Jump to content
Dogomania

irenas

Members
  • Posts

    2605
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by irenas

  1. No właśnie! Co to za cisza w eterze?
  2. Dzisiaj na spacerze spotkałam takiego jegomościa: Zdziwiłam się, bo na ogół ślimaki bez skorupy, które można spotkać w Dyszobabie, mają ostry ceglasty kolor, a ten tu jakiś taki stonowany, za to w rzucik. Ale już wiem - to pomrów wielki gatunek INWAZYJNY! Czy to znaczy, że powinnam go była utłuc? Chyba bym nie umiała.
  3. Ale tak go postrzegano. A kochanie się w kobiecie rozmiarów pchły do najmądrzejszych chyba nie należy? Chociaż z drugiej strony... serce nie sługa.
  4. Mnie jest zawsze żal "King Kongów" (wielkich, głupich, złych, bo nieszczęśliwi) i staram się zrozumieć idiotyczne zachowania innych. Ten facet ma bardzo chore serce, rozrusznik coś szwankuje, na szafie stoi maszyna, którą lekarze podglądają jego stan zdrowia, żeby ewentualnie od razu interweniować (o ile dojazd z Warszawy do Dyszobaby można traktować jako "od razu"). Myślę sobie, że musi się potwornie bać, nie dość, że ma swoje lata (dokładnie tyle co my, Konfirmie, ale z tej półki już biorą), to jeszcze na dodatek miecz Damoklesa nad głową. Pewno dlatego taki poirytowany, co oczywiście nie usprawiedliwia jego wczorajszego zachowania, tylko może je troszkę wyjaśnia.
  5. Muszę się z Wami podzielić moją dzisiejszą przygodą (???). Otóż zostałam zaproszona na obiad przez moich najbliższych sąsiadów, z którymi zdawałam się zaprzyjaźniona. Abstrahuję już od faktu, że na moje pytanie "Jaka to okazja?" usłyszałam "nie ma żadnej okazji", przyszłam więc ze skromną butelką wina, bez żadnych prezentów i było mi głupio. W trakcie obiadu wynikła dyskusja na temat pomysłu stworzenia w Dyszobabie pola golfowego z przeznaczeniem dla gości międzynarodowych (ambasady i te rzeczy). Gmina podobno przyklasnęła projektowi, ale dyszobabiacy nie zgodzili się oddać swoich pastwisk. Na co ja: i bardzo dobrze!, jako że tak uważam. I tu rozpętało się prawdziwe piekło. Gospodarz domu i jubilat w jednym (albo solenizant, do końca się nie dowiedziałam) zaczął na mnie wrzeszczeć, że jestem egoistyczna, po czym jeszcze bardziej wściekle zaatakował mnie,że moje psy szczekają z jego psami przez płot, bo ja chodzę bez smyczy (jego nie mają okazji chodzić ani na smyczy, ani bez, bo w ogóle nie wychodzą poza działkę), że zagryzły kota (nie jego), że robią harmider itp., itd. Muszę przyznać, że zbaraniałam. Nie tylko ja zresztą. Jedna z pań bąknęła nieśmiało, że jej nie przeszkadza, że jej Leon i mój Szerlok sobie na siebie troszkę poszczekają, inni wbili wzrok w talerze, nie bardzo wiedząc, jak się zachować w tak nietypowej sytuacji. Ja nawet się nie zdenerwowałam, zrobiło mi się po prostu przykro, poszłam więc do domu. Nadal czuję się lekko zbaraniała, agresja była tak nieproporcjonalna do powodu! To się chyba nazywa brak kindersztuby, bo jeśli ma do mnie jakieś uwagi, powinien mi powiedzieć na osobności, a nie narażać swoich gości na stres, prawda?
  6. Devoner, zdjęcia tu wstawiam, mam nadzieję, że będziesz mogła je stąd skopiować.
  7. Nie chodzi mi o to, że policja zajmuje się tą sprawą, a przedtem milicja tego nie robiła, tylko, że takie sformalizowanie przypomina mi dawne czasy, kiedy człowiek jeśli nie miał stosownej bumagi to właściwie niczego się nie mógł dowiedzieć. Teraz podobno ma móc. Tyle, że pan sierżant chyba tego jeszcze nie wie.
  8. Szczera prawda! Słoiczki z ogórkami i dżemem jeść nie wołają, mogą poczekać.
  9. No to widać mam pecha, bo nigdy takiego obrazka u nas nie widziałam. Wracam do bernardyna. Krysia doniosła, że kolejny aspirant sztabowy poszedł na urlop. Od pozostałego na posterunku sierżanta dowiedziała się, że policja ma zaświadczenie o dobrym zdrowiu psa, ale wyda je wyłącznie po otrzymaniu podania. I tu zaczęłam się zastanawiać, jak to jest z tym dostępem do informacji publicznej. Czy aby na pewno trzeba składać oficjalne pismo, żeby zobaczyć (czy nawet skserować) taki papier? Na dodatek Krysia musiała się tłumaczyć z jakiej paki w ogóle zajmuje się tą sprawą. Przecież każdy może przyjść na policję i złożyć zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa. Do tego nie trzeba podań ani jakichś specjalnych upoważnień. Coś mi tu zapachniało słusznie minionymi czasami.
  10. Kiyoshi, kochana, dopiero teraz trafiłam do Reksia. Niesamowita historia! Przyślij mi, proszę numer konta, przecież nadal będzie potrzebował pieniędzy. Poza tym zakonotuj sobie (i inni też), że na północno - wschodnim Mazowszu (Rózan, Maków, Ostrołęka i te rzeczy) mieszka niejaka Irenas, która ma autko i bardzo chętnie i nieodpłatnie będzie transportować kogo trzeba tak w promieniu 100 - 150 km. To tak na przyszłość, dobrze?
  11. Ja już dziękowałam na wątku mojego Szerloka, ale i tu dziękuję!
  12. Ależ Krysiu, cytat "pani zabierze tego psa" pochodzi głównie od miastowych! W końcu mieszkam niby na wsi, ale najczęściej spotykam warszawiaków, a w Chotomowie to głównie one były.
  13. Hmm, właściwie dlaczego napisałam "Rodaków" dużą literą, kiedy w kwestiach zwierząt mam o nich niezbyt dobre zdanie? Nadmiar elegancji.
  14. Uff, kamień mi spadł z serca! Wczoraj u Malagos (dziękuję Tobie, Tomkowi i wszystkim tam obecnym za przemiłe popołudnie!) zobaczyłam taką samą miętę z takimi samymi wstrętnymi muchami. A już myślałam, że to ja coś sknociłam i te muchy mnie karzą za jakieś przewinienie. Może to istotnie muchówki. Konfirm odmówiła współpracy i nie chciała ich obejrzeć, pod pretekstem, że nie jest Niesiołowskim. A teraz próbka kanadyjskich psów na spacerze: To w wodzie to bearded collie mojej przyjaciółki. Ale co mi imponuje to taka sfora bawiąca się bez żadnych awantur. U nas zaraz byłby wrzask "pani zabierze tego psa", szarpanie za smycze (bo jak wiadomo jest obowiązek prowadzić psa na smyczy bez względu n a okoliczności!) i draka gotowa.
  15. Traktuję miętę jako roślinę ozdobną, a nie zioło do picia (nie przepadam za herbatką miętową), dlatego zostawiam jej kwiatki. Jeśli to są muchówki, to bardzo skutecznie udają muchy gnojne. Tyle, że są sporo mniejsze. Wygląda to okropnie! Chmura tego paskudztwa nad kwiatami. Z innej beczki Trafiłam na ciekawą roślinę - barbulę klandońską (Caryopteris x clandonensis).Jej zaletą jest to, że kwitnie od sierpnia do października, czyli wtedy, kiedy w ogródku jest już mało kwiatów. Przyciąga też pszczoły i motyle, a listki podobno pachą lawendą. Zamierzam ją nabyć drogą kupna, koniec lata w moim ogródku zawsze taki mało kolorowy.
  16. Ja też. Jestem już w kontakcie, czekam na materiały i będę nawiedzać gminę i molestować ile wlezie! Ciekawa jestem rezultatów, bo moja opinia o Rodakach w kwestii kastrowania i sterylizowania jest dość marna.
  17. Mam pytanie do znawczyń (i oczywiście znawców, a co tam, kto bogatemu zabroni?!): zakwitła mi mięta, ma lekko omszone, spore listki, kwiatki jasno fioletowe zebrane w kłosy. Na ogół mnie to cieszy, ale w tym roku (a może w zeszłym nie zauważyłam?) na kwiatkach siedzą niemal wyłącznie paskudne muchy z niebiesko zielonym błyszczącym odwłokiem. Innych owadów praktycznie nie ma! W pierwszej chwili myślałam, że moje sucze wrzuciły w krzaczek jakieś zaśmierdłe mięsko, ale nie - muchy wyraźnie siedzą na kwiatach i się pożywiają? Widział ktoś coś takiego?
  18. O ile nie będzie tak paskudnie jak dziś! Niby "tylko" 31 stopni, a nie do zniesienia! Biedne psy leżały martwą kawką przez cały dzień, nawet craizy Daisy nie była w stanie ich pobudzić. A rano na spacerze wiał chłodny wiatr i temperatura oscylowała koło 20 stopni. Było rozkosznie. I komu to przeszkadzało?
  19. Dobrze, ale to chwilę potrwa, bo muszę kupić surowiec i zrobić maty. Może wyprodukuję kilka więcej, będzie na jakieś inne bazarki, co o tym myślisz? Będzie na nie popyt? W końcu jeść nie wołają, nie psują się, mogą leżeć i czekać na swoje 5 minut.
  20. A "nasz" pan od bernardyna wywinął się (przynajmniej tak myśli), poinformowawszy policję, że pies jest zdrowy, a on ma na to zaświadczenie od weterynarza! Ręce opadają. Pan aspirant sztabowy niestety nie widział tego papierka, Krysia poprosiła go o kserokopię. Ciekawe, co będzie dalej.
  21. Jak piszesz, zawsze można go postraszyć. A może nie będzie takiej potrzeby? Może to miły, tylko nieco zagubiony człowiek? (Sama nie wierzę w to, co piszę!)
  22. Cieszę się bardzo,. że dług za operację został spłacony. Bieżące koszty leczenia też na pewno są niemałe. Jeśli mogę się jeszcze przydać z matami, dajcie znać, to znowu je wyprodukuję i zrobimy bazarek.
  23. Malagosku, proszę , przypomnij mi o wsparciu na Bravecto jak się zobaczymy!
  24. Wczoraj z Konfirmem Trzydziestym pierwszym brałyśmy udział w interwencji w Różanie. Na fejsbuku jedna dziewczyna zgłosiła, że była świadkiem, jak na posesji bernardyn zagryza kundelka. Niestety skutecznie. Żaden z sąsiadów nie odważył się wejść i pomóc biednemu stworzeniu, a właściciele wyjechali na cały weekend. Dziewczyna zgłosiła sprawę na policji, a potem opisała na fejsie, bo nie miała pewności, czy nie została całkowicie olana. Otóż nie! Pan aspirant sztabowy (!!!) dokładnie pamiętał jej zgłoszenia (jedno osobiste, drugie telefoniczne) i - co najważniejsze - wyraźnie zamierzał nadać sprawie bieg. Pojechał z nami do tego domu, niestety nikt nam nie otworzył. Obejrzeliśmy tylko bernardyna: strasznie chudy, skołtuniona sierść i nieprawdopodobnie zaropiałe oczy. Czyli normalne wsiórskie podejście do psa: dajemy coś do przegryzienia od czasu do czasu, najchętniej suchy chleb rozmoczony w wodzie, czasem sobie przypomnimy, żeby wlać wody do picia i to by było na tyle, jak chodzi o zajmowanie się psem. Nie wiadomo, dlaczego zwierz rzucił się na kundelka - to był podobno jego "mentor", czyli praktycznie go wychował. Napisałam do fundacji ratującej psy tej rasy, czy nie zaopiekowaliby się tym, jak na razie nie ma żadnego odzewu. Będziemy z Krysią monitorować sytuację. Kundelkowi nie przywrócimy życia, ale może chociaż uda się rozjaśnić mroki panujące we łbach tych ludzi. Jak będzie trzeba, to ich się postraszy ustawami. No ale może wystarczy pouczyć, jak zajmować się psem. Miejmy nadzieję
×
×
  • Create New...