Jump to content
Dogomania

ewaka

Members
  • Posts

    887
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by ewaka

  1. No więc nieco spóźniona, ale uzupełniam zaległości, wybaczcie ale mam pełne ręce roboty... ;-) Zaczęło się wszystko w czwartek o 6 rano. Zerwaliśmy się szybciutko i pędem pognaliśmy do Gdańska. Oczywiście korki, przebudowy i zamiast na godzinę 11, byliśmy w okolicach godziny 13. Takatuka już na nas czekała pod schroniskiem i wydzwaniała z niecierpliwością. Pierwsze spotkanie – i od razu szok – Jaki on jest malutki! Po prostu skórka ściągnięta z charcika włoskiego, pyszczek wielkości piąstki a nóżki jak patyczki. W dodatku okazało się, że w schronisku nakarmili go jakaś papką z mielonymi kośćmi, wobec czego Lanci rzygał krwią, miał krwawe rozwolnienie i ogólnie nawet nie chciał spacerować, prawdopodobnie tak miał podrażniony i ściśnięty żołądek. Nie było w nim nic z tego dzikusa, odważnego dominanta – raczej zrezygnowany kawałek psiny, bez ochoty i siły do życia. Był śmierdzący i upaćkany własnymi odchodami i rzygowinami „po pachy”. W dodatku okazało się, że jak przyjechaliśmy to weterynarz właśnie sobie pojechał, a w książeczce Lancelota, nie ma żadnych adnotacji, czy Lanci dostał jakieś lekarstwa, czy nie. Takatuka wyprowadziła więc małego do nas, my wyciągnęliśmy Morfeusza i Zośkę, które w ramach komitetu powitalnego przyjechały z nami do Gdańska. Generalnie Zośka od razu pokazała mu gdzie „raki” zimują, a Morfeusz zachowywał się jakby młody dla niego nawet nie istniał. Taki – pies, nie pies, co to nawet nie ma się siły ruszać. Gdy w końcu udało nam się telefonicznie dorwać schroniskowego weterynarza, okazało się, że ten nawet nie wiedział, ze coś jest nie tak Lancim, i potwierdził, że poza szczepieniami 4 miesiące temu nic mu nie podawano i oczywiście postraszył nas – jaki to jest z niego kiler, co tylko drzwiami go trzeba ściskać. Wobec tego skontaktowaliśmy się natychmiast ze znajomymi z Nordkappu, którzy zaprowadzili nas do ich znajomej weterynarki. Musieliśmy szybko podać mu jakieś leki, żeby nie męczył się całą drogę, bo tak dopiero w nocy w Łodzi moglibyśmy mu coś zaaplikować. Ta, jak się okazało znała Lancelota już z opowiadań, leczy też starszą siostrę Lancelota, i słyszała już o „dokonaniach” tego malucha. Lanci oczywiście dał u niej pokaz swoich możliwości. Najpierw nie dał się wyciągnąć z klatki, kąsał, rzucał się, szalał. Potem wspólnymi siłami udało nam się z Dominikiem i Igorem wyciągnąć go z niej. Chcieliśmy mu założyć kantarek, ale wierzcie mi – nie udało się to żadnemu z nas. ;-) Igor, który sam ma kilka psów, a w tym 50 kg dużego psa japońskiego, walczył z małym jak potrafił (ktoś musiał robić za „tego złego”, a nie chcieliśmy, żeby kojarzył tego z nami.), ale wszystko na nic. W końcu zdecydowaliśmy, ze wepchniemy go spowrotem do klatki, i zastrzyki zrobimy przez siatkę. Po naciągnięciu smyczy z jednej strony i ogona z drugiej – jakoś się to udało, chociaż trwało to ładnych kilkanaście minut. Weterynarka stwierdziła, że życzy nam powodzenia, bo jej zdaniem ten pies nadaje się tylko do uśpienia. Nie bez kozery jest to tak rzadka i niepopularna rasa, i nie bez kozery poprzedni właściciel się go pozbył. Moje zdanie – na temat powodu, dla którego się go pozbył – jest trochę inne, ale o tym za chwilę – bo ja już na 90% znam powod, dla których pies został bezpański. W każdym bądź razie byliśmy już po tej wizycie strasznie zmęczeni. Ale przede wszystkim nurtowało nas to – w jaki sposób zapniemy go na smycz i jak wypuścimy w domu – skoro mały gryzie wszystko dookoła niego. ;-) W dodatku przy rzucaniu się w lecznicy wypiął się z szelek i oczywiście nie było chętnego, do zapięcia mu ich na nowo. ;-) Daliśmy mu więc trochę spokoju i pojechaliśmy do znajomych, który mają zamknięty kawałek pola ze ścianką wspinaczkową. Gdzieś tak około godz. 19 stwierdziliśmy, ze wyprowadzimy Lanciego przed taką długą drogą. I film rozpoczął się od nowa ;-) Młody nie dal się wyciągnąć z samochodu, z klatki, a gdy to się udało – wcale nie chciał zrobić siku, tylko nazad do auta. Oczywiście, wykutał się z puszorka i „luzem” skoczył do auta. Ze względów bezpieczeństwa psiego i własnego, musieliśmy mu jakoś założyć szelki, żeby w Łodzi, potem móc go wyciągnąć z samochodu i w ogóle jakoś z nim funkcjonować. Niestety, Lancelot miał inne plany, bo pomimo tego, że był generalnie słaniający się na nogach, rzucał się jak kotopies na wszystkich, którzy się do niego zbliżyli. Chłopaki założyli, więc po dwie pary rękawic monterskich i po długie walce, założyli kilerowi puszorek, kantarek i władowali g do klatki. Przy okazji Lanci nie omieszkał ukąsić z wielką pasją mojego Dominika. Ja stałam z boku i zastanawiałam się tylko - jak się będzie układać nasza wspólna przyszłość ;-), skoro do Lanciego nie można się zbliżyć, nie można go zapiąć i generalnie wszystko na „anty”. Po chwilowym załamaniu przyszło jednak otrzeźwienie. W drodze powrotnej (Lanci cały czas wymiotował krwią) doszliśmy do wniosku, że młody nie pojedzie z nami, tak jak planowaliśmy – w góry, bo przy takich konwulsjach, to tylko pogorszy jego samopoczucie. Gdy o 2 w nocy wróciliśmy do domu, Lancelot wyskoczył jakoś, z samochodu, ale nie miał już siły chodzić, chociaż nadal nie pozwolił się dotknąć. Zrobiliśmy mu więc posłanie na werandzie (tak aby mógł sobie wyjść na trawkę, gdyby miał ochotę. Jednak nadal (od godziny 14 – pod schroniskiem) nie zrobił siku, co nas zaczęło trochę martwić. Poszliśmy więc spać. Około 6 rano Lancelot ponownie wymiotował i załatwiał się krwią. Jednak był to ostatni taki ciężki krwawy „wypust”. Mineło 24 godziny, Lanci nadal nie sikał, ale przynajmniej udało nam się wyciągać go na mały spacer. Potem zaprowadziliśmy go do specjalnie przygotowanego dla niego kojca, gdzie czekało już na niego posłanie i jego pierwsze od długiego czasu – własne miski. Lanci położył się w rogu, i tak został. Czekał go już też pierwszy w domu – mały, dietetyczny posiłek. O dziwo, Lancelot wmłócił go z ochotą, po czym poszedł do swojej nowej budki. Co prawda, nie chciał nam oddać swojej miski. Ale to typowy objaw – i mamy na to swoje sposoby. Już tego nie robi ;-) Zdecydowaliśmy więc, że Lanci pozostanie w spokoju przez najbliższe dwa i pół dnia. W spokoju zapozna się z zapachami, z miejscem, odpocznie się, uspokoi. Karmiła go nasza sąsiadka, którą wcześniej zapoznaliśmy z Lancelotem, tak oby nie miała problemu z wejściem do kojca. Miała być czujna na wszystkie kupy, siku, jedzenie, brak jedzenia i być w ewentualnym kontakcie z vetem. Lancelot wpuszczał ją bez problemu, ale jak przyszła z mężem – omal nie rozniósł kojca, chociaż ledwo stał na nogach. Generalnie Lanci nienawidzi obcych facetów, a już broń boże żeby mieli coś w ręku. Wszystko to kojarzy mu się ze schroniskowym lassem. Ale wracając do tematu, w sobotę znów nic nie zjadł, za to w niedzielę – jakby wstąpiło w niego nowe życie. Zaczął wstawać, chodzić po kojcu, wtrząchnął całą michę. Okazało się, to chyba najlepszym rozwiązaniem, jakie mogliśmy zastosować, bo to co zastaliśmy przekroczyło nasze najśmielsze oczekiwania!!!! Nie ukrywam, że wracaliśmy ze Świeradowa do domu, z pewną taką niepewnością. Co tym razem nas czeka? Jak agresywnie przywita nas Lancelot? Czy da się pogłaskać? Czy da się zapiąć? W jakim w ogóle jest stanie? I teraz niespodzianka! Lancelot ucieszył się na nasz widok niesamowicie, całą swoją drobną posturką i psią niemocą. Merdał ogonkiem, przymilał się, wyraźnie się cieszył. Nakarmiliśmy go więc troszkę. (Karmimy go teraz ręki-robi to bardzo delikatnie i można mu wtedy gmerać przy pyszczku i zębach do woli). Zaczął tez powoli reagować na psy – które wpadły z impetem do swojego wybiegu obok. Przez pół nocy gadał z nimi przez siatkę. Gaspar wył do niego swoim basem, a ten ujadał całym swoim liskim pyszczkiem. Generalnie haszczaki są nim bardzo zainteresowane, ale nie przejawiają żadnej agresji, gorzej z Lancelotem, który raczej nie przejawia wobec nich sympatii, ale myślę, że to raczej kwestia strachu – w końcu one są większe i w dodatku jest ich tak dużo. Za to żywo jest zainteresowany Sunką i Zośką. Chętnie chce się z nimi bawić, kładzie się, podskakuje, wariuje. Po prostu niesamowite ;-) W każdym razie, tamtą noc spędził jeszcze w kojcu. Gdy rano w poniedziałek poszliśmy do niego, żeby „pogadać” i wziąć misia na spacer, Lancelot oszalał z radości, wył do nas, skakał, biegał wkoło. Przymilał się jak głupi, kład do pieszczot. W tej chwili mogę go głaskać już wszędzie – z jajkami włącznie ;-) Ściągnęliśmy mu w końcu szelki i założyliśmy normalną obrożę. BEZ PROBLEMU. Okazało się, że Lancelot zna komendy siad, daj łapę, noga, proś i generalnie jest bardzo posłuszny, drapie w drzwi, pokazuje, kiedy skończy się w misce woda. Oczywiście, jest strasznym łasuchem i za żarcie da się pokroić. Pracujemy nad tym i na razie wychodzi – zabieranie mu sprzed nosa michy z żarciem. Od czasu, gdy pokazaliśmy mu dom, nie chce nic innego jak mieszkać w domciu. A ponieważ nie zdążyliśmy zrobić do końca wylewki pod siatką, genialnie się do nas wykopuje. Zniszczył też całą siatkę, pogryzł ją i wymiętosił straszliwieCo prawda, zaraz się to skończy, ale świadczy o między innymi o tym, że Lancelot był strasznie rozpieszczony. Myślę, też, że było to jedną z głównych przyczyn tragedii tego psa. Pierwsi właściciele jak się domyślam, i z tego co widzę, po Lancelocie, po prostu go rozpuścili do granic niemożliwości, a kiedy pies zaczął dojrzewać, poczuł się pewniej, wszedł im na głowę. Więc gdy czegoś od niego wymagali reagował agresją. Na to oni reagowali swoją agresją, i stąd ten cały problem. Lanci wyglądał jakby nie znał słowa „nie”. Widać, że jest piesiem domowym, a nie kojcowym, ani podwórzowym, że leżał przy kaloryferku, był pępkiem świata i spał w łóżeczku. Do tego stopnia, że nie potrafi załatwiać się w kojcu, tylko trzyma, żeby wyjść na spacer. Widać też, że był karcony za zrobienie kupy czy za wymioty, bo natychmiast je zjada. Staramy się mu pokazywać, że na dworze jest to jak najbardziej porawne, i już się zaczyna przyzwyczajać do normalnego zachowania. Dziś w nocy spał w domu (bo baliśmy się, że i tak wyjdzie z kojca i zacznie drapać w drzwi) – i już dostał kilka spokojnych ale stanowczych reprymend. Próbował 3 razy zdobyć łóżko w nocy, próbował sznurować nochem po stole i w lodówce. Z nami jednak nie idzie mu tak łatwo.;-) Jak są pieszczoty, to są pieszczoty, ale pewne żelazne zasady obowiązują wszystkich – i o dziwo – Lanceot na razie przynajmniej - wydaje się je rozumieć. Wycofuje się na „fe”, nie ma już podnoszenia wary i tego typu sytuacji. Myślę, że powoli zaczyna rozumieć, że nie on jest tutaj Panem. Niestety, panem nie zostałam również ja ;-), Tylko Dominik, za którym Lancelot wodzi cały czas wzrokiem i Lanci jest na każde jego zwołanie. Strasznie go to cieszy, bo to miał być jego piesek, poza tym - to dla nas niezwykła sytuacja, bo generalnie poza jednym naszym haszczakiem – reszta jest raczej „głucha” i „ślepa”. ;-) W każdym razie na pewno nie jest to ostatnie słowo Lancelota, bo pewnie będzie za chwilę chciał zapanować nad wszystkim, ale na razie trzymamy rękę na pulsie. Teraz najważniejsze jest, żeby odzyskał zdrowie, stabilność psychiczną, większą pewność siebie i no i trochę masy, bo jest po prostu szkieletorem. Musimy też zacząć pracować nad jego wadami, może się uda chociaż trochę naprostować mu przednie łapki, bo ma je jednak lekko wykrzywione. Chciałabym też żeby Iwona go zobaczyła, ale myślę, że na to jeszcze trochę za wcześnie. Dzisiaj w nocy Lanci znowu dostał rozwolnienie, ale podejrzewam, ze jest to już kwestia bardziej zmiany pożywienia, niż większych problemów z żołądkiem. Nie ma już krwi, nie ma wymiotów. Jest za to niezły kontakt miedzy nami. Lancelot uwielbia noski-noski, liże nas po twarzy. Za to coraz bardziej rzuca się na haszczaki, także nie wiem, czy coś wyjdzie z haszczo-hokkaidowego porozumienia. Teraz czekamy, kiedy będzie go można wziąć na ręce i wsadzić do przyczepy, tak żeby mógł z nami jeździć. Może się uda, żeby kiedyś trenował razem z innymi w zaprzęgu, a jak nie zgodzi się z resztą - to będzie startował w velo ;-) Dominik za to się cieszy, bo to jedyny pies w całym stadzie, który akceptuje nas, ale nie ma zaufania do obcych. Już czekam na to, żeby zaczął pilnować swojego terenu ;-) A to się sąsiedzi zdziwią. ;-) Poza tym zaraz zacznę go sama kąsać, niech wie kto tu ma silniejsze zęby ;-) Sorki, za brak gramatyczności wypowiedzi, ale musiałam to jakoś na szybko wyrzucić z siebie. Dzięki wszystkim za kciuki, MATAGI ZA WSZYSTKIE AKITOWE RADY I DŁUGIE TELEFONY – na pewno jeszcze nie raz będą nam potrzebne!!!!!!! Bo widać, ze to cholera nad cholery. Takatuka – widzisz, już jest lepiej ! Ps. To chyba najdłuższy post jaki przez ponad dwa lata napisałam na Dogomanii ;-) Oki, idę sprzątać;-)
  2. Jestem nieco spóźniona, ale uzupełniam zaległości, wybaczcie ale mam pełne ręce roboty... ;-) Dajcie mi jakies 30 minut, smażę własnie historię ;-)
  3. Jeszcze tak raz - na szybciutko - udało nam sie w końcu zmusić Lanciego do wstania i przejscia się kawałek. Generalnie jest tak słaby i wycienczony ze słania się na nogach i prawie przewraca... Co dobre, od 8 godzin nie było wymiocin, zadnych, o krwi nie wspominając, co by oznaczało ze abtybiotyk zaczyna przynosic jakies efekty. Udało nam sie go zaprowadzic z werandy do kojca, odpiac smycz. Glaskanie - bez problemu. Ale jest tak wychudony i słaby, ze generalnie ma opoznione reakcje. (co nie przeszkodzilo mu tez wczoraj walczyc jak wsciekly byk o niezapinanie go na smycz). Niestety, nie sikał od 24 godzin. Psy go nie interesuja, a nasze psy sa zaintersowane, ale generalnie zero agresji, Lanci na razie nie przedstawia soba dla nich zadnego psa. Teraz odpoczywa, ma juz swoje miejsce i czuje sie tam widac bezpiecznie, jezeli w jego przypadku mozna w ogole mowic o "czuciu" się oraz o poczuciu bezpieczenstwa. ok, juz naprawde uciekam. Cala historia w poniedzialek, jak obiecałam. Wierze, ze bedzie dobrze. Zeby tylko nie był baaardzo chory...
  4. Nie miała baba kłopotu wzieła sobie Hokkaido ;-) naprawdę w tej chwili nie mam juz za duzo czasu, w każdym razie w poniedziałek napisze całą historię adopcji i wrazeń ze szczegółami. Bo jest ich duzo. Wrócilismy z Gdanska o 2 w nocy, a teraz szykujemy sie do Swieradowa... w kazdym razie Lancelot jest juz u nas. Trudna sztuka, ale jak my nie damy rady, to chyba nikt rady nie da... Na razie mały jest tak osłabiony, ze nie moze nawet chodzic ;((( Zdążył jednak już pogryźć Dominika (chociaż chyba i tak wybrał już sobie jego niż mnie... ;() W kazdym razie Lancelot to nawet nie pół nieszczęscia, to całe nieszczęście i to w dodatku niechodzące... Teraz sie oswaja z nowym otoczeniem, za chwilę wejdzie po raz pierwszy do swojego nowego specjalnie dla niego zbudowanego kojca... Problemem największym jest to - tak na szybko - ze nie mozna nic mu zrobic - dotknać - zapiąć kantarek, smycz, obrożę, czy puszorek... Kąsa jak opetany. W Gdańsku zrobił dwie wielkie dziury w podwójnych rękawicach monterskich, bo nie dało rady inaczej zapiąć mu czegokolwiek, zeby włożyć go do klatki. Najgorsze jest jednak to, ze moze być po porstu bardzo chory, weterynarz schroniskowy poddał nawet pod mysl PARVO! Dlatego nie jedzie z nami w tej chwili w góry tylko zostaje w odizolowaniu i na obserwacji... no to całuski, cała opowiesc w poniedziałek ps. Takatuka - przepraszam, ze nie zostalismy na pierogi, z pewnoscia były pyszne... dzieki jeszcze raz za wszystko ;_)
  5. A PROPOS KALENDARZA - TO JEST JUZ KALENDARZ PFSZPRP, razem z innymi imprezami teraz wygląda tak:(zebrany jest na naszej watahowej stronie) http://www.wataha.info.pl/kalendarz2004.html
  6. No własnie, ja pewnie zrobiłabym tak samo. Tak na dobrą sprawę powinien moim zdaniem zrobić każdy hodowca, bo w końcu to on przyczynił się do wydania na świat tego psa, wziął za niego odpowiedzialność i w dodatku wziął za niego pieniądze! Piszę, że zrobiłabym tak samo - bo raczej mnie to nie czeka. Znam siebie i chociaż czasem żałuję jak patrzę w oczy moim sukom, to wysterylizowałam je. Mogłabym w szczeniakach po nich widzieć te same wierne ślipia, gdy tych zabraknie - ale ja po prostu wiem, ze z manią prześladowczą tropiłabym tych, którzy wzięliby ode mnie szczeniaki. Jezeli w ogóle, bym komuś coś wydała... Mam jednak nadzieję, że kiedyś gdy już przyjdzie czas odmłodzić zaprzęg, spiszą się nasze chłopaki... Jeszcze rozumiem, że mogą być trudności, gdy chodzi o ONy, czy jamniki których są miliony (trudności z dotarciem do konretnego hodowcy, nieczytelne tatuaże), ale jezeli jest się de facto jedynym hodowcą tej rasy w Polsce, to jak się opiekuje cennym potomstwem świadczy samo za siebie... !!!!:x Dla mnie jest to bardziej świadectwo hodowcy niż tego faceta, co to go "gubił" kilka razy.... I wiesz, co? Mnie by było po pierwsze wstyd.. a po drugie chybabym spać nie mogła, jakbym pomyśłała, że jakieś moje "dziecko" siedzi za kratkami i czeka... Może jestem przerważliwiona, może hodowca ma swoje powody. Nie mnie to oceniać, ale trudno zrozumieć... A ja ciągle czekam na Dominika... niech już wraca...
  7. Sh, ale to co napisałaś właśnie pochodzi ze wzorca ;-) Tak, ale chodziło mi o to, ze charakterologicznie bliski jest akitom, wiec mam skalę "ciężkości", do której moge się choć trochę odnosić. In plus w tym przypadku wypada więc hokkaido, bo przynajmniej w wadze jest mniejszy ;-) In plus oczywiście dla mnie, bo Dominik to woli duuuuże psy. W to pierwsze - nie wątpię, że tak mogło być, ale z tym wyborem dobrego domu, to coś zaszwankowało chyba? Nie wiem czy piszemy o tej samej osobie. Nie znam jej osobiście i nie zamierzam jej niczego zarzucać, ale nie podoba mi się kilka rzeczy. Jesteś hodowcą, a gdybys w dodatku była jedynym hodowcą danej rasy w Polsce, chciala dla niej jak najlepiej - to nie przejmowałabys się losem swoich psów? Co byś zrobiła gdybyś dzisiaj, tu na dogomanii dowiedziała się, że jeden z twoich dawnych szczeniaków siedzi w schronisku i czeka na adopcję? Ja mam wrażenie, ten pies nie był sprzedany polujacemu myśliwemu ani miłośnikowi psich konkursów pracy! Co więcej, był sprzedany, bo znalazł się kupiec, za dobre pieniądze, bo nie ukrywajmy, że to nie sa tanie psy. W końcu jakby nie było urodziło się tych psów, w Polsce (dokładnie nie wiem) ale kilka lub kilkanaście. (Nie wiem ile było w miocie Lancelota) ale rok wcześniej było 5. Z teog co już się zoreintowałam, to hodoczwyni nie tylko nie jest zainteresowana psiakiem, ale też nie bardzo chce zdradzić komu psa sprzedała, choćby po to, żeby odebrac dokumenty. SH, dobrzre wiesz, że jeżeli zdecydujemy się na Lancelota (kwestia 24 godzin) - to z pewnością nie bedzie on domowym pupilkiem, chociaż nie ukrywam, że przyjemnie jest móc bez obaw sie potarzać z kazdym swoim psem, dać mu wylizać pyszczydło i zaskarbić jego pełne zaufanie. Ma być psem jak najbardziej pracującym, w obejsciu, a nawet i rekreacyjnie w zaprzegu - jak będzie dawał radę. Biegają akty, biegają japończyki, biegają WYŻŁY, biegają karelczyki i biegają łajki. Pobiegnie i hokkaido, chociaz zapewne wczesniej czeka go nieco inna praca... Nawet sobie myśle, że bieganie może być dla niego jedną z lepszych dróg resocjalizacji i adaptacji. A jeżeli nie zgodzi się z pozostałymi psami, a będzie miała zapał do pracy, będzie startował ze mną w velo. (skandynawka, to za dużo jak na mój obecny stan zdrowia ;-)
  8. SH - dzieki, to to ja też wiem ;-) Wzorzec mam po angielsku, po polsku, a nawet niemiecku ;-) (brakuje mi tylko po japońsku). Wzorzec niestety to nawet nie jedna milionowa tego co burzy się w głowie szpica, dobrze wiesz... chodziło mi raczej o jakies cechy typowe dla tylko tej rasy...., bo osobniczne jak mniemam - są dla nas wszystkich raczej nieprzewidywalne... Myslę i tak że łatwiej sobie poradzić z małym hokkaido, niż 50 kg DJP ;-), charkaterki może i takie same, ale masa bardziej "haszcza" niż "malamucia" (to tak dla porównania dla zaprzęgowców ;-) W każdym razie i tak dzieki, - Matagi i Takatuka - dzieki za info i kontakt, teraz muszę szybko leciej na konsultacje do lekarza, dam znać...
  9. ha, przypomniałam sobie gdzie mam jej telefon, własnie znalazłam biuletyn ZK z 2002 roku, wszystko jest...
  10. Jutro bedę w Łodzi, to skontaktuję się z p. Iwoną. Chyba, ze ktos ma mejla do niej? Mam telefon, ale tylko komórkowy (W Idei - ten na 501) ktoś wie czy jest aktualny? Może się uda przez ZK, ale u nas z uprzejmością Pań, nie jest najlepiej ;-)
  11. witam, mam do akitowców-znawców kilka pytań: Oczywiście, wiem, że nikt z was nie zna charakteru, przyzwyczajeń i reakacji Lancelota, i nie wszystko da się przewidzieć. Głównie chodzi mi o to czy jest nawet teoretyczna szansa na socjalizację w sumie już dorosłego psa TEJ RASY i "po przejściach" z innymi psami. My mamy sześć haszczaków, jest to dosyć zgrane stado, z których jednyne przejawy jakiejkolwiek agresji wykazują suki (i to głównie ta - właśnie oddana do nas w wielu nieszczenięcym - po prostu do dziś gdy ma okazję, to walczy o swoją pozycję w hierarchii stada). Psiurki mam wybitnie łagodne i nie dominiujące, więc o ich reakcję bałabym się najmniej. Oczywiście wiem, że czekałaby nas ciezka praca, której skutki mogą wcale nie okazać się dla nas pozytywne, ale docelowo chciałabym, żeby psy się przynajmniej tolerowały.. do tej pory udawało nam się to za każdym "dołożeniem" kolejnego psa, co nie znaczy, że i tym razem by sie mialo udać. Oczywiście w przypadku konfliktowych sytuacji, nowy pies mieszkałby odizolowany od innych psów, niemniej jednak, chciałabym ewentualnie zrobić wszystko, żeby móc w przyszłości bezkonfliktowo funkcjonować. Jak cześc wie, często wyjeżdżamy i mamy w zwyczaju podróżować razem z całym stadem, stąd nowy pies zasuwałby wszędzie z nami. CO do samego charakteru - to nie przeraża mnie on zbytnio - bo od jakiegos czasu zastanawialismy się powaznie nad kupnem DJP, uprzednio rozważając wszystkie za i przeciw. Inny potencjalny problem, nad którym się zastanawiam - to małe kundliczki. Mam je obecnie dwie. Jedną domową - naszą starą Zośkę "z kartonu" i przygarniętą dziką sunię, którą najpierw była postrachem wsi, a którą oswajalismy od stycznia - teraz do mnie gada, je mi z ręki, każe się pieścić i mieszka na naszej werandzie we własnej budce. Czy hokkaido nie miałby doń zapędów mysliwskich? Takatuka? Jak reagował na małe psy? Poza tym czy ktoś wie czy Lancelot mieszkał w bloku, czy jest przyzwyczajony do życia na powietrzu? Czy mógłby zamieszkać w ogrodowym kojcu? Może nawet lepiej, żeby przez pierwsze kilka tygodni przyzwyczajał się sam do nowego otoczenia, bez natarczywości mieszkania w domu, gdzie wszyscy się o siebie ocierają... Mamy wielki ogród, pole...mhm..., może nawet dałoby się go zapiąc do roweru rekreacyjnie? o zaprzegu akit i DJP wiem, ale taki mały hokkaido??? Mam teraz wiele czasu, więc mogłabym mu do końca roku poświęcić wiecej czasu niż zwykle... MHm... Czy ktoś mógłby mi przesłać jeszcze jakieś informacje np. o cechach zachowań dot. konretnie rasy hokkaido? czy się czymś szczegolnie wyróżnia spośród innych szpiców? czy można w jego przypadku przyszeregować go behawiralnie do "akit"?
  12. Dzisiaj dostaliśmy taki list: Witam. Mam straszny problem z moim psiakiem i być może Pan będzie w stanie mi pomóc. Z przyczyn zupełnie ode mnie niezależnych - finansowow mieszkaniowych (wylądowałem z cała moją rodzinką: żona + małe dziecko no i oczywiście psiak w małej kawalerce) muszę niestety wydać mojego pieska (syberian husky). A tak naprawdę to chce to zrobić bo widze jak strasznie się ten psiak męczy w bloku. Plany co do mojej przyszłości były troszkę inne - domek z dużym ogrodem ale niestety nic nie zapowiada aby tak miało być. A pies z dnia na dzień robi sie coraz bardziej apatyczny, ospały i generalnie widać po nim jak strasznie się męczy (niestety nie ma zbyt wielu okazji do wybiegania). I tu moja prośba - gdyby znał Pan kogoś kto przygarnąłby Homera (bo tak sie wabi). Zwracam się do Pana bo mieliśmy oferty przygarnięcia psa ale od ludzi z bloków, a ponieważ naprawdę zależy nam z żoną na znalezieniu psu dobrego miejsca woleliśmy odmówić. Wiem że być może pomyśli Pan sobie że kupiliśmy psa, trochę go mieliśmy i teraz nam się nagle odwidziało. Być może to tak wygląda ale zapewniam że wcale tak nie jest. Pies ma aktualnie około 3.5 roku więc nie jest to jak widać jakaś chwilowa zachcianka, tylko po prostu moja aktualna sytuacja życiowa mnie do tego zmusza. Byłbym wdzięczny za każdą pomoc. r.pietraszewski@epsilio.pl Mam także fotkę psa- Homer jest srebrno-biały, szczupłej budowy ciała
  13. tak, ale dzisiaj Szybszy napisał o Bieszczadach, a nie o Jakuszycach, o których część już wie od roku ;-))
  14. Basiu, to nie jest tak jak myslisz, to nie są żadne oficjalne, eiltarne zawody z czyjegos ramienia i dla wybranych, tylko towrzyskie spotkanie w formie zawodów. Zawody nie są reklamowane, ani nigdzie nie wisi zaproszenie na nie. Nie są ujete w żadnym kalendarzu, ani grafiku. To tak jakby dogomaniacy sobie zrobili spotkanie i zawody np. w Morsku. Jest to mozliwe, prawda? Znajdz sponsora na 40 osób i zaproś znajomych - będziesz miała to samo, o nic innego nie chodzi. Żadna tam elita, grono osób zaproszonych.
  15. I jeszcze – to nie znaczy, że przyczepa z PCV i aluminium jest gorsza – wręcz przeciwnie, ja podaję po prostu optymalne rozwiązanie, jak chce się zrobić przyczepę mniejszym kosztem. Jest oczywiste, ze PCV jest trwalsze niż jakiekolwiek OSB, które tak czy inaczej w końcu zacznie niszczeć. Niestety także i o wiele droższe. Pisząc o tej przyczepie z PCV miałam na myśli to, że jej lekkość + fatalny rodzaj zawieszenia – dawał kiepski komfort jazdy psom i kierowcy. Być może gdyby zmienić jej zawieszenie i wsadzić tam 6 malamutów – wszystko będzie grało... Z kolei ta druga przyczepa którą pożyczaliśmy – była na dwa malamuty (ale wchodziło do każdego boku po 3 haszczaki ;-)) – była spawana z profila, zorbiona z podwójnego oSB izolowanego styropianem etc. Ważyła chyba z 250 kg ;-))) Wazne jest to, że tez przewidywać – przyczepę odnośnie ilości psów – my mamy na osiem i jest oczywiste, że 160 kg psiny + 100 kg przyczepy to już jest konkretna masa. ;-) Wiec im więcej psów, tym przyczepa powinna być lżejsza w miarę swojej możlwiości i stabilności – więc na więcej psów OSB czy inne wióry odpadają. My wybraliśmy metodę „kombinowaną” i chyba w miarę niedrogą. Niestety nie ma teraz zdjęć przyczepki, bo sa u Novej, ale czekam aż mi przyślę.
  16. No wiec tak, przyczepa ma ok. 2 metrów długości i 156 szerokości. Konstrukcja spawana z kątownika (profil – byłby dwa razy cięższy.). Ożebrowanie jest na osiem boksów i idzie tak jak one. Dół – płyta OSB – ale od spodu – jeżeli jest na samej ramie – to musi być jeszcze cienka cynkowana blacha lub cienka płyta PCV, żeby nie zamokło – to zrozumiałe. Jeżeli masz tylko nadstawkę – to nie jest to chyba konieczne. Górę mamy z PCV (zawsze lepiej, żeby dach był nie przemakalny, nie puchł, etc- w końcu to on przyjmuje najwięcej wilgoci i najwęcej tak zostaje deszczu i sniegu). Jak dobrze poszukasz, to taki dach będzie niewiele droższy od grubiej płyty OSB. Tył+przód+burty są z pomalowanej płyty OSB (świetnie wytrzymała uderzenie TIRa - ) jak część wie – to mamy już przetestowane. Co mamy ważne – w środku nie mamy ścianek działowych z płyt, tylko tak jak Henio Marzec – całość jest dospawana do kątowników z takiej kratki-siatki (można ją kupić np. w Castoramie w takich arkuszach 1m na 2m). W ten sposób wszystkie nasze psy się widzą – to w naszym przypadku je uspokaja, poza tym jest większa cyrkulacja powietrza, no i przede wszystkim – oszczędzasz na wadze przyczepy. Takie sztywne kratki są lekkie, a konstrukcja z płyt OSB – które nie ukrywajmy – ważą nieźle, byłaby za ciężka. Z resztą ta kratka i tak wychodzi chyba taniej. My z tej nieco cieńszej mamy środkowe ścianki, a z tej grubszej, sztywniejszej - zrobiliśmy drzwiczki do boksów. Także jak podniesiemy obie burty do góry, to widać same kraty i psy. (Poza tym jak zrobisz ścianki szczelne z OSB, to najpewniej woda w zimie będzie ci ciekła po ściankach... skrapla się jak cholera...) Oczywiście w obu burtach – są wywietrzniki do każdego boksu. Teraz jeżeli chodzi o materiały – alu listwy wykończeniowe do płyt, burt i ścian – są cholernie drogie, z resztą te z PCV w sklepach były niewiele tańsze. A potrzeba ich przecież kilkanaście metrów, jak nie więcej. Wynaleźliśmy wiec tzw. Listwy startowe do paneli, z PCV, które idealnie pasowały do naszych płyt – pomalowaliśmy na czarno i jest miodzio. To samo zrobiliśmy z wywietrznikami – najpierw chcieliśmy te aluminiowe, ale cena kilkudziesięciu złoty za sztukę nas zabijała za każdym razem, mamy więc okrągłe łazienkowe „bulaje” za 2,5 zł ;-)) Boksy są mniej więcej takiego wymiaru jak klatki wystawowe – 75 długie, 50 szerokie, 60 wysokie. Pies w niej nie lata na boki, Ale może się przewrócić na drugi bok. Cała przyczepa jest pomalowana Hameritem – takim młotowym szarym, świetnie wygląda i jest bardzo trwały. Dodatkowo zabezpiecza OSB. CO do płyt OSB, to polecam je kupować w Łodzi, w OBI, bo jest to jedyne miejsce, gdzie nie trzeba kupować całych wielkich płyt i kombinować, co tu z nimi potem zrobić, tylko płacisz tylko za kawałek, który sobie wymierzyłeś, i kupujesz. CO POLECAM ZAWSZE! Dominik zawsze testuje każdą przyczepę, w której przewozimy psy. Ładuje się do klatki, a ja go wiozę po wybojach. Stwierdziliśmy ze musimy wiedzieć, jak zachowują się psy podczas drogi i jak wygodna jest przyczepa. Jeżeli dacie radę się do niej wpakować – zrobicie to – przeżycie jest nieziemskie, i nie ma co ukrywać, że w samochodzie psiakom jest wygodniej ;-). W każdym razie jest to sposób przede wszystkim na przetestowanie zawieszenia. Generalnie nasze psy bardzo lubią podróżować, i chętnie wskakują do przyczepy, a to chyba najlepszy znak, na to czy jest im wygodnie. W każdym razie nie maja np. sensacji żołądkowych, a w przypadku tej lekkie przyczepy z PCV na sztywnym zawieszeniu która pożyczaliśmy, wszystkie psy nie najlepiej się czuły. Aha, ciągle rozważamy kwestię wywietrzników tylnych lub kominków na górze. W różnych książkach różnie piszą, i maszerzy też są w tej kwestii podzieleni. Jedni uważają, że to tylko zapędza spaliny do przyczepy, a inni, że wręcz odwrotnie... Wywietrzniki boczne, tj. na burtach są na pewno najbezpieczniejsze dla psów. Nam wystarczają, więc na razie zrezygnowaliśmy z kontrowersyjnych dziurek z tyłu lub na górze. Oczywiście na dachu sa trzy listwy, do których są przymocowane szyny do przewozu sań i wózka.
  17. Rano wszystko pomierzę, to dam znać na DGM. Nasza przyczepa na 8 psów kosztowała nas jakieś 1300 zł, z czego 450 sama przyczepa (wykorzystalismy z niej tylko podwozie i lampy). (Gdyby była cała z PCV + wykończenia aluminiowe - zamkęlibyśmy się w 2200 zł. ) Sprawdza się świetnie. z dośwadczenie wiem, ze przy konstrukcji własnej przyczpey nawjażniejsze jest zawieszenie i wyposrodkowana waga. Jeźdzliliśmy z pozyczanymi przyczepami, ale albo były za lekkie, albo z za ciężkich materiałów. Niedobra jest też ośka na której kólka nie pracują odzielnie tylko razem. wtedy przyczepa podskakuje jak ping pong na każdym wyboju - fatalnie. My mamy odzielne zawieszenie kazdego koła - i jest gites.... papaty
  18. Szukając domu dla tych haszczaków powyzej, dostałam informacje od znajomego maszera o innych rodowodowych huskich do adpocji. Mysle, że Darek sie nie obrazi jak zamieszcze tu info, bo chyba sam szuka dla nich domu. To jakiś jego znajomy. Są to trzy husky (2 suki i pies - wszystkie 4-latki) rodowodowe - biegały w zaprzęgu ale nie na zawodach. Ma je ksiądz w okolicy Krakowa. Wystawiane na wystawach-mają jakieś wyniki. Odda w dobre ręce w komplecie. Info dostałam i wiecej informacji pod adresem: d1husky@op.pl
  19. Witam serdecznie, nie wiem czy to ogłoszenie może się tutaj znaleźć, ale w końcu te haszczaki szukają domu i lepiej jakby znalazły dobry, a nie byle jaki... Właśnie się dowiedziałam, ze pewna moja znajoma chce się pozbyć dwóch swoich huskich, lub tylko psa. Właściwie to zmusza ją do tego mąż, który ma już definitywnie dosyć wybryków obu piesków. Pieski są z rodowodami, więc właściciele chcą za nie jakieś pieniądze, ponoć nieduże ale zawsze. Naprawdę nie wiem jakie, ale uprzedziłam ją - że jezeli oczekuje zapłaty, to raczej nie będzie może ona być spora. Więc stanęło na tym, że od osób ktore byłyby zainteresowane, oczekuje propozycji, i zapewnia ze sie dogadają. To też zależałoby od tego czy ktoś chciałby samego pieska, czy oba husky razem. Sunia jest z tego co pamietam ruda, sześcioletnia i po czeskich rodzicach. Była kilkakrotnie wystawiana. Piesek skonczył własnie 4 lata, jest czarno-srebrno-biały, brązowooki i pochodzi z jednej z polskich hodowli. Nie biegały dotąd w zaprzegu, co nie znaczy, że nie mogą w nim biegać. Pieski są trochę rozpuszczone i jak mówi właścicielka - musza isc w dobre rece. Są przyzwyczajone do ogrodu i pewnego rodzaju luzu, wiec ktos z bloków, mógłby miec z nimi problemy. jeżeli ktos byłby zainteresowany, piszcie do mnie, podam wam wiecej szczegółów i namiary na psy. pzdr. ewaka
  20. W Łodzi w okolicach Bronisina-Rzgowa-Wiskitno-Carrefoura przybłąkał się młody pies rasy alaskan malamute. Ma około 1,5 roku, ale może rok, a może dwa. Na pewno nie ma tatuażu w uchu. Jest wychudzony, ale przyjazny. Na pewno jeżdził samochodem. Jeżeli nie znajdzie się własciciel piesek trafi do jednego z łódzkich schronisk - właśnie trwa poszukiwanie dla niego tymczasowego lokum, ale jeżeli się nie znajdzie - będzie musiał trafić na Marmurową lub na Kosodrzewiny.(schroniska) Pieska widział Za Horyzontem - także gdybyście byli zaintersowani jego adopcja, lub gdyby znalazł się właściciel, gdybyscie moze trafili na jakieś ogłoszenia które pasowałyby do tego opisu, kontaktujcie się z ZH lub ze mną. ewaka
  21. choodzi o to ze poza normalnymi federacyjnymi zawodami, odbedzie sie tez rywalizacja wsrod juniorów, tez punktowana. wiecej o tegorocznej woronie na: http://www.wyscigi.worona.pl/common/d_index.html
  22. SH, nie narzekaj, ;-) Trzeba się cieszyć po pierwsze z tego, że komus w ogóle chce się robic zawody (tym bardziej że nie mają obowiązku federacyjnego), a poza tym cieszyc się, że będą jeszcze jedne zawody w zimie, kiedy jest najwieksza szansa na snieg, a że wtedy niektórzy uczą, lub się uczą - to już tak to wypada... Inni też przecież pracują... ;-) W ubiegłym sezonie istniało realne zagrożenie, ze odbedą się tylko 2 zawody na śniegu.... ;-( los był dla sprintów trochę łaskawszy, ale midy odbyły się tylko 2...
  23. mamutki, nie ma za co. rzeczywiście kiedyś tu było o wiele wiecej AM, teraz jakoś się wykruszyli. Co do waszej lokalizacji - na Śląsku chyba rzeczywiście haszczaki znacznie przeważają ilosciowo malamutki. ;-)
  24. dziewczę na Śląsku jest conajmniej kilka klubów. M.in. Travois, Polarex, Husky Fan Katowice (są malamuty). Dalej w kierunku Lublińca - Extreme, w kierunku Kędzierzyna - Cze-Mi gdzie jest też wiecej mamutków, niż haszczaków. Wiele osób z tego forum jest też ze Sląska trenuje samodzielnie lub razem - Grześ, wiosna, husky-regan. Z Travois jest bodaj SH i Andrew. Jezeli mam aktulane dane to podaję ci kontakty: Siberian Husky Club "POLAREX-KATOWICE" ul. Podchorążych 3/10a 40-043 Katowice tel. (032) 2515539 www.polarex.republika.pl Stowarzyszenie Miłośników Psów Zaprzęgowych "HUSKY FAN KATOWICE" ul. Kołodzieja 2 40-749 Katowice Stowarzyszenie Miłośników Psów Zaprzęgowych "TRAVOIS" ul. Głogowa 9d 40-750 Katowice tel. (032) 3539248 www.travois.kom.pl e-mail:travois@interia.pl LZS Odrzanka Sekcja Psów Zaprzęgowych Cze-Mi ul. Kozielska 6/1 47-244 Dziergowice www.czemi.w.pl e-mail:atomek10@xl.wp.pl
  25. A tu normalnie już coś dostałam..... Po ubiegłorocznych zawodach w tym samym czasie w Sieradzu i w Baranowie, tym razm POSSPZ i "Traper" się pospieszyli i już ogłaszają swoje zawody. To otrzymałam wczoraj, może ktoś się wybierze: Sportowy Klub Psich Zaprzęgów Traper zaprasza na VI OGÓLNOPOLSKIE OTWARTE WYŚCIGI PSICH ZAPRZĘGÓW KURPŚ 2004 Zawody odbędą się w dniach 23-24 października 2004 r. w Baranowie pow. ostrołęcki woj. mazowiecki, na terenie Kurpiowskiej Puszczy Zielonej. Urozmaicona trasa o długości 2x około 5 km przebiegać będzie po częściowo zalesionym , nieco pagórkowatym terenie . Zgłoszenia prosimy przesyłać do dnia 17 października br. na adres: Sportowy Klub Psich Zaprzęgów ,,TRAPER", Łęg 27 06-210 Płoniawy. email: merkambertaner@o2.pl Opłata startowa w wysokości 50 zł płatna przed startem. Zapewniamy suchy prowiant i dwa gorące posiłki Szczegółowych informacji udziela Ewa Nowak tel. kom. 0 606286095 PROGRAM ZAWODÓW SOBOTA 23 października 2004 r 1200 - 1400 przegląd techniczny i weterynaryjny 1400- oficjalne otwarcie 1430- start pierwszego zaprzęgu około 1730 - koniec pierwszego etapu wyścigu Przewidujemy dodatkowe atrakcje w czasie trwania zawodów NIEDZIELA 24 października 2001 r 800 - 900 wyrywkowy przegląd techniczny i weterynaryjny 900 - start pierwszego zaprzęgu około 1200 - koniec drugiego etapu wyścigu około 1300 - oficjalne zakończenie zawodów Na prośbę organizatora, zawodnicy zobowiązani są do przedłożenia rodowodów oraz książeczek zdrowia wszystkich psów z aktualnymi szczepieniami. Pies nie posiadający w/w dokumentów nie będzie dopuszczony do zawodów. Na terenie zawodów obowiązuje bezwzględny zakaz sprzedaży zwierząt. W przypadku nieterminowego zgłoszenia, nie zapewniamy kompletu upominków. BAZA NOCLEGOWA :* HOTEL: MOSiR tel . (0 - 29) 760-68-89 OSTROŁĘKA HOTEL: ,,Energetyk" tel. (0 - 29) 760-49-74 Gospodarstwa Agroturystyczne Kłodkowska Teresa - 0 602 427 397 CZARNIA Samsel Dorota - . (0 - 29) 772 7087 Komosa Elżbieta –(0-29) 761 6751 Czarnotrzew 45 Bieńkowski Stanisław 0 607 689 194 Oborczyska 74 Grabowski Mieczysław (0-29) 592 02 58 Urszula Sęk-Spychalska - (0 - 29) 760 68 75 Przystań · Organizator nie pośredniczy w rezerwacji noclegów – ewentualne dodatkowe informacje - Robert Domurad GOKSiR Baranowo (0-29) 761 36 76, kom. 602 29 75 29 Zawody rozgrywane są wg. regulaminu POZSSPZ. (Przypominamy o obowiązku startu w kaskach w klasach: bikejorig i na wózkach) Niżej podpisany oświadcza , że bierze udział w zawodach na własną odpowiedzialność oraz bierze na siebie odpowiedzialność cywilną i finansową za spowodowane wypadki i ewentualne szkody spowodowane przez jego psy. Przesłanie podpisanego zgłoszenia zobowiązuje zawodnika do przestrzegania regulaminu wyścigów oraz do uiszczenia opłaty startowej bez względu na to, czy zawodnik wystartuje. Na zawody będą przyjęci zawodnicy , których zgłoszenie zostało wypełnione czytelnie i własnoręcznie podpisane.
×
×
  • Create New...