spike1975
Members-
Posts
512 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by spike1975
-
zamiast karcić go za to co robi lepiej zacznij uczyć go tego co chcesz żeby robiła. zamiast szarpania smyczą używaj zabawek i smakołyków. poszukaj na youtube filmów o wychowywaniu szczeniaków i pooglądaj co ci ludzie z nimi robią ze później wyrastają na idealnie posłuszne psy. tu masz np taki filmik: https://www.youtube.com/watch?v=GS_VcLRmCoI poczytaj książki np: zofii mrzewińskiej, pogooglaj jakieś jej teksty znajdź blog który pisała gdy wychowywała swojego owczarka, raszkę.
-
a ja ostatnio wlazlem do salonu playa z psem. znowu z lenistwa. mialem rzecz do zalatwienia, salon jest w poblizu miejsca gdzie chodze z psem to sobie pomyslalem - zobaczymy. wlazlem dwa razy, najpierw oba stanowiska byly zajete, troche poczekalem ale zaczelo przychodzic wiecej ludzi i pies sie zaczał ekscytowac to wyszlismy, zrobilismy kóleczko po pobliskich trawnikach, z 15-20 min i wrocilismy jak juz nie bylo nikogo. piesek sie troche pokrecil, potem usiadł przy mnie, zalatwilem co mialem do zalawtwienia i poszedlem. pomyslalem ze jak beda dymic ze z psem to sobie pójde i przyjde drugi raz, ale nic nie powiedzieli. widać zdarzają sie normalni ludzie na świecie.
-
po co to tak iść w zaparte i opowiadać bajki o jakimś wyimaginowanym "dyskomforcie"?
-
na takich ludzi jak ty mam jedną odpowiedź: kup sobie 100 hektarową posiadłość, ogrodź ją murem i drutem kolczastym, co 100 metrów ustaw na murze stanowisko ckm (oczywiście sterowane komputerem, nie ma powodu aby "zwyczajnych obcych" dopuszczać do twojej posiadłości) to wtedy z prawdopodobieństwem graniczącym z pewnością będziesz mogła powiedzieć że nikt się do ciebie nie zbliży, nie będzie "ciumkał" i w ogóle nie pojawi się w zasięgu wzroku. a puki tak nie zrobisz to niestety czy ci się to podoba czy nie inni ludzie też mają prawdo do życia w przestrzeni "twojej" i twojego psa. i tu widzę dwie pieczenie przy jednym ogniu, przy takich zabezpieczeniach mało która "zorganizowana szajka" w ogóle będzie brała pod uwagę to zeby ci ukraść psa. niestety im więcej twoich postów czytam tym bardziej skłaniam się ku twierdzeniu że któreś z kółek w twojej głowie kręci się nie w tę stronę co trzeba.
-
no ale odpowiedz mi na to co ja mam teraz biedny zrobić? mój pies nie został ugryziony gdy był przywiązany przed sklepem tylko wtedy gdy szedłem z nim normalnie chodnikiem na smyczy. skoro taką nieodpowiedzialnością z mojej strony jest zostawianie go pod tym sklepem (gdzie nikt nigdy go nie ruszył) to chyba jeszcze bardziej nieodpowiedzialne jest prowadzić go chodnikiem gdzie znowu jakiś pies moze go ugryźć. mam go w klatce wynosić? niech przez kratki nogi wystawi i przebiera a ja będę klateczkę niósł. masz na to jaką odpowiedź czy jedyne co potrafisz to przeczepić się do tych sklepów? oczywiście że jest z wami "coś nie tak". nie potraficie myśleć. zafiksowałyście się na tym strasznym niebezpieczeństwie które grozi psu przed sklepem tak jakby w innych miejscach psom nic nie groziło a tylko pod sklepami "krew się leje i flaki fruwają". nie wiem dlaczego. tymczasem nic tego nie potwierdza, psom grożą rozmaite niebezpieczeństwa w różnych miejscach. pogryzienia, wypadki zdarzają się i nikt normalny nie proponuje żeby trzymać je tylko w domach bo w parku czy na ulicy to może się coś pieskowi stać (np ktoś go może ukraść). zapewniam cię że o wiele więcej psów "wyspecjalizowany gang" nakradł by w parku albo na łące gdzie psy biegają zupełnie luzem, wystarczyło by trochę żarcia i zanim właściciel by się zorientował że piesek coś długo z krzaków nie wychodzi to już by go dawno nie było, niż w widocznym przez wszystkich miejscu jakim jest sklep. ja w odróżnieniu od ciebie nie mam nic przeciwko "ciucianiu babeczek" a i jak jakiś piesek szczeknie to nie wpadam w histerię. ty chyba faktycznie nie za bardzo lubisz świat wokół ciebie, innych ludzi itd.
-
twoje stanowisko polegające na tym żeby uciekać i zabierać psa z sytuacji które nie są dla niego komfortowe nie ma nic wspólnego z "madrym wsparciem psa i budowaniem poczucia bezpieczeństwa". jest dokładnie odwrotnie. zdajesz się nie rozumieć że robisz dokładnie to samo co pani "która bierze jorczka na ręce" to nie jest nieodpowiedzialność tylko normalność. normalność która nie pozwala poddać się medialnej psychozie, nie pozwala sterroryzować się sensacyjnym doniesieniom i plotkom o wszechobecnych niebezpieczeństwach, o czyhających na każdym kroku zagrożeniach które oczywiście istnieją realnie ale w skali nieporównywalnej do psychozy jaką powodują u osób takich jak wy. u osób które nie potrafią już normalnie żyć tylko każdemu chyba przechodzącemu człowiekowi przyglądają się z podejrzliwością żeby ich nie napadł, okradł, zgwałcił. bo napady, kradzieże i gwałty są realne tyle że nie powodują u mnie strachu przed wyjściem z domu tak jak SPORADYCZNIE zdarzające się wypadki z psami nie powodują że boję się wychodzić z psem a JESZCZE BARDZIEJ SPORADYCZNIE zdarzające się wypadki z psami przywiązanymi przed sklepami nie powodują że pędzę do domu żeby tylko na chwilę pieska przed sklepem nie zostawić. to psychoza. nie, nie powiem "element socjalizacji", powiem "pech", powiem "nieszczęście" powiem dokładnie to samo jak wtedy gdy mi przytrafi się wypadek samochodowy albo złamię nogę zbiegając ze schodów. ale świadomości że takie rzeczy się zdarzają nie spowoduje że zamknę się w domu, przestanę wychodzić na ulicę i chodzić po schodach. a wy właśnie to proponujecie. sorry ale to rozwiązanie nie dla mnie. gdybym faktycznie tak jak wy na każdym kroku się trząsł to z pewnością bym psa nie miał. to musi być psychiczna tortura. jak wyjść na spacer z psem skoro wokół chodzą inne psy. przecież pogryzienie psa częściej zdarza sie w miejscach gdzie uczęszczają inni psiarze niż gdy pies jest przywiązany przed sklepem. gdzie wobec tego wyprowadzacie swoje psy skoro takie przerażenie budzi w was zostawienie psa przed sklepem? skąd wiem że częściej? ano stąd że mój pies został ugryziony gdy prowadziłem go na smyczy po chodniku osiedlowym, bo znane mi jest kilka przypadków ugryzień w parku do którego chodzę. i co miałem wtedy powiedzieć? czy jestem nieodpowiedzialny bo pies nie był schowany w torbie jak u kangura i inny wyrwał się właścicielce, doskoczył do niego i ugryzł? z pewnością gdyby to ugryzienie zdarzyło się przed sklepem to tak byście powiedziały - NIEODPOWIEDZIALNY GŁUPEK. a z tego wynika że ten sklep to jedno z bezpieczniejszych miejsc w mojej okolicy. wręcz tam powinienem z psem chodzić a nie po osiedlowych uliczkach czy do parku. no i co ja mam biedny zrobić? przestać wyprowadzać psa skoro może zostać ugryziony? a może wynosić go na spacer w klatce? macie jakieś propozycje skoro ponad wszystko stawiacie bezpieczeństwo? nie macie i nie będziecie mieć. ubzdurałyście sobie że ten sklep to takie niebezpieczne miejsce i popadacie w PARANOJE. i tyle ja też pisałem o twoim psie. pisałem chyba wyraźnie że nie uwierzę nigdy w to że twój pies nie stwarza zagrożenia dzień w dzień chodząc po ulicy, mijając ludzi i zwierzęta i wtedy jesteś pewna że nie zareaguje agresywnie, nie rzuci się na innego psa, nie wyrwie się do kota czy ptaka, przebiegającego człowieka, roweru, samochodu czy machającego kijkiem dziecka, jednym słowem jest bezpieczny i łagodny i można go wyprowadzać bez dodatkowych zabezpieczeń w postaci kagańca ale już zostawiony na czas kupna papierosów przed sklepem to "kłaki fruwają" czy jak tam ty to opisywałaś. nie rób sobie ze mnie jaj, nie jestem pierwszym naiwnym.
-
twoje urojenia nie mają nic wspólnego z dobrem psów, są tylko urojeniami wynikającymi być może z kontaktu ze skrzywdzonymi przez ludzi psami i może dlatego wszystkie psy traktujesz jak te schroniskowe nieszczęścia wymagające rehabilitacji psychicznej. tymczasem normalny pies z normalnym domu nie ma problemu z zostawaniem na parę minut samemu pod sklepem. tego rodzaju dyskomfortu i stresu każdy z nas, czy to pies czy człowiek doświadcza codziennie. wiesz jakiego ja stresu doświadczam jak mój pies, który normalnie leży sobie koło mnie usłyszy na korytarzu coś na co poczuje sie w obowiazku szczeknąć? a że głosik ma donośny to czasami aż podskoczę na krześle. takich samych "stresów" doświadcza z kolei mój pies gdy nie pozwalam mu pogonić czegoś co chciałby pogonić. i tak dalej i tak dalej, przykłady "dyskomfortu" którego doświadczamy codziennie stykając się z różnymi bodźcami można mnożyć. a bajdurzenie o tym jak to obowiązkiem właściciela jest "nie wystawianie psa na dyskomfort" nawet taki "którego objawów nie widać ale on jest" to zupełne oderwanie od rzeczywistości. pies tak samo jak i my ma swoje normalne życie w którym doświadcza zarówno przyjemności jak i przykrości. co więcej, te przyjemności i przykrości tak się ze sobą przeplatają że czasami trudno jest odróżnić jedno od drugiego więc ostatnią rzeczą którą ktokolwiek powinien się przejmować jest szukanie "objawów dyskomfortu których nie widać ale on jest". dla normalnego, kochanego rpzez właściciela psiaka którego potrzeby są zaspokajane jakiś chwilowy "dyskomfort" nie ma zupełnie żadnego znaczenia. nie popadajmy w paranoję "bezstresowego wychowania" które jest eufemizmem dla braku umiejętności stawiania granic i wzięcia odpowiedzialności za wychowanie a którego skutki są opłakane i dla wychowywanego i dla jego otoczenia. oczywiście. nie twierdzę że to jest niemożliwe i że jedynie zostawiając psa pod sklepem jestem mu w stanie tę kość kupić. niespecjalna "kreatywność" jest nawet do tego potrzebna :) natomiast twierdzę że mojemu psu żadna krzywda się nie dzieje, spokojnie sobie siedzi i czeka jak wrócę i bzdurą jest wasze stanowisko jakoby zostawienie tego psa przed sklepem na kilka minut było dla niego jakąkolwiek krzywdą. wy tak piszecie bo dobudowujecie do tego jakieś dziwaczne teorie które mogą być prawdziwe w wielu wypadkach ale nie są żadnym dowodem na to że spokojnego, dobrze ułożonego psa nie można zostawić na chwilę przed sklepem i kupić tych przysłowiowych papierosów. o, proszę. tu mamy troszkę wyjaśnione poglądy koleżanki. koleżanka zdaje się socjalistka. i jak każda socjalistka czuje się "lepsza i mądrzejsza" od "głupiego społeczeństwa" i dlatego chce je za pomocą odpowiedniego systemu zakazów i nakazów wychowywać. na tę chorobę, która się nazywa próżnością to chyba lekarstwa nie ma i dyskusja będzie bezprzedmiotowa.
-
najwyraźniej porównanie nie do ogarnięcia dla ciebie. przykrość. i czy to naprawdę jest tak trudne do zrozumienia że jak droga od sklepu przy którym właśnie jesteś z psem, do domu, zajmuje 20 min to odprowadzenie psa i powrót zjamie 2x20 min? to jest kupa straconego czasu szczególnie wtedy gdy same zakupy to własnie 3 min czekania psa przed sklepem. jak mam większe zakupy to oczywiście że idę bez psa. ale czy naprawdę trzeba robić takie wielkie halo z wejścia do sklepu na kilka minut? droga którą trzeba pokonać i zmarnowany czas są w ogóle niewspółmierne do czasu spędzonego wtedy w sklepie.
-
bonsai, bardzo dobrze ze nie uważasz siebie za osobę kompetentną w sprawie wychowywania psów. gorzej że próbujesz jednocześnie wypowiadać się jak osoba kompetentna. powtórzę po raz kolejny, bo wyraźnie się nie zrozumieliśmy, gdy pies "nie czuje się komfortowo" w jakiejś sytuacji to najgorszym z możliwych wyjściem jest uciekanie powodujące pogłębianie jego dyskomfortu. dotyczy to obecności między ludźmi, innymi psami, zostawania samemu w domu, zachowania w miejscach publicznych TAKŻE PRZED SKLEPEM, zachowania u weterynarza. naszym zadaniem, jako przewodnika, jest takie wychowywanie psa żeby psie lęki "oswoić" a nie pogłębiać ucieczką, izolacją od bodźców i unikaniem ich. dlatego argument że skoro przed sklepem przywiązany pies "czuje się niekomfortowo" to nie należy go tam zostawiać jest absolutną bzdurą. jest dokładnie odwrotnie. jeżeli widzimy że pies się czegoś boi, ma jakieś nieuzasadnione lęki to należy tak z nim pracować, tak go wychowywać żeby się tych lęków pozbył a nie ulegać jego lękom i izolować go od wywołujących je bodźców. to dotyczy tak samo weterynarza jak i strzałów w sylwestra, burzy czy zostawania przed sklepem. ja nie zostawiam swojego psa na długo przed sklepem z powodu niebezpieczeństw na które mógłby być narażony. faktycznie zostawiony na długo mógłby paść ofiarą jakiegoś innego psa, mógłby zostać ukradziony albo co bardziej prawdopodobne po prostu "dla kawału" zabrany i gdzieś porzucony. natomiast absurdalne rozumowanie - pies czuje się niekomfortowo więc będziemy danej sytuacji unikać jest najgorszym rozwiązaniem z możliwych. i widzę masę takich psów które wychowywane na tej zasadzie stają się coraz bardziej nerwowe i lękliwe bo właściciele wszystko co "powoduje u psa dyskomfort" starają się eliminować zamiast eliminować bezpodstawne psie lęki. a pies może "czuć dyskomfort" przy byle czym. może to być burza, rower, samochód itd itd, przed tym też zamierzasz go "chronić"? a szkodliwe nie jest bynajmniej dobre zajmowanie się psami (nawet gdy czekają przed sklepem) lecz płycizna intelektualna szukająca prostackich rozwiązań w stylu "nie wolno zostawiać psa przed sklepem" i nie widząca różnicy czy ten pies nauczony zostawania spokojnie czeka czy trzęsie się i skamle ze strachu (takie obrazki też widziałem). a że tego rodzaju płycizna cechuje znaczną część ludzi to mamy np "listę ras niebezpiecznych" dzięki której właściciele psów z tych ras nie mogą iść normalnie na spacer za to właściciele dużych i agresywnych kundli (czyli psów nie będących "rasą niebezpieczną") mogą je bezkarnie puszczać luzem nie łamiąc żadnych przepisów.
-
no jasne, żaden piesek nie może zostać sam nawet na chwilę a wszędzie trzeba go nosić na rączkach. weźcie ludzie spoważniejcie. jak to jest ze gdy pies nie czuje się komfortowo w rozmaitych sytuacjach (np zostając sam w domu) to żaden rozsadny właściciel nie mówi - nie będę cię pieseczku zostawiał samego w domu, tylko uczy psa jak zostawać samemu. i to jest zupełnie normalne. tymczasem gdy chodzi o zostawienie na parę minut przed sklepem to taki bzdury argument że "pies nie czuje się komfortowo" zyskał na psim forum ogromny poklask (sądząc po ilość polubień). ciekawe czy kolezanka bonsai i inne którym tak sie podoba jej punkt widzenia nie chodzą z psami do weterynarza bo pies "czuje się tam niekomfortowo"? ale zapewniam was drogie panie, skoro można nauczyć psa żeby obcemu człowiekowi pozwalał grzebać sobie w uszach, paszczy, oglądać łapy, obcinać pazury to z pewnością można go nauczyć żeby parę minut przed sklepem spokojnie posiedział. skąd się te wszystkie oszołomy biorą to ja nie wiem. i jeszcze o jedno uzupełnię swoją wypowiedź. absolutnie nie uważam żeby można było przed tym sklepem zostawiać każdego psa. psy z problemami, agresywne, wylęknione, nerwowe z lękiem separacyjnym i innymi problemami nie mogą zostawać zanim nie zrobi się porządku z tymi problemami. ale robienie histerii z samego zostawienia spokojnego psa na parę minut przed sklepem to doprawdy przesada. a chyba żeby mnie załamać to na koniec ci walną tekst jak to "dwa spacery jeszcze nikogo nie zabiły". ja mam tracić 40-50 minut na drugie wyjście do sklepu bo "biedny piesek" 3 minuty przed sklepem nie może posiedzieć. coś czuję że panienka jeszcze się uczy skoro ma tak dużo czasu. no oczywiście zawsze mogę "zaoszczędzić" czas i zamiast kupić psu kość z mięsem może dostać suchą karmę. ale dukaty przeciwko orzechom że gdybym mój pies potrafił mówić to na pytanie czy zostanie na 3 min przywiązany przed sklepem zebym mu kupił kość albo nie będę go przed sklepem zostawiał ale dzisiaj sucha karma odpowiedź była by oczywista. no pewnie. jak jest z tobą albo twoim "tyżym" to jest grzecznym, przyjaznym pieskiem którego można prowadzić gdzie się chce i nie wymaga żadnego kagańca a jak zostaje sam to zmienia się w żądną krwi, podstępną bestię która marzy jedynie o tym zeby zachęcając do zabawy zwabić do siebie małego pieska i rozedrzeć go na pół. fakt, nie znam twojego psa ale znam psy więc takie głupstwa to opowiadaj może komuś innemu.
-
pewnie czaił się pod tym sklepem żeby skorzystac z okazji i zamordować jakiegoś przywiązanego. nie przywiązanych nie rusza.
-
dzisiaj na mojego psa rzucił się malutki shin-zowaty piesek jak go prowadzilem na smyczy bo wyszliśmy zza rogu osłoniętego żywopłotem. nic sie nie stalo bo byl na smyczy i kobitka zdążyła nim szarpnąć. czy w zwiazku z tym powinienem wyciągnąć wniosek żeby z psem chodzić tylko po prostej? a to już jest inna kategoria zjawiska. taki pies powinien chodzić w kagańcu po prostu. to nie jest już problem "zostawiania przed sklepem" tylko opieki nad psem agresywnym. i taki pies analogicznie do tego co pisałem wcześniej, może wbic "zębiska" w innego, przechodzącego obok. nie tylko stanowi zagrożenie przywiązany przed sklepem ale stanowi zagrożenie w ogóle. tu przywiązywanie przed sklepem nie ma wiele wspólnego z jego zachowaniem.
-
wnioskujemy ze to troche karkołomna logika twierdzenie ze nie zostawiamy psa pod sklepem bo rzuci sie na niego większy i go pożre. takie cos może się zdarzyć zawsze i nawet jak będziesz miała psa na smyczy to może się zdarzyć. moj został właśnie ugryziony jak go prowadzilem na smyczy przez psa ktory tez byl prowadzony na smyczy ale sie wyrwal. wiele psow zostalo zaatakowanych prowadzonych przez właścicieli. czasami zagryzionych w ten sposób. nie ma co, moim zdaniem, tego sklepu demonizować. trzeba dbac o psa, nie zostawiać go bez opieki. ale przywiazanie go na pare minut przed sklepem to nie jakieś nie wiadomo co żeby nad tym włosy rwać z głowy. takie jest moje zdanie. a juz na pewno twierdzenie ze pies zostal zagryziony bo był przed sklepem przywiazany to naprawde naciągana logika. jednoczesnie absolutnie nie pochwalam zostawiania psa na 15 min czy wiecej i "zwiedzania" sklepu albo stania w długiej kolejce, to zupełnie co innego. ja swojego psa zostawiam wlasciwie przed jednym tylko sklepem. przed miesnym jak wracamy ze spaceru i kosc mu ide kupic. zostawiam go na dosyc luznej smyczy, w miejscu w ktorym nie przeszkadza innym (bynajmniej nie przy drzwiach sklepu) i w takim ktore widze przez sklepowe okno. w sklepie jestem krotko bo o tej porze prawie nie a ludzi wiec zawsze jestem pierwszy, co najwyzej drugi. nie uwazam zeby mu tam grozilo niebezpieczeństwo wieksze niz normalnie na spacerze.
-
nie chce mi się z wami kramarzyć, wierzcie sobie w co chcecie. nawet i w to że przywiązanie psa na parę minut przed sklepem to zbrodnia największa a ten sam pies trzymany na smyczy przez właściciela nie zostanie zabity przez większego agresora choć w opisie zdarzenia napisane wyraź nie że "Pomimo kopania i bicia przez przechodzących chłopców nie odszedł, póki pies się ruszał!". dziwne jakieś to forum, jak się uprzecie przy jakiejś ideologii to rzeczywistość do was w ogóle nie przemawia, nie mój problem.
-
skoro nie pomoglo bicie i kopanie przez przechodzacych chlopcow to co by dalo gdyby byl na smyczy z wlascicielem lub co gorsza (bo przewaznie slabsza) włascicielką? takie rzeczy będą sie zdarzaly dopóki będą agresywne, groźne psy biegaly luzem. i z tym trzeba walczyć a nie z zostawieniem psa na parę minut przed sklepem. ty to wydarzenie interpretujesz tak że pies zostal zagryziony bo byl przywiazany przed sklepem. a to wcale nieprawda. bo skoro psa nie odgonili inni ludzie to niczego by nie zmienilo ze nie byl by przywiązany? wiele takich wypadkow sie zdarzylo i wiele sie będzie zdarzac dopóki będziemy za taką akcję winić nie tego czyj pies zaatakował tylko tego kto psa zostawił.
-
no ja nie pisze przecież żeby zostawić psa przed sklepem i jechać do pracy. piszę tylko żeby nie przesadzać i nie robić histerii jak pies zostanie przed sklepem na 3 min a my idziemy kupic te przyslowiowe bułki czy papierosy. przesadzają ludzie i tyle. ja oczywiście nie znam psa o ktorym mowa ale ów "partner" który go przed sklepem zostawił na chwilę chyba go zna. i skoro rzeczywiście był w sklepie krótko to o co robić aferę? dzisiaj miałem taką historię że na widok mojego psa (duży, wygląda na groźnego) biegnącego sobie bez smyczy jakaś dziewczynka z mama złapała swojego pieska (mały, biały, pudelkowaty, na smyczy) na ręce. mój pies się w ogóle tamtym nie zainteresował i przebiegł kilka metrów od nich a na moją uwagę "proszę się nie bać" babka odpowiedziała że to ten jej mały się "awanturuje". no i faktycznie, z tych rąk pyskował do nas. ale on się nie awanturuje bez przyczyny a własnie dlatego ze tak został wychowany. i wiele jest takich psów które mają histerycznych właścicieli którzy wszędzie widzą zagrożenie i same są przez to emocjonalnie niestabilne. a prawda jest taka że zagrożeń nie unikniemy i gdy spotkamy psa naprawdę niebezpiecznego to on wcześniej malucha dopadnie niż my go złapiemy na ręce. mój pies waży 34 kg, gdzieś pewnie tyle ile ta dziewczynka więc gdyby był niebezpieczny, puszczony luzem i chciał zagryźć jej malucha to takie wzięcie na ręce tyle by im pomogło co umarłemu kadzidło. a z drugiej strony utwierdza to pieska w poczuciu zagrożenia więc pożytku z takiego zachowania nie ma a jedyny skutek to wychowanie neurotycznego małego ujadacza widzącego wszędzie zagrożenie. komu to potrzebne?
-
jasne, panikarze zawsze wszystko wiedzą lepiej. szczególnie to co się "mogło stać". tyle że się nic nie stało.
-
no własnie pisanie takich czarnych scenariuszy które "mogą sie zdarzyć" jest jednym z objawów histerii. pamiętasz taki wierszyk: ... Może mu się co zdarzyło? może go napadli? Szare piórka oskubali, srebry głosik skradli? To przez zazdrość! To skowronek z bandą skowroniątek! Piórka - głupstwo, bo odrosną, ale głos - majątek! Nagle zjawia się pan Słowik, poświstuje, skacze... Gdzieś ty latał? Gdzieś ty fruwał? Przecież ja tu płaczę! A pan Słowik słodko ćwierka: "Wybacz, moje złoto, Ale wieczór taki piękny, ze szedłem piechotą!" i tak to właśnie jest że niektórzy ludzie naczytają się sensacji w jakims "fakcie" i w każdym psie widzą bestię, inni dziecka na boisko nie puszczą albo psa na trzy minuty przed sklepem nie zostawią. medialna paranoja po prostu. oczywiście że zdarzają się wypadki. tak samo jak zdarza się że gdy ktos idzie lub biegnie to sie przewróci i nogę złamie. ale czy to jest powód żeby ciągle leżeć?
-
no ale skoro zostawił tylko na chwilę to o co robić histerię? jest różnica między zostawieniem psa na godzinę a na trzy minuty. dlaczego wy patrzycie tak jednostronnie? jak piesek zostaje na chwilę, jest spokojny i niegroźny to czy naprawdę trzeba to tak demonizować i zrównywać z kimś kto zostawia wystraszonego psiaka przywiązanego do kraty i sam "zwiedza" sobie sklep? przecież chodzi o komfort i bezpieczeństwo zwierzaka i ludzi a nie o jakieś bzdurne reguły niczemu nie służące.
-
oczywiście, problemy dowodowe będą istniały zawsze ale jednak lepsze to niż zdawanie się na "widzimisię" jakiegoś strażnika. to naprawdę jest przepaść pomiędzy problemami z dowiedzeniem jak naprawdę przebiegało zdarzenie a tworzeniem stalinowskiego prawa na zasadzie "dajcie mi człowieka a paragraf się znajdzie", czyli właśnie takiego że człowiek postępujący zupełnie normalnie, zgodnie ze wszelkimi "normami społecznymi", nie stwarzający dla nikogo zagrożenia i tak jest narażony na sankcje ze strony państwa. w takim systemie każdy normalny człowiek jest przestępcą a nie jest karany tylko dlatego że "władza okazuje łaskę". tak prawo może działać w totalitaryzmie ale na pewno nie w państwie demokratycznym. jeżeli tak działa i w oparciu o taką filozofię jest tworzone to nie można mówić o demokracji choćby nawet co parę lat urządzano "ludowi" igrzyska nazywane wyborami. ale to to już jest zupełnie nie na temat :)
-
a mi chodzi o prawo nie o ludzi. urzędnik państwowy nie może być "jaśnie panem" który jak ma taką ochotę to "okaże łaskę" a jak nie to nie. prawo musi być tak napisane żeby służyło ludziom a nie służyło przeciw ludziom. dlatego takie przepisy są po prostu antyobywatelskie. przepisy powinny chronić tzw "praworządnych obywateli" przed niebezpieczeństwami (takimi jak np pogryzienie przez psa) dlatego nie chcę takiego prawa które represjonuje niewinnych ludzi i jednocześnie nie chcę "stróżów prawa" którzy ładnej lasce przekraczającej prędkość gotowi są dać "pouczenie" a za to samo jej ojca skasują na kilkaset złotych. dlatego przepisy powinny określać odpowiedzialność ludzi za to żeby ich psy nie stwarzały niebezpieczeństwa a jednocześnie gdy nie stwarzają to nikt nie powinien bać się ze zostanie ukarany przez jakichś nieprzychylnych strażników. u mnie, w łodzi, przepisy są moim zdaniem bardzo dobre - określają że pies powinien być na uwięzi ale może zostać uwolniony jeżeli nie stwarza to niebezpieczeństwa a pies jest pod bezpośrednią kontrolą opiekuna. to daje mi komfort taki, że jeżeli mam dobrze wychowanego, łagodnego psa to mogę go puścić wolno w parku i nawet jak zostanie pogryziony przez jakiegoś agresywnego psa to mogę dochodzić moich praw, nie staje się "wyjęty spod prawa" dlatego tylko że oba nasze psy były bez smyczy tak jak to jest w innych miastach gdzie sobie wymyślili że i agresywne i łagodne psy mają być traktowane tak samo. ale to chyba nie jest do tematu o kradzieżach psów :)
-
z zostawianiem psa w aucie to tak samo jak z zostawieniem przed sklepem, zależy jak to się robi. bo pies zostawiony w aucie w upale może po prostu umrzeć. tyle że znowu bezmózgich kretynów którzy to robią nie można sprowadzać do jednego mianownika z człowiekiem który myśli zanim zamknie psa w aucie, który najpierw nauczy go zostawać bez niepokoju, który pomyśli gdzie zaparkować samochód żeby pies nie ucierpiał w czasie jego nieobecnosci itd. ja w ogóle przeciwstawiam się wszelkim generalizacjom typu "każdy pies ma być w kagańcu" albo "nie wolno zostawiać psa przed sklepem" albo "nie wolno zostawiac psa w zamknietym aucie". to wszystko zależy jak się taką operację przeprowadzi. niestety, współczesne państwa są formowane na użytek urzędników państwowych i prostych instrukcji dla nich. dla urzędnika najłatwiej jest wydać zakaz i egzekwować go choćby ten zakaz był najbardziej niedorzeczny w danym przypadku niż przeciwdziałać rzeczywistym zagrożeniom. i tak właśnie straż miejska potrafi ukarać mandatem staruszkę z malutkim, starym pieskiem drepczącym za nią i nie sprawiającym żadnego problemu za "brak kontroli nad psem" bo jakaś głupia rada miasta wymyśli sobie że pies "musi być na smyczy" i z tego samego artykułu karany jest jakiś nieodpowiedzialny właściciel niezabezpieczonej posesji posiadający duże i agresywne psy które mu uciekają i atakują ludzi i zwierzęta. to są po prostu niedorzeczności. a jeszcze absurdalne uzasadnienie "takie jest prawo" jak słyszę to się normalnie gotuję.
-
ludzie zostawiają psy przed sklepem bo do sklepu nie można ich wprowadzić. taki barbarzyński kraj. ja sam nie zabieram psa praktycznie nigdzie własnie z tego powodu. zgadzam się za w dużej części odpowiadają za to właściciele psów którzy nie potrafią ich wychować i takie w koło macieju. sam czasami zostawiam psa przed sklepem jak wchodzę na moment coś kupić. coś co potrzebuję, jestem tuż obok a odprowadzenie psa i powrót w to samo miejsce zająłby mi przeszło pół godziny. i dla mnie jest to duża różnica czy ktoś wchodzi na chwilę, kupic coś konkretnego, psa przywiązuje w odpowiedniej odległości, tak żeby innym nie przeszkadzał i za chwilę wraca, czy wchodzi i spaceruje sobie po sklepie podczas gdy ta biedna psina stoi na zewnątrz i szczeka.
-
po 1. oczywiście że oznacza. oznacza "pochodzący z księżyca, przypominający księżyc" i w ogóle generalnie mający rozmaite konotacje z księżycem. ale szczerze mówiąc nie chce mi się już z tobą dalej szarpać. jak dla mnie to możesz sobie nawet myśleć że "księżycowy" oznacza związek z rowem mariańskim a "tradycyjny" to wynikający z najnowszych odkryć nauki. zwisa mi to kompletnie.
-
no jasne, ty możesz sobie twierdzić że "tradycyjne" to nie wynikające z tradycji, nie oparte na metodach takich jak "były kiedyś" ale to jest po prostu absurd. równie dobrze możesz zniekształcać rozmaite inne pojęcia i rozumieć je nie tak jak one faktycznie znaczą tylko "na swój sposób" ale do czego to prowadzi? czy jeżeli uznasz ze "księżycowy" nie oznacza pochodzący z księżyca a z dowolnego innego miejsca i na takim pojęciu będziesz próbowała budować jakieś teorię to będzie miało jakiś sens? zresztą już chyba stało się oczywiste że co do metod szkolenia to my się raczej nie spieramy. a spierać się o to czy nazwiecie to co robi bellon "tradycyjnym" czy nie to nie mam ochoty. ja uważam że absolutnie nie ale jak chcecie to wam nie będę przeszkadzał nazywać to dowolnie. choć prawdę mówiąc ciężko mi zrozumieć jak można uznawać że facet używający najnowocześniejszych technik szkoleniowych reprezentuje "szkołę tradycyjną".