Jump to content
Dogomania

irenas

Members
  • Posts

    2605
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by irenas

  1. Ciekawe jak tam Malagosowi na wakacjach. Pogodę to ma nieszczególną, niestety, ale mam nadzieję, że humor mimo wszystko dopisuje.
  2. Siostrzyczki
  3. To był oczywiście żarcik! Przecież zdaję sobie sprawę, że trudno będzie ustalić, który to taka fleja (jak to się mówi na Kujawach). A skarżyć to się już skarżyłam organizatorom zawodów w zeszłym roku i rzeczywiście dopilnowali, żeby było czysto. To wczorajsze, jak podejrzewam, to niezrzeszeni wędkarze - pijaczkowie, czyli najgorsi, bo do nich nic nie przemawia.
  4. Jak pisałam, nad Narwią w Dyszobabie od czasu do czasu odbywają się zawody wędkarskie. W tym roku odbyły się już dwa razy. Łowią też okoliczni mieszkańcy. Nie wiem kto, czy jedni czy drudzy, nie uznaje za stosowne sprzątać po sobie. Dziś rano na spacerze zastałam kupki zgniecionych puszek po piwie. Ładnie zebrane w stosiki. Czyżby ktoś sobie wyobrażał, że jakaś służba porządkowa je uprzątnie? Czy to naprawdę taki problem wrzucić śmieci do reklamówki i zabrać ze sobą, żeby wyrzucić do kosza na śmieci? Pewno powiecie, że jestem naiwna, że to mnie jeszcze dziwi. Tyle, że to mnie nie dziwi, a wkurza! Przy najbliższej okazji, jak zobaczę wędkarza, to mu nawrzucam.
  5. Nie tylko my mamy kłopoty z przyrodą. Wczoraj dostałam zdjęcie z Toronto, gdzie grasują miernikowce. To nie jest fotografia z początku wiosny tylko z dnia 10 czerwca br! .picasa.ini Liszki zwisają z drzew, wszystko jest w "pajęczynie", moja kanadyjska przyjaciółka mówi, że spacery z psem stały się przez to obrzydliwe. Ale to pewno najmniejszy kłopot. Czy takie objedzone do żywego drzewa mają szanse przetrwać?
  6. Widziałam dziś Majeczkę. To naprawdę uroczy piesek! Totalnie niekłopotliwy, delikatny, milutki. Abstrahując od faktu, że bardzo ładny.
  7. A wystarczy tego towarzystwa nie dokarmiać! Przyroda sama wie najlepiej, ile danego gatunku powinno się urodzić w zależności od podaży jedzenia. Ja bym zakazała jakichkolwiek polowań na cokolwiek i dokarmiania. A w Dyszobabie dziś znowu były zawody wędkarskie. Na moje pytanie: czy coś pani (bo były i panie!) złowiła? usłyszałam odpowiedź: osiem małych rybek. Zaszokowana mówię: małe to chyba trzeba zostawić przy życiu. A ona mi na to - w czasie zawodów wszystkie się tylko łapie i z powrotem wypuszcza. No pięknie, myślę. A wbijanie haczyka w pyszczek to nic? Rozmawiałam dziś o tym, powiedziano mi, że to nie boli, że nie szkodzi itp. itd. Zaraz mi się przypomniało, że kiedyś (zdaje się jeszcze dość niedawno) noworodki operowano bez znieczulenia, wychodząc z założenia, że ich układ nerwowy jest jeszcze nierozwinięty. Włos się na głowie jeży! Skąd ludzie biorą takie przekonania? Sama przeżyłam usunięcie trzeciego migdała na żywca (choć nie byłam już noworodkiem). Zapewniam Was, że bolało jak cholera!
  8. A to zaskoczenie! Masz pomysł, dlaczego pobyt w hoteliku ją wyciszył? Spodziewałabym się, że raczej będzie jeszcze bardziej jęczała, bo pomyśli, że każda podróż to do hoteliku.
  9. Patrzcie, jaka oszczędność! Na jedne życzenia załapały się dwie Małgosie. Wszystkie najlepszego dla wszystkich Małgorzat. Niech żyją!
  10. Usłyszałam dziś rano, że ministerstwo ochrony (???) środowiska rozważa możliwość odstrzału łosi, na które nie można polować od 15 lat. Powód: zdarzają się wypadki samochodowe z ich udziałem. Podobno rocznie 150 000 kolizji z udziałem zwierząt. Ile z tego to są łosie, nie wiadomo, ale pan Szyszko wyraźnie ma ochotę sobie postrzelać do czegoś większego niż bażanty wypuszczane z klatki, wymyślił więc taki problem. Usłyszałam też, że z wielkim trudem udało się odbudować populację łosi, gatunku zagrożonego wyginięciem w Polsce, a teraz - bo jest ich 30 000 - będą do nich strzelać. Czy naprawdę nie ma sposobu na tych szaleńców?
  11. Ale przecież została? Czy się mylę? Ps. Małgosiu z wyprzedzeniem: wszystkiego najlepszego z okazji imienin! Niech ten dzień upłynie Ci przyjemnie, bez żadnych zmartwień i kłopotów.
  12. A ja Ci jutro przywiozę trzecią książkę, która powinna Cię natchnąć żądzą rzucenia się do piekarnika po powrocie do domu! Jak Ci mówiłam, kryminał taki sobie, ale za to przepisy!... Ogród ziołowy brzmi niezwykle interesująco! Czekam na sprawozdanie, żeby rozważyć podążenie Twoim (a właściwie Waszym) śladem.
  13. Mamy. Dzisiaj byliśmy w Opinogórze Górnej. To co najlepiej zapamiętałam, to piekielny wrzask setek gawronów gniazdujących na drzewach w parku. Hitchcockowe "Ptaki" się nie umywają! Poza tym zdziwiło mnie nieco kawaleryjskie podejście do konserwacji zabytków: na miejscu starego dworu rodziny Krasińskich w 2008 roku postawiono "chotomowską rezydencję", czyli ogromne domiszcze o bardzo skomplikowanym dachu, z dwoma ogromnymi kolumnami przy wejściu - po prostu szał ciał! Oryginalny dwór był długą chałupą o niewyszukanym kształcie. Podobnie rzecz się ma z domkiem ogrodnika - biedniutką. walącą się chałupinę zastąpił dworkopodny domek z lakierowanego drewna. Dobrze, że chociaż w tymże domku podają przepyszną szarlotkę (ja jadłam z bitą śmietaną i lodami, też bardzo dobrymi). Fajnie natomiast powiększono oranżerię, w której teraz odbywają się koncerty. Do neogotyckiego pudełkowatego budynku dostawiono przeszklone konstrukcje metalowe. Bardzo lubię takie połączenia starego z nowym (troszkę jak na zamku w Ciechanowie). Mieliśmy tez okazję obejrzeć zaloty pawia do dwóch obojętnych pawic. Nastroszył się, napuszył, ogon sobie zarzucił praktycznie na głowę i dreptał szaleńczo wokół obu pań, pogruchując, a one całkowicie go olały! Biedaczek, po kilku minutach zniechęcony spuścił ogon i skrzydła i poszedł w drugi kąt woliery. Życie pawia nie jest lekkie. Był jeszcze bażant złoty, który dopraszał się jedzenia, kogutek i kurka japońskie oraz bażant z baardzo długim, kolorowym ogonem (nie wiem, jaka to odmiana), pani bażantowa, cała w brązach i szarościach oraz bażanciątka. Takie brązowo żółte kurczaczki. Mniejsze papugi się pochowały na nasz widok, a ara, zaczęła nerwowo wspinać się po siatce woliery, nadaremnie próbując od nas uciec. Z rzeczy mniej interesujących były ołowiane żołnierzyki, cała masa obrazów, nie tylko romantycznych, chociaż to Muzeum Romantyzmu, no i fajne stare meble. Ogólnie bardzo udana wyprawa.
  14. A ja mam niezwykłą rasę psów: wszystkie są czarne! PS. Nie tylko psiaki przechodzą przez TM. Wczoraj dowiedziałam się o śmierci mojego kolegi z podwórka, z którym (oraz z jego i moją siostrą) urządzaliśmy szaleńcze zabawy z łażeniem po płotach włącznie. Eh, życie...
  15. Nie miałam wrażenia, żeby Bergo był zwichrowanym psychicznie uciekinierem i szkodnikiem. A to niespełna dwuletni onek. W teorii oczywiście masz rację, jednak pies, jak każde żywe stworzenie, dostosowuje się do warunków, w których przychodzi mu żyć. I to bez względu n a rasę. Oczywiście ideałem jest opiekun, który cały czas poświęca swojemu podopiecznemu, ale sama wiesz, że ideał nie istnieje. Przecież nawet będąc na emeryturze nie masz tyle czasu, żeby zajmować się wyłącznie Bliss czy Lerką! Jeśli chodzi o panią Beatę, nie wiemy jak wyglądają jej spacery z psami, czy są "aktywne" czy nie. Ja tylko mówię, jakie odniosłam wrażenie na temat jej stada: widziałam radosne, zupełnie nieagresywne psy, które się słuchały swojej opiekunki. I buntuję się przeciwko takiemu jednoznacznemu osądzaniu ludzi po pozorach. Nie każdy opiekun większej liczby zwierząt to oszalały "zbieracz", bo przy odrobinie złej woli tak można by zakwalifikować wszystkie dt i hoteliki dla psów czy kotów.
  16. Jak to nie ma? Do psa, przecież!
  17. Jaga ma parwowirozę. Wydaje mi się, że jesteście zbyt krytyczne. Dlaczego młodej suni szkoda do kochającego domu? Stado sprawiało wrażenie szczęśliwego. A może uważacie, że jak bałagan, to trzeba dzieci zabrać, bo znaczy się rodzice sobie nie radzą? Może komuś po prostu bałagan nie przeszkadza - są ludzie i ludziska. Według mnie każdy ma swój próg bałaganu, po przekroczeniu którego zaczyna sprzątać. I te progi są BARDZO różne. Jedni odkładają na półkę książkę, którą właśnie czytają, kiedy idą na siku (miałam takiego maniakalnego szefa), a innym nie przeszkadza rozrzucone ubranie i niepozamiatana podłoga. Na przykład mnie. I co z tego?
  18. Niestety fajna pani nie dostanie Jagi (tak nazwano onkę)! Przysłała mi sms, że widziała ogłoszenie, że nadal szukają dla niej domu. Jednak "Norweżka" chyba za bardzo przejęła się tą sterylką przed pierwszą cieczką! Przecież pani Beata nie zrobiłaby tego sama, ale u weta, czyli gdyby było za wcześnie, on by zaprotestował. Tak się nam przynajmniej wydaje. No, trudno. Jakby kto słyszał o młodej once do wzięcia, dajcie znać. Pani Beata poszukuje towarzystwa dla dwuletnie Brego, którego energia roznosi, a reszta towarzystwa, znacznie od niego starsza, i ciężko znosi jego durną i chmurną młodość.
  19. Oczywiście "kto". Literówki to moja specjalność!
  20. I była fajna! "Wyceniłam" ją na jakieś 35 +, bezpośrednia, sympatyczna gaduła, bardzo zaangażowana w ratowanie różnych psich i kocich nieszczęść. Wieś bardzo ładna, domek nieduży i STRASZNIE zabałaganiony (sama jestem bałaganiarą, ale nie dorastam tej pani do pięt w tej dziedzinie! Dla niej wyraźnie porządek w chacie ma znacznie mniejsze znaczenie niż dobrostan zwierząt, które ma pod opieką), za to działka 3 000 m2, z czego 800 wybieg dla psów, używany na przykład jeśli ktoś się, boi wejść na podwórko, kiedy cała szóstka tam urzęduje. 3 onki, jedna onka i dwie kundelki: mała baaardzo stareńka i siedmioletnia czarnulka z siwym pyszczydłem. Psy radosne, wesołe i przyjacielskie. Kopidoły jeszcze większe od Psotki. Ale na terenie wybiegu, podwórka nie ruszają. Zadbane, ani za chude ani za grube. W domku cztery koty (jedna kotka po prostu cudo: mieszaniec z persem, puchata, jasno ruda), niewychodzące odkąd jeden z ferajny gdzieś przepadł w przyrodzie. Też spokojne i przyjazne w stosunku do człowieka, chociaż - jak to koty - z większym dystansem. Specjalnie dla psów został dobudowany dość duży ganek, w którym stoją posłania i sofa. Pani pracuje w Warszawie, ale ma jakiś taki rodzaj pracy, który pozwala jej mieszkać na wsi i spokojnie zajmować się psami i kotami. Nie dopytywałam dokładnie, co to za zjaęcie. Coś związanego z BHP. Ogólnie bardzo pozytywne wrażenie. Myślę, że dobrze będzie podtrzymać z nią kontakt - jeszcze jedna "pozytywnie zakręcona" w temacie zwierząt.
  21. Hej, hej! Jest tam kot? Co u Leśnej i reszty ferajny?
  22. Pani, z którą rozmawiałam przez telefon brzmiała fajnie. Zobaczymy.
  23. Przepraszam, uciekł mi jeden dzień. Żyłam w przekonaniu, że dziś jest piątek! Jadę do Magnuszewa w sobotę.
  24. Sieć ludzi dobrej woli na całym świecie działa! Przed chwilą miałam telefon z ... Norwegii z prośbą o wizytę przedadopcyjną pod Szelkowem Starym (a dokładnie w Magnuszewie Dużym)!!! Chodzi o czteromiesięczną suczkę onkę, wyszarpaną niemal gwałtem i przemocą od "rozmnażacza". Jej mamy nie udało się zabrać, bo potwór podobno wydał ją kolejnemu potworowi ("będą ładne szczenioki!" - To pod Bełchatowem, stąd te szczenioki), mimo, że ktoś już jechał jej na ratunek. Serce się kroi. No, ale mała ma szanse na dobre życie. Jadę tam jutro w południe. W rozmowie pani od ewentualnego domu brzmiała fajnie, zobaczymy jak to wygląda na miejscu. Trzymajcie kciuki, żeby wszystko się okazało w porządku.
  25. Bardzo mi się podoba imię "Leśna"! A jak ona się teraz czuje? Co do maluszki, wcale się nie dziwię, że szybko znalazła dom, fajna jest!
×
×
  • Create New...