich roznych "kto używa kolców ten faszysta" albo "awersja to pójscie na skróty" itd. P.S.2 Zwłaszcza że awersji to kazdy z nas używa tylko jedni majątego świadomość a inni zupełnie nie.
  14. :lol: :lol: :lol: :lol: A licho wie... I będzie kolejny kamyczek do ogródka okrutników... :lol:
  15. Ayshe... [quote]"kliker dla kochajacych psy-kolce i ldawik[niemowiac juz oe]dla tych co to kochaja inaczej[/quote]" ... ale nie spod znaku Tęczowej Flagi, mam nadzieję :lol: :lol: ;) Romas, to nie jest dyskusja o tym jaka metoda lepsza. Ale za to jest to dyskusja na temat bezmyslnego dosyć powtarzania sloganów. Na ile to może szkodzić? Dopóki szkodzi tylko konkretnemu psu, to trudno, wolny wybor i... niech se ludzie szkola, jak chcą. :lol: Pod warunkiem że otoczenie nie cierpi, oczywiscie. Gorzej, że naprawdę istnieje coś takiego jak "czarny PR" i powiem Ci, że potrafi działać nieźle, że wspomnę tylko czynną napaść ze strony niezrównowazonej (chyba???) osoby na kogoś kogo jej wskazano jako "okrutnika co szkoli kolcami". :shake: No O.K., powiemy, przypadki ekstremalne - ale naprawdę zaczyna się od powtarzania pewnych kalek (l. p.: kalka, nie kaleka :lol: ) językowych. I na pewno warto to wyjaśniać i tłumaczyć; bo niby czemu nie? ;)
  16. [quote]"Kto karze Ci rekomendować "nudziarską" szkołę? Rekomenduj dobre szkoły, a przewodnik sam powinien pójść na zajęcia, popatrzeć jak pracują psy, jak pracują przewodnicy, i zastanowić się czy tak chce ze swoim psem pracować... " [/quote] Hmm, jak ktoś wykazuje pewne zaangażowanie to tak robi - ale też wiele osób idzie na łatwiznę, zadaje tu i tam pytanie o konkretną szkółkę i... wysłu****e jacyż tam okrutnicy bo "używają kolców" - to taka kalka myślowa, no tak, znaczy nie ma co nawet zaglądać bo przecież to jest beeee... :cool3: Przy czym, dodajmy, na ogół najgłośniej krzyczą osoby mało znające się na rzeczy a już najczęściej takie, ktore nie widziały w życiu dobrego szkolenia. :evil_lol: Zreszta, a niech se krzyczą - ale szczerze mówiąc można mieć uczulenie na wypowiadane z namaszczeniem frazy o szkoleniu pozytywnym itd. :cool1: [quote]"Wiem, że kolce stosują z powodzeniem ludzie szkolący psy sportowo, to wiele ułatwia, pozwala pójść krótszą drogą..." [/quote] I znów kalka. Aż miło. :cool3: Super, jeśli w sporcie, to ta łatwizna zajmuje zadziwiajaco dużo czasu... no, fakt faktem że ci idący krótszą drogą osiągają cel w ciagu życia psa, bo jak na razie cieżko spotkać tych co idą dłuższą drogą na tyle jednak skutecznie, żeby pies po drodze nie padł ze starości... :lol: A co do problemów z psami w "cywilnym życiu" to niejednokrotnie wystarcza użycie stosunkowo silnego bodźca awersyjnego raz czy dwa razy, żeby życie i psa, i właściciela zmieniło się na lepsze. To już chyba wolę takie chodzenie "na skróty" niż np. ciąganie psa na uwięzi długie lata bo się "pracuje nad problemem". Nie zawsze tak jest oczywiście, pies zwierzątko dość skomplikowane - ale bywa, bywa. No, nie wspominajac o historiach w ktorych zagrożone jest życie psa, bo tu chyba nawet nie ma co rozważać "za i przeciw". :lol:
  17. A mnie nuży demonizowanie kolców. Wszystko O.K. ale naprawdę znam szkoleniowców ktorzy tak wspaniale motywują psy, że mimo iż w procesie szkolenia bywa to narzędzie użyte, nie tylko nie gasi psa, ale wręcz pomaga w pięknym dopracowaniu szczegółów... No ale skoro czytam ciągle jak to ważne jest szkolenie "bez użycia kolców"! :lol: :evil_lol: to oczywiste jest, że jedynym czego uczą się hmmm - kandydaci na mlodych adeptów ("mlody adept" to już oczko wyżej :lol: ) jest, żeby szukać szkoleniowców ktorzy reklamują się jako "100% pozytywni" albo "nie używający kolczatek i łańcuszków". I w ten sposób też nieźle można wylać dziecię z kapielą, bo to wcale nie oznacza że taki trener naprawdę nauczy psa rozumieć i z nim pracować... :razz: Nie rozumiem po prostu tej sztucznej bardzo opozycji. Juz naprawdę minęły czasy kiedy "kolce" oznaczały wyłącznie wlokącego na nich przerażonego psa pana Ziutka rzucajacego grubym słowem. Na zawodach posłuszeństwa coraz więcej widuje się ludzi ktorzy umiejętnie stosując motywację i mając (wreszcie!) wiedzę o psiej psychice prezentują naprawdę fajny poziom, a ktorzy MIEDZY INNYMI stosują też bodźce typu kolczatka. Szczerze mówiąc ciekawe, że psy ktore kolce znają i akceptują cieszą się na (umiejętnie oczywiście przeprowadzane) treningi - a psy ktore przez dwie godziny są "pozytywnie" ciągane w kółeczku na skórzanej, a jakże, obrózce - za przeproszeniem rzygają z nudów i jedynym co je ożywia jest slynna "przerwa" w czasie ktorej oddają się z zapałem miętoleniu kolegów. Albo na przykład szkoły w ktorych nie potrafi się nauczyć porządnego wykonywania ćwiczeń od A do Z bo po prostu w pewnym momencie, jakby to rzec, wiedzy i doświadczenia nie starcza.:cool3: A takie "pozytywne" szkółki też zdarzyło mi się widzieć. I co - mam rekomendować taką nudziarską szkółkę bo "pozytywna", panie dziejaszku - a odstraszać od innej gdzie znający się na rzeczy trener czasem "nie bywa pozytywny"? :evil_lol: :roll:
  18. "Nagle powstał problem, bo prawo zaczęło tam wymagać, by te zabiegi wykonywali weterynarze, którzy nie mieli żadnego doświadczenia w tym względzie. Więc łatwiej powiedzieć, że coś jest bolesne i zbędne, niż przyznać się do własnej ignorancji. " No i okazało się, o co chodzi... Na 100% trafiłeś w sedno! :lol: Ach, te teorie spiskowe...:lol: No jeszcze zgrabniej by było wmontować tam jeszcze masonów. I cyklistów... :evil_lol:
  19. Nikitka, masz bardzo małego szczeniaka. Dlatego to: [QUOTE] ale jak jest sama to nadal zastaje koszmar w domu, obsika wszystko co jest do obsikania [/QUOTE] - zostawmy na razie, O.K.? :razz: Mnie by zdumiewalo gdyby szczeniak trzymiesięczny nie sikal w domu; zdarzają się takie ale to istny cud jest... [QUOTE] "Jak moja panna zostaje ze swoimi bracmi lub swoja mama, nie mam zadnego problemu...." [/QUOTE] Poczekaj, to znaczy że piesek jest w większym psim stadzie? To kiedy - w jakich okolicznościach - zostaje calkiem sam? [QUOTE]ale jak jest sama to nadal zastaje koszmar w domu, obsika wszystko co jest do obsikania i oczywiscie wyje na najwyzszych falach.Nie mam pojecia co mam robic dalej , szkoda mi psa....... sasiadow mniej [/QUOTE] Sąsiadów powinno być żal bardziej niż psa, jemu grozi tylko zapalenie gardła a oni mogą zwariować - to zależy jak długo psiak zostaje całkiem sam... :evil_lol: [QUOTE] Czy jeszcze jest mloda ??? czy juz zawsze bedzie tak rozpaczac jak bedzie sama ???? [/QUOTE] Jest jeszcze bardzo młodziutka, ale ponieważ już odczuwa lęk separacyjny to macie niestety szansę że to się w nawyk przekształci... Musisz nad tym pracować, ale powiedz, jak to jest w Waszym domu; ile piesek jest całkiem sam, czy mieszka na stałe z innymi psami itd.
  20. "Ze albo kliker albo kolce?" O, a ja znam takie psy co przerabiają i jedno, i drugie - i efekty są naprawdę świetne... :lol:
  21. Hej, ja mam pytanko - czy ktoś zetkął się z psem wyszkolonym przez pana Kłosińskiego, tak "od A do Z"?
  22. [QUOTE]"Z ciekawości zapytam - z rasą, czy z konkretnym osobnikiem?"[/QUOTE] Z rasą. :lol:
  23. [QUOTE] "Akurat mam tak, że kupuję (lub zostawiam z miotu) psa, którego przeznaczenie jest predestynowane... z góry wiem, że ten pies będzie robił robotę i wiem że ogon może spowodować tylko problem " [/QUOTE] Jestem pod wrażeniem. W sporcie np. nigdy nie masz pewności, że konkretny szczeniak kiedy dorosnie będzie się do tej roboty nadawał... :cool1:
  24. [quote] "i tak sobie myślę, że jeżeli już by do jakiegoś urazu doszło w wieku starszym, bo przykładowo ogon jest "niewzorcowy", cienki, delikatny i trafi w coś niefortunnie... to dla mnie jest idiotyzmem, żeby właśnie u ras, których ogoniasta postać się dopiero kształtuje i mogą występować wady zaświadczenia odrzucać. " [/quote] Ech... Albo masz psa sportowego tylko dla własnej kariery - i wtedy faktycznie martwisz się co najwyżej o to że w razie czego musisz szukać nowego, a ten, cóz... oddajemy albo pozbywamy się jakkolwiek :cool3: - albo masz psa sportowego z ktorym nawiązujesz solidną więź emocjonalną (i to jest zdecydowanie większy procent przypadków). Wtedy, czy mu się kontuzja zdarzy, czy nie - to przecież dalej możesz z nim pracować niekoniecznie startując (typowe przypadki psów - emerytów ktore już nie mogą podołać powaznym obciążeniom, ale zostawić je totalnie bez roboty byłoby zbrodnią, one z tego powodu cierpią...), a w każdym razie pies zostaje z Tobą i tyle. A szczerze mówiąc jest tyyyle powodów dla ktorych zwierzak nie może już startować - i uszkodzenia ogona są bardzo daleko na tejże liście - że w ogóle nie ma się co martwić na zapas. Bo tfy, tfy, przypadków, chorób, zakażeń czai się i na psy, i na nas - co niemiara. I nigdy nie można mieć pewności czy z psem w którego wlożyło się kupę pracy i wysiłku w ogóle się kiedykolwiek wystartuje... i ile te starty będą trwały - jeden sezon? Czy pięć? ;) Tak, ze zmartwienie o ewentualne uszkodzenia ogona nie powinno nikomu spędzać snu z powiek. :lol: "Myślisz, że potencjalni właściciele psów z innych krajów biorą to pod uwagę przy wyborze rasy?" Tak, owszem. Znana Ci z bliskiego otoczenia osoba zdecydowała że nie kupi psa pewnej rasy (powiedzmy - o bardzo ciekawych predyspozycjach psychicznych) bowiem z rasą tą nie będzie mogła startować za granicą.
  25. [quote]"...niestety do tego samego sprowadza się Wasza rozmowa ze mną. Dlaczego moje argumenty i przypadek mojego psa jest mniej ważny niż reszta?" [/quote] Ależ jest ważny! Jest! Nie rozumiem tylko jak fakt że Twój pies MA PROBLEM - i Ty w związku z tym masz problem - miałby wpłynąć "na zaś" na cała psią populację (albo na populację jakiejś rasy). :roll: Jeśli jest taki jednostkowy przypadek i stwierdzono z cała stanowczością że problem tylko w wadliwie zbudowanym (?) ogonie - a nie np. w kłopotach psychologicznych psa (tyż bywa - i w żadnym stopniu nie musi być winą własciciela przecież) to trzeba pomyśleć nad amputacją, co zresztą w trakcie opowieści w tym topiku stwierdzono. Tyle, że to naprawdę tak śladowy procent przypadków że chyba cięzko w ogóle używać tego jako argumentu na rzecz obcinania ogonów wszystkim zwierzętom danej rasy. Nie rozumiem zresztą - jak to juz parę osób tu pisało - tych prob działania z wyprzedzeniem. Ile psów sobie łamie łapy - więc może by tak ciach-ciach na wszelki wypadek - z wózeczka piesek może nie spadnie, bo blisko ziemi? :lol: :cool3: A zagrozenie rakiem wątroby??? Wyciąć! Na wszelki wypadek! We wczesnym szczenięctwie, bo wtedy obejdziemy się bez narkozy - wszak "to jęczy, ale tego nie boli"... :shake: P.S. Przejęzyczenie? A jak miało być w oryginale? :evil_lol: Tuatha, Biovital strasznie zęby brudzi... :lol: BTW co złego to nie ja, po prsotu opisywano historię biednego weimara ktory sobie ogon kaleczy, wyglądało to na tę samą (zapewne krążącą na wielu forach) historię, mnie tam ryba kto jest czyim znajomym i kto to ze łzami w oczach opisywał tylko zdawało mi się że problem już był raz dość dokladnie przedyskutowany, stąd - po co go wałkować raz jeszcze... Ale skoro jednak warto, no, to... warto.
×
×
  • Create New...