-
Posts
2605 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by irenas
-
Nie powiedziałam. W emocjach zapomniałam o pouczeniu, tylko kiedy mnie spytał, jak się może odwdzięczyć, poprosiłam, żeby zrobił to samo, jak się znajdzie w podobnej sytuacji. Z zapałem pokiwał głową, ale czy to zrobi, nie wiadomo. Ja też takie "aktywne" podejście zawdzięczam Kielczankom (czyli Wam). Moim największym wyrzutem sumienia jest do tej pory pies, który biegł drogą gdzieś w okolicach Włocławka, z nadzieją spojrzał na mnie, gdy go mijałam, a ja się nie zatrzymałam, żeby go zabrać. Do dziś nie mogę sobie tego darować! [IMG]http://i60.tinypic.com/10yj7sz.jpg[/IMG] I kto tu jest królem? Mam zmartwienie. Otóż Koko wyniosła się z domu w dniu, w którym pojawiła się Misia. Myślałam, że wróci, kiedy psunia pojechała z powrotem do domu, ale nie. To już tydzień, jak jej nie ma. Zastanawiam się, czy Misio, zsyłając mi Szerloka, nie postanowił sobie zabrać swojej ukochanej Koko.
-
Tak, tak. Jak opowiadał pan Misi, w sobotę państwo pojechali na wesele i musieli nie domknąć bramy. Kiedy zaczęła się burza, przerażona Misia wypadła na ulicę i pognała przed siebie. Podobno jakiś sąsiad ją wołał, ale w ogóle nie reagowała. Ciąg dalszy znacie. Pan od Misi po obdzwonieniu wszystkich schronisk trafił wreszcie do swojego weterynarza, gdzie zostawiłam swoje namiary (oczywiście nie wiedziałam, że to jest weterynarz Misi, ale usytuowany jest najbliżej miejsca znalezienia psiny) i w ten sposób się odnaleźli. Scena powitania była niezwykle rzewna, sunia wyraźnie odetchnęła, że jednak nie musi się przystosowywać do nowych warunków. Przy tej okazji mój kochany Szerlokunio nie popisał się wcale. Poszliśmy całą ferajną do pani weterynarz, żeby sprawdzić, czy sunia nie ma przypadkiem czipa. Szerlok bardzo z siebie zadowolony spenetrował pomieszczenie po czym.... obsikał kosz z zabawkami na sprzedaż! Mało nie dostałam zawału. Na szczęście okazało się, że ucierpiała tylko biała, duża, miękka mysz za 10 zł. No, na tyle to mnie jeszcze stać. Ale patrzcie jaka cwana gapa - on uwielbia takie miękkie zabawki, zaznaczył więc: "moje, nie ruszać!" Mysz dołączyła do kolekcji na trawniku w ogródku.
-
Sunieczka wróciła. Zmęczona i głodna. Wyraźnie nie znalazła domu. Zostawiłam namiary na siebie u jednego weterynarza, zadzwoniłam do drugiego, żeby się dowiedzieć, czy ktoś jej nie szuka. Jutro idziemy sprawdzić, czy nie jest zaczipowana. Wątpię, bo wygląda mi na suczkę starszej pani, a one rzadko są za pan brat z najnowszą technolgią (oj, stąporówna, przyganiał kocioł garnkowi!), no ale może się mylę. Bardzo bym chciała, żeby się jej właściciel odnalazł. Trzymajcie kciuki!
-
[quote name='savahna']I zdjęcia irenasowa też. Ja jestem za powolna na robienie zdjęć Szerlokowi. To pęd wcielony. Ledwo wyceluję na niego obiektyw, a on już jest w pięciu innych miejscach. Chyba tylko Mag.da potrafi go uchwycić w locie. Wczoraj wieczorem, gdy wracałam do domu podczas burzy, na bardzo ruchliwym skrzyżowaniu dosłownie weszła mi pod koła mała sunieczka. Wyszła zza innego auta. Na szczęście staliśmy na światłach, które dopiero się zmieniały. Zabrałam biedne stworzenie do samochodu i zawiozłam do domu. Okazało się, że u mnie jest za dużo stresu dla takiego biedactwa. Uciekła. Wytropiła dziurę pod płotem, przez którą czasami ewakuują się koty (widzicie jaka była duża!) i znikła jak sen jaki złoty. Chodziliśmy dziś rano po okolicy, wołając (reagowała na wyszukane imię Sunia), ale bez skutku. Czuję się okropnie, mam tylko nadzieję, że nikt jej nie przejedzie i że znajdzie drogę do domu (skrzyżowanie jest kilka kilometrów ode mnie), bo przypuszczam, że się przestraszyła grzmotu i popędziła na oślep. Miałam zamiar dziś z nią pojechać w tamte okolice i sprawdzić, czy mnie nie doprowadzi do jej domu.
-
[quote name='malagos']A Ty Irenko zyskałaś nowego znajomego :)[/QUOTE] Nie, nie. To był syn moich sąsiadów. Bardzo zresztą miły młodzieniec, tyle że jeszcze nigdy nie było takiej sytuacji, mogłam więc spodziewać się różnorakich reakcji. No, ale wszystko dobre, co się dobrze kończy. Dziś rano natomiast wściekłam się na Szerloka całkiem na serio. Otóż ten wariat w szale radości zrzucił na schody przy drzwiach wejściowych wielką misę kaktusów. Takich kul STRASZNIE kolczastych. Zupełnie nie wiedziałam, jak się zabrać za zbieranie tego paskudztwa z ziemi. Nawrzeszczałam na biednego Szerloczka -szlafroczka, przyznaję się bez bicia, a potem zastosowałam "lodówkę". Chodził jak przysłowiowy zbity pies (oczywiście to przenośnia!), zaglądał mi w oczy i wyraźnie był nieszczęśliwy. Psiątko ma jednak absolutnie cudowny charakter, gdy tylko wyjęłam go z zamrażarki, rzucił mi się w objęcia, wylizał, wycałował i znowu się rozglądał, co by tu s... panowie, co by tu s... Po kilku minutach odnalazłam na trawniku w ogródku sweter, którego nigdy mi się nie udało dokończyć, a który trzymam w nadziei, że może jednak kiedyś to zrobię. Ech, życie...
-
Pewno, że się nie znają! Ale to jeszcze nie jest pełny komfort. Pełny komfort to dołek a) pod ławeczką (vide obrazek), b) pod płotem za iglakiem i starą, żeliwną fontanną przerobioną przez pańcię na kwietnik w nadziei, że zwierz się nie przemknie, c) koło wiaty na samochód, skąd jest dobry widok na podjazd, kiedy czekamy na powrót taty (czyli pańci). A poza tym trawnik i chodnik z krawężnikiem pod głową w charakterze poduszki. A jak znam życie to jeszcze nie wszystko, bo Szerlok jest psem myślącym i na pewno coś nowego wykoncypuje. Dzisiaj była kompromitacja! Obszczekaliśmy suczkę, bo nie w porę się zorientowaliśmy, że to czarne, co leci za rowerem, to istota płci żeńskiej. Ale był wstyd! Co prawda panna pozwoliła się potem łaskawie obwąchać i nawet dwa razy machnęła przyjaźnie ogonem (co u niej stanowi duże osiągnięcie, bo jest z tych bojaźliwych), ale właściciel panny był nieco skonfundowany. Najpierw rzucił się własną piersią zasłaniać zaatakowane stworzenie przed wielkim, czarnym, kudłatym potworem, potem chyba też mu się zrobiło trochę głupio, że przesadził z tą opiekuńczością. Cała sytuacja skończyła się szczęśliwie uśmiechami i przyjaznym kiwaniem jak to u Chińczyków bywa.
-
[IMG]http://i61.tinypic.com/2nu3713.jpg[/IMG] Jeśli myślicie, że Dziunia czuwa nad spokojnym snem Szerloka, to się GRUUUBO mylicie! Ona czyha na jego miejsce. Kiedy psiątko tylko wstanie, zaraz je zajmie, wielce z siebie ukontentowana!
-
[quote name='savahna']Ojjjjjj...to sobie nagrabiłaś.:mad::mad::mad: Tym razem nie moje, wygrzebane dla Ciebie irenasowa w necie.:p A u mnie kwitnie cudny bez, czechówna!(to do Agaty p irenko;))[/QUOTE] Bardzo dziękuję. To chyba z powodu tych fioletów, co? Bo u mnie w domu (ale w środku) wszystko fioletowe i zielone. Byli właściciele Szerloka musieli go bić. Wczoraj wskoczył mi na rabatkę i połamał orliki (jedne z nielicznych roślin, które zakwitły). Surowym tonem powiedziałam "nie wolno, Szerlok", po czym -przekonana, że już zadziałałam pedagogicznie - wzięłam do ręki cienki, plastikowy patyczek, żeby podeprzeć zmaltretowaną roślinkę. Patrzę, a Szerlok leży na ziemi w poddańczej pozie, skręcony w chiński paragraf i błaga, żeby go nie bić! Matko moja jedyna! Myślałam, że się przewrócę z wrażenia. Utuliłam biedaka jak mogłam, ale strasznie mi się zrobiło smutno, że maleństwo musiało przechodzić przez coś takiego. Czasami nienawidzę ludzi! A dziś w nocy to chyba mieliśmy najazd jakiegoś stada dzików, sądząc po reakcjach psów. Szczekały strasznie długo, latały dookoła domu i ogólnie były bardzo podekscytowane. Do tego stopnia, że dziś rano, kiedy otworzyłam drzwi na taras wypadły z dzikim ujadaniem, w nadziei, że może coś z tego jeszcze się pałęta pod płotem. Ale już było spokojnie. I nawet wyszło słońce! Czego Wam życzę z całego serca, chociaż różne pogodynki straszą ulewami.
-
ALARM-Kielce - prosimy o pomoc w ogłoszeniach, info i foto str.1
irenas replied to mag.da's topic in Już w nowym domu
[quote name='savahna'][B]Blanka na Kraków[/B] [url]http://www.morusek.pl/ogloszenie/228138/Niesmiala-BLANKA-srednia-13kglagodna-suczka-do-spokojnego-domu-z-ogrodemPILNE/#.U2-WE3b1SDE[/url] [B]Tosia i Romcio na Warszawę[/B] [url]http://www.morusek.pl/ogloszenie/228058/Szczeniaki-prawie-nauczone-czystoscisuczkapiessrednie-3miesDAM/#.U2-WX3b1SDE[/url] [B] Mela na Warszawę[/B] [url]http://www.morusek.pl/ogloszenie/228053/MELA-mala-9kg-suczka-z-domu-tymczasowegosterylizowanaADOPCJA/#.U2-Wknb1SDE[/url] [B]Kot RUDY na Warszawę[/B] [url]http://www.morusek.pl/ogloszenie/228055/Roczny-kocurek-RUDYkastrowanymoze-wychodzicADOPCJA/#.U2-XInb1SDE[/url] .... i miłego wieczoru, idę się relaksować. Może sobie SHARKA obejrzę.:p A zagadka rozwiązana...śliczna:diabloti: MIKA z muzeum[/QUOTE] Savahnko bardzo dziękuję za ogłoszenie Rudego. Teraz tylko pozostaje nam trzymać kciuki, żeby komus przypadł do gustu. -
[quote name='savahna']Faktycznie niezłą kitę ma młody, całe szczęscie ,bo w przeciwnym razie mogłaś go WTEDY nie zauważyć:evil_lol: A to coś dla Ciebie jak sadzę Irenasowa [IMG]https://scontent-b-cdg.xx.fbcdn.net/hphotos-frc3/t1.0-9/10262135_700576906652519_7798095547270777869_n.jpg[/IMG][/QUOTE] Jejku, jejku! To Twoje? Strasznie zazdroszczę. Czego jak czego, ale talentu do ogrodnictwa nie mam. Ciągle coś sadzę, a to albo nie wyrasta, albo znika, a w tym roku wszędzie dookoła szaleństwo kwiatów -bzy, drzewka owocowe itd. - a u mnie trzy kwiatki na bzie i to było na tyle! Irysy wypuściły całe masy liści i ani jednego pąka, kasztanowiec, chociaż już duży (tak ze 4 - 5 m wysokości) też jeszcze nigdy nie zakwitł. :shake:Może ktoś ma jakiś pomysł, co mogę robić źle, że rośliny mnie tak ignorują? Szerloka radocha wprost rozsadza. Dziś po porannym spacerze (Dużym! Spotkaliśmy kozy, bardzo był zainteresowany. Na szczęście on już wie, że kiedy ja mówię "niebezpieczne zwierzęta" bardzo przejętym głosem, nie należy się do tych stworów zbliżać.) złapał jedną ze swoich zabawek i zaczął ganiać dookoła domu, zapraszając mnie do ścigania go. Bardzo było wesoło. Chociaż Dziunia emerytka się zirytowała, że ją młodzież prześciga. Taki to już los nas emerytów! Trzeba umieć się z tym pogodzić. Ciekawa jestem, czy zimą z Szerloka też będzie taki ranny ptaszek. Teraz w drodze wielkiej łaski pozwala mi spać do 6.00, a najczęściej wskakuje na łóżko i usiłuje mnie zalizać na śmierć już po 5.00. Ja na szczęście też jestem raczej skowronek niż sowa. Czyli dobraliśmy się w korcu maku.
-
ALARM-Kielce - prosimy o pomoc w ogłoszeniach, info i foto str.1
irenas replied to mag.da's topic in Już w nowym domu
[IMG]http://i60.tinypic.com/30ht26f.jpg[/IMG] A to jest Rudy. Ma około roku, przybłąkał się do mojej znajomej jeszcze w zeszłym roku, bardzo chory i obolały. Tereska go wyleczyła, wysterylizowała, odrobaczyła, niestety nie może go zatrzymać, ponieważ sama jest bardzo chora, ma ciągłe nawroty nowotworu w różnej postaci, a jej mąż kotka nienawidzi, bije i przepędza, wyzywając żonę przy tym od najgorszych. Tereska boi się, że kiedy będzie musiała znowu iść do szpitala, ten potwór go po prostu zatłucze. Dlatego poprosiła mnie o pomoc w znalezieniu dobrego domu dla niego. Byłabym wdzięczna za ogłoszenie gdzie się da. Podajcie mój telefon: 502 44 99 38. Sprawa jest pilna ze względu na stan zdrowia teraźniejszej opiekunki kota. [IMG]http://i59.tinypic.com/whb98w.jpg[/IMG] [IMG]http://i57.tinypic.com/2vvnkox.jpg[/IMG] -
ALARM-Kielce - prosimy o pomoc w ogłoszeniach, info i foto str.1
irenas replied to mag.da's topic in Już w nowym domu
[IMG]http://i60.tinypic.com/30ht26f.jpg[/IMG] A to jest Rudy. Ma około roku, przybłąkał się do mojej znajomej jeszcze w zeszłym roku, bardzo chory i obolały. Tereska go wyleczyła, wysterylizowała, odrobaczyła, niestety nie może go zatrzymać, ponieważ sama jest bardzo chora, ma ciągłe nawroty nowotworu w różnej postaci, a jej mąż kotka nienawidzi, bije i przepędza, wyzywając żonę przy tym od najgorszych. Tereska boi się, że kiedy będzie musiała znowu iść do szpitala, ten potwór go po prostu zatłucze. Dlatego poprosiła mnie o pomoc w znalezieniu dobrego domu dla niego. Byłabym wdzięczna za ogłoszenie gdzie się da. Podajcie mój telefon: 502 44 99 38. Sprawa jest pilna ze względu na stan zdrowia teraźniejszej opiekunki kota. -
[quote name='Nutusia']Czyli jeszcze tak do końca zaufania Szerloczek-Breloczek do Pańci nie ma, że tylko dobre kąseczki podsuwa do pysia ;) Pan wet widać "swój człowiek" - jak nasz wet - też go wszystkie psiaki lubią (przynajmniej na początku :)) Mucha - cóż - latać potrafi i to jest jej zdecydowana WADA!!! ONki chyba są pamiętliwe. Mieliśmy kiedyś takiego ONko-charta Oskara, któremu pies sąsiadów przez siatkę odgryzł kawałeczek ucha. I po dłuższym czasie od tego zdarzenia, gdy Oskar dorósł do roli pana naszej posesji... przeskoczył przez płot, spuścił łomot wrogowi i wrócił do siebie. Nie darował tego ucha! Super sposób na ślimaki! Tak samo można zrobić z żabami, kociętami, szczeniętami, a nawet np. ze starymi, zniedołężniałymi... rodzicami! Bardzo światła myśl :([/QUOTE] Psy są pamiętliwe i to nawet w kolejnym pokoleniu. Mój Baca (kaukazopodobny) został zszargany (nie pogryziony tylko przeczołgany) przez wyżła weimarskiego, gdy miał 3 miesiące. Weimar sfabrykował sobie synka z nierasową suczką, który to synek w niczym go nie przypominał. No może oprócz wzrostu. Był całkowicie czarny, miał inny kształt pyska, uszu - wszystkiego. Ale Baca nie w ciemię bity - nawet w tym przebraniu potrafił rozpoznać wroga i nienawidził biednego (umówmy się, nie był aż taki biedny, też miał ochotę dziabnąć Bacę) potomka do samej swojej śmierci! [IMG]http://i57.tinypic.com/wvq2yd.jpg[/IMG] No pobaw się ze mną wreszcie!
-
No to zależy od mięska. Jeśli już jadł, to wsuwa, a jeśli to jakiś nowy gatunek, trzeba go przekonywać. Wczoraj dostałam od przyjaciółki polędwiczki wieprzowe obtoczone w jajku i usmażone. Ponieważ mam dobre serce, postanowiłam się podzielić z resztą rodziny. Dziunia wchłonęła swój kawałeczek z szybkością światła, Kajtuś obwąchiwał, obwąchiwał, żeby w końcu łaskawie zjeść (jako że nie widzi, wyraźnie nie do końca ufa swojemu węchowi. A może na starość i on szwankuje), natomiast Szerlok wziął w dwa zęby i z obrzydzeniem upuścił na podłogę. Aż mną wstrząsnęło, ale nic. Podnoszę i znowu podsuwam pod pyszczydło. Baaardzo ostrożnie zanurzył w mięsku jeden ząb, po czym jednak zjadł. A za chwilę stawił się po więcej! Bardzo zabawna przygoda zdarzyła się nam u weterynarza. Nie było żadnej potrzeby do niego iść, ale przechodziliśmy akurat koło gabinetu, postanowiłam więc przedstawić nowego rezydenta, tym bardziej, że o tej porze dnia (przed południem) nie ma na ogół żadnych pacjentów, czyli nie przeszkadzalibyśmy w niczym. Wchodzimy, w gabinecie stoi pan Bartek: około 2 m wzrostu, odpowiednia waga, czyli gabaryty, których nie da się nie zauważyć. Już wiem, że Szerloczek -breloczek boi się facetów, więc uprzedzam pana doktora: on się boi mężczyzn. Wet kuca, a mój strachliwy Szerlok.... rzuca się mu w ramiona! Pan Bartek spojrzał na mnie drwiąco i mówi: Boi się mężczyzn? Misio na niego warczał i go wyraźnie nie lubił, ale może to osobnicze. Dziś rano odbyło się polowanie na muchę. Szerlok skakał po tapczanie, szykował się wskoczyć na parapet, jakby mógł to by za nią pofrunął. Niestety nie udało się jej złapać. Kolejny postęp w edukacji: obszczekujemy jednego (słownie jednego) psa za płotem. To Opti onek, który Szerloka pogonił, będąc na spacerze. Widać mu to Szerloczek zapamiętał i jedynemu w okolicy się odszczekuje. Bo reszta szczekaczy raczej go dziwi. A teraz informacja z Chotomowa, żebyście wiedziały, wśród jakich ekologów i miłośników przyrody przyszło mi mieszkać: ktoś zebrane z ogródka ślimaki (fakt, jest ich dużo) wyrzucił na drogę, żeby je auta rozjechały! No comments.
-
Hm, rzeczywiście niewiele widać. Nic nie rozumiem. Chciałam Wam pokazać, jak Szerlok zaprasza ślepego Kajtka do zabawy (bezskutecznie), ale jeśli to ma tak wyglądać jak wyżej, to trudno, będzie tylko słownie. Donoszę TRYUMFALNIE, że zwierz zaczyna biegać za rzucanymi zabawkami. Na razie je oddaje, ale ząbki coraz mocniej na nich zaciska. A rozradowany jest przy tym wielce. Ogólnie rzecz biorąc to wcielenie radości. Tego mi było trzeba.
-
[IMG]http://i59.tinypic.com/293en7m.jpg[/IMG] No są zdjęcia, ale niewiele na nich widać. To jest początek porannego spaceru, kiedy Szerlok jeszcze na nas zważa, bo potem, kiedy złapie wiatr w żagle (czy raczej trop w nos), to leci naprzód jakby miał silnik odrzutowy w pupie. Czasem tak się zapędzi, że traci nas z oczu i wraca dzikim galopem przerażony, że został sam.
-
No nie spałem długo. Widać lekarstwo na mnie za słabe. Po południu na spacerze spotkaliśmy takiego dużego nibyboksera (no z ogonem, długie nogi, uszy do pasa... to chyba nie do końca bokser, co?) Na początku trochę się go bałem, no bo znacznie większy ode mnie, a na dodatek niby zaprasza do zabawy, ale wydaje takie dźwięki jak jadący czołg, to ja wiem... A może go jednak nie zaproszenie do zabawy tylko groźba? No, ale w końcu jednak okazało się, że ten model tak ma, kiedy jest rozbawiony. Wyganialiśmy się jak szaleni - całe pole było nasze, dziewczyny jakoś się nie przyłączyły, trochę szkoda, zawsze weselej jak kompanija większa, ale i tak było świetnie. A tak na marginesie Rocky (no ten nibybokser) ma ciekawą historię: otóż jako mały szczeniaczek został umieszczony przez swoich pierwszych państwa w... oknie życia dla zwierząt domowych. Jest takie w Warszawie! A że Marylka i jej mąż mają fioła na punkcie tej rasy i właśnie po śmierci poprzedniego dojrzeli do nowego, udali się tam i go wzięli. Wszyscy byli bardzo zdziwieni, dlaczego ktoś oddaje anonimowo rasowego (no nie jestem do końca pewny) psa razem z wszystkimi dokumentami, ale potem szydło wyszło z worka: Rocky ma chore stawy biodrowe! Wymaga dużo opieki medycznej i nie tylko. Wszystkie nazwiska na dokumentach zostały starannie wymazane, nawet nie było wiadomo, z którym weterynarzem się skonsultować. Dziś Rocky jest wspaniałym zadbanym psem, nie widać jakichś ułomności w jego łapach, ale też teraźniejsi właściciele flaki z siebie wypruwali, żeby go uratować i usprawnić. Niech żyją tacy ludzie!
-
[quote name='Isiak']A mnie zainteresował ten młodzian z zabandażowanymi uszami - przecież nie wolno już obcinać psim uszu :-o[/QUOTE] Wyraźnie jednym wolno, a innym nie. Wyznania Szerloka cd.: Dziś rano pańcia postanowiła ostrzyc Kajtka, który wygląda jak bezdomny pies po przeczołganiu przez błoto i rzepy. A ponieważ nie jest to zadanie łatwe ani małe - Kajtuś istota pokojowa z natury zmienia się w tej sytuacji w szatana - postanowiła go nakarmić hydrospazminą dla świętego spokoju (nie denerwujcie się - po konsultacji z weterynarzem). Lekarstwo włożyła do kawałka kurczaczka podanego na śniadanie. Niestety mnie ten właśnie kawałek szczególnie przypadł do gustu, więc go zjadłem. No co? Kajtek w ogóle nie był zainteresowany jedzeniem. Nie wiem tylko dlaczego jestem taki śpiący. Chyba pójdę się zdrzemnąć. Chrrrrr.....
-
Zaczynam pojmować, o co chodzi pańci, kiedy pokazuje mi takie futrzaste, miękkie coś! Dzisiaj nawet pobiegłem po to, kiedy rzuciła. Niezbyt daleko rzuciła, ale zawsze. Poza tym uwielbiam odbierać jej papier toaletowy, kiedy siedzi w łazience na takim białym tronie, i drzeć go na kawałeczki. Cały korytarz jest nimi pokryty. A dziś rano w ramach szkolenia zabawowego porwałem świeżo wypastowany but i wyniosłem go do ogródka. Dobrze, że nie padało, bo pańcia pewno nie byłaby zadowolona. Znowu jej nie było cały dzień. Nie chcę zostawać w domu, wolę na nią czekać pod iglakami, tak jak Dziunia. A cieszę się, kiedy wraca, że mało ze skóry nie wyskoczę. No bo też dzisiaj przyniosła aż trzy takie futrzaste cosie, niby dla każdego psa po jednym, ale kto by tam na takie drobiazgi zwracał uwagę! Wszystkie są moje. A co? Kto bogatemu zabroni? W ogóle życie jest fantastycznie wesołą sprawą. Pod płot po południu przychodzą trzy dogi - mama, tata i synek z zabandażowanymi uszami (ciekawe, kto go tak urządził?) - draka jest na czternaście fajerek. Pańcia się trochę złości, bo jej zadeptujemy rosnące tam rośliny, ale to przecież tylko gajowiec żółty, czyli szybko odrośnie. A kiedy dogi znikają, pojawiają się dziki. Jeszcze lepiej, bo one inaczej pachną to i podekscytować się bardziej można. A potem wskakuję na kanapę na przytulanki, bo pańcia nigdy mi ich nie odmawia. Jest super!
-
ALARM-Kielce - prosimy o pomoc w ogłoszeniach, info i foto str.1
irenas replied to mag.da's topic in Już w nowym domu
[quote name='wegielkowa']mag.do, bardzo proszę o subordynację. Jak wstawiasz fotę ze stylem wodnym czyli [B]trwałe przyczepienie nozdrzy psa do dna zbiornika wodnego[/B] , to jesteś ZOBLIGOWANA do wstawienia pozostałych stylów, bo jest wiele nowych osób (Szareńkowa, irenasowa, Devoner), które nie widziały Twojej pracy behawiorystycznej, czyli eksperymentowanie na biednych, bezdomnych zwierzętach. Bardzo proszę o uzupełnienie brakujących fot, dokumentujących Twoją autorską pracę trenerską w dziedzinie "Alternatywa dla głupich długich, nudnych spacerów z psami- Celine Free Style " [IMG]http://img835.imageshack.us/img835/7047/m3x9.jpg[/IMG] PS mag.da, a to, co za styl? [IMG]http://oi58.tinypic.com/v5eemr.jpg[/IMG][IMG][/IMG] fota z wczorajszej akcji SPA :))) [URL]http://www.dogomania.pl/forum/threads/252524-Dt-lub-śmierć!-Na-cito-potrzeba-pomocy-dla-onka!!!!kielce!!/page9[/URL] Grupa Laokoona [/URL][IMG][URL="http://www.tinypic.pl/iso7c8lp7w9q"][IMG]http://images.tinypic.pl/i/00523/iso7c8lp7w9q_t.jpg[/IMG][/URL][/IMG][/QUOTE] Nie dość, że mag.da przeprowadza jakieś okrutne eksperymenty wodne na bezdomnych psach to ta młoda osoba (Ewelinka?) pierze biedne zwierzęta w wodzie po płukaniu ścierki od podłogi! Nieładnie, dziewczynki! -
[quote name='wegielkowa']Najłatwiej rysuje się irenasową, erkę i Szuego :). Mają elementy charakterystyczne, jedyne i niepowtarzalne.[/QUOTE] Zaraz, zaraz! Jakie to ja mam jedyne i niepowtarzalne elementy charakterystyczne, co? A tak w ogóle to potrzebna mi Wasza pomoc. Jak mam nauczyć to nieszczęsne stworzenie zabawy patykiem, piłeczką itd? Dzisiaj wzięłam w rękę patyk, to tak się przeraził, że przez pięć minut musiałam go przytulać i szeptać do uszka czułe słówka. Piłkę rzucam, a on patrzy na mnie jak na głupią, wyraźnie zastanawiając się, co tej pańci odbiło (sama se po nią pobiegnij!). Ja tam nie wiem, co były właściciel (mówię zbiorczo, bo może to była właścicielka) mu robił, ale Szerlok boi się tak wielu rzeczy, że robi się smutno. Panicznie przerażają go mężczyźni (zwłaszcza wysocy w roboczym ubraniu. Do tego stopnia, że boi się przejść obok pobliskiej budowy), boi się kija, miotły, energiczniejszych ruchów - chyba musiał być bity, może nie systematycznie, ale dość często, żeby sobie to zapamiętać. Żeby już nie było tak ponuro, to powiem Wam, że głuptas ciągle zaprasza do zabawy Szymka, od którego już kilka razy dostał po pysku. Tego się nie boi i niestrudzenie trenuje zabawowe przysiady (wiecie takie pupa wyżej, reszta ciała niżej) przed kotem - emerytem, który nawet nie zamierza spróbować z nim się bawić. Ogólnie Szerlok to bardzo wesoły piesek.
-
Zrobiłam zasieki z krzaków i starodawnej żeliwnej fontanny, która będzie służyła za kwietnik. Zobaczymy, co dalej. Na razie zbieram skarpetki, majtki i inną drobną odzież po domu i ogródku. Szerlok bardzo też lubi drzeć papier toaletowy na drobne strzępy. Ja nie jestem jakąś obsesyjną porządnicką, ale on mnie chyba nauczy sprzątania. Do tej pory nikt nie zagrażał mojej bieliźnie, a jako, że mieszkam sama, nie mam nawyku natychmiastowego chowania wszystkiego do szafy. Szerlok zna już swoje imię (toczę nieustającą walkę z moją Mamą, której to imię się bardzo nie podoba. Ona wolałaby pusio, misio (znowu!) albo jakieś inne takie infantylne nazwanie. Na szczęście reszta rodziny mnie wspiera), wie co to znaczy "spacer" (jak u wszystkich psów to słowo wywołuje w nim dziki entuzjazm), "uważaj samochód", nie mówiąc już o takich zwykłych zwrotach jak "chodź" czy "masz" (o to, to - bardzo lubimy!). Ale ma też swoje zdanie - czasami wołam nadaremno, bo psiątko ma inną opinię na temat trasy spaceru. To mi specjalnie nie przeszkadza, nie lubię psów - automatów. Pies musi mieć osobowość, a poza tym powinien umieć podejmować decyzje, inaczej może mu się stać nieszczęście, jak pańci akurat nie będzie pod ręką. Szerlok ma chyba jakiegoś kociego przodka. Wyobraźcie sobie, że potrafi przeskoczyć kanapę bez rozbiegu! Startuje jak helikopter (albo kot) z jednego miejsca prosto w górę. Coś niesamowitego! Niestety nie umiem tego uchwycić na zdjęciu. Przydałaby mi się tu mag.da ze swoim wspaniałym talentem. W ogóle Szerloka trudno fotografować, bo lata jak fryga. Dlatego musicie się chwilowo zadowolić moimi wynurzeniami. Może z czasem opanuję trudną sztukę uwieczniania tajfunów na zdjęciu. Miłego dnia!
-
ALARM-Kielce - prosimy o pomoc w ogłoszeniach, info i foto str.1
irenas replied to mag.da's topic in Już w nowym domu
[quote name='mag.da'][URL="http://img836.imageshack.us/i/c0dn.jpg/"]:evilbat: [IMG]http://img836.imageshack.us/img836/6590/c0dn.jpg[/IMG][/URL] [URL="http://img835.imageshack.us/i/6iv1.jpg/"][IMG]http://img835.imageshack.us/img835/2146/6iv1.jpg[/IMG][/URL] Skąd ja znam tę minę? Wszystkie zębiska na wierzchu i złość w oczach - wypisz wymaluj moja Dziunia! Mag.da jeszcze raz muszę wyrazić zachwyt nad Twoimi zdjęciami - komu ich nie pokażę tak samo reaguje, też zachwytem. A nie myślałaś o jakiejś wystawie? Może na cele dobroczynne, czyli kieleckie psiaki. Nie wiem, jakich formalności coś takiego wymaga, ale naprawdę szkoda, że tylko ograniczone grono ogląda Twoje zdjęcia. -
[IMG]http://i62.tinypic.com/24lkmyw.jpg[/IMG] Oto jedno z pierwszych zdjęć Szerloka zrobione patelnią. Zwracam Wam uwagę na ulubione miejsce zwierza: roślinki, które powinny za jakiś czas zakwitnąć, ale obawiam się, że tego nie zrobią, bo zostaną do cna sprasowane. Wczoraj i dziś Szerlok przeszedł chrzest bojowy typowy dla mojego domu: pogoniły go dziki. Zobaczyłam przy tej okazji jak szybko potrafi biegać i że całkowicie uznał już mój dom za swój dom, bo pędził tam właśnie.
-
Dwa tygodnie po śmierci Misia wracałam do domu od mojej Mamy, kiedy nagle na poboczu drogi zobaczyłam ogon jak strusie pióro. Wzdłuż jezdni biegł pies. Wyglądało na to, że jakiś "dobry człowiek" wyprosił go z auta, a biedak nie pojął, że go nie chcą, i usiłuje dogonić swojego oprawcę. Zatrzymałam się, otworzyłam drzwi, a on hop i siedzi. No to ruszam. Dojeżdżamy do domu. Wysiada jakby zawsze tu mieszkał. Obleciał całe obejście, wszedł do chałupy i już został. Dziunia troszkę się piekliła, nawet Kajtuś powarkiwał, koty zniknęły jak kamfora, na szczęście tylko na kilka dni. Według kalendarza tego dnia były imieniny Benedykta. A ponieważ jestem wielbicielką Benedicta Cumberbatcha (jakby kto się pytał: odtwórca tytułowej roli w serialu Sherlock, pokazywanym ostatnio w drugim programie TVP), postanowiłam więc nazwać zwierza Szerlok. A pocieszyciel dlatego, że łagodzi mój żal po Misiu. Psiątko jest młode, po barwie zębów i żywiołowym zachowaniu sądząc, i kompletnie niczego nienauczone. Musiałam go uczyć jeść mięso i to zarówno surowe jak i gotowane, nie wiedział, co to biały ser. Mleka napił się po długim obwąchaniu, czy to w ogóle nadaje się do spożycia. Nie potrafi się bawić piłeczką (po Misiu - psim wcieleniu Pele to robi różnicę!), ani niczym innym, nie wie dlaczego psy szczekają na niego zza płotu i nie odszczekuje się. Boi się mężczyzn w roboczych ubraniach, natomiast kobiet nie. Ogólnie jest bardzo ufny i przyjazny - ot takie dziecko jeszcze. Z tych obserwacji wywnioskowałam, że biedak musiał spędzać bardzo dużo czasu albo na łańcuchu, albo w jakimś kojcu - żeby tak nie mieć normalnych psich odruchów i właściwie nic nie wiedzieć o świecie!... Jest pojętny: pokazałam mu, jak się bawić szmacianą piłeczką - dumnie obnosił ją po ogródku (podobnie jak moje skarpetki!). Sadziłam rośliny, wykopując dołki - on też. Z tą różnicą, że ja na terenie jeszcze niczym nieobsadzonym, a on tam gdzie już coś rośnie. Dwa czy trzy dni po "adopcji" otworzyłam rano oczy, a w polu widzenia pojawiło mi się szerlokowe pyszczydło spoczywające obok mnie na poduszce. Wszystko sprawia mu wyraźną frajdę, wszystko robi z entuzjazmem. Jak sika, to tak, że ma mokre przednie nogi, jak biega to do utraty tchu. Uwielbia suczki (maleńką Tiarę, mini mini yorczkę tak wylizał, że zaczęłam się obawiać o jej integralność cielesną), na razie na szczęście nie natknęliśmy się na żadną cieczkę, ale czuję, że lekko nie będzie! Wybaczcie, że na razie nie będzie zdjęć. Mam nowa bajerancką komórkę wielkości patelni i jeszcze nie opanowałam wszystkich tajników. Jak się nauczę, nadrobię zaległości. A teraz wszyscy idziemy spać> Dobranoc!