Jump to content
Dogomania

spike1975

Members
  • Posts

    512
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by spike1975

  1. w ogóle to nie jest taka sama sytuacja ani nawet podobna. absolutnie co innego jest gdy pies nie ma ochoty na zabawe z innym i to pokazuje a co innego gdy nie dajemy mu nawet szansy tego pokazać "na wszelki wypadek" zabierając go zanim psy się do siebie zbliżą. psy w kontaktach między sobą powinny być do pewnego poziomu autonomiczne a my się powinniśmy wtrącać dopiero gry ich własne metody nie działają (tak sądzę). od weekendu opiekuje się psami kolegi, dwa maluchy wielkosci niedużych spanieli. i spotkaliśmy na spacerze trzy inne pieski podobnych gabarytów. trochę się obwąchały a potem probowaly na siebie wlazić. jeden z tamtych na moją suczkę a mój piesek na jednego z nich. skończyło się na paru warknięciach, pokazaniach zębów i OK, ustaliły między sobą nieprzekraczalne granice i każdy był zadowolony. ja bym się wtrącił tylko wtedy gdyby któryś z nich się przestraszył i zamiast warknąć czy pokazać zęby uciekał z podkulonym ogonem ścigany przez drugiego dominanta ale nic takiego nie miało miejsca więc nie było potrzeby interwencji. no i ja się nie oburzam że to chamstwo tylko się dziwię że tak można nie widzieć rzeczy oczywistych i nie robić rzeczy oczywistych. przecież to jest hodowanie sobie problemów na własną prośbę. piszesz że "łatwiej założyć kolaczatkę i się oszukiwać..." no właśnie mi się nie wydaje że łatwiej. z tym psem o wiele, wiele, wiele wiele (i jeszcze wiele wiele) łatwiej było by wziąć piłkę albo jakąś zabawkę i mu rzucać. on po prostu był chętny do zabawy z każdym. i zamiast szarpać się z nim kolczatką i denerwować to mieć taką piłeczkę i piesek by nigdy w życiu nie pobiegł za innym psem, zwłaszcza takim który się z nim bawić nie chce. wcześniej tego nie napisałem ale właśnie bardzo zgadzam się z tym co napisała julia na górze tej strony. tak trzeba właśnie psy wychowywać. a o tym owczarku napisałem bo martwi mnie to że niedługo pewnie będę miał kolejnego dużego "psa z problemami" na osiedlu szarpiącego się do innych na smyczy.
  2. jakie te ludzie są jednak gupie to masakra. w końcu przejdę do "obozu wroga" czyli stanę się zwolennikiem izolowania psów. a tyle się napisałem żeby nie przesadzać. na moim osiedlu pojawił się jakiś czas temu młody owczarek niemiecki. no i widzę jak na moich oczach robi się z niego "pies problemowy". pies jest bardzo aktywny ale niestety jego pani, mimo że dosyć młoda, wcale aktywna nie jest. no i scenariusz wygląda na klasyczyny - pies żadnej piłki ani zabawki na spacerze nie ma ale za to kolczatkę to już ma (ma tak na oko z rok). dzisiaj go spotkałem, chciał się koniecznie bawić z moim psem a mój bawić się z nim nie chciał to go ciągle nękał aż mój zaczął uciekać. i co wtedy? ano paniusia właścicielka bardzo zadowolona bo "pieski sobie pobiegają". no masakra. myślę sobie to tak nie może być i przywołałem swojego do mnie. przyleciały obydwa. tamten zaczął się interesować sznurkiem od piłki którą miałem przy pasku ale że już mam dosyć kupowania ciągle nowych piłek które mi zjadają obce psy (bo właściciele nie potrafią swojemu pieskowi nawet piłki odebrać) to powiedziałem że "tego to ci nie dam, ale mogę ci dać to..." i wyciągnąłem zabawkę z nogawki od starych jeansów. pani na to z przekąsem "a może by tak nic mu nie dawać". nie chciałem się kłócić z nią i mówić że "może w takim razie zostawiłby mojego psa w spokoju jak się z nim nie chce bawić a nie go ganiał" więc skręciłem żeby sobie pójść. piesek za nami, panią ma w kompletnej d.... pani jakieś gwizdy zaczęła wydawać ale gdzie tam. pies ciągle wokół mojego skacze, ja go trochę dekoncentruje tak żeby temu mojemu trochę odpuścił jak na chwilę stanie to go zostawiam, mówię "uciekaj" i odchodzę. nic z tego, piesek na chwilę stanie, popatrzy w jedną, w drugą stronę i dalej za nami. a gwizdy coraz cichsze :) a ze skręciłem w boczną ścieżkę to pani już nie widać w ogóle. w końcu się z nim wróciłem bo sobie myśle, wyszedłem z jednym psem, wrócę z dwoma no i całe szczęście pani tez wróciła więc jak ją piesek zobaczył to jednak zdecydował się wrócić. problem: czy może mi ktoś wyjaśnić dlaczego ludzie są takimi durniami żeby nie widzieć że ganiające się psy wcale się ze sobą nie bawią tylko jeden ściga drugiego a tamten próbuje przed nim uciec bo wcale ochoty na zabawę nie ma? przecież to widać jak na dłoni że pies się odwraca, nie nawiązuje kontaktu z tym drugim, przeciwnie, stara się go unikać i w końcu ucieka nie dlatego wcale, że chce sobie pobiegać tylko dlatego że inne zachowania natręta nie zniechęcają. a taka głupia się cieszy że "pieski sobie pobiegają". no masakra. problem dwa: dlaczego dureń jeden z drugim (albo idiotka) kupują psu kolczatkę a nie kupią piłki, zabawki jakiejś choć ewidentne jest że pies super chętnie by się taką zabawką bawił i za nią biegał? i nie było by żadnego problemu z odwołaniem bo pies by się na 10 metrów od zabawki nie oddalił a motywując go tą zabawką można by mieć super posłusznego psa. i dotyczy to o zgrozo młodej kobity a nie jakiegoś starego emeryckiego pierdziela któremu się dupska ruszyć nie chce i nie będzie się z psem "wygłupiał".
  3. a o ludzkim sporcie to nie słyszysz negatywnych opinii? niestety im wyższy poziom sportowy tym bardziej instrumentalnie traktowany jest zawodnik. natomiast jak by tam nie było to nie ma się co obawiać że na podwórkowym, amatorskim poziomie z mądrego uprawiania sportu wyniknie coś złego. w piłę zawsze pograć można i można również poćwiczyć z psem.
  4. doniosłem dzisiaj do straży miejskiej na babę której pies zaatakował mojego. agresywna suka akity. już drugi raz zresztą. za pierwszym razem tylko go trochę pogoniła ale teraz to już go powaliła na ziemie i przeczochrała. mówiłem babie za tym pierwszym razem zeby cos z nia zrobila ale ona to kompletnie zlała a na ostrzeżenie że zawiadomię straż miejską stwierdziła żebym zawiadomił. no to zawiadomiłem, ciekawe jak to się skończy. nic mu w sumie nie zrobiła (poza tym że go przestraszyła) ale moim zdaniem akita jest zbyt duża i może być zbyt niebezpieczna żeby na takie coś pozwalać. korekta. jednak nie tylko przeczochrała. na wewnętrznej stronie uda ma niewielką rankę od wbitego zęba. tak wielkości paznokcia, może trochę mniej.
  5. dopiszę się do starego tematu, co mi tam, może ktoś się zainteresuje. z moim mam takie same problemy jak powyżej nykea i inni. w ogóle go nie interesują zabawki. macham mu przed nosem zabawką a on na mnie patrzy jak na nienormalnego. najlepsze jest wąchanie rozmaitych krzaków i ziemi. na jedzenie da się skusić ale na zabawkę to niestety nie. jak zamiast iść dalej i penetrować teren uprę się że będziemy się bawić zabawką to kończy się to tak że ja biegam z tą zabawką jak głupi a pies patrzy na mnie, ogląda się w stronę w którą chciałby dalej iść i piszczy. czasami tylko złapie i chwilę się poprzeciągamy ale trwa to naprawdę krótko. większość razy czy to piłka czy szarpak są kompletnie ignorowane. i tak jak u ewy i duffla kiedyś było z tym trochę lepiej, choć nigdy nie miał ochoty przynieść piłi więcej niż 2-3 razy. i byle co wystarczy żeby go od zabawki oderwać. do mnie przybiega chętnie więc czasami to wykorzystuje i gdy jest rozpędzony to podaje mu zabawkę, na ogół wtedy ją łapie. ale czasami jest tak że nawet gdy pędzi w moją tronę z wesołą paszczą, już ma prawie chwycić zabawkę to usłyszy coś z daleka, przebiega obok i patrzy się co to takiego ciekawego tam jest. jedyne co do tej pory mi się udało to że jak po dłuższym spacerze pójdziemy sobie na polankę, usiądziemy gdzieś z boku i chwilę posiedzimy i gdy wtedy zacznę zabawkę dookoła siebie ciągnąć to trochę łatwiej się daje skusić. a, i też zamiast ganiać za piłką którą trzymam na sznurku łapie za sznurek i ciągnie sznurek a piłka dynda z boku.
  6. a co to przeszkadza że sobie po podwórku pochodzi?
  7. tylko że niestety w polsce zdrowy rozsądek oznacza wydzieranie się na psa. już to pisałem nie raz i nie raz pewnie napiszę że w naszym nieszczęśliwym kraju większość ludzi jest przekonana że "pies ma robić co mu każę" ale nikt psa tego nie ma ochoty nauczyć. nauka przywoływania u przeciętnego kowalskiego polega na tym że jak jego pies zainteresuje się jakimś obcym to kowalski coraz głośniej pruje paszczę bo "pies ma przychodzić". więc pełno jest psów tchórzliwych, nadpobudliwych, drących mordy w wyniku wychowania polegającego na darciu mordy przez właściciela. a ich właściciele uważają że to "zdrowy rozsądek" i dziwią się po co ktoś nosi smakołyki w kieszeni. na szkoleniu na które kiedyś ze swoim poszedłem i które tu wielokrotnie krytykowałem była taka akcja że były tam dwa szczeniaki - ON, i golden. no i szczeniaki jak to szczeniaki nie chciały półtorej godziny chodzić w kółko po placu prowadzone przy nodze na smyczy. no i oczywiście pani instruktorka poleciła zastosowanie kolczatki. czy to jest zdrowy rozsądek? przecież 8 miesięczny szczeniak, nigdy wcześniej nie uczony nie ma prawa osiągnąć skupienia do takiego ćwiczenia (znaczy szanse są bardzo małe). czy to nie jest barbarzyństwo żeby go tego uczyć przez ból jaki sprawia kolczatka czy przyduszanie do ziemi? dlatego ja jednak uważam że choć korekty w wychowaniu psów często się przydają i umiejętnie zastosowane pomagają to jednak nie ma sensu tego propagować. i tak są nadużywane. przykład: spotkałem panią z pieskiem którego przygarnęła. i narzeka, że choć jest nieduży to silny (wyglądał mniej więcej jak jamnik na sterydach - bynajmniej nie gruby ale taki napakowany) i strasznie ciągnie. no i ona mu "korekty" ciągle dawała. a wyglądało to tak że pies ciągnął a pani z nim szła szarpiąc go co chwilę smyczą. i jej się wydawało że skoro ona go "koryguje" to on powinien się ciągnąć oduczyć. no i oczywiście czasami na niego krzyczała. i to dla pani był "zdrowy rozsądek". tyle że mój zdrowy rozsądek mówi mi że skoro pies chce gdzieś dojść i ciągnie to skoro pozwalamy mu tam dojść to nic nie zmieni to że go przy tym szarpiemy. pies się do tego szarpania (jak i do kolczatek czy innych okropieństw) przyzwyczai i potraktuje ból jak nieodłączną część egzystencji. czy o to chodzi? a wystarczyło by przecież zastosować prosty trick. jeżeli pies gdzieś ciągnie to: 1. jeżeli to jest daleko to nie pozwalamy się tam dociągnąć i albo zmieniamy kierunek albo zatrzymujemy się, czekamy jak przestanie ciągnąć i dopiero wtedy idziemy dalej (taka droga trwa długo). 2. jeżeli to jest blisko (np pies ciągnie w kierunku krzaczka na trawniku obok którego przechodzimy) to można podejść/podbiec z nim do tego krzaczka albo poluzować smycz na tyle żeby sam tam doszedł bez ciągnięcia. żeby pies nie odniósł wrażenia że jeżeli chce gdzieś dojść to musi nas tam dowlec. wtedy pies uczy się że nacisk obroży na szyi nie jest normalny i naprawdę można psa prowadzić na obroży, zawracać, zmieniać kierunek bo pies rozumie że lekkie pociągnięcia oznaczają, że ma iść w danym kierunku (to nie są korekty). i taki jest mój "zdrowy rozsądek" - jeżeli nie chcesz żeby pies ciągnął - nie ucz go tego. podsumowując, ja uważam że korekty są potrzebne bardzo rzadko. skoro można bez korekt psa nauczyć żeby nie ciągnął na smyczy (a to jest najczęstsza przyczyna dla których psom funduje się kolczatki i inne barbarzyńskie instrumenta) to można i wszystkiego innego. a kiedy potrzebna jest korekta? ano wtedy gdy pies normalnie nauczony chodzenia na smyczy zobaczy coś wyjątkowo atrakcyjnego (biegnący kot, inny pies) i mu "odwali", emocje będą tak silne że zapomni o wszystkim czego jest nauczony. wtedy można i szarpnąć i krzyknąć i w ogóle zrobić co trzeba żeby zwrócić na siebie uwagę psa i przerwać jego amok. ale jeżeli już go przerwiemy, jeżeli pies choć na chwilę stanie spokojnie to wtedy obowiązkowo trzeba dać mu nagrodę. i to w takiej sytuacji nagrodę jak najcenniejszą (tutaj jest super gdy pies wyrywa się do zabawy z kumplem, po prostu go puszczamy - najlepsza nagroda EVER). natomiast jeżeli szarpnięcie czy krzyk nie pomoże w takiej sytuacji to nie stoimy nad psem pozwalając żeby się miotał, drąc na niego mordę i wymierzając kolejne "korekty" tylko odchodzimy. bo to oznacza że bodziec jest zbyt silny i jesteśmy w sytuacji drapieżnika który wisi uwieszony u szyi ofiary a ofiara wierzga i kopie. nic to nie pomoże.
  8. nie jest to dziwne bo nikt nie twierdził że takiego prawa nie ma. coś ci się uroiło najwidoczniej i polemizujesz sam ze sobą przy pomocy jakichś nie mających związku ze sprawą hasełek o "wyższości praw ludzi nad prawami zwierząt". czasami warto by się zastanowić zanim się klepnie jakiś idiotyzm.
  9. a co to konkretnie znaczy bo nie za bardzo rozumiem. my nie rozmawiamy tu o jakichkolwiek "prawach" ludzi czy zwierząt tylko o stosunku ludzi do zwierząt. i mój pies i ja jemy mięso i oczywiście mięso innych zwierząt a nie ludzkie więc jeżeli masz na myśli że nie hodujemy i nie zabijamy ludzi na mięso a zwierzęta tak to z pewnością "prawa człowieka" tutaj "prawa zwierząt" przewyższają. jednak jeżeli ma to oznaczać że zwierze jest jedynie produktem a takie którego się na mięso przerobić nie da to zgodnie ze słowami współlokatora autora jedynie to świadczy moim zdaniem o tym że osobnik o takim światopoglądzie to prymitywne bydle i takie samo mam prawo do mojego światopoglądu jak i on do swojego. zgadzać się ze mną nikt nie musi. szczególnie że to oczywiscie przekłada się na stosunek do ludzi. ludzie którzy z taką pogardą i instrumentalnie traktują zwierzęta tak samo traktują ludzi. zawierają rozmaite interesowne "przyjaźnie" a inni ludzie są zwykle dla nich o tyle dobrzy o ile da się na nich coś skorzystać. jednym słowem - człowieka który nie lubi zwierząt zawsze będę uważał za podejrzane indywiduum i nie będę miał do kogoś takiego zaufania. jak do tej pory sprawdzało się zawsze.
  10. ona tak zawsze. wielokrotnie już publicznie obwieszczała że mnie ignoruje co nie przeszkadza jej co chwilę komentować moich postów (któych oficjalnie nie czyta). zabawna kobicina. ja tak niestety to widzę. z mojego doświadczenia życiowego wynika po prostu że zwierząt nie lubią podli egoiści myślący tylko o samych sobie albo jakieś inne prymitywy. może się i mylę ale jak na razie się potwierdza. nie mam szacunku do kogoś kto mówi: to jest mentalność wieśniaka. takiego co to jak go zapytać jaki jest najpiękniejszy ptak to powie: "piękna jest kura bo daje jajka, piękna jest kaczka bo daje mięso. a jaskółka? to to tylko loto i sro." ubierz takiego wieśniaka w garnitur, naucz trochę lepszej polszczyzny i masz współlokatora autora tematu.
  11. Nikogo nie zmusisz do tego żeby polubił zwierzęta. Facet jest bydlakiem i niech sobie będzie. I tak jak na bydlaka to zachowuje się całkiem tolerancyjnie skoro ustalał z wami że nie będzie zwierząt a teraz zaakceptował to że jednak pies w domu jest. Odseparuj psa od bydlaka, niech w ogóle nie mają kontaktu bo dojdzie do tego że pies będzie ciągle zestresowany i tak jak ci piszą - odbije się to na jego psychice. Już się zresztą chyba trochę odbiło skoro piesek przeżył taki szok z którego się otrząsnąć nie może. Przejdzie mu ale kontakty pies-bydlak są niewskazane.
  12. wilkołak :) Co jednak nie zmienia prawdziwości tego co napisałem, natomiast nie mam na to tak oczywistego dowodu.
  13. To tylko potwierdza jak bardzo ważne jest wychowanie psa zamiast stosowania różnych mechanicznych środków takich jak smycz aby zapewnić innym bezpieczeństwo. Skoro pies potrafił sforsować takie ogrodzenie to chyba nikt nie powinien mieć wątpliwości, że smyczy daje tylko iluzję bezpieczeństwa w wypadku silnego i agresywnego psa. I tak to niestety wygląda że człowiek który nie potrafi lub nie chce psa odpowiednio wychować zapina go na smycz i udaje "odpowiedzialnego" robiąc awantury tym którzy postawili na wychowanie i socjalizację. A dlaczego robi awantury? Ano bo on nad swoim psem nie panuje obojętnie czy na smyczy czy nie na smyczy i każdy kontakt z obcym oznacza dla niego pełne portki.
  14. to są brednie i bajeczki tych "zestrachanych". ja jeszcze nigdy nikogo takiego nie spotkałem jak 40 lat na świecie jestem. pewnie się takie przypadki zdarzają, nie powiem że ich nie ma. ale jest ich na tyle mało że raczej mnie samochód potrąci albo człowiek pobije niż coś się stanie mojemu psu. dlatego nie zamierzam w imię jakichś wyimaginowanych strachów w panice co chwilę zapinać psa na smycz. jedynym problemem to są ci którym się marzy powszechna izolacja którzy nie mogą zrozumieć że w publicznych miejscach będą mieli kontakty z innymi (ludźmi i psami) i nic tego nie zmieni. i z tego tytułu robią awantury. domaganie się żeby każdy co chwilę łapał swojego psa i zapinał go na smycz jest po prostu niedorzeczne. dzisiaj jak byłem na spacerze z psem to podszedł do mnie facet i pytał o drogę. też powinien najpierw zapytać czy może do mnie podejść? może trzeba by nosić przy sobie formularz "zgody na podejście" do drugiego człowieka który będziemy sobie przekazywać na odległość a dopiero jak zostanie podpisany to będzie się można do kogoś zbliżyć? naprawdę musicie mieć straszne życie skoro ciągle wokół was widzicie jakieś niebezpieczeństwa i wszystko co się w zasięgu wzroku porusza traktujecie jak potencjalne zagrożenie. i myślę że to się właśnie do tego sprowadza. żyjecie jakąś "medialną rzeczywistością" gdzie ciągle jakieś pogryzienia czy inne sensacje a normalne, codzienne życie jest dla was obce. dlatego chciałybyście się od niego odizolować i nie rozumiecie jak to jest idiotyczne i jak idiotyczne są te wasze oczekiwania.
  15. z tego co widzę to wy tu nie lubicie ani ludzi ani psów. portal nazywa się "dogomania" a znaczna część uczestników najwięcej satysfakcji czerpie z tego że czyjś pies zostanie pogryziony albo wręcz zagryziony a zrobienie awantury właścicielowi to już absolutne minimum dla kulturalnych miłośniczek psów z dogomanii.
  16. no to świetnie przecież. rozumiem, że tak jak reszta tu obecnych zwolenników teorii separacji jesteś zachwycona i uważasz, że dobre zrobił a te psy a raczej ich właściciele "sami sobie winni". w końcu popełnili "zbrodnię podbiegnięcia" która w waszym świecie winna być karana śmiercią. no bo przecież wasz idealny świat taki właśnie jest, pełny wrogich sobie sobie bestii ludzkich i psich do których strach się zbliżyć, izolowanych od siebie smyczami, klatkami i diabli wiedzą jeszcze czym. no bo przecież nie ma nic złego w bydlaku który zabił innego psa, zły jest ten kto ma sympatycznego, przyjaznego ufnego pieska i takich trzeba tępić wszelkimi metodami, z zamordowaniem włącznie, prawda debile? kończę tę idiotyczną dyskusję z wami bo mam lepsze zajęcia niż użerać się z niereformowanymi przygłupami. ciekawe czy wobec ludzi stosujecie te same standardy i jak ktoś podejdzie do mnie zapytać o drogę albo nieświadomy powie mi dzień dobry na ulicy to mam pełne prawo wbić mu nóż między żebra. całe szczęście w tzw "realu" jest inaczej i ludzie są normalniejsi.
  17. no ale niestety przykład tej suki która ugryzła mojego i tego amstafa którego niedawno musiałem obchodzić pokazuje, że ludzie często uważają właśnie tak, że skoro na smyczy to wszystko jest OK mimo że piesek często ma ochotę innego dopaść i rozszarpać. i spotykasz później takiego na ulicy a on się zaczyna w furii miotać na tej smyczy i tylko pozostaje ci się modlić żeby jednak coś się nie urwało, nie odpięło i żeby właściciel go utrzymał. i niech mi nikt nie mówi że to wszystko jest OK bo "pies jest na smyczy". a jak jeszcze do tego dochodzi głupie gadanie że jak ktoś do niego podejdzie to go pogryzie i to wina jest tego co podszedł to naprawdę pozostaje tylko w łeb przydzwonić bo takiemu cymbałowi inaczej się nie przetłumaczy. dlatego ja uważam ten mit że obowiazkiem opiekuna psa to jest trzymanie go na smyczy i wtedy jest wszystko OK i to jest opiekun "odpowiedzialny" bo na smyczy psa trzyma za niesłychanie szkodliwy. bo psy różnią się od siebie tak bardzo że niejednemu ta smycz do niczego potrzebna nie jest a z drugiej strony dla niejednego smycz to o wiele za mało. ja nie wiem jak dokładnie ta sytuacja wygląda ale jeżeli właścicielka tego drugiego psa nie reaguje, on jest wolny i napastliwy i atakuje twojego psa to nie powinnaś odciągać swojego tylko pozwolić mu się obronić. pozwolić mu stanąć spokojnie na łapach i nawet pokazać zęby jeżeli nie masz możliwości rozdzielenia psów. ciągnięcie psa za sobą na smyczy tak żeby miał wystawione na atak intruza "dupsko" jest najgorszym co w tej sytuacji można zrobić. jeżeli trzeba to nawet i przylać temu drugiemu nie dlatego żeby go jakoś skrzywdzić ale dlatego żeby go po prostu odpędzić jak faktycznie atakuje. ale na pewno nie próbować odchodzić ze swoim psem na takiej zasadzie jak ja często widzę że ludzie idą sobie a piesek jest za nimi ciągnięty na smyczy, chce się ustawić w pozycji dającej mu równe siły z tym podbiegaczem ale nie może bo jest wleczony za właścicielem.
  18. ano dlatego że już dawno się z wami zgodziłem że ludzie powinni mieć kontrolę nad swoimi psami, że nie powinni ich puszczać do innych psów zwłaszcza jak właściciele tych innych pokazują że sobie tego nie życzą. to może nas dziwić, (mnie często dziwi) ale to ich wybór i tyle. tak to już w życiu jest że postępowanie ludzi czasami nas dziwi ale i tak musimy je uszanować. ale wy nie chcecie zrozumieć że czy wam się podoba czy nie to coś takiego od czasu do czasu będzie miało miejsce. jesteśmy w miejscach publicznych i zawsze się trafi jakiś człowiek uważający że skoro ma psa który "chce się bawić" a jeszcze do tego nie jest zbyt duży to może podbiegać do każdego, zawsze się może trafić jakiś niezdyscyplinowany szczeniak który chce się bawić z każdym a z odwoływaniem jest nie najlepiej. czasami podleci do psa na smyczy jak najbardziej zdyscyplinowany i posłuszny pies którego właściciel się z kimś zagadał albo pies pierwszy zauważył nowego nim właściciel zdążył zareagować. spacer z psem to nie jest sytuacja w której właściciel musi być ciągle czujny jak w serialu "walking dead". zresztą każde szkolenie daje pewność tylko na xx%, pies nigdy nie będzie maszynką do wykonywania poleceń opiekuna. szczególnie pies "normalny" nie taki który miesiącami dzień w dzień trenuje posłuszeństwo. wtedy trzeba powiedzieć żeby właściciel tego psa jednak zabrał, robienie mu awantury jest po prostu chamskie. a stanowisko że "mam agresywnego psa i jak jakiś podejdzie to on go pogryzie ale kagańca mu nie założę bo uważam że smycz wystarczy a inne nie powinny podchodzić" jest prymitywnym barbarzyństwem i tyle. to już wykracza poza chamstwo. nie, on nie odpowiada za "wszystkie osiedlowe psiaczki" on odpowiada tylko za swojego. ja w ogóle o czymś takim nie mówię. taki pies zagrożenia nie stwarza i na dobrą sprawę mógłby chodzić i bez smyczy. skoro sam nie zaczepia innych a zaczepiony odpędzi intruza a nie dopadnie go i pogryzie to w ogóle nie ma zagadnienia. ja uważam że takiemu psu należy pozwalać na kontakty z innymi. jak ich nie lubi to gościa pogoni a jak mu się spodoba to się pobawi. ale jak ktoś nie chce to niech nie pozwala, jego rzecz nie moja. natomiast nie jest to pies w żadnym wypadku niebezpieczny który pogryzie innego gdy do niego podejdzie. ostatnio z moim miałem taką akcję że bawił się z dwoma szczeniakami. jeden 6M a drugi już taki spory, roczniak. ten spory to amstaf, nie wiem czy to ma znaczenie ale spodobało mu się włażenie na mojego psa, dominacja taka. i zgodnie z tym co właściciel mówi to on tak często ma. mojemu się to nie podobało i jak tamten próbował na niego włazić to warczał na niego i odstraszał. tamten po warknięciu trochę odpuszczał ale za paręnaście sekund znowu próbował. i ani ja nie robiłem histerii że tamten na mojego włazi, ani właściciel tamtego że mój na niego warczy. to wszystko było w ramach normalnego psiego zachowania i z pożytkiem dla obu psów.
  19. jeżeli dla ciebie sytuacja że nie można się do ciebie w publicznym miejscu zbliżyć żeby nie zostać pogryzionym przez twojego psa jest absurdem to coś ci się najwyraźniej w mózgu porobiło. szczególnie jeżeli "nieodpowiedzialnym" nazywasz osobę która ma psa łagodnego i towarzyskiego a osoba która ma niebezpiecznego i stwarzającego zagrożenie dla zdrowia innych to "odpowiedzialna bo ma go na smyczy". no magia smyczy po prostu. niedługo napiszesz że z lwem albo niedźwiedziem można sobie chodzić wśród ludzi i wszystko jest OK bo "jest na smyczy" więc jak kogoś rozszarpie to nie opiekuna wina bo on taki odpowiedzialny że mu smycz założył.
  20. to nie jest kwestią przepisów, które po pierwsze bywają czasami dobre ale czasami wcale nie a po drugie nieprawdą jest, że psa trzeba prowadzić na smyczy. to nakazują jedynie uchwały rad gmin W NIEKTÓRYCH gminach a przepisy rangi ogólnopolskiej tego nie nakazują więc przestań te bzdury powtarzać. to jest kwestia natomiast cywilizowanych zasad cywilizowanych ludzi. a cywilizowane zasady cywilizowanych ludzi mówią że właściciel ma obowiązek zapewnić postronnym że jego pies ich nie pogryzie. i nie tylko wtedy gdy się będą od niego trzymali z daleka ale w miejscach publicznych zawsze. jeżeli ktoś natomiast uważa że samo trzymanie na smyczy daje prawo jego psu do tego żeby innego pogryźć "bo podbiegł" to jest takim żłobem na którego szkoda słów bo i tak nie zrozumie jak sam w łeb nie dostanie.
  21. nie ma takiej definicji bo być jej nie może. agresja jest cechą ciągłą i niemierzalną natomiast mimo że jej nie ma to na całym świecie a także i w polsce po pogryzieniu człowieka pies idzie na obserwację i tam może zostać uznany za niebezpiecznego a wtedy się go zabija. ten sam specjalista może się wypowiedzieć przecież także przy pogryzieniu zwierzęcia skoro są rozbieżności w zeznaniach i każda ze stron twierdzi że to drugi pies był agresorem. i dlatego wcześniej pisałem że można wygrać przed sądem jeżeli twój pies który chciał się przywitać zostanie pogryziony przez agresora na smyczy. o ile się właśnie będzie potrafiło przekonać sąd że tamten pies jest agresywny i nie został odpowiednio zabezpieczony przez opiekuna.
  22. dokładnie. to są dwie zupełnie różne sytuacje i o ile w pierwszej mozna spokojnie z psem chodzić bez kagańca ostrzegając innych właścicieli psów że pies obcych nie lubi i może być awantura to w drugiej rozumny człowiek powinien założyć niebezpiecznemu psu kaganiec żeby nie narobić nieszczęścia. to naprawdę nie wymaga nie wiem jakich zdolności społecznych czy intelektualnych. zauważmy że to są znowu "podwójne standardy", choć tak naprawdę wcale nie są. są po prostu rozsądną implementacja zasady że w miejscach publicznych spotykamy się wszyscy i jakoś musimy się dogadywać.
  23. ja stosuję nie tylko "podwójne standardy" co standardy indywidualne dla każdego psa. nie przejmuję się w ogóle gdy jakiś maluch na mnie szczeka (o ile nie próbuje gryźć). natomiast sporadycznie zdarzającymi się szczeknięciami mojego psa przejmuję się bardzo. gdyby on miał w zwyczaju obszczekiwać ludzi czy psy to na pewno chodziłby na lince. ale nie chodzi bo nie obszczekuje. jeżeli pies jest niebezpieczny i gryzie to powinien być nie tylko na smyczy ale i w kagańcu bo bzdurą jest że smycz cokolwiek kontroluje. zawsze się znajdzie wąski chodnik na którym się z innym psem trzeba minąć, zawsze się znajdzie więcej ludzi, biegacze, rowerzyści, dzieci, zawsze może zza żywopłoty wyjść cos co psa sprowokuje i nie zdążymy zareagować. no i generalnie środki ostrożności trzeba stosować adekwatnie do zwierzęcia a nie w ten sposób że obojętne czy niebezpieczny czy nie to "obowiązkowo smycz" i potem bzdury wychodzą takie że taki sam mandat dostaje opiekun spokojnego i łagodnego psa i opiekun takiego który ma za sobą już jakieś pogryzienia. ja już to pięćset razy pisałem i nie wiem po co mam pisać ponownie. tak to zresztą traktuje i kodeks wykroczeń i ustawa o ochronie zwierząt. to niektóre gminy idąc po prostu na łatwiznę wprowadzają bzdurne przepisy które nijak się mają do rzeczywistości natomiast ułatwiają pracę cymbałom ze straży miejskich. bo cymbał się nie musi zastanawiać czy pies jest czy nie jest niebezpieczny i jakie środki bezpieczeństwa należy zastosować, cymbał ma podane że "ma być na smyczy" więc wypisuje mandat jak na smyczy nie jest. a wiadomo jakie orły do straży miejskich idą więc myśleniem by się przemęczyli. no ale całe szczęście u mnie to nie obowiązuje i można prowadzić psy bez smyczy. moja rada miasta jakoś wyjątkowo rozsądnie do sprawy podchodzi. jesteś tego pewna czy tylko tak mówisz? przecież możesz na rozprawie wnioskować o powołanie biegłego, oświadczyć że ten drugi pies jest agresywny i zaatakował twojego prowadzonego na smyczy. w zasadzie sąd powinien to zbadać a nie tylko oprzeć się na tym że "pogryziony ma zawsze rację". co zresztą akurat jest sprzeczne z tym co cały czas mi powtarzacie że rację ma ten czyj pies jest na smyczy. tyle że ja cały czas uważam że odpowiedzialność spoczywa na tym czyj pies zaatakował i jeżeli tylko "podbiegł się przywitać" to wy powinniście zadbać o to żeby nie został pogryziony.
  24. jak to mówił poeta "wszystko to być może; prawda, jednakże ja to między bajki włożę". jednego jestem pewien - ona się bała. może ja mówię z perspektywy właściciela dużego psa, to fakt. może inaczej bym śpiewał jakbym miał na smyczy taką wiewiórkę. tak może być, też się czasami nad tym zastanawiałem. bo w końcu jak mój pies został ugryziony to ta suka była mniej wiecej taka jak on. jemu wygryzła trochę skóry ale gdyby napadła na takiego małego bąbla to mógłby być trup. lepiej pieska wziąć na ręce 100 razy niż raz nie wziąć żeby go coś rozszarpało. dlatego zresztą nie pozwalam mojemu bawić się z maluchami, to się moze skończyć źle bez niczyjej złej intencji (znaczy psiej). ograniczona i bez wyobraźni to jesteś przede wszystkim ty więc może zgodnie z twoją teorią nie będę się wdawał z tobą w dyskusję bo skoro nie dotarło do ciebie do tej pory ze twoim obowiązkiem jest zapewnić że w miejscu publicznym twój pies nikogo nie pogryzie i co więcej wydajesz się być dumna z tego co robisz to jesteś taką debilką że szkoda słów.
  25. no to jest właśnie kwintesencja prostactwa i prymitywu które całe szczęście sukcesywnie zanika. do ludzi zaczyna docierać że to opiekun odpowiada za swojego psa, zapewnienie innym bezpieczeństwa jest sprawą nie podlegającą dyskusji a postawa "mam agresywnego psa więc niech mnie wszyscy omijają bo ich pogryzie" to może być realizowana co najwyżej na zamkniętej posesji a i też nie do końca. no i tak to w moim wypadku wygląda. ja się nie muszę napraszać żeby mój pies się z jakimkolwiek bawił on ma do zabawy kandydatów więcej niż sam chce. co jednak nie zmienia faktu że się dziwuję tym wszystkim histerycznym reakcjom kodeks wykroczeń mówi o "zwykłych lub nakazanych środkach ostrożności" przy trzymaniu zwierzęcia. kaganiec w przypadku psa, a już szczególnie wobec takiego który jest agresywny i gryzie, należy z pewnością do "zwykłych" środków ostrożności więc jestem pewien, że przed każdym sądem zostaniesz uznana za winną pogryzienia. oczywiście jeżeli jest nakaz prowadzenia psa na smyczy to druga osoba też zostanie ukarana za brak smyczy ale odpowiedzialność za pogryzienie spoczywa zawsze na opiekunie zwierzęcia więc w tym wypadku na tobie i że ty "uważasz to za wystarczające" naprawdę nic nie znaczy. zenujące to jest w ogóle że ktoś tak może uważać. mieć agresywnego psa i uważać że wszyscy mają go omijać bo on kagańca psu nie założy.
×
×
  • Create New...