-
Posts
2605 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by irenas
-
Dom zastałam prawie w porządku. Tylko koc i kilka poduszek zostało rozwleczonych, ale nie wyniesionych na trawnik, bo wyraźnie są za duże, żeby gruba pupa + koc przecisnęły się przez kraty. Bo już sama gruba pupa ledwo się przeciska. Zwierzaki czekały na mnie, śpiąc przy bramie. Podziwiałam je za cierpliwość, bo nie było mnie od 17.00 do 10.00 , czyli dość długo. Szerlok pokazał mi, że się stęsknił - wzruszyłam się do łez. Dziunka też, ale ona jest mniej wylewna i ekspresyjna. Tylko Kajtek mnie totalnie olał, nie zauważył nawet chyba, że mnie nie było tyle czasu. A potem byłoi to: Nareszcie można odespać stres! Zresztą wszystkie zwierzaki teraz śpią. A ja już się boję, że będę musiała wyjść o 17.00. Mam nadzieję, że się przyzwyczają. Dziękuję za troskę o Mamę - powolutku jej stan się poprawia. Dziś się sama wykąpała, stara się trochę wstawać z tego łoża boleści, a i ciśnienie ma już przyzwoite. Pewno niedługo trzeba będzie zacząć jej dawać na obniżenie. Głupie to życie. Przy okazji różnych badań, które nam zlecono, okazało się, że jesteśmy absolutne niedojdy, jeśli chodzi o obsługę glukometru. W drodze łaski dostałyśmy 5 pasków, z których przez własne niedojstwo zmarnowałyśmy 3. Czyli pomiar cukru zupełnie nam nie wyszedł. Dzisiaj moja warszawska siostra poszła do kardiologa, który normalnie Mamę prowadzi, i miała poprosić o przepisanie tych pasków. Co to za opereta z tymi paskami? Przecież cukrzyca to nie jest choroba, z której się można wyleczyć, te paski należą się chorym jak psu kiełbasa! A poza tym, czy ktoś by je kupował tak sobie, dla zabawy? Czy to są druki ścisłego zarachowania, a może jakiś potężny narkotyk? Nie rozumiem naszego systemu.
-
Obiecuję, że nie będę jeść! I nie dam do spożycia zwierzynie.
-
Moja Droga Pani! Przecież z tego, co ja się orientuję, Twoje okolice też prześliczne (zresztą tak naprawdę tylko bezpośrednie sąsiedztwo miast jest paskudne, a reszta kraju ładna). W końcu z jakiegoś powodu się tam przeprowadziłaś. A ja Ci zazdroszczę bliskiego sąsiedztwa lasu. Jeszcze kilka lat temu miałam nań widok, co prawda z daleka, ale zasłonił mi go dom sąsiadów. I teraz żeby go zobaczyć, muszę do niego podejść.Ale też nie narzekam, bo w Warszawie takich luksusów bym nie miała. Dzisiaj gadzina po raz pierwszy zostanie sama na noc. Siostra wróciła do Londynu druga będzie z Mamą za dnia, ja w nocy. Zobaczymy, jak nam się to będzie układać. Mam tylko nadzieję, że jak jutro rano wrócę do domu to go jeszcze zastanę w jednym kawałku! (Nie chodzi mi tylko o psy, ale także o znanych już Wam "piwnych" młodzieńców).
-
Kto powiedział, że jesienią nie można zażywać kąpieli? Było super, jak zwykle. Wydatkowaliśmy nieco energii, ale jeszcze nam sporo zostało! Dobrze, że uściśliłaś, że lasy państwowe, bo w Chotomowie zanim się zaczynają państwowe, są prywatne i te zabudowują się na potęgę. A mnie się wydawało, że las to las i że w lesie budować nie wolno. Wyraźnie się myliłam. A tu bukiet przywieziony znad jeziora Góra: Kto wie, co to jest?
-
Ha! Skoro mieszkasz niedaleko od Radzymina, to znaczy również niezbyt daleko ode mnie. Zapraszam więc do naszych Biedronek - w Jabłonnie puszki też są. Ja z Warszawy uciekłam 16,5 roku temu i ani przez ułamek sekundy nie żałowałam tej decyzji. Chociaż na początku było znacznie fajniej niż teraz. Mój dom był ostatni we wsi, z okien rozciągał się widok na pola (już wtedy niestety nieuprawiane) i las, wśród traw fruwały bażanty, skakały zające i króliki, jelenie obgryzały młode drzewka, nisko nad domem co wiosnę przelatywała para łabędzi no i nie było dzików - po prostu raj! A teraz mieszkam w środku ohydnego osiedla podmiejskiego, sypialni Warszawy, pełnej frustratów, "poprawiaczy świata" (ale oczywiście nie zaczynamy od siebie) i śmieci. Bażanta nie widziałam od kilkunastu lat, za to sprowadziły się lisy i kuny, bo zapanowała moda na kurniki. Smutny Szerloczek dziabnął dziś emeryta Kajtka, bo chciał mu zabrać kosteczkę. Został okrutnie zbesztany, ale potem przyszedł i mnie przeprosił, więc mu wybaczyłam. Jutro MUSZĘ pojechać z nimi nad jeziorko, inaczej wszyscy zwariujemy z nadmiaru energii.
-
No dzisiaj to mogę potwierdzić, że był szron! Czas pochować co wrażliwsze roślinki do domu. Jeszcze muszę dla nich znaleźć odpowiednie miejsce - jasne i chłodne. Czyli zrobić megaporządek w kanciapie. Oj nie lubię tego! Ale cóż- siła wyższa. Szerlok źle znosi moją nieobecność w domu - siedzę u Mamy często do 20.00. Widać, że odczuwa niepokój. Nagle zaczął być ciągle głodny. To chyba psychiczne. Poza tym drze na strzępy każdy papierek, na który natrafi. Ostatnio skasował rolkę ręcznika kuchennego, o gazetach już nie wspomnę. Wieczorne spacery siłą rzeczy są niedługie, bo oświetlone są tylko dwie króciutkie uliczki, resztę terenu pokrywają zagajniki, w których często ukrywają się dziki. Nie chcę ryzykować spotkań trzeciego stopnia. A rano różne histeryki wychodzą ze swoimi psami ciągnionymi na smyczy, też trzeba się ograniczać, bo zjawisko uspołeczniania psów jest tym ludziom nieznane. Dziś spotkaliśmy młodego mężczyznę biegnącego z onką na smyczy. Sunia bardzo wielką miała ochotę przywitać się z Szerlokiem, ale oczywiście została brutalnie odciągnięta za łeb. Szerlok już chyba zrezygnował i nie leci za takim psem, tak jak to robił przedtem. Eeech, życie!....
-
ALARM-Kielce - prosimy o pomoc w ogłoszeniach, info i foto str.1
irenas replied to mag.da's topic in Już w nowym domu
A zdjęć nie przysłali, leniuszki jedne? :nonono2: -
Bosha?! Tego od pralek i zmywarek? "Piper" z Biedronki, o którym chyba Wam już opowiadałam (producent Dolina Nidy), też ma kartofelki w wersji z wołową wątrobą. Nawet je widać, jak rozdziabać karmę. Inne są na przykład z dynią. Ciekawe. Pieski jedzą bardzo chętnie.
-
Pojechaliśmy dziś do Mamy na terapię. To + "oranżadka" z wody i miodu (jedna pani laborantka zasugerowała, że Mamy objawy mogą się brać także z za niskiego poziomu cukru we krwi, poradziła pić to to po 2 łyżeczki co 5 minut) trochę Mamę podciągnęły do pionu. Z niezrozumiałych dla mnie powodów w Warszawie wszędzie były korki i biedny Szerloczek zwrócił całe śniadanie od tego ciągłego hamowania i ruszania. Na tylne siedzenie pandzi. Czeka mnie pranie tapicerki. W drodze powrotnej też chyba niezbyt dobrze się czuł, w ogóle nie wyglądał przez okno tylko leżał. A teraz śpi, bidulek. Byliśmy na dwóch spacerach po ulicach (w Mamy okolicach właściwie nie ma gdzie z psem chodzić), myślałam, że zwariujemy od tego hałasu. Już się odzwyczaiłem od ryku takiej liczby silników, klaksonów, przelatujących nad głową samolotów. Zrobiła się ze mnie całkiem wsiowa baba. A Szerlok nigdy przecież nie był miastowy. Rozglądał się bardzo niespokojnie, nie bardzo wiedział, w którą stronę się obrócić. Wcale te spacery nie były przyjemne. Już go nie będę zabierała do Warszawy. Szkoda jego zdrowia. Będziemy znowu jeździć nad jeziorko, choćby na pół godzinki. Od jutra.
-
Ja się na tym nie znam, ale było strasznie. Nasza gmina (Jabłonna) nic nie finansuje w kwestii psów (zdaje się, że nawet schroniska w Józefowie nie wspiera), co jest dziwne bo pani wójt sama ma wyżliczkę Megi (ale nikt nigdy z nią nie chodzi na spacery, wiem bo mieszkają 100 m od mojego domu) i wydawałoby się, że będzie trochę wrażliwsza na te sprawy. Zapłaciłam 45 zł, co przez moją "kanadyjską" przyjaciółkę zostało uznane za "bardzo korzystną"cenę (co się dziwić, ona ostatnio za leczenie psa zapłaciła 1000 dolarów, co prawda kanadyjskich, ale chyba nie ma wielkiej różnicy. Kanadzie podobno weterynaria STRASZNIE droga). Ja nie byłam zachwycona ceną, (ani grubością igły) ale cieszę się, że mam to z głowy. :laugh2_2: Szerlok zdecydowanie potrzebuje więcej ruchu niż w tej chwili mogę mu zapewnić. Jak wracam do domu, to jestem tak skonana, że nie stać mnie na spacer, ani na zabawę, a jego energia roznosi. Mam nadzieję, że sytuacja się jakoś unormuje i znowu będziemy jeździć nad jezioro na wycieczki.
-
Dzięki za wsparcie. :kiss_2: Szerlok ma wystąpić w roli terapeuty dopiero jutro, bo dziś go nie wzięłam. Ciśnienie nadal niskie, Mama nadal ciągle przysypia i od czasu do czasu coś usiłuje pleść, ale wtedy moja siostra mówi jej " znowu odlatujesz" i jakoś się otrząsa na moment. Największy problem, że my z tego szpitala dostałyśmy dla niej leki na obniżenie ciśnienia, a przecież teraz należałoby je raczej podnieść. Dzisiaj zaczipowałam Szerloka. Tylko jego, bo tylko on z całej trójki on ma tendencje do zbytniego oddalania się. Nie wiedziałam, że to taka bolesna operacja! Igła gruba jak gwóźdź, krew się polała :nonono2: , dzidziuś się spłakał. Czasami się zastanawiam, czy my nie jesteśmy jednak za okrutni dla tych zwierzaków z tej naszej miłości i chęci uchronienia ich przed światem. Całe szczęście, że on się daje utulić i nie chowa do mnie żalu. Dziunia już w zasadzie zdrowa, ale słaba - zresztą pani wetka powiedziała mi, żeby nie zabierać jej na żadne długie spacery. Ale ona nawet nie chce. Teraz znudzony dzidziuś walczy z papierowym ręcznikiem kuchennym, który porwał z blatu. Skasował już jedną reklamówkę, opakowanie po mięsie (to przynajmniej czymś pachnie) i saszetki po kocim jedzeniu. Oj ciężko będzie go utrzymać w teraźniejszej wadze! Nagle zrobił się strasznie "żarty".
-
Ojoj, a co im Rzepik przeszkadza? Znałam suczkę, która nazywała się Świnka. Dlaczego? A no jak była szczeniaczkiem, wszystko brała do pyszczka, a państwo wołali "fuj! świnka! Zostaw!" i psiątko zrozumiało, że ma na imię świnka. I tak musiało zostać. Ja wiem, że mój Szerlok też ma trochę pretensjonalne imię, ale przynajmniej jakoś to potrafię uzasadnić. Chociaż pewno i te panie mają swoje racje.
-
Dzisiaj była trzecia kroplówka, zwierzaki okazały się jeszcze grzeczniejsze niż wczoraj. Od razu się położyły koło siebie i spokój. Jutro, jeśli nadal nie będzie gorączki, wyjmiemy wenflon, ale to już w naszej przychodni, bo bliżej. Poza tym zalecono zrobienie usg brzucha, bo Dziunia ma jakieś AP wysokie (to coś z wątrobą), no i powtórzenie tego bolącego zastrzyku 12 października. W ramach regulowania ciśnienia mojej Mamie zamierzam jutro zabrać do niej Szerloka (czyli Szekspira, jak Ona mówi). O ile oczywiście będzie w lepszej formie niż dzisiaj. Bo się nie popisała - znowu był "odlot". Trochę się przeraziłam. Miejmy nadzieję, że Szerlok podniesie ją na duchu i postawi do pionu, bo Ona bardzo go lubi.
-
Ojoj! Widzę, że wypuściłam demona z puszki. Może istotnie niektórzy lekarze mają ciężko, ale nie na tym oddziale. To maleńka kardiologia nad Pogotowiem Ratunkowym. Nie wszystkie łóżka są zajęte, pomieszczenia świeżo po remoncie, jasne, czyste i słoneczne. Jest erka, czy też ojom, gdzie także nie wszystkie łóżka są zajęte. A wszyscy - zarówno lekarki jak i personel pomocniczy - chodzą nabzdyczeni i strasznie poirytowani, pacjenci im wyraźnie przeszkadzają. Monitorowanie? Śmiechu warte. Dowiedziałam się, że wczoraj wieczorem ciśnienie (ta górna wartość) mojej Mamy spadło poniżej 100. Cud, że żyje. A w wypisie ze szpitala napisano, że ciśnienie zostało wyrównane. Kiedy siedziałam u Mamy w sobotę ponad 3 godziny żywa dusza nie zajrzała do pokoju. Ani do Niej ani do pozostałych pań, które też tam przecież nie leżały z powodu olśniewającego zdrowia.A na koniec najlepsze. O tym, że trzy z nich dziś wychodzą do domu dowiedziały się od... pani "kuchenkowej", która nie przyniosła im obiadu, bo już się nie należał. Wyobrażacie sobie? A my byśmy się dowiedziały o wypisaniu Mamy dopiero, gdy przyszłybyśmy z wizytą. Nikt się nie pofatygował, żeby nas zawiadomić. No to by było na tyle w tym temacie, bo inaczej i mnie szlag trafi! Dziunia już właściwie zdrowa, jeszcze jedna kroplówka (48 zł) i za dwa tygodnie ten bolesny zastrzyk. Pieniądze są niemałe, ale nie zapominajcie, że to była niedziela, a w dzień świąteczny wszędzie pobierają więcej. Poza tym za te 195 zet dostała kroplówkę (patrz wyżej), pięć zastrzyków i wykonano badania krwi - morfologię i te na nerki oraz wątrobę. Każde z osobna jest kosztowne, dlatego się nazbierało. No a poza tym sąsiedztwo Warszawy zobowiązuje, no nie? (Czyli kto bogatemu zabroni?) Natomiast Szerloczek oczarował swoim zachowaniem pracowników przychodni. Kiedy Dziunia pobierała kroplówkę, położył się grzecznie koło niej i drzemał. Żadnych szczeków, żadnego miotania się. Nawet siedzący na kanapie obok kot z kroplówką go nie sprowokował. Byłam dumna, że mam takiego grzecznego psa!
-
Melduję, że chyba Wasze kciuki pomogły. Przynajmniej jak na razie. Dziunia w zdecydowanie lepszej formie, chociaż spojówki nadal bladawe. Z badania krwi wynikło, że nerki ok, tylko wątroba ociupinkę szwankuje, ale przez telefon powiedziano mi, że to da się naprawić lekami. Dziś idziemy na kontrolę. Czekam z wielkim zainteresowaniem na zdjęcia Rzepka. Już się cieszę!
-
ALARM-Kielce - prosimy o pomoc w ogłoszeniach, info i foto str.1
irenas replied to mag.da's topic in Już w nowym domu
A widziałyście w teleekspresie tego PRZEPIĘKNEGO donka ze schroniska na Paluchu? Boże, jak to się stało, że taki piękny i zadbany pies trafił do schronu? Zgubił się? Jeśli tak, mam nadzieję, że jego właściciel też oglądał ten teleekspres. O zrywaniu łańcuchów też było. Tyle, że Ci którzy trzymają psy na łańcuchu nawet nie wiedzą o takiej akcji, ani się nią nie interesują. Bo jak to? Psa trzymać luzem? Przecież trzeba by załatać dziurawy płot. A jemu dobrze na tym łańcuchu. Przecież się nie skarży. -
Obawiam się, że to może być końcówka jakiejś "serii", bo widziałam je tylko w naszej chotomowskiej Biedronce (a co? Kto bogatemu zabroni? Mamy własną Biedronkę, w końcu to duża wieś). Poszukam w internecie może jeszcze gdzieś można to kupić, bo naprawdę świetne. Z Dziunią byłam dziś u weterynarza w Legionowie. Za jedne 195 zł (!!!) dostała kroplówkę, pięć zastrzyków, z czego jeden super bolesny, mało nie uryzła Szerloka ( który oczywiście, widząc nas w samochodzie, natychmiast wsiadł jako osoba towarzysząca), oraz badanie krwi na wątrobę i nerki. Wyniki były po 18.00: wszystko w porządku oprócz nieco podniesionych parametrów wątrobowych, ale lekarz powiedział, że lekami to się da "naprostować". Jutro rano idziemy na kontrolę. Sunia już w lepszej formie, nawet dzisiaj bawiła się z Szerlokiem w "zarazcięugryzętyokropnypsie". On cały zachwycony, a ja do końca nie byłam pewna, czy to aby na pewno zabawa. Gorzej sprawa się ma z moją Mamą: kiedy przyszłam do szpitala znowu spała, a współlokatorka z pokoju zapytała mnie zaniepokojona, czy w domu Mama też tyle śpi (praktycznie 20 godzin na dobę). Kiedy Mamę obudziłam, mamlała coś niezdarnie i od rzeczy - po prostu horror! Okazało się, że państwo doktorowie tak Mamie obniżyli ciśnienie, że nie wie, na jakim jest świecie. Pani doktór dyżuruna pogodnie kazała mojej siostrze dać Mamie dużo kawy i oznajmiła, że zaraz podłączą jej kroplówkę, która podniesie jej ciśnienie. To ja się pytam: co to za eksperyment na żywym organizmie? Najpierw zbijają bez sensu, a potem podnoszą. Przecież takie gwałtowne obniżenie zabiło moją babcię. Czyli przez 50 lat nic się w medycynie nie zmieniło? Dalej lekarze nie potrafią określić ilości leku potrzebnego, żeby unormować sytuację? Szlag mnie trafi. A mają się za bógwico!
-
Zaczynam się rozdwajać, czy raczej rozstrajać między Szerlokiem, Rzepkiem i Alarmem Kielce. Jak ktoś nie był u Rzepka, to donoszę, że moja Dziunia ma chyba babeszjozę: białe śluzówki w oczach i apatia. Na razie jeszcze je, może więc jakoś się uda nad tym zapanować. Tylko dlaczego wszystko co złe dzieje się niemal zawsze w niedzielę, kiedy dostęp do pomocy jest bardzo ograniczony? A tak na marginesie: w Biedronce trafiłam na świetną karmę w puszkach. Nazywa się Piper i jest produkowana przez Dolinę Nidy. Wygląda jak prawdziwe mięso (a nie te kozie bobki w galaretce jak w innych karmach) z dodatkami (brązowy ryż, ziemniaki itd.) i moim wybrednym francuskim pieskom niezwykle smakuje. Zresztą kotom też, a te jak wiadomo wybredne do trzeciej potęgi! Jedna puszka kosztuje 3,49 zł. Czyli można wytrzymać.
-
Pani Radno on przestanie skakać, jak się trochę odpasie. Doopsko będzie za ciężkie. Szerlok też tak skakał, a teraz, kiedy zmężniał i jeszcze troszkę urósł, robi to niezwykle rzadko, tylko wtedy, gdy go radość życia naprawdę roznosi. Powiedz mi, gdzie Ty dokładnie mieszkasz, mam coraz większą ochotę złożyć Ci kurtuazyjną wizytę (pewno z Szerlokiem, wiesz już o jego miłości do samochodu). Co Ty na to?
-
Hej, hej! Teraz Ty zajrzyj do swojego owczarka znajdusia. Znajdziesz propozycję nie do odrzucenia. PLEASE!