-
Posts
3222 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
2
Everything posted by Berek
-
[QUOTE] "Jesli hodowca X ma dużą hodowlę, to niestety ale musi wprowadzic jakies zasady, program dnia itp, aby miec czas dla szczeniąt, na szkolenia, pielęgnację, karmienia itp." [/QUOTE] A-ha, teraz sugerujesz że "tylko duże hodowle" umieszczają info o cenach swoich psów? Hm. Ciekawe. BTW nie rozumiem cóz w tym złego że ZANIM ktoś się zdecyduje na - powiedzmy - telefon do kilku upatrzonych hodowli - chciałaby znać np. przeciętną cenę pieskow wybranej rasy. Choćby po to, żeby wiedzieć, czy są w ogóle w jego zasięgu... Albo po to, żeby zająć się zebraniem dość konkretnej kasy, żeby - kolokwialnie mowiąc - hodowcy niepotrzebnie głowy nie zawracać... Wszystko to byłoby może i zabawne, cała ta nasza dyskusja o aniołach na czubku szpilki - gdyby nie polskie realia. I polscy idealiści ktorzy w życiu nie popelniliby tak obrzydliwego czynu jak podanie do publicznej wiadomości cen swoich pieskow. Fi donc. No, niektorzy przy tym idealizmie nie biorą też odpowiedzialności za wysłane w świat szczenięta. I w zaciszu domowym rzucają calkiem wygórowane kwoty za pieski - tu ten idealizm jakoś nie ma racji bytu - albo ma: w niektorych hodowlach najwyraźniej rodzą się wyłącznie interchampiony. No, ale to już inna bajka. :evil_lol:
-
[quote] "Tez często widziałam na stronach amerykańskich hodowli opisnane , jaka cena za jakiego szczeniaka, oprócz tego dni, w które wysyłają zczeniaki samolotem, dodatkowe opłaty, gdyby ktoś miała specjale życzenie, i chciał, aby wysłac w innym dniu, oprócz tego godziny "otwarcia" hodowli tzn. kiedy mozna przyjśc obejrzec szczeniaki, itp. Kazdy powinien szukac szceniaka z takiej, jaka mu odpowiada. Ja wolę wziąc od kogoś, u kogą są zaplanowane, wypieszczone, wymiziane a nie z takiej, w której jest to kolejny, oczywiście zaplanowany - miot, tez sa zadbane, ale....... " [/quote] Bardzo przepraszam, ale uważam powyższe słowa za manipulację. Wynika z nich, że tylko obrzydliwi producenci bez krzty uczuć do swoich piesków, po posotu zarabiający na psach grubi kapitaliści z cygarami w paszczy :cool1: są w stanie zrobić coś takiego, jak podanie orientacyjnych cen szczeniąt ze swojej hodowli do publicznej wiadomości. NIe rozumiem takiego rozumowania. Tym bardziej, że znam kilku naprawdę kochających swoje psy zachodnich hodowcow ktorzy w specjalnych zakładkach na stronie internetowej bez oporow i robienia wokół tego szumu - co najwyżej tlumacząc, czemu "aż tyle" :lol: zamieszczająte informacje i jakoś korona im z głowy nie spada. ;) A ich psy nie są przez to mniej kochane, wypielęgnowane czy zadbane. BTW znam też kilku polskich "słynnych" hodowców ktorzy się bardzo certolą przy podawaniu ceny (oczywiście umieszczenie czegoś TAKIEGO w necie nie wchodzi w grę) u ktorych psy są zaiste traktowane jak towar! Toteż generalizowanie a już zwlaszcza sugerowanie że dość normalna w sumie praktyka to coś z pogranicza patologii wydaje mi się... nie na miejscu co najmniej.
-
O.K., to ja zadam pytanie: czy jest coś niewłaściwego w praktyce umieszczania cen (ew. widelek cenowych) szczeniąt na stronach hodowli? :-o Szczerze mowiąc stosunkowo często się z tym stykam na stronach zachodnich hodowli i zastanawiam się, czy to takie ohydne "podmiotowe" traktowanie pieskow, czy też przejaw pewnej normalnosci do ktorej nam w Polsce jeszcze daleko... :cool1:
-
[QUOTE] "a o hodowli to mają marniutkie pojęcie." [/QUOTE] Are you sure? :lol: :razz: Oj, chyba kto inny ma o hodowli marniutkie pojęcie, skoro nie umie najwyraźniej wyhodować psa z ladnym ogonem i ładnie noszonymi naturalnymi uszami - jeno swoje dyletanctwo ukrywa zabiegami chirurgicznymi. :lol:
-
[QUOTE]"wieje mi juz stanowisko zwolennikow i przeciwnikow kopiowania od dluzszego czasu-jesli jeszcze nie zdazylyscie tego zauwazyc.....-a jedyne wycieczki -jakie sie tu odbywaja-urzadzacie wy-:smile: naprawde-fakt-ze wy tak przezywacie-nie oznacza-ze kazdy-kto napisze tu cokolwiek-przezywa i czuje tak samo!to co robicie-nazywa sie nadinterpretacja" [/QUOTE] ... a dalsze pisanie w owym olanym wątku stanowi po prostu przejaw szczegolnej [I]Schadenfreude. :lol::lol::lol::lol::lol::multi: [/I] Interesujące zjawisko. :lol:
-
Ciekawe zjawisko - ilekroć hmmm zwolennicy ehem, jakby to ując... okaleczania zwierząt dla fałszywie pojętej estetyki czują się deczko przygnieceni merytorycznymi argumentami, zaczyna się dość typowe: 1. Nawoływanie do zamknięcia wątku 2. Wycieczki ad personam 3. Dopytywanie się kto, ile i jakie ma psy i czy aby jest UPRAWNIONY do pisania w tym temacie? (BTW jak rozumiem skoro Stephen King pisuje o seryjnych mordercach, znaczy, ma pod podłogą piwniczki kilka pań pochowanych, inaczej.... nie mialby prawa się wypowiadać :lol::cool1:).
-
Swego czasu interesowala mnie rzadka rasa (w ogóle nie ma jej w Polsce). Szefowa klubu tej rasy w jej kraju macierzystym napisala mi bardzo wyczerpujący list podając spis hodowli - jak sama zaznaczyła, tych ktore jej osobiście wydają się najciekawsze - w kilku krajach, jak rownież orientacyjne ceny szczeniąt w każdej z nich. Jest to tak powszechnie znana sprawa że nie stanowiło to dla niej żadnego problemu... :lol: Wiele znanych hodowli - na przyklad niemieckich - bez fałszywego wstydu podaje na swoich stronach internetowych ceny szczeniąt - ostatnio np. spotkałam taką informację, gdzie podano przedział cenowy (różniący się o 200 euro). Jest to dobry obyczaj, jak sądze - i pozwala także "odsiać" nabywców ktorzy z cała pewnoscią nie są przygotowani na jakąś, najczęściej wysoką, kwotę. To tylko u nas wciąz panuje przekonanie że otwarte mówienie o pieniądzach jest czymś wstydliwym, brzydkim, niewlaściwym... A mozę chodzi o światek kynologiczny - ojej, podam ile biorę za szczenię i konkurenja mnie oplotkuje? :evil_lol: Ale toć konkurencja może zadzwonić i się dowiedzieć, ile za szczenięta krzyczymy - co za problem?:diabloti:
-
? ??? Chodzi o norowanie czy o cięcie ogonkow? :lol:
-
Melduję poslusznie że do warszawskiego Anna-Zoo, do tragicznych warunków w akwarium sprzedawała szczenięta yorki bardzo znana hodowczyni. Taka co to sprowadzała z zagranicy superpsy za superkasę itd. Cóz, serca i empatii zabrakło... Proceder trwał długo, zanim zrobił się taki dym że inni szanowni hodowcy musieli przestać udawać że nie wiedzą o tym zjawisku. Bo dość długo nikogo nie było stać na to żeby na wystawie tej pani ręki nie podać; przeciwnie, buzi-buzi, z dziubkow sobie pili. :diabloti: A kiedy zrobiła się afera, a, to i owszem, nagle wszyscy kręcili głowami - a fe, jaka niedobra pani hodowczyni. Panią z ZK wywalono, przepisala hodowlę na kogoś innego, do innego oddziału, i dobrze się miewa. To tyle jeśli chodzi o szlachetny idealizm i wiarę że tylko pseudohodowcy to łajdaki. :cool1:
-
Do kolekcji: Mój najstarszy Coś czyli yorek ma za sobą straszliwe chwile, epizod padaczkowy, zakażenie bakteryjne, jest bardzo wycieńczony tym wszystkim, na szczęście sytuację udalo się opanować (szczerze mówiąc były obawy że sprawa skończy się na psim cmentarzu :-(). W kazdym razie znajduje się w okresie rekonwalescencji i ma jedno zalecenie - spokój, spacerki na wysikanie i to drugie i - na posłanko. Tragiczny w skutkach moze być każdy wstrząs - uderzenia, a nawet nagły przestrach. :-( Nigdy nie udało mi się zebrac tyle "smrodku dydaktycznego" co teraz, kiedy chronię małego psiaka przed stratowaniem przez duże i wesolutkie jak diabli psy. Bo one chcą "tylko powąchać" (na ogół skaczą radośnie po psiaku czterema łapami bo jego mikry wzrost i bardzo niepewny chód wydaje im się szalenie zabawny i prowokujący), bo przecież nic się nie stanie, a ja wychowam kolejnego małego szczekacza ktory będzie atakował inne psy bo "nie daję mu się socjalizować" (slowem, także na Dogomanii pokutujący wzorek "histerycznej pańci z yorkiem na rękach" do natychmiastowego zniszczenia i wypalenia ogniem i żelazem). :angryy: Abstra***ąc od tego że pies ma 11 lat, jest bardzo prawidłowo zsocjalizowany i nigdy w zyciu nie odezwał się brzydko do innego psa, to do ciężkiego licha jednak to ja mam prawo decydowac czy pies ma się z psami kontaktować, czy nie. :cool1: Wychodzi na to, ze jednak nie - i pouczają mnie mlodzi i starzy, kobiety i faceci, mlodzież i staruszkowie. Święta "socjalizacja" stała się modna - tyle, że socjalizacja to często wygodny wykręt dla właścicieli totalnie niepanujących nad swoimi psami. :evil_lol: W jednym jedynym przypadku na moją prośbę o zabranie psa pani od labradorka przybiegła, zapięła go na smycz (odwołać go, a jakże, nie zdołała, ale się przynajmniej starała) ze słowami "chodź, ten piesek jest chory i stary i nie chce się bawić". Dla reszty kynologicznego świata jestem obiektem polowania - po to tylko, żeby mi udowodnić... co? Że "źle wychowuję pieska"? :diabloti: To niestety chyba tkwiący w ludziach duch przekory i chęć podraznienia się - zaznaczam że naprawdę jestem czlowiekiem uprzejmym i staram się grzecznie i spokojnie formulować prośbę o zabranie psów... :p
-
? To znaczy co - mają wstawiać do akwariów pieski ze schroniska? :diabloti: Żeby gawiedź je kupowala pomiędzy kupnem nowych majtek i pasty do zębów?
-
Reasumując - lis w czasie takiego konkursu znakomicie się bawi. Troszkę stresu, nie zaszkodzi. :diabloti: :diabloti: :diabloti: A myśliwi strasznie kochają swoje wyhodowane za ciężkie pieniądze liski. :evil_lol: :evil_lol: [QUOTE] "Jednakże o ile walki psów są robione ku uciesze widzów oraz selekcji psów do hodowli, aby wychodowac psa do dalszych walk, o tyle konkursy psów norowców mają wyższy cel" [/QUOTE] O, jak bardzo wyższy... jak szczytny i idealistyczny. To mi się podoba - grunt to w takie coś wierzyć, wtedy, faktycznie, człowiek nie ma rozterek moralnych ani-ani. BTW chyba trochę odchodzimy od tematu kopiowania.
-
A to rewelacji się dowiaduję. :lol: Znam sporo psów których właściciele używają antibarkerów - zawsze wtedy gdy psy zostają same. Psy nie hałasują i jakoś nie obserwuję u nich zwiększonego poziomu stresu. Za to obnizony poziom stresu u sąsiadów tych ludzi, a, to i owszem. :lol: :roll:
-
Ech, ale w takie dywagacje nie warto brnąć. Bo ludzie ktorzy nie bardzo się na czymś znają znają... zazwyczaj silnie trzymają się swoich przekonań. Tak jak odwieczne dyskusje o kantarku - też można by powiedzieć: "tacy niby pozytywni a wloką psa na halterze".:cool1: To tylko kwestia tego co dany osobnik uważa za "niemiłe" a czego juz nie. Na pewnym poziomie dyletanctwa to jest tylko i wyłacznie kwestia własnych przekonań - co uwazamy za O.K., a czego - nie. Dopiero jak juz naprawdę sporo wiemy na jakiś temat, sobie te własne przekonania od nowa układamy - o, tu miałem rację, a tu się myliłem; to psa naprawdę męczy, a tamto nie, choć na pozór wygląda źle. I tak dalej. Metoda Fennell - jeśli w ogóle taka istnieje? jest irytująca przez to właśnie że wręcz uczy ludzi żeby nie próbowali nawiązac głebszego kontaktu z psem. A już na pewno oducza ich rozsądnej obserwacji własnego zwierzęcia. :shake:
-
Boję się że nie do końca zrozumiałaś o co w tym wszystkim chodzi. A może masz tak silny emocjonalny stosunek do Foresta, że zanim zdecydujesz sięna użycie przymusu (ba, nazwijmy to przemocą :lol: ) to tak okropnie chcesz tego uniknąć, że najpierw zbyt długo podświadomie usiłujesz go... błagać żeby posłuchał. Liczysz na to że moze znów sięuda bez tego "kuku"... ;) To zresztą bardzo typowy błąd... nawet trudno się dziwić. Chłopak Cięsprawdza i jużwie, że w sumie na wiele sobie moze pozwolić bo nie reagujesz bardzo mocno na pierwszy przejaw wyjścia spod ręki - tylko reagujesz, i to, podejrzewam, za slabo i za późno - na dziesiąty stopień "rozhopskania" psiska....
-
Reasumując: jesteśmy za, a nawet przeciw... :evil_lol:
-
A propos prymitywnego przekladania naszych związkow z psami na uklady "pies-pies" to świetnąrzecz napisał kiedyś Bogdan Górny, trener psów ratowniczych i tropiących, biolog-etolog: "N[COLOR=black][FONT=Verdana]ajwiększym błędem wielu jeszcze trenerow i przewodników psow jest wiara w to ze pies traktuje rodzine jak stado psow. Ta teoria caly czas jeszcze pokutuje i niestety w rezultacie mamy problemy w komunikacji z psem. (...) Pies przezyje bez trudu dominacje innego psa ale proba takiej samej agresji ze strony czlowieka to juz agresja przedstawiciela innego gatunku. Inny jezyk ciala a takze inne dzwieki, brak reakcji na sygnaly wysylane przez psa, ktore w interakcji z innym psem dalyby pokojowe zakonczenie konfliktu. Gdy uzywamy sily uzywamy jej jako dwunozny, wiekszy i madrzejszy, wyposazony w lepszy system rozumowania. Zwierze moze takiemu superosobnikowi przeciwstawic, gdy zawiedzie psia komunikacja, najbardziej skuteczna obrone - prymitywna agresje z uzyciem zebow."[/FONT][/COLOR] [COLOR=black][FONT=Verdana][/FONT][/COLOR] [COLOR=black][FONT=Verdana]:cool1: [/FONT][/COLOR] [COLOR=black][FONT=Verdana]BTW naprawdę z zadowoleniem obejrzałabym te superdominujące pieski "ustawione" przez panią Jan Fennell w ciągu pół godziny.[/FONT][/COLOR] [COLOR=black][FONT=Verdana][/FONT][/COLOR] [COLOR=black][FONT=Verdana]Niestety, prawda jest też taka że na Zachodzie zaczynają dominować w psiej populacji psy-plastiki, psy-owce.[/FONT][/COLOR] [COLOR=black][FONT=Verdana]W tej sytuacji kazdy weselszy psiak z nie calkiem jeszcze wyciszonymi popędami jest traktowany jak - uwaga - "dominant supertwardziel" albo "pies hiperaktywny". [/FONT][/COLOR][COLOR=black][FONT=Verdana]:lol: :lol: [/FONT][/COLOR] [COLOR=black][FONT=Verdana]No, z takimi pieskami to pewnie coś tam się jej udało - choć nie do końa wierzę w opisy przypadków jakimi hojnie szafuje.[/FONT][/COLOR] [COLOR=black][FONT=Verdana]A zwlaszcza jej diagnozy dotyczące charakteru konkretnych psów są mocno dyskusyjne. [/FONT][/COLOR] [COLOR=black][FONT=Verdana] [/FONT][/COLOR]
-
A propos, Zosiu, odkryłam rewe-super książki o autykach & ludziach z zespołem Aspergera - zresztą przez takie osoby pisane. No mniód, malina. :lol: Chętnie podeśle - to już umówimy się na mailu. Ale ciekawe jak wyglądałaby ksiązka napisana przez przeciętnego psa... ;) Nie taka infantylna typu "co powiedzialby twoj pies gdyby umiał mowić" :roll: ma się rozumieć.
-
To, co mi przychodzi do glowy od razu, jest "How dogs learn" spółki Burch, Bailey. :lol: Zupelnie fajnie czyta się też "Schutzhund. Theory and training methods" Susan Barwig i Stewart Hilliard (ufff, ciężko było z tym drugim nazwiskiem i trzeba bylo maltretować komoreczki szare aż dym poszedł, mam nadzieję że dobrze pamiętam i że to Stewart a nie na przykład Steward).
-
To chwała Bogu że było więcej niż trzy "świadome" osoby - bo jak czytam wszędzie o tym siłowym aporcie to mi ręce opadają jak płetwy... :evil_lol: Sam Fuchs o nim wspomniał i bardzo podkreślal, że się tego teraz tak nie robi!
-
Ehem, z całym szacunkiem, siłowy aport to jednak coś innego... :lol: BTW ja mam podejrzenia czemu ludzie nie zadawali pytań. 1. Optymistyczne - byli zawstydzeni i nie umieli gadać językami, i siedzielismy w kółeczku więc jak się ktoś odezwał to inni patrzyli.... a my nieprzyzwyczajeni jesteśmy do tego... i sięwstydamy okropnie. 2. Pesymistyczne (obawiam się, że prawdziwsze) - ogrom nieuświadomionej niewiedzy jest tak wielki, tak ogromny, że ludzie nie mieli pojęcia, na co patrzą. Jakby tak spytać pierwszą lepszą osobę na seminarium, choćby o to ćwiczenie z niepodgryzaniem aportu - czemu pies ma na sobie szeroką obrożę oraz kolce, czemu jest na napiętej linie, czemu Fuchs mowi że lepiej jest zapoznać go najpierw z sytuacją, co to jest opcja "komfort-dyskomfort" - to obawiam się że... yyy... mogloby nie być wielu obszernych odpowiedzi. Niestety, część uczestników patrzyła tylko jak na "patenciki" użyteczne w szkoleniu - a na to można tak patrzeć jak się ma taką wiedzę i doświadczenie, jak prowadzący - i może jak dwie, trzy osoby spośród sluchaczy. Dla tych osób to faktycznie "patenciki". Dla reszty to powinien być materiał dla przemyśleń i PRZECZYTAŃ. Bo niestety ale bolączką naszych zawodników jest ... wtórny analfabetyzm. :diabloti: Zero literatury choćby o tym, jak się psy uczą, jakimi są de facto zwierzętami... Dla mnie rekordy bił pewien pan ktory już wcześniej uslyszał od Fuchsa że caly jego system szkolenia to... hm... no SHIT, że to wszystko trzeba zmienić! Zamiast siąść w kątku i rwąc włosy z głowy przemyśleć sprawę i całe swoje (fatalne) poczynania z własnymi psami, pan w przerwie po tym właśnie ćwiczeniu z aportem próbowal coś robić ze swoim psem, co sprowadzało się do tego że wtykał mu w pysk koziołek i walił go po nosie. :angryy: :roll: To wręcz biblijne: "mają oczy, a nie widzą, mają uszy, a nie slyszą". Czyli - jestem chytreńki i wszystko prawie umiem tylko psy złe albo głupie albo wredne albo uparte - a co do szczegółów to pan szkoleniowiec przyjechał i pokazał patenty ktore się zresztą zastosuje w uproszczonej formie bo kto by tam miał czas i ochotę na aranzowanie sytuacji tak, jak ten Niemiec. :cool1: :shake:
-
No nie, bólu to to zwierzę nie poczuło... A co do tej pracy, to hmmmm.... dyskusyjne czy ono jej w ogóle chciało. Zachowywał się dość autycznie niestety - i całym sobą wyrażał niezgodę (nieprzyzyczajenie?) na jakikolwiek nacisk. "Do korekt linką na tyłku jest przyzwyczajony" No właśnie to mnie zastanawia, czy to nie jest złudzenie przewodnika tego psa - bo pies dokladnie pokazał że NIE. Nie jest przyzwyczajony. Moze to też korzyść, taka pośrednia - że wiemy teraz że zakładaliśmy to-a-to a tymczasem w praniu wychodzi że sytuacja wygląda inaczej...? To troche tak jak na początku ludziska pytali (i tlumacz niemiecki nie umiał tego przetłumaczyć bo sam nie rozumiał tego pytania, wydawało mu się bez sensu chyba) jak wiedzieć na 100% że pies rozumie komendę, że wie, o co nam chodzi. Z pozoru pytanie bzdurne - ale tylko z pozoru - bo podejrzewam że wiele ludzi wierzy że pies rozumie i umie, a on tymczasem nie ma pojęcia o co nam chodzi. To było widac na tym seminarium też, u niektorych wystepujących psów.
-
Istnieje głupia przemoc i mądra przemoc - pan treser doradził najgłupsze rozwiązanie z możliwych. :roll: BTW - też serdecznie radzę Kaśkę Ahrensową, to przecież nie tak daleko...?
-
[QUOTE] "Mistrzem Polski w Obiedens jest BC wystawowy (tej informacji nie jestem pewna)" [/QUOTE] Z calym szacunkiem, Erti pochodzi z linii pracujących. :lol:
-
[QUOTE] "Ja osobiście nie spotkałam się z "dyskryminacją rasową". Raczej z dyskryminacją wielkości ze strony starszych właścicielek małych wychuchanych pieseczków" [/QUOTE] A to akurat ma swoje uzasadnienie. :cool1: Tak się składa że niestety małe psy są generalnie "zajeżdżane" przez psy duże. Nawet jeśli taki duży kumpel nie ma zlych zamiarow, to po prostu dysproporcie wagi i wilekosci są tak duże że - po pierwsze, naprawdę często robi malemu krzywdę nawet gdy jest to spowodowane niewinną chęcią zabawy czy nadmiarem entuzjazmu, po drugie, male psiaki najczęściej odczuwają duzy dyskomfort w zbyt bliskich kontaktach z dużymi psami. Oczywiście, trzeba to jakoś wypośrodkowac żeby nie uzyskać asocjalnego szczekacza ;) ale... Niestety własciciele psow większych często wykazują gigantyczny brak wyobraźni. :p Pamiętam takiego mędrka ktorego owczarek niemiecki z calej siły tlukl yorkę mojej Mamy kagańcem, pies byl nieodwolywalny ale kiedy zabieralam suczkę spod owczarka :angryy: pan jeszcze rzucał mi oświecone teksty rodem z internetu o socjalizacji i o właścicielach malych pieskow ktorzy histeryzują. :diabloti: :roll: A potem był miesiąc odkręcania psiego stresu na widok jakiegokolwiek psa. :angryy: Przyznaję, to dość częsty problem na lekcjach z małymi psami - zwłaszcza jak mam psa z lękową agresją do psow dużych to praca nad wyciszaniem go a jednocześnie odganianie takiego "na siłe socjalizującego" dużego psiska jest niemal niemożliwa. :shake: Wydawałoby się że jeśli widać że ktoś pracuje z malym agresorkiem to powinno się mu ułatwiać życie, a nie utrudniać - cóż, w praktyce bywa inaczej. :evil_lol: