-
Posts
2605 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by irenas
-
ALARM-Kielce - prosimy o pomoc w ogłoszeniach, info i foto str.1
irenas replied to mag.da's topic in Już w nowym domu
[quote name='ewelinka_m']Jankaa ja dla Asi i Gandalfa oraz reszty psów przekazywałam Luposan w proszku, ponoć super się sprawdza. [SIZE=3][COLOR=#006400][B]A w piątek wszystkie kielczanki zapraszamy na spotkanie do węgielkowej o godz. 15 przyjeżdża wulgarnaaa zagranica z Irlandii ;) Każdy mile widziannyy!! /przepraszam ale brakuje mi czasu, żeby każdego obdzwonic/ [/B][/COLOR][/SIZE][/QUOTE] Będę obecna duchem! Bawcie się świetnie i pogłaszczcie ode mnie wszystkich domowników węgielkowej (z nią włącznie!) -
ALARM-Kielce - prosimy o pomoc w ogłoszeniach, info i foto str.1
irenas replied to mag.da's topic in Już w nowym domu
[quote name='wegielkowa']Irenasowa, nasza Dobrodziko, dzięki za tymczas dla tego cudownego bidoka spod płotu:))[/QUOTE] Jak się okazuje, powiedzenie "nie chwal dnia przed zachodem słońca" zawsze się sprawdza. Ale polecam się na przyszłość. -
ALARM-Kielce - prosimy o pomoc w ogłoszeniach, info i foto str.1
irenas replied to mag.da's topic in Już w nowym domu
[quote name='wegielkowa']Zadzwoniłam na nr z ogłoszenia. Pies, bardzo łagodny, koczuje przed obejściem ludzi, których boksery nie tolerują kudłacza. Pies podchodzi do wszystkich, est mega przyjazny. Nie rozumiem, dlaczego nie ma domu tymczasowego. jadę do siostry na Święta, więc jeśli nie znajdzie się dt, mogę go zabrać do Kielc. Zapytam jeszcze mag.de i mirkę, czy mają miejsce na parę dni, bo ten pies jest megaxxxxltotal adopcyjny. Nie rozumiem i nie zrozumiem, dlaczego taki super adopcyjny pies jest ogłaszany na FB i może trafić do schroniska (najlepiej do Wotyszek, nie?) W tej chwili posłałam go pani z Wawy, która pytała o naszą Pusię. Zobaczymy. Rozmawiałam z romenką. Dziś ludzie z Piastowa mają podjechać po tego psa. jak nie wezmą, to irenasowa zgarnie go do francowatej Dziuni:)[/QUOTE] Zgarnie, zgarnie. Jutro, bo dziś już ciemno. A Dziunia będzie musiała wziąć na wstrzymanie. -
ALARM-Kielce - prosimy o pomoc w ogłoszeniach, info i foto str.1
irenas replied to mag.da's topic in Już w nowym domu
[quote name='wegielkowa']Irenasowa, w Serocku błąka się cudo, ktoś się deklaruje na FB ako dom tymczasowy. Ziutka z dogo wstawiła zdjęcie tego bidioka. [COLOR=#808080][FONT=Helvetica]Ogłoszenie grzecznościowe. Pilnie szuka domu pies bardzo w typie hawańczyka. Od kilku tygodni błąka się po Kani Polskiej koło Serocka. Jest łagodny w stosunku do ludzi i do innych zwierząt. Niestety jest ciągle przepędzany:-(. Kontakt-Ela:536 762 988[/FONT][/COLOR][IMG][IMG]http://i59.tinypic.com/jact4j.jpg[/IMG][/IMG] [url]http://www.gumtree.pl/cp-psy-i-szczenieta/legionowo/szuka-domu-583006380[/url][/QUOTE] Dziękuję za pamięć, ale nie rozumiem, czego ode mnie oczekujecie. Czy mam tam pojechać i zapolować na kudłacza? Dlaczego ta osoba, która się z nim fotografowała, nie wzięła go do domu i dopiero stamtąd nie zaczęła go ogłaszać? Bardzo proszę pisać do mnie otwartym tekstem, co mam robić, bo ja jakaś głupia jestem. -
ALARM-Kielce - prosimy o pomoc w ogłoszeniach, info i foto str.1
irenas replied to mag.da's topic in Już w nowym domu
"PS Sunia dziś pojechała do DS." Pojechała? Pofrunęła chyba! -
ALARM-Kielce - prosimy o pomoc w ogłoszeniach, info i foto str.1
irenas replied to mag.da's topic in Już w nowym domu
[quote name='wegielkowa']Irka, podejrzewam, ze Dziunię wkurzało to, że Misio zachowywuje się inaczej od kiedy oślepł... Moje kretyńskie Devony z rana ; [IMG][IMG]http://i58.tinypic.com/14so6u1.jpg[/IMG][/IMG] Po lewej stronie widać budę styropianową i puste miseczki dzikich kotów :) . Niebawem będzie to fota archiwalna, gdyż wspólnota zamierza wyburzyć ten cudny, pusty budynek, który od lat był schronieniem dzikich kotów.[/QUOTE] Kochana Pani Węgielkowo! Upieram się przy metafizyce, bo Misio oślepł jakieś dwa tygodnie przed śmiercią, a Dziunia zaczęła na niego tak szaleńczo szczekać jakieś trzy dni przed jego odejściem. W ramach terapii zajęciowej zaczęłam wczoraj sprzątać mieszkanie (to nie jest zajęcie, któremu oddaję się z pasją) i znalazłam misiową piłeczkę - pomarańczkę. Szukaliśmy jej z Misiem nadaremnie jeszcze dzień przed "złotym strzałem". Serce mi się połamało na kawałeczki... -
[quote name='wegielkowa']Irka, po naszych dzisiejszych rozmowach, właśnie mówiłam Savahnie, że z pewnością nikt nie wpadłby na taki pomysł, aby pocieszać Cię nowym psiakiem. Dziękuję za to, że wzięłaś psa, który nie był zdrowy i stworzyłaś mu cudowne życie. Sprawiałaś nam wszystkim wielką radość kapitalnymi opowieściami na wątku tego niezwykłego Misiolca-Rambolca.... Chcemy, abyś dalej pisała o swoich stworzeniach, które przecież też stały się nam bliskie. Proszę o wklejanie zdjęć Dziuńki Chłolery i Kłotów-Pięknotów. I myślę, że, zgodnie z obietnicą, wpadniesz niebawem do Kielc. Trzymaj się dzielnie, nasza Irenasowa Dobrodziko :buzi::buzi::buzi::buzi::buzi:))[/QUOTE] Odpowiadam Węgielkowej, ale to do wszystkich obecnych (i nieobecnych w tej chwili) na forum: Ja się od Was broń Panie Boże nie odżegnuję! Przyjadę do Kielc, będę wozić zwierzaki, jeśli będzie trzeba, nie zrywam z Alarmem KIelce, na którym codziennie śledzę wiadomości. Dajcie mi tylko trochę czasu na żal i smutek. Potem wrócę do normy. I bardzo, bardzo, bardzo mocno wszystkim dziękuję za serdeczność, współczucie i słowa pociechy. Ale wolałabym się z Wami kontaktować na Alarmie, a wątek Misia zamknijmy, niech odpoczywa w pokoju, dobrze?
-
ALARM-Kielce - prosimy o pomoc w ogłoszeniach, info i foto str.1
irenas replied to mag.da's topic in Już w nowym domu
[quote name='Szareńkowa']Dziś rano Koksunio obudził mnie płaczem, bo chciał się załatwić, tak więc zachowuje czystość w pomieszczeniach. Moja hrabina bardzo przeżywa, że kocham dwa pieski. W domu przyklejona do mnie (dostanę skrzywienia kręgosłupa, bo kiedy siedzę na fotelu, ona śpi na moich plecach), zjada jedzenie Koksika, pomimo, że w domu ma takie samo w misce i nawet nie tknie. Na klatce, czyli jej terenie, pokazuje Koksikowi ząbeczki. Na spacerach, jak tylko zobaczy, że głaskam Koksa, potrafi pójść w przeciwną stronę i nawet nie spojrzy jak ją wołam.[/QUOTE] Skąd ja to znam! Dziunia była śmiertelnie obrażona, że w domu jest Misio, a kiedy już był bardzo chory, strasznie na niego szczekała (nie bardzo to potrafię zinterpretować - czuła zbliżającą się śmierć???). Teraz, kiedy Misiolca już nie ma, nie może uwierzyć w swoje szczęście - znowu jest najważniejsza. Zajmuje kolejno wszystkie misiowe miejsca, nie może się ode mnie odkleić. A Koko (jego ukochana kocica) go szuka. -
Moje kochane! To jest mój ostatni wpis na tym wątku. Dziś około godziny 15.00 Misio został uśpiony. Bardzo już cierpiał - zaczął mu nawet puchnąć brzuch, słaniał się na nogach - nie miałam po prostu serca dalej się nad nim znęcać. Wyniki badań krwi okazały się jeszcze gorsze niż poprzednio, od wczoraj chodził za mną i gdy tylko gdzieś przysiadłam, kładł mi głowę na kolanach, albo wpychał pod pachę, jakby błagał: pomóż mi! Uśpienie przebiegło bardzo spokojnie, kiedy pani Ewa robiła mu "głupiego Jasia", przytulił się do moich nóg, a "złotego strzału" już praktycznie nie odczuł. Odpłynął spokojnie i bez cierpienia. Teraz biega gdzieś po niebieskich łąkach i nic już go wreszcie nie boli. Mam do Was prośbę - nie proponujcie mi żadnego innego psiaka "na pocieszenie". Historia z Misiem sprawiła, że zrozumiałam ludzi, którzy nie biorą już nigdy żadnego innego zwierzęcia, po śmierci tego najważniejszego. Mam jeszcze dwoje emerytów - może po ich odejściu zdecyduję się ponownie, ale na razie nie. Strasznie Wam dziękuję za te 1,5 roku z najkochańszym zwierzakiem świata i za te ostatnie wpisy. Jesteście bardzo, bardzo kochane!
-
[quote name='Nutusia']Irenko, mogę Ci tylko napisać jak to było z tym "znakiem" u naszej Tosiny... Przyjechała ze schronu w Krakowie właściwie tylko po to, by nie odejść jako schroniskowy numer albo nie stać się ofiarą silniejszych koleżanek z boksu. Przyjechała, rozejrzała się dookoła, pogoniła koty (czym wprawiła w osłupienie dziewczyny, które ja przywiozły i twierdziły, że nie mam się co martwić o koty, bo Tosca ledwo łazi!) i uznała, że jeszcze sobie pożyje, bo fajnie jest ;) Przez te trochę ponad 2 lata, gdy u nas była, naliczyłam, że miała darowane... 6 żyć! A właściwie nie darowane - ona je sobie wywalczyła swą determinacją i wolą życia! Najpierw ropomacicze z przeciekiem do otrzewnej, gdy szansa, że w takim stanie zagłodzenia wybudzi się z narkozy była bardzo nikła - wybudziła się i następnego dnia o własnych siłach radośnie wparadowała do gabinetu Doktora, który na ten widok... zaniemówił. Potem zapalenie płuc i 40 stopni gorączki, która trawiła ją ponad tydzień - wtedy Doktor mówił, że organizm się poddaje, nie da rady - ale w nieprzytomnych oczach Tosiny widziałam, że chce żyć, że da radę! Pozwalała zrobić przy sobie wszystko - kroplówki, zastrzyki, okładanie lodem, oklepywanie, higiena odleżyn. I tak było - po tygodniu wstała i dalej cieszyła się życiem. Do tego ciągła walka ze skórą, porastaniem, łysieniem, do tego tarczyca, potem kręgosłup, krwotoczne zapalenie żołądka i wreszcie te nieszczęsne nerki, za które "dr Murzyn" będzie się smażył w piekle :( Na początku przy tych nerkach była nadzieja - Tośka raz czuła się lepiej, raz gorzej, ale było widać, że walczy. Pierwszym znakiem kapitulacji było złapanie zębami za rękę, gdy chcieliśmy jej pomóc wstać z posłania. Do tej pory dawała się brać za obrożę, pomagaliśmy podnieść zadek (w cięższych dniach podkładaliśmy pod brzuch ręcznik bądź szalik) i wyprowadzaliśmy do ogrodu, gdzie tuptała łapa za łapą nawet dość długo. To złapanie zębami było jednoznaczne - mam dość, nie mam siły dalej walczyć. Miałam jechać do Doktora w piątek, mieliśmy jeszcze zrobić badania, by we wtorek podjąć decyzję co dalej. Jadąc do lecznicy w piątek już wiedziałam, że nie wrócimy w komplecie. Do lecznicy już nie weszła sama, choć zawsze - nawet w najcięższych momentach - co jak co, ale do lecznicy wczłapywała sama. Wniesiona, położyła się na boku i tak spojrzała na Doktora, że ten wielki, silny chłop, co to niejedno w życiu zawodowym widział - rozbeczał się jak dziecko. Jeszcze próbował mówić o wtorku, ale... I ja i mój Mąż i Doktor wiedzieliśmy po prostu, że to jest ten moment. Że Tosia nie chce już wracać do domu tylko po to, by dalej zwracać wpychane do gardła leki, nie móc wstać i być kłuta grubaśną igłą do kroplówki podskórnej. Siódme życie nie było jej dane...[/QUOTE] To niezwykła historia i bardzo w sumie optymistyczna. Ja się dzisiaj z panią Ewą umówiłam, że jutro przyjdzie pobrać krew do badania i jeśli się okaże, że parametry po tych wszystkich lekach choć troszkę się poprawiły - ciągniemy dalej, jeśli nie - nie będziemy więcej Misia męczyć. Dziś jest znowu jakby ociupinkę lepiej, głównie ze stroną "intelektualną" - Misio jest nieco bardziej przytomny. Ale nogi i siusiaka nadal ma bardzo spuchnięte, chociaż znowu siusia. On już od jakiegoś czasu pokazuje zęby, kiedy chcę mu pomóc wgramolić się na tapczan, po raz pierwszy zrobił to , gdy go siłą wsadzałam do wanny (jest na zdjęciach), z której później nie chciał wyjść. To był właściwy początek tej jego choroby w takiej ostrej postaci. Zupełnie się nie zorientowałam, o co chodzi. Kiedy tak patrzę wstecz, wiele mam sobie do zarzucenia. Gdybym była trochę bardziej spostrzegawcza i ogarnięta, pewno zaczęłoby się go szybciej intensywnie leczyć. Nie ja jedna zresztą. Pani Ewa, wiedząc, że zarówno choroba skóry jak i trzustki jest przypisana do rasy (onków i donków), też mogła wcześniej o tym pomyśleć, nie mówiąc już o weterynarzu (czy weterynarzach) w Kielcach. Jestem przekonana, że to paskudztwo tliło się w nim już u tej baby, tylko wszyscy zasugerowali się pchłami, które go jadły. No ale nikt nie jest doskonały, nasza ludzka natura jest pełna wad i słabości. Szkoda tylko, że biedny zwierz za to płaci życiem. Ja nie wiem, jak Wyście sobie radzili ze stresem z powodu tak bardzo chorego psa - ja dziś musiałam wezwać pogotowie przekonana, że mam zawał, tak mnie w klatce piersiowej bolało. Na szczęście okazało się, że to tylko nerwy, tera już jest wszystko ok. Hej! Jednak jest lepiej! Misio, nie mogąc wdrapać się na tapczan, zdjął sobie narzutę z fotela i mości sobie legowisko na ziemi!
-
[quote name='wegielkowa']Dwa tyg. temu Pani wet. mówiła, że jeszcze za wcześnie aby zakończyć cierpienia Misiolca. Co mówi teraz?[/QUOTE] Teraz daje mu tydzień. Obiecała, że przyjdzie do domu, kiedy nadejdzie ten straszny dzień, żeby biedaka więcej nie stresować.
-
Moje Kochane! Bardzo Wam jestem wdzięczna za te słowa. Wczoraj Misio dostał zastrzyk przeciwbólowy, żelazo, hydroksyzynę i dodatkowy furosemid (przez cały dzień nie sikał), zasnął o 21.00 i obudził się dziś o 14.00 lekko ogłupiały, ale zdecydowanie w lepszej formie. Przede wszystkim sika. A ten problem najbardziej mnie martwił. Poszliśmy na spacer, pobawił się piłeczką, zjadł porcję szynki konserwowej faszerowanej lekami, wszystkie pogardzone przez koty whiskasy, swoje śniadanie, Dziuni śniadanie i znowu dwa plasterki szynki z hydroksyzyną i no-spa. Teraz kręci się wokół tapczanu, bo wyraźnie chce mu się spać. Co chwila podtyka pyszczydło, żeby go głaskać i przytulać - serce mi się kroi, bo łapy nadal spuchnięte, boki zapadnięte, a kręgosłup wygięty w łuk (boli go chyba brzuch). Magdziu, a po czym ja poznam, że nadszedł "ten czas"? Boję się okropnie, że mogę podjąć decyzję akurat w momencie, kiedy Misio "odbije się od dna". I co wtedy? Jak będę z tym żyć?
-
Próbuje, ale marnie mu to idzie. Misio dostał jeszcze tydzień - jeśli nie nastąpi zdecydowana poprawa, przerwiemy jego męczarnie. To nie ma sensu - teraz już nie sika mimo no-spy i furosemidu w tabletce rano, a w zastrzyku wieczorem. Wystają mu kości biodrowe i kręgosłup, a nogi ma jak balony, kręci się po domu jak g... w przeręblu, nie kładzie ani na chwilę, a jeśli nawet to zrobi, wyciąga szyję, bo mu duszno. Czasem jęczy, jakby go coś bolało. Jedyne, co robi z chęcią, to je, ale podobno chora trzustka wywołuje taki właśnie wilczy apetyt, nie ma więc powodu do radości.Teraz dałam mu zastrzyk przeciwbólowy i hydroxyzynę, więc śpi. Tak Wam to wszystko opowiadam, żeby przekonać samą siebie, że tak trzeba, ale na samą myśl chce mi się wyć. Strasznie go pokochałam i sama myśl, że go nie będzie mnie przeraża.
-
Ociupinkę. Przez moment był problem z sikaniem, ale dałam mu no-spę i hydroksyzynę (strasznie się stresuje tą chorobą) i jest ociupinkę lepiej. Obrzęki nadal są, nie widzi, ale teraz chętnie chodzi na spacer i jakby mniej się męczy. W każdym razie walczymy. Wczoraj rano byłam bliska podjęcia ostatecznej decyzji, ale potem Misio się zmobilizował i było lepiej, tak że postanowiłam poczekać. Wydaje mi się, że powolutku coś się rusza do przodu. Trzymajcie kciuki.
-
[IMG]http://i61.tinypic.com/20aevwi.jpg[/IMG] Szymek czuwa nad chorym Misiem. Wczoraj wieczorem było strasznie - łapy i siusiak spuchły jeszcze bardziej, biedny pies kręcił się po domu ogłupiały, potem nie mógł się wgramolić na tapczan, położyłam mu więc spanko na podłodze. W nocy zdarzyło się kilka siusiów, po czym Misiolec dziarsko wdrapał się na moje miejsce na tapczanie i zasnął snem sprawiedliwego. Śpi do tej pory. Trochę jestem speszona, bo powinnam mu dać leki, a zaraz muszę wychodzić. No ale najwyżej poproszę moją przyjaciółkę z Legionowa, żeby przyjechała i go spasła farmacją. Co do płatności - pani Ewa nie wzięła ode mnie ani grosza, wydałam tylko na leki. Droga Betko! Dziękuję Ci serdecznie za chęć niesienia pomocy, ale wolałabym nie obciążać prywatnej osoby - na pewno jest ktoś, kto bardziej potrzebuje tych pieniędzy.
-
Jest bardzo źle. Misio ma zapalenie trzustki, powiększoną wątrobę i prawą komorę serca oraz opuchnięte nogi. Bardzo schudł, natomiast powiększył mu się brzuch (to w wyniku powiększonej wątroby), chociaż (szczęśliwie) nie ma w nim płynu. Badanie krwi wykazało bardzo poważną anemię i obniżone białko całkowite, w tym albuminy. Wygląda na to, że mimo dobrego pożywienia, niemal się zagłodził, ponieważ wchłanianie jest w znacznym stopniu upośledzone. Dobra wiadomość brzmi tak, że wątroba i nerki nie są (jeszcze) uszkodzone. Dostaje enzymy trzustki (żeby ją odciążyć), antybiotyk, witaminy b complex, kwas foliowy, żelazo. Furosemid w celu zlikwidowania obrzęków. Do oczu (nadal nie widzi) krople z antybiotykiem. Ma jeść cztery razy dziennie dużo mięsa, a przede wszystkim wątróbki, w trakcie każdego posiłku podaję mu Kreon, czyli enzymy. Żadnych spacerów, ma odpoczywać. Załatwia się niestety w domu, ale już się z tym pogodziłam, byle tylko wyzdrowiał. A to nie jest wcale pewne. Zostałam uprzedzona, że może być bardzo źle. Jeśli chematokryt spadnie mu poniżej 20, trzeba będzie przetoczyć krew, inaczej się udusi. "Otumanienie", ubytki słuchu i węchu to wynik niedotlenienia. Serce po prostu nie ma siły pompować krwi, która się miesza - dotleniona z niedotlenioną - stąd też obrzęki i cała reszta. Nie pytajcie mnie, skąd tyle nieszczęścia na jednego biednego psa, bo nie wiem. Mam nadzieję, że z mojego opisu zorientowałyście się, że miał zrobione usg brzucha, echo serca i badanie krwi. Nie będę Wam mówić, co czuję, bo na pewno się domyślacie. Trzymajcie za niego kciuki, bardzo potrzebuje wsparcia.
-
Jest bardzo źle. Misio ma zapalenie trzustki, powiększoną wątrobę i prawą komorę serca oraz opuchnięte nogi. Bardzo schudł, natomiast powiększył mu się brzuch (to w wyniku powiększonej wątroby), chociaż (szczęśliwie) nie ma w nim płynu. Badanie krwi wykazało bardzo poważną anemię i obniżone białko całkowite, w tym albuminy. Wygląda na to, że mimo dobrego pożywienia, niemal się zagłodził, ponieważ wchłanianie jest w znacznym stopniu upośledzone. Dobra wiadomość brzmi tak, że wątroba i nerki nie są (jeszcze) uszkodzone. Dostaje enzymy trzustki (żeby ją odciążyć), antybiotyk, witaminy b complex, kwas foliowy, żelazo. Furosemid w celu zlikwidowania obrzęków. Do oczu (nadal nie widzi) krople z antybiotykiem. Ma jeść cztery razy dziennie dużo mięsa, a przede wszystkim wątróbki, w trakcie każdego posiłku podaję mu Kreon, czyli enzymy. Żadnych spacerów, ma odpoczywać. Załatwia się niestety w domu, ale już się z tym pogodziłam, byle tylko wyzdrowiał. A to nie jest wcale pewne. Zostałam uprzedzona, że może być bardzo źle. Jeśli chematokryt spadnie mu poniżej 20, trzeba będzie przetoczyć krew, inaczej się udusi. "Otumanienie", ubytki słuchu i węchu to wynik niedotlenienia. Serce po prostu nie ma siły pompować krwi, która się miesza - dotleniona z niedotlenioną - stąd też obrzęki i cała reszta. Nie pytajcie mnie, skąd tyle nieszczęścia na jednego biednego psa, bo nie wiem. Mam nadzieję, że z mojego opisu zorientowałyście się, że miał zrobione usg brzucha, echo serca i badanie krwi. Nie będę Wam mówić, co czuję, bo na pewno się domyślacie. Trzymajcie za niego kciuki, bardzo potrzebuje wsparcia.
-
ALARM-Kielce - prosimy o pomoc w ogłoszeniach, info i foto str.1
irenas replied to mag.da's topic in Już w nowym domu
" lubi co prawda poszczekać " Ludzie są naprawdę nierozsądni! Pies jest po to między innymi, żeby szczekał. Na tym polega jeden z jego obowiązków, jak szczeka - nie kręcą się podejrzane typy. Wiem o tym z doświadczenia osobistego. -
ALARM-Kielce - prosimy o pomoc w ogłoszeniach, info i foto str.1
irenas replied to mag.da's topic in Już w nowym domu
[quote name='erka']A miała to zrobić? No to chyba nie zrobiła. Ja wiem tylko,ze sunia w domu siedzi w łazience przywiązana na kolczatce do kaloryfera:angryy:. Irenas musialaś pobrać program do rozlicznia PITow ze strony tej fundacji, stąd ona tam wpisana na stałe . Naprawdę sprytny myk z umieszczeniem darmowegp programu na swojej stronie:cool1:. Elizo, przy takiej ilości psów ja nie pamiętam kto wiózł sunię prawie 2 lata temu.[/QUOTE] Nie moja droga! Niczego nie pobierałam. Robiłam rozliczenie online na stronie Ministerstwa Finansów. A jeśli to było przekierowanie, to musiało być za jego wiedzą. Nadal uważam, że to skandal i że trzeba coś z tym zrobić. -
ALARM-Kielce - prosimy o pomoc w ogłoszeniach, info i foto str.1
irenas replied to mag.da's topic in Już w nowym domu
[quote name='erka']A miała to zrobić? No to chyba nie zrobiła. Ja wiem tylko,ze sunia w domu siedzi w łazience przywiązana na kolczatce do kaloryfera:angryy:. Irenas musialaś pobrać program do rozlicznia PITow ze strony tej fundacji, stąd ona tam wpisana na stałe . Naprawdę sprytny myk z umieszczeniem darmowegp programu na swojej stronie:cool1:. Elizo, przy takiej ilości psów ja nie pamiętam kto wiózł sunię prawie 2 lata temu.[/QUOTE] Nie moja droga! Niczego nie pobierałam. Robiłam rozliczenie online na stronie Ministerstwa Finansów. A jeśli to było przekierowanie, to musiało być za jego wiedzą. Nadal uważam, że to skandal i że trzeba coś z tym zrobić. -
ALARM-Kielce - prosimy o pomoc w ogłoszeniach, info i foto str.1
irenas replied to mag.da's topic in Już w nowym domu
Dziewczynki! Musimy protestować i to głośno! Wczoraj zrobiłam rozliczenie roczne podatku za pomocą programu na stronie Ministerstwa Finansów i chciałam oczywiście przekazać 1% na kieleckie psy. Nic z tego! W formularzu umieszczona jest na stałe jakaś Fundacja Rosa i nie można nic zmienić. Tak się w..rwiłam, że nie posłałam nic nikomu, przekażę te pieniądze na Wasze konto "prywatnym" przelewem. Uważam, że to po prostu skandal, że państwowy urząd faworyzuje jedną fundację. Nie mówiąc już o kłamstwie, które ludziom wciskają, że można je przekazać, komu się chce. Wyobrażacie sobie, jaką forsę robi ta fundacja? Na stronie ministerstwa chwalą się, że z programu skorzystało 4 mln. ludzi. To pomnóżcie sobie to przez moje skromne, emeryckie 22 zł! Coś mi tu pachnie jakimś kolejnym monstrualnym przekrętem. Należałoby sprawdzić, kto w ministerstwie ma udziały w tej fundacji. Napisałam w tej sprawie do TVP Info, ale jeśli ktoś ma znajomego dziennikarza śledczego, niech go tym tematem zainteresuje. A poza tym, jeśli wiele osób zacznie protestować i sprawę się nagłośni, może to coś da. -
ALARM-Kielce - prosimy o pomoc w ogłoszeniach, info i foto str.1
irenas replied to mag.da's topic in Już w nowym domu
[quote name='savahna']Ojjjj, fajne, tylko,że ją już ogłosiłam jako PIPI:roll:, ale bedę pamietać, bo z tymi imionami to ciągle problem.;) [B]PIPI na Warszawę[/B] [url]http://www.morusek.pl/ogloszenie/220986/Szczeniak-3-miessuczka-mala-docelowo-z-domu-tymczasowegoADOPCJA/#.UyKvm87Bdvw[/url] [B]ALA na Katowice [/B][url]http://www.morusek.pl/ogloszenie/221058/ALA-srednia-12kgmlodarocznalagodnabiszkoptowa-suczkaADOPCJA/#.UyNN7s7Bdvw[/url][/QUOTE] To nie ja wymyśliłam. Naprzeciwko mieszkają bliźniaczki: Kropka i Kreska. Nieco dalej dwie Yoko, potem Fakir, Nemo, Axel, Mela, Suzie, Bazyl, Decimus (był dziesiąty w miocie, stąd imię), Luna, Smutek i Presja (to raczej okropne imiona dla takich fajnych stworzeń jak psy), Cezar (nowofunland), Opti (od jachtu - młodociany właściciel jest wielbicielem żeglarstwa). Mamy też dwa yorki Tiarę i Francusia, Axela. Moi sąsiedzi mieli Beryla i Orsona (boksery), myśmy mieli setera Cyryla (od 35 maja - pamiętacie taką książkę?), moja ciocia miała onkę Żabę, do mnie przybłąkał się kiedyś ogarojamnik (!) Maks (nie chciał mieszkać ze swoim adopcyjnym panem, uciekł do mnie.), miałam też Kubusia, teraz jest Kajtek (o czym zdajecie się nie pamiętać kiedy szukacie imion), Dunia (to prawdziwe imię tej jędzy, Dziuni), był Baca (no to mało oryginalne, wiem). Może tyć Tolek, Tola, Dżek, Bursztyn, Puc (Puc, Bursztyn i goście - pamiętacie?), wszyscy bogowie greccy i rzymscy (byle mieli krótkie, dwusylabowe imiona). Możliwości są niemal nieskończone. Ale Mordy i Szmaty nie polecam. A to były psy moich sąsiadów za młodych lat. Aha, i jeszcze Świnka. Kiedyś spotkałam młodych ludzi z suczką o takim imieniu. Wyjaśnili, że kiedy była mała, wszystko brała do pyszczydła, a oni wołali: fuj, świnka, zostaw. No i się przyzwyczaiła. -
Dziękuję za informacje. Następne zdjęcia będą już dobre. Misiolec się trzyma, jak może, ja też. Jakoś powolutku pchamy ten wózek pod górkę z nadzieją, że dotrzemy do jakiegoś równiejszego terenu. Tylko Dziunia nienawidzi go chyba jeszcze bardziej niż przedtem, no bo jednak jemu poświęcam znacznie więcej czasu i uwagi niż jej. A z niej okropna zazdrośnica.
-
ALARM-Kielce - prosimy o pomoc w ogłoszeniach, info i foto str.1
irenas replied to mag.da's topic in Już w nowym domu
Proponuję malutką nazwać Kreska. Co Wy na to? -
Cześć, cześć. No nie ma powodów do radości, biedak. Nadal nie widzi, chociaż już coraz bardziej przypomina siebie z dawnych czasów: dzisiaj na przykład podbiegł (!) do bramy, za którą szczekał jego "wróg", czyli onek Fakir, i naszczekał na niego! Nie robił tego od kilku dobrych tygodni! Systematycznie bawimy się piłeczką, której Misio nie widzi, no i chodzimy na spacerki na smyczy, bo inaczej Misio pakuje się w takie tarapaty, że go wyplątać nie można.