spike1975
Members-
Posts
512 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by spike1975
-
oj chyba nie bardzo. tysiąc razy już tłumaczyłem o co mi tak naprawdę chodzi ale skoro tak chcesz to rozumieć to twoja rzecz. dzisiaj miałem spotkanie z milutkim młodym ONkiem który ma duże szanse wyrosnąć na psa agresywnego. już ma założoną kolczatkę a to w ogóle jest niepotrzebne. tyle że, powtórzę to po raz tysiąc pierwszy, w polsce większość jest ciągle przekonana że pies "ma być mądry". no i jak nie jest "sam z siebie" to trzeba mu założyć kolczatkę, wydrzeć się na niego itd. że socjalizacja, zabawa, smakołyki to domena jakichś głupków bo "normalny człowiek" nie spoufala się z psem, nie "wygłupia" się ganiając z jakimiś sznurkami itp rzeczami, "przekupując" psa żarciem. właścicielka ma dużo dobrej woli ale nie rozumie nawet tego żeby nie ścigać go jak w krzakach znajdzie coś do zeżarcia i nie odbierać mu tego siłą. oczywiście bywają psy bardziej i mniej agresywne ale bardzo istotne znaczenie ma to jak z psem postępujemy. i sorry ale izolowanie ich od wszystkich wokół nie jest wcale dobrym postępowaniem no i właśnie o to chodzi. że w polsce jakoś tak jest że dla każego z was nie liczy się nic więcej niż własna dupa. dlatego ćwok który puszcza swojego nieokrzesanego psa do innych nie liczy się z tymi innymi a ty też nie liczysz się z nikim innym poza sobą i w swoim zadufaniu warczysz na nich czując się od nich lepsza. nie jesteś lepsza, jesteście siebie wartymi ćwokami bez grama empatii w stosunku do innych co od paru stron usiłuje wam wytłumaczyć. i z jakichś absurdalnych powodów jesteście z tego dumni. takie są efekty niewłaściwej socjalizacji lub jej braku.
-
jak na razie mój pies został ugryziony raz i to właśnie przez psa na smyczy który wyrwał się kobicie. głupi byłem bo widziałem że ujada ale se myślałem że skoro jest na smyczy to wszystko OK, tylko że jak drugi raz spojrzałem w tamtym kierunku to już był przy mnie i zdążyłem tylko smycz rzucić żeby mój pies mógł uciec. więc nie opowiadajcie mi bajek jak to smycz cokolwiek załatwia. parę dni temu miałem podobną akcję. jest u nas na osiedlu taki pies w typie potężnego amstafa który się wyrywa do mojego. zwykle go spotykałem z dalszej odległości więc tylko trochę się wyrywał ale ostatnio musieliśmy się wyminąć idąc z naprzeciwka. tak zaczął się szarpać że wolałem zawrócić i iść inną drogą bo uczę się na błędach i drugi raz nie będę na tyle naiwny zeby uwierzyć w magiczną moc smyczy. mój był wtedy wprawdzie też na smyczy ale jak to u niego, smycz była cały czas zupełnie luźna bo sobie szedl obok mnie więc tak naprawdę do niczego niepotrzebna. po prostu zawróciliśmy i obeszlismy z drugiej strony trawnika. 1000 razy bardziej wolę spotkać "podbiegacza" bez smyczy niż taką bestię którą "odpowiedzialni" właściciele trzymają na smyczy ale trzymają ledwo bo pies cały w furii i naprawdę niewiele trzeba żeby krew się zaczęła lać. dla mnie to nie jest żadna odpowiedzialność jak zamiast wychowywać psa trzyma się go na sznurku. a sytuacja będzie się pewnie tylko pogarszać bo taki pies jest na ogół zupełnie izolowany od innych przez "odpowiedzialnych" właścicieli którzy tak jak i wy pewnie by mieli pretensje do kogoś gdyby do ich psa inny podbiegł i został pogryziony. bo pretensji do siebie że wpuszczają między ludzi bestię która nie powinna się tam znaleźć to pewnie nie mają. a w miejscach w których mój pies chodzi bez smyczy i spotyka masę innych też bez smyczy nic takiego nigdy się nie stało. nawet koło placów zabaw, nawet przy biegających dzieciach nic i nigdy. nawet jak się trochę psy posprzeczały, jeden na drugiego kłapnął paszczą czy warknął to i tak u psów które mają kontakt z innymi jest to na ogół taka pokazówka i nie dochodzi do żadnych obrażeń bo te psy wiedzą jak się zachowywać, mają to wyuczone przez codzienne, wielokrotne kontakty z innymi i niebezpieczeństwo że któryś będzie chciał drugiego dopaść i rozszarpać jest znikome.
-
czy ty przypadkiem nie mylisz psa agresywnego z psem "rasy uznawanej za agresywną"? bo jak kończą na zachodzie psy agresywne to pokazała historia tajfuna z irlandii, też akity zresztą: http://www.fakt.pl/Kobieta-siedziala-w-areszcie-w-Irlandii-bo-bronila-swojeg-psa,artykuly,223477,1.html ten pies został zabity. w ośrodku w którym był na obserwacji pogryzł się z jakimś rottweilerem podobno i przy rozdzielaniu odgryzł palec opiekunowi. ja nie przesądzam jak było naprawdę, zresztą nie znam tej historii dokładnie, czy pies został sprowokowany czy nie, czy był naprawdę niebezpieczny czy nie. faktem pozostaje że ugryzł i natychmiast został odebrany właścicielce i umieszczony na obserwacji a potem zabity. u nas pewnie by się skończyło na kilkuset złotych mandatu. więc naprawdę nie opowiadaj mi o tym jak to niebezpieczne psy na zachodzie spokojnie sobie chodzą i wszyscy je omijają z daleka szanując "przestrzeń osobistą" ich właścicieli. takie rzeczy możesz opowiadać komuś kto nigdy tam nie był i z psami do czynienia nie miał. już wcześniej pisałem że to co mnie zdziwiło gdy byłem na zachodzie to ze można dosłownie otrzeć się o psa biegnąc, idąc czy jadąc rowerem i pies w ogóle nie zareaguje a to co wy tutaj opisujecie że dzieci, psy i wszystko inne powinno się od was trzymać z daleka bo macie wszyscy "psy problemowe" jest w ogóle nie do pomyślenia. a poza tym oczywiście ze ani na zachodzie ani u nas żadne "prawo do przestrzeni osobistej" nie istnieje. to jest tylko kwestia uprzejmości i dobrego wychowania a w miejscach "ciasnych" tak jak kina, teatry, puby czy restauracje to "prawo" jest notorycznie naruszane i jest to dla każdego oczywiste. to jest jakiś wasz wymysł tylko. natomiast zgadzam się ze na zachodzie jest lepsza kontrola nad psami w ogóle i w związku z tym "podbiegaczy" jest mniej. ale to zupełnie inna sprawa. przepraszam bardzo to nie jest niezgodne z przepisami. to jest niezgodne z przepisami które TY BYŚ CHCIAŁA WPROWADZIĆ. póki co to sprawy prowadzenia na smyczy regulują uchwały rad gmin i różnie to wygląda w różnych miejscach. u mnie wolno wyprowadzać bez smyczy pod 3 warunkami: 1. jeżeli nie stwarza się niebezpieczeństwa. 2. jeżeli pies jest pod bezpośrednią kontrolą opiekuna 3. jeżeli pies nie jest na liście ras niebezpiecznych lub mieszańcem takich ras. dlatego ja swojego psa bez smyczy prowadzam zgodnie z obowiązującymi przepisami. natomiast posłowie z parlamentarnego koło ochrony zwierząt pisali swojego czasu do wojewodów żeby ci uchylali uchwały nakazujące prowadzenie psów wyłącznie na smyczy ponieważ są niezgodne z ustawą o ochronie zwierząt a ustawa jest aktem wyższej rangi niż uchwała rady miasta. więc na dobrą sprawę jakby się przygotować na batalię sądową to można wygrać proces nawet w miastach w których psy wolno wyprowadzać tylko na smyczy.
-
ale co jest bzdurą? bo chyba dyskutujesz z własną tezą.
-
spoko, ja tam sie o parę osób spierał nie będę, jak to wam ma poprawić samopoczucie to się poświęcę.
-
oj tak, wy wszystkie posiadacie wiedzę tajemną i ja wam w niczym do pięt nie dorastam, a już zwłaszcza w tej wiedzy. i oczywiście tylko taki mój fart że bez wiedzy mogę swojego psa wprowadzić praktycznie wszędzie a wy swoich z wiedzą nie możecie. no więc cóż, ja pozostanę przy moim farcie a wy przy waszym pechu i warczcie sobie na wszystkich "obcych" którzy ośmielą się pojawić w zasięgu wzroku bo przecież jak chamy waszej "przestrzeni osobistej" nie szanują to im się należy.
-
świadomie stajesz tu przeciwko mnie biedakowi ale nieświadomie to każdy twój post potwierdza mój punkt widzenia jednak. że przy odrobinie życzliwosci nie ma powodu żeby robić histerię z podejścia obcego psa - obwąchają się i pomagają ogonami - a nie ściąganie swojego psa na krótką smycz i pretensje do drugiego że podszedł. to jest część socjalizacji psa który ma przebywać w miejscach publicznych. nie moze go do niczego sprowokować biegnące i piszczące dziecko, nie może go sprowokować podbiegający pies itd jak jeszcze was trochę poczytam to chyba szkołę dla psów założę gdzie będę uczył jak należy wychowywać psy żeby potem nie bać się ich wyprowadzać w miejsca publiczne. powiedzcie mi, skoro dla was takim problemem jest podbiegający jakiś pies to czy w ogóle wyobrażacie sobie wprowadzenie waszego psa do sklepu? w polsce to jest na ogół zabronione ale na zachodzie zupełnie normalne że wchodzimy z psem do sklepu albo do restauracji gdzie tuż obok niego chodzą ludzie, szurają krzesła, jeżdżą wózki czy w bezpośredniej bliskości przechodzi inny pies a pies to wszystko kompletnie zlewa. wyobrażacie sobie coś takiego? jak to się ma do tej "przestrzeni osobistej" której zachowania tak się domagacie? ja tylko wyraziłem uzasadnione wątpliwości. no bo sorry ale dla mnie sformułowanie w stylu "dzieciak wyciąga łapy bez pytania" daje świadectwo pewnego stanu umysłu nastawionego na konfrontację. na typowe prezentowane tu na forum dzielenie świata na "swoich" i "resztę hołoty która ma się trzymać z daleka". piszę o tym w co drugim poście.
-
nie wiem czemu ale jesteś. wystarczy ten fragment: to jest dla ciebie normalny sposób mówienia o dzieciach? jakoś szczerze wątpię, że w sytuacji nerwowej potrafisz uprzejmie zwrócić komuś uwagę, bez agresji albo złośliwości skoro nie potrafisz tego w forumowym poście pisanym całkiem na zimno, bez emocji. no i bęc,: i wy mi piszecie że nie mam racji. jak ma się ta "mentalność" zmieniać skoro tak to wygląda?
-
Nie mam teorii dlaczego tam ludzie są bardziej życzliwi, faktem pozostaje że tak jest. Nie chodzą tacy nabzdyczeni jak wy, z pretensjami o wszystko do wszystkich, gotowi warczeć na drugiego bo piesek do was podbiegł. Ja nie twierdzę, że ludzie którzy nie licząc się z innymi puszczają swoje psy żeby robiły co chciały robią dobrze. Ja twierdzę że i wy, i oni jesteście przedstawicielami tej samej wrogiej innym mentalności. W ich przypadku objawia się ona nie liczeniem się z dyskomfortem który powoduje zaczepiający innych pies a w waszym wrogością przez którą gotowi jesteście warczeć na każdego i zaczynać awantury o byle co.
-
W Danii, z tego co piszesz i z mojego doświadczenia także w innych krajach "bardziej cywilizowanych" tzw "europy zachodniej" ludzie są BARDZIEJ PRZYJAŹNI, KROPKA. Nie tylko w stosunku do psów ale także w stosunku do innych ludzi. I tu odpowiadam na pytanie Furie (nie wiem jak to odmienić): że wadzi mi nie tyle wasze życzenie co wasza arogancja w stosunku do innych ludzi. Brak jakiejkolwiek wyrozumiałości i życzliwości, gotowość do zrobienia awantury człowiekowi jeżeli coś wam się nie podoba i niczym nie uzasadnione poczucie wyższości. Ciągle tu na forum widzę wypowiedzi jakichś ludzi któzy mają pretensje do innych że im psa pogłaskali albo jakieś inne pretensje "do garbatego ze ma proste dzieci". Sowa mi odpisała że chamy naruszają jej "przestrzeń osobistą" która jednak znacznie wykracza poza jej "osobę" bo dotyczy także psa. Ciekawe czy samochodu, kamerdynera i tych 4 niewolników co niosą jej lektykę również? Dla mnie taka postawa to jest typowe "wyżej sram niż dupę mam". Sorry ale tak właśnie uważam. Moim zdaniem niczym to się nie różni od postawy tego człowieka który nie licząc się z innymi puszcza swojego psa bez kontroli nie licząc się z tym że ten pies swoim zachowaniem wzbudza w innych niepokój. Oczywiście mówię o "podbiegaczach" i "szczekaczach", takich psach które krzywdy nie zrobią ale są przyczyną dyskomfortu. Tak jak ich opiekunowie uważacie że wszyscy wokół mają się do waszego "widzimisię" dostosować i tak jak ich nie obchodzi wasz spoków tak was nie obchodzi że inni ludzie mają prawo do rozmaitych interakcji z wami czy waszymi psami skoro przebywają w tej samej publicznej przestrzeni. Już kiedyś to pisałem, niewiele się różnicie od blokersa który na każde spojrzenie jest gotów odpowiedzieć "co się tak kurwa gapisz". Jesteście niestety dwiema stronami tego samego medalu, czyli inaczej mówiąc "po jednych piniądzach". Porównajcie sobie teraz to co napisała Sjette: z waszą postawą która mi przypomina właśnie zachowanie takich małych agresorków odstraszających każdego kto ośmieli się zbliżyć. Niestety to nie psia ale właśnie ludzka agresja jest najczęściej problemem, psia jest tylko jej pochodną.
-
no to sobie "nie życz" i licz na to że wszyscy wokół będą myśleli tylko o tym żeby spełniać twoje "życzenia". moim zdaniem to jest naprawdę spora bezczelność. egzystujemy w przestrzeni publicznej i jesteśmy w tej przestrzeni skazani na kontakty z innymi ludźmi a także w wypadku psów - z innymi psami. jeżeli masz jakiś specjalny powód to możesz poprosić żeby się ktoś odsunął ale "ja sobie nie życzę żeby pan do mnie podchodził" to po prostu śmieszne jest. a skoro nie można "nie życzyć sobie" tego w przypadku człowieka to jak można sobie "nie życzyć" w przypadku dwóch psów? więc skoro masz takie arystokratyczne "życzenia" to je sobie realizuj na własnej posiadłości. tyle że zdaje się mamy tu do czynienia z arystokratami którym bóg majątków zapomniał dać. kiedyś taką arystokratkę z bożej łaski spotkałem. wracając ze spaceru wlazłem trochę bezmyślnie na rynek. i idę sobie przez ten rynek z psem, ludzi sporo i sam bylem zly ze tak glupio wlazlem. no ale nikt nic nie mówi dopiero jakaś paniusia tonem obrażonego majestatu do mnie że "chyba nie chodzi się z psem w takich miejscach". no to jej odpowiedziałem żeby mi adres podała to następnym razem wpadnę do niej zapytać gdzie mi pozwoli z psem chodzić a gdzie nie. ja mogę się porozumieć z każdym, ostatnio lazłem sobie gdzies nową drogą i przechodziłem obok miejsca gdzie dokarmiali koty. bestia oczywiście obwąchała to wszystko bardzo dokładnie a z okna jakaś babcia woła czy mógłbym tędy z psem nie chodzić bo oni tu bezdomne koty dokarmiają. no i spoko, nie będę chodził. to akurat z tyłu jakichś sklepów więc żadna atrakcja. ale co innego jest poprosić kogoś o takie coś a co innego "nie życzyć sobie".
-
zdublowany
-
to się ogłaszaj przez pobliski radiowęzeł że jaśnie pani na spacer z psem wychodzi i "sobie nie życzy bliższych kontaków" a dlaczego to hołocie tłumaczyć nie musi. sorry ale tego rodzaju arogancja zawsze mnie śmieszyła i śmieszyć będzie. no ba. powinna być też specjalna ustawa regulująca długość spodni i kolor majtek. wtedy to już będzie pełnia szczęścia. albo "mniej więcej" albo "konkretne wytyczne. jeżeli to będzie 20 metrów to 21 już można a za 19 mandat wiec nie ma tu mowy o "mniej więcej". albo można też uznać że opiekun odpowiada za zachowanie zwierzęcia i jeżeli zwierzę jest spokojne to może przechodzić tuż obok bawiących się dzieci a jak jest agresywne to i kaganiec i smycz mogą się okazać niewystarczające i pozostaje dobry szkoleniowiec albo zabicie, bo i tak czasem trzeba. np mojego psa wczoraj gonił z wyciągniętymi łapkami chłopczyk może z 2-3 lata i chciał się bawić. a za nim biegła jakaś babcia i krzyczała "zostaw pieska, zostaw pieska". ja do takich zabaw nie zachęcam choć może bym i chciał ale zdaję sobie sprawę że nie każdy pies jest taki spokojny jak mój i nie ma co dzieciaków uczyć takich akcji. ale starsze dzieci, takie które pytają czy można pogłaskać psa to wielokrotnie się z nim bawiły. więc niby dlaczego mam go trzymać na smyczy przechodząc obok placu zabaw? szczególnie że smycz przy dzieciakach to jest takie sobie rozwiązanie bo jak jest pies płochliwy a nie będzie mógł uciec przed biegnącym dzieckiem to może być gorsze lekarstwo od choroby.
-
prawda. najbardziej zdaje się przeszkadza niektórym użytkownikom forum. :) przecież nie o tym rozmawiamy. chodzi mi o rozwiazania prawne. powyższe przypadki i bardzo wiele podobnych świadczą o jednym - ludzie często chcą ale nie potrafią. w polsce gloryfikowana jest przemoc, kara. czy to w wypadku dzieci czy psów. generalnie dominujące jest przekonanie że "twarda ręka" to najlepszy sposób na wychowanie a jak nie ma kar, nie ma krzyków albo nawet bicia to mamy do czynienia z "rozpieszczaniem" czy "wychowaniem bezstresowym" które nie działa. tyle że trudno jest przekonać za strach działa znaczenie gorzej. mi udało się do tego przekonać jednego mojego kolegę i on już prawie na swoje psy nie krzyczy. co "dziwne" one są o wiele bardziej posłuszne, mniej agresywne i nerwowe. ale ja uważam że to jest rola ludzi takich jak ja żeby przekonać innych do tego sposobu. wczoraj miałem taką "przygodę". szedłem sobie z psem, gdzieś tam z boku szedł jakiś inny a tu nagle rozlega się ujadanie jakiegoś malucha i ten maluch biegnie najpierw do tamtego, obszczekał go, a potem do mojego z kolejną porcją ujadania. oczywiście mogłem zareagować w stylu "bo jak spuszczę mojego to..." (chociaż był spuszczony :)) ale jaki by to miało sens? właścicielka tego malucha już i tak była zdenerwowana że on jej w ogóle nie słucha i musi go gonić. tymczasem okazało się że ten maluch to był młodziutki piesek, strasznie pobudzony, jak dobiegł do mojego a mój zamiast mu sie odszczekiwać to spokojnie stanął żeby go obwąchać to tamten od razu położył się na plecach, ja podszedłem, pogłaskałem drania po mordce, cieszył się jak nie wiem co. babka przyszła i tak dosyć nerwowo zapieła go na smycz i poszła. zdążyłem tylko jej powiedzieć żeby się nie denerwowała i że pieska trzeba łagodnie uspokoić. i ja uważam że to jest rola ludzi którzy rozumieją jak należy traktować zwierzęta. mogłem oczywiście zrobić tej babce awanturę że "jak się psa nie umie wychować to trzeba go na smyczy trzymać" ale jaki by tego był efekt? ano taki że babka by sie wkurzyła, nawrzeszczała by na pieska i sytuacja by się coraz bardziej pogarszała. i trochę się wam dziwię bo piszecie często że chcecie "zmiany mentalności", "zmiany podejścia, sposobu myślenia, postępowania" a jaki jest wasz udział w tej zmianie? awanturę zrobić komuś kto opiekuje się często tym psem jak umie i chciałby żeby pies go słuchał ale nie wie jak to zrobić? żyje w przeświadczeniu że szczeniak, który do niego nie przychodzi chociaż przecież "wie że go wołam" i "wszystko rozumie" to po prostu "robi mu na złość" i trzeba tej słynnej "twardej ręki" żeby się "podporządkował". no i zaczynają się wrzaski już na kilkumiesięcznego pieska. nie ma porozumienia, kontaktu psa z przewodnikiem więc sytuacja się coraz bardziej pogarsza. pies się staje dorosły, coraz bardziej nerwowy, widzi zagrożenie wszędzie bo jego właściciel w ten sposób reaguje nie rozumiejąc motywacji psa no to ujada na wszystko. i trochę smutna jest sytuacja że ludzie na psim forum oczekując "zmiany mentalności" jedyne co potrafią to zrobić awanturę takiemu człowiekowi, zasypać go pretensjami, zamiast spróbować przynajmniej rozładować sytuację w jakiś polubowny sposób. a przecież większość takich szczekaczy to po prostu nerwusy, zestresowane psy których właściciele nie rozumieją psiego postępowania, nie widzą sygnałów jakie pies wysyła i nie wiedzą jak w danej sytuacji reagować ale są spętani przekonaniami o wyższości "twardej ręki" nad wszelkimi innym sposobami wychowania a już szczególnie wychowania psa. nie rozumieją że psychika psa to się na dobrą sprawę od ludzkiej różni niewiele, ze nadmierny stres, strach robi w niej olbrzymie spustoszenie, że na nieposłusznego psa na ogół o wiele skuteczniejszym sposobem od ryku, kary i kolczatki jest nagroda, zabawa i pogłaskanie. a jak się jeszcze do tego dołoży pretensje od osoby do której pies podbiegł to już w ogóle piesek ma przefikane. ja robiłem to już wielokrotnie, wielokrotnie dawałem obcemu psu smakołyki gdy zachowywał się nieodpowiednio i nigdy żadnych przykrych konsekwencji to nie miało. natomiast nawet gdyby ktoś miał pretensje że daje jedzenie jego psu to zawsze mam gotową odpowiedź że skoro on się nim zająć nie potrafi to ktoś musi, że nie dopuszczę do tego żeby mój pies byl atakowany bo on sobie "nie życzy" żeby mu dawać jedzenie. ale słowo wam daje że: po pierwsze, nigdy to nie miało miejsca. po drugie, na ogół wystarczy takiego nerwusa pogłaskać i powiedzieć do niego parę słów przyjaznym tonem i nie trzeba wcale szarpać swojego psa i "rozdzielać" psów zanim w ogóle dojdzie do kontaktu. pociesza mnie natomiast fakt, że coraz więcej jest ludzi dobrze traktujących swoje psy (tak mi się przynajmniej wydaje). że tych wszystkich co to uważaja że zabawa z psem to dla nich jakaś ujma i "psa nie wolno przekupować" smakołykami i nagrodami natomiast oczywiście "pies ma słuchać" (chyba jakoś sam z siebie) jest coraz mniej.
-
Ale ty piszesz że "nie chcesz" a z twoich postów wynika coś zupełnie innego. To może zamiast pisać czego nie chcesz napisz po prostu czego chcesz i będziemy mieli jasność. "Moje" zasady są proste - każdy właściciel/opiekun odpowiada za zachowanie swojego psa, za zapewnienie bezpieczeństwa innym i stosownie do naruszenia tego bezpieczeństwa ponosi karę. Dlatego inne środki stosuje na ruchliwym chodniku, przy ruchliwej ulicy, inne na mało uczęszczanych polach, inne wobec psa małego, inne wobec dużego, inne wobec agresywnego, inne wobec łagodnego itd itd. Dlaczego inne? Ano dlatego że te psy są inne, inny jest poziom zagrożenia który stwarzają więc inne powinny być środki bezpieczeństwa. W wypadku pogryzienia a nawet "tylko" ataku na człowieka jest karany przy czym (tak jak i w kodeksie drogowym), gdy pogryzienie jest poważne (rozstrój na czas powyżej 7 dni) jest to traktowane jako przestępstwo+tak samo ja w wypadku wyroków za znęcanie się nad zwierzętami sąd orzeka nawiązkę na rzecz organizacji opiekujących się zwierzętami tak samo powinien pogryziony otrzymywać odszkodowanie. Proste zasady nie pozwalające "władzy" nabijać sobie mandatów na staruszkach z małymi dreptaczkami, które nie stanowią dla nikogo zagrożenia ale taka babcia do sądu nie pójdzie i darmozjadowi ze straży miejskiej awantury nie zrobi tylko grzecznie te 50 czy 100 zl z emerytury zapłaci odmawiając sobie tego czy owego a jednocześnie zobowiązujące ową "władzę" do ścigania ludzi z psami stanowiącymi zagrożenie czy choćby uciążliwość (mam na myśli te maluchy które wprawdzie niebezpieczne nie są ale mają przykry zwyczaj obszczekiwać ludziom nogawki). Tak właśnie powinno wyglądać "zapewnianie bezpieczeństwa" a nie na generowaniu absurdalnych przepisów których nie sposób przestrzegać normalnie żyjąc a władza ma wtedy "haka" na każdego. Więc może napisz o co Ci właściwie chodzi jeżeli nie o uwiązanie każdego psa na smyczy bo wg mojej oceny twoich postów to właśnie z nich wynika. A tak w ogóle to nie zgadzam się że niebezpiecznych psów jest większość. Fakt, jest trochę uciążliwych, "podbiegających" i nieposłusznych ale niebezpiecznych jest mało. Oczywiście wciąż jest za dużo psów goniących biegaczy czy rowerzystów, ujadających na ludzi i inne psy i to towarzystwo trzeba ścigać ale jakkolwiek jest to uciążliwa, to jednak zdecydowana mniejszość. Jest po prostu tak że jak po drodze miniemy 5 psów z czego jeden zacznie na nas ujadać to pamiętamy najbardziej tego ujadającego a takiego który przeszedł w odległości 10 metrów obwąchując sobie jakiś krzak to nawet nie zauważamy. Stąd bierze się wrażenie "większości", moim zdaniem.
-
to jest już po prostu szczyt bezczelności. laska mi tu próbuje wmówić że idąc sobie z psem "naruszam jej wolność". ty w ogóle rozumiesz co piszesz? może mi w ogóle zabroń wychodzenia na ulicę!!! tak oczywiście w ramach "twojej wolności". coś mam wrażenie że ty wypisujesz jakieś slogany których w ogóle nie rozumiesz byle tylko coś napisać. chodnika może i nie było ale ten człowiek jakoś tam jednak był z tym psem. ja ci nie przeanalizuję sytuacji której nie widziałem jednak faktem jest że facet za tobą nie zachował odpowiedniego odstępu względnie ostrożności. szczególnie że jak ci wyżej napisano mógł to być też zając albo inna cholera. jeżeli ty za "zdrowy rozsądek" uznajesz propozycję uwiązania każdego psa w "miejscu publicznym" czyli w każdym miejscu poza domem na smyczy to ja ci gratuluje tak pojętego "zdrowego rozsądku". no tak, psy na smycze, dzieci na smyczy. a wolno będzie w tym świecie zorganizowanym na podstawie waszych pomysłów zrobić komukolwiek choć krok bez sznura na szyi? oczywiście cały czas uważacie że to "zdrowy rozsądek" jest. jakże by inaczej.
-
równie dobrze pod koła mogła ci się wtoczyć piłka albo wjechać dziecko na hulajnodze. tam gdzie chodzą ludzie należy zachować szczególną ostrożność i odpowiednio zwolnić a nie szukać winnego że się nie zdążyło zahamować. pytanie dodatkowe: czy dzieci też trzymać na smyczy skoro może wbiec na drogę za piłką czy wjechać na rowerku? i dokładnie to samo co znaczy "zachowanie bezpiecznej odległości" w kodeksie drogowym może oznaczać "zapewnienie bezpieczeństwa" w stosunku do właścicieli psów. kodeks drogowy nie definiuje ile to cm czy metrów "bezpieczna odległość" tylko zakłada że jeżeli ktoś na ciebie najedzie to znaczy że bezpiecznej odległości nie zachował. i tak samo tutaj nie trzeba definiować czy pimpek to jest czy nie jest niebezpieczny i "pod kontrolą". jeżeli wtargnął na jezdnie to znaczy że pod kontrolą nie był, jeżeli zaatakował psa lub człowieka to znaczy że jest niebezpieczny. to "prewencyjnie" siedź w domu. wtedy na pewno nie zostaniesz pogryziona przez obcego psa, chyba że go do domu wpuścisz. a jeżeli ty chciała byś "prewencyjnie" mnie trzymać za mordę to dziekuje bardzo za taką "prewencję". z totalitaryzmu dopiero co się wyrwaliśmy i nie mam zamiaru do niego wracać. szczególnie w ramach twojego "widzimisię". niestety nie jestem w stanie dyskutować z twoimi urojeniami. nie ma nigdzie definicji "miejsca mało uczęszczanego" a "miejsce publiczne" jest określone w orzecznictwie jako "dostępne nieograniczonej liczbie osób". na pewno są to wszelkie tereny zielone, parki, skwery itd itd. w poniższym linku opisują co w prawie uważa się za "miejsce publiczne": http://www.wspol.edu.pl/pci/quest.php?panel=2&idedit=930 jak widać jest to gereralnie każde miejsce otwarte dla wszystkich - tak samo galeria handlowa jak nieużytki obok osiedla. trochę bezczelne jest twoje domaganie się nakazu trzymania w miejscach publicznych psów na smyczy gdy sama tego nie robisz. to jest dopiero hipokryzja, to jest dopiero myślenie "mnie przepisy nie dotyczą". bo ja w odróżnieniu od ciebie i wbrew twoim kłamstwom wcale tak nie uważam. ja uważam że przepisy powinny być takie które służą ludziom a nie w totalitarny sposób "prewencyjnie" trzymają ich za mordę. i powtórzę kolejny raz to co pisałem wcześniej i co jest w tej sprawie najważniejsze: TAK JAK NIE MOŻNA "PREWENCYJNIE" UWAŻAĆ MNIE ZA BANDYTĘ DLATEGO, ŻE SĄ LUDZIE KTÓRZY POPEŁNIAJĄ PRZESTĘPSTWA TAK SAMO NIE MOŻAN "PREWENCYJNIE" MOJEGO PSA UWAŻAĆ ZA GROŹNEGO DLA INNYCH CHOĆ TAKIE PSY Z PEWNOŚCIĄ SĄ. więc jeżeli ty myślisz w kategoriach że KAŻDY JEST PODEJRZANY to może lepiej by ci było w minionym ustroju. zdumiewa mnie czasami jak komuna zagnieździła się w ludzkich głowach że tyle lat minęło a ciągle są tacy którzy uważają że ludzi trzeba PREWENCYJNIE trzymać za mordę rozmaitymi zakazami zamiast traktować ich jak odpowiedzialnych za swoje czyny wolnych obywateli demokratycznego państwa.
-
dla mnie to jest AŻ a nie tylko. ponieważ jestem mieszkańcem typowego polskiego blokowiska i nie posiadam prywatnej działki na której pies mógłby sobie pobiegać to tacy ludzie jak akirka, postulujący obowiązek prowadzenia psów na smyczach w miejscach publicznych przyprawiają mnie o ciarki. gdyby ich słuchać to mój biedny piesek całe życie spędziłby na uwięzi albo w mieszkaniu. i nie możesz używać tu przykładu psów niebezpiecznych. co mój pies, dobrze wychowany, posłuszny i spokojny ma wspólnego z jakimś pitbullem który cię napadł? na takiej samej zasadzie powinienem pójść siedzieć za gwałt/zabójstwo bo gdzieś w polsce jakiś inny człowiek kogoś zgwałcił czy zabił. psy czasami gryzą, prawda. ale ludzie czasami zabijają, gwałcą i kradną. a zgodnie z taką "logiką" skoro mój pies ma odpowiadać za czyny jakiejś agresywnej bestii to ja powinienem byś obarczony odpowiedzialnością za czyny jakiejś ludzkiej "bestii". ale chyba każdy uzna to za niesprawiedliwe i bez sensu. dokładnie tak samo jest z psami - właściciel agresywnego psa który kogoś zaatakuje powinien być surowo ukarany. ale nie można wprowadzać "odpowiedzialności zbiorowej" i karać wszystkich dlatego ze jakiś tam gdzieś ugryzł. natomiast powtórzę jeszcze raz - trzeba karać ludzi którzy nie potrafią zapewnić że w miejscach publicznych ich pies nie będzie dla innych niebezpieczny.
-
zabralem swojego psa na "szkolenie" w szkole polecanej na stronie związku kynologicznego, pisałem o tym w wątku o "negatywach pozytywu". jedna wielka porażka. ja faktycznie nie mam zbyt wielu kontaktów ze światem "profesjonalnego" psiarstwa ale te które mam świadczą o ich kompletnym cymbalstwie. nie chce uogólniać na wszystkich ale ci których miałem wątpliwą przyjemność poznać to jakieś kompletne bałwany nie mające w ogóle "podejścia" do psów, nie potrafiące nawiązać z nimi kontaktu ale puszące się tym że ich rasowy pies na jakiejś tam wystawie dostał ocenę doskonałą. więc to co wyprawia związek kynologiczny w ogóle mnie nie obchodzi. raczej preferuje filozofię kontaktu z psem reprezentowaną np przez organizację STORAT. a ile tysięcy km rocznie robisz jako kierowca? no bo sorry ale ta wypowiedź była by może śmieszna gdyby nie dotyczyła tak ważnego zagadnienia jak bezpieczeństwo na drogach. jednak dotyczy i w zwiazku z tym muszę ją nazwać IDIOTYCZNĄ. pojeździj najpierw trochę a dopiero potem zacznij wypowiadać się bo jak na razie zabierasz głos w sprawach o których nie masz zielonego pojęcia. obawiam się akirka że jestes jedna z tych, czasami spotykanych osób, która same mając psa jednocześnie psów się po prostu boją i dlatego obcy pies nie jest dla ciebie potencjalną okazją do zabawy a właśnie potencjalnym zagrożeniem. dlatego tak się upierasz żeby wszystkie psy chodziły na smyczach, w kagańcach a najlepiej to zeby siedziały w domach. naprawdę pies nie jest jakąś straszliwą bestią która w mgnieniu oka wszystko rozszarpie i zeżre. nawet gdy nie jest idealnie posłuszny, nawet gdy nie ze wszystkimi psami czy ludźmi się dogaduje i nie jest super przyjazny a tak naprawdę to nawet gdy jest groźny i agresywny i tak nie jest jakimś straszliwym niebezpieczeństwem i śmierć człowieka z "ręki" psa zdarza się niezmiernie rzadko. dlatego nie ma powodu żeby patrzeć na psy w kategoriach "potencjalnych morderców" których trzeba izolować. wyolbrzymiasz wyobrażenie o "psach-zabójcach" a takich wypadków zdarza się zaledwie kilka rocznie i to właśnie na ogół są psy izolowane, trzymane w kojcach czy na łańcuchach do których przez nieuwagę rodziców dostało się jakieś dziecko. tymczasem w polsce rocznie dokonuje się rocznie kilkaset zabójstw a jeszcze niedawno było to ponad 1000, co roku ginie w wypadkach samochodowych ok 5 tys ludzi. i co, nie boisz się mijać ludzi na ulicy? przecież każdy z nich może być zabójcą, nie boisz się jeździć samochodem, chodzić po chodnikach? naprawdę o wiele bardziej prawodopodobne jest, że zginiesz lub zostaniesz okaleczona w wypadku drogowym niż przez psa. słowem: NIE PRZESADZAJ, NIE POPADAJ W PARANOJĘ. ja uważam że w sprawie opieki nad zwierzętami, wychowywania psów jest w polsce bardzo dużo do zrobienia. ale absolutnie nie w sposób jaki ty to widzisz.
-
no i właśnie myślę że różnica wynika z naszej nieco barbarzyńskiej mentalności. w krajach cywilizowanych jednak więcej jest takiej codziennej życzliwości a mniej agresji. dla mnie człowiek który kupuje sobie psa "żeby go bronił" to mentalnie nie za bardzo różni się od blokerasa który każdemu napotkanemu chciałby dać po ryju a jak ktoś na niego spojrzy to zamiast się uśmiechnąć i powiedzieć dzień dobry mówi "co się k... gapisz".
-
to właśnie uważam za niesłychany skandal i już pisałem o tym niejeden raz. w polsce staruszka z truchtającym za nią malutkim pieskiem który nie oddala się od niej o krok i nie stanowi zagrożenia nawet dla ślimaka może dostać taki sam mandat za to że pies nie jest na smyczy jak ktoś kogo duży i agresywny pies napadnie i pogryzie a nawet zagryzie innego. to właśnie trzeba zmienić a nie ubierać wszystkie psy w kagańce. I ja też będąc kilka lat za granicą zauważyłem zasadniczo inne zachowanie psów tam i u nas. U nas jak wychodziłem biegać to za "normalne" uznawałem że co jakiś czas pogonił mnie jakiś pies, że musiałem zwalniać, z biegu przechodzić do chodu bo ciągle jakiś pies się mną interesował. Nic mi się wprawdzie nigdy nie stało i nigdy mnie żaden nie ugryzł ale ciągle jakieś zagrożenie było. A za granicą (w irlandii dokładniej) zauważyłem coś niesłychanego, że mogę po tych wąskich irlandzkich chodniczkach przebiec dosłownie ocierając się o psa a on nawet nie odwróci głowy w moją stronę nie mówiąc w ogóle o jakimkolwiek pogonieniu mnie. Czyli że można i da się w ten sposób wychować psa (wtedy jeszcze psa nie miałem). I dlatego uwazam że dobrze wychowane psy, właśnie takie jak opisuje, powinny móc sobie chodzić bez smyczy a jak ktoś psa nie chce lub nie potrafi tak wychować to karać, karać i jeszcze raz karać. Aż się w końcu "psiarze" nauczą że wszyscy musimy przebywać w tej samej "przestrzeni publicznej" więc psy tak muszą być wychowywane żeby nie były zagrożeniem dla biegających i piszczących dzieci, rowerzystów, innych ludzi czy zwierząt. To dużo czasu jeszcze zajmie ale w tę stronę trzeba iść.
-
No nie bardzo ta analogia jest słuszna bo samochód jest narzędziem służącym do codziennej egzystencji a psy, poza nielicznymi wyjątkami które szkolone odpowiednio właśnie sa, służy nam tylko i wyłącznie dla przyjemności. Nie żyjemy w społeczności pasterzy i myśliwych którzy w codziennym życiu posługują sie psami. Natomiast samochodami posługujemy się codziennie i odsetek kierowców który używa samochodu jedynie do przejażdżek "dla przyjemności" jest niewielki. Większośc kierowców albo dojeżdża do pracy i innych miejsc (dzieci z przedszkola itd itd) albo pracuje przy użyciu samochodu. Dlatego nie zrezygnują z jeżdżenia samochodem a z łatwością zrezygnują z posiadania psa jeżeli będą mieli świadomość że za zaniedbania w jego wychowaniu czekają ich surowe konsekwencje finansowe i prawne. I w ten sposób decyzja o kupnie psa stanie się decyzją o wiele bardziej świadomą. Ja osobiście znam kolejne babsko które ma w domu agresywnego ONka bo sobie z mężem wymyślili że jak nie będzie sie pies bawił z innymi ludźmi i psami to będzie "bardziej do nich przywiązany". Absolutny brak socjalizacji, pies się rzuca na wszystko. Moja uwaga że "co będzie jak kogoś pogryzie" została zignorowana. Pewnie gdyby baba miała świadomość że jak ten pies kogoś pogryzie to ona pójdzie siedzieć i zapłaci pogryzionemu wysokie odszkodowanie to nie lekceważyła by sobie tego.
-
ja nie kumam skąd się biorą ludzie którzy te psy najchętniej by w klatkach wyprowadzali. ja uważam że konieczne jest wprowadzenie odpowiedzialności właściciela za psa. psy agresywne, nieposłuszne, źle wychowane muszą być wyprowadzane "pod kontrolą" smyczy lub kagańca. takie które są łagodne, posłuszne i dobrze zsocjalizowane mogą być "pod kontrolą" komendy. po co dorabiać jakieś absurdalne filozofie? a jak "sprawdzić" czy pies jest posłuszny czy nie? ano tak żeby surowo karać za ataki psie. jeżeli kilku właścicieli psów które kogoś pogryzły dostanie wyroki więzienia (choćby i w zawieszeniu) i zapłaci odszkodowanie idące w dziesiątki tysięcy złotych to każdy się zastanowi czy jest pewien że jego pies nikogo nie ugryzie i dopiero wtedy go puści. ja z chęcią stanę po stronie ofiary psiego ataku która będzie domagała się surowej kary dla właściciela agresywnego psa czy wysokiego odszkodowania za pogryzienie. natomiast nie może być stosowana durna odpowiedzialność zbiorowa nakazująca wszystkie psy traktować tak samo bo nie wszystkie psy są takie same. na takiej samej durnej zasadzie to każdego faceta można traktować jak gwałciciela a każdą kobietę jak prostytutkę. naprawdę durność psiarzy też czasem woła o pomstę do nieba. niedawno rozmawiałem z właścicielką labradora. oczywiście niewychowany "jak to labrador", czyli nie agresywny ale trochę dominujący i kompletnie nieposłuszny, ganiający wszystko co się rusza. byliśmy w parku i babka miała pretensje, wyobraźcie sobie, do ludzi z dziećmi że "skoro widzą że idzie pies to nie powinni dzieci puszczać"!!!!!!!! nie skomentowałem tego bo nie chciałem się z nią kłócić ale taka durnota odbija się na innych właścicielach psów bo jak w stronę biegających dzieciaków ruszy taki labek i je przestraszy to nic dziwnego że ich rodzice później maja ochotę zamknąć wszystkie psy w klatkach.
-
akirka, sama widzisz że nie masz racji ani jeżeli chodzi o to "jakie jest prawo" bo to wcale nieprawda że zgodnie z prawem to psy muszą być w kagańcu i na smyczy. okazuje się że prawo, jakkolwiek złe nie jest, to jest jednak lepsze niż rozmaite skrajne wyobrażenia. ani też nie masz racji jeżeli chodzi o tego "przeciętnego kowalskiego". otóż reakcje ludzi są tak samo różne jak różni są ludzie, są histerycy którym przeszkadza że pies bez kagańca a są tacy którzy z sympatią patrzą na biegającego luzem i jeszcze wołają do siebie i chcą głaskać. i wcale nie jest ich mniej niż panikarzy. a najwięcej jest ludzi, ktorzy po prostu przechodzą obok i nie interesują się psem bardziej niż wróblem czy gołębiem. no przynajmniej u mnie tak jest. oczywiście mówię o psie dobrze wychowanym, który nie lata za ludźmi i ich nie zaczepia tylko też zajmuje się swoimi zabawami.
-
to chyba jedynym wyjściem jest samobójstwo, wtedy będziemy pewni że nic nam się nie stanie. bo zawsze istnieje szansa że przejedzie nas samochód, zarazimy się jakąś groźną chorobą czy strzeli w nas piorun. dlaczego oczekiwania "100 proc. bezpieczeństwa" ograniczać tylko do psów? a już opowiadanie że "zdejmując obowiązek trzymania psa na smyczy z siebie, zdejmujemy go także z innych" to zupełny nonsens. my mamy obowiązek ZAPEWNIENIA BEZPIECZEŃSTWA postronnym ludziom. czy zrobimy to za pomocą ogrodzonej posesji z której groźny pies się nie wydostanie, czy za pomocą odpowiedniego wychowania i socjalizacji to już nasza sprawa. dla mnie oczywistym jest że w celu zapewnienia tego bezpieczeństwa inaczej musi postępować właściciel 2 kg przyjaznego yoreczka a inaczej właściciel 50 kg agresywnego kaukaza. jak może komuś przyjść do głowy zrównywanie obowiązków w tych dwóch wypadkach to ja w ogóle nie kumam. natomiast oczywiście jeżeli tego bezpieczeństwa nie zapewnimy to powinniśmy zostać surowo ukarani. skoro za NIEUMYŚLNE spowodowanie obrażeń skutkującym rozstrojem zdrowia powyżej 7 dni kierowca popełnia PRZESTĘPSTWO a nie wykroczenie to nie widzę powodu żeby nie traktować w ten sam sposób opiekuna psa. tymczasem niestety nie traktuje się tak i jest to takie samo wykroczenie jak wtedy gdy pies bez smyczy tylko podbiegnie i obszczeka.