Jump to content
Dogomania

spike1975

Members
  • Posts

    512
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by spike1975

  1. "Nie dałbyś chyba jednak klucza sąsiadowi tylko dlatego, że pół dnia puszcza muzykę na cały regulator, a Twoje prośby o jej ściszenie nonszalancko ignorował" ale ty założyłaś że to sąsiadka "nonszalancko zignorowała" kawkę. tymczasem wcale tak być nie musiało. koleś jest arogancki i bezczelny i jak z takim samym tupetem jak odzywa się do nas tutaj (dziecinne i komiczne pomysły, radzenie mi żebym "czytał ze zrozumieniem") zwrocił się do tej sąsiadki to ja się nie dziwię że został zignorowany. no ale taka to już cecha ludzi uważających się za pępek świata. "Takie bezpośrednie przepychanki w stronę mojej osoby nie są na miejscu," nie na miejscu kolego to jest przede wszystkim pisanie do innych że to co piszą jest "komiczne i dziecinne".
  2. no cóż, ja widzę: "nie do pomyślenia jest żebym wymieniał się z kimś kluczami od własności majątkowej, takiej jak mieszkanie i rzeczy prywatne w nim." dla mnie coś takiej jest nie tylko "do pomyślenia" ale wręcz od lat praktykowane. teraz tymczasowo mieszkam gdzie indziej ale mój sąsiad ma klucze od mojego mieszkania i nie raz okazało się to bardzo użyteczne, zwłaszcza w sytuacji takiej jak teraz - kiedy mnie tam nie ma. dla mnie to jego podkreślanie że ma "mieszkanie własnościowe" i to że do tej swojej "własności majątkowej" tak będzie przed obcymi bronił że "nie do pomyślenia" jest dla niego że ktoś mógłby mieć do tego dostęp ewidentnie świadczy o pewnego rodzaju mentalności nad którą już nie chcę się rozwodzić ale jak się domyślasz, choćby z poprzedniego postu, nie budzi ona mojego zachwytu. no ale droga wolna. równie dobrze można sobie za ścianą wyhodować wroga i ciągać się z nim po policjach, strażach miejskich czy sądach. co kto lubi. ja tu oczywiście trochę abstrahuję od tej konkretnej sytuacji a bardziej skupiam się na mentalności, sposobie myślenia samego kawki niż jego sąsiadki o której nic nie wiem i na której zachowanie wpływu nie mamy. być może jest tak że to jakaś samolubna megiera z którą nawet święty by się nie dogadał ale sądząc po wypowiedziach kawki on akurat swiety nie jest. nie wiem za bardzo czego on się boi ale moim zdaniem nie jest to dobra droga do rozwiązania problemu tylko do ciosania sobie nawzajem kołków na głowie. na koniec dla dodania łyżki miodu do tego wszystkiego powiem że absolutnie zgadzam się natomiast z tym: "Odnośnie uchylonych bram, luzem biegających psów i spacerów o 1 w nocy. To jakiś żart, że masz pretensje prawda?" jak czytałem opis tej sytuacji że towarzystwo chlało sobie piweczko a wielki pies, niepilnowany ganiał po nocy ludzi wybiegając przez otwartą bramę to wręcz jakaś patologia jest a nie tylko zwykłe zaniedbanie. i jeszcze panna ma pretensje że się sąsiadka w nocy na spacer wybrała. no ludzie, nie jesteście naprawdę sami na świecie, trochę szacunku do innych naprawdę załatwi wszystko a nie tylko JA, JA, JA, JA JESTEM NAJWAŻNIEJSZY/A NA SWIECIE TYLKO JA SIĘ LICZĘ.
  3. z nowobogacką mentalnością chodzi o to o czym pisałem. nie wiem jak to mogę lepiej wyjaśnić. o to że pan kawka ma "mieszkanie własnościowe" i nie zamierza się spoufalać z hołotą z mieszkania obok. tak jakby fakt że jego mieszkanie jest "własnościowe" dawał mu jakiekolwiek inne prawa poza prawem własności. tymczasem poszanowanie miru domowego przysługuje każdemu bez względu na formę własności zajmowanej nieruchomości/lokalu. z czymś takim spotykałem się do tej pory u mieszkańców tych poodgradzanych "nowych blokowisk" wyobrażającym sobie chyba że są kimś w rodzaju afrykanerów w RPA odgradzających się murem od "tubylców". a tu się okazuje że takim "tubylcem" z którym pan kawka nie ma zamiaru się spoufalać jest również sąsiadka z mieszkania obok. jego wybór. tylko że nie jesteśmy w RPA i zapewniam pana kawkę że na jego żądanie nie wpadnie do sąsiadki uzbrojony oddział policji żeby ją spacyfikować za szczekającego psa. ja wiem że są sąsiedzi z którymi się dogadać nie da i z którymi nawet najlepsza wola nie pomoże, no ale sorry jeżeli czytam tekst gościa który uważa że dobre stosunki z sąsiadami są "komiczne" i "dziecinne" a on jest przecież "dorosłym człowiekiem" więc od swojej "własności materialnej" będzie wszystkich kijem odpędzał to nie wiem czy mam go załować czy się z niego śmiać. chyba jedno i drugie.
  4. "wybacz ale ta propozycja jest wręcz komicznie dziecinna, i proszę nie uraź się moim myśleniem. Chyba jesteśmy dorosłymi ludźmi, prawda? Oprócz tego że w domu odpoczywam, to w domu również pracuję (oprócz etatu, prowadzę dodatkowo firmie) nie do pomyślenia jest żebym wymieniał się z kimś kluczami od własności majątkowej, takiej jak mieszkanie i rzeczy prywatne w nim." przyjmij do wiadomości że nie ma niczego "komicznego" ani "dziecinnego" w dobrych stosunkach z sąsiadami. mimo tego że mieszkasz w swojej "własności majątkowej". ta nowobogacka mentalność nigdy nie przestanie mnie zdumiewać. do tej pory spotykałem się z nią raczej wśród mieszkańców "nowych blokowisk" budujących sobie ogrodzenia i stawiających budki z ochroniarzami a tu się okazuje że nawet wobec sąsiada z mieszkania obok można "nowobogackie obyczaje" stosować i myśleć w kategoriach "nie bedzie mnie chamstwo w majątku buszować". jak czytam takie rzeczy to mi się przypomina pawlak z kargulem jak jeden drugiego o miedzę zaoraną na trzy palce chciał kosą pociągnąć. "Dlaczego ja mam brać odpowiedzialność za sąsiadów, którzy sami nie robią nic w tej sprawie?" a choćby dlatego: "i to nie jest od tygodnia, tylko ciągnie się długimi miesiącami." moze jestem jakiś głupi ale wolałbym się tym psem zająć niż "długimi miesiącami" mieć ujadacza za ścianą. ja nie wiem czy donoszenie do straży miejskiej wiele pomoże. nie mam wielkiego zaufania do skuteczności tego rodzaju instytucji, sam raz doniosłem na właścicielkę agresywnej akity która mi ugryzła psa (tylko trochę - miał ślad po wbitym kle) a którą już wcześniej prosiłem żeby trzymała tego psa na smyczy bo jest wielki i agresywny i pogryzł już wcześniej psa znajomej. niestety zostałem kompletnie olany. ale wtedy sytuacja była trochę inna bo nie potrafiłem podać adresu tylko proponowałem że się z nimi przejdę i tego psa poszukamy bo mniej więcej wiem gdzie mieszka. olali mnie kompletnie, nikt się nie odezwał. ale może jak mają podany adres to się ruszą. "jestem ciekawa czy to faktycznie tak prosto się odbywa jak on o tym mówi. i jak to odebranie psa się odbywa. " ja raczej sądzę że kolega trochę fantazjuje. psa nie można nikomu odebrać bo to jest "własnosc majatkowa" taka sama jak jego własnościowe mieszkanie :) odbieranie zwierząt odbywa się na podstawie ustawy o ochronie zwierząt w sytuacjach gdy dobrostan tych zwierząt jest zagrożony. czasami pokazują te interwencje - zabiedzone zwierzaki w urągających człowieczeństwu warunkach. czy pies w normalnym mieszkaniu, w normalnych warunkach ale cierpiący na "lęk separacyjny" się kwalifikuje? nie sądzę bo lepszych warunków w schronisku taki pies miał nie będzie. a pomysł że odbiorą psa bo jest uciążliwy dla sąsiadów to trochę jest taki jakby gościowi puszczającemu głośno muzykę odbierali sprzęt grający.
  5. bo łódź to umarłe miasto meneli jak powiedział bogusław linda. żeby nie było, jestem z łodzi więc sobie mogę pozwolić.
  6. wygląda na to że stare powiedzenie o tym że łatwiej jest się człowiekowi wyprowadzić ze wsi niż wieś z człowieka. ten twój "facet" jest po prostu wieśniakiem mentalnym i taki ma stosunek do zwierząt. nie zgadzam się że on tak samo może traktować ciebie albo dzieci bo wcale tak być nie musi. ale zwierzęta zawsze będzie tak traktował bo jest wsiokiem. to nawet nie jest jego wina, po prostu tak wyglądało jego życie do tej pory. zwierzę się trzymało dokąd przybierało na wadze a następnie zabijało. nikt się nie bawił ze zwierzątkami i nie zastanawiał czy dobrze się czują. to samo dotyczy psa. czytanie książek o wychowyaniu psa, o "psim języku", próby zrozumienia zwierzaka to są dla tego koleżki "miejskie fanaberie". pies ma słuchać a jak nie słucha to mu trzeba "przypier....." aż słuchać zacznie. mam podobnego kolegę. wychowaliśmy się razem ale on miał silne związki z rodziną ze wsi. strasznie był dumny np ze swojego dziadka że dziadek jak mu pies kurę zagryzł to go zabił. to nie jest zły człowiek, kocha swoją rodzinę, pracuje, jest naprawdę bardzo inteligentny ale o zwierzętach z nim nie rozmawiam bo mi się od razu ciśnienie podnosi. całe szczęście ja mam u niego jakiś autorytet więc trochę ten jego stosunek do zwierząt się zmienia, działa pewnie też to że jest mniej więcej w moim wieku a z wiekiem się łagodnieje na ogół. no ale tak niektórzy ludzie z wieśniaczą mentalnością mają. jeżeli pies jest delikanty i "nieśmiały" to na pewno będzie miał z tym gościem ciężko. i jestem przekonany że on sam nie uważa że robi coś źle albo że nad psem się znęca. moim zdaniem najlepszym rozwiązaniem problemu jest po prostu szkolenie psa metodami pozytywnymi. nie wiem czy masz na to czas ale jak ten facet jest normalny (tylko z wiejską mentalnością) to sam zobaczy że te metody skutkują znacznie lepiej niż prymitywna przemoc. no bo skoro "pies zachowuje się jak wariat" to facet chce ten stan zmienić i psa wychować. i to nie jest nic złego, złe są tylko jego prymitywne metody ale jeżeli mu pokażesz że smakołykami i nagrodami można osiągnąc efekty znacznie lepsze, trwalsze to chyba zrozumie. pokaż mu parę filmów z psami które są tak szkolone i cieszą się z wykonywania tego co chce od nich opiekun i wytłumacz że szarpaniem, krzykiem i dociskaniem do ziemi się tego nigdy nie uzyska. wiele osób w polsce nie rozumie nowoczesnych metod szkolenia psów i ma strasznie prymitywne podejście ale nie trzeba też przesadzać tylko probować im wytłumaczyć że po prostu nie tędy droga.
  7. prawda. ale z drugiej strony były argumentem na moją korzyść przy ewentualnym wymiarze kary :D bo choć ten piesek to bardzo fajny wesołek to wolałbym żeby sobie biegał zadowolony u swojego dotychczasowego właściciela a moja ewentualna akcja zostanie uruchomiona tylko gdy upewnię się że dzieje mu się krzywda na którą nie mogę inaczej nic poradzić. bo jak dojdę do wniosku ze będzie miał życie przynajmniej "przyzwoite" to zamiast go kraść wezmę jakiegoś ze schroniska. natomiast nie oszukujmy się, gdyby ktokolwiek na mnie chciał nawet donieść w tej sprawie to pewnie policja potraktowała by go podobnie jak kogoś kto by chciał donieść na sąsiada że kup po psie nie sprząta. gorsze rzeczy niż "zamiar" dokonania kradzieży błąkającego się psa którego właściciel ma gdzieś nie są w polsce ścigane. jest też druga opcja. jak będzie zbliżał się termin wyprowadzki a mały się znowu do mnie przybłąka to go zaprowadzę do schroniska. jak się właściciel zainteresuje i będzie go szukał to może zapłacenie 5 dych za odebranie psa nauczy go żeby pieska pilnował a jak nie to wezmę go ze schroniska po odpowiednim czasie, gdy już zostanie uznany za bezdomnego. i chyba to jest najlepszy pomysł.
  8. jeszcze poobserwuję, wyprowadzam się i tak dopiero za prawie dwa miesiące. choć z drugiej strony coraz lepiej to wygląda. pies faktycznie bardzo często jest na dworze ale dzisiaj dowiedziałem się od jakiejś sąsiadki że to dlatego że niszczy w domu (jak to szczeniak) więc jak wychodzą z domu to go wypuszczają a tak to generalnie jest w domu. a jak jest nakarmiony to mu nic nie będzie nawet w mróz. to że je jeszcze żarcie rzucane przez pracowników szkoły psiakom o niczym nie świadczy. mój jest dobrze karmiony a i tak szuka śmieci i odpadków wyrzucanych na trawniki. przejechanie przez samochód jest mało prawdopodobne bo drogi tutaj są wybrukowane kamieniami więc nikt tu szybko nie jeździ. więc niby piesek ma dom. fakt że bywają lepsze domy ale schronisko chyba jednak gorsze więc jak mam jakiegoś brać to lepiej jakiegoś naprawdę bezdomnego. jeszcze zobaczymy. ostatnio pozytywnie mnie zaskoczył bo przylazł wprawdzie do mnie żeby go pogłaskać ale zaraz poleciał sobie do jakiegoś gościa przechodzącego z pieskiem. więc życie towarzyskie też prowadzi i nie jest już taką ofiarą losu którą wszyscy przeganiają. a co do sankcji za kradzież to nie taki diabeł straszny jak go malują. pamiętajcie że do 1/4 najniższego wynagrodzenia (czyli jakieś 450 zł) kradzież jest wykroczeniem a taki kundel się raczej do tego kwalifikuje. jako przestępstwo uznana by była pewnie jedynie kradzież psa rasowego. nie oszukujmy się, skoro za znęcanie się nad zwierzętami nie idzie się w polsce do więzienia to tym bardziej nie zamkną mnie za kradzież wałęsającego się ciągle po dworze kundla. szczerze mówiąc to nie wiem czy wlaściciel by taką kradzież zgłaszał. wątpię bo gdyby go zapytali o okoliczność takiej kradzieży to mógłby co najwyżej przytulić mandat za brak nadzoru nad zwierzęciem gdyby im powiedział w jakich okolicznościach pies zniknął. poza tym jak wspomniałem wyprowadzam się stamtąd a nie sądzę żeby właściciel który tak dba o psa jak opisałem jakoś specjalnie tego psa szukał. gdybym zresztą w końcu jakimś niesłychanym zbiegiem okoliczności za parę miesięcy na tego gościa wpadł (przeprowadzam się w ramach tego samego miasta) to co on mi może? chroni mnie domniemanie że "posiadacz rzeczy jest właścicielem" a czy on mi sprawę wytoczy? pójdzie na policję i zgłosi że parę miesięcy temu pies mu zginął? nie wierzę żeby policja się tym w ogóle zajęła i prowadziła dochodzenie w takiej sprawie (a przecież musieli by ustalić czy on faktycznie miał TEGO KONKRETNEGO psa). szczególnie że gdyby faktycznie zaczęli takie dochodzenie prowadzić to by się okazało to co opisywałem - że pies ciągle biegał bez nadzoru. i niech mi teraz ktoś udowodni że ja go ukradłem a nie znalazłem, a ja oczywiście będę twierdził że pies był zaniedbany, brudny i nie oznaczony więc nie przypuszczałem żeby miał jakiegokolwiek właściciela. oczywiście to wszystko przy założeniu że pies nie ma chipa, ale pewnie nie ma, jak znam życie. za kradzieże w sklepach do tej 1/4 najniższego wynagrodzenia policja nie chce się brać to już widzę jak się angażują w szukanie zgubionego psa którego właściciel sam nie pilnował. no bo nie czarujmy się. z punktu widzenia prawa to co ja planuję zrobić jest kradzieżą a nie żadnym "uratowaniem psa", pies ma właściciela i ja doskonale o tym wiem. ale w realnym świecie to odpowiednie służby musialby by przeprowadzić w tej sprawie śledztwo i mój łajdacki czyn mi udowodnić. a to już nie takie proste. no ale w świecie idealnym to ja bym tego psa nie musiał kraść tylko zgłosić tym "odpowiednim służbom" że jest zaniedbywany i źle nadzorowany i one powinny właściciela doprowadzić do pionu. a jak jest z tym w "realnym świecie" to wszyscy wiemy. tak że nawet nie mam zamiaru ośmieszać się taką akcją.
  9. w miejscu gdzie mieszkam ciągle widuje błąkającego się małego pieska. młodziutki, bardzo wystraszony, całe dnie siedzi na dworze i wałęsa się po okolicy, kolega kiedyś widział go z właścicielem - boi się tego właściciela. widziałem że dostaje jedzenie od jakiegoś pracownika pobliskiego domu dziecka czy jakiejś szkoły. debil, jego właściciel w ogóle o niego nie dba. jeszcze niedawno widziałem że miał poranioną głowę, jakieś strupy, posklejaną sierść na głowię, nie wiem czy po pobiciu czy po pogryzieniu. do mnie przychodzi bo to szczeniak i lubi się bawić więc jak mu rzuciłem smakołyk i pogłaskałem to teraz przybiega ale generalnie ludzi się boi, psów zresztą też. za dwa miesiące będę się stąd wyprowadzał. czy powinienem mu tego psa ukraść i zabrać do siebie czy zostawić temu baranowi? będę szukał dla siebie drugiego pieska, miałem wziąć ze schroniska ale szkoda mi tego malucha bo raczej życie to będzie miał ciężkie, mimo że nie w schronisku to wcale nie lepsze pewnie.
  10. poznalem na spacerze panią z młodym bokserem. jakieś półtora roku temu. bokserek z legalnej hodowli, rodowodowy. ciągle na coś chorował, już nie żyje. moim zdaniem w większości wypadków to jest wszystko jedno czy hodowla jest rodowodowa czy "pseudo". ludzie i tak robią to dla pieniędzy a nie z miłości do zwierzaków. a w ogóle sam fakt istnienia ras wystawowych jest przejawem ludzkiej próżności. i dlatego biorąc pod uwagę ograniczoną pulę genową i selekcje odbywające się głównie wg kryterium wyglądu (wzorca rasy) to te psy muszą i będą chorować. był taki hiszpański chyba film o rasach psów który pokazywał niektóre patologie związane z hodowlą psów rasowych (np usypianie zdrowych szczeniaków rhodesianów dlatego że nie mają tego "ridgea" na grzbiecie, nie spełniają wzorca rasy więc się "nie nadają"). gdzieś w kutnie bodajże też zlikwidowano jakąś hodowlę rodowodowych (zrzeszoną w ZKwP) psów prowadzoną przez panią weterynarz z ojcem która spełniała wszelkie warunki kompletnej patologii. jednocześnie pewnie istnieje wiele "pseudohodowli" gdy właściciel ładnej ale nie rodowodowej suki owczarka czy innej popularnej rasy dopuści do niej jakiegoś ładnego, nie rodowodowego samca i sprzeda szczeniaki. ja niestety nie widzę wielu zalet rozmaitych "oficjalnych organizacji". to są często organizacje obsadzone przez rozmaitych "leśnych dziadków" których nic nie obchodzi i za nic nie odpowiadają. to samo jest w sporcie, to samo jest pewnie w kynologii. chodzi tam o władzę a nie o szlachetne współzawodnictwo czy dobro zwierząt. ostanio mielismy przykład angeliki kerber która wygrała australian open. ona chciała grać dla polski, urodziła się w niemczech ale jej rodzice urodzili się w polsce, trenuje w polsce, dziadek wybudował specjalnie dla niej kompleks treningowy w puszczykowie gdzie teraz jest "akademia andzeliki kerber" itd. no ale leśne dziadki ze związku tenisa nie potrafily jej niczego zaproponować, rozpoznać talentu i teraz niemcy mają kolejną zawodniczkę która wygrała turniej wielkoszlemowy a my ciągle nie mamy żadnej. wniosek: trzeba uważnie oglądać hodowlę z której kupujemy psa a nie przyklejać etykietki że jeżeli hodowla nie zrzeszona w ZKwP to już jakaś potwornosc a jak zrzeszona to "cud miód i orzeszki". a ludzie którzy będą chcieli dorabiać sie na krzywdzie czy to zwierząt czy innych ludzi byli są i zawsze będą.
  11. i znowu to samo. jak ja czytam teksty rozmaitych ludzi z pretensjami że ktoś "idzie z psem" i to jest takie straszne dla skarżących się tu osób to mi się widelce w szufladzie prostują. ludzie, jeżeli tak bardzo boicie się psów to nie powinniście sobie psa kupować. większosc psów jest zainteresowana sobą nawzajem, taka jest już ich psia natura i jeżeli te psy są łagodne to wasze pretensje są zupełnie nie na miejscu. jak chcecie to poproście żeby ktoś psa zabrał, jeżeli zrobicie to w sposób kulturalny i uprzejmy to większość ludzi was posłucha. ale jeżeli zadrzecie nos i z pretensją i w arogancki sposób tego "zażądacie" to już wielu nie. autentycznie wam powiem, gdy ja byłem dzieckiem, to ludzie nie wpadali w taką histerię z powodu dzieci jak teraz niektórzy wpadają z powodu psów. wszędzie widzą zagrożenie i najlepiej to by megafon nosili ze sobą i ogłaszali żeby im z drogi schodzić. i szczerze mówiąc - to do tych panikarzy, nic by się wam nie stało gdybyście zapytali czasami człowieka który ma spokojnego, łagodnego psa, jak on z nim postępuje że właśnie taki spokojny i łagodny jest a nie robili za każdym razem histerię bo w swoich chorych wyobrażeniach widzicie że cały świat czyha tylko na to żeby was dopaść i pożreć. no i fakt, jak się wychodzi z takim nastawieniem to każdy spacer zamienia się w torturę. naprawdę gdybym takie podejście miał to bym psa nie miał bo bym się wykończył psychicznie.
  12. skoro tak to nie powinno wam sprawić problemu przytoczenie uzasadnienia jednego z tych "znacznie częstszych" wyroków z nazwiskiem sędziego który taki wyrok wydał i stwierdził że jest tak jak wy mówicie. to przecież takie proste szczególnie że jak twierdzisz te wyroki są tak częste. no bo mam nadzieję że to twoje twierdzenie jest oparte na wiedzy że "znacznie częściej przegrywają" a nie na "wydaje mi się że znacznie częściej przegrywają". o, znalazłem coś ciekawego dzięki wujkowi googlowi: źródło: http://www.wspolnota.org.pl/aktualnosci/aktualnosc/kaganiec-nie-dla-kazdego-psa/ dziwne jednak mam przeczucie że ten wyrok też was nie przekona i uznacie że ci sędziowie z białegostoku to jakieś miernoty nie znające prawa które powinno się zwolnić a prawdziwi fachowcy to "samozwańczy prawniczy zespół dogomanii" :D a może jako kontrargument przytoczycie kolejną opinię "jednego ze stołecznych strażników miejskich".
  13. no ba. przecież prawo to typowe pole do popisu dla "skrótów myślowych" kto by się przejmował precyzją sformułowań i szczegółowością określeń, każdy i tak "wie o co chodzi" szczególnie jak miał indywidualny tok nauczania. a kiedy się mówi o "konflikcie" w przepisach? może wyjaśnij bo właśnie to określenie było jedną z przyczyn że niegodziwie powątpiewam w jakość waszej "wiedzy prawniczej" z która tak się tutaj obnosicie twierdząc po raz kolejny że prawnicy sejmowi to dla was zera.
  14. furie, z pewnością ów "pan heniek" jest równie dobrym specjalistą jak ty, co do tego wątpliwości nie mam. szczególnie gdy dalej wypisujesz jakieś kompletne kretynizmy o "zaskarżaniu mandatu" którego po prostu każdy człowiek ma prawo nie przyjąć i wtedy sprawa jest kierowana do właściwego sądu i przez niego rozstrzygana. bez żadnego "zaskarżania" czy podobnych szopek. no ale najwidoczniej jesteś tak "wybitną prawniczką" że to też ci umknęło. dziwne że wiem to ja, nędzny absolwent "kursiku dla ekonomistów" a ty, wybitna prawniczka po "indywidualnym toku nauczania" którą ciągle "pytają o zdanie" jakoś przeoczyłaś. ach te internetowe przechwałki. na forum to sami prawnicy, milionerzy i gwiazdy, każda z ego przerośniętym ponad wszelkie granice. zresztą nawet mandatu przyjętego też się nie "zaskarża" tylko od niego odwołuje. to był chyba indywidualny tok nauczania ogrodnictwa, jak u suskiego.
  15. a co, ciebie za ten wyznacznik mam uznać? znajdź mi coś lepszego to się tym pokieruję ale póki co nie daruję sobie "wycieczek" typu "dogomaniackie grono ekspertów" bo nie przedstawiliście mi żadnej opinii która by mogła podważyć słowa suskiego poza właśnie waszym "według mnie". a jeżeli wy "nie uznajecie" sejmowej komisji tworzącej prawo za grono ekspertów to tym śmieszniejsi jesteście próbując sami udawać tych ekspertów albo podsyłając mi artykuły gdzie za "eksperta" robi "jeden ze stołecznych strażników miejskich". może niedługo w roli waszego "eksperta" wystąpi pan heniek z drugiego piętra, co? ten artykuł wprawdzie rzeczywiście nawiązuje do opinii zespołu sejmowego o którym pisałem ale po informacji że komisja sejmowa która TWORZYŁA TO PRAWO (więc szczególnie ma uprawnienia wypowiadać się co do tego jaka była intencja ustawodawcy) twierdzi że "kontrola" nie oznacza na smyczy po drugiej stronie stoi "jeden ze strażników miejskich". nie uważacie że to żenada? gdyby w takiej sprawie zapadł jakiś prawomocny wyrok sądu gdzie sędzia by stwierdził że uchwała jest ważniejsza od ustawy bo ją "doprecyzowuje" to ok, byłby to spory wyłom w mojej argumentacji. gdyby istniała praca jakiegoś autorytetu prawniczego który by tak sprawę przedstawił to także. ale nie ma czegoś takiego, nic takiego nie jesteście w stanie znaleźć i przedstawić. przedstawiacie mi opinię "jednego ze strażników miejskich" i to ma być wasz argument? śpieszę was poinformować że niejaki "emil od fotoradarów" wykrył w jednej z gmin że fotoradar straży miejskiej przez trzy lata działał niezgodnie z prawem i straż miejska wystawiała na jego podstawie mandaty przez 3 lata. przegrali we wszystkich instancjach i musieli go w końcu zdjąć ale tak właśnie wygląda "przestrzeganie prawa" wg straży miejskiej i lokalnej władzy którą tutaj próbujecie kreować na "autorytet". zresztą ten strażnik miejski bynajmniej nie kwestionuje wyższości ustawy nad uchwałą, on na własny użytek INTERPRETUJE sformułowanie o "kontroli" jako konieczność trzymania na smyczy. tyle że to nie strażnik miejski jest od interpretowania prawa (chyba ze co do tego też się nie zgadzacie) a interpretuje ją w oczywisty sposób wbrew intencji ustawodawcy ale ku swojej wygodzie. niewątpliwie was powinni zatrudnić, już dawno o tym pisałem. każdy z was się tak autorytarnie wypowiada na temat prawa jakby był prawnikiem z trzydziestoletnim doświadczeniem co najmniej. dziwne tylko jest że piszesz o "konflikcie" gdy prawidłowy termin to "kolizja przepisów prawnych" czego uczą już na pierwszym roku prawa i mnie uczyli na krótkim kursie prawa dla ekonomistów też na pierwszym roku. no ale widać wtedy akurat byłaś na wagarach i tego terminu nie poznałaś. nie przeszkodziło to wam jednak zostać wybitnymi prawnikami przy których te lebiegi z sejmowych komisji to mogą pakować tornistry i uciekać do domu co zresztą kilkakrotnie już tutaj zostało im zasugerowane.
  16. skoro tak to ona po coś jest, prawda? a nie tylko po to żeby sobie była. coś z niej wynika. i wynika właśnie to że uchwala nie może zmieniać ustawy, ustawa konstytucji itp. ja też nie jestem prawnikiem i mam zupełnie podstawową wiedzę o prawie ale skoro tak to słucham opinii tych którzy znają się na tym lepiej. jeżeli zaprezentujecie mi wypowiedź jakiegoś specjalisty który zakwestionuje to co mówi suski to oczywiście będę skłonny zmienić zdanie. ale jeżeli ma to być tylko wasze gadanie bo wy sobie "tak uważacie" to jesteście cokolwiek śmieszni. nie ma żadnej możliwości żeby uchwała rady miasta zmieniała ustawę. w jakikolwiek sposób ją "doprecyzowywała" bez odpowiedniej umieszczonej w ustawie delegacji. jeżeli ustawa mówi "pod kontrolą i oznaczony" to tak to znaczy a nie "na uwięzi i w kagańcu". co do regulaminu w łodzi to cholery najwidoczniej zmieniły go, mój błąd. teraz już mnie sprawa co nieco dotyczy. no jasne. a twój tekst "suski jest ogrodnikiem" to wcale chamstwem nie był i wcale nie miał na celu zdyskredytowanie gościa i jego opinii, prawda? to jest typowy atak personalny na człowieka ponieważ nie masz innych argumentów. ten pseudoargument nie miał innego znaczenia jak tylko to żeby zasugerować że ponieważ skończył ogrodnictwo to nie zna się na prawie. tylko że jak już napisałem on tej ustawy nie pisał sam tylko dysponując opinią prawników którzy znajdują się w każdej komisji przygotowującej ustawy i on swojej opinii nie wziął z lekcji o klasach gleby w polsce tylko właśnie ze ścieżki ustawodawczej. jeżeli uważasz że ta opinia jest błędna to znajdź mi uzasadnienie jakiegoś kompetentnego w tej sprawie człowieka a nie swoje widzimisię. no i właśnie zdaniem suskiego straciły. dlatego właśnie pisze że mandaty nakładane są bezprawnie.
  17. ciekawe. a specjalnie podkreśliłem fragment: no ale najwyraźniej czytanie to dla ciebie zbyt trudna sztuka. tego rodzaju prostackie pseudoargumenty są po prostu godne dogomanii. dla każdego człowieka dysponującego choćby odrobiną dobrej woli jest oczywiste że poseł suski nie napisał tej ustawy na kolanie w kiblu tylko w odpowiednich komisjach sejmowych dysponujących całymi sztabami prawników i fachowców z danych dziedzin. oczywiście mogą się oni mylić i poseł suski też może ale chamskie teksty w stylu "poseł suski skończył ogrodnictwo" świadczą tylko o jednym z dwóch: albo jesteś tak głupia że o tym nie wiesz albo wiesz ale liczysz że inni nie wiedzą i w taki prostacki sposób przedstawisz suskiego jako "ogrodnika który nie wie o czym mówi". jakoś nie widzę żebyś ty przytoczyła JAKĄKOLWIEK informację która potwierdzała by twoją opinię. po prostu powtarzasz brednie które zaczęłaś wygadywać i liczysz na to że kogoś przekrzyczysz i że ciągłe ich powtarzanie coś zmieni.. bo tu nie ma żadnego "przekroczenia upoważnienia ustawowego". te przepisy (jak można było przeczytać w artykule który wkleiłem, ale najwyraźniej czytanie sprawia ci jakąś trudność) istniały przed nowelizacją ustawy i po prostu nie zostały zmienione choć powinny były.
  18. konstytucja określa ważność źródeł prawa w polsce w kolejności wymienionej w konstytucji. żadne z przepisow nie mogą być sprzeczne z konstytucją, dalej z ratyfikowanymi umowami międzynarodowymi, dajel z ustawami, dalej z rozporządzeniami i na końcu są przepisy lokalne które nie mogą być sprzeczne z żadnym z powyższych. to jest istotne w wypaku tzw "kolizji przepisów prawnych". czasami w wyniku błędów ustawodawcy a czasami celowego działania ustaw ta sama sprawa w dwóch różnych przepisach jest inaczej regulowana. i trzeba wiedzieć jak w konkretnym przypadku zastosować prawo. i tak jest w tym przypadku. mamy kolizję uchwały rady gminy z ustawą o ochronie zwierząt. ważniejszym aktem prawnym jest ustawa więc tak jak mówi jeden z jej autorów, cytowany tu poseł suski, te przepisy są bezprawne i powinny zostać zmienione. gminy tego nie robią bo to dla nich niewygodne. łatwiej jest móc ukarać każdego niż zastanawiać się "co to znaczy pod kontrolą". a że dodatkowo mało osób wie o tej kolizji przepisów a wielu z tych którzy wiedzą uważają że lepiej jest zapłacić mandat niż spędzić ileś tam godzin w sądzie zwalniając się z tego powodu z pracy żeby dowieść swoich racji to nikt tych przepisów nie rusza. szczególnie że większość mandatów wystawianych jest jednak ludziom których psy nie tylko nie były na smyczy ale nie były również "pod kontrolą" i za kimś poleciały, zaatakowały, obszczekały więc i tak nic się w sądzie nie ugra. a to że jest to zapis nieprecyzyjny to prawda. ale "miejsce publiczne" też nie jest nigdzie w prawie zdefiniowane, też jest "nieprecyzyjne" i określa się co to jest na podstawie orzecznictwa i komentarzy autorytetów prawnych. i do tej pory są problemy czy np klatka w bloku jest "miejscem publicznym" czy nie jest. czy gdy jest ogólnodostępna to jest a czy gdy jest zabezpieczona domofonem to nie? nie wszystko da się precyzyjnie określić bo życie nie jest precyzyjne ale intencja ustawodawcy była ewidentna - chodziło o to żeby właścicielom spokojnych i łagodnych psów biegających bez smyczy nie walić mandatów skoro te psy nie są dla nikogo niebezpieczne. tyle że nie da się w ustawie zapisać ile metrów od właściciela ma iść pies i jak szybko i jak się ma zachowywać więc napisano że ma "być pod kontrolą". praktyka i orzecznictwo ustali szczegóły ale ponad wszelką wątpliwość wiemy że nie jest to konieczność prowadzenia psa na smyczy. działa to zresztą również w drugą stronę. sam fakt założenia psu smyczy bynajmniej nie oznacza ze on jest pod kontrolą. już tu kiedyś pisałem, mój pies został ugryziony przez psa na smyczy który się wyrwał właścicielce. no to pozostaje ci w takim razie napisać maila do posla suskiego żeby zwolnił tych swoich wszystkich niedouczonych sejmowych prawnikow którzy wraz z nim pisali ustawę a zatrudnił "samozwańczy prawniczy zespół dogomanii" w składzie Monieq+Brezyl+Miawko, a może jeszcze się ktoś dołączy, i wy mu wytłumaczycie że to nieprawda co mówi i że wcale to przepisy miejscowe nie muszą być zgodne z ustawą skoro ona jest "nieprecyzyjna" to one ją "doprecyzują". czegoś tak głupiego to ja dawno nie słyszałem ale powodzenia. a może ja się mylę, może istnieje opinia prawnicza która twierdzi że poseł suski i jego zespół nie mają racji, że jest tak jak wy mówicie i skądś te wasze informacje czerpiecie. znaczy z jakiegoś wiarygodnego źródła interpretacji prawa. chętnie się zapoznam z tego rodzaju opinią jeżeli wyrazi ją ktokolwiek kompetentny kto jest się w stanie podpisać pod tym swoim imieniem i nazwiskiem. może jakieś uzasadnienie wyroku albo opinia eksperta. bo wybaczcie ale opinii samozwańczego prawniczego zespołu dogomanii nie uznam za kompetentną. ja na całe szczęście nie muszę się tym przejmować bo co o tej mojej łodzi można powiedzieć to można ale w naszym regulaminie jest zapis taki jak w ustawie że pies może być zwolniony z uwięzi jeżeli jest pod kontrolą. dziwi mnie tylko zajadłość niektórych użytkowników dogomanii którym żebym nawet napisał że ziemia się kręci wokół słońca to i tak znajdą jakiś pretekst żeby się do mnie przyczepić i mnie próbować obrażać.
  19. nie wiem czy wy macie jakieś hobby takie żeby na upartego i wbrew faktom zaprzeczać temu co mówię i w dodatku mnie obrażać. to jest po prostu zenujące żebyście robili z siebie takich idiotów ale jak chcecie. skoro to co mówię to "pomieszanie z poplątaniem" to najwidoczniej konstytucja RP też jest "pomieszaniem z poplątaniem. no i oczywście sejmowy "zespół przyjaciół zwierząt" którego członkowie pisali tę ustawę też się nie zna na prawie, wy się znacie a oni to "pomieszanie z poplątaniem" bo twierdzą dokładnie to co ja. zresztą nie oszukujmy się, ja żadnym prawnikiem nie jestem i informację o tym że te zapisy są niezgodne z ustawą wziąłem właśnie z inicjatych owych posłów zmierzającej do tego aby zmienić niezgodne z ustawą przepisy gminne. zacytuję jeden z artykułów dotyczących sprawy w całości, może przestaniecie być żenujący, choć po waszych wcześniejszych wyczynach nie sądzę: Sejmowy Zespół Przyjaciół Zwierząt chce zniesienia mandatów dla właścicieli puszczających czworonogi luzem. – Mandaty nakładane są niezgodnie z prawem – mówi poseł PO Paweł Suski, który jest szefem skupiającego 33 parlamentarzystów ponadpartyjnego zespołu. 00 złotych – mandat w takiej wysokości w wielu miejscach Polski grozi właścicielowi wyprowadzającemu swojego psa na spacer. Wręczyć go może policjant lub funkcjonariusz straży miejskiej, gdy zwierzę jest wyprowadzane bez smyczy, a w niektórych przypadkach bez kagańca. Zespół chce doprowadzić do zmiany lokalnych przepisów, na podstawie których nakładane są grzywny. Poseł Suski w 2011 roku zajmował się w Sejmie nowelizacją ustawy o ochronie zwierząt. Wprowadzono do niej wtedy przepis regulujący, w jaki sposób należy wyprowadzać psa. – Zapisaliśmy, że zwierzę można spuścić ze smyczy w każdym miejscu pod warunkiem, że właściciel pełni nad nim kontrolę i jest oznakowane w sposób umożliwiający identyfikację posiadacza – wylicza Suski. – Funkcjonariusze mogą ukarać właściciela psa puszczonego luzem tylko wtedy, gdy te warunki nie są spełnione. Problem w tym, że nowych przepisów często nie uwzględniają lokalne regulaminy utrzymania czystości i porządku obowiązujące np. w największych miastach w Polsce. – Takich spraw są w kraju tysiące, a nawet dziesiątki tysięcy. Grzywny wynoszą najczęściej 100 zł – mówi. Odsyła do forów internetowych właścicieli psów, na których często pojawia się temat mandatów nakładanych z powodu puszczanych luzem chorych bądź niewielkich czworonogów. Zespół Przyjaciół Zwierząt chce, by komendant główny przeszkolił policjantów w zakresie precyzyjnego stosowania przepisów ustawy o ochronie zwierząt, a wojewodowie w trybie nadzoru doprowadzili do zmiany miejscowego prawa. Krzysztof Hajdas z Komendy Głównej Policji mówi „Rz", że komendant „nad pismem się pochyli". źródło: http://www.lex.pl/czytaj/-/artykul/poslowie-chca-uporzadkowac-przepisy-dot-wyprowadzania-psow NO ALE CO ONI WSZYSCY WIEDZĄ. WY, WYBITNI PRAWNICY DOGOMANII STWIERDZILIŚCIE ŻE TO POMIESZANIE Z POPLĄTANIEM A REGULAMIN GMINY WZIĄTKI MA W POLSCE WIĘKSZĄ WAGĘ NIŻ USTAWY. KONSTYTUCJA MOWI WPRAWDZIE CO INNEGO ALE TAKICH SPECJALISTÓW JAK WY ŻADNA KONSTYTUCJA NIE PRZEKONA.
  20. absolutnie "prawo miejscowe" nie jest jest prawem "specjalistycznym". to właśnie ustawa "o ochronie zwierząt" jest ustawą specjalistyczną i jako taka może być uznawana za wyższej rangi niż np kodeks cywilny w zakresie przepisów o ochronie zwierząt. ale to szczerze mówiąc jest nieistotne czy uznamy ją za "specjalistyczną" czy nie dlatego że AKTY PRAWA MIEJSCOWEGO mają niższą rangę jako źródło prawa niż USTAWY. to wynika z konstytucji która wymienia w kolejności źródła prawa w Polsce: - Konstytucja - ratyfikowane umowy międzynarodowe, - ustawy, - rozporządzenia - akty prawa miejscowego. nie może być inaczej. a takie "doprecyzowanie" o jakim ty zdaje się mówisz to może mieć miejsce tylko w formie rozporządzenia, gdy jest np napisana w ustawie delegacja w stylu "sposób kontroli określi rozporządzenie ministra" wtedy faktycznie rozporządzeniem można zapis ustawy "doprecyzować". tak jest w przypadku "ras uznawanych za niebezpieczne". ustawa mówi że te rasy zostaną określone w rozporządzeniu i właśnie przepisy dotyczące ras niebezpiecznych dotyczą ras ujętych w tym rozporządzeniu. natomiast nie jest to możliwe bez delegacji a już na pewno nie jest możliwe żeby uchwała "doprecyzowywała" ustawę.
  21. ustawa o ochronie zwierząt mówi że: zabrania się puszczania psów bez możliwości kontroli i bez oznakowania umożliwiającego identyfikację wlaściciela lub opiekuna. to tak naprawdę oznacza że przepisy zakazujące puszczania ze smyczy są niezgodne z prawem (ustawa jest aktem wyższego rzędu). skoro bowiem w ustawie nie jest napisane "zabrania się puszczania psów bez uwięzi" tylko właśnie "bez kontroli i oznaczenia" to jest to dozwolone i nie można tego zmieniać aktem prawa miejscowego (czyli np wlaśnie jakimś regulaminem czy uchwałą gminy). no ale teraz weź się człowieku użeraj. choć prawdę mówiąc gdybym miał psa w mieście w którym wprowadzili bez sensu obowiązek ciągłego trzymania psa na smyczy to nie wiem czy bym się w końcu nie zdecydował. bo mój pies bardzo dużo biega bez smyczy i szczerze mówiąc nie wyobrażam sobie żeby było inaczej.
  22. wielkie słowa jak na kogoś kto w jednym poście potrafi sam sobie zaprzeczyć.
  23. no cóż, z takim poziomem prymitywu to ja dyskutować nie zamierzam. najwidoczniej jednak wrażenie z tej dyskusji sprzed 4 lat było zupełnie słuszne a doszukiwanie się przeze mnie jakichś okoliczności łagodzących w twoich "popisach" było naiwnością. jak ktoś się chamem urodził to nikim innym nie umrze.
  24. posłuchaj laluna. ja cię nie znam i faktycznie przyznam że jestem do ciebie trochę uprzedzony po lekturze tamtego tematu o "negatywach pozytywu". może niepotrzebnie, może za bardzo się tym przejąłem ale chyba przyznasz że był tam frontalny atak na gałuszkę i jego kolegę, zupełnie nie merytoryczny i chamski. już trochę mam dosyć gadania o gałuszce, niech se robi co chce, nad zwierzętami się nie znęca a jak będzie miał słabe wyniki to tym lepiej dla jego konkurencji, czyli m.in. dla ciebie. tak czy nie? co do "metod pozytywnych" to sami sobie strzelacie w stopę i odbieracie klientów (których zbiera gałuszka). niestety ale czy to się komuś podoba czy nie to tzw "tradycyjna szkoła" jest powszechnie rozumiana jako miejsce gdzie psy "szkoli się" za pomocą szarpania i krzyków (surowym tonem wydawanych poleceń, znaczy). pewnie częściowo z powodu "czarnego PRu" uprawianego przez "pozytywnych", ale tylko częściowo. więc jeżeli ktoś ma nieposłusznego psa, trafi do takiego barbarzyńcy który tego biedaka ubierze w kolczatkę i "przeczochra" solidnie, albo choćby o takim usłyszy to chętniej pójdzie do "pozytywnego" gałuszki gdzie awersję (np OE) stosuje się wyjątkowo. a jeżeli wy się reklamujecie tak że "pozytywni to frajerzy, pies musi wiedzieć kto tu rządzi" to nie dziwcie się że marketingowo gałuszka bije was na głowę. ludzie którzy chodzą na szkolenia to tacy którzy psy trzymają dla przyjemności, nie chcą żeby je spotykały bolesne doświadczenia jeżeli można ich uniknąć. no to jak wy się chcecie odróżnić od tych którzy zakładają kolczatki kilkumiesięcznemu labradorowi czy goldenowi bo rozbrykany? na filmach które mi tu pokazujecie trenerzy pięknie pracują z takimi szczeniakami i o kolczatkach mowy nie ma. ja też jestem z łodzi i znam sporo przypadków że taki pożal się boże szkoleniowiec nie potrafi szczeniaka oduczyć skakania na ludzi (a tak naprawdę to niczego) i sprawdza się w 100 proc to powiedzenie "dajcie człowiekowi młotek to cały świat stanie się gwoździem" więc rada takiego cymbała to oczywiście ubrać psu kolczatkę a taki trening jak choćby na tym filmie: https://www.youtube.com/watch?v=iiTMEA4vZ3s to zupełnie poza jego zasięgiem jest. coś jeszcze chciałem napisać ale zapomniałem. jak se przypomnę to dopiszę.
  25. furie, najwyraźniej czytasz to co chcesz czytać a nie to co ja piszę. nawet nie kliknąłem na ten twój filmik, wystarczyła mi twoja recenzja żeby stwierdzić że w poście nr 52 z tego tematu pisałem coś prawie identycznego a zastrzeżenia jakie mam do "grupy trzymającej władzę" to właśnie to, że praktycznie w każdym temacie, bez dokładnego rozpoznania od razu waliłby by psom kolczatki i "korekty". szczególnie, co jeszcze trzeba podkreślić, te korekty i kolczatki polecają osobie, która nie ma pojęcia jak tego prawidłowo używać, wyprowadza psa w kolczatce już od dawna i żadnych pozytywnych zmian się nie doczekała. jestem pewny na 100% że gdy posłucha głupich rad o "korygowaniu" swojego psa jak on się rzuca na kogoś to skończy się to w jej wydaniu pogorszeniem sytuacji i kto wie czy nie atakiem na nią samą. a dalej to już idziesz po prostu w tym kierunku przypisując mi jakieś kompletne głupstwa a siebie stawiając na pozycji jakiegoś guru od którego ja sie powinienem "dopytywać i uczyć". to ja ci odpowiem tak: wróć ty do podstawówki i naucz się czytać to może nie będziesz w przyszłości bzdur wypisywać bo już mam dosyć tłumaczenia się przed wami z waszych urojeń na mój temat.
×
×
  • Create New...