Jump to content
Dogomania

spike1975

Members
  • Posts

    512
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by spike1975

  1. a tak tu wlazłem to i siedzę. z lenistwa pewnie bo może faktycznie powinienem sobie jakieś inne forum znaleźć. ale nie wiem jakie, nie chce mi się szukać, nie za dużo ludzi pisze na psich forach itd itd. zresztą parę osób z sensem się znalazło. nawet takich z którymi nie koniecznie we wszystkim się musiałem zgadzać ale pogadać sobie było można.
  2. ależ ludzie kochane, jeżeli macie jakieś zastrzeżenia co do tego co gałuszka robi z psami, czyli np "naparza psy OE bez ładu i składu" to trzeba było tam napisać. nikt tego nie napisał natomiast gałuszka został brutalnie zaatakowany przez niejaką "lalunę" (tę samą "moderatorkę" która tutaj pyskowała) włącznie z czepianiem się jego krawata. ona jest jakaś nienormalna i naprawdę zdumiewające jest że ktoś taki może być moderatorem forum. zdaję sobie sprawę z tego że to może być mój ostatni post. :D nie znalazła się w tej rozmowie żadna merytoryczna krytyka gałuszki na którą mógłby odpowiedzieć natomiast każdy post był w stylu "gałuszka jest słaby, głupi i nie umi" a później teksty takie jak "witoldowi rura mięknie" (to o trenerze gałuszkowym który zabrał głos w dyskusji) i inne tego typu prostactwo. ja nie jestem gałuszkowym szkoleniowcem, nic mnie z tym facetem nie łączy ale razi mnie jak w rozmowie ton nadają takie chamy z gnojem na łydkach, dosadnie mówiąc. bez względu na to czy gałuszka jest dobry czy niedobry w tym co robi. czy taką zawiść budzi w was to że robi na szkoleniu psów naprawdę niezłą kasę i zazdrościcie mu tak że byście go w łyżce wody utopili?
  3. na krótkiej lince, blisko ciała i w kolczatce za uszami to psa można prowadzić na szkoleniu. natomiast nie ma mowy o tym żeby pies w ten sposób chodził na spacer, już weź nie gadaj takich rzeczy. pies na spacerze musi się wysikać, zrobić kupę i pospacerować trochę. choćby to nawet był i lew to po prostu trzeba go wyprowadzić w jakieś ogrodzone miejsce, ale trzeba mu dać trochę luzu na spacerze. a ja pisałem o tej lince w kontekście prostego oduczenia psa "ciągnięcia do siuśków" które też jest problemem. tego można oduczyć w dosyć prosty sposób i nie trzeba szukać wielkiego specjalisty. w odróżnieniu od psiej agresji co do której rad nie dawałem żadnych bo tak jak pisałem wcześniej - uważam że takie rady może dać tylko ktoś kto psa zobaczy "w akcji" i pozna co nieco. bez względu na kwalifikacje tego "ktosia" rady udzielane przez internet nie wchodzą w grę. nie wiem tego, nie śledzę po forach wypowiedzi gałuszki. mówiłem tylko o bardzo konkretnej rozmowie którą widziałem na tym forum. gdyby nawet na jakimś innym forum i w enigmatycznym "internecie" był chamem najgorszym to tutaj natrafił widocznie na chamstwo jeszcze gorsze.
  4. no chyba nie mówisz poważnie. beatrx pisze do mnie chamski tekst "robisz z siebie idiotę" a ty masz do mnie pretensje? ja naprawdę nie wiem jakim prymitywem trzeba być żeby pisać do kogoś w ten sposób tylko dlatego że się z nim nie zgadzamy w jakiejś sprawie. w ogóle cały ten jej post to himalaje buractwa. nie wiem czy ona się w oborze wychowała czy jak ale nie pozwolę żeby byle kto mnie obrażał więc zapytałem ją po kim jest takim prostakiem. naprawdę najsmutniejsze na tym forum jest to, że tu nie ma wymiany poglądów. każdy kto ośmieli się nie zgadzać z "grupą trzymającą władzę" czy jak tam was nazwać jest w prymitywny sposób wyszydzany, kupą na jednego, tak jak właśnie był gałuszka. a wszystko pod szyldem MY WIEMY NAJLEPIEJ. tylko że niestety tej waszej wiedzy nie widać. nie jesteście w stanie podjąć cywilizowanej rozmowy, użyć argumentów jak dorośli ludzie. co gorsza jedną z bardziej chamskich prymitywów w tej rozmowie z gałuszką była jakaś moderatorka czy administratorka. nie bardzo wiem dlaczego. skoro normalnie autorka trzyma smycz jedną ręką to w ten sposób będzie trzymała lepiej. skoro można w ten sposób złapać krowę to chyba tym bardziej psa. jak autorka chce to niech sobie rękawiczki założy, wtedy nawet jak się przewróci to nic jej się nie stanie. ja wprawdzie takich potrzeb nigdy nie miałem bo to by musiał być naprawdę duży pies żebym go nie mógł utrzymać ale w meksyku, teksasie czy argentynie wciąż łapią tak krowy czy konie. a zapewniam cię że nie ma takiego psa który siłą mógłby dorównać koniowi. a autorka ma wyraźnie problem z fizycznym zapanowaniem nad tym psem. tymczasem przywiązując ten sznurek do siebie będzie mogła przeciwstawić mu ciężar ciała a nie tylko siłę rąk (czy tym bardziej jednej ręki). dlaczego więc to jest "pomyłka"? właśnie taki jest z wami problem. napiszecie "pomyłka", "bzdura" albo jeszcze co gorszego ale jakoś nie widzę wyjaśnienia dlaczego to jest niby "pomyłka". ot tak sobie stwierdzicie ex cathedra i pospólstwo ma się z tym zgodzić bez gadania.
  5. sorry ale facet przewyższał was wszystkim w tamtej dyskusji. a zwłaszcza kulturą osobistą. w końcu się stamtąd ewakuował bo osaczyła go takie prymitywne chamstwo że szkoda było pisania. tutaj jest zresztą podobnie. merytorycznie nie macie żadnej wiedzy a jedyne co jesteście w stanie napisać to trochę arogancji i chamskich docinków.
  6. a ty takim prymitywem jesteś po mamusi czy po tatusiu?
  7. fakt że miałaś jakieś problemy z psem nie udowadnia bynajmniej że wina leży po stronie psa. jednego masz agresywnego i tłumaczysz że "on tak ma", drugi na twoje "nie wolno" rozpłaszcza się na ziemi i też mówisz że "on tak ma". sorry, spotkałem w życiu bardzo wiele osób które mówiły że ich psy "tak mają" bo nie potrafili z nimi postępować a okazywało się że wcale tak być nie musi więc twoja arogancja jest zupełnie niczym nie uzasadniona. widocznie też "tak masz". być może ja nie mam dużego doświadczenia z psami agresywnymi, choć jakieś tam mam, nie z własnymi. ale tacy ludzie jak właśnie mrzewińska czy turid rugaas czy inni zawodowo zajmujący się psami na całym świecie są tego samego zdania co ja. ja tych swoich "mądrości" nie wygrzebałem sobie spod brudnego pazura tylko wyczytałem od nich i na podstawie swoich skromnych obserwacji i logiki zgadzam się z nimi. ba, wiecej powiem. jacek gałuszka który swojego czasu zawitał na to forum też został dosyć ordynarnie przez was "zjechany" jakto ten "który się nie zna". no a on raczej pewne doświadczenia z psami ma. ale nie bardzo mu to pomogło :D więc chyba raczej nie o doświadczenie tu chodzi. no i znowu wracamy do tego samego. z uporem twierdzisz że te "narzędzia" które stosowane są na całym świecie są "nieskuteczne, nieodpowiednie" a jedyne skuteczne to te które ty uznajesz (znaczy kolczatka a tak naprawdę zastraszenie psa). i że tak naprawdę tylko zastraszony pies będzie posłuszny. jeden się podporządkuje jak na niego krzykniesz i wtedy nie trzeba kolczatki a inny nie będzie chciał się podporządkować to wtedy na kolce go. tyle że to jest nieprawda a z błędnych przesłanek poprawny wniosek może wynikać tylko przypadkiem.
  8. no co ja mam na to powiedzieć? przecież to jest zdanie u którego podstaw leży założenie że "smaczki, klikerek i lineczka" to metody nieskuteczne (czyli tak naprawdę nie są metodami szkolenia tylko zabawą z psem, niczego sensownego nie dającą) a jedyną metodą skuteczną jest szarpanie kolczatką. tymczasem cała masa szkoleniowców (na świecie) stosuje inne metody niż brutalność i ból które tu ciągle proponujecie i fakt że w naszym barbarzyńskim kraju niedouczeni pseudospecjalisci z wiedzą sprzed 30 lat potrafią tylko użyć awersji świadczy tylko o tym że są właśnie niedouczeni. że ciągle wśród nich pokutują mity o tym że "trzeba psa zdominować" i każdy najmniejsze psie nieposłuszeństwo jest przez takich cymbałów wyjaśniane próbą "dominacji" którą za pomocą przemocy chcą tłumić. to ewidentnie widać w twoich postach skoro twoja jamnica na pogrożenie palcem "rozpłaszcza się na ziemi" to oznacza że ty jedyną metodę wychowawczą jaką potrafisz zastosować to strach. jednego psa jesteś w stanie zastraszyć krzykiem a do drugiego potrzebujesz kolców, to prawda. nawiasem mówiąc, jak w ogóle można z tego się cieszyć, że twój własny pies "rozpłaszcza się na ziemi" ze strachu gdy czegoś mu zabraniasz? ale to jest naprawdę absolutnie przestarzały sposób wychowywania psów, przez strach. rozumiem ze takimi osobami jest naszpikowana dogomania. siedzicie sobie we własnym gronie i nie widzicie jak w tyle zostaliście w porównaniu z resztą świata. utwierdza was w tym jeszcze fakt, że naprawdę wielu "pozytywnych" szkoleniowców w polsce jest ludźmi o niskich kwalifikacjach, oni się po prostu nie za bardzo od kogo maja uczyć i dlatego często nie są sobie w stanie poradzić z niektórymi przypadkami. tyle że nie zmienia to faktu że metody które wy propagujecie są zwyczajnie przestarzałe. więcej nawet powiem, często ci szkoleniowcy którzy używają "korekt" nie używają ich w sposób który ma sprawić psu ból tak jak wy tego chcecie a jest tylko sygnałem dla psa tak jak dla konia sygnałem jest operowanie wodzami czy naciskiem nóg jeźdźca. żaden rozumny szkoleniowiec nie chce doprowadzić do sytuacji gdy na jego "nie wolno" pies "rozpłaszcza się na ziemi". to jest coś absurdalnego. ja już dziękuję, nie będę więcej komentował więcej waszych postów w tej formie bo to naprawdę do niczego nie prowadzi. wasze psy, wasza sprawa. jestem przekonany ze nie przekonamy się nawzajem więc bez sensu to "bicie piany". autentycznie dziwi mnie tylko że na dogomanii "uznany autorytet" to zofia mrzewińska, która wszędzie gdzie tylko może powtarza że psów nie wychowujemy szarpaniem i krzykiem. nigdzie nie widziałem żeby jako panaceum na problemy z psami proponowała kolczatki i "korekty". jest taka jej książka "jak rozmawiać z psem" gdzie pisze jak nauczyć psa wielu komend i naprawdę nie ma tam słowa o tym żeby drania ubrać w kolce i szarpać jak nie słucha. tak ją otwierając na chybił trafił znalazłem fragment: "Można, choć pies ma na imie Misiu, serdecznie, z odpowiednim gestem zawołac - mój skarbie, kruszynko, pajączku, żabuniu...". To przecież jest od waszych metod jak najbardziej odległe. Nie raz tu widziałem pogardliwe wypowiedzi na temat tych co to "ciumkają" z psami. naprawdę wg tego co ja rozumiem z waszych wypowiedzi to powinniście ją traktować jak zwariowaną babę niespełna rozumu. nielogiczne to. w tej samej książce napisane jest tak: "Jezeli twój pies jest dorosły i z jakichkolwiek powodów sam nie jesteś w stanie utrzymać go na miękkiej obroży a pies wymusza na tobie posłuszeństwo wlecze cię za sobą, skacze po ludziach i atakuje inne psy - kolczatka problemów nie rozwiąże, trzeba jak najszybciej nawiązać kontakt z doświadczonym trenerem". o mnie, biedaku, napisałyście już wielokrotnie jak to proponowane przeze mnie metody są nieskuteczne i pożałowania godne a opór przed radosnym stosowaniem korekt kolczatką głupi. ale o niej też tak napiszecie? też powiecie że jest śmieszna i się nie zna?
  9. ale gdzież tam. od razu go walimy w łeb żeby "wiedział kto tu rządzi". tak przecież sprawy załatwiają "szkoleniowcy" twojego pokroju. z jedną taką miałem do czynienia ale jak zobaczyłem że rozbrykanemu szczeniakowi goldena chciała zakładać kolczatkę to podziękowałem. cóż, jak ktoś nie ma w głowie to kolczatkę zawsze jest w stanie założyć. jeszcze jedna uwaga, była bys może bardziej wiarygodna jako szkoleniowiec gdybyś zamiast ataku na mnie napisała post pomocny autorce tematu. no ale najwyraźniej to dla ciebie za dużo.
  10. Moje są wg ciebie "nieżyciowe" a twoje wg mnie przestarzałe. Zostańmy więc każdy przy swoich. Przy czym mówiąc "przestarzałe" ja wcale nie mam na myśli "korekty" jako takiej. One są czasami potrzebne. Raczej właśnie to że u Ciebie i twoich koleżanek każdy problem z psem wymaga założenia mu kolczatki i szarpania nią. Jakby naprawdę od 30 lat nie nastąpił żaden postęp w wychowywaniu zwięrząt i wszystko trzeba rozwiazywać prymitywną siłą i bólem. Tymczasem jest taki facet który się nazywa Kevin Richardson i bez użycia siły wychowuje nawet dzikie drapieżniki takie jak lwy czy hieny. A spróbuj zastosować "korektę" wobec lwa a potem sobie z nim spacerować. No ale do was to w ogóle nie dociera. Jakoś zatrzymałyście się te 30 lat temu i ani kroku naprzód. Ba, nawet Cesar Millan z sezonu na sezon łagodniał i wycofywał się stopniowo z metod opartych na konfrontacji i przymusie. Kilka razy został ugryziony więc to mu chyba też dało do myślenia. Wam nie daje jakoś.
  11. No dobrze, ale mamy tu do czynienia z osobą która nie wie jak stosować te wasze "korekty", czy wy nie czytałyście jej postów czy jak? Jakby była specjalistką od wychowywania psów (z korektami czy bez) to nie pytała by na forum co zrobić żeby jej własny pies nie rzucał się na inne. Nie było by takich opisów: A te zdania świadczą o tym że ona naprawdę nie wie co robić. Ten pies nią szarpie i robi co chce. Dodajcie do tego rady żeby ona zaczęła szarpać psem (nieumiejętnie bo się na tym nie zna W OGÓLE) a w końcu dojdzie do tego że pies rzuci się i na nią. To czarny scenariusz ale przecież nie niemożliwy. Naprawdę staram się być delikatny ale wy jakoś w ogóle nie bierzecie pod uwagę okoliczności i zaistniałej, konkretnej sytuacji. Już naprawdę nie chcę poruszać tematu, że wasza rada "stosować korekty" jest dawana w ciemno każdemu kto ma problemy z psem choć na oczy tego psa nie widziałyście. Ale niech nawet będzie, że macie rację i w tym wypadku trzeba stosować "korekty". No ale same przyznajecie że korekta musi być stosowana w sposób właściwy (nie tylko chodzi o czas, timing, ale też o intensywność czy "technikę korygowania") a jednocześnie radzicie żeby się brała za to osoba która nie ma o tym pojęcia. Jak dla mnie jest to nielogiczne. Oj chyba najwyższy czas się ewakuować z tej rozmowy skoro już się zaczęły teksty o "dobrodziejstwach kolczatki". I jak rozumiem nie wystarcza wam ze pieska "troszke poboli szyjka". Ma boleć porządnie. To dopiero jest prawidłowe szkolenie :D Jak to powiedzial Kuno Liechtenstein: "Pogański kraj, pogańskie obyczaje". :D
  12. Może i racja, może i tak jest. Niemniej ja jestem w 100 proc. przekonany że stosowanie korekt, nawet jeżeli są wskazane w danym przypadku musi być zrobione w sposób umiejętny i co bardzo ważne W ODPOWIEDNIM MOMENCIE. Dlatego, moim zdaniem, nie powinno się ich polecać przez internet ludziom którzy sobie z własnym psem nie radzą. Bo chyba nawet zwolennicy takiego rozwiązywania problemów zgodzą się że to nie może polegać na chaotycznym szarpaniu psem. Trzeba wiedzieć co się robi, kiedy i w jakim celu. I dlatego zamiast po omacku próbować na podstawie rad z internetowego forum dobrze jest jednak szkoleniowca odwiedzić. Tym bardziej że dorplant ma naprawdę dobrą opinię. To nie jest jakaś byle szkółka którą sobie wczoraj założył gostek po przeczytaniu dwóch książek i skończeniu internetowego kursu. A ceny nie są jakieś zaporowe. A dziewczyna jest z łodzi. Nie musi dojeżdżać 200 km tylko ma ich na miejscu. I żeby nie było, nie jestem z dorplantu i nie mam z nimi nic wspólnego. Po prostu słyszałem dobre rzeczy o nich i widziałem ich filmy na yt.
  13. Ja się z wami spierał nie będę bo już nie raz się przekonałem że to do niczego nie prowadzi. Natomiast po prostu nie wierzę w to, że dziewczyna która jest całkowicie ignorowana przez dużego psa a fizycznie jest w stanie ledwie go utrzymać będzie potrafiła skutecznie "korygować" jego agresję bez pomocy kogoś doświadczonego. Dlatego szczerze radzę iść do tego dorplantu a w międzyczasie stosować metody które jest w stanie stosować w okolicznościach gdy jest w stanie psa kontrolować. a "napady szału" po prostu przeczekiwać. Tym bardziej, że na podstawie skromnego opisu, bez możliwości zobaczenia jak faktycznie pies się zachowuje, to nikt nie jest w stanie właściwie zdiagnozować problemu. Agresja jest zbyt poważna sprawą żeby zdawać się na internetowe porady ludzi którzy nigdy nie widzieli jak pies się faktycznie zachowuje. Choćby byli takimi fachowcami jak wy. A "red zone" to zostawmy panu millanowi, widziałem go wielokrotnie w akcji i nie bardzo polecam. Jeszcze tylko na to pytanie odpowiem. Oczywiście PRZED atakiem, wyprzedzająco gdy widzimy narastające pobudzenie. Wtedy uczymy psa samokontroli. Szarpanie się z nim gdy już jest w furii niczego go nie nauczy. Dlatego tak jak pisała harley, dobrze jest z psem odejść na taką odległość żeby był w stanie nad sobą panować a nie dopuszczać do tego żeby szalał a następnie szarpać go kolczatką. Znaczy "korygować". Poleciłbym wam może książkę Inki Sjosten "Posłuszeństwo na co dzień" ale myśl przewodnia zawarta w tej książce, jak sądzę, jest dla was nie do przyjęcia. Natomiast autorce tematu polecam bardzo.
  14. takie coś to jest możliwe tylko wtedy gdy pies ma nad sobą jakąś kontrolę. natomiast jeżeli dziewczyna ma problem nawet z utrzymaniem psa to w ogólnej szarpaninie o czytelności takiej "korekty" można zapomnieć. wg mnie to problemem podstawowym w takim wypadku jest spóźniona reakcja. jak akcja "rozszarpię wszystko i zeżrę" jest już w toku to można ją co najwyżej przeczekać bo żadne "korekty" wtedy już nie pomogą, trzeba by psa zacząć tłuc żeby on się nas zaczął bać, ale chyba nie o to chodzi. zobaczcie sobie ten filmik: https://www.youtube.com/watch?v=Zv0g95QVpCE tam gdzies w 45 sekundzie jak sie maliniak podniecił to capnął swojego opiekuna aż ten mu musiał gonga strzelić żeby się uspokoił. a przecież to są psy które ciągle takie akcja trenują i on za chwilę zupełnie spokojnie siedzi (a policjant se rękę pogryzioną ogląda :). ja tam myślę że dorplant jest dobrym rozwiązaniem. tam pokażą dokładnie po czym rozpoznawać narastające pobudzenie psa tak żeby można było odpowiednio zareagować. natomiast najlepsze co tutaj można poradzić to chyba to co napisała harley - odchodzić z psem, o ile się da, od pobudzającego czynnika właśnie żeby STOPNIOWAĆ TRUDNOŚĆ ĆWICZEŃ. ja naprawdę ci polecam zrobienie sobie takiej 5 metrowej linki albo porządnej taśmy. tak żebyś ją mogła zawiązać wokół pasa (nie na supełek tylko jakoś porządnie), wtedy masz pewność że pies ci się nie wyrwie i jednocześnie zawsze masz możliwość złapania takiej linki w dwie ręce. bo jak rozumiem jest spory problem z tym ze pies jest po prostu za silny i trudno ci jest cokolwiek zrobić gdy masz smycz w jednej ręce a na drugim końcu bestia szaleje.
  15. czyli jak "szyjka poboli" to za mało i trzeba go po łbie tłuc? raczej idź do tego dorplantu, tam ci pomogą lepiej.
  16. w takich sytuacjach często najlepiej jest pozwolić psu iść tam gdzie chce, szczególnie jeżeli nie masz siły żeby go zatrzymać. bo to jest najgorsze rozwiązanie, że pies cię wlecze tam gdzie chce bo ty nie masz siły mu się przeciwstawić a jednocześnie nie chcesz go puścić w tym kierunku. w ten sposób właśnie pies "uczy się" ciągnięcia na smyczy. uczy się że ciągnięcie nie tyle jest nawet opłacalne co jest po prostu konieczne. żeby spacery nie wyglądały tak, że jest to ciągłe siłowanie się psa z tobą bo cokolwiek on sobie wymyśli to musi cię tam siłą zaciągnąć. jeżeli nie chcesz żeby pies ciągnął to najlepiej jest nie uczyć go ciągnięcia. nie uczyć go czyli żeby ciągnięcie NIGDY nie zostało nagrodzone sukcesem. częścią tego oczywiście jest sytuacja że jak pies ciągnie to go zatrzymujemy aż się nie uspokoi ale inną częścią jest też taka sytuacja ze jak pies gdzieś chce zboczyć parę metrów żeby powąchać jakiś krzaczek to nie trzymamy go siłą "może się uda utrzymać" a jak się nie uda to jesteśmy do krzaczka przez niego dowlekani tylko idziemy za nim tak żeby ciągnąć nie musiał. wtedy nacisk obroży na szyję nie jest dla psa "spacerową koniecznością" tyko jakimś sygnałem od opiekuna. naprawdę psy słuchają ludzi, tylko trzeba im dać na to szansę. dobra do tego jest trochę dłuższa linka (tak z 5 m - wtedy jest to dłuższe niż normalna smycz a jednocześnie ciągle możesz psa kontrolować, 10 m to za dużo, kontrola jest wtedy słaba), którą możesz zawiązać sobie w pasie i "zaprzeć się" całym ciałem jak pies próbuje gdzieś cię dociągnąć a jednocześnie w przypadku krótkich dystansów masz szanse wypuścić kilka metrów linki żeby sobie piesek mógł podejśc do interesującego go krzaczka bez ciągnięcia cię za sobą. tak samo można sie przemieszczać na dalsze odległości - pies jest na lince, chce iśc w jakimś kierunku - wypuszczasz zapas linki tak żeby nie odczuwał ciągnięcia (napięcia obroży na karku, nie uczy się że musi cię ciągnąć jak chce osiągnąć cel) a jak już skończy się linka to nie pozwalasz mu posuwać się do przodu, zapierasz się nawet całym ciałem i dwiema rękami "wybierasz" zapas linki zbliżając się do niego. i znowu jak na moment napięcie linki zelży to wypuszczasz tyle ile masz "zebrane" a piesek się posuwa dalej. chodzi o to żeby go nauczyć że: czuję opór obroży (ciągnięcie) - stoimy, nie czuję oporu - można iść gdzie sobie chcę. w ten sposób nacisk obroży staje się swojego rodzaju komendą. tak jak końmi kieruje się wodzami lub naciskiem kolan tak pies uczy się że opór obroży oznacza że w danym kierunku nie może się dalej posuwać a nie oznacza tego ze do dalszego posuwania w tym kierunku trzeba po prostu zaprzeć się ile sił, znieść ból powodowany kolczatką i zawlec tam opiekuna. bo żeby pies reagował na komendę słowną w czasie silnego pobudzenia i wrócił do nogi to naprawdę ta komenda musi być na dobrym poziomie a pies musi mieć dobrze rozwiniętą samokontrolę co chyba w tym wypadku nie ma miejsca :D
  17. te dwie to naprawdę jakieś niedopieszczone chyba. gdzie się nie pojawią to tylko szukają okazji żeby afery narobić. a co do sikania to też byłbym skłonny stwierdzić że to może raczej z radości a nie ze strachu i faktycznie może i dobrze by zrobiło mu założenie obroży ot tak po prostu, bez wychodzenia z domu. no chyba ze daje jakieś wyraźne objawy strachu o których nie napisałaś.
  18. wg mnie to jest w ogóle nie do pomyślenia żeby psy "same" sobie zasady ustalały. hierarchia u psów to akurat obowiązuje ale właśnie dzięki temu robią to co ja chcę żeby robiły a nie to co im się samym zachce. i nie ma w ogóle mowy o tym żeby dochodziło do sytuacji że jakiś dominant gnoi lękliwego. zawsze wtedy trzeba interweniować i uczyć narwańca jak ma się zachowywać. pozwalanie na to żeby psy robiły coś "same" skutkuje właśnie takimi zachowaniami o których pełno jest w wątku "pies w miejscu publicznym". to człowiek ma nad tym panować.
  19. kurde, przykra rzecz. od roku mniej więcej, raz na kilka tygodni/miesięcy spotykam u siebie na osiedlu takiego fajnego bezpańskiego psiaka. czarny z białymi dodatkami, wygląda jak coś pomiędzy border colie a psem karelskim. bardzo przyjazny i chętny do zabawy. co z nim zrobić? macie jakieś pomysły? myślałem czy by gdzieś nie zadzwonić żeby go zabrali ale trochę mi szkoda żeby miał trafić do schroniska. ja mieszkam na takim dużym blokowisku, on tu sobie najwyraźniej dobrze radzi, nikomu nie przeszkadza, szkoda by go było zamknąć w boksie. a chętnego na niego nie mam. sam go też nie mogę wziąć
  20. Furie, to co piszesz: jest na pewno słuszne i prawdziwe i w idealnym świecie gdzie wszyscy kochają pieski było by super. Ale w idealnym świecie nie żyjemy więc nie można oczekiwać idealnego postępowania z psem. Gdyby był konkurs na najlepszego opiekuna dla tej suczki to może konrad by go nie wygrał biorąc pod uwagę jego kwalifikacje. Ale zaraz zaraz, właśnie że jednak by wygrał bo jakoś nie widzę innych chętnych którzy by stanęli w ogóle do konkursu pod tytułem "najlepszy opiekun dla keisy". więc skoro on do tego konkursu stanął jako jedyny to naprawdę wypominanie mu że nie ma szczegółowo opracowanego planu postępowania czy że robi to czy tamto nie tak jak zrobiłby specjalista nie jest raczej zbyt dobre. Jeżeli będziemy się tak na każdym kroku czepiać wolontariuszy, że planu nie mają, ze wiedzy nie mają, że autorytetu nie mają i powyganiamy ich z tych schronisk to te biedne pieski nie zobaczą świata poza boksem a częstokroć utoną w gównie (które często sprzątają wolontariusze) i nigdy nie znajdą domów (bo ogłoszeniami o adopcji psów też bardzo często zajmują się wolontariusze). Na blogu Zofii Mrzewińskiej jest taki wpis z 22 listopada 2011 roku w którym nawiązując do początku książki "po obu końcach smyczy" gdzie radzi czytelnikom "nie kupujcie sobie psa" pisze ona że od tej zasady są wyjątki. proszę bardzo: Więc tak samo i w tym wypadku. Być może specjalista, który zawodowo i za pieniądze zajmuje się rozwiązywaniem "psich problemów" psów ludzi którzy za to płacą "nie może zdawać się na spontan". Ale człowiek który poświęcając swój czas bezpańskiemu psu ze schroniska któremu nikt inny nie poświeci ani minuty jest takim samym wyjątkiem w tym wypadku jak wyjątek o którym napisała pani Mrzewińska. On robi to co może i za to należą mu się wyrazy uznania bo jakoś nie widzę chętnych którzy by go wyręczyli.
  21. sowa, pewnie mniej więcej orientujesz się jak wygląda sytuacja w schroniskach w polsce. jest wiele takich gdzie psy świata poza boksem nie widzą więc napadanie na kogoś takiego jak konrad, który poświęca swój własny czas i próbuje pomóc pieskowi z problemami jest co najmniej niestosowne. choćby nawet robił wszystko źle to można mu to powiedzieć a nie walic prostackie teksty "zostaw psa w spokoju" czy "zająłeś się jedynie pielęgnowaniem urażonej miłości własnej". a tu poza napadaniem na gościa żadnych sensownych rad nie widzę. a rady żeby pieska obejrzał "fachowiec" też są bez sensu. gdyby schronisko stać było na zatrudnianie fachowców to by nie musieli psów wyprowadzać wolontariusze. schroniska organizują zbiórki karmy i akcesoriów dla psów bo tego nawet nie mają w wystarczającej ilości a wy tu radzicie żeby fachowiec przyjechał i pieska obejrzał. drodzy państwo, TAK KRAWIEC KRAJE JAK MATERII STAJE, w przypadku psów schroniskowych to przysłowie jest szczególnie aktualne i podejrzewam, że jeżeli suczce nie pomoże konrad to nie pomoże nikt. co do meritum to pamiętaj konrad że wszystkie mądre książki radzą ignorować strachy psa. trzeba by go wyprowadzać w takie miejsca gdzie ten jest strach byłby na poziomie na tyle kontrolowalnym żeby nie zaczęła od razu zwiewać do boksu. czy przed ucieczką suczka daje jakieś sygnały uspokajające, pokazuje jakieś oznaki niepokoju? to powinien być dla ciebie moment którego nie powinieneś przekraczać. w sytuacji gdy takie sygnały się pojawiają nie powinieneś posuwać się dalej tylko doprowadzić do tego aby suczka się uspokoiła. powinno to mieć miejsce na długo przed ucieczką do boksu.
  22. przepraszam cię wilczyca ale wielkie g... wyjaśniły. takie z nich "autorytety". chyba tylko we własnym przekonaniu. konrad wyraźnie napisał że zajmuje się suczką tylko w czwartki i soboty. nie wiem jak dużo czasu z nią spędza w te dwa dni ale pozostałe ze 168 godzin jakie ma tydzień suczka siedzi w boksie i nikt jej głowy nie zawraca więc pisanie żeby jej dać "parę dni spokoju" jest trochę słabe bo "spokoju" to ona ma w nadmiarze. jeżeli coś to najwyżej można poradzić żeby bodźce były mniej intensywne albo co. ja nie wiem, nie mam wielkiego doświadczenia z psami ale przynajmniej próbuję coś wymyślić a nie tylko nadąć się wydumanym "autorytetem". bo nie wiem zupełnie kogo masz na myśli pisząc o owych "autorytetach". sorry ale nie zauważyłem tu ani jednego posta który by odbiegał poziomem wiedzy od tego co przeciętnie rozgarnięty psiarz potrafi wymyślić. gdzie ty tu widzisz "dużą (można powiedzieć bardzo dużą) wiedzę" to ja nie wiem.
  23. Pewnie powinien na twarz ze szczęścia i zachwytu paść skoro takie Wielkie Autorytety zrobiły mu zaszczyt. Tyle że nie bardzo pomogły. A już głupiej rady żeby "zostawić psa w spokoju" to nawet nie chce mi się komentować. Pewnie lepiej by było żeby wziął się za tego psa ktoś lepiej znający się na rzeczy ale sądząc po ilości psów w schroniskach to jest raczej mała szansa że ktoś taki się szybko znajdzie. Skoro więc suczka ma tylko konrada to konradowi należało by coś podpowiedzieć drogie Wielkie Autorytety a nie tylko nadymać się swoim autorytetem i patrzeć z góry. A już nadęcie pani Berek to przechodzi ludzkie pojęcie. Ten tekst o tym jak to ona nie ma ochoty na dalszą dyskusję to świetnie skomentował sam konrad: po co w takim razie zabierasz głos jeżeli nie masz ochoty pomóc? Tyle że ja znając jej posty to przypuszczam raczej że ona nie tyle nie ma ochoty co nie potrafi po prostu. Ale nadąć się to jak najbardziej potrafi. Jeszcze szczerze mówiąc nie widziałem żeby napisała coś konstruktywnego natomiast ciągle tak jak konrad również dobrze zauważył, szuka powodów do kłótni i nadymania się. A co do meritum to może powinieneś zrobić "krok wstecz", czyli spróbować wrócić do takich spacerów na których się nie bała. Ograniczyć jej ilość bodźców bo z tego co piszesz to i jezioro i jakieś tiry i tor agility. Tego wszystkiego chyba jest trochę za dużo jak na strachliwą suczkę.
  24. ona będzie tego psa zapinała, to nie o to chodzi. ja się o swojego nie boję bo jak mu się zabawa z jakimś psem nie podoba i widzę że mu się nie spodoba bo ten drugi jest zbyt nachalny to sobie idziemy i tyle. problem o którym piszę polega na czym innym. po prostu ona sobie na własne życzenie hoduje psa problemowego. psa z którym będzie podstawowy problem czyli taki że nie ma dobrych relacji psa z właścicielem więc zostanie szarpanie się na smyczy. mój inny znajomy też ma owczarka niemieckiego bardzo dominującego i dużego z którym mój pies bawić się nie lubi. ale nie ma z nim najmniejszego problemu bo nero jest na każde zawołanie swojego pana. jak się rozbryka i próbuje dokuczać mojemu to wystarczy że on go zawoła i już piesek do niego leci rozglądając się za zabawkami za którymi ciągle biega. a facet gruby jak nie wiem co, jakieś problemy z chodzeniem ma i jakby miał za tym psem biegać i się z nim szarpać to by się dawno wykończył. ale nero łazi sobie bez smyczy ciągle za swoim panem i przynosi zabawki które tamten mu rzuca. naprawdę wystarczy wykorzystać naturalne potrzeby psa żeby go ułożyć na tyle dobrze żeby nie sprawiał nam i innym kłopotów. i nie trzeba być do tego żadnym geniuszem. no ale jak widzę że mój pies próbuje zabierać zabawki innym ludziom, skacze na nich i właściwie ze wszystkimi by się bawił a ja zamiast to wykorzystać, brać dla niego jakieś zabawki i organizować mu za ich pomocą atrakcyjne spacery to tak jak napisała akirka tylko "dumnie kroczę" a w reakcji na jego nieposłuszeństwo i problemy które stwarza stosuję nie zabawę i naukę tylko kolczatkę i przeciąganie się z nim smyczą to efekty dobre być nie mogą. ja próbuję z nią delikatnie rozmawiać że dobrze by było się z psem poprzeciągać jakąś zabawką albo porzucać mu coś żeby się cieszył ale to słabo idzie. bo te sugestie nie padają bynajmniej na podatny grunt a ja spotykam ją nie częściej niż raz na kilka tygodni. i niestety jak do tej pory nie widziałem żeby ona miała jakąkolwiek zabawkę a pies coraz większy. już niedługo będzie dorosły. ja niestety nie widzę nic co mógłbym zrobić i uważam ze ten pies skończy tak jak wiele innych ON - w kolczatce i prowadzony na krótkiej smyczy stwarzając większe lub mniejsze zagrożenie i problemy wszystkim dookoła ze szczególnym uwzględnieniem właścicielki o niewielkim rozumku. i niestety mogę się temu tylko bezsilnie przyglądać a w przyszłości go po prostu omijać. naprawdę durni jest mnóstwo. tak sobie przypomniałem teraz jednego durnia, który chciał swoją seterkę szkolić obrożą elektryczną bo nie chciała do niego przychodzić tak jak on chciał. dziwne, że do mnie przychodziła choć wszyscy w parku mają zapowiedziane, żeby jej smakołyków nie dawać, więc ja też. a do mnie przychodzi bez smakołyków chętniej niż do swojego pana ze smakołykami. no ale on też z tych "kroczących z wielką powagą" co to zabawa z psem jest poniżej jego godności. gość wydaje polecenia i jak jest wykonane to smakołyk daje. kupił sobie nawet taki gwizdek i gwiżdze i g.. z gwizdania wynika bo nie ma więzi między psem a opiekunem. pies gościa po prostu nie lubi więc zawsze przychodzi z ociąganiem szukając byle pretekstu żeby podejście do pana opóźnić. a parę dni temu widziałem babcię emerytkę ze spanielkiem któremu patyczki rzucała i bawiła się z nim. i spanielek świata poza swoją panią nie widział. przechodziliśmy obok to nawet kroku nie zrobił w naszym kierunku tylko biegał dookoła babci i się cieszył.
  25. prawda. druga sprawa że i on się zmieni. w tej chwili te jego zabawy są jeszcze takie trochę szczeniackie bo ma z rok, może półtora. ale za parę miesięcy testosteron zacznie mu buzować i w tych zabawach będzie próbował swoich sił. a tego już żaden pies tak łagodnie traktował nie będzie i wtedy o poważną awanturę nie trudno.
×
×
  • Create New...