-
Posts
2605 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by irenas
-
A kopią doły? Dziś środek na krety zadziałał niezwykle skutecznie: Juka wyciągnęła biedaka z kretowiska i ganiała z nim po łące. Na szczęście posłuchała kategorycznego "zostaw" i mogłam mu uratować życie.Wpuściłam go za płot do psychiatry (który po pierwsze był dla mnie kiedyś po chamsku niemiły, a po drugie ma pecha, bo jego działka jest obok pola z kretami). Gadzina, wracając ze spaceru, próbowała się jeszcze za ten płot włamać. Mam nadzieję, że zwierzak nie został uszkodzony przez zęby Juki. Trzymała go za pupę, nie potrząsała nim ani go nie gryzła, może więc nic się nie stało. Jakoś niepotrzebne zabijanie istot żywych mnie mierzi, nawet jeśli to jest szkodnik. Tym bardziej, że tak naprawdę to kret przecież wykonuje dobrą robotę, chociaż ogrodnicy są innego zdania.
-
Ano, widzisz! Czyli wędkarz nie kłamał. PS A u Mazowszanki wszystko OK?
-
Ja też nie mam ani kretów ani trawniczka. Nigdy nie miałam kretów, podejrzewałam, że zapach psów je odstrasza, bo "bezpsowi" sąsiedzi walczyli z kretami równo. Moje rozmowy z wędkarzami są nieustającym źródłem ciekawych wiadomości. Dzisiaj dowiedziałam się, że w Kaszewcu już dwa lata temu pojawił się żbik, a po drugiej stronie Narwi - wilki. Znajomy wędkarza opowiadał, że kiedy łowił ryby, usłyszał jakieś drapanie na drzewie. Odwrócił się i na gałęzi zobaczył wielkiego kota. Rzucił mu rybę, zwierzak zszedł łaskawie i się pożywił, ale wtedy pan wędkarz nr 2 się przeraził, wskoczył do łódki i odpłynął. A my wczoraj mieliśmy spotkanie niemal oko w oko z bocianem. Dopiero kiedy Psotka podbiegła na odległość ok. 2 metrów, poderwał się do lotu, ale tez bez zbytniego pośpiechu. PS Czy ktoś wie, gdzie zanikła Mazowszanka?
-
Zgadzam się. Panowie "niewyględni", chudziutcy, malutcy i dość wiekowi (albo tylko tak wyglądali. Pewno byli znacznie młodsi ode mnie, ale ciężka praca niestety nie odmładza). Jak ich zobaczyłam, zamarłam. myślę sobie i te chuchra mają kłaść ciężkie płyty?! Ale jak się zabrali do roboty to mi szczęka opadła: od 9 rano do 19.30 z jedną przerwą na drugie śniadanie, zasuwali aż furczało! Ułożyli te 96m2 w trzy dni. Coś niesamowitego. I żadnego przeklinania przy tym, żadnych kłótni. Tylko w tracie troszkę się zmieniła ekipa. Jednego dnia zamiast chudziutkiego faceta w średnim wieku pojawił się wielki, wesoły młodziak, bo podobno ten pierwszy nie miał akurat czasu. Ale trzeciego dnia wrócił. A ja znalazłam nowe zastosowanie dla moich psów. Otóż będę je wynajmować jako środek przeciwko kretom!
-
~Śliczna Majeczka, ZOSTAJE W NASZEJ RODZINIE :)
irenas replied to malagos's topic in Już w nowym domu
Oj tak, oj tak. Stęskniłam się za uszakiem. -
To 40 m na 2,4 m, czyli 96 m2. Niemało, fakt. Kosztowało też niemało, chociaż i tak mniej niż się spodziewałam. No ale jak na razie psy nie próbują tego okopać ani podkopać, chodzą też po tym bez oporów, może jednak będzie dobrze. Najważniejsze, że brama i furtka otwierają się swobodnie (dotąd musiałam przepychać tony piachu), jest równo, nic nie wystaje, auto nie podskakuje ani o nic się nie obija. Jestem bardzo zadowolona. A jeszcze jak dobrze opanuję jazdę tyłem, będzie po prostu fantastycznie!
-
Proszę bardzo. Tak samo wygląda w drugą stronę, sięga aż do płotu pod dachem wiaty:: Te smugi ziemi, to moja robota. Panowie - jak to mężczyźni - nie odróżniają róży od pokrzywy i zasypali mi rośliny ziemią, musiałam je odkopać, a ponieważ wolna przestrzeń między betonem jest jeszcze nie do końca wypełniona, rozgrabiłam ziemię na podjeździe.
-
~Śliczna Majeczka, ZOSTAJE W NASZEJ RODZINIE :)
irenas replied to malagos's topic in Już w nowym domu
Wyobrażam sobie jak jej tam dobrze i bezpiecznie! A plamy na piżamach i koszulach? Na szczęście to się spiera. -
Tak, skończony, chociaż jeszcze poprosiłam o malutki prostokąt przy szopce, gdzie Psotka kopie ze szczególnym upodobaniem. Pan Sławek ma się odezwać w przyszłym tygodniu. No i chyba muszę poprosić o poprawienie podjazdu tuż przy bramie. Tam jest wyraźne zagłębienie terenu i zbiera się woda, kiedy pada, po czym przelewa do sąsiadów. Nie sądzę, żeby to ich uszczęśliwiło. Gender istotnie paskudny, ale powolutku, powolutku i tu mentalność będzie się zmieniać. Nie zapominaj, że przed sufrażystkami sprawy też wyglądały beznadziejnie, a jednak mnóstwo się od tamtej pory zmieniło na lepsze. Zdaje się, że umieszczenie linku do "matowego" bazarku było dobrym pomysłem, bo pojawiły się osoby, o których nigdy nie słyszałam i licytują 2 maty!
-
http://natemat.pl/210955,wizerunek-kobiet-w-reklamach-pod-lupa-onz-i-globalny-biznes-zawiazuja-koalicje
-
Jaka ta natura bywa usłużna! Pan Sławek prosił, żeby nowy podjazd polewać wodą, co by się "ustał" i proszę: z nieba leje się deszcz i polewa!
-
~Śliczna Majeczka, ZOSTAJE W NASZEJ RODZINIE :)
irenas replied to malagos's topic in Już w nowym domu
Nasz seter też starał się schować za sedesem, kiedy grzmiało. Co dosyć komicznie wyglądało, zważywszy na gabaryty. A teraz wataha podchodzi do burzy w miarę spokojnie. Pojawia się tylko lekki niepokój, ale ponieważ pańcia w ogóle nie reaguje (no, najwyżej wyłączy to i owo z prądu) to i piesy się nie podniecają niezdrowo. Juka na początku dostawała lekkiego przyspieszenia. Teraz jest lepiej. -
No tak, możemy tylko próbować pomagać w najbliższym otoczeniu. Jak sobie pomyślę, jaka natura jest okrutna i obojętna, nie tylko człowiek, to zastanawiam się jaki zły duch, za jakie grzechy, po co i dlaczego obdarzył ludzkość empatią. Zwierzęta mają pod tym względem lepiej. Obchodzi je tylko ich własne przeżycie (no i jeszcze potomstwa, ale też umiarkowanie i do pewnego momentu) i już. A my zadręczamy się cierpieniem innych istot, zamartwiamy stanem naszej planety, dręczymy do końca życia losem naszych dzieci, wnuków i prawnuków (jak kto ma) zamiast myśleć "co będzie to będzie, po mnie choćby potop."
-
Kiedy pan Sławek pracuje u mnie, Żwirek zostaje w domu, bo wzbudził niezwykłe zainteresowanie u mojej gadziny. Teraz za każdym razem, kiedy pan Sławek przyjeżdża wszystkie lecą sprawdzić, czy go nie ma w samochodzie.A biedactwo strasznie się ich przeraziło. Dobrze więc, że zostaje w domu. Po co go stresować. Zgadzam się z Tobą co do zasady, jednak ludzie, którzy pracują w rzeźniach chyba nie nazywają swojej pracy sportem ani rozrywką, prawda? I na upartego można uznać, że mięso jest jednak człowiekowi potrzebne (przynajmniej niektórzy tak twierdzą) do życia. Natomiast strzelanie do bażantów wypuszczanych z klatek już nie. (Tak, a propos - słyszeliście, że Puszcza Białowieska została zgłoszona do UNESCO podstępem? Czy to szaleństwo się kiedyś skończy?) I to prawda, że całą swoją energię powinniśmy skoncentrować na warunkach w jakich się hoduje i zabija się zwierzęta tzw. "rzeźne", jeśli już nie potrafimy się bez nich obyć.
-
Ech, kusicielka! A teraz będzie mniej przyjemnie. Pan Sławek i spółka robią mi podjazd (to informacja dla osadzenia opowieści w realiach). Pana Sławka "naraił" mi Konfirm (dziękuję) i w zasadzie bardzo jestem z niego zadowolona (zasuwają jak małe trolejbuisiki i robią bardzo starannie!), ale odbyłam z nim rozmowę o sterylizacji i kastracji psów. I tu już jest mniej miło. Pan Sławek ma onkę (oraz Żwirka, pół rocznego szczeniaczka, którego wszędzie ze sobą wozi, co sympatyczne). I nie wysterylizuje jej bo... zgadnijcie. "Będą takie ładne szczeniaki". Na moje pytanie, co z tymi szczeniakami zrobi, odparł, że nie zastanawiał się jeszcze nad tym problemem. Klasyka. Mój wywód o bezdomności, wyrzucanych psach, głodnych i nieszczęśliwych, przejeżdżanych przez samochody itp., itd. skwitował stwierdzeniem, że kastracja to kalectwo (Też typowe. Nie sterylizacja, tylko kastracja). Taki sympatyczny człowiek! Szkoda. PS Mnie jakoś ta pogoda nie przeszkadza. Mam nad podziw dużo energii, co nie zdarzyło się już dawno. Może motywuje mnie perspektywa przyjazdu mojej "angielskiej" siostry - pedantki. Czyli sprzątam i porządkuję, żeby znowu nie usłyszeć pytania, czy ja mam depresję, że taki bałagan w domu. (Hi, hi, hi!)
-
Jak na razie - cisza! Malagosku, to chyba musiałaś zrzucić co nieco ze swojej osoby? Przy tak intensywnym chodzeniu... A jakie potrawy są przewidziane w tym konkursie? Brzmi niezwykle interesująco. PS Odezwały się dziewczyny od Dżetty - biedaczka ma zapalenie trzustki! Brzmi poważnie, tym bardziej pieniądze się przydadzą.
-
Dziękuję za wiadomość, chociaż jest okropna. Mam nadzieję, że uda się ją uratować, należy się jej choć kawałek dobrego życia. Trzymam kcuki, a Ty trzymaj, żeby jak najwięcej się wylicytowało za maty. Pozdrawiam Irenas
-
No, napisałam już do tego mitycznego admina z prośbą o pomoc w tej kwestii. Ciekawa jestem, czy długo będę czekać na odpowiedź.
-
~Śliczna Majeczka, ZOSTAJE W NASZEJ RODZINIE :)
irenas replied to malagos's topic in Już w nowym domu
Zapraszam wszystkich na bazarek z matami węchowymi, dla Dżety: -
Hurra! Zrobiłam! Zapraszam na bazarek z matami wechowymi dla Dżety (patrz Konfirm)
-
Serdecznie zapraszam na bazarek z matami węchowymi (jak ktoś nie wie, co to - trzeba wejść na ten bazarek jest filmik, który wszystko objaśnia) dla Dżety. Oto link:
-
No dobra, skoro nikogo nie interesuje to, co piszę o śmieciuchach, to opowiem Wam, czego dowiedziałam się od wędkarzy. Otóż, jeden mówił o Jeziorach Sieluńskich. Są trzy, a jednym z nich jest jezioro Dyszobabskie, o którym myślałam jako o rozlewisku Narwi. A tu niespodzianka - to resztka starorzecza sprzed kilkuset tysięcy lat z własnym dopływem świeżej wody! Tak przynajmniej napisano w sieci. Niestety informacji na temat tych jezior jest bardzo mało, właściwie tylko o rybach, które można w nich łowić, bo interesują się nimi tylko wędkarze. Pozostałe dwa jeziora to Sieluńskie i Nowe (i tu nastąpiło zabawne qui quo pro językowe: wędkarz mi mówi, że jedzie nad nowe jezioro, no to się pytam dlaczego nowe, czy to jakiś niedawno zrobiony zalew, czy co. A on się śmieje i oznajmia, że ono się tak nazywa. Wniosek - szyk wyrazów w polskim też ma znaczenie, wbrew temu, co się wszystkim wydaje!) Jeziora SIeluńskie powoli zarastają. I tu dylemat "szyszkowy": zostawić sprawę przyrodzie, czy starać się je utrzymać przy życiu, bo jednak dają jakiś dochód? Drugi z kolei wędkarz, młody chłopak "miejscowy", czyli z Dyszobaby, opowiedział mi o kościółku, który podobno stał na jeziorem Dyszobabskim. Ponieważ nie ma po nim nawet kamienia, pytam co się z nim stało. Myślałam, że został zburzony w czasie działań wojennych (do tej pory pełno tu okopów i transzei), bo stał tam przed wojną. ZAPADŁ SIĘ! Aż trudno mi uwierzyć, że to prawda. Przecież taka historia to turystyczna kura znoszące złote jajka! (No, ale co ja się dziwię. W Inowrocławiu jest cała dzielnica, która się zapadła, ta okolica nazywa się "Zarwane" (i słusznie!), ale z tego co wiem, też nie stanowi żadnej atrakcji turystycznej. Chyba brak nam zmysłu biznesowego.)
-
Niech mi ktoś wytłumaczy mechanizm takiego działania: zbieramy śmieci po sobie (głównie puszki po piwie), pakujemy je w worki na śmieci, po czym całość zostawiamy obok tlącego się ogniska i spokojnie odjeżdżamy. Czy to wiara w istnienie jakichś służb porządkowych na wsi? Głupota? (od tlącego ogniska spokojnie mogą zająć się łąki, a od nich stojące na skarpie domy). Takie zapijaczenie, że już nic nie kojarzymy? No, ale dlaczego więc zbieramy te puszki do kupy i wkładamy do worków na śmieci? To może skleroza? Może alkohol przyspiesza procesy sklerotyczne? Postaram się wypatrzyć te orły i sokoły i dam im popalić, bo o ile śmieci można zabrać zamiast nich, to jak łąka zajmie się od ogniska, trudniej będzie ugasić. Co za durnie! Hej! Przyszło mi coś do głowy: przecież ci wędkarze (pożal się Panie Boże) muszą mieć kartę, czyli są gdzieś zarejestrowani. Tak ich pewno pojedynczo nie wytropię, ale mogę zgłosić "całokształt" do Związku, niech oni spróbują tym towarzystwem potrząsnąć. Co o tym sądzicie?
-
No, a wyobraź sobie, że u myśliwego przez ostatnie dwa miesiące codziennie piłowano kostkę brukową, raz nawet do 22.30! Kiedy wczoraj usłyszałam, że mili sąsiedzi koszą trawę jakąś wyjątkowo hałaśliwą kosiarka spalinową, w pierwszym odruchu chciałam dzwonić i błagać o ciszę, ale potem doszłam do wniosku, że kiedy to mają robić, jak przyjeżdżają raz na dwa - trzy tygodnie? Jakoś to przetrwałam. Włączyłam sobie radyjko z Beethovenem i innymi klasykami, które dość skutecznie zagłuszało wizg i zajęłam się czymś konstruktywnym (a konkretnie robieniem maty węchowej). Jak się okazuje przy odrobinie dobrej woli i to można przetrzymać. Dlatego tak mnie wkurzają ludzie czepiający się innych o byle co, zamiast się zająć własnym życiem. PS Ekolodzy odnieśli malutkie zwycięstwo: zniesiono zakaz wchodzenia do Puszczy!
-
Właśnie doszłam do wniosku, że emerytura jest absolutnie cudowna, kiedy inni są w pracy. Weekendy i wakacje w Dyszobabie to koszmar - nieustająco warczą kosiarki, wrzeszczą dzieci, a myśliwy odzywa się do ukochanej żony w te słowa: "tobie się chyba we łbie poj...bało!