-
Posts
2605 -
Joined
-
Last visited
Everything posted by irenas
-
~ ALMA szara, młodziutka i ufna zamieszkała na TARGÓWKU
irenas replied to malagos's topic in Już w nowym domu
Boże, Boże! Skoro jest babeszjoza to i ta sterylka w niefortunnym momencie wypadła. Trzymaj się Malagosku, jakbyś czegokolwiek potrzebowała to pamiętaj, że przylecę pomóc jak na skrzydłach, w końcu mam niedaleko i morze czasu do dyspozycji. -
~ ALMA szara, młodziutka i ufna zamieszkała na TARGÓWKU
irenas replied to malagos's topic in Już w nowym domu
Taka dzikuska do małych dzieci i do bloku? Ona potrzebuje spokoju i kogoś, kto będzie miał dużo czasu oraz cierpliwości, żeby przewalczyć te jej lęki i nieśmiałość. A rodzina z dziećmi po prostu nie ma ani czasu, ani cierpliwości. Alma uszczypnie, niedajboże, któreś z dzieci i zostanie natychmiast oddana jako "pies gryzący i agresywny". I dopiero się zacznie destrukcja jej psychiki! Myślę, że lepiej poczekać. -
Zgłaszam wniosek formalny o podniesienie temperatury co najmniej o 10 stopni Celsjusza oraz o znaczne przyhamowanie wiatru!
-
Grażynko, dziękuję za duchowe wsparcie i dobre słowo. Trzymaj kciuki za moją (marną) wytrwałość. A teraz widok, który poprawia humor. Przynajmniej mnie poprawił. Oby takie pogodne dni zawitały do nas na dłużej, a nie tylko na 12 godzin! .picasa.ini
-
~ ALMA szara, młodziutka i ufna zamieszkała na TARGÓWKU
irenas replied to malagos's topic in Już w nowym domu
A może Diana po prostu boi się o swoje świeżo zdobyte miejsce w Rodzinie? I dlatego stara się odstraszyć Almę? Bardzo bym chciała, żeby malutka przestała się tak bać, strach jest dla mnie okropnym uczuciem. Wiem, że jest potrzebny, ale w nadmiarze niszczy psychikę. Oby jak najszybciej znalazła dobrego człowieka, który potrafi jej zapewnić spokój i pozwoli jej nabrać zaufania do świata. -
Sama miałam dwie, a teraz mam jedną sierotkę. O ile Kajtusiowi było dość łatwo zapomnieć jego pierwszego pana, bo był dla niego niedobry (skoro nawet wsiowi chłopcy tak mówili, to naprawdę musiał być potworem!), o tyle Dziunia długo była smutnawa i przygaszona. Teraz, po 11 latach, już jest całkiem moja i nie miewa napadów melancholii, ale przedtem się zdarzało. W każdym razie taka sierotka potrzebuje jeszcze więcej miłości niż "zwykły" pies. PS Bardzo mi się podoba imię tego pieska. Sam piesek też zresztą jest niczego sobie!
-
Zamówiłam takie fizjologiczne. Gimnastyki przy tym było co niemiara, bo rodzajów jest od groma i ciut ciut. Mam nadzieję, że będą dobre i że uda mi się przymusić to towarzycho do ich noszenia. Bardzo sympatyczna pani w sklepie internetowym (IPO-SKLEP z artykułami treningowymi dla psów, gdzie te kagańce okazały się najtańsze. Chociaż nie tanie zwłaszcza, jak się kupuje trzy!) poradziła smarować kratki przed nosem pasztetem albo innym aromatycznym smakołykiem, żeby się dobrze kojarzyły. No i dawać dużo nagródek przez kratki. Trzymajcie za mnie kciuki! Konsekwencja nie jest moją mocną stroną, a tu trzeba się wykazać wręcz żelazną. Skórzane chyba są niezbyt dobre ze względu na namakanie, poza tym łatwo się dają przeżuwać. Jedno mnie tylko niepokoi - do umocowania tego ustrojstwa służy jeden pasek, coś na kształt obroży. Przecież chyba nie trzeba być psim Einsteinem, żeby to zdjąć? Ktoś ma doświadczenia w tej kwestii?
-
Ja się z Basią zaprzyjaźniłam, uważałyśmy na siebie wzajemnie, ratowałam jej męża, kiedy spadł z drabiny i połamał łokieć i rękę (To nawet było zabawne: słyszę, sąsiad mnie woła "Irenko, chyba złamałem rękę". Pędzę więc i zastaję taki widok: Staś stoi z wyciągniętą ręką, z której sterczy goła kość i obficie leje się krew. Chyba złamał...), wymieniałyśmy się roślinkami na wiosnę, czasami chodziłyśmy na spacer z psami. Do dziś się widujemy od czasu do czasu, raz oni przyjeżdżają do mnie, raz ja wpadam do nich. Bardzo to miłe i bardzo sobie tę przyjaźń cenię. A tak wyglądają mordercy kotów, kiedy pańcia wyjeżdża do miasta (bądź gdziekolwiek indziej): Pańcia jeszcze nie wyjechała, a one już tęsknią, bandyci!
-
Mam jeszcze jedną refleksję wynikającą z tej smutnej historii. Otóż cały dramat rozgrywał się pod furtką właścicieli kota. Hałas był pod niebiosa, ja też wołałam o pomoc, ale nikt, absolutnie nikt nie wyściubił nawet nosa.(dla rozumiejących i zawsze usprawiedliwiających innych: sąsiedzi byli w domu).Taka "dyskrecja" mnie po prostu poraża. Nie pierwszy raz miałam do czynienia z takim zachowaniem: wiele lat temu moi sąsiedzi wypuścili na spacer swojego 9-letniego syna z dwoma młodymi, pełnymi sił bokserami. Chłopiec trzymał je na smyczy. One zresztą zawsze chodziły na smyczy. Co nie przeszkodziło im napaść na mojego biednego Kubusia z padaczką pourazową. Jak nietrudno się domyśleć biedne dziecko nie mogło sobie dać rady z psami, którym nie poradziłby i niejeden dorosły. To też się działo pod furtką rodziców chłopca. Hałas też był ogromny, bo boksery warczały i szczekały, a Kubuś skowyczał. I co? Ano nic. Żadnej reakcji. Pełna dyskrecja. Jakoś mi się udało zapanować nad sytuacją, ale niesmak pozostał. Zresztą na ich sąsiedzką czujność w żadnej kwestii nie mogłam liczyć. A byliśmy podobno zaprzyjaźnieni. Mam też bardzo pozytywny przykład sąsiedzkiej "niedyskrecji". Kiedy nagle zapadłam na paskudne, obezwładniające zapalenie płuc, moja ukochana sąsiadka Basia właściwie uratowała mi życie, bo zaniepokoił ją brak ruchu w moim domu i na posesji. Przyszła i zobaczywszy mnie, wezwała pogotowie. Zaprzyjaźnieni sąsiedzi (przez płot) dowiedzieli się o mojej chorobie ode mnie samej znacznie później. O tym, że była próba włamania do mojego domu zresztą też. Mam więc apel: nie bądźmy zbyt dyskretni! Jeśli kogoś razi sąsiedzkie "wścibstwo", uświadommy mu, że jego całkowity brak może mieć bardzo poważne skutki.
-
~ ALMA szara, młodziutka i ufna zamieszkała na TARGÓWKU
irenas replied to malagos's topic in Już w nowym domu
To wszystko się dobrze składa. Wczoraj widziałam Almę - tak się mnie przeraziła, że w panice rzuciła się ze schodów między iglaki, byle dalej od tej strasznej baby z kontenerkiem w ręku! Potem, kiedy weszłam do kuchni też tylko czekała, kiedy dać nogę. Czy ja naprawdę jestem taka straszna, czy tej biedaczce ktoś zrobił tak wielką krzywdę, że każda nowa twarz wywołuje w niej tak gwałtowne reakcje? Wyobrażałam sobie, że sunia jest większa. Tak naprawdę to maleństwo jak na owczarkopodobne! Drobinka po prostu. Jak już się ją "wyprostuje" powinna być bardzo fajnym pieskiem i ładnym. Ale pracy będzie wymagała niemało. -
~ ALMA szara, młodziutka i ufna zamieszkała na TARGÓWKU
irenas replied to malagos's topic in Już w nowym domu
W ogóle spotykanie fajnych ludzi jest fajne! I trzeba je kultywować. Do zobaczenia więc w maju! -
Chyba w myśl porzekadła "nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło" wypadek z biednym kotem zetknął mnie z bardzo sympatycznymi ludźmi. Nie, nie mówię o dogomaniaczkach, bo to się rozumie samo przez się, ale o urzędnikach. W makowieckim sorze kazali mi się zgłosić z kotem do Powiatowego Inspektoratu Weterynaryjnego, żeby wysłali zwłoki na badanie pod kątem ewentualnej wścieklizny. Pojechałam tam, spodziewając się najgorszego, godzin spędzonych na nieprzyjemnym śledztwie, nadmiaru papierologii i biurokracji, a przede wszystkim nadętych i wściekłych urzędników. A tu totalne zaskoczenie! Bardzo mili młodzi ludzie, jeszcze milszy ich szef, cała procedura spisywania wypadku nie zajęła dłużej jak 20 minut. Wyszłam niezwykle podbudowana. W trakcie okazało się, że w szpitalu w Makowie nie ma oddziału zakaźnego, na który dostałam skierowanie na sorze, muszę więc jechać albo do Ostrołęki albo do Ciechanowa. Nigdy tam jeszcze nie byłam, pomyślałam więc sobie, że jest okazja przejechać się w tamtą stronę. I nie zawiodłam się. Sliczne okolice, pogoda doskonała (przez okno, bo na dworze ziąb, że ząb na ząb nie trafia), droga niezła. Dojechałam do szpitala, znalazłam odpowiedni oddział i już, już się zapowiadało, że spełnią się moje obawy - na korytarzu siedzieli wściekli ludzie, przed drzwiami stała do rejestracji jakaś smutna pani (z boreliozą, jak się wynikło z rozmowy), którą wygoniono z tejże rejestracji. Ojoj, niedobrze! Po chwili okazało się, że: a) lekarz miał przyjmować od 11.00 której jeszcze nie było, czyli wściekłość ludzi była całkowicie nieuzasadniona (pewno tak jak ja spodziewali się, że zostaną źle potraktowani i na zapas się zezłościli); b) pani do rejestracji wróciła i szybko zapisała panią z boreliozą do lekarza; c) ja od razu zostałam przyjęta w izbie przyjęć (obok rejestracji) przez bardzo miłą panią, (chwilowo niepraktykującego) zwierzoluba, która bardzo pożałowała kotka, opowiedziała mi o swoim stareńkim psie i dorosłym synu, który płakał, kiedy psiaka trzeba było uśpić. Miła pani pielęgniarka wezwała przez telefon panią doktór. Przy okazji dowiedziałam się, jaka straszna panuje w szpitalu biurokracja. Naprawdę groza. Pojawiła się pani doktór, blondynka w wieku 40+, cała spięta i zjeżona. Ja tam nie wiem, czego ona się spodziewała, czy jakiejś jęczącej starej baby, czy jakiejś agresji z mojej strony, w każdym razie zajęło jej ze 2 - 3 minuty, żeby wyluzować. Potem było już sympatycznie. Co prawda musiałam kolejny raz opowiedzieć o całym zdarzeniu, ale rozmowa przebiegła w przyjaznej atmosferze. Jeszcze tylko pan doktór z Makowa poinformował nas, że wynik badania kota będzie w czwartek, a pani doktór podjęła decyzję, że z zastrzykiem czekamy do informacji o wyniku badania. O 11.45 sprawa została załatwiona, pożegnałam się serdecznie z obiema paniami i ruszyłam w drogę powrotną.
-
Są jeszcze gumianne, firmy Baskerville, z jakiejś specjalnej gumy, którą można kształtować po umieszczeniu kagańca na jakiś czas w ciepłej wodzie. Te podobno nie bolą przy uderzeniu. Tylko ich kształt wydaje mi się kontrowersyjny - dookoła pyska jest gruby pasek gumy, który - jak mi się wydaje - uniemożliwia zianie. Chociaż producent twierdzi co innego. No i ich cena jest niebagatelna. Psotka tez powinna nosić kaganiec. Jest lękliwa i dlatego potrafi ugryźć, zwłaszcza pijanego faceta. Mam tylko nadzieję, że nikt nie kopnie żadnego z zakagańcowanych psów, co już mi się kiedyś zdarzyło.
-
~ ALMA szara, młodziutka i ufna zamieszkała na TARGÓWKU
irenas replied to malagos's topic in Już w nowym domu
OK, przekładamy. Dokładną datę wyznaczymy na początku maja, dobrze? Kiedy wszyscy będą już mnie więcej wiedzieć, kiedy mają czas, a i może pogoda się jakoś wyklaruje. W dobrą stronę, znaczy się. -
Ojoj, ale kłopot! Kiedy słucham, jakie ludzie mają problemy z uczuleniami, to dziękuję wszystkim przeszłym, teraźniejszym i przyszłym bogom, że mnie ten dopust nie dotknął! Sami mamy w rodzinie uczuleniowca, w dzieciństwie na wszystko, co się rusza i nie rusza, teraz już tylko wziewnie (i wystarczy, jego ojciec z tego powodu omal się nie udusił którejś letniej nocy!) wiem więc ile z tym problemów i jaki niepokój. On na dodatek urodził się w 1985 roku, czyli cała rodzina i znajomi byli zaangażowanie w "polowania" na odpowiednią żywność dla dziecka. Teraz chociaż w tej kwestii jest prościej, chociaż i alergii jakby więcej.
-
Strasznie jestem przybita i przygnębiona, bo Szerlok i spółka zamordowali kota. Walczyłam z całych sił, żeby go obronić, ale mi się nie udało. I im dłużej o tym myślę, tym bardziej jestem przekonana, że to był błąd, bo Szerlok uznał, że, próbując go nie dopuścić do biednego zwierzaka, bawię się z nim i tym bardziej się do tej "zabawy" przykładał. Skończyło się tragicznie - śmiercią kota i moimi ranami od ugryzień broniącego się stworzenia, które nie zrozumiało, że chcę mu pomóc. Na swoją obronę mam fakt, że zdenerwowanie i rozpacz odjęły mi całkowicie jasność myślenia, obrona atakowanej słabszej istoty to chyba "wdrukowana" cecha kobiet (sąsiad nie przejął się zbytnio ani śmiercią zwierzaka jego siostry, ani moimi ranami), rzuciłam się kotu na ratunek całkiem odruchowo, dopiero potem przyszła ta refleksja z zabawą. Co prawda nie wiem, jak mogłabym je odciągnąć od takiej atrakcji jak kot, który nie zdążył wskoczyć na płot. Pewno nijak, ale mnie to gnębi. Teraz szukam dobrych kagańców dla całej trójki, chociaż tak naprawdę aktywnie w morderstwie brali udział głównie Szerlok i Juka. Psotka ujadała ze strategicznej odległości, doskakując tylko od czasu do czasu, a Dziunia stała spokojnie z boku. W związku z tym proszę o radę: czy kagańce fizjologiczne istotnie są takie dobre? Jeśli ktoś ma doświadczenia w tej mierze, będę wdzięczna za informację.
-
Testosteron ma ogromną siłę ogłupiającą. Dziś rano Szerlok spotkał swojego najukochańszego wroga, Leosia. Wędrowali razem w całkowitym spokoju i pogodzie ducha, potem Szerloka udało mi się przywołać, bo ja nie do końca ufam takim "przyjaźniom", a Leoś został z tyłu. Kiedy jednak przechodziliśmy koło leosiowej furtki ten dopadł Szerloka z furią i dzikim szczekaniem, nie bacząc na to, że sięga mu do kolana. Został przygnieciony do ziemi i pouczony, kto jest większy (Szerlok uznał ten incydent za niewart użycia zębów). Postali potem koło siebie na sztywnych nogach, powarkując, aż Szerlok dał się przekonać, że nagródka (suszona wątróbka) to jednak lepsza opcja. Całe szczęście, że pani Leosia, Agnieszka, jest osobą myślącą i rozsądną i podeszła do scysji z filozoficznym spokojem.
-
Wcześniej to będzie to co jest, podejrzewam. Czekam więc na sugestie, jaka data komu odpowiada i będziemy szukać średniej. A swoją drogą dziwne to aktualne zimno: termometr pokazuje +5, wieje silny wiatr, pomyślałam więc, że jest bardzo zimno i włożyłam czapkę. No i było mi w niej za gorąco!
-
Tylko, na co mi zwróciła uwagę pewna znajoma, 12, 13, 14 i 15 maja to zimni ogrodnicy i zimna Zośka. Ot zagwostka!
-
~ ALMA szara, młodziutka i ufna zamieszkała na TARGÓWKU
irenas replied to malagos's topic in Już w nowym domu
Słuchajcie ludziska! Tak patrzę przez okno i na telewizor i mam coraz większe wątpliwości co do imprezy 23 kwietnia. Według zapowiedzi w przyszłym tygodniu ma być o 3 do 7 stopni plus jakaś wichura czyli odczuwalne - 4. To raczej nie jest temperatura do balowania na zewnątrz, jak Wam się wydaje? Może przełóżmy to na późniejszą datę? Przy czym słyszałam, że długi weekend też ma być nieszczególny. To może, żeby już było całkiem bezpiecznie (na ile to możliwe) spotkajmy się 13 albo 14 maja? Mam nadzieję, że ta propozycja nie burzy nikomu precyzyjnego planu i jest rzucona z wystarczającym wyprzedzeniem. Czekam na odzew. Macie całe Swięta, żeby się zastanowić. -
Słuchajcie ludziska! Tak patrzę przez okno i na telewizor i mam coraz większe wątpliwości co do imprezy 23 kwietnia. Według zapowiedzi w przyszłym tygodniu ma być o 3 do 7 stopni plus jakaś wichura czyli odczuwalne - 4. To raczej nie jest temperatura do balowania na zewnątrz, jak Wam się wydaje? Może przełóżmy to na późniejszą datę? Przy czym słyszałam, że długi weekend też ma być nieszczególny. To może, żeby już było całkiem bezpiecznie (na ile to możliwe) spotkajmy się 13 albo 14 maja? Mam nadzieję, że ta propozycja nie burzy nikomu precyzyjnego planu i jest rzucona z wystarczającym wyprzedzeniem. Czekam na odzew. Macie całe Swięta, żeby się zastanowić.
-
Słuchajcie ludziska! Tak patrzę przez okno i na telewizor i mam coraz większe wątpliwości co do imprezy 23 kwietnia. Według zapowiedzi w przyszłym tygodniu ma być o 3 do 7 stopni plus jakaś wichura czyli odczuwalne - 4. To raczej nie jest temperatura do balowania na zewnątrz, jak Wam się wydaje? Może przełóżmy to na późniejszą datę? Przy czym słyszałam, że długi weekend też ma być nieszczególny. To może, żeby już było całkiem bezpiecznie (na ile to możliwe) spotkajmy się 13 albo 14 maja? Mam nadzieję, że ta propozycja nie burzy nikomu precyzyjnego planu i jest rzucona z wystarczającym wyprzedzeniem. Czekam na odzew. Macie całe Swięta, żeby się zastanowić.