Jump to content
Dogomania

Hope2

Members
  • Posts

    10073
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    9

Everything posted by Hope2

  1. Nie, absolutnie nie chciałam tym postem wywoływać dyskusji. To zwykłe przykłady psów wyparowanych-tu na forum. Pewnie jest ich więcej. Uwierz-gdyby chodziło o prowokację zrobiłabym to tak,że ktos prowokowany nasłał by swoje bojówki.
  2. Topi, upał szkodzi, zejdź z słońca, schowaj główkę w cień i napij się-tylko tym razem wody. I zanim zaczniesz pisać pomyśl chwilę. To nie boli Widzisz, trochę żyję na tym świecie, mam oczy, uszy-więc mam o czym opowiadać. I to co piszę, to moje własne zdanie. Mnie literatka kierunku wskazywać nie musi, jak Tobie. Myślisz, że jak Ci będzie lajkować, to znaczy,że jesteś jej przyjaciółką i Ci pomoże? naprawdę? Idź poczytaj klasykę o trawce brzuszkowej lepiej i zaskocz mnie w końcu cytatem, którego nie znam
  3. Widzisz-Biafra telefony odbiera. Chcesz-znajdź sobie w googlach i zadzwoń, jeśli naprawdę interesujesz się czy to Bojarem, czy innym psem/koniem. Dowiesz się tego, czego będziesz chciała. kk...ha! spróbuj zadzwonić i powiedziec, że jesteś mną-w sekundę rzuci słuchawką. Poza tym-nigdy w życiu nie porównam jej do żadnej fundacji. Osóbki, która na swojego własnego prywatnego psa zbierała kasę. Którego zabrała kilka godzin po operacji,żeby włóczyć się z nim po kraju. Psa, którego mając u siebie nie zrobiła żadnych badań-ani EKG, ani krwi, ani moczu (pomimo tego,że Bunia sikała częściej niż kk i reszta domowników sobie życzyła). Nie porównam dziewczynki, która myśli,że pieseczkowi wystarczy wyjść na dwór 2x dziennie-o 7 rano i o 18 po południu. I jest zdziwiona-bo stary jak świat pies...sika pomiędzy spacerami! wieczorem z psem wyjść nie może-bo o 22 musi być w łóżeczku (i tak dobrze,że nie po dobranocce mama zarządziła). mogła wiedzieć o chorym sercu Buni jak ją na awaryjny tymczas wyjęła z schronu-nie wiedziała-bo co ją obchodził pies, którego i tak za kilka dni miała oddać? pies z problemami żołądkowo-jelitowymi karmiony marketowymi batonami? pies, o którym sama pisała, "jest stary, z demencją na pewno i na pewno jest mu wszystko jedno gdzie jest, co je i ile godzin spędzi w podróży" Nie porównam paniusi tupiącej nóżką z osobą wyciągającą takie psy, których ktoś inny może nie tyle co nie chce, co się boi wziąć. Nie porównam osóbki żyjącej sobie wygodnie na czyjś koszt z kimś, kto sam musi o wszystko się zatroszczyć. Z kimś kto ma dziecko. Z kimś kogo nawiedziła powódź i później huragan. Z kimś komu żywioły zabrały wszystko. Biafra nie pisała na wątkach-bo z kim miała pisać? sama ze sobą? ja też nie piszę-jak ktoś zapyta-odpowiem. W wolnej chwili czasem robię fotki i wstawiam. Ale sama ze sobą dyskusji toczyć nie będę. kk obiecywała,że info o Buni będzie-nie było. Wątek wyparował-miała nowy założyć. Bała się (buahahaha). Nie poinformowała o śmierci Buni, a jeszcze innych na szantaż emocjonalny brała. Ba-w listopadzie utrzymywała,że Bunia żyje i ma się świetnie. A info o niej będzie jak zakończy się postępowanie sądowe. Przypomnę-Bunia umarła we wrześniu, więc w listopadzie z kk mógł być tylko duch suni. Usunęła wydarzenie Zośki-bo "nie będę wisieć z wariatką na wydarzeniu" (wariatka, to ja, jakby ktoś miał wątpliwości). W doopie miała to,że fundacja się nie rozliczyła do końca i nie ma gdzie tego zrobić. W doopie miała osoby, które kibicowały Zosi cały czas. I po jej śmierci przychodziły się pożegnać. Wątek istnieje-i Zoś nadal pomaga. Na fb fochuś nie mogła tego znieść. Że można bez awantur, bez wyzwisk, w rodzinnej atmosferze. Bo w pustej główce się pomieścić nie mogło i nie może,że ktoś inny psa z chorym sercem miałby do tej pory, gdyby nie nowotwór. A ona ile miała Bunię? kilka tygodni? nie wiedziała,że leki trzeba podawać? że psa z chorym sercem nie wozi się w upały po świecie? Że pies z chorym sercem nie powinien być w domu z kimś, kto nie przepada za psami, a sikającego (podobno) kopie? że pies musi mieć spokój? a, no tak-wiedzy i rozumu zabrakło.
  4. sierota jestem i linku nie wkleiłam http://www.dogomania.com/forum/topic/147921-sprzedam-vetmedin-5mg/
  5. Vetmedin 5 mg do sprzedania-47 tabletek za 70 zł (bez kosztów przesyłki, mozliwy odbiór osobisty w Warszawie) ważne do 04.2016. Jeśli Maksio potrzebuje piszcie szybciutko
  6. Aniu, mimo wszystko trzeba mieć nadzieję. Moja kuzynka urodziła się z porażeniem mózgowym, miała nie chodzić, nie mówić-brzydko mówiąc-miała być roślinką. Mówi, umysłowo rozwija się bardzo dobrze, chodzi (utyka lekko na jedną nóżkę). I okazało się,że ma raka kości. i mimo wszystko-robi wszystko co inne dzieci (z ograniczeniami, fakt).Więcej-jest głodna życia, chce więcej i mocniej. A ciocia płacze nocami. W dzień chodzi z uśmiechem przyklejonym do twarzy. I mimo wszystko jest rodzicem wymagającym, czasem surowym. Co do szarości-są. Tylko dlaczego Ty je widzisz wtedy, kiedy Ci wygodnie?
  7. Strasznie mi przykro. Sama znam przynajmniej 5 psów, których status zależy od wygody opiekuna w danym momencie-jak potrzebna kasa, to niczyj, jak ktoś go chce, to czyjś. Jeden nie żyje, drugi prawdopodobnie też, jeden za granicą, jeden chyba za granicą (wyparował gdzieś po drodze), jeden w cudnym tworze-dożywotnim domu tymczasowym. niemniej-nikomu nie udało sie skontaktować z opiekunką Trufli? czy próbuje 1-2 osoby skonfliktowane bardzo mocno z opiekunka?
  8. A czy ja napisałam,że chciała?nie-chciała spełnić swoja zachciankę i dać dziecku zabawkę do "dogoterapii" A "zwierzoluby" spełniły zachciankę-gwiazdkę by dały, bo...dziecko jest chore i trzeba mu dac co chce,żeby nie wyło mamusi całymi dniami. A pies? kogo to obchodzi. Byleby dziecko nie wyło, a już żeby nigdy w życiu się nie dowiedziało,że jego mamunia jest tchórzem i nie potrafi powiedzieć dziecku,że a) mama zawaliła na całej linii: b) nie spełnię twojej zachcianki, bo płaczem nic na mnie nie wymusisz Wzmianka o cioci i kuzynce-to przykład,e można wychować nieuleczalne dziecko tak,żeby wiedziało,że niczego nie wymusi płaczem, tupaniem nóżkami i nie robienie ofiary ani z siebie ani z dziecka. Za chłopczyka trzymam kciuki,żeby żył jak najdużej i żeby lekarze znaleźli sposób na uleczenie go.
  9. Dzięki za info-nigdy już nie wezmę żadnego psa na przetrzymanie na czas wyjazdu właścicieli. Niech sobie dzwonią i proszą o pomoc. Żeby później włóczyć się po sądach z powodu "podstępnego przywłaszczenia" :D :D :D :D Rozumiem,że kastracja psa już umówiona? i sterylka suni również?
  10. Aniu, nie obrażaj rodziców chorych dzieci. Poza tym-gdyby mama powiedziała dzieciom "to ja nawaliłam" zamiast "ta zła inspektor" inaczej dzieci by reagowały. Moja ciocia od wielu już lat zmaga się z nieuleczalnymi chorobami w rodzinie (w tamtym roku pochowała męża, który zmarł na raka, jej córka jest bardzo chora) i nawet jej do głowy nigdy nie przyszło powiedzieć "daj mi, bo mój mąż umiera, bo moja córka umiera" I kuzynka w ten sposób wychowana nie patrzy na siebie przez pryzmat ofiary-żyje w miarę normalnie, uczy się, czasem biegnie chwilę, ma psa-na kastrację sama naskładała pieniążki, regularnie go bada, szczepi i odrobacza. Bo to jej pies i ona jest za niego odpowiedzialna.
  11. dlatego też dziwię się,że nikomu jeszcze do głowy nie wpadło,żeby zadzwonić lub osobiście zapytać o psa, tylko lamentują,że osoba z banem na wątku nie pisze ;)
  12. Doda_ widzę,że też tu jesteś-wątek Kajko wyparował-załóż proszę nowy i wstaw jego zdjęcie (aktualne). Wiem,że kk miała wstawić ale tak zajęta była śledzeniem zadymy utworzonej między innymi przez byłą legitymację,że nie miała czasu spełnić Twojej prośby
  13. Ania-ale to niczyja wina,że dziecko jest chore. Ale to,że pewnie płacze za psem jest winą rodziców-bo dopuścili do takiej sytuacji. Bo nie wykastrowali swojego psa. A powinni-już nawet wyłączając sunię z cieczką w domu. Ale gdyby niekastrowany pies zwiał-właśnie za jakąś inną cieczkującą panną-to co? Dziecko by nie płakało? I czyja by to wina była? Gdyby pies był kastrowany, to adoptowana sunia mogłaby doczekać do sterylki spokojnie. Więc nie wiem jaka tu jest wina KTOZu? Chyba tylko taka,że uwierzyli babie,że pies będzie wykastrowany, a sunia wysterylizowana. A mamusia ich po prostu oszukała i nic tego nie tłumaczy. I nie pisz mi o empatii-idź do schroniska i zobacz ile jest tam ofiar właśnie takiej "empatii" . Jeśli nie ma czasu zająć się swoim psem, a być może zwyczajnie jej nie stać na kastrację-niech nie bierze kolejnego psa.
  14. Oj, taak Topi-pochwalasz jazdę po ludzkiej litości? I od kiedy to wstyd mieć legitymację TOZ-u? odkąd literatka ją utraciła? bo co? bo już nie może kalać imienia instytucji, które legitymację jej wydało?
  15. Topi, u ciebie też upały nastały? czytaj dokładnie, proszę :) O mój zadek się martwić nie musisz,ale dziękuję za troske O powód bana zapytaj moderatora, może Ci odpowie? Nie pamiętam dokładnie, więc nie podam Ci powodu. Ale na pewno z innego powodu, niż Twój banik był :D
  16. O, już wiem kto dyskryminował ludzi ze względu na miejsce zamieszkania :) Toi-wierz lub nie-osobiście nie znam nikogo z KTOZU. mało mnie obchodzi, czy mnie oleją czy nie oleją, z nocnika dawno wyrosłam, więc się bać nie muszę ;)
  17. Z całym szacunkiem-o ile mi wiadomo,ktoś kto ma bana nie może napisać ani słowa. Założenie drugiego konta=automatyczny ban, prawda? milka-może wróci, jesli pies pozbędzie się klejnotów. Albo jeśli pani w sądzie udowodni,że nie złamała warunków umowy adopcyjnej.
  18. hej Aniu :) miło Cię widzieć :) 'Po pierwsze-nikt psa nie zabrał. Pies został oddany dobrowolnie, bez żadnego przymusu. Po drugie-masz pewność,że sterylka lub/i kastracja psa pani nie była warunkiem umowy adopcyjnej? jeśli tak, pani nie dotrzymała warunków umowy, więc umowa mogła zostać rozwiązana-prawda? osobiście nie oddałabym suni do domu z samcem jajecznym bez takiego warunku adopcji. I odebrałabym sunię bez względu na to ile dzieci (zdrowych, czy chorych w tym przypadku nie gra roli, byłoby w domu) Po trzecie-pani bardzo brzydko gra na uczuciach ludzkich. Leci po chamsku na litość. I jeszcze nóżką tupie. mylisz się też-to czyją jest sąsiadką mało mnie interesuje. Jakby społeczne bezlegitymacyjna sama o tym nie napisała nikt by o tym nie wiedział. Podobnie jak o utracie legitymacji-gdyby nie poskarżyła się wszędzie gdzie tyko się dało. Swoją drogą-może ktoś mi powiedzieć, dlaczego choć nie mam jej w znajomych na fb ciągle ją widzę? i resztę jej towarzystwa? wściekły się czy co? każdy ich post na tablicy, niedobrze się robi od tego... kk-jeśli tu jesteś, to fajne fotki ostatnio wstawiłaś :D aaa-i jeszcze jedno-gdyby, odpukać jakieś nieszczęście spotkało społeczną-byłoby mi naprawdę żal. Nikt tak jak ona niechcący nie rozpętuje afer. Nikt niechcący nie niszczy ludzi. Nikt nie będąc gdzieś wie wszystko, widzi wszystko-ba, nawet zdjęcia ma z miejsc w których nigdy nie była ;) i nikt nie znika tak psów tak skutecznie jak ona. Więc jak najbardziej-niech żyje w zdrowiu, szczęściu i miłości. Może jeszcze jakąś powieść napisze na miarę epopei narodowej?
  19. Miło,że za mną łazisz i czytasz wsio co "naklepię" :D Z treści wydarzenia wynika,że mamusia SAMA psa oddała. I jedzie po emocjach-bo mam chorego syna. Gdyby nie dziecko nikt by się sprawą nie przejął, co najwyżej pani przeczytała by parę słów o sobie, o braku przewidywania (a i to co napisałam jest niczym w porównaniu z tym co parę osób by je wysmarowało). Gdyby oddzielić dwie sprawy-chore dziecko -brak sterylizacji suki/kastracji psa, którego paniusia ma od dawna to wypadałoby pomóc raczej przy dziecku (pewnie leczenie/rehabilitacja są bardzo kosztowne) ewentualnie Zabrali Mi Legitymację, która jest sąsiadką mamuśki powinna zabrać i mamuśkę i jej psa do weta na kastrację (jeśli jej nie stać niech zbierze kasę, myślę,że na fb szybko im pójdzie) Używasz wielkich słów. Poza tym-jaka kradzież, kiedy właścicielka sama prosiła o wzięcie psa? sama tego psa oddała, prawda? kradzież, to zabranie bez zgody i wiedzy, za zgodą to oddanie. Po co szczeniaki? pewnie chce je utuczyć i na smalec przerobić ;) (żart Topi, żart!) ------------------------------------------------------------------------------------------ A teraz TWA-"raportuj" :D :D :D
  20. Dziecka żal, to prawda. Matki nie-biorąc sunię niesterylizowana, chcąc sterylizować po pierwszej cieczce powinna psa wykastrować. Wkurza mnie postawa tej Pani roszczeniowa "oddawaj, bo ja tak chcę! oddawaj, bo mam chore dziecko". Osobiście bym z nią nie rozmawiała.Poza tym nikt nie wie, czy sterylka nie była warunkiem adopcji. No i robiąc awanturę na fb nie ma szans na porozumienie stron, osoby "wspierające" Mamę nigdy w życiu do tego nie dopuszczą. Pewnie klepałyby też Mame gdyby sunia zaciążyła przez brak przewidywania opiekunki.
  21. Mamy wyniki badania krwi, wszystkie możliwe parametry zrobione i...Maleństwo moje kochane zdrów jak rybka Emotikon grin Pani Doktor powiedziała,że wyniki książkowe i że gdyby sama krwi nie pobierała, to sądziłaby,że to wyniki młodziutkiego pieska.... I jeszcze proszę o dobre myśli-jutro jedziemy robić paszczę Serduszka, bo to ważne-od zębów może popsuć się co nieco... Pani Doktor mówi-"nie wiem jak ty to robisz, ale u ciebie dla psów czas się zatrzymuje, chyba żyją siłą rozpędu, żyją bo kochają, bo oczu z ciebie nie spuszczają"...oby! bo bez Tolusia nic nie będzie.... A mnie...jakby ktoś skrzydła przyprawił...buzia się sama śmieje, serce rośnie...i aż z radośni na rączkach noszę moją Kruszynkę ukochaną....bo...nie wiem, co by było, gdyby jego zabrakło...Tolo to moje serce, moje życie...odkąd jest u mnie-zawsze wszędzie razem-na dworze, na kanapie na łóżku, na fotelu....tylko do łazienki nie zawsze ze mną idzie-bo tam wanna jest, a wiadomo-wanna=kąpiel w wstrętnej wodzie i szamponie-fuj! zaraz po kąpieli końmi Tolusia do łazienki nie zaciągniesz-ani po dobroci, ani przekupstwem, no way! po miesiącu nieśmiało oczko zagląda, po 2 nosek widać...a już broń Boże, co by się utytłał w "perfumerii"! bo wtedy nie ma zmiłuj i niedobra mamusia na rączkach niesie wierzgające Cielątko i do wanny wstawia i wyjść nie pozwoli! i gniewać się trzeba na nią! i nie słyszeć jak woła (a drę się tak,że aż gardło mnie później boli-bo Tolo już z lekka...głuchawy....) I jutro tabletki na odrobaczenie wezmę, bo wczoraj zapomniałam, całą 5 czas odrobaczyć najwyższy (tak pro forma, ale wiadomo-lepiej na zimne dmuchać, niż później płakać...) A dzisiaj płakam z radości, ze szczęścia-a jak jeszcze jutro takie cudne wieści mieć będę-to chyba się kieliszeczek winka ulubionego za zdrowie Serduńka mojego wypiję ;)
  22. Kochani-Wasze dobre myśli ogromnie pomogły :) Tolo wieczorem poczuł się już lepiej, po południu byliśmy u weta-bolak okazał się cystą, którą usuniemy przy okazji robienia paszczy ;) dzisiaj została pobrana krew, wyniki będą jutro-i jak będa dobre, w środę paszcza :D nadal proszę o dobre myśli i kciuki-i za wyniki krewki i za środowe czyszczenie paszczęki. I ogromnie dziękuję za to,że jesteście <3 Serduszko osłuchowo jak dzwon :) Troszke się Ewuniu tego kleszczora wystraszyłam, przypomniało mi się,że dawno temu, jak się tu wprowadziliśmy, to Sebek dziada złapał-a raczej kleszcz Sebka. Nigdy w życiu takiej paskudy nie widziałam-zupełnie inny niż ten, co to w lasach się czai...nawet lekarz na pogotowiu pytał skąd dziecko toto ma-bo to jakaś rzadko spotykana odmiana. A wyciągać sama się bojałam-u podstawy czaski, już trochę napity...pod włosami...na szczęście dzieciakowi nic nie było, ale już po krzaczorach nie łazi ;)
  23. Co innego napisać miałam....się zbierałam i zebrać nie mogłam....a teraz to już nie ważne.... Ciocie kochane, proszę, błagam o kciuki za Tolka i myśli dobre-zachorował, bolak mu się na policzku zrobił, boli go,Hopiak siedzi i wyje...jutro do weta jadą...4 lata temu spod igły go wyciągnęła...módlcie się,żeby to nie było nic poważnego...bo wiecie-mnie kochała...ale Grubson, to jej serce i jej życie....gdzie ona tam on, gdzie on, tam ona....Proszę....i lecę Szefa pilnować i naszczekam mu co o nim myślę... Zoś bojająca...
  24. Trzymajcie proszę kciuki za Tolunia-jutro jedziemy do weta, na policzku zrobił mu się bolak-nie a zrobić sobie zdjęcia, boli go. Wygląda jak nażarty kleszcz-ale to nie kleszcz, tylko gula wypełniona płynem, miękka, ugina się pod palcem, ale na pewno boli, bo Serduszko moje główkę zabiera, nie chce żeby dotykać. ja panikara jestem, siedzę i wyję...i modlę się,żeby to było "nic", żeby to jakaś pierdółka była, którą przepędzimy lekami albo zastrzykami. Jutro na pewno zbadamy krew, bez tego ani rusz...wetom każę w paszczę maleństwu zajrzeć, ząbki mieliśmy już dawno zrobić, ale zawsze tymczasy były w potrzebie...większej... Wyniki tu wstawię i tu będę pisać co dalej-na fb nie chcę, tam moja mama zagląda, nie chcę jej martwić
  25. Hm...nie pisałam od razu, bo myślałam,że mi się przywidziało,że to przypadek...ale...Książę rusza łapkami :) bardzo rzadko się zdarza, że idę za nim-z reguły albo go prowadzę, albo Sebek z nim idzie obok mnie, więc tyłu nie widzę. Ale ostatnio Książę się na mnie obraził i polecieli do przodu-patrze-co prawda nie idzie sam, łapki robią "wleczonego"...ale...ale poruszają się na przemian wytrwale, tak jakby szedł-wszystko jedno, wolno, szybko-nadążają, dzisiaj już patrzyłam dokładnie-na szeklach i jak sobie sam foczkował na podwórku-łapki "chodzą"... wiem, wiem, nie powinnam...ale mam nadzieję,że się uda. Chociaż czasem ogarnia mnie rozpacz w ciapki, jak Bulbo nie wykazuje najmniejszej ochoty do przemieszczania się, jak ręce mdleją od noszenia Książęcej doopinki.... Nie mam bladego pojęcia dlaczego tak-według wszelkich reguł, dobrze powinien się czuć w chłodzie, a on właśnie w upały ożywa... Po niedzieli jedziemy z nim nad rzekę. Niech pływa. Wiem,że za wodę mnie znienawidzi. Ale niech ćwiczy. Wózek na razie zaparkowany na przedpokoju. Walczymy
×
×
  • Create New...