-
Posts
3222 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
2
Everything posted by Berek
-
[QUOTE]"trafiłam dziś na fajny tekst. mam nadzieję, że trafi do jak największej ilości osób, dzięki czemu niektórzy przestaną patrzeć w strasznie ograniczony sposób na pozytywne szkolenie, znaczy na szkolenie bez kolczatek, dławików itd, oto link [URL="http://czarnylolek.blox.pl/2013/10/Szufladkowanie-w-szkoleniu-psow.html"]http://czarnylolek.blox.pl/2013/10/S...eniu-psow.html[/URL]"[/QUOTE] Brandzlowanie się faktem że się "nie stosuje korekty smyczą" nie O.K. - bo to dokładnie taka sama ilustracja tezy o szufladkowaniu, tylko "na odwrót", że tak powiem. :roll: Biedne ludziska nie rozumieją na przykład kompletnie, że dla psa znacznie naturalniejsza jest krótka fizyczna awersja, niż psychiczna przemoc, której się niejednokrotnie dopuszczają, na różnych poziomach i najczęściej nawet bez świadomości jej użycia.
-
[QUOTE]"nie istnieje coś takiego jak awersyjna metoda 'oduczania uciekania',"[/QUOTE] O, wręcz przeciwnie - istnieje nawet dość spora gama.
-
[QUOTE]"uważam też, że jeśli ktoś musi używać kolczatki przez całe życie psa, to znaczy, że coś robi źle."[/QUOTE] Veto. Oznacza to tylko, że na tym świecie istnieją bardzo różne psy, o bardzo różnych poziomach popędów, różnej twardości. I tyle.
-
[QUOTE]"Tyle, że 99% właścicieli atakującego psa na jakąkolwiek uwagę się obraża i nadyma, albo jeszcze awanturuje i wyzywa."[/QUOTE] Ciekawe, ile jest w tej grupie Dogomaniaków :-) Pewnie byśmy się zdziwili. :lol:
-
[QUOTE]"Jakiś się z tego wątek o wizytach PA zrobił :smile: Na FB przeczytałam właśnie, że szykuje się drugi wyjazd po psy. Nic z tego dobrego nie wyniknie, chociaż bardzo chciałabym, się mylić."[/QUOTE] Podpinam się pod wypowiedź przedmówczyni. Ha. Widać, że sprawa sobie jeszcze pożyje. Kolejne biedne rumuńskie piesecki przyjadą do Polski. Brutalnie zacytuję Stanisława Lema: "nie wiedziałem, że na świecie jest tylu idiotów, dopóki nie wszedłem do internetu". I tak - mam na myśli nierefleksyjnych idiotów-facebookowiczów płacących na tę akcję. :evil_lol:
-
Ulv, problem w tym, że bardzo często osoby zajmujące się adopcjami trochę zaczynają za bardzo wierzyć we własną nieomylność. Oczywiście nie mówimy o obecnych :lol: - taka ogólna uwaga. A co do psów z Rumunii - powtórzę pytanie - po co...? Po co w ogóle ta akcja? :oops:
-
Magdabroy, napisz, napisz. Bo się off topic zrobił. A propos, czy ktoś wie, jakie będą dalsze działania podmiotów urządzających ten transport? Następne rumuńskie psy przyjadą do Polski? Czy to był taki jednorazowy [I]performans[/I]?
-
Najlepsze, że właśnie oszuści i dranie na ogól bez problemu zdobywają zwierzaki (vide: sprawa faceta mordującego koty we własnym mieszkaniu - wszystkie były adoptowane, ciągle miał wizyty p/a w domu, ta sytuacja dodatkowo go rajcowała :shake: ) - wiedzą co powiedzieć, jak się zaprezentować, żeby wzbudzić zaufanie. Castingów nie przechodzą zwykli, poczciwi ludzie którzy np. ośmielą się mergnąć coś na temat nachodzenia ich w domu albo w ogóle wypowiedzą się jakoś "niepolitpoprawnie" Myślę że czas zejść na ziemię - te wydumane nieraz kryteria byłyby O.K. w sytuacji gdy w Polsce zdarzałby się jeden zwierzak do adopcji na pięć lat i stała po niego kolejka chętnych kopiących się po kostkach i drapiących w walce o stworzonko. :lol: Ale tak nie jest. Problem w tym, że naprawdę w pewnym momencie do głosu dochodzi owo "ideolo" zamiast zdrowego rozsądku... :oops: P.S. Ja tam zdaję sobie sprawę że nigdy nie przejdę wysublimowanych wymagań organizacji prozwierzęcych - choćby przez sam fakt posiadania niesterylizowanych suk i niekastrowanego samca w jednym domu. Co prawda od lat dwudziestu kilku takiego układu nigdy nie zdarzyło się żeby te suki rodziły, ale to wszak nieważne - jestem jednostką podejrzaną a priori. Faktem jest tez, że przy wspomnieniu o wizycie przedadpocyjnej nóż mi się w kieszeni otwiera i ciśnie się na usta okrzyk: "psami wyszczuję!" :lol: - jakże adekwatny zresztą do całej sytuacji.:lol: Może jestem przypadkiem beznadziejnym, ale wielu [I]zwykłych ludzieńków[/I] dość alergicznie reaguje na te czołgania przy próbie przygarnięcia zwierzaka - i niekoniecznie znaczy to że wytapiają z psów smalec w piwnicy. [QUOTE]"Wizyty przedadopcyjne są konieczne." [/QUOTE] Tralala, dobranoc państwu... Do licha cięzkiego, naprawdę trzeba oglądać ludziom mieszkanie i mówić im że papirus tam stoi? Powiem tak: życie szkodzi. Kot moze zeżreć papirusa albo zachorować na raka wątroby. Moze też wypaść z okna, cóż... albo zakładamy że adoptujacy to nieodpowiedzialni debile, albo jednak przekazujemy im zwierzę i od tego momentu oni sa za nie odpowiedzialni. Ja tam myślę, że nawet jeśli przed zeżarciem papirusa albo wypadnięciem z okna kotek sobie pomieszka miło przez czas jakiś we własnym mieszkaniu - i tak było warto.
-
[quote name='sleepingbyday']zdecydowanie więcej jest takich, ktorzy nie mieli problemu z adopcją. a nawet takich, ktorzy nie rozumieli tego calego zamieszania z wizytą PA, ale spokojne tłumaczenie i miłe spotkanie ich przekonało.[/QUOTE] Choćby na Dogo widać, co warte są wizyty przedadopcyjne. :shake: Jeśli już, to logiczniejsze wydają się być poadopcyjne - a i to zamiast pakować się ludziom do domów, można by się spotykać w publicznych miejscach i po prostu obejrzeć psa, jak się zachowuje i jak wygląda - i tyle. :cool1:
-
[QUOTE]"Mocne "nadpsienie" wynika najczęściej z tego że dane schronisko ma podpisaną umowe ze zbyt wieloma gminami jak na swoje możliwości, oraz ze słabej promocji adopcji. a więc problem nie leży w tych iluś psach, tylko w samym sposobie zarządzania schronem"[/QUOTE] Z przykrością muszę powiedzieć, że - nawet ostatnio - moje kontakty z bardzo znaną fundacją i prowadzonym przez nią przytuliskiem spowodowały że metrowym kijem nie dotknę się do pośredniczenia w adopcjach o ile podopieczny nie będzie u [I]zwykłego ludzia[/I], tylko u wolontariusza albo nie daj Boże "członka fundacji". Ci mieli tak wyśrubowane normy, że doprawdy, ciężko było... a tak naprawdę to bzdura z tymi normami, tylko na pewnym etapie się ludziska uparli nie w imię dobra psa (ktore ich najmniej obchodziło, niestety) tylko żeby "przeczołgać" ludzieńków starajacych się o zwierzaka. Ból - w pewnym momencie włącza się "ideolo" i żadnymi rozsądnymi argumentami nie przewalczysz. BTW - ponieważ pies był jakoś tam "medialny" to jednocześnie ludzie z fundacji usiłowali rozpętać coś a'la nagonka w internecie, na szczęście udało się uciąć sprawę w zarodku oraz - drugi raz na szczęście - osoby uczestniczące w tym bezsensownym, trwającym wiele dni spektaklu miały na tyle mocne nerwy, że przetrwały i pies ostatecznie znalazł super-dom. Rozumiem jednak zwykłych Kowalskich, że w połowie tych wygłupów wyczynianych nad nimi się im odechciewa. Idą na Alegratkę albo Tablicę i kupują psiaka skądinąd. :shake: Toteż zgadzam się co do meritum, tak tak, zarządzanie schroniskami kuleje - ale bynajmniej nie mam na myśli tylko "pisz-pan-schronów" czy hyclerni, ino także placówki chlubiące się niebywałymi SOP-ami przy okazji procedur adopcyjnych itd. :angryy:
-
[QUOTE]"ale mimo to nikt nie postuluje (jeszcze) eutanazji bez zgody zainteresowanego, ze względu na trudną sytuację państwa."[/QUOTE] Argument nietrafiony i to z dwóch powodów: 1. Ludzie to (jednak) nie psy 2. Taka eutanazja, choć nie systemowa, jeszcze nieoficjalna, de facto się dokonuje przez ograniczanie chorym dostępu do bardzo podstawowych nieraz usług medycznych co się dzieje w tej chwili nagminnie. Ale uparcie wracam do meritum: jak to wszystko się ma do dowożenia psów do Polski... to znaczy, do oceny takich działań...? :p Państwo jest niewydolne, z tym się wszyscy zgadzamy. Opieka nad zwierzakami leży i kwiczy, głównie z uwagi na typową dla nas w tej chwili opcję realizowania małych, miejscowych interesików, działania na rzecz lokalnych koterii i prowadzenia własnej polityki przez wszystkie możliwe podmioty. I akcja dowozu psów z Rumunii świetnie pokazała tę sytuację - niejako w pigułce.:lol:
-
[quote name='sleepingbyday']Przecież jasne, że to teoretyczna gra, tak naprawdę nie będziesz tego robić, nie będziesz postawiona przed tym zadaniem.[/QUOTE] Mnie się parę razy przytrafiło usypiać ślepe mioty eterem. Bardzo przykre, ale co kurczę blade było robić? :-( A, raz była [I]cudoffna [/I]alternatywa, pani wolontariuszka proponowała oddać kocięta "na wychowanie" do domu w którym kotów było po dach, dosłownie po dach. :angryy: Widać było, w jakim stresie i nieszczęściu żyły te stłoczone tam koty, ale słowa nie wolno było powiedzieć, bo "dom ten prowadziła osoba o wielkim sercu" :crazyeye: i na dodatek tak ładnie potrafiąca pisać w internecie, co, jak wiadomo, daje ludziom certyfikat nieomylności i uprawnienia równe przeciętnemu oficerowi ABW. :-)) Wizja narażenia kilku zwierząt na dorastanie w tak stresogennym środowisku i kompletna beznadzieja ich dalszego losu spowodowała że mi nawet specjalnie ręka nie zadrżała przy całej procedurze. :shake: Zresztą... trochę to populistyczne, takie powiedzenie "masz sam/a usypiać" - bo ktoś kto nawołuje do ratowania psów za wszelką cenę tyż, kurna olek, nie zgwoździuje na przykład psu ze skomplikowanym złamaniem łapy (chyba że przypadkiem jest weterynarzem). A ja z kolei, dla równowagi, rzeknę: chcesz ratować za wszelką cenę, [I]prosz bardz[/I], tyle że też za własne środki, czyli osobiście - nie żądając opłacania kosztów od innych. ;) P.S. SBD, nie do Ciebie personalnie był ostatni akapit, ma się rozumieć - chodziło mi o nazwanie pewnego zjawiska i wprowadzenie paraleli, więc to tak ogólnie do tematu.
-
SBD, a ja mam najgłębsze przekonanie że to nie jest temat równoległy. Że o taką mentalność rozbija się każda próba zrobienia porządku z problemem bezdomnych zwierzaków w Polsce. [QUOTE]"zarzut "akcja dla kasy" jest odmawianiem fundacjom szukania sposobów na finansowanie działań"[/QUOTE] Moim zdaniem powinny być jednak po prostu stworzone pewne standardy - tym bardziej dla fundacji & innych tego typu organizacji. Inaczej jest, jak jest. A mówienie o jawnych idiotyzmach wcale nie jest złe; może trochę ludzi pójdzie jednak po rozum do głowy i na przyszłość nie będą się aż tak dawali ponosić emocjom? Oczywiście zawsze można zakładać, że, jak to Tymochowicz powiadał, "ludzie to stado kompletnych baranów" i tworzyć coraz to dziwaczniejsze wydarzenia na facebooku celem zaspokajania swoich wyrafinowanych fantazji, wedle owej zasady naciągając pewną ilość owych baranów, tylko w ogólnym rozrachunku to mocno szkodzi sprawie... a nawet, ośmielę się napisać, Sprawie. ;)
-
[QUOTE]"moim zdaniem zarzut, zę to zbieranie kasy, jets nie na miejscu trochę, bo dlaczego zbiórka kasy ma byc zła?"[/QUOTE] Nie każda zbiórka kasy jest zła, ale... moim zdaniem zaczyna się coś dziwnego robić z naszą mentalnością. I to jest [I]clou [/I]problemu. Otóż osoby pomagające zwierzakom w sposób, nazwijmy to, "oficjalny" zaczynają wpadać w niepokojący stan: uważają, że KAŻDY ich pomysł, zachcianka, dzika fantazja "powinny" być finansowane z pieniędzy darczyńców. Do pewnego momentu to działa - vide właśnie akcja rumuńska, nie mająca kompletnie, umówmy się, sensu jako taka (do kraju z OGROMNĄ populacjąpsów bezdomnych przywozi się kilkanaście psów "prawie bezdomnych" z innego państwa). Ktoś to wymyślił, ktoś przeprowadził rzecz PR-owo, działając całkiem sprytnie (czapeczki z głów, naprawdę!) - wiedział bowiem, że internet to takie medium w którym najprościej wzbudzić w ludziach taki poziom emocji, że się ich zaprowadzi, gdzie się chce (proszę spojrzeć na historię "biednego akity Tajfunka"). Rzecz w tym, że ta mentalność zaczyna dominować. To jakiś absurd. Szczerze i brutalnie mówiąc, po kichawę mam czytania że koffana dogocioteczka wyciągnęła jednego, dwa, trzy psy skądśtam, umieściła w hoteliku płatnym horrendalnie jak piorun, po czym po dwóch miesiącach - histeryczne apele "zgroza, dług rośnie!". Dogocioteczka w momencie wyciągnięcia tego konkretnego pieska powinna skupić się wyłącznie na jego losie - albo wziąć dodatkową robotę na opłacenie jego pobytu w hotelu, albo porzucić kolejne akcje pomocy następnym psom i umieścić dobrze (w znaczeniu: w stałym domu, u fajnych ludzi) TEGO JEDNEGO. [B]Tylko taka postawa to wykonywanie naprawdę dobrej roboty[/B]. Oczywiście, mniej spektakularna niż opowiadania jak to się wyciągnęło psów dziesięć - tylko połowa "już niedługo będzie musiała wrócić do schronu" jeśli "dobrzy ludzie nie poratują". Do licha, zastanawiam się czy ktokolwiek w ogóle jeszcze myśli o tych psach i kaszanie, jaką robi w ich głowach i z ich życiem. :angryy: To, co jest teraz, to jest w ogóle polewanie pożaru w rafinerii wodą z kieliszeczka. Mówię ogólnie. ;)
-
[QUOTE]"W ciągu 4 lat było u mnie ok. 60 psów. I dom był po prostu zdemolowany. Zdarzało się, że miałam na raz 4 szczeniaki, całkiem spore. Plus swoje psy. To była masakra. I wychodziłam z założenia, że to moja odpowiedzialność i tyle. Ale ile można? Ja aktualnie nie mam tymczasu. Jeden pies został u mnie na stałe, a rodzina miała po prostu dość."[/QUOTE] No ale to chyba jedyna normalna i odpowiedzialna postawa...? Ktoś kto chce być DT MUSI, po prostu MUSI cały czas racjonalnie mierzyć siły i środki na to przedsięwzięcie. Przypominam o spektakularnych aferkach na Dogo: bardzo często początkiem nieszczęścia był fakt, że była sobie pani X czy pani Y - o, przepraszam, koffana cioteczka Biegun Północny czy Cioteczka Wiedźminka :lol: - zaczynały brać do siebie przesadną liczbę psów, i to nie tylko (przynajmniej na początku) kierowane chęcią zysku czy pazernością, tylko niestety emocjami, od których środowiska obrońców zwierząt aż kipią. Dogocioteczki często niestety wyciągając kolejnego psa ze schroniska żadnego planu, nawet w ogólnych zarysach, nie mają. Stąd upychanie tych zwierząt po już i tak przepełnionych DT (którym "nie wypada" odmówić), ładowanie do hotelików za ciężkie pieniądze (które oczywiście wyrywa się od ludzi dobrej woli, bo nie ze swoich zasobów), stąd wleczenie psów po całej Polsce i przerzucanie ich z miejsca na miejsce, obłęd zupełny - wydaje się, że naprawdę nikt nie próbuje nawet liczyć kosztów. Faustus ma rację - w gruncie rzeczy ten cały bałagan jest trudny do opanowania przez zderzające się sprzeczne interesy... nawet osób szlachetnych i prawych, tylko bujających gdzieś w chmurach. Ktoś tu pisał, że w sumie o co chodzi, dzięki histerycznej akcji "ratujemy pieski z Rumunii" zostanie trochę i dla polskich bied. Otóż to nie jest dobry kierunek. To jest przyzwyczajanie ludzi do "dokręcania śruby" w takich akcjach. Nie, no któż da kasę na jakieś tam pieski w Polsce, toż trzeba już rozkrzyczeć się o Rumunii. Za pół roku ci sami ofiarodawcy będą mieć psy w Rumunii w d...*, trzeba będzie poszukać czegoś jeszcze bardziej spektakularnego, jeszcze bardziej chlupać krwią z monitorów... I tak dalej, i tak dalej.
-
To, że pies "nie miał wody przez dobę" wiemy z histerycznych pokrzykiwań właścicieli na filmiku. Zważywszy, że był on kręcony przez osoby manipulujące w tej sprawie ile wlezie, to tak naprawdę... nie wiemy nic. :shake: Spazmy przed kamerą to żaden dowód, podobnie jak bełkotliwe odezwy umieszczane na fb - jednak oczywiście część co bardziej bezrefleksyjnych (nie napiszę dosadniej) internautów uwierzyła i wierzy nadal, mimo wychodzących na jaw coraz to bardziej niewygodnych faktów. Przypomnę może nieśmiało, że akcja podczas której akita odgryzł człowiekowi palec i poharatał innego psa miała miejsce w organizacji w której go przetrzymywano - gdzie, mimo wyraźnych zaleceń sędziego (!), postanowiono pieska potraktować humanitarnie więc wyprowadzano go na spacerki i nie zakładano kagańca, słodziaczkowi. :p
-
[QUOTE]Można tylko pomagać jednostkom, równocześnie pozostawiając inne jednostki bez pomocy. Tych pozostawionych w nędzy, bez pomocy, zawsze jest sto razy więcej. [/QUOTE] ... i w związku z tym tak bardzo wskazane jest przywożenie tych jednostek z Pernambuco i Wysp Owczych - bo są np. bardziej medialne...? P.S. Ulv, rzecz w tym, że akurat ta akcja z Rumunią była jak najbardziej "zamiast". :shake:
-
[QUOTE]"Przypominam tylko, że każdy ma prawo pomagać jak chce i komu chce."[/QUOTE] Jak najbardziej. Jednak jeśli ktoś zbiera publicznie pieniądze na tę pomoc, to mogą mu być zadawane pytania, nieprawdaż? [QUOTE]"Nikt wam rumuńskiego psa nie wepchnął do domu, nikt też z portfela kasy nie podprowadził."[/QUOTE] Jak wyżej. [QUOTE]"Mam tylko wrażenie, że niektórych mierzi okrutnie to, że znalazło się sporo osób chętnych pomóc i tyyyyyle kasy spłynęło w kilka dni." [/QUOTE] Mnie nie mierzi, usiłuję tylko zrozumieć SENS tej akcji, podczas gdy w setkach mordowni w Polsce psy straszliwie cierpią. I na ich ratowanie nie znajduje się kasa i "pomocne dłonie". Mnie np. interesuje socjologiczny mechanizm tego typu zjawisk. [QUOTE]"Na prawdę nie szkoda wam czasu, sił i energii na takie "hejtowanie"? Nigdy tego nie pojmę."[/QUOTE] Zadawanie pytań nie oznacza hejtowania. Rozumiem że wygodnie jest ustawić sobie w ten sposób ludzi o innym zdaniu, niż Ty, ale... nie bądźmy dziećmi. To, że owe pytania aż tak bolą, być może oznacza że jednak trafiają w dość czułe punkty...?
-
[QUOTE]"Tak się zastanawiam, może wyznaczmy pułap opłacalności ratowania jednego psa, np na 800 -1000 zł I powyżej usypiamy. To będzie ile? Trzy miesiące hotelikowania? Bez paliwa na dowiezienie, a sa przeciez psy, które siedzą wiele miesięcy."[/QUOTE] Ulv, to pewnie okropnie zabrzmi, ale... coraz bardziej mi się wydaje, że coś w stylu, a'la, circa about :cool1: trzeba by było zrobić, żeby ogarnąć cała tę sytuację którą mamy w Polsce. Trochę ręce opadają, kiedy dogocioteczki wtykają psa do (całkiem słono liczącego, umówmy się) hoteliku opłacanego potem przez dwa, trzy miesiące - a następnie płacz, bo "psu dług rośnie" - i dawajcie, dobre ludzie, kasę na utrzymanie... Już kiedyś była taka dyskusja: nosz kurczę, niechaj szlachetni miłośnicy nie idą w ilość, tylko w JAKOŚĆ pomocy - bo na razie, to działalność ta wygląda trochę "(...) ja z synowcem na przedzie i jakoś to będzie!" (i wszyscy wiemy, jak to się skończyło ;)). Kompletnie nie widzę sensu w przewiezieniu trzynastu psów z Rumunii za sporą kasę do Polski i umieszczeniu ich w domach - to znaczy fajnie, że się je "uratowało", zgaduje jednak że najbardziej chodzi o akcję medialną i zrobienie PR-u, O.K., to też ma jakąś wartość dodaną, to znaczy dla organizacji które akcję przeprowadziły. Pytanie - co dalej? Następne transporty? A skoro te psy trafiły do super-domów, z fachowcami, pełnych ciepła i miłości, to znów jednak uparcie powraca pytanie, czemuż musiały do tych fachowców trafić psy z Rumunii, a nie z Polski, i czy dużo domów z fachowcami przyjmie kolejne psy zza granicy, i czemuż nie mogłyby wobec tego wziąć psów z jakiejś polskiej mordowni, gdzie też zostaną powieszone na płocie albo zarąbane siekierą, ewentualnie zatłuczone pałką. :shake: Można przyjerzeć się psom i kotom na rzeź w krajach Dalekiego Wschodu - to dopiero masakra! Jak one cierpią przed śmiercią, ludzkie pojęcie przechodzi. Więc co robimy - wydarzenie na facebooku i hajda...? :evil_lol:
-
Wierszyk o psach rumuńskich który jest (kiepskim) przerobieniem słynnego wiersza o obrońcach Westerplatte to jakieś Himalaje infantylizmu - i, niestety, pomieszania w głowie autora (...ki), wyrazem nieświadomości, co - najzwyczajniej w świecie - wypada, a czego robić się nie powinno. A sama akcja? Gdyby się zechciało przejechać na różne polskie hyclernie, najczęściej z dala od dużych miast (choć nawet i to warunek niekonieczny) to nie tylko podobne, ale i gorsze obrazki by można było sfotografować / sfilmować. Na kij przywozić tu te parę zwierzaków...? Nie mamy dość swoich, na miejscu? A, prawda - te nasze takie... niemedialne. :evil_lol: W ogóle z trwogą obserwuję, często także i na Dogo, istny festiwal licytowania się okropnościami jakie pies przeszedł; wtedy jeszcze jako-tako są szanse na znalezienie mu domu; taki "zwyczajnie wyrzucony" pies, często naprawdę fajny psychicznie i mogący przynieść komuś wiele radości w zasadzie marne ma szanse. A...! I jeszcze trzeba wypisywać całe strony rzewliwych historyjek, żeby kogoś za serce chwyciły, już nie wystarczy krótki, rzeczowy, prawdziwy opis, tylko musowo ma być żałośliwa telenowela. :shake: Ciekawe, czy ludzie którzy decydują się na przygarnięcie psa pod wpływem takiej telenoweli naprawdę odpowiedzialnie podchodzą do rzeczy - i jak im się potem układa z psem który uparcie wyłazi z ram ckliwej virtual-rzeczywistości i rzyga, ma biegunkę, obszczekuje przechodniów, gryzie swojego dobroczyńcę albo ujada zostawiony sam w domu. :evil_lol: Jak sobie radzą z przejściem od internetowej różowej chmurki do realu? Interesujące.
-
"[B]Berek, [/B]nie rozumiem, jakie to ma znaczenie dla Ciebie? To nie strona o mnie ani istotna informacja" Ano, zdawało mi się, że tylko baaardzo [I]nieletnia [/I]nastolatka może na serio proponować porady dotyczące psów problemowych przez net - sorry, pomyłka. ;) Jakże znamienna dla naszych czasów zresztą - ale to taki mały off topic. :evil_lol:
-
[quote name='ayumi_666']Lekkomyślności właścicielki wręcz nie da się nie zauważyć, ale każdy problem da się rozwiązać i to wcale nie świadczy o disney'owym podejściu do rzeczywistości. Cała ta sytuacja wynika z błędów wychowawczych. Nadal uważam, że da się je naprawić np. w nowym domu, u boku nowego, odpowiedzialnego właściciela.[/QUOTE] Acha, a nowi, odpowiedzialni właściciele stoją w kolejce po tego zwierzaka... :evil_lol: Zważywszy na to ze jest on po prostu niebezpieczny, istnieje szalenie mały krąg ludzi którzy mogliby NAPRAWDĘ poddać tego psa resocjalizacji - a tacy którzy by mogli i potrafili, raczej pewnie nie będą chcieli - po co im taki kłopot?
-
Mówi się, że kobiety wieku nie mają ;), niemniej ośmielę się zapytać Autorkę o wiek.:lol:
-
Jeee..., trzeba było mnie uprzedzić, mam teraz opluty monitor... :lol: A co myślisz, takim herbatnikiem można wybić psiaczkowi oczko...! I w ogóle "psy nie atakują bez przyczyny" - ten pies wyczuł, że z owego dwulatka za wiele lat wyrośnie seryjny morderca, o. I zrobił społeczeństwu przysługę! :evil_lol:
-
Najdziwniejsze komentarze dotyczace waszych psów :) [2]
Berek replied to dog_master's topic in Wszystko o psach
[QUOTE]"Ej serio poszukanie trochę informacji o hodowli to jest jakiś wyczyn dla Ciebie?" [/QUOTE] W świetle ostatnich (mnożących się jak króliki) wydarzeń - robi się wyczyn. Bo trzeba szukać informacji pozakulisowych, ploteczek, szeptanka rządzi. Niestety. Ja tam mogę w tym dłubać, w sumie... wiem gdzie i jak. Ale przeciętny pan Kowalski naprawdę nie powinien być do tego zmuszony. [QUOTE]"Samo ZK przy nazwie hodowli można sobie o kant dupy rozbić, bo to nic nie znaczy"[/QUOTE] I DOKŁADNIE o to mi chodziło. [QUOTE]"ale dla mnie to był pierwszy krok w poszukiwaniu hodowli i nie wydaje mi się, bym musiała z tego powodu schodzić na ziemię." [/QUOTE] Ty pewnie akurat nie, ale wiele osób - i owszem. :evil_lol: Co widać jak się przeczyta ostatnie dwie strony tego topiku.