Jump to content
Dogomania

spike1975

Members
  • Posts

    512
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by spike1975

  1. Ja też mam takie wrażenie bo administratorami forum często są członkowie "kółka wzajemnej adoracji" i już się zaczęło nazywanie mnie trolem a ja sobie na to nie pozwolę. Żeby jeszcze bylo śmieszniej ta obelga zostala okraszona pesudoargumentem że skoro mam inne zdanie niż "wszyscy" "to po co o tym pisać". Jak żywo przpomina mi to fragment filmu rejs w którym jeden z bohaterow mowi o tym ze ktos moze miec inne zdanie "a to jest nam niepotrzebne, tylko zgoda i porozumienie". To miala byc satyra na komunistyczna mentalnosc. Widac niektorym sie nie zmienilo.
  2. Licz się ze słowami prymitywny bałwanie. Ale się nie skończy bo mój pies jest duży i na nikogo nie szczeka. A swoje fantazje i bajeczki to opowiadaj dzieciom. Czyli jak widać głupich nie brakuje a ustępowanie im na każdym kroku tylko ich rozzuchwala. I tak właśnie się to toczy że teraz koleżanka magda wezwała policję bo jakiś maluch na nią szczeknął a za chwilę jakaś wariatka wezwie policję bo koło niej przebiegł. I argumenty będą identyczne, że przecież mógł ugryźć, odgryźć ręce i nogi i w ogóle rozszarpać. A ja mam prawo nie lubić ludzi, ptaków czy co innego sobie tam wymyślę. Ale czy to daje mi prawo domagania się żeby się do mnie nie zbliżali? Najśmieszniejsze w tym wszystkim jest to że ja właściwie zgadzam się że ten facet postępuje źle i że pies nie powinien do nikogo z ujadaniem podbiegać. Natomiast wywołana u was tym faktem histeria, wzywanie policji i straszenie człowieka to świadczy tylko o was i tak mnie osłabia że aż trudno mi uwierzyć że tak zachowują się ludzie którzy sami mają psy. Żal po prostu. A nie kara śmierci przypadkiem. Czy ty naprawdę nie widzisz jak jesteś małostkowa?
  3. "Wyobraźnię" którą tutaj tak zachwalasz ja nazwałbym raczej "fantazją" a jeszcze dosadniej "urojeniami" które każą jej widzieć w podbiegającym małym szczekaczu śmiertelne zagrożenie dla niej, dla jej psa i dziecka. No żeby ich czasem nie rozszarpał. Dokładnie tak jak na filmach które wkleiłem. No ale to jest moja opinia i mogę sobie przy niej pozostać. Szczególnie że utwierdza mnie w tej opinii jej histeryczna reakcja na moje słowa tu na forum, a chyba nie powiecie że napisałem cokolwiek co by uzasadniało jej życzenia żebym został pogryziony przez takiego małego psa, no i niedorzeczne, moim zdaniem, twierdzenie że to wszystko jedno czy pies ma 5 czy 50 kg. Nie chcę jej napadać personalnie pisząc o niej że jest taka czy taka ale jestem przekonany że jej reakcje są nieproporcjonalne do sytuacji tak na forum jak i w rzeczywistości. I tak jak pisałem wcześniej - przypadków że podbiegnie do mnie mały szczekacz zdarza się całkiem sporo, to nie jest tak że mnie to nie spotyka i nie wiem o czym piszę. Zresztą są to przypadki na tyle częste że spotykają każdego. I o osobie która w takich sytuacjach wpada w histerię i dzwoni po policję to się wolę nie wypowiadać. No ale są ludzie gotowi dzwonić na policję bo ktoś im szpilkami na górze stuka. Zresztą przekonuje mnie spokojna reakcja tego faceta: "Niech pani tak nie robi bo panią ugryzie". Idiotyczne wymachiwanie smyczą do tego właśnie mogło doprowadzić.
  4. Co innego jest gdy psy próbują ewidentnie gryźć, w dodatku są w trójkę. No ale chyba sam przyznasz że gdyby to były trzy dorosłe i agresywne owczarki niemieckie to niebezpieczeństwo było by radykalnie innego rozmiaru. W związku z tym gadanie że to "wszystko jedno jaki" bo "pies to pies" jest czymś absurdalnym. W przepisach nie ma różnicy ale moim zdaniem ustawodawca często zakłada że ludzie będą wykazywali choćby minimum zdrowego rozsądku tylko że idiotów jednak nie brakuje. A w przypadku koleżanki magdy trafił się jeden, mały szczekacz na którego ta wezwala policję. Ciekawe kogo wezwie jak zostanie "zaatakowana" przez "wyjątkowo agresywnego gołębia". No i dodatkowo wysmarowała pod moim adresem coś takiego: Jeżeli dodać jedno do drugiego to dla mnie oczywiste jest że jej reakcje są histeryczne i nieproporcjonalne i to nie tylko w tamtej sytuacji "straszliwego zagrożenia" ze strony wściekłej bestii ale również i tutaj na forum. Ja sobie zdaje sprawę z tego że nawet mały pies może być niebezpieczny (do pewnego stopnia) i nie wykluczam, że mogły by zdarzyć się okoliczności w których sam zaatakowany przez takiego psa zadzwonił bym po jakieś służby. Ale jakoś nie wierzę że tak było w tamtej sytuacji. Małej wiary jestem widocznie.
  5. Choćby dlatego że ten pies nie ważył 3 kg tylko 30-40 jak to spory owczarek niemiecki. To jest jednak zasadnicza różnica. Gadanie że to "wszystko jedno" czy pies ma 3 kg czy 30 jest naprawdę głupotą. Ewentualne niebezpieczeństwo jest wręcz nieporównywalne. Dwa to że ten pies nie próbował odstraszać mojego tylko ruszył w jego kierunku i ścigał go dopóki ten nie przybiegł do mnie. A było to kilkadziesiąt metrów od jego właścicielki a nie kilka/kilkanaście. W zasadzie nawet jej uwagi zwrócić nie mogłem bo bym się musiał drzeć na całe gardło. A po trzecie to ja jednak w odróżnieniu od ciebie nie wezwałem policji, prawda? Trochę więc się różnimy. Gdybym miał wzywać policję na każdego szczekającego malucha to bym co drugi dzień ją wzywał.
  6. Jasne, straszliwa 3 kg bestia rzuciła się na ciebie w zamiarze rozszarpania i pożarcia. Tak jak tutaj: https://www.youtube.com/watch?v=tgj3nZWtOfA Jedyne co Cię mogło uratować to święty granat ręczny z antiochii :)
  7. Właśnie w tv pokazuja reportaż o policji która przejechała we wsi kurę samochodem. No i wypisali mandat kobicie za puszczanie kury "bez nadzoru". Sorry ale takie dinozaury jak ja muszą wymrzeć żeby tego rodzaju absurdy mogły funkcjonować z powszechnym poparciem. A to są skutki działalności rozmaitych wariatek które na widok szczekającego 3 kg pieska wzywają policję. Co ciekawe, jak na drogę wybiega "państwowy" łoś czy inny dzik to mandatu nikomu się nie wystawia i samochód trzeba naprawiać we własnym zakresie. Takaż to jest "sprawiedliwość". Ale za kurę która jak twierdziła pani rzecznik policji "stworzyła zagrożenie na drodze" to mandat babina dostała.
  8. To prawda, czasami sytuacja jest groźniejsza niż to się wydaje z opisu. Nie wiem, może i w tym przypadku tak było. Ale szczerze mówiąc nie sądzę bo po tym co napisałaś: Raczej przypuszczam że jesteś jedną z tych wariatek które wszczynają awantury o byle co i każdego by w przysłowiowej łyżce wody utopiły. Jeszcze jak się weźmie pod uwagę że ten pies był bez smyczy i jednak nikogo nie ugryzł, tylko trochę poszczekał i zdaje się że właśnie na ogół bez smyczy chodzi i NIE GRYZIE to mnie tylko utwierdza w tym przekonaniu.
  9. Masakra. Trzeba było jeszcze wezwać komandosów bo mały piesek na ciebie szczeknął.
  10. no cóż, skoro padła już taka jednostronna deklaracja to nie omieszkam przypomnieć gdyby jednak coś wskórali. w końcu niczym nie ryzykuję :)
  11. Ostanio posłowie z parlamentarnego koła przyjaciół zwierząt pisali do wojewodów w sprawie zniesienia obowiązku prowadzenia psów na smyczach i w kagańcach jaki obowiązuje w wielu miastach. Oni też się "nie orientują w temacie"? Twierdzili to co ja tylko powtarzam, czyli że taki nakaz jest sprzeczny z ustawą o ochronie zwierząt. A było nie było oni tę ustawę uchwalali. To że ty, czy kto inny "nie zna przypadku żeby sąd przyznał rację właścicielowi psa" to tak naprawdę nic nie oznacza bo jest wiele różnych czynników dla których tak się mogło stać. Np taki że jeżeli w gminie regulamin utrzymania porządku mówi że pies ma być prowadzony na smyczy na wygraną w sądzie pierwszej instancji nie ma w ogóle szansy (tak jest o ile wiem w Gdańsku, Krakowie, Warszawie, Poznaniu, Wrocławiu). Bo jeżeli nawet te przepisy są sprzeczne z ustawą o ochronie zwierząt to musi się w tej sprawie wypowiedzieć zdaje się sąd najwyższy więc sąd pierwszej instancji NIE MOŻE tu przyznać racji właścicielowi psa bo uchwalony w gminie regulamin nakazuje smycz. Ale jak już pisałem u mnie tak nie jest i regulamin utrzymania porządku w łodzi mówi wyraźnie ze pies pod "bezpośrednia kontrolą właściciela" i "gdy nie stwarza to zagrożenia" może być prowadzony bez smyczy i kagańca a to oznacza że w łodzi smycz i kaganiec są obowiązkowe tylko w przypadku psów z "listy ras niebezpiecznych i ich mieszańców".
  12. Wcale nie jest nieprecyzyjny. Jest tak samo precyzyjny jak stwierdzenie że za zwierze odpowiada ten kto je chowa lub się nim posługuje. Oznacza właśnie to że pies ma być pod kontrolą, czyli wolno mu robić tylko to na co pozwala opiekun. Pies idący 2 metru ode mnie jest pod moją pełną kontrolą, robi tylko to na co mu pozwalam, w tym przypadku - idzie sobie. Gdyby "bycie pod kontrolą" oznaczało trzymanie na uwięzi to było by napisane że ma być trzymany na uwięzi. Ten przepis jest bardzo sensowny bo oznacza ni mniej ni więcej że zapięcie psa na smyczy nie zwalnia nas z odpowiedzialności gdyby ten pies np kogoś ugryzł bo pod kontrolą z pewnością nie był. A z kolei jeżeli pies jest dobrze wychowany, łagodny i posłuszny to wcale zapinanie go na smyczy nie jest przez przepisy wymagane i oszołomy które robią awanturę bo im się to nie podoba mogą mnie cmoknąć. Dzisiaj na spacerze miałem taką sytuację że z naprzeciwka biegł facet. Mój pies szedł sobie po wąskiej ścieżce, za nim ja a z naprzeciwka biegnie gość. Facet miał do psa tak z 15 metrów i zobaczyłem że zaczyna skracać krok, zwalniać. No to zawołałem psa po imieniu, nawet nie kazałem mu przyjść do siebie bo facet jak zobaczył że pies na dźwięk swojego imienia przestaje iść w jego stronę tylko odwraca się do mnie to ruszył znowu w takim samym tempie jak poprzednio, przepiegł obok psa, potem obok mnie, powiedzieliśmy sobie dzień dobry i tyle. Facet się przestraszył na początku jak biegł w stronę dużego, "ostrego" z wyglądu psa. Ale jak zobaczył że pies słucha na pierwsze wołanie i nie ma żadnego zamiaru rzucić mu się do łydki to zachował się normalnie i tyle. A jak ktoś jest bałwanem któremu chodzi o to żeby zrobić komuś awanturę to ją zrobi nawet jak pies będzie szedł na smyczy i w kagańcu. Niedawno szedłem sobie obok ryneczku i jakaś baba się przyczepiła że "nie mam gdzie z tym psem chodzić". Wtedy pies był na smyczy i normalnie szedł obok mnie.
  13. w odpowiedzi zadedykuję ci filmik: https://www.youtube.com/watch?v=4KKo1R90kNY tak gdzieś od 2:30 czyli "marian, ty chciałeś mnie zabić"
  14. Takie teksty jak twój to mnie po prostu osłabiają. Zdarzają się idioci powołujący się na przepisy których sami nie znają i ty jesteś jedną z takich idiotek. Jak chcesz się powoływać na prawo to je najpierw poznaj. Art 10a punkt 3 ustawy o ochronie zwierząt mówi że zabrania się puszczania zwierząt bez możliwości ich kontroli i bez oznakowania umożliwiającego identyfikację właściciela lub opiekuna. Nawet jeżeli regulamin utrzymania porządku w danej gminie mówi inaczej to raczej jest on sprzeczny z prawem bo ustawa jest aktem wyższego rzędu niż uchwała rady gminy. A już szczególnie że u mnie, w łodzi ten regulamin mówi wyraźnie że jeżeli pies nie stwarza zagrożenia i jest pod bezpośrednia kontrolą opiekuna to może łazić bez smyczy. Więc ten facet, ty i wszyscy inni którym się coś takiego nie podoba możecie zameldować to koniowi co najwyżej. A cały tekst który tu wysmażyłaś obnaża po prostu twój żałosny poziom.
  15. Bo ty się koncentrujesz na tym co powinien zrobić odpowiedzialny właściciel takiego "niesforniaka". I masz rację w sumie. Dla mnie jest bardzo ważne żeby mój pies nie stwarzał problemów innym, nie straszył innych ludzi czy psów. Natomiast jest też inna strona zagadnienia. Nasze zachowanie wtedy gdy to nie nasz pies obszczekuje ale jest obszczekiwany. Jak się wtedy zachować. No i ja się tu absolutnie nie zgadzam na wszczynanie awantur, nazywanie innych ludzi "chamami" nawet wtedy gdy są lekkomyślni i zamiast go zabrać mówią "on się tylko chce bawić". Taka reakcja jest naprawdę niewspółmierna do akcji. Kiedyś mi facet zrobił awanturę gdy szedłem sobie z psem po takim szerokim chodniku. Pies szedł przede mną tak z 2-3 metry, bez smyczy ale zupełnie spokojnie, niczego nawet nie obwąchiwał. Nagle patrzę facet idzie naprzeciwko mnie i coś się buzuje. Ze pies ma być na smyczy, zwłaszcza taki i coś w tym stylu. Zlałem go kompletnie tak jak zwykle w takich przypadkach i idę sobie dalej. A facet wtedy odbił w bok, mimo że chodnik był naprawdę szeroki to wlazł aż na trawę i obszedł nas łukiem o promieniu gdzieś z 7 metrów co najmniej. Głupio mi się zrobiło bo on się faktycznie bał tego mojego psa a ja myślałem że to jakiś tam awanturnik jacy się czasami trafiają i się czepia bo lubi. I ten facet swoim awanturnictwem zadziałał na własną szkodę. Bo gdyby mi powiedział że się psów boi to bym zawołał swojego zapiął smycz i po sprawie. W sąsiednim bloku mieszka dziewczyna która się panicznie boi psów. No to jak ją widzę idę zwyczajnie inną drogą i wszystko jest OK. A ten się zaczął wydzierać to sobie pomyślałem "puknij się głąbie w dekiel" i nie zrobiłem nic. Ale jeżeli ktoś zamiast zachować się w sposób cywilizowany to zaczyna wszczynać awantury, krzyczeć albo nawet i obrażać innych jednocześnie twierdząc że wszyscy wokół powinni przewidywać że on ma nerwowego psa i pytać go o pozwolenie to akurat chamstwo można jemu przypisać a nie temu którego pies podbiegł. No na boga, jak idę ze swoim psem to wielokrotnie podbiegają do niego inne i naprawdę do głowy by mi nie przyszło nazywać ich właścicieli chamami. Czasami podbiegają ze szczekaniem, wcale nie w przyjaznych zamiarach ale to niczego nie zmienia. Zresztą każdy pies od czasu do czasu na coś szczeknie. Nie można wtedy od razu z mordą wyskakiwać na jego właściciela. Tak jak pisała isabel, jakbyś miał psa który się boi spadających liści to też by ci przeszkadzały. Ale to nie znaczy że mamy prawo oczekiwać że liście nie będą spadały. Moim zdaniem podbiegający, łagodny pies jest takim samym "naturalnym zjawiskiem" jak spadające liście. I jego właściciel ma prawo być zdziwiony że ktoś się o to rzuca. Mój pies biega luzem na ogół w takim sporym lasku - polu niedaleko mojego osiedla. Tam chodzę na spacery i tam zupełnie bez smyczy biega mój pies. I właściwie wszystkie psy tam biegają luzem, taki "spacerniak". Czasem zdarzy się prowadzona na smyczy suka z cieczką czy coś takiego. I tam daję swojemu psu "wolną łapę", biega sobie jak chce. Odwołuję go tylko na czyjąś wyraźną prośbę. Podbieganie do innych psów uważam za coś zupełnie naturalnego. No i nie wyobrażam sobie żeby jakiś właściciel lękliwego psa zrobił mi o to awanturę. Dlatego może tak mnie dziwią te wszystkie awantury o to ze "pies podbiegł". Mój czasami podbiegnie do jakiegoś który "sobie tego nie życzy" i zostanie przepędzony, czasami do nas podbiegnie jakis szczekacz. To wszystko się zdarza ale naprawdę nigdy nie zamienia się w awantury między właścicielami i do głowy by mi nie przyszło żeby coś takiego opisywać jako "chamstwo innych psiarzy".
  16. zupełnie inna jest sytuacja gdy pies jest agresywny. tu już nie można tego usprawiedliwiać niefrasobiliwością właściciela bo taki pies stwarza realne, rzeczywiste zagrożenie. ale takich ananasów to można szybko wyeliminować. trzeba to od razu zgłaszać do straży miejskiej i oni z radością przyjdą przyfasolić mandat w takich okolicznościach. ja w tej sprawie rozmawiałem ze SM jak mi tego psa ugryzła ale w końcu zrezygnowałem. ale jak to faktycznie jest problem to idziesz do straży i zgłaszasz. tyle że musisz ustalić gdzie on mieszka, chociaż klatkę w bloku bo jak nie to strażnicy raczej nie przyjdą polować na niego po osiedlu. ale jak wiedzą i mają zgłoszenie to wcale nie ma potrzeby żeby go złapali na gorącym uczynku. twoje zeznania są wystarczającym dowodem, choć oczywiście lepiej gdy jeszcze ktoś by się znalazł. no oczywiście jakby mandatu przyjąć nie chciał to będziesz musiała je powtórzyć przed sądem. ale gdy mamy do czynienia z realnym zagrożeniem to moim zdaniem warto.
  17. Bo inni nie są tobą. Bo są znacznie bardziej lekkomyślni niż ty, bo nie potrafią zająć się psem tak jak ty i go wychować, bo pełno jest ludzi którzy jedyną odpowiedź jaką widzą na nieposłusznego psa to założyć mu kolczatkę. Mój pies został ostatnio ugryziony. Ugryzła go suka, którą na smyczy prowadziła kobita na oko z 70 lat, staruszka jednym słowem. I ona się jej wyrwała, doskoczyła i cap. Wina jej jest ewidentna ale co, miałem ją po łbie natrzaskać? To była biedna, przestraszona babcia która wyprowadzała sukę którą jej syn przygarnął gdzieś z lasu. Kagańca jej nie założyła bo ona nie umie chodzić w kagańcu więc kładła jej się na ziemi i nie chciała się ruszyć. Co miałem powiedzieć, - chamstwo? Nie. Po prostu brak umiejętności, brak zdecydowania, naiwne nadzieje ze "nic się nie stanie" i tyle. No i mój pies padł tego ofiarą. A co tu mówić o psach które agresywne nie są i nie gryzą tylko są niewychowane, nie wracają i chcą się bawić. Ci durni właściciele chcą dla nich jak najlepiej więc je od czasu do czasu puszczają ze smyczy. A że nie umieją ich odpowiednio wychować to mamy "podbiegaczy". A że właściciel takiego podbiegacza nie chce ganiać za nim od psa do psa to macha ręką i sam siebie przekonując że "on chce się tylko bawić" pozwala mu na więcej niż psu powinno się pozwolić.
  18. Wypadek się może zdarzyć zawsze. Tak myśląc to nie powinno się w ogóle dopuszczać małych psów do dużych ale po co to straszyć? Obejrzałem sobie twoją galerię. Masz takie fajne stadko a walisz tu tekstami jak ostatni prymityw.
  19. Jeżeli na jednego groźnego psa na smyczy przypada jeden właściciel który tę smycz skutecznie trzyma to nie ma w ogóle mowy o tym żeby te psy mogły cokolwiek zrobić jako grupa. Więc straszenie że "jak podbiegnie to ręka noga mózg na ścianie" to faktycznie tylko taka napinka. No cóż, jak ktoś tego potrzebuje to proszę bardzo.
  20. Byście sobie lepiej pooglądały program o rolniku który szuka żony :)
  21. Myślę że niepotrzebnie dajesz się wkręcać pannie bokersównie. To tylko taka blokerska napinka typu "podskocz do mnie to cię załatwię" :) Zeby faktycznie psy mogły jakiegoś zabić to muszą być to silne psy. Jeżeli jest ich kilka to utrzymanie kilku silnych psów na smyczy w czasie zwykłego spaceru jest zwyczajnie niemożliwe. One by były niebezpieczne dla każdego bo zawsze mogą zauważyć coś wcześniej niż człowiek i się wyrwać. Więc jeżeli faktycznie chodzą razem to albo nie są wcale takie groźne albo są odpowiednio zabezpieczone a panna blokersówna tu pajacuje. Co oczywiscie nie zmienia miary jej prymitywizmu bo żeby chełpić się tym że "jak do mnie podbiegnie to może to być ostatni raz w życiu" to trzeba być prymitywnym nieprawdopodobnie bez względu na to czy to prawda czy nie.
  22. Ja wcale nie uważam żeby człowiek który nie kontroluje swojego psa robił dobrze. Tak jak nie uważam żeby kierowca który ochlapie przechodnia zrobił dobrze. tyle że to jest robione z nieuwagi, niefrasobliwości, bezmyślności. Ale sorry jeżeli ten przechodzień weźmie cegłę i wywali w samochodzie szybę albo klucz i porysuje lakier, czy tu w przypadku psów zacznie się awanturować albo co gorsza zrobi coś złego temu psu to moja opinia kto tu jest chamem i prymitywem jest oczywista. Wy mówicie - lękliwy pies. OK, jasne, zdarzają się takie. tak samo jak i zdarzają się ludzie którzy się psów boją. no ale że takie przypadki się trafiają to nie sposób popadać w paranoję i wszędzie dopatrywać się ludzi i psów z problemami psychicznymi.
  23. to jest właśnie klasyczny przykład prymitywnego chamstwa. jakim trzeba być ograniczonym prymitywem zeby grozić innym ludziom/zwierzętom że zostaną zagryzione przez psy które wyprowadzamy to ja sobie nawet nie wyobrażam. blokerska mentalność do kwadratu, w ogóle nawet nie ma co się wdawać w dyskusję. i jak rozumiem stosując tego rodzaju prostacką filozofię opartą na zasadzie "oko za oko, ząb za ząb" wciąż uważasz ze to nie ty jesteś chamem. ciekawe.
  24. a co ja takiego konkretnie "szufladkuję"? bo odnoszę wrażenie że jest wręcz przeciwnie. że to co tu piszę odnosi się wlasnie do ludzi którzy nie potrafią zrozumieć że nie każdy musi się z nimi zgadzać i postępować tak jak oni chcą. że nazywanie kogoś "chamem" dlatego że postępuje zgodnie ze swoimi a nie z naszymi przekonaniami jest co najmniej przejawem braku kindersztuby. że wlasnie z tego rodzaju "szufladkowaniem" ludzi przyszlo mi się tu zmierzyc. więc jezeli możesz to napisz mi co ja takiego "szufladkuję". i nie mamy się "martwić o cudze psy". mamy się martwić jedynie o obecną sytuację. o to żeby zamias strachu, warczenia i zdenerwowania (i włascicieli i psow) osiągnąć spokój i porozumienie. o to się mamy martwić. pisałem to już kilka razy a do niektorych ciągle nie dociera. ja nie wiem czy faktycznie poziom intelektualny współczesnej młodzieży jest tak nędzny że nie potraficie zrozumieć paru prostych zdań. trochę mnie to już oslabia że ciągle muszę tlumaczyć to samo a i tak znajdzie się następny/a krytykujący mnie za rzeczy ktorych nigdy nie powiedzialem. a panu, panie berek to juz podziękuję za dyskusję. wydaje mi się pan raczej przypadkiem beznadziejnym, żeby nie użyć dosadniejszych określeń na reprezentowaną przez pana mizerię. no to chyba jest oczywiste. TAAAAAAAK. mój pies został niedawno ugryziony. gdybym byl w stanie "spacyfikować" napastnika przy pomocy smakolyka albo czegokolwiek innego i uniknąl w ten sposob pogryzienia mi psa to OCZYWISCIE ZE TAK. ale ja w ogole nie o tym pisalem. jeżeli obcy pies jest tak agresywny ze rzuca sie wprost do gryzienia to zaden smakolyk tu nie pomoze, gdzie wyczytalas ze ja cos takiego proponuję? natomiast proponuje taką reakcje gdy obcy pies podchodzi do nas w napięciu ktore moze przerodzic się w atak czy awanturę, gdy obcy pies przychodzi sie bawic i skacze po naszym ktoremu sie to nie podoba i moze zareagowac nerwowo i w innych tego rodzaju sytuacjach. jedną z nich świetnie opisala pani profesor dając dowod że wbrew temu co twierdzi pan pseudofachowiec berek takie postępowanie ma sens. i oczywiście nie tylko o smakolyki chodzi. ja staram sie raczej przekazac generalną zasadę postępowania a nie precyzyjną instrukcję. chodzi o to żeby nie eskalować konfliktu, nie zwiększać nerwowości tylko rozładować napięcie. w jaki sposob to zrobicie to juz sprawa konkretnej sytuacji i konkretnej decyzji ktorą chyba jesteście w stanie podjąć skoro, jak sądzę, w większości uważacie się za osoby potrafiące postępować z psami. nie musi to być smakolyk, może być zabawka albo (co robię najczęściej) odpowiednie przywolanie obcego psa i poglaskanie go. ale to trzeba zrobić umiejętnie bo w odroznieniu od podania smakolyka niewlasciwe zblizenie się do psa zamiast napięcie rozladować może przyczynić się do "wybuchu". a tego nie chcemy. no tak, ale oczekiwanie że caly swiat będzie przejmowal się tym że ty masz pieska strachliwego i przestaną puszczac swoje psy z tego powodu to zdecydowanie zbyt wiele. a określanie chamstwem postępowania czlowieka ktory puscil spokojnego psa zeby sobie pobiegal i ten pies podbiegl do ciebie stawiając cię faktycznie w trudnej sytuacji to chyba zbyt wiele jednak. oczywiście zgadzam się ze dobrze by bylo zeby psy byly odwolywalne ale sami wiecie ze tak nie jest. większość ludzi ma problemy z przywolaniem swoich psow i okreslanie ich przez "chamstwo" dlatego ze my mamy psa wrazliwego ktory takie spotkania ciężko znosi to naprawdę olbrzymi egocentryzm pol na pol z megalomanią. a już zwlaszcza mnie to wnerwia jezeli takie opinie są wypowiadane na zasadzie "mam nerwowego psa i MNIE NIE OBCHODZI że inny chce się bawić oraz NIE ŻYCZĘ SOBIE żeby podbiegał". na takiego bęcwala to szczerze mowiąc sam chętnie wypuscil bym swojego żeby się zesral w portki ze strachu i odpowiedzialbym mu ze MNIE NIE OBCHODZA jego zasrane portki.
  25. słusznie. ja na przykład uważam że "niepisanym prawem", przejawem kultury i dobrego wychowania jest pomóc komuś kto nie potrafi sobie poradzić z własnym psem. o ile oczywiście potrafimy. i gdy taki pies do nas podbiegnie z zamiarem zabawy czy nawet ze szczekaniem to nie pokazujemy swojego chamstwa wrzeszcząc i ubliżając temu człowiekowi, wszczynając awanturę i żądając zabrania psa tylko staramy się pokojowo sytuację rozwiązać. kilka osób zrozumiało co miałem na myśli ale wciąż jak widzę jest na forum spora grupa która uważa że ich "ja sobie nie życzę" jest prawem najwyższym do którego "chamy" się stosować muszą i już. oczywiście również w moim przekonaniu są "chamy" na tym świecie z którymi się w żaden sposób porozumieć nie da i nic nie pomoże nawet najlepsza nasza wola. ale po pierwsze jest ich mało i naprawdę nie stanowią rzeczywistego problemu a po drugie wdawanie się z nimi w awantury to misja raczej trochę samobójcza bo tylko się człowiek zdenerwuje a bydlak bydlakiem pozostanie i nic się nie zmieni. natomiast absolutnie nie zgadzam sie z tym żeby robić awanturę każdemu człowiekowi którego pies do nas podbiegnie czy zaszczeka. nawet jeżeli ten człowiek nie podskoczy na ten widok jak pchła na grzebieniu i nie poleci zaraz swojego psa zabierać. trochę luzu, "normalności" i wyrozumiałości by sie niektórym przydało, sądzę. nie tak z grubej rury walić od razu tekstami o "chamstwie innych psiarzy" nawet jak nie do końca ich zachowanie aprobujemy. trochę to jest moim zdaniem "znak czasów" że ciągle i dla każdego liczy się tylko "ja, ja , ja i nikt poza mną" a jak ktoś nie postępuje tak jak mi się podoba to wściekam się i tupię jak rozpuszczone dziecko które nie dostało zabawki.
×
×
  • Create New...