-
Posts
2605 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by irenas
-
No jestem! Jak mówiłam, całkowicie mnie "wciągł" Facebook, ale powolutku zaczynam mieć dość. Ilość złej energii, która po tym portalu (forum? nie wiem jak to nazwać) hula po prostu przeraża. Jakoś na dogomanii lepiej się trzyma nerwy na wodzy. Ponieważ tak długo mnie nie było, sporządzę krótkie sprawozdanie z aktualnego stanu posiadania: znany Wam Szerlok - w dobrej formie, przytulaśny jak zawsze, troszkę za gruby; Juka - rewelacja! Przesympatyczna, superproludzka, wesoła, cierpliwa (Psotka ją strasznie podgryza, a ta nic!), jedyna wada: skacze na metr wysoko i macha łapami jak wiatrak, co często kończy się siniakami na mojej skromnej (no, nie takiej znów skromnej!) osobie; Psotka - totalna wariatka, która kocha Szerloka i Jukę do szaleństwa, a jednocześnie nie może przezwyciężyć zazdrości wobec Juki i obgryza ją, szarpie za policzki, warcząc przy tym tak, jakby była co najmniej tygrysem, a nie niedużą sunią. Poza tym ogromna pieszczocha, przytyulaj i słodzinka. Z jedną wadą: skacze na mnie. Zastosowałam radę "odwracaj się do niej plecami", to skacze mi na plecy! No i na koniec szesnastoletnia Dziunia, która rządzi w tym stadzie. Może się złościć na "młodzież", ale dzięki niej odzyskała trochę wigoru, poza tym nauczyła się okazywać uczucia. Dziunia była "posłuszna", czyli jak maszyna, kiedy do mnie trafiła. Dużo czasu mi zajęło, żeby z niej zrobić normalnego psa. Dzieła dokończyła Juka i Psotka, które bez przerwy się do mnie przytulają, podstawiają do głaskania itp. Dziunia obserwowała je spod oka i w końcu też zaczęła to robić ku mojej radości. Kot jest jeden, a właściwie kotka: Koloratka. Też jest lepiej: udomawia się na potęgę. Już nie śpi na schodach na strych, ale w kuchni na kaflowym piecu (jak każdy kot powinien) lub... w szafie z ubraniami. Jeszcze się mnie boi, ale już czasem udaje mi się jej podsunąć jakiś kąsek pod nos i nie ucieka. Zaprzyjaźniła się bardzo z Psotką, przytula się do niej i o nią ociera. Będą z niej ludzie, myślę. To by było na razie na tyle. Ciąg dalszy nastąpi. To nara (A może młodzież już tak nie mówi?)
-
ALARM-Kielce - prosimy o pomoc w ogłoszeniach, info i foto str.1
irenas replied to mag.da's topic in Już w nowym domu
Popieram. W nocy biedna Juka mało zawału nie dostała. Rok temu było jakoś lepiej. -
Owszem, do Ciebie! Szkoda, że nic nie wiesz,nie chce mi się szukać w sieci, ale pewno jak mnie ciekawość całkiem zeżre, to poszukam. A w Dyszobabie rzeczywiście coraz nowocześniej, jeszcze jak licznik na prąd będzie tak samo działał, czyli na radio, to już będę zupełnie wolnym człowiekiem, nieuzależnionym od żadnych inkasentów. Żeby jeszcze coś sensownego zrobili z wywózką śmieci! Ale na to się raczej nie zanosi.Latem znowu będę walczyć z robalami. Taki widać mój los.
-
A co o tym myśli nasza główna znawczyni przyrody, czyli pani Krysia? PS Wymienili mi licznik wody na radiowy! Jestem super zadowolona, skończy się to stresujące złażenie po drabinie do piwnicy pełnej pająkó, myszy i innych robali!
-
Ja myślę, że one uciekają przed wodą, która prawdopodobnie zalewa ich korytarze, przynajmniej na łąkach nad Narwią tak to wygląda.
-
Przyroda łaskawie wyręczyła moją siostrę: ciężki śnieg obłamał wszystkie suche gałęzie z rosnącej w jej nowym ogródku wierzby! Co prawda poszła też jedna całkiem nie sucha, no ale jakieś koszty muszą być, nieprawdaż? A dziś na spacerze z gadziną widziałam, że u jednego z sąsiadów padło "potrójne" drzewo. Tzn. złamały się dwa z trzech pni. Tuż przy ziemi. W Dyszobabie śnieg, który padał (i nadal popaduje) nie był (i nie jest) mokry! Mamy jakiś malutki mrozek.
-
Byłyśmy, uśmiałyśmy się. Jestem pełna podziwu dla ludzi z tzw. "prowincji". Są tacy aktywni, tyle robią dla innych. Kiedy weszłyśmy na salę, powitaniom i uśmiechom nie było końca, wszyscy się znają, coś fantastycznego. Troszkę się czułam jak marsjanka z innej planety. No, ale to już mój problem. W każdym razie był to bardzo udany i sympatyczny wieczór. A w drodze powrotnej przyświecał mi superksiężyc. Problem z tymi "prowincjonalnymi" drogami polega na tym, że nie ma na nich znaków poziomych, czyli białych pasów. Podróżowanie nocą po nich to istny koszmar, nie widać, że droga zakręca i w którą stronę, dobrze, ze chociaż znaki o tym informują. Ale dzięki superksiężycowi wszystko było widać jak na dłoni!
-
Jak Wy to robicie, drogie Koleżanki, że potraficie obskoczyć i Face i Dogo? Ja się nie wyrabiam.
-
Skoro lubicie poezję, to teraz wiersz podnoszący na duchu: Oda do starości - Wisława SzymborskaCo to za życie bywa w MŁODOŚCI !?Nie czujesz serca ...wątroby ...kości ...Śpisz jak zabity, popijasz gładko ...i nawet głowa boli cię rzadko. ***Dopiero człeku twój wiek DOJRZAŁY!Odsłania życia urok wspaniały ...Gdy łyk powietrza, z wysiłkiem łapiesz...Rwie Cię w kolanach ...Na schodach sapiesz ...Serce jak głupie szybko ci bije ...Lecz w każdej chwili czujesz że ŻYJESZ !Więc nie narzekaj z byle powoduMasz teraz wszystko ,czego za młodunie doświadczyłeś. Ale DOŻYŁEŚ! ***Więc chociaż czasem w krzyżu cię łupieCiesz się dniem każdym!Miej wszystko w DUPIE!!! Malagosku, to jeszcze nie dla Ciebie, ale przygotowuj się!
-
Tu też zamieszczę wzruszający wiersz, na który natknęłam się na Facebooku: A gdy się wypełniły dni i umrzeć przyszło latem,przez most tęczowy przeszły psy. - Równiutko. Łapa w łapę.Od łap tysięcy dudnił most, deszcz krwawy smagał ziemię, a one szły, i szły, i szły, ból niosąc i cierpienie. Anioł zastukał w boże drzwi,: - „Mój Panie, już są blisko"-... Popatrzył w oczy pełne łez, choć przecież znają wszystko. U zejścia z mostu stanął Bóg- pobladły, wargi drżące- -jak tu utulić wszystkie psy, gdy idą ich tysiące?.. Jakimi słowy błagać ma Bóg psy o wybaczenie za to, że wierząc w obraz swój, dał człowiekowi Ziemię? Barbara Borzymowska Płakać się chce.
-
Ależ Krysiu! Wedle najnowszej mody odrobina alkoholu jest konieczna dla zachowania zdrowia!
-
Szerlok raczej nie. Żabka? Nie mam pojęcia. Spotkałam wczoraj jej pana, ale nic nie mówił. Co prawda podejrzewam, że też nic nie widział, bo żabcia odbhodzi go tyle co wczorajszy śnieg... Za to dzisiaj (i wczoraj i przedwczoraj) okazało się, że kaleka Juka to...fruwający ptak! Otóż zawiesiłam dwa tłuste przysmaki dla ptaków na wysokości (tak na oko 160 cm).Zgadnijcie kto je zjadł? Juka, oczywiście! Ona nie przestaje mnie zadziwiać.
-
No fakt! Bo ja "wsiąkłam" w ten nieszczęsny Facebook. I tak nie spędzam w nim tyle czasu, co inni. Zastanawiam się, skąd ludzie znajdują na to czas. Przecież większość z nich jeszcze pracuje. Skoro ja, będąc na emeryturze, nie mam czasu, żeby siedzieć w internecie non stop, to jak robią ci pracujący? Spędzają całe noce przed komputerem? Hm... Szkoda mi czasu. U Szerloka niby wszystko ok. Wczoraj niestety spotkał swoją ukochana Żabcię (sunia wielkości paznokcia), która to Żabcia go ugryzła (bo to nie jest specjalnie kontaktowa panienka), za co też została ugryziona. Szerlok tak już ma, że jak coś go nagle zaboli, to gryzie. Nawet jak jeszcze nie boli, ale może boleć. Histeryk po prostu. Do dzisiaj nie udało mi się usunąć dwóch kołtunów na szerlokowym ogonie. Żabcia chadza samopas razem z Rudym (Nemo, jej syn zniknął w nieznanych okolicznościach, szczęśliwie przybłąkał się nowy piesek i znowu po wsi szwendają się dwa). Małe, ale Żabcia już i mnie ugryzła. To że psiak jest mały nie znaczy, że nie może zrobić krzywdy. Sobie też.
-
Michaś za TM. Dzięki wam chociaż na koniec miał dom i był szczęśliwy.
irenas replied to magdaad's topic in Już w nowym domu
Jejku, jejku? A co to za przystojniacha na zdjęciach??? Czy to ta sama bida, co na początku? Fantastyczne! Jakież to wdzięczne stworzenie z tego Micha! Mam nadzieję, że szybko ktoś się w nim rozkocha z wzajemnością i że teraz to już będzie tylko sama radość! -
A Juka kiedyś nie skakała, a teraz zaczęła. Skacze nie tyle na człowieka, ile wokół i to jak indiański koń: odbija się wszystkimi łapami naraz. Czasami wpada na obiekt swojej radości, a to już doznanie z kategorii ciężkawych, jako że to molosowate stworzenie (zawsze myślałam, że molos to innego rodzaju kolos, a tu się okazuje, że bokserki francuskie też należą do tego typu!) Trzymam kciuki za dom stały dla Saby. Niby zwyczajna sunia, ale ładniutka!
-
Ale ciepło! Aż dziwnie.
-
Dzień dobry! Wczoraj byłyśmy z Krysią i Małgosią na szkoleniu "Kastrujemy bezdomność". Poszukaj sobie Fundacji Karuna i poczytaj. Co prawda mam mieszane uczucia, bo dowiedziałam się, jak bardzo różne organizacje "prozwierzęce" są skłócone, dlatego czarno widzę jakiekolwiek wspólne działanie, no ale może determinacja i entuzjazm pani, która wymyśliła tę akcję coś dadzą. Oby.
-
To dlaczego u nich te problemy są nieznane? A może oszukują, żeby się wydać lepsi i mądrzejsi od nas? Bo jeśli chodzi o pieniądze, to w Kanadzie usługi weterynaryjne są jeszcze droższe niż u nas, można by więc się spodziewać, że weterynarze gruczoły każą opróżniać co najmniej raz na tydzień, żeby sobie nabić kasę.
-
U mnie też. W nocy tuż przed zaśnięciem słyszałam, jak deszcz wali o blaszany dach (brzmi to dość niepokojąco) i wyje wiatr, ale rano oprócz większej ilości opadłych liści nie znalazłam żadnych szkód. A w ciągu dnia też było pogodnie i bardzo przyjemnie. No, ale sądząc z tego, co mówiono i pokazywano w telewizorze, nie wszyscy mieli takie szczęście. Z tym żywieniem psów to jednak chyba nie tak. W Kanadzie, z tego co wiem, psy jedzą głównie suchą karmę, a nie mają tych problemów. Może to raczej te kosteczki... W końcu sucha karma to też coś w rodzaju kości, prawda? Wyglądałoby na to, że ostrzeżenia weterynarzy, żeby nie dawać psom kości są niesłuszne. Tzn. z ich punktu widzenia słuszne - w końcu nikt nie opróżnia psich gruczołów okołoodbytowych za darmo!
-
Wcale Ci się nie dziwię. Też bym się bała, że zrobię psu krzywdę. A czy wiesz, że w Kanadzie ten problem jest w ogóle nieznany? Moja kanadyjska przyjaciółka (mieszka tam od 30 lat, w Polsce jej rodzice mieli psy, ale wyraźnie nie było tego problemu. Zresztą ja też sobie nie przypominam, żebym na początku swojej kariery "psiary" miewała takie kłopoty). Zupełnie nie pojmuję skąd to się wzięło.
-
Moje psiaki jakoś dawno nie jeździły pupą po podłodze. Specjalizowała się w tym zwłaszcza Dziunia. Ale widać na stare lata to się skończyło. Za to walczę z kołtunami, a właściwie już ze skamieniałymi kołtunami, bo psica uwielbia się moczyć w rzece, a potem tarzać w piasku. Rezultat - nie do rozczesania. Pozostaje tylko strzyżenie, które wcale nie jest łatwe, bo skóra ją musi boleć w tych miejscach, więc zwiewa mi spod maszynki do strzyżenia. No, ale powolutku dajemy radę.
-
Znowu zapomniałam, że mam w domu złodziejkę! Zostawiłam na blacie pudełko z włoskim makaronem z Lidla (tym, co to go trzeba podgotować i już), czekając aż się woda ugotuje. Na dźwięk bulgotania wchodzę do kuchni... ale gdzie jest mój makaron??? Puste pudełko leżało koło wejścia do domu na podwórku. Zołza jedna nie potrafi się opanować. Aha - zołza to oczywiście Juka. Pozostałe psy nie są wystarczająco duże, żeby wspiąć się na szafkę i podwędzić jedzenie. To już nie pierwszy taki jej wyskok, dlatego napisałam, że znowu zapomniałam.
-
Michaś za TM. Dzięki wam chociaż na koniec miał dom i był szczęśliwy.
irenas replied to magdaad's topic in Już w nowym domu
Moje kochane! Cieszę się z tej dyskusji. najważniejsze, żeby Michaś/Misio był szczęśliwy. Pewnie nie wszyscy wiedzą, że mam w domu 4 psy (wszystkie znajdy, bądź sieroty). Kiedy ja jestem w domu, siedzą ze mną (bo są do mnie przywiązane jak chłop do ziemi), ale mają możliwość wyjść na podwórko, gdy tylko mają na to ochotę, bo w drzwiach na taras jest duże "psie" wyjście (z którego korzysta także kot). I to jest najlepsze rozwiązanie. Kiedy wyjeżdżam, na przykład na zakupy, cała ferajna czeka na mnie przy bramie, w związku z czym nie ma niebezpieczeństwa, że coś w domu zostanie zniszczone. Za to...UWAGA, UWAGA! kopią doły, jamy i tunele w tzw. przedogródku, czyli na samym froncie. Dlatego mój ogródek od tej strony wygląda jak ciemna strona księżyca. Ale coś za coś. W domu wszystko w porządku.