-
Posts
10073 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
9
Everything posted by Hope2
-
W sumie problematyczne jest Dziadkowe mniemanie o sobie-w jego własnych ślepkach jest zapewne wielkim groźnym psem a nie malizną... Czasem sam zaczepia...no i jakby mógł, to by wszystkich z jedzenia okradł...w dodatku obaj chcą być ciągle w centrum uwagi... Chociaż z drugiej strony-większość czasu jest albo zgoda, albo ignorancja siebie nawzajem...czasem (rzadko) Bulbo leży obok Dziadka... No...ja mu poustalam! Dzisiaj z Dziadkiem u weta byłam-antybiotyk malizna dostał i w czwartek powtórka z rozrywki (się ropka zbiera :( ) ale o wizycie u weta więcej na Dziadkowym wątku wieczorkiem napiszę
-
MUFKA - mam nie tylko imię !!!!! Mam Przyjaciół !!!!!!
Hope2 replied to cancer43's topic in Już w nowym domu
A co miałby robić ten ktoś ? :) Właśnie skończyłam bazarek, z którego co nieco będzie także dla Mufinki więc mogłabym coś zadziałać w tym temacie, pod warunkiem, że podrzucicie mi pomysł na cegiełki. Nie mam źródełka takich gifków, czy emotikonek. Nieee, bazarek robię ja, jednym beneficjentem będzie Skrętek, drugiego szukam. -
Ech Cioteczki... szukam miejsca i szukam-i nic mi się nie podoba... No i Szefa unikam-co by nie było,że spełni moje marzenie jak ja nie będę gotowa-o co to to nie! No i zaglądam do nich tam na dół-święta były...i oni co chwilę-a jak była Zoś to...a jakby była Zoś to tamto...już zawsze będziemy za sobą tak tęsknić? W Wielką Sobotę Hopiak zemdlała-bo kto to widział? nie spać? sprzątać, gotować, pieseły-i wszystko sama sama!!!! dobrze,że Sebek był, to ją cucił, bo...nie oddychała! I co raz jej mniej...i wyniki powtórzyć musi, bo się doktorce nie podobały...z nią jest tak...nie równo? jednego dnia dobrze innego źle...kiedyś jedna Ciocia do niej dzwoniła-bo się martwiła,że jej nigdzie nie ma-zgadnijcie co powiedziała? a za serduszko się trzymała i w oczkach jej ciemniało... No i pilnujem,zeby tabletki brała-ma je zaraz przy tabletkach Bulbiatego-jak jemu daje, to ja od razu łapką przewracam te jej-żeby sobie nie myślała! bo wiecie-ona to o całym świecie myśli-o sobie na końcu...no i czasem nie zdaży... O! wiem co jeszcze chciałam! jednej Cioci chciałam powiedzieć, że ...że szkoda,że tak...że jak sama chciała dyskrecji, to się nie powinna fochać za to,że i gdzie indziej jak ktoś prosi "zachowaj dla siebie"-to się tak robi-bo nie ma dyskrecji wybiórczej! albo się jest papla albo nie i już, prawa? Hopiakowi było smutno, wiesz? chodziła i biła się z myślami-napisać, nie napisac...ale jak nie chcesz...to po co? może tu przeczytasz, może nie. Nic na to nie poradzę. Ale Hopiakowi mówię-masz nas, futrzaci się nie fochają naprawdę. I są-bo ty jesteś zawsze i dla każdego....ech...człowieki... A ogródek sobie robi-już rzodkiewka, sałata, szczaw, groch i nie wiem co jeszcze na wierzchu :) dzisiaj siała buraczki, cukinie, dynie, ogórki, rabarbar i słonecznik i nie wiem co jeszcze :) i chodzi wkoło tego jak kwoka-zaglada, plewi, podlewa...i aż jej sie oczka śmieją jak roślinki wschodzą i rosną...to cieszę się i ja-fajnie widzieć jak się uśmiecha... Dla Cioci anica buziak wielki-za kciukaski za Sebkowe egzaminy, bo mówił,że ta straszna matematyka nie była taka zła,że była dużo łatwiejsza, niż myślał...i że chyba jednak będzie miał te punkty do liceum wymarzonego :) I wiecie co? moja mogiłka jest...no chyba jest najpiękniejsza na świecie-kolorowa, pachnąca...śliczna! kwitną tulipany, szafirki, prymulki i był taki ładny fioletowy kwiatuszek-nie wiem jak się zwie...ale naprawdę cudny był! i jeszcze są inne-ale na razie pąki mają, to nie wiemy co to może być i jest taka roślinka co to ma listeczki zielono-białe...cuuudeńko :) i jeszcze mi Hopiak będzie siała jakieś jeszcze inne kwiatuszki-żeby było ładnie, kolorowo...aa-i mleczyk się zrobił-chyba dlatego,że ja mleczyki lubiłam? tak ładnie kwitną wiosną... Zoś rozmarzona Ps. Ciocia Gusiaczek-gratuluję mądrej decyzji i trzymam kciukaski za wytrwanie w postanowieniu :) Mój Hopiak nie zmądrzeje, bo mówi,że to jej ostatnia przyjemność...ale na nią nie patrz! bądź dzielna, bo robisz dobrze!
-
A co u B&B ? Bilbo (Jamnikiem zwany, Jamniorem, Jamisiem, Misiem itd ) No...ten, to tu chyba już korzenie na stałe zapuścił, nijak się go pozbyć nie da ;) nawet bez smyczy chodzić może-wraca albo ze mną albo jest w domu przede mną...GPS nastawił i koniec? Co prawda teściowa coś tam mówi,że w jakiejś mglistej przyszłości mógłby u niej zamieszkać...ale 1-nie wiem kiedy miałoby to nastąpić. 2-już widzę jej zachwyconą minę na widok podrapanych drzwi(nówki nie śmigane) i ścian świeżo omalowanych i otapetowanych 3-jak tylko wyjdzie z nim bez smyczy-będę wiedzieć (się jamnik zmaterializuje u mnie pod drzwiami) Po za tym-jako jedyny preferuje spanie z TZ, no i lubi go... Generalnie-psi ideał (dla lubiących psy drące się bo TAK od czasu do czasu) i nie mających nowiuśkich drzwi w domu. Blacky...Klekotek, Klekuś,Kekuś, Niuniuś Blekota, Dziadeczek, Malizna... No...tu jest zmiana :D Z Dziadeczka zrobiła się przytulanka do zacałowania :) nic tylko na rączkach nosić i przytulać i cmokać w nosek...i już mogę go po mordeńce dotykać :) nie zawsze-ale jednak :) śpi u Sebka-bo połączenie Bulbo+ Blacky = kłopoty. I to niestety kłopoty dla Dziadka :( bo on sobie myśli,że jest ogromnym psem i że nabije każdego...na jego nieszczęście Bulbo w to nie wierzy :( Dziadek miał już uszkodzony policzek, nos i wczoraj-koło oczka...ręce mi opadają dosłownie, bo nie wiem już co robić-rozdzielać ich na całe dni? bez sensu-przez większość czasu jest zgoda, spięcia są rzadko (ale jednak są). Jak wychodze z domu, Bulbo dostaje kaganiec-Hades umie otwierać drzwi, więc z rozdzielenia nici... Za obcymi Blacky nie przepada, potrafi złapać za palec jesli ktoś chce go pogłaskać. Po chwili przyglądania się z bezpiecznej odległości "obcy" nie może się opędzić (od całego stada), każdy chce być głaskany. Dziadek co prawda zachowuje mały dystans, ale to może i lepiej,ze nie leci do każdego? No i co jeszcze? Dziadek nadal czasem potrzebuje gatek (dzięki sunia2000 ma całkiem spory zapasik za co z całego serca dziękuję ). No i musze uzupełnić rozliczenie Słodziaka-bo dostał pieniążki z bazarku-ale to już jutro. A-Blacky uprawia "ucieczki" z podwórka. I śmieszny przy tym jest okropnie-bo robi to w tak teatralny sposób :D ucieka powolutku i ogląda się cały czas jakby mówił "idę! zobacz! idę sobie bo -a) głaskasz Hadesa/Bulba; b)nie zwracasz na mnie uwagi; c) nakrzyczałaś na mnie,że wlazłem w sałatę/rzodkiewkę itd " a jak za nim nie idę-to wraca naburmuszony i maszeruje pod drzwi-"goopia jesteś! o!" jak idę i Dziadunio łaskawie da się złapać i wziąć na rączki to aż o mało z dumy nie pęknie-"kocha mnie! szuka mnie! zależy jej na mnie!" i w oczka zagląda...ech...nie da się go nie lubić... I jaką miał minę jak kurę zobaczył! aż mu się paszczęka otworzyła- "co to????". No i oczywiście musiał iść z bliska zobaczyć-do sąsiada na podwórko! i siedział rozanielony a w koło niego kury-on oglądał kury, a one jego :) musiałam go zabrać-no, kury nie moje, podwórko też,,,no i kogut wściekły jest, nie chciałabym,żeby zaatakował Dziadunia. I jaki zachwycony był i jak duma go rozpierała jak wracał a wkoło niego latało stadko gołębi! nawet nie wiecie jak żałuję,że aparatu nie miałam :( chyba jedyne wyjście-na każdy spacer aparat zabierać?
-
ooo-na polfilin mogę wziąć receptę u doktorka, bo toto mam brac dożywotnio (bleeee)
-
MUFKA - mam nie tylko imię !!!!! Mam Przyjaciół !!!!!!
Hope2 replied to cancer43's topic in Już w nowym domu
Witam Wszystkie Dobre Anioły :) jak już przylazłam to zapytam-jak finanse Mufki? a pytam, bo szukam ktosia do bazarku cegiełeczkowego -
Pięknie dziękuję za ogłoszenia :) nie wiem dlaczego nikt nie chce zadzwonić? Blacky to super pies w pamporku :D tzn-nie zawsze musi go mieć-jak jest cieplutki dzień (no i więcej czasu wtedy spędzamy na słoneczku) to nie trzeba zakładać. No i może nie do końca sygnalizuje,że musi wyjść...ale jak już sobie siknie-to zawsze przychodzi "powiedzieć" że trzeba sprzątnąć po kosmitach ;) Juldan gratuluję powiększenia Rodziny :) napisz kiedyś coś więcej o Córeczce...ach...ależ Ci zazdraszczam...taki mały cud w domu...
-
długo mnie nie było...no i hasło odzyskać musiałam-skleroza nie boli jednak ;) Bulbiątko...w sumie bez zmian-ani na lepsze (szkoda :( ) ani na gorsze (ufff). Czasem są takie dni,że myślę "wózek...już tylko wózek przed Księciem...."-bo chodzi na kolankach...albo ciągnie tył za sobą-jak foczka...i on chyba widzi,że się martwię-bo w następny dzień ni z gruszki ni z pietruszki wstaje i idzie sobie w cholerę (a dokładnie w pole sąsiada-jak dzisiaj na przykład) Nie mam pojęcia jak długo tak wszystko będzie się wahało. Tak bardzo chciałabym, żeby mógł chodzić sam-zawsze. Żeby go łapy nie wystawiały do wiatru w najmniej spodziewanej chwili. Mięśnie się odbudowały (no, może jeszcze nie całkiem-ale ulv mówiła,że jest lepiej :) )boczki też się zaokragliły...ale nie byłabym soba gdybym czegoś nie dojrzała...moim zdaniem ogonek powinien być...grubszy? nie wiem...porównuję do mojego Tolka,,,ale i sam Tolo jest bardziej...okrągły? Dzisiaj Bulbo pilnie przypatrywał się jak sieję w ogródku...chyba myślał,że to jakaś nowa zabawa w chowanego-przyłapałam dziada jak pracowicie szukał tego co schowałam (i na co mi było chowanie smaczków? po co komenda "szukaj"????). aaaa-wiecie jak wygląda jasny pies wytarzany po same uszy w świeżo skopanej i podlanej ziemi? fotki niet-od razu wpakowałam go do wanny (nie lubi, oj nie lubi sie kąpać) Co po za tym? przypadkiem odkryłam,że Ksieciunio doskonale rozumie komendę "na miejsce"-przypadkiem, bo akurat wściekałam się na Hadesa za kradzież obiadu (caluśkiego wrrrr)...i obaj poleźli do siebie-Hades nie wiem dlaczego uznaje,że jego miejsce jest w kuchni pod stołem, a Księciunio-na JEGO kanapę. Odnośnie kanapy-ulvhedinn chyba jednak wie co pieseły kochają najbardziej-bo mu prawdziwą kanapę przywiozła (niby miała być dla Dziadeczka...ale...Bulbo ją okupuje prawie całą dobę). No i Książątku się nie podoba,że nie biorę go do swojego łóżka z kanapą (jeszcze czego!). Więc w dzień kanapą dzieli się tylko z Tolkiem, w nocy Bulbo śpi ze mną (się wydziera jak go nie zabieram ze sobą), a Tolo na kanapie (zdrajca paskudny-wymienił łóżko na kanapę-chlip chlip) no i poskarżę na Jego Ksiązecą Moość-nie lubi już Dziadeczka :( wczoraj się na niego rzucił-bez powodu, bo Blacky nawet na niego nie patrzył, stał daleko (nie skakał po nim jak ma w zwyczaju) :( Szyć nie trzeba, ale krew była :( nawrzeszczałam na Bulba, dostał w tyłek klapa (wiem, wie-nie wolno) i w "nagrodę" kaganiec na całe 3 godziny (bo jak tylko się odwróciłam polował na Dziadeczka). Foch był okropny-ale dzisiaj już spokój, już Bulbo nawet na niego nie chce popatrzeć (i dobrze! ) Najgorsze,że nie wiem dlaczego go zaatakował-Hadesa nie lubi z zasady i próbuje wygonić z domu. No ale Hades jest duży i Bulbo ogranicza się tylko do darcia ryjka...nie kłapie paszczą, nie gryzie. Dziadek jest maleńki. I stareńki. Ale to nie powód do atakowania.... muszę pomyśleć co z nimi zrobić, bo tak być nie może,że jeden będzie atakował drugiego
-
Czas płynie nieubłaganie...jutro minie kolejny miesiąc moich rządów za TM... dziwne zjawisko ten czas-niby go dużo...a jakby...oczka mgnienie? muszę nad tym pomyśleć... Wiecie co? uciedzyłam się jak gooopia, bo Szef miał już po dziurki w nosie mioch błagań, wrzasków, próśb i gróźb i...POZWOLIŁ mi zabrac do siebie Hopiaka! :D i poleciałam po nią-bo odzyskałam znów skrzydła-poleciałam jak wiatr! i tak się cieszyłam,że uśmiech miałam prawie dookoła głowy! i usiadłam na korytarzu,żeby odsapnąć i oczka kociastymi nacieszyć. I widzę-Hopiak z domu wychodzi z Księciem i Dziadkiem! i idą na dwór-oni zerkają na mnie podejrzliwie, chyba się im mój uśmiech nie spodobał? i Hopiak za serduszko się łapie-ale idzie dalej, mruczy-"na dworze odpocznę chwilkę, będzie dobrze"....i upadła! Dziadek pisk i biegiem do góry (zobaczył michę kociego jedzenia i o całym świecie zapomniał-jadł aż mu się uchole trząsły), Książę na dwór poszedł koślawo (sioo go piliło)..a ja do Hopiaka mojego podfrunęłam...i przytulam się i noskiem trącam-a ona NIC! jak to??? co się dzieje??? ja tak nie chcę!!! i czuję,że mnie ktoś łapą do ziemi przygniata, oglądam się-Bulbo-wiercę się "puść mnie baranie jeden, Hopiaka mojego zabieram!" a on warkoli i ząbki mi pokazuje! (wielgachne ma Królewicz zasmarkany!) i mówi "zostaw! zostaw, bo futro ci zołzo przetrzepię!" pfff-akurat się go boję! ale w domu Hades piszczy i Dziadek chlipie nad tą karmą...ech...poczekam jeszcze... Ten Na Górze wydarł się na mnie-że mam się zastanowić, a nie raz chcieć Hopiaka, raz nie (goopek-wiadomo,że chcę...)...tłumaczę mu-"Stary, spokojnie...", a on się wścieka,że niby to samo mi tłumaczył...no może i coś tam tłumaczył...ale tak sobie myślę-czas Hopiaka kiedyś się wypełni i wtedy po nia polecę, albo sama przyjdzie-chyba powinnam nam jakiś fajowy kącik znaleźć? żebyśmy mogły sobie w nim mieszkać i tulić się do siebie? a TM wieelgachny! trochę czasu mi zajmie wyszukanie tego jednego, jedynego najlepszego miejsca... Wiem,że Hopiak ma tabletki na serduszko-pilnujem,żeby brała, bo to rotrzepaniec jest, myśli o wszystkich-o sobie nie ma czasu! martwi się o innych... aa-Bulbiatemu naszczekałam,że ma o nią dbać, bo jak nie-to zabiorę (żartowałam, ale ciii)-i wiecie jak ten baran dbanie rozumie? władował się na stałe do jej łóżka...i na rączki chce! ech...facet... I jeszcze napisalnikujem com widziała-że mam mogiłkę, to wiecie? to widziałam,że zielono u mnie i że kwiatki kwitną...i pachną...cuudnie jest :) ale sąsiad zrobił 2 mogiłki-dla kociastych, co to je znalazł-no...napracował się jak nie wiem co-kamieni nanosił,pod bzem poukładał-wygladają...jak mogiłki małych ludzi! i światełko im świeci-mówi,że chciał...i chodzi do nich co dzień-wiem, bo lookam do Hopiaka każdego dnia, jak do mnie idzie i plewi i coś tam poprawia...albo zwyczajnie-siedzi i mówi do mnie-sąsiad idzie do kociastych... Zoś...Hopiaka nie zabierająca... (chwilowo...)
-
Książę dzisiaj uprawiał głównie leżing-pewnie zmiany pogody tak na niego wpływają...więc podziękuję w imieniu słodziaka Leków starczy jeszcze na miesiąc, ale karma nie długo się skończy, mamy jeszcze 10 puszek i trochę suchej. W razie W reszta bandy się z nim podzieli swoją, albo będę mu gotowała ryż/makaron z kurczaczkiem i warzywami (żeby Jego Królewska Mość sensacji żołądkowych nie miał). Bazarek też mu zrobię-może jutro wyskrobię odpowiednią ilość czasu na wysyłanie zaproszeń, bo samo założenie cegiełek zajmuje chwilę. No i pytanie-mogę napisać,że zbiórka na Twoje konto? nie wiem, czy fundacja ma ochotę wyłapywać x wpłat po 5 zł ?
-
to samo jej szczekam-od chorowania, to jesteśmy my, a ona jest od leczenia nas, karmienia, bawienia się, tulenia i...od wielu innych rzeczy. Tylko jakoś ostatnio na klikanie czasu brak...dzisiaj słyszałem,że niedługo święta będą-jajkowe :) i że jajo też dostanę (jedno-buuu) no i reszta też dostanie, bo musi być sprawiedliwie. Tolek coś mruczy pod nosem,że pewnie i coś pysznego będzie i że Zając smaczki przyniesie-więc będziem pilnował tego Zająca, co by jak najwięcej z niego wytrząsnąć :D no i nie pochwaliłem się,że zabawki dostałem-dzisiaj :) i mam co pilnować i co w paszczy nosić :D lubiem te moje skarby...oj lubiem...tylko dzielić się nie lubiem-jak mi chcą coś zwędzić, to warkolę i nos marszczę, a jak to nie działa-to szczekam! moje! moje! tylko moje!!!
-
się meldujem :) za oknem słonka co raz więcej i ja na dworze spędzam dużo czasu-chodzem, leżem, pomagam siać, na kota polujem-kiedyś go dorwę, dziada jednego paskudnego. Wycwanił się i wie jak blisko może podejść,żeby mnie drażnić, a ja nie mogę go złapać. Jak tylko się ruszę-odskakuje kawałek dalej i mi podogonie pokazuje wrrrr. Dostałem jedne butki od Cioci z fb i już się prawie nie focham na nie (Hopiak mówi,że muszę w nich chodzić, bo jak nie, to sobie takie kuku zrobię,że mi łapki ciachną-a łapki swoje lubie przecież i chcę je mieć), dzisiaj dostanę drugie-na zmianę :D szykuje mi się sesja zdjęciowa, jak tylko skończymy siać i sadzić...aaa-śpię z Hopiakiem co noc-jak mnie "zapomina" zabrać, to sie wydzieram i idę sam i musi mi trochę pomagać wejść na łóżko (jak jestem sam, to sam wchodzę...ale po co się wysilać? przecież od czegoś ją mam-no nie?) i się tulę i buziaka na dobranoc daję :) Teraz Hopiak jeszcze po człowieczych wetach gania-serce badała i badać będzie, bo coś tam nie jest tak jak powinno i krefę badać będzie, bo musi (hihihihi-kłujać ją będą :D ) i jeszcze cos tam badać jej będą...i tabuletki swoje tyż ma (chyba mi zazdraszczała?)-na serduszko jej dali. Ale mówi,że bazarek zrobić musi-nie dla niej, dla mnie, bo trochę do mojej obroży na kleszczory brakuje, a i żarełko się kończy w worku-trza szybko nazbierac na nowe, bo co jak co, ale ja jeść lubię...bardzo lubię :) idę na dwór, bo szkoda marnować takiego słonka Bulbo szczęśliwy, bo wiosna :)
-
a jak już przylazłam, to się pochwalę ;) Ksiązę prawie nie sika w domu-teraz trzyma ze wszystkich sił i sika...zaraz za drzwiami na korytarzu-ale to już i tak postęp :) za jakiś czas będzie trzymał na sam dół :D aaa-no i chyba czuje się pewny siebie-chce SAM wchodzić i schodzić po schodach (nie pozwalam mu oczywiście, jeszcze za bardzo się chwieje na boki). Na dworze też więcej chodzi niż leży, dzisiaj przegonił mnie po krzakach zaa kotem(znaczy się on za kotem, ja za nim). Na podwórku pozwalam mu chodzić bez smyczy...ale jak będzie nadal tak dzielnie pracował nad powrotem do sprawności...to chyba jednak smycz mu będe zakładać, bo się okazało,że jednak moja kondycja w porównaniu z jego jest maleńka...
-
Cioteczki kochane, biorę sobie chwilę urlopu od dogo. Muszę się podleczyć, nie wiem który raz przewartościować wsio. Większość z Was ma mój nr telefonu, albo mejla-więc wiecie jak mnie złapać :) Oczywiście, gdyby coś się działo z Księciem lub Dziadkiem wrócę i napiszę. Jakby ktoś mnie szukała, a nie miał nr telefonu-anica i ulv będą wiedziały wszystko (będę dzwonić ;) )
-
Ha! Księciunio dzisiaj śmiga za mną krok w krok :D i w błotku się wytarzał...no-nie jego wina, że pada, no nie? i drzewka przycinać pomagał-gałazki zabierał (szkoda,że nie miałam wpływu na to gdzie z nimi lezie...) i tylko raz w domu sioo zrobił :) i na dworze ani deszcz, ani śnieg, ani wiatr mu nie przeszkadzał-na moje błagania "Bulbo chooo do domu, zimno mi, Ty masz kurtkę, a ja nie dość,że w krótkim rękawku wyleciałam,żebyś zdążył z sioo na dwór, to jeszcze boso"-wywalał się kołami do góry i uśmiech od ucha do ucha...koniec końców zostawiłam go na dworze i migiem leciałam po kurtkę i buty-no jak Księciunio chce być na dworze i chce chodzić-wiadomo-z monarcha się nie dyskutuje :D
-
za szybko wysyłasz-trzeba chwile czekać-ja dla pewności czekam 2 min pomiędzy zaproszeniami
-
Dzisiaj Książe jakby ...weselszy? :) na dworze chwilę śmigał, po mieszkaniu chodzi za mną, zabawkę przynosi i zaczepia do zabawy :) no...i po raz drugi wszedł sam do domu-oczywiście nie na samoa górę, nie pozwoliłam mu, choć się wybierał. Sam pokonał łącznie 6 schodów! dumny jak paw był. Po powrocie ze spaceru wszedł na moje łóżko i...tak zupełnie nie chcący siurknął sobie na kołdrę-nic to, kołdra się pierze, ważne,że Bulbo nie jest markotny :)
-
a ja coś mam! coś miłego i cieplutkiego! coś, co jest suuuper, bo zimno na dworze-ktoś słonko ukradł :) Cioci toyota dziękujem z serduszka całego-wiedziałabyś pierwsza ino się zdzwonic nie umicie ;) i wiecie co? buta jednego GRATIS żem dostał-dziękuję Cioci wiosna -cmok cmok cmok Tera zse leżem i nontemplujem ubranie-się muszę zdecydować, czy lubiem...czy nie? but mnie interesi baaardzo-cuś nowego, łapą może się wlac za mną-i nie boleje!