spike1975
Members-
Posts
512 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by spike1975
-
ja tak właśnie podejrzewałem. że wy macie jakąś nową definicję "szkolenia tradycyjnego", zupełnie "nietradycyjną". w związku z muszę wygłosić oświadczenie: otóż oświadczam że nigdy nie protestowałem przeciw szkoleniowcom takim jak bart bellon czy knut fuchs ani żadnym innym stosującym ich metody. metody polegające właśnie na "faszerowaniu" pieska smakołykami żeby za nami biegał i robił to co chcemy. nie przeszkadza mi absolutnie zastosowana przez takich ludzi sporadycznie i w uzasadnionych przypadkach awersja. koniec oświadczenia w polsce zawsze "szkolenie tradycyjne" oznaczało to co pisałem w poprzednim poście. metody oparte prawie wyłącznie na "korektach". może wy jesteście za młodzi żeby to pamiętać albo co ale tak to właśnie wyglądało. na takie szkolenia nie przyjmowało się psów młodszych niż 6 miesięcy bo nie były wystarczająco odporne psychicznie aby takie szkolenie znieść. starszym też nie robiło ono zbyt dobrze, choć posłuszeństwa się nauczą. i konsekwencje w społeczeństwie są takie jak opisywałem - masa ludzi drze się na psy i je szarpie bo uważa że tak trzeba psy szkolić. i wciąż jeszcze jest bardzo dużo szkół stosujących takie metody (np ta w której ja byłem, szkolenie polecane na stronach ZKwP). podejrzewam że w tym znaczeniu o którym wy piszecie, czyli absolutnie bez jakiegokolwiek przymusu, to szkół pozytywnych nie ma w polsce w ogóle albo prawie w ogóle. pana gałuszkę to sam widziałem jak na filmiku korygował psa tą swoją "behawioralną smyczą treningową" a co do innych to nie wiem. podejrzewam że szkoleniowiec psów kataszy też stosuje korekty a mimo to uważa się za POZYTYWNEGO. dlaczego? ano dlatego że "tradycyjny" oznacza to co ja piszę że oznacza a nie to co wy. no bo jeżeli nie i "tradycyjny" to jest ten z waszych filmików to jaki jest ten o którym ja mówię? a zapewniam was że takich szkół jest ciągle sporo a 20 lat temu takie były wszystkie albo prawie wszystkie. dlatego nazywam to zresztą "szkołą tradycyjną". a może właśnie wy dlatego twierdzicie że "nie ma szkół tradycyjnych i pozytywnych tylko dobre i złe" bo faktycznie jeżeli rozumiecie te pojęcia tak jak widać to taki podział rzeczywiście jest niedorzeczny. ale zapewniam was że jeżeli zmienicie definicję na bardziej odpowiadającą rzeczywistości czyli "tradycyjne" jest to co opiera się na metodach stosowanych "tradycyjnie", wiele lat temu to podział zaczyna mieć sens. no oczywiście oznacza to też że "tradycyjna" szkoła nie jest się w stanie obronić bo jest zwyczajnie przestarzała i nieskuteczna.
-
przepraszam bardzo ale jeżeli ten film z panem Knutem Fuchsem różni się czymkolwiek od szkolenia pozytywnego to weźcie mnie posiekajcie i rzućcie psom na pożarcie. szkoleniowiec "tradycyjny" nie "faszeruje" pieska smakołykami wyciąganymi z kieszeni. on takimi metodami "przekupowania psa" gardzi. szkoleniowiec tradycyjny prowadzi psa przy nodze na smyczy a jak pies nie chce iść to szarpie go smyczą i krzyczy "równaj". oczywiście jak to nie pomaga to zakłada kolczatkę. zresztą że nie jest to "szkolenie tradycyjne" świadczy również wiek psa. na szkolenie tadycyjne nie przyjmowało się nigdy psów młodszych niż pół roku żeby ich tymi "tradycyjnymi" metodami nie wykończyć. a ten maliniaczek ma 4 monaten co w obcym języku znaczy 4 miesiące.
-
zazwyczaj zwolennikami "szkoły tradycyjnej" są prymitywy bez rozumu którzy skoro nie potrafią dotrzeć do psa to nie chcąc uznać swojej niekompetencji wolą go zastraszyć. możemy się takimi tekstami przerzucać ale czy o to wam chodzi? ja na wasze nieszczęście nie jestem psem, mi nie założycie kolczatki żeby mnie zmusić do uznania waszych racji. mnie możecie najwyżej próbować przekonywać a z tym idzie kiepsko bo jesteście zupełnie nielogiczni w waszych wypowiedziach. chcielibyście sami klasyfikować szkoleniowców bynajmniej nie o jakiekolwiek obiektywne kryteria a w oparciu o wasze widzimisie. na zasadzie takiej jak pisałem wcześniej: dobry szkoleniowiec szapie psa na kolczatce - szkoła tradycyjna zły szkoleniowiec szarpie psa na kolczatce - "coś innego" bynajmniej nie "szkoła tradycyjna" jak ja mogę uznać taką durną i stronniczą klasyfikację? jaka w tym jest logika skoro metoda ta sama? jednocześnie twierdzicie że "pozytywni" to samo zło wymachujące serdelkami i ciskacie gromy na tych ludzi choć jest masa zadowolonych klientów takiego np gałuszki. na to odpowiadacie "marketing" nie biorąc pod uwagę że marketing to może przyciągnąć kogoś do szkoły ale nie może sprawić żeby był z niej zadowolony. ja sam do szkoły o której pisałem poszedłem z powodu jakiegoś tam "marketingu". ta szkoła była polecana na stronie ZKwP. i gorzko się rozczarowałem. nigdy jej nie będę chwalił. ja nie jestem ich w stanie bronić bo sam nigdy żadnej pomocy ze swoim psem nie potrzebowałem ale są setki filmów na youtube pokazujących pracę tych ludzi. chcecie mnie przekonać? pokażcie mi jak pracują "tradycjonaliści" bo obrzucaniem "pozytywnych" błotem na pewno mnie nie przekonacie. ja absolutnie nie zgadzam się z siłowymi metodami stosowanymi przez cesara millana na przykład. wielokrotnie jak oglądałem jego programy to uważałem że powinno się wiele rzeczy zrobić inaczej i taka np victoria stilwell (żeby pozostać w gronie tv show) robi to inaczej i wcale nie gorzej. też radzi sobie z agresją nie uciekając się do przemocy. ja nie twierdzę ze zawsze się da. w ogóle nie jest tak że każdego psa da się zresocjalizować ale wasz jednostronny punkt widzenia jest dosyć niesmaczny. obrzucanie błotem i zwykłe chamstwo zaprezentowane na pierwszych stronach tego wątku wobec gałuszki na pewno świadczy o "otwartym umyśle". ja nie wiem jak pracują "tradycjonaliści" jeżeli tak jak cesar millan to źle. typowe scenki jego konfrontacji z warczącym nad miską psem są czymś absurdalnym. a wy niestety nie jesteście skłonni pokazać mi tego, natomiast jesteście skłonni do szyderstw z filmów umieszczanych w necie przez "pozytywnych". a żeby było śmieszniej to jest zarzut wobec "pozytywnych" z pierwszego wątku. że to oni: tymczasem to właśnie filmy z "pozytywnych" szkoleń można oglądać praktycznie wszędzie a cały ten temat skupiony jest wyłącznie na tym aby wyszydzić i ośmieszyć metody pozytywne bez żadnej propozycji w zamian. bo nie traktuję poważnie propozycji "przyjedź do marka fryca i se obejrzyj". mamy XXI wiek. skoro "pozytywni" potrafią swoje filmy umieszczać to dlaczego "tradycyjni" nie?
-
ale umiejętność robienia sztuczek nie ma nic (albo niewiele) wspólnego z wychowaniem. można mieć świetnie wychowanego psa, zrównoważonego, spokojnego i posłusznego który w ogóle nie robi żadnych sztuczek. a z drugiej strony możliwy jest pies który zna rozmaite sztuczki, jest na robienie sztuczek "nakręcony" a nie potrafi spokojnie zachować się w obecności innego psa. co tu mają sztuczki do rzeczy? oczywiście uczenie sztuczek jako element "pracy z psem" to fajna rzecz ale chyba nie powiesz że nauczyłaś tego psa sztuczek przez "glebowanie" go?
-
na youtube są filmiki takiej laski "kikipop" która szkoli psy w ten sposób jak ty piszesz. nie używając w stosunku do nich nawet slowa "nie". nie wiem jak ona rozwiązuje problemy z agresją itp, może jakoś rozwiązuje. ale moim zdaniem trochę to przesada żeby uważać że "pozytywnie" to tylko wtedy gdy pies nie ma nawet obroży i smyczy. trąci to mocno doktrynerstwem. bo w ten sposób to wszystko inne, powinniśmy nazwać "szkoleniem tradycyjnym". a wg takich kryteriów to by się okazało że w polsce w ogóle nie ma "pozytywnych" szkoleniowców bo każdy zastosuje jakiś rodzaj przymusu (choćby obrożę). ja uważam inaczej. dla mnie szkolenie pozytywne to takie w którym DOMINUJĄCE jest motywowanie psa, wzmacnianie dobrych zachowań. czy to przez przysmaki, zabawę czy jakkolwiek inaczej. natomiast kary i przymus są stosowane wyjątkowo i bardzo ostrożnie. no i automatycznie "tradycyjne" szkolenie jest tego przeciwieństwem - dominują kary (słynne "brak kary jest nagrodą") a nagrody i motywowanie stosowane jest wyjątkowo. czyli np ta pani u której byłem na szkoleniu gdzie jedyną przewidzianą nagrodą było powiedzenie od czasu do czasu "dobry pies" i poklepanie psa (bo głaskać nie wolno). no to mogę jej przedstawić mojego. to jest nieprawda. istotna jest intensywność bodźca. oczywiście że jeżeli jest "zafiksowany", będzie bez smyczy i przebiegnie mu przed nosem zając to możemy sobie machać czym chcemy. ale jeżeli pies będzie na uwięzi (pozbawiony możliwości pościgu), bodziec będzie mało intensywny a nagroda odpowiednio atrakcyjna to wiele rzeczy da się zrobić więc tego rodzaju szyderstwa są co najmniej nie na miejscu bo to po prostu zależy od indywidualnego przypadku no i oczywiście od umiejętności szkoleniowca. ale na pewno nie jest to niemożliwe. jak już pisałem wielokrotnie ja wcale nie jestem przeciwnikiem rozsądnie stosowanej awersji. trochę jednak mnie zniesmacza wasza postawa polegająca na tym że bez tego "glebowania" i kolczatki to ani rusz. że nic innego na pewno nie zadziała a próbowanie nagrodami to już jest w ogóle śmiechu warte. taka ideologia z daleka pachnie "betonem" który się "zafixował" na tej przemocy i niczego innego używać/próbować nie ma zamiaru.
-
twoje kasyfikacje szkoleniowców to też jest tylko twoja sprawa. a że są idiotyczne i nielogiczne to już ci udowodniłem w poprzednim wpisie. tu sie chyba trochę zapędziłas. przecież wiedza powszechnie obowiązująca na tym forum to że "szkoleniowiec tradycyjny" doskonały jest i basta. jak nie jest doskonały to przestaje być "szkoleniowcem tradycyjnym" wg powszechnej opinii dogomaniaków. i w ten sposób "tradycyjne" szkolenie psów jest najdoskonalszym z możliwych a wszelkie inne próby są śmieszne i godne pożałowania. np cos takiego: jakież to niesłychanie śmieszne, próbować takich rzeczy. podczas gdy każdy rozsądny dogomaniak wie że należy psa dorwać, zglebić, skopać, obwiązać drugem kolczastym i na trzy dni powiesić na drzewie.
-
przekomiczne są te wasze teoryjki. niestety czy to się wam podoba czy nie to ten "bęcwał" używa waszych, "tradycyjnych" technik. ci ludzie którzy maltretują psy w kolczatkach i wrzeszczą na nie to właśnie "tradycjonaliści", nie możecie się odżegnać od nich wmawiając mi że "tradycjonalista" to tylko "dobry szkoleniowiec" a taki którego ja opisałem to już nie jest "tradycjonalista" tylko bęcwał. skoro sami zdefiniowaliście "pozytywnego" jako tego który nie używa kar to per analogiam ten który kar używa (i nadużywa) musi być "tradycjonalistą". no bo kim innym? no po prostu śmieszna jest próba wmówienia wszystkim ze "szkoła tradycyjna" używa UMIEJĘTNIE kar i nagród. a taki który używa tego nieumiejętnie to już do tej "szkoły" nie należy. naprawdę nie widzicie absurdu takiego rozumowania? przecież właśnie z postępowania tych ludzi wziął się ów "czarny PR" o którym jest mowa w pierwszym poście. to nie jest tak że grupa jakichś oszołomów wymyśliła sobie że nie powie złego słowa swojemu psu tylko obserwując zachowania wielu "szkoleniowców" ich brutalność i nadużywanie przemocy znaleźli się ludzie którzy uznali że można inaczej. że nie trzeba psa "glebować" jak tego chce a_niusia tylko można nawiazać z nim kontakt nie oparty na brutalnej sile i przemocy fizycznej. no i okazuje się że to działa. oczywiście są tacy którzy przesadzają. są słabi szkoleniowcy "szkoły pozytywnej" co do tego nie ma wątpliwości. ale o ile ja muszę przyznać że nieudolny pajac z parówką nie potrafiący sobie poradzić z agresywnym zachowaniem jakiegoś psa to "pozytywista" to wy musicie przyznać że ograniczony sadysta widzący rozwiązanie każdego problemu w kolczatce i "glebowaniu" to "szkoła tradycyjna". i tu wracamy do tego o czym ja piszę od paru stron. jestem zwolennikiem "szkoły pozytywnej" ponieważ uważam że w polsce stosuje się o wiele za dużo tej "awersji". byle co jest powodem do zakładania kolczatek, do szarpania i do krzyków. jestem zwolennikiem metody, technik jakie stosuje własnie pani zofia mrzewińska. metody w której jest miejsce na korektę, na postawienie granic ale o wiele więcej jest miejsca na nagrodę, pochwałę, zabawę, na nawiązywanie więzi z psem a nie okazywanie mu swojej fizycznej przewagi i brutalności. nie wiem do jakiej szkoły wy byście chcieli tę metodę zakwalifikować ale wiem jedno - nie ma ona nic wspólnego z brutalem przyciskającym szczeniaka do ziemi czy zakładającym mu kolczatkę bo zamiast równo chodzić przy nodze chce się bawić i skacze.
-
no tak. ale istota sprawy tkwi w proporcjach. jak jedyną "czułość" jaką pies może oczekiwać od szkoleniowca/właściciela jest od czasu do czasu powiedzienie "dobry pies" i poklepanie a za każde nieprawidłowo wykonane polecenie jest szarpany to moim zdaniem jest bardzo złe i właśnie tak mi się "konserwatywna" szkoła kojarzy. z kataszą się chyba muszę przeprosić bo chociaż miałem z nią pewne spięcie to zgadzam się z tym w 100 proc.
-
ja też serio pytam. dla mnie facet który nagradza psa, motywuje go, używa smakołyków i zabawek i emocji w ogóle np zachęcając do zabawy ale od czasu do czasu na niego "warknie" albo szarpnie smyczą to nie jest żaden "tradycjonalista" tylko normalny szkoleniowiec, taki jak powinien być. a jak jeszcze obserwuje psa i postępuje stosownie do tego jak pies się zachowuje (inaczej gdy pies jest lękliwy a inaczej kiedy jest dominujący i pewny siebie) to już w ogóle jest super gość. "tradycjonalista" to wg mojej definicji bęcwał który nie próbuje nawet nawiązywać kontaktu z psem, motywować go i zachęcać tylko jak zobaczy że pies się nie zachowuje tak jakby on chciał to mu zakłada kolce, przydusza do ziemi i drze mordę. no a ponieważ nikt normalny nie chce żeby tak z jego psem postępować to taki "specjalista" tłumaczy że to jest "sprawdzona, tradycyjna szkoła" i "że z psem nie powinno się pieścić".
-
właśnie to chcą sadyści wmówić wszystkim. że trzeba psy maltretować bo nic innego "nie działa". tyle że to nieprawda i gdyby ktoś chciał to łatwo się o tym przekona. no ale po co się uczyć jak można stwierdzić że "nie działa" i dalej szarpać kolcami i drzeć mordę. no to może przejdźmy do konkretów. na czym polega owo "szkolenie tradycyjne" jeżeli nie na szarpaniu i krzykach? bo ja tak właśnie uważam. że jeżeli ktoś się deklaruje jako szkoleniowiec "tradycyjny" to znaczy że poza szarpaniem, przymusem i kolczatką nie ma żadnego pomysłu na postępowanie z psem. z jedną taką panią miałem do czynienia na szkoleniu na które chciałem pójść. zero nagród, tylko szarpanie, nawet głaskać psa nie pozwalała a co najwyżej go "klepać". twierdziła że psy nie lubią być głaskane. wyprowadź mnie z błędu wobec tego, jak to jest u tych "tradycyjnych" bo sorry ale na śląsk nie pojadę.
-
chętnie posłuchamy pańskich o ile ma pan jakiekolwiek.
-
na pana z pewnością, bardzo pana ożywia. gdziekolwiek się nie pojawię tam sie pan zaraz za mną przywlecze żeby poinformować wszystkich jak to mnie pan ignoruje. trochę to żałosne, powiem szczerze. to i właśnie o tego rodzaju barbarzyństwach mówię. albo o tym: no ale jak widzę zwolenników przemocy wobec psów nic nie przekona że to absurdalne metody jakichś prymitywów. no ale jak prymitywa przekonać do tego żeby nie był prymitywem? rzecz raczej trudno wykonalna pociesza mnie jedynie to że ten prymityw jest już na wymarciu. czy to się komukolwiek podoba czy nie "glebienie" odchodzi powoli do lamusa i tego rodzaju barbarzyńcy nie będą wkrótce mogli dawać upustu swoim sadystycznym skłonnościom. ciekawa sprawa że a_niusia na poprzedniej stronie ze zdumieniem zawołała że "nie wie co to takiego fenomen glebowania".
-
behawioryzm czyli nauka o zachowaniu swieci ostatnimi czasty triumfy. są nawet takie dziedziny jak finanse behawioralne i ekonomia behawioralna. nie wiem czy moge sie zgodzic ze "nie ma podziału" na szkolenie tradycyjne/pozytywne. te terminy cos jednak oznaczają. wlasnie wrocilem z psem. na spacerze spotkalem znajomą która ma szczeniaka mixa labradora no i ponieważ szczeniak jak to szczeniak, rozrabia trochę, to zapisala go na szkolenie. i oczywiście pies już w kolczatce. nawet niech mi nikt nie mówi że 10 miesięcznego szczeniaka trzeba szkolić za pomocą kolczatki. jeżeli usprawiedliwieniem dla takiego barbarzyństwa ma być powtarzająca się tu ciągle opnia że "szkolenie pozytywne nie podziała na 100% psów" to weźcie się z tą opinią wypchajcie. może i nie podziała na 100 proc ale na pewno podziała na szczeniaka labkowego którego grzechy to skakanie na ludzi, problem z przywołaniem, ciągnięcie na smyczy i ogólnie szczeniakowa żywiołowość. agresji zero. i w dodatku ta suczka to taki łakomczuch że za smakołyki zrobi wszystko. a jakiś prymityw wykombinował dla takiego psiaka kolczatkę i namówił do tego właścicielkę. masakra. powtórzę jeszcze raz to co powiedziałem - być może są psy których "pozytywnie" się nie da. które bez awersji, kolczatek itp nie będą mogly normalnie funkcjonować. ale to margines. zdecydowana większość psów która doświadcza wychowania przez przemoc doświadcza tego z powodu prymitywizmu i głupoty tzw "szkoleniowców tradycyjnych" którzy nie posiadając najwyraźniej rozumu muszą psy wychowywać siłą.
-
oczywiście że "nie zawsze pozytywnie". ale poza tym "nie zawsze pozytywnie" to suka liże szczeniaka, szczeniak się do niej przytula, obwąchują się itd itd. to buduje więź która pozwala na sucze "korekty". przez same "korekty" więzi się nie zbuduje. właściciel "konserwatywny" tego nie robi. i jeżeli tego nie robi a za to rozdaje "korekty" na prawo i lewo tak słowne jak i niewerbalne to już jest źle. to prosta droga do wychowania znerwicowanego, niepewnego siebie psa. i ja ciągle o tym piszę. naprawdę zdecydowana większość ludzi dostarcza psom zbyt wielu (a często nawet samych) negatywnych bodźców, "korekt" rozmaitego rodzaju. mi cały czas, od wielu już postów chodzi o zachwiane proporcje. o nadmiar "korekt" i brak bodźców pozytywnych, brak zabawy z psem, brak pochwał. niestety ale właśnie ja w ten sposób widzę "szkołę tradycyjną". i dlatego ciągle chwalę "szkołę pozytywną". bo zrozumienia że pies musi być chwalony, że pies musi być nagradzany, że z psem się trzeba bawić a nie tylko "korygować" w polsce brakuje. to co piszę, biorę z codziennych spotkań z właścicielami psów. już naprawdę nie zliczę ile razy mówiłem do przechodzących właścicieli psów które ujadały na mojego - niech pan/pani na niego nie krzyczy. a tego rodzaju zachowanie jest u nas smutną normą. dlatego uważam że "szkoła pozytywna" jest lepsza bo kładzie nacisk przede wszystkim na to żeby psa chwalić i nagradzać. ale oczywiście "lepsza" nie znaczy "jest jedynym możliwym rozwiązaniem każdego problemu i oby szczezli wszyscy którzy twierdzą inaczej".
-
lepiej albo i nie lepiej. ja tam lubię się bawić z moim psem w gryzienie (znaczy tylko on gryzie) ale zeby gryzl lekko to trzeba go nauczyć. natomiast jak ty nie chcesz żeby w ogóle gryzł to trzeba tego zabronić. dawać zabawki, piłeczki do gryzienia a rąk gryźć mu nie wolno. zabieraj ręce za każdym razem jak próbuje, dawaj w zamian co innego. nauczy się.
-
dlatego że po dluższym lub krótszym szkoleniu u fachowca (nawet dobrego) pies tak czy inaczej zostaje w rękach tego "domorosłego tresera" czyli jego właściciela. może nie jest to "jedyna opcja na świecie" ale jest to opcja najczęstsza. psy które przez całe życie jako zawodnicy pozostają pod opieką specjalistów od szkolenia to jest absolutny margines. i tak jak pisałem, kończy się to tym że gdy tego domorosłego zaczniemy uczyć żeby psem szarpał to będzie tak robił. i będzie to co opisywałem w swoim poście - prucie mordy i agresja w stosunku do swojego własnego psa. dlatego uważam ze ludzi w polsce należy uczyć "metod pozytywnych" żeby zrozumieli że pies to nie jest jakieś nie wiadomo co które "ma słuchać" bo tak chcemy a jak nie słucha to metodą jest rozedrzeć się albo przyłożyć tylko żywe zwierze z którym należy nawiązać dobry kontakt. ja w odróżnieniu od was, nie piszę zbyt wiele tutaj o jakości szkoleniowców w metodach "pozytywnych" czy "tradycyjnych". ja koncentruję się na tym, co z tych metod trafia do przeciętnego kowalskiego. i uważam że zbyt dużo jest przemocy w wychowywaniu psów żeby propagować przemoc jako metodę szkoleniową. być może czasami nie da się inaczej (stąd i "smycz behawioralna" i inne takie u "pozytywnych") niemniej głównym przekazem który powinien być kierowany ze środowiska "psich specjalistów" do laików i amatorów jest przekaz "szkolenia pozytywnego" czyli szkolenia bez krzyków, bez szarpania, takiego szkolenia jakie propaguje np pani zofia mrzewińska (skoro ten gałuszka tak wam siedzi solą w oku). bo prawda jest taka że na jednego psa na którego nie będzie innego sposobu poza "korektami" i "pozytywne" metody się nie sprawdzą ja wam jestem w stanie pokazać 10 takich których nerwowość czy agresja wynikają właśnie z nadmiaru korekt a ze zbyt małej ilości bodźców pozytywnych bo dureń właściciel gdzieś usłyszał czy zobaczył że psa "korektami" trzeba wychowywać. jak mówiłem jestem kompletnym amatorem. ale mimo to miałem w życiu do czynienia z masą psów po których wprost było widać że się zwyczajnie boją swoich właścicieli. właścicieli którzy z byle powodu na nie krzyczeli, szarpali albo w różne sposoby terroryzowali. bo powtórzę, jakkolwiek nie byli by znakomici szkoleniowcy "tradycyjni" stawiający na "korekty" to każdy pies na koniec jednak zostaje w domu z amatorem, ze swoim właścicielem i przez niego będzie dalej prowadzony, wychowywany.
-
kpiny zamiast rzeczowej dyskusji są tylko dowodem braku umiejętności prowadzenia dyskusji. rosnąca popularność "pozytywnych" metod jest faktem. jeżeli wy uważacie że to nie dobrze i że lepsze są "korekty", kolce itd to spoko ale przydało by się potrafić to jakoś uzasadnić a nie wpadać w szyderstwa i wyolbrzymiać rzeczywistość. ja uważam że nie. nie wykluczam "korekt" bo nie poznałem wszystkich psów na świecie więc możliwe że "korekty" są w niektórych przypadkach niezbędne. nawet jestem co do tego przekonany. ale te psy z którymi miałem do czynienia "korekt" wymagały bardzo mało i ile w ogóle a kolczatek nigdy. natomiast "korekty" są w zasadzie jedynym co ich właściciele mieli do zaproponowania a często też proponowali kolczatki zupełnie niepotrzebnie. przy czym "korekta słowna" w wykonaniu domorosłego "tresera" oznacza po prostu darcie się na psa. efekty tego są dwa - psy z "mocniejszymi" charakterami się przyzwyczajają i lekceważą nie stając się ani odrobinę bardziej posłuszne, psy bardziej delikatne stają się nerwowe/agresywne itd itd. i co więcej, robią to wszyscy. i młodzi i starzy i kobiety i mężczyźni i dzieci. człowiek mówiący do psa spokojnym tonem jest wyjątkiem. polak jak do psa mówi normalnie to jest zawsze ton rozkazującego kaprala a jak pies faktycznie nie chce posłuchać to już jest darcie mordy. dlaczego ja jestem zwolennikiem metod "pozytywnych". być może jeżeli popatrzymy na "pozytywnego" szkoleniowca który nie ma pojęcia jak zareagować w wypadku agresywnego psa i po prostu się go boi to wygląda śmiesznie. ale to świadczy o niekompetencji tego szkoleniowca a nie o złej metodzie. być może w innych krajach należało by bardziej postawic na korekty. w polsce psy mają problemy z nadmiarem "korekt". piszę w cudzysłowie bo z rzeczywistą, fachową korektą to wiele wspólnego nie ma ale ciągle widzi się ludzi wydzierających się na swoje psy z byle powodu. ci ludzie bardzo chętnie zakładają psom kolczatki, szarpią je itd. natomiast nawet jeżeli zdecydują się na motywowanie psów smakołykami czy zabawkami to wygląda to tak, że mają te smakołyki gdzieś schowane, wyciagają je raz lub góra dwa razy w ciągu spaceru i karmią po prostu psy z ręki. ale to są wyjątki, zdaniem większości "pies ma słuchać" bo tak i już. bo on jest psem a pan jest panem i to posłuszeństwo próbują wyegzekwować pruciem mordy. widziałem takie obrazki jak wielki facet prujący paszczę na góra kilunasto tygodniowego szczeniaka spaniela oburzony ze szczeniak do niego nie przychodzi. dlatego ja zdecydowanie uważam że w polsce powinno się propagować metody "pozytywne" a korekt i kolczatek używać w ostateczności i jak najrzadziej. nie dlatego że dobrze zastosowane korekty są złe tylko dlatego że po szkoleniu zostawiamy psa sam na sam z jego opiekunem. i tego opiekuna powinno się nauczyć dobrego traktowania swojego psa a nie szturchania go, szarpania i darcia się na niego.
-
znaczy sugerujesz że niedouczeni "pozytywni" to ludzie którzy się po prostu boją psów i dlatego nie odważają się stosować kolczatek albo innych takich? bo ja trochę się nie zgadzam że hasło "wychowuję nie tresuję" oznacza podawanie psychotropów. trudno mi szczerze mówiąc przyznać że pani we wspomnianych przykładzie należała do grona tych "pozytywnych", "klikerowców" itd skoro jej cała aktywność ograniczyła się do posiedzenia sobie u tych ludzi. w zasadzie w ogóle nie wiem do czego ją zakwalifikować. druga sprawa to czy chcesz powiedzieć że w tym wypadku konieczne było zastosowanie metod "awersyjnych", "tradycyjnych", przemocy wobec tego psa, jakiejś kolczatki, przyduszania itd itd?
-
no własnie dlatego ze ludzie się nie znają. nie znają się więc znajdują sobie "szkoleniowca" który się z psem nie "pieści" bo "szkoli wg sprawdzonych metod" tak im przynajmniej powiedział. na takiego trafili i nie potrafią rzetelnie ocenić jego kompetencji. dodał jeszcze parę banałów o "dominacji", o tym że jak pies przychodzi i trąca cię łapą to tak naprawdę "próbuje cię sobie podporządkować". i ktoś kto nie ma pojęcia i sam nie potrafił swojego psa wychować (a powiedzmy sobie szczerze, nie jest to jakaś niedostępna dla maluczkich sztuka) to łyka te bzdury licząc na to że jego pies jest tak jak rozpuszczone dziecko tarzające sie po podłodze w sklepie bo mu rodzice zabawki nie chcą kupić i tylko się wydaje że dzieje się mu krzywda a tak nie jest. i liczy na to że to sprawianie mu bólu kolczatką jest tylko chwilowe a potem piesek będzie szczęśliwy i posłuszny. dlatego ja uważam że określenie "konserwatywna szkoła" czy "konserwatywne metody" to właśnie tylko wykręt niedouczonych brutali mający ich brutalność usprawiedliwić. bo tak naprawdę kolczataka jako narzędzie szkoleniowe konieczna jest naprawdę w niewielu przypadkach. większość psich problemów da się jednak naprawić za pomocą smakołyku, zabawki i pochwały. jeszcze nigdy nie spotkałem psa który naprawdę wymagałby użycia kolczatki. a psów w kolczatkach to już widziałem masę.